Impresje

środa, 6 stycznia 2010

Udręki pisarzy

Jako czytelnicy kupujemy w księgarni gotowy produkt, jako blogerzy piszący o książkach nastawiamy się na przyjemność płynącą z czytania i w takim samym stopniu - na wyłapywanie potknięć autora. Niewiele wiemy o tym, owocem jakich mąk i cierpień jest ten finalny produkt. Ciemną stronę literatury przybliża nam artykuł w grudniowej Polityce. Oto fragmenty:

Jerzy Pilch opowiada o niepokoju, który sprawia, że żaden etap nie jest przyjemny. – W pisaniu wszystko jest męczące oprócz tych paru chwil, kiedy wychodzi. Najgorzej, kiedy nie idzie, a jeszcze gorzej, kiedy idzie na niby. Jak się coś napisze, i gołym okiem widać, że jest złe, fałszywe, a poprawiać nie ma jak. Jak pisał o takim stanie Konwicki, „piłowałem tego trupa dniami i nocami, i nawet kropli krwi nie puścił”. Z kolei jak pisanie idzie dobrze, to przecież też jest źle, bo zapowiada, że zaraz nie będzie szło, a jak nie idzie, to wcale nie znaczy, że zaraz ruszy. Przeciwnie, człowiek się boi, że już nigdy nie pójdzie. (...)

Najpiękniejsze są książki nienapisane – mówi Dukaj. – Ale w tym tkwi głębsza mądrość: nawet gdyby pisarz był takim mistrzem pióra, że w każdym momencie wybierze najdoskonalsze rozwiązanie, to i tak, krok po kroku, schodzimy od olśniewającego, przebogatego arcydzieła, jakie ujrzeliśmy w tym pierwotnym wyobrażeniu, do karłowatego pokurcza, ułamkowego odprysku piękna, który posiada tylko tę jedną marną przewagę: że istnieje. [podkreślenia - moje]

Całość artykułu można przeczytać w POLITYCE.

10 komentarzy:

  1. Świetne!
    Ja często biorę książkę do ręki i myślę, co dobrego o niej mogłabym powiedzieć w recenzji, bo przecież ktoś to napisał, często właśnie w mękach (j.w. w Twojej notce)
    Ale z drugiej strony- podobno nie ma co się spinać i na siłę doczytywać książek, bo zawsze znajdzie się na nie amator i zawsze ktoś to przeczyta i pochwali. A jeśli nie, to znaczy, że jednak powołaniem autora nie było pisarstwo i powinien poszukać innej pracy;)
    To tak jak z każdym powołaniem: czy to lekarz, ksiądz czy nauczyciel- nie czujesz bluesa, znajdź coś, w czym się spełnisz. Takie jest moje zdanie.
    A z trzeciej strony- podobno każdy z nas nosi w sobie swoją historię, którą można by spisać.
    I tak to.

    A teraz to skopiuję i wstawię u siebie jako notkę, bo całkiem zgrabnie mi to wyszło, co?
    He he, ale grafomanka ze mnie, a co!

    OdpowiedzUsuń
  2. Co prawda książek to ja (jeszcze?) nie piszę, ale dokładnie takie same uczucia towarzysza mi przy prowadzeniu bloga! Między innymi dlatego zrobiłem sobie ostatnio małą przerwę, bo widziałem, że to co tworzyłem nie było w istocie tym, co chciałbym ukazać czytelnikom. Wolałem więc swe przemyślenia zostawić w głowie, niż ujawniać je na blogu. W ten sposób cały czas łudziłem się, że są mądre, czego nie zdemaskowałem na blogu. Jak to ktoś mądry kiedyś powiedział: "Lepiej nic nie mówić i sprawiać wrażenie głupiego, niż się odezwać i rozwiać wszystkie wątpliwości"... Mimo wszystko jednak mam zamiar nadrobić zaległości blogowe, nad czym obecnie pracuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Joanno, kiedyś starałam się czytać do końca, nawet, jeśli książka mi się totalnie nie podobała, ale od jakiegoś czasu już tego nie robię. Chyba też nie doceniałam do tej pory wysiłku, jaki autor musi włożyć w stworzenie książki, tylko o wspomnianym w artykule Flaubercie coś na ten temat czytałam. Pewnie wynika to z tego, że ja sama za pisanie nigdy się nie brałam:)

    Ramzel, w porównaniu z Tobą to ja chyba nawet w połowie nie traktuję mojego bloga tak poważnie:)
    Trafne powiedzenie. Jest jeszcze takie: "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Nie wiem, skąd pochodzi, bo spotkałam się z nim kilka razy w różnych miejscach, w których przypisywano mu różnych autorów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdybym spisywał swe myśli na kartce, tylko dla siebie, to pewnie zbytnio bym się ich jakością nie przejmował. Natomiast dbałość o poziom tego co upubliczniam jest wyrazem szacunku dla odbiorcy. Przecież nikt nie chce ofiarowywać byle czego komuś, kogo szanuje, prawda?
    Poza tym, pisanie planuję uczynić swoim źródłem utrzymania, tak więc siłą rzeczy muszę dbać o swój warsztat. A że dodatkowo sprawia mi to wiele radości... Mam nadzieję, że dojdzie kiedyś do tego, że kontakt czytelnika z moim tekstem będzie sprawiał mu tyle przyjemności, co mi stworzenie go.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chodziło mi o coś innego - o to, że ja moich wpisów blogowych raczej nie nazywam twórczością, a jeśli już, to tylko w cudzysłowie. Staram się nie robić błędów ortograficznych, stylistycznych czy merytorycznych, ale nie piszę, żeby zaspokoić cudze gusta. Robię to przede wszystkim dla siebie - bo bywało tak, że z upływem lat treść przeczytanej książki gdzieś się z mojej pamięci ulatniała.
    Choć oczywiście jest mi miło, gdy ktoś zechce to przeczytać:)

