Impresje

środa, 14 lipca 2010

Kabaret Starszych Panów - wcale nie taki pruderyjny...

Czytam, owszem, nawet sporo, ale napiszę o tym chyba dopiero wtedy, kiedy temperatury zaczną oscylować koło 25 stopni. Póki co, zupełnie z innej beczki, trzy skecze KSP.


"Ach, ta ściana tak cienka" - Jeremi Przybora, Krystyna Walczakówna oraz Barbara Krafftówna




"Portugalczyk Osculati" - Barbara Brylska (niesamowita!!!), Jeremi Przybora, Wiesław Michnikowski

wtorek, 13 lipca 2010

Łańcuszek

Anna, w ramach krążącego ostatnio w "książkowej" blogosferze łańcuszka, poprosiła mnie o odpowiedź na następujące pytania:

1. Do jakiego kraju, miasta, miejsca chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą? Jaka to była książka? A może już w takim miejscu byłaś? W takim razie jak wypadła konfrontacja?

Nie lubię upałów (od kilku dni mam kiepski humor) i panikuję (tzn. krzyczę, uciekam i szukam schronienia) już na sam widok większości stawonogów, więc raczej nie podążę śladami Karen Blixen ani tym bardziej Tomka Wilmowskiego, choć nie ukrywam - chciałabym: noc przy ognisku, pośród afrykańskiej sawanny, w blasku gwiazd, nie przyćmionym światłami cywilizacji. Chyba jednak nigdy się nie odważę. Jestem domatorką i nie umiem się obyć bez pewnych podstawowych wygód... Zresztą równie dobrze mogłabym pojechać do cioci na wieś i powłóczyć się nocą po polach; owadów tyle samo, co w Afryce (ale mniejsze), dzikich zwierząt raczej brak... tylko że pomyślano by niechybnie, że do reszty zwariowałam:)
O wiele bardziej realna jest wyprawa do Anglii, szczególnie do Londynu, choć raczej nie ze względu na jakąś konkretną książkę czy też literaturę w ogóle; chciałabym zwiedzić miejsca związane z Tudorami, których dziejami niezmiennie się interesuję.

2. Jakie i dlaczego było Twoje największe rozczarowanie literackie w wykonaniu ulubionego autora/autorki?

Nie mam ulubionego autora ani ulubionej autorki. Często bywa też tak, że jeśli jakaś książka szczególnie mi się spodoba, to po prostu boję się sięgnąć po inną pozycję tego pisarza/tej pisarki, właśnie ze strachu przed rozczarowaniem.

3. Czy w przypadku powieści zwracasz uwagę na jakiś szczególny rys bohaterów np. strój, spożywane potrawy itp.?

niedziela, 11 lipca 2010

Kobieta w literaturze IV

Czwartek

"Ten Portugalczyk, narzeczony Dedé, zapytał w pewnej chwili, skąd bierze się we mnie tyle pogardy dla kobiet i zaraz wszyscy go poparli. 
  Pogarda? Ależ skąd! Uwielbiam raczej... Choć co prawda dotychczas nie umiałem odkryć czym jest ona dla mnie w porządku duchowym, wrogiem czy sprzymierzeńcem? A to oznacza, że połowa ludzkości mi się wymyka.
  Ta łatwość pomijania kobiety! One jak gdyby nie istniały! Widzę naokoło mnóstwo ludzi w spódnicach, z długimi włosami, o cienkim głosie, a mimo to używam słowa "człowiek" jak gdyby ono nie było rozłamane na mężczyznę i kobietę, a także w innych słowach nie dostrzegam rozdwojenia, które wprowadza w nie płeć.
  Odpowiedziałem Portugalczykowi, iż jeśli w ogóle może być mowa o mojej pogardzie, to tylko na gruncie artystycznym... tak, jeśli zdarza mi się nimi gardzić to ponieważ są złe, fatalne jako kapłanki piękności, objawicielki młodości. Tutaj złość moja wzbiera, w tym nie tylko drażnią ale i oburzają mnie te złe artystki. Artystki, tak, bo czar jest ich powołaniem, estetyka ich zawodem, urodziły się aby zachwycać, są niejako sztuką. Ale cóż za partactwo! Cóż za oszustwo! Biedna piękności! I biedna młodości! Wy znalazłyście się w kobiecie po to aby sczeznąć, ona w gruncie rzeczy jest pośpieszną waszą niszczycielką, patrz, ta dziewczyna jest młoda i piękna w tym celu jedynie aby stać się matką! Czyż piękność, czyż młodość nie powinny być czymś bezinteresownym, nie służącym niczemu, wspaniałym darem natury, ukoronowaniem?... Ale w kobiecie ten czar słuzy do płodzenia, on podszyty jest ciążą, pieluszkami i to oznacza koniec poematu. Chłopiec zaledwie dotknie się dziewczyny, oczarowany nią i sobą z nią, już staje się ojcem, ona - matką - a więc dziewczyna to twór, który niby to praktykuje młodość a właściwie służy do likwidowania młodości.

wtorek, 6 lipca 2010

WIEKI ŚWIATŁA

Tytuł: Wieki Światła
Autor: Ian R. MacLeod
Pierwsze wydanie: 2003
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Wydawnictwo: MAG
ISBN: 87-7480-023-2
Stron: 400


Ocena: 5-/5

(...) jest to powieść po prostu dobrze napisana, miejscami napisana pięknie. MacLeod wykazuje się tyleż wyobraźnią, co wrażliwością pisarską.
Całkowicie zgadzam się z tą opinią Jacka Dukaja i polecam felieton, z którego ją zaczerpnęłam. Ewentualnie można jeszcze przeczytać poniższą wypowiedź mojego autorstwa. Z góry ostrzegam: zawiera ona dużo spoilerów, myślę jednak, że znajomość fabuły nie powinna zniechęcić do czytania nikogo, kto lubuje się w świetnych, silnie oddziałujących na wyobraźnię opisach, które są najmocniejszą stroną tej powieści.

Ian R. MacLeod wykreował alternatywną wizję historii Anglii, w której w 1678 roku skończyły się Wieki Królów i rozpoczął się pierwszy Wiek Przemysłu. Cezurę tę wyznaczyło odkrycie przez Wielkiego Mistrza z Painswick, Joshuę Washtaffe'a, eteru.
Ale eter jest niepodobny do innych pierwiastków i nie dotyczą go prawa fizyki. Jest nieważki i bardzo trudny do okiełznania. W postaci oczyszczonej rozświetla dziwoblaskiem ciemność, ale w jasnym świetle rzuca cień. Co dziwniejsze i jednocześnie najważniejsze dla wszystkich gałęzi przemysłu i bytów ludzkich, które pomaga utrzymać, eter reaguje na ludzką wolę. Cechowy, po wielu latach terminowania, może za jego pomocą kontrolować procesy przemysłowe w swym fachu. [str. 31]