Impresje

środa, 12 sierpnia 2009

LALA

TYTUŁ: Lala
AUTOR: Jacek Dehnel
PIERWSZE WYDANIE: 2006

WYDAWNICTWO:W.A.B.

ROK: 2009 (wydanie IV; I pożyczyłam siostrze, a ona pożyczała dalej...)
STRON: 403

OCENA: 3+/5



Kupiłam tę książkę, ponieważ:
1. autor otrzymał za nią Paszport Polityki (którą czytuję),
2. spodobała mi się okładka,
3. wiele wydarzeń opisywanych w książce ma miejsce na Kielecczyźnie, z której i ja pochodzę, i czasami odzywa się we mnie coś w rodzaju lokalnego patriotyzmu.

To książka autobiograficzna, choć kluczową postacią nie jest wcale Jacek Dehnel, ale jego babcia, Helena Bieniecka, tytułowa Lala, której wykształcenie, doświadczenie życiowe, osobowość i sposób bycia na pewno miały przemożny wpływ na wnuka.

Urodziła się w 1919 r. w Kielcach, w tzw. rodzinie inteligenckiej, choć jej biologiczni rodzice pobrali się nieco później. Snuje opowieści o swoich przodkach i o sobie, a niemal każdy pretekst jest dobry, żeby powspominać. Było co.

Śledzimy losy kilku pokoleń rodziny, których tłem były również rewolucja, wojny, komunizm. Wśród przodków autora nie było chyba postaci sztampowych, a może po prostu ich akurat nie opisał.
Najsympatyczniejsza para to dziadkowie Lali, Leonard Brokl i jego żona Wanda. Dziadek Brokl miał korzenie niemieckie, ale fantazję ułańską, co poskutkowało zesłaniem na Sybir za udział w powstaniu styczniowym. Był profesorem chemii i przypadkowo został milionerem. Kupił cukrownię, dom, automobil i dzieła sztuki. Babia Wanda, "kobieta bardzo mądra, ale niezbyt inteligentna" horyzonty myślowe miała może nieco węższe, co w życiu jej nie przeszkadzało, a może nawet i pomogło. Podczas jednej z samochodowych przejażdżek nagle otoczyli ich agresywni ukraińscy (państwo Brokl mieszkali początkowo w Kijowie) chłopi, którzy pierwszy raz zobaczyli automobil i myśleli, że to "czart jedzie". Sytuację uratowała własnie ona, wysiadając z auta, unosząc woalkę i wyjaśniając im, że to taka sama maszyna jak młockarnia, która nie była dla nich taką nowością. Dziadek Brokl to bankrutował, to znów się bogacił. Rodzina przeniosła się z czasem do Morawicy, a potem do majątku Lisów, niedaleko Chmielnika.

Pani Helena miała dwóch mężów. Z pierwszym, Julianem Rogozińskim (tłumaczem i krytykiem), rozwiodła się, z drugim, Zygmuntem Karpińskim (leśnikiem), mieszkała w Siedlcach, Białymstoku, a w końcu w Gdańsku; z nim też miała dwoje dzieci.

Była na pewno niezwykłą, charyzmatyczną i despotyczną nieco kobietą, która (przynajmniej w powieści) potrafiła poradzić sobie z lisowskimi chłopami, Niemcami i Rosjanami. Ale w obliczu choroby i starości większość z nas musi kiedyś skapitulować. Jacek Dehnel opisuje i ten fragment życia babci, nie pomijając intymnych szczegółów. Biorąc tę powieść do ręki nie musimy się obawiać "eksperymentów" literackich, choć autor jest człowiekiem młodym (rocznik 1980), a eksperymenty są modne.

Lubię rodzinne sagi i opowieści o dawnych czasach. Podobała mi się zatem i ta książka, choć gubiłam się niekiedy w gąszczu rodzinnych koligacji. Chronologia wydarzeń nie zawsze jest zachowana, bo i te historie nie były autorowi opowiadane po kolei.

Naturalnie sprawdziłam w internecie, czy opisywane w "Lali" miejsca (np. Lisów) i postaci rzeczywiście istniały lub istnieją i to się potwierdziło. Ciekawa jestem natomiast na ile prawdziwe są wydarzenia (zwłaszcza relacje z Niemcami podczas II wojny światowej), tzn. ile prawdy było w opowieściach pani Heleny na ich temat i co od siebie dołożył albo odjął Jacek Dehnel jako autor książki.

Podsumowując - interesująca fabuła, sympatyczni bohaterowie, a zatem jak najbardziej polecam. Początkowy fragment książki można przeczytać na stronie Polityki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).