Impresje

środa, 26 lipca 2017

Kobieta w literaturze XLII

Dziś są moje imieniny (i urodziny). Mam nadzieję, że rodzice wybierając dla mnie to, a nie inne imię, nie kierowali się "żywotami" żadnych Ann, tylko tym, że jedna z moich prababć ze strony mamy takie nosiła. Podobnie jak kuzynka babci ze strony taty, siostra babci, ciotka mamy, kuzynka taty...

Z drugiej strony może one wszystkie miały tak na imię, bo w rodzinnej parafii mojego taty w św. Anny zawsze odbywa się odpust, na który dawniej zjeżdżała się cała okolica? Zresztą od religijnej proweniencji imienia Anna chyba nie ma ucieczki, bo mimo że wywodzi się z języka hebrajskiego, to u nas zostało przecież spopularyzowane przez chrześcijaństwo.

W związku z tym proponuję dziś cytat o księżnej Annie, córce króla Czech Przemysła Ottokara I i Konstancji, córki króla węgierskiego Beli III. Anna poślubiła Henryka II Pobożnego, w pakiecie z jego matką, księżną Jadwigą.

Źródło cytatu: "Piastowskie księżne regentki. O utrzymanie władzy dla synów [koniec XII w. - początek XIV w.]" Agnieszki Teterycz-Puzio, wydawnictwo Avalon 2016, str. 115-120. Interpunkcja oryginalna.

piątek, 21 lipca 2017

[Moje słuszne poglądy na wszystko] Zamach stanu

Nie cofnęli się. Zmienili ustrój w kilka dni. Teraz to już tylko formalność: senat jutro wszystko klepnie, a Andrzej Duda już szykuje długopis. Nie łudzę się, że prezydent zgłosi weto do ustawy o KRS, o ustroju sądów powszechnych i o Sądzie Najwyższym. Trwa zamach na polski system prawny, a on pojechał na wakacje. 

A to jeszcze nie koniec. PiS wzięło się za organizacje pozarządowe, po wakacjach podobno czas na media. Kto będzie następny? Nikt z nas nie zna dnia ani godziny, bo Polską rządzi człowiek niezrównoważony psