Impresje

czwartek, 22 czerwca 2017

Na okoliczność ósmej rocznicy

Przegapiłam chyba wszystkie rocznice istnienia tego blogu poza pierwszą. Owszem, zawsze kojarzyłam, że premierowy wpis (o biografii Oskara Wilde'a) opublikowałam jakoś w czerwcu 2009 roku, ale dokładna data przepadała w czarnej dziurze mojej pamięci (razem z datami prawie wszystkich Ważnych Wydarzeń Historycznych). Tym razem jakimś cudem wystarczająco wcześnie przypomniałam sobie, że to już jutro, 23 czerwca, ale tak naprawdę - cóż tu celebrować?

Na pewno nie same teksty, bo w ciągu tych ośmiu lat napisałam może kilka czy kilkanaście dobrych, ale reszta jest co najwyżej przeciętna, mało odkrywcza, niesatysfakcjonująca. Na szczęście mam już ten komfort, że tych starszych, sprzed kilku lat, nie pamiętam:).

Początkowo wpisów było zdecydowanie więcej, bo wydawało mi się wtedy, że muszę na blogu wspomnieć o każdej przeczytanej przeze mnie książce. Z czasem przestałam odczuwać taką presję, miałam też zdecydowanie mniej czasu, więc nowe posty pojawiały się coraz rzadziej, a ja właściwie przestałam współtworzyć społeczność blogerów książkowych, prawie nie komentuję cudzych postów i nie biorę udziału w dyskusjach, bo dotyczą one zwykle spraw, o których kilka lat temu już się wypowiadałam. 

Nigdy nie ukrywałam, że piszę głównie dla siebie: dzięki blogowi więcej wynoszę z czytanych książek, powtarzam sobie zasady ortografii i interpunkcji, ze znajomości których na co dzień nikt mnie nie rozlicza, a przede wszystkim - nierzadko świetnie się bawię (zwłaszcza pisząc coś z cyklu "Girls Just Want to Have Fun").

środa, 21 czerwca 2017

KSIĄŻKA

Tytuł: Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski (The Book. A Cover-to-Cover Exploration of the Most Powerful Objects of Our Time)
Pierwsze wydanie: 2016
Autor: Keith Houston
Tłumaczenie: Paweł Lipszyc

Wydawnictwo Karakter 2017
ISBN: 978-83-65271-36-5
Stron: 464

Książka jako przedmiot w ciągu ostatniego tysiąclecia zmieniła się stosunkowo niewiele. Ja nie potrzebowałabym instrukcji obsługi, żeby zajrzeć do Księgi z Kells (zbiór ewangelii wyprodukowany prawdopodobnie ok. 800 roku w Irlandii), a średniowieczny mnich lub uczony wiedziałby, jak przewertować zawartość moich półek. W obu przypadkach zadziałałaby bariera językowa, ale nie techniczna.

wtorek, 16 maja 2017

Ania, nie Andzia

Nie mogłam nie obejrzeć najnowszej ekranizacji "Ani z Zielonego Wzgórza", która zresztą okazała się raczej oryginalną adaptacją powieści.

Na początku wszystko względnie się zgadza, ale z każdym kolejnym odcinkiem obserwujemy coraz większe rozbieżności między scenariuszem a książką Lucy Maud Montgomery. Z jednej strony w serialu więcej jest realizmu i naturalizmu: pokazano np. jak źle traktowano Anię w domach, w których wcześniej pracowała, i jak to na nią wpłynęło. Bardziej prawdopodobne wydaje się chłodne - łagodnie mówiąc - przyjęcie sieroty przez społeczność Avonlea, zwłaszcza przez dzieci, niż powieściowe ostrożne zaciekawienie. Za to zupełnie nierealne wydaje się zachowanie Ani i parobka Jerry'ego pod dachem ciotki Józefiny - nie sądzę, żeby taka dziewczynka pozwoliła spać w swoim łóżku jakiemukolwiek przedstawicielowi płci przeciwnej, nawet rówieśnikowi, bo ten bał się zasnąć w luksusowym pokoju gościnnym. Bieganie po okolicy w piżamce lub bieliźnie też chyba nie było typowe dla mieszkanek Wyspy Księcia Edwarda.

sobota, 6 maja 2017

Kobieta w literaturze XLI

Źródło cytatu: "Homo Faber" Maksa Frischa, Świat Książki 2007, tłumaczenie: Irena Krzywicka, str. 102-104.

