Impresje

niedziela, 10 stycznia 2010

DOMOFON

Tytuł: Domofon
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Pierwsze wydanie: 2005

Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 83-7414-068-2
Stron: 382

Ocena: 4-/5

Miejscem akcji powieści grozy są przeważnie tajemnicze zamczyska, cmentarze czy ponure domostwa, położone z dala od wszelkich innych siedzib ludzkich. Tymczasem książka Zygmunta Miłoszewskiego sugeruje, że nieźle można się przestraszyć również w bloku na warszawskim Bródnie.

Młode małżeństwo, Agnieszka i Robert, porzucają prowincję na rzecz mieszkania w stolicy i wprowadzają się do maleńkiego mieszkania w bloku. Ona pracuje (na razie) jako sekretarka, a on jako przedstawiciel handlowy firmy produkującej wiertarki, co nie za bardzo odpowiada jego ambicjom - jego pasją jest malarstwo.
No cóż, pierwszego wieczoru w nowym miejscu nie mogli uznać za udany - jeden z sąsiadów podróżujący windą wybił od środka szybkę, wychylił przez tak powstały otwór głowę i mu ją ucieło. Nic dziwnego, że wkrótce Agnieszce zaczynają śnić się koszmary i miewa halucynacje (tak w każdym razie sądziła), a Robert stale maluje jakieś okropieństwa.
W tej sytuacji można by to uznać za normalną reakcję, ale koszmary śnią się niemal wszystkim mieszkańcom bloku i to już od dawna, a ostatnio zjawisko to nawet przybiera na sile i ludzie po prostu boją się zasnąć.

Agnieszka zaprzyjaźnia się z Wiktorem, byłym dziennikarzem sądowym, alkoholikiem, który próbuje wyjść z nałogu i odzyskać rodzinę oraz z Kamilem, stale skłóconym z rodzicami, który pozuje na zabijakę, a tak naprawdę jest inteligentnym i wrażliwym chłopcem. Za to żadne z nich nie zna tajemniczego lokatora z mieszkania nr 36, który wie o nich niemal wszystko.

Pewnego dnia z piwnicy w górę do bloku zaczyna się przedostawać dziwna czarna substancja...

To tyle o fabule.

Po książkę sięgnęłam pod wpływem bardzo pochlebnej recenzji na blogu Substytut Zeszytu. Nie zawiodłam się. Powieść wciąga (sobotnie sprzątanie musiałam przełożyć na inny termin), trzyma w napięciu i jest całkiem fajnie napisana (ironia i czarny humor). Oczywiście widać inspiracje "Lśnieniem" Kinga, czego autor nie ukrywa - prolog poprzedza cytat z tej właśnie książki. Prawdę mówiąc ja jej nie czytałam - oglądałam film, który był tak dobry, że powieść może być już chyba tylko gorsza, więc...

Dodatkowy plus za osadzenie bohaterów w konkretnych realiach - napisanie, do którego hipermarketu chodzą, ile wydają na zakupy, jakiej marki mają telefony itd. Oczywiście takie wtręty nie powinny być nagminne, ale z łezką w oku będzie się to czytało za lat trzydzieści np.

Mały minus za końcówkę - powinien się domknąć wątek policjantów i Roberta oraz powinna nastąpić  katastrofa budowlana.


Kilka uwag.

Na początku każdego rozdziału autor przytacza napisy, wypatrzone gdzieś na ścianach i murach Warszawy. Np. "Lepiej uważaj. Annuszka już rozlała olej." - napis na barierce przystanku tramwajowego. Albo: "Panie, bądź wola Twoja, a nie dewotek". Zresztą Miłoszewski bardzo ironicznie pisze o kulcie Jana Pawła II w Polsce, któremu całkowicie poświęca się jedna z lokatorek.

Pierwsze zdanie powieści bardzo mi się kojarzy z tym rozpoczynającym opowiadanie "Wiedźmin" Sapkowskiego: "Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej." Tutaj mamy: "Później, kiedy wszystko dobiegło końca, policja, biegli psychiatrzy i dziennikarze uznali wydarzenia, które miały miejsce w naszym domu, za wynik zbiorowej histerii."
Nie brzmią tak samo, ale jednak.

Na str. 97 znalazłam, jak sądzę, aluzję do powieści "Gnój" Kuczoka: "Gdybym wydał pamiętniki, ten pisarz ze Śląska pogodziłby się ze swoim ojcem".

Edycja z 13.01.2010
Wiedziałam, że coś mi się jeszcze kojarzy z tym wstępem: "Później, kiedy wszystko dobiegło końca..." Wizyta w domu, gdzie "Mistrza i Małgorzatę" mam na wyciągnięcie ręki, pomogła mi odświeżyć nieco pamięć. Znajdujemy tam takie zdanie (co prawda nie na samym początku): "Potem, kiedy prawdę mówiąc było już za późno, najróżniejsze instytucje opracowały rysopisy owego człowieka."
Może Miłoszewski inspirował się którymś z przytoczonych cytatów, a może nie. Wszystko jedno. To po prostu świetny chwyt: dobre zdanie na początku powieści, sugerujące, że dojdzie w niej do wydarzeń, kŧóre nie pozostawią obojętnymi ani zwykłych ludzi ani poważnych instytucji.

8 komentarzy:

  1. To chyba pierwsza polska poweiść, jaką widzę na Twoim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, zdecydowanie nie pierwsza. Owszem, częściej czytam powieści zagraniczne, ale i o kilku polskich książkach zdarzyło mi się tu napisać:
    "Gorsza płeć" Marii Boguckiej
    "Lala" Jacka Dehnela
    "Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk
    "Kamień na kamieniu" Wiesława Myśliwskiego
    "Wszystko czerwone" Joanny Chmielewskiej
    "Cały czas" Janusza Andermana
    "Gnój" Wojciecha Kuczoka

    W sumie całkiem sporo tych polskich książek jak na pół roku:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopisałam sobie tytuł książki do notesu, jest w bibliotece więc zachęcona recenzją chętnie przeczytam;-)
    Dodałam adres Twojego bloga do linków i pewnie jeszcze będę tu zaglądać;-)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyjemna książka i niezła, jak na ten gatunek.

    Również dodałam tu Twój blog i oczywiście zapraszam i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zapowiedziałam, tak zrobiłam: książkę przyniosłam i cierpliwie czeka na półce. Jak tylko przebrnę przez "Ostatnie seanse" (a opornie mi idzie, oj opornie), zabieram się za lekturę;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. ostatnimi czasy zaczęłam częściej czytać książki. kończę jedną, zaczynam drugą. niestety moja lista książek do przeczytania właśnie się kończy i całe szczęście, że trafiłam na tego bloga :) tyle opisów w zasięgu ręki. przy okazji przejrzę wcześniejsze posty.
    pozdrawiam i obserwuję :) xxx

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, Joanno, że lubisz fantasy. Ja też, ale tylko między innymi. Chyba najchętniej czytam książki, które trudno jednoznacznie przypisać do jakiegokolwiek konkretnego gatunku (nadaję im etykietę "powieść"). Zachęcam do zapoznania się z moimi "recenzjami". I pozdrawiam, oczywiście:)

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).