Impresje

środa, 18 kwietnia 2018

Kobieta w literaturze LIV

Źródło: wspomnienia Huberta Vautrina, fragment z pierwszego tomu "Polski stanisławowskiej w oczach cudzoziemców", opracowanie i wstęp - Wacław Zawadzki, PIW 1963, str. 791-796.

   Wychowanie dziewcząt, jeśli chodzi o ich rozwój fizyczny, przebiega inaczej. Jak wszędzie, i w Polsce panuje zdanie, że jedynym przeznaczeniem kobiet jest podobanie się płci brzydkiej i że sama przyroda nie ukształtowałaby ich tak, aby zadowoliły mężczyzn. Wobec tego mają ograniczoną swobodę ruchów, teren ich zabaw zamyka się w czterech ścianach domu, a mięśnie rozwijają się jak w pudle. Sprowadza się z Paryża zabójczy futerał zwany gorsetem i z braku rzemieślnika, który umiałby go przystosować do dziecięcego ciałka, zakłada się go taki, jaki jest. Figura ma się ukształtować według tej sztywnej formy. Niewygoda i bóle, których doznaje nieszczęsne stworzenie skrępowane w swym rozwoju, nie wzruszają nawet matki. Lęk przed gniewem starszych tłumi w końcu daremne skargi i roślina pod swą sztuczną korą przybiera nieregularne formy, a rezultatem tej praktyki jest słabe zdrowie i nieodwracalne zniekształcenia. 
   Temu właśnie zgubnemu zwyczajowi przypisać należy fakt, że dobrze zbudowane kobiety są tu rzadkością i nie znajdziesz ich wśród pań z arystokracji. Pewna bardzo ładna księżna niemiecka, która wyszła za mąż za Polaka, miała nieszczęście zwrócić na to uwagę. Urażone pretensje rozpętały burzę zawiści przeciwko nierozważnej obserwatorce, tak że w końcu poczyniła ona kroki, którym pisarkowie nadali w gazetach rozgłos o posmaku skandalu. Do jej antagonistek zaliczała się dama, która pod pozorami pięknej figury ukrywała nierówne łopatki. Wada ta powstała na skutek szczególnego przyzwyczajenia, które narzuciła jej duma ojca. Człowiek ten, wielki miłośnik i mecenas literatury, kazał swej młodziutkiej córce przepisywać dla niego książki i rękopisy na klęczkach, jako wyraz szacunku dla jego obecności. Położenie ręki, która wodziła piórem, sprawiło, że jedno ramię sterczeć zaczęło wyżej od drugiego. (...)

piątek, 13 kwietnia 2018

Kobieta w literaturze LIII

Źródło cytatu: "O czym się nie mówi" Gabrieli Zapolskiej, Universitas 2002 r., str. 190-192.

   Pokój wąski, długi, szkaradny.
   W pokoju woń straszna, zabójcza. Cuchną cygara podłe, niedopałki papierosów, źle wymyte naczynia, mydło, mięta, cuchnący odór przygodnie oczyszczanych ciał, jakiś tłuszcz zwierzęcy, pot -  słowem, wszystko, co może zło­żyć się na trujące wyziewy trzeciorzędnych miastowych zajazdów.
   W murach to tkwi, w tych obiciach ciemnych, sza­rych, wiszących łachmanami od sufitu. Pająki za nimi czyhają nieruchome, wyprządłszy z swej piersi mordownię i śmierć. Z firanek zieje, z tych firanek, o klasycznym kolorze zakrzepłej krwi, po których brudne barwy żółte i czarne się znaczą krzywizną linii. Z mebli smrodliwych zgniłem sianem, z tego łóżka ohydnego, wciśniętego w kąt, czyhającego i uległego, jak zwierz wytresowany w nędzy i pod batem plugawego dozorcy.
   Na stole świeca cienka, ledwo tlejąca. Płomień jej tańczy leciutko i wydobywa od czasu do czasu tajemniczą plamę zwierciadła, wiszącego nad kanapą i pokrytego jakby szarą, nieprzenikliwą mgłą.
   Nic nie zdoła jednak oddać tego czegoś nieuchwyt­nego, czego ten pokój, ten ,,n u m e r“ hotelu pod Złotą Hieną jest pełen.

czwartek, 12 kwietnia 2018

O CZYM SIĘ NIE MÓWI

Tytuł: O czym się nie mówi
Pierwsze wydanie: 1909
Autorka: Gabriela Zapolska

Wydawnictwo: Universitas 2002
Seria: Klasyka mniej znana
ISBN: 83-242-0187-4
Stron: 248

Spoilery

W ciemnych zaułkach Lwowa belle époque traciła cały swój blichtr. Prostytucja była zjawiskiem powszechnym, tradycyjną, tanią i ławo dostępną formą "rozrywki", niby potępianą, ale akceptowaną jako zło konieczne. Oceniano ją w kategoriach moralnych, ignorując przeważnie tło społeczne*. Oryginalność powieści Gabrieli Zapolskiej polega chyba właśnie na nieco innym ujęciu tego tematu. Autorka wyposaża prostytutki w podmiotowość, uczucia, ambicje, charakter - ecce homo, chciałoby się powiedzieć. Na ogół nie postrzegano takich kobiet w ten sposób (polecam cytat w poprzednim wpisie).

"O czym się nie mówi" to pod pewnymi względami bardzo kameralna historia. Krajewski, znudzony urzędnik podatkowy, wyrusza na miasto w poszukiwaniu kolejnej kochanki, ale nieoczekiwanie znajduje miłość swojego życia, Franię Wątorek, którą nazywa Porankiem. Ich związek jest z góry skazany na niepowodzenie. Pochodzą z bardzo różnych sfer: on ma dobry rodowód i wykształcenie, arystokratyczny wygląd i maniery, ale nie ma majątku, natomiast ona jest ubogą, ładną, ale nieco ordynarną szwaczką - przynajmniej tak się wydaje Krajewskiemu, a dziewczyna nie wyprowadza go z błędu.

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Kobieta w literaturze LII

Źródło cytatu: "O czym się nie mówi" Gabrieli Zapolskiej, Universitas 2002 r., str. 13-17.

   Dlatego też, gdy zaraz nazajutrz z wielkim cynizmem i spokojem Konitz ofiarował mu ni stąd, ni zowąd swoją dotychczasową kochankę, ani na chwilę nie przyszło mu na myśl - odmówić.
   I owszem. - Przyjął zaofiarowanie uprzejmie, jakby rzecz naturalną. - Ci dwaj panowie od biurka do biurka ustępowali sobie kobietę i jej pieszczoty i wszystko, co jej było, tak jakby ustępowali sobie laskę albo jakiś inny przedmiot, którego jeden miał już nadto, a drugi potrzebował. - Przy szmerze ciekącego po szybach jesiennego deszczu, w zimnie i szarudze zanurzeni w duszne ciepło biura z jego nudną i śmiesznie ogłupiającą farsą rozmaitych hec ocieniowych, dopełniali swej szarej, monotonnej egzystencji tym bezpłatnym handlem, jaki pomiędzy sobą prowadzili.
   Pierwszy znów ozwał się Konitz:
   - Więc kolega chce ją naprawdę?
   Krajewski, nie zmieniając pozycji, odparł obojętnie:
   - Chcę!
   Po chwili przecież dodał:
   - Kto to?
   - Szwaczka.
   - To dobrze.
   Konitz powstał i zbliżył się do niego.
   - A cóż kolega myślał? że co?
   - Nic. A dawno się puszcza?
   - Czy ja wiem! Powiada, że nie. Ale kto tam może co wiedzieć. Grunt jest tylko w tym, abym był jeden. Prawda? - No naturalnie, że wolę, że jest tak, jak jest. Ale... jeden. O! to grunt.
   - Dużo pan na nią wydaje?
   Konitz się zachłysnął.
   - Coś tam, ale prawie z miłości. Wierna mi jest...

czwartek, 29 marca 2018

FINCH

Tytuł: Finch
Pierwsze wydanie: 2009
Autor: Jeff VanderMeer
Tłumaczenie: Robert Waliś

Wydawnictwo MAG 2011
Seria: Uczta wyobraźni
ISBN: 978-83-7480-194-2
Stron: 345


Ostatnio czytałam raczej non-fiction, więc tym razem postanowiłam wypożyczyć z biblioteki coś zupełnie innego. W takiej sytuacji każda pozycja z cyklu "Uczta wyobraźni" wydawnictwa MAG wydawała mi się dobrym wyborem, przygarnęłam więc "Fincha" z półeczki z bibliotecznymi nowościami (nowością wydawniczą bynajmniej nie jest).

Dopiero w trakcie lektury dowiedziałam się, że właśnie czytam trzeci tom "Cyklu o Ambergris". I o tym, że VanderMeer jest również autorem trylogii "Southern Reach", na podstawie której zrealizowano niedawno "Anihilację" - film uznany za zbyt trudny dla masowego odbiorcy (przez ludzi, którzy o masowym odbiorcy mają najwyraźniej bardzo niepochlebną opinię) i dlatego w wielu krajach niedystrybuowany w kinach, dostępny tylko na Netfliksie.

W rzeczywistość Ambergris zanurzałam się powoli, bo w ogóle nie wiedziałam, czego się spodziewać, a więc jak interpretować to, o czym czytałam. Opis na okładce sugerował czarny kryminał: dwa trupy i detektyw, który ma znaleźć sprawcę. Fabuła wydawała się na początku schematyczna, ale oryginalna sceneria działała na wyobraźnię już od pierwszych stron: wraz z głównym bohaterem mijamy ruiny ludzi i ruiny miasta wyniszczonego wojną i od kilku lat rządzonego przez dziwaczne i tajemnicze istoty zwane szarymi kapeluszami, wspomagane przez Stronników. Wszechobecne zarodniki grzybów odmieniają przedmioty i ludzi: niektóre stanowią pokarm, inne narkotyk, jeszcze inne przyspieszają rozkład.

wtorek, 20 marca 2018

CZARNY PIĄTEK 23.03.2018


Rok temu pisałam o "Opowieści podręcznej" Margaret Atwood. Być może już wkrótce obudzimy się w naszej polskiej wersji Gileadu. Dla niezorientowanych:
Sejmowa komisja sprawiedliwości pozytywnie zaopiniowała dla komisji polityki społecznej i rodziny projekt „Zatrzymaj aborcję”, nowelizujący ustawę o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Głosowało w sumie 25 posłów, za było 16, przeciw 9.
Nowelizacja wzbudza ogromne kontrowersje, bo zakłada całkowity zakaz przerywania ciąży ze względu na ciężkie wady płodu. Projekt składa się wyłącznie z jednego punktu i nie zakłada żadnych rozwiązań systemowych, które wspierałyby kobiety opiekujące się ciężko chorymi lub niepełnosprawnymi dziećmi.
Pod obrady komisji polityki społecznej projekt „Zatrzymaj aborcję” może trafić już 21–23 marca.
Komisja sprawiedliwości jest już drugą sejmową komisją, która popiera zakaz aborcji ze względów embriopatologicznych. W lutym na ten temat wypowiedziała się już komisja ustawodawcza, uznając, że „selekcyjnego charakteru przesłanek eugenicznych nie można uzasadniać wolnością kobiety czy jej komfortem psychicznym”. [źródło: Agata Szczerbiak, Polityka]
CO ZA HIPOKRYZJA I NIKCZEMNOŚĆ!!! Czy biskupi, politycy albo inni ortodoksi popierający ten projekt gotowi są osobiście zająć się choćby jednym cudzym dzieckiem, które przyjdzie na świat z bardzo poważną wadą genetyczną, chore lub umierające? Nie, kobieta i jej rodzina, jeśli ją ma, zostają z tym problemem absolutnie sami, do końca życia ich lub dziecka. Nie można zmuszać ludzi do takiego heroizmu. Jeśli ktoś jest gotowy na takie poświęcenie, to obecne przepisy mu je umożliwiają. Jeśli nie, powinien mieć wybór - i to rzeczywisty, a nie iluzoryczny.

Takie prawo, gdyby weszło w życie, uderzy przede wszystkim w kobiety niezamożne, bo te lepiej sytuowane już teraz załatwiają badania i zabieg prywatnie, w Polsce albo za granicą. 

Na piątek planowany jest duży protest w Warszawie o godz. 16 i zachęcam do udziału wszystkich, którzy mają taką możliwość (z niektórych miast będą nawet autokary, info znaleźć można na facebooku). Ja nie mogę się wybrać, ale jeśli coś będzie się działo wtedy w Krakowie, to też będę. MUSIMY ZNOWU UPOMNIEĆ SIĘ O SWOJĄ GODNOŚĆ, WOLNOŚĆ I O SWOJE PRAWA, I TO TE NABYTE.

 

Udało się w CZARNY PONIEDZIAŁEK 3 października 2016, marsze były liczne, a więc skuteczne. W niedzielnym proteście pod kurią w Krakowie było jednak bardzo mało osób; mainstreamowe media nie poświęcają tej sprawie tyle czasu, ile powinny, więc nie wszyscy w ogóle zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje.  W CZARNY PIĄTEK ZNOWU MUSZĄ NAS ZOBACZYĆ I USŁYSZEĆ! Ta sprawa dotyczy nas wszystkich.