   Na dole wciąż jeszcze trwał bal -
  Zdenerwowało mnie jej przypuszczenie, że jestem smutny, bo samotny. Jestem przyzwyczajony do samotnych podróży. Żyję, jak każdy prawdziwy mężczyzna, swoją pracą. Przeciwnie, nie mam zamiaru tego zmieniać i uważam się za szczęśliwego mogąc mieszkać sam, moim zdaniem to jedyna możliwa sytuacja dla mężczyzny; lubię się sam budzić i móc nie mówić ani słowa. Gdzie jest kobieta zdolna to zrozumieć? Samo pytanie, jak spałem, irytuje mnie, bo myślami jestem już dalej, przyzwyczajony planować naprzód, a nie cofać się myślami wstecz. Czułości wieczorem – owszem, ale czułości rano są po prostu nie do zniesienia i więcej niż trzy czy cztery dni spędzone z kobietą były dla mnie, otwarcie mówiąc, zawsze początkiem obłudy. Sentymenty od rana – tego nie zniesie żaden mężczyzna. To już lepiej samemu zmywać!

sobota, 8 kwietnia 2017

LUDZIE STAMTĄD

Ekoliteratura nie występuje jeszcze jako osobna kategoria w księgarniach stacjonarnych lub internetowych, ale być może chwila ta jest bliska. Na listach nowości i bestsellerów królują takie tytuły jak: "Sekretne życie drzew", "Rzecz o ptakach" czy "Duchowe życie zwierząt" (duchowe!). Rzeczywiście warto zainteresować się fauną i florą, które w epoce ministra Szyszki tak szybko odchodzą...

A może ten powrót do natury ma jeszcze inne źródło. Wszak przodkowie większości Polaków byli z przyrodą wręcz organicznie związani: rytm ich życia wyznaczały pory dnia i pory roku, pogoda i niepogoda, uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta, które bardzo często trzymali w swoich izdebkach, a z niektórymi owadami wręcz się nie rozstawali. Byli mistrzami minimalizmu i recyklingu, przez większość roku pozostawali wegetarianami, a poza tym praktykowali hygge, zanim stało się modne (spędzali mnóstwo czasu z rodziną i sąsiadami, pracując razem lub jedząc, w dodatku często przy świecach albo lampie naftowej).

W praktyce dawniej życie na wsi oznaczało po prostu bardzo ciężką pracę, brud, smród, ubóstwo, brak edukacji i higieny, ale przecież tamci chłopi byli też w końcu ludźmi i mieli swoje życie uczuciowe, namiętności i marzenia, ot, brakowało im tylko słownictwa, którym mogliby je właściwie opisać, i pieniędzy, dzięki którym mogliby je zrealizować. O tym pisała Maria Dąbrowska w "Ludziach stamtąd".

Tytuł: Ludzie stamtąd
Pierwsze wydanie:1926
Autorka: Maria Dąbrowska

Wydawnictwo: Czytelnik 1987
ISBN: 83-07-00151-X
Stron: 149



piątek, 31 marca 2017

OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ

Tytuł: Opowieść podręcznej (The Handmaid's Tale)
Pierwsze wydanie: 1985
Autorka: Margaret Atwood
Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska-Hanasz

Wydawnictwo: Znak 2006
ISBN: 83-240-0666-4
Stron: 313
Spoilery: TAK


Gdybym przeczytała tę książkę kilka lat temu, skupiłabym się tutaj na jej konstrukcji i innych walorach artystycznych. Obecnie jednak w debacie publicznej coraz częściej głos zabierają osoby, dla których powieściowa dystopia (oczywiście gdyby ją przeczytali) wykreowana przez Atwood stanowiłaby nie przerażającą (i wyłącznie teoretyczną) wersję przyszłości, ale raczej cel, do którego - przynajmniej pod pewnymi względami - chcieliby dążyć: reprodukcja przede wszystkim. Wypowiedzi pojedynczych oszołomów można zignorować, ale jeśli to samo głoszą ludzie, którzy stanowią w Polsce prawo (czyli politycy i księża), to robi się niebezpiecznie.

Margaret Atwood opisała (w 1985 roku) świat w nieodległej przyszłości. Grupa religijnych ekstremistów dokonała zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych i zawiesiła konstytucję. Zaczęła się dobra zmiana. Tak jakby ktoś o mentalności Kim Ir Sena zamiast komunizmu wprowadzał w USA starotestamentowy fundamentalizm, posługując się metodami Boko Haram.