    Doceniam to zwłaszcza dlatego, że moje wpisy są zwykle dość długie, no ale ja nigdy nie umiałam się streszczać. Owszem, o niektórych książkach wystarczyłoby może kilka zdań, ale większości należy się ze strony recenzenta, nawet amatorskiego, coś więcej. Krótkie to mogą być notki wydawców zachęcające do kupienia książki - zwykle i tak uda im się tam zmieścić spoiler albo nieprawdziwe informacje.

    Życzę powodzenia w cyzelowaniu warsztatu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, jak ja to dobrze rozumiem...;) Pisanie męczy niesamowicie, ale warto dla choćby tej satysfakcji, że czuję że żyję, że mi się podoba efekt finalny, a jak już komuś innemu się podoba, to skrzydła rosną do niebotycznych rozmiarów, a jak jeszcze podoba się więcej niż jednej osobie, to... odlot totalny murowany;)

    Elenoir, co z tym wavem? Jeśli masz konto na nim, to dodaj mnie do swoich znajomych: eruanae@googlewave.com:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie chodzi mi o pedantyzm, lecz o autentyczność podaną w takiej formie, by zainteresowała odbiorcę, który nie tylko przeczyta tekst do końca, ale też po zrobieniu tego stwierdzi, że warto było. Pisanie to nie tylko wyrażanie siebie, to proces komunikacji, a ta z kolei jest obustronna. Jest też najwspanialszą formą wewnętrznego wzbogacenia.
    I wbrew temu co piszesz, też tworzysz. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Eruano, być może takie uczucia towarzyszą pisaniu książki (o czym akurat Ty pewnie już się przekonałaś), ale mnie podczas pisania postów na blogu - raczej nie. Czuję coś w tym rodzaju podczas chodzeniu po górach. Przy czym nie chcę tu pozować na doświadczoną taterniczkę - mam lęk wysokości, więc zwiedzam raczej te niższe partie:) (kilka zdjęć w prawym dolnym rogu bloga)

    Co do wave'a... ja mam tam konto, ale jest powiązane z mailem, w którym użyłam swojego imienia i nazwiska. Założyłam sobie inne konto na gmailu i tam kilka dni temu wysłałam sobie zaproszenie, ale jakoś nie doszło, nie wiem, dlaczego. Jak tylko będę miałam tam to drugie konto, to na pewno się odezwę.

    Ramzel, ja autentyczna jestem na pewno, ale co do formy moich wpisów, to nie jest ona jakoś szczególnie wyrafinowana: streszczam fabułę, wymieniam bohaterów i podsumowuję post. Czasem wkleję parę cytatów. Nie będę udawać, że w przeczytanych książkach znajduję życiowe prawdy, że lektura dostarcza mi traumatycznych przeżyć, że jakaś powieść zmieniła moja życie czy postrzeganie świata. Niezwykle rzadko tak się dzieje (może czytam niewłaściwe książki?) Dlatego niech nikt się nie spodziewa, że przeczyta tu kiedyś subtelny esej o naturze ludzkiej, poprzedzający opis książki;)

    Pewnie jakoś pośrednio wyrażam tu siebie, ale nie kieruję swoich wypowiedzi do nikogo konkretnego. Cieszę się, gdy ktoś mi odpowie, ale komunikacja jednostronna też mi wystarcza.

    Gdybym była "człowiekiem pióra" i miałabym światu coś ważnego do przekazania, to podchodziłabym do tego inaczej - chciałabym, żeby ktoś przeczytał moje książki i w jakiś sposób zyskał dzięki tej lekturze - np. kilka przyjemnych wieczorów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli chodzi o mnie, to nie ma to znaczenia, czy chodzi o książkę (która nadal w szufladzie i widzieli tylko najbliżsi;)), czy o blog:)
    A co do tego, co piszesz o sobie, to... skoro wystarczy Ci komunikacja jednostronna, czemu zdecydowałaś się na upublicznianie swoich spostrzeżeń (skądinąd bardzo ciekawych i dobrze pisanych);P Sama zaznaczasz w kategorii "O mnie", że lubisz się podzielić wrażeniami, przecież nie dzielisz się z sobą;) I nie opowiadaj, że pisząc posty na blogu nie czujesz nic, bo sama przy Amsterdamie napisałaś na wstępie, że 2 dni zbierałaś się do wpisu, więc jednak jakiś etap tworzenia, jakaś wena i chęć być musi, a nie wydaje mi się też, żebyś opublikowała coś, co by Ci się nie spodobało;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie piszę "do szuflady" (zresztą bardzo mało piszę ręcznie, chyba tylko listę zakupów... hmmm...), bo wtedy nie miałabym motywacji, żeby to robić w miarę starannie. A tak to zawsze istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że ktoś tu trafi, no i tego nicka używam od dawna w różnych miejscach, więc staram się pisać tak, żeby za dużo wstydu, jakby co, nie było:)

    Na dwustronnej komunikacji zależało mi, kiedy pisałam o polityce na wordpressie, ale ileż można...

    A teraz zmienię opis!:))

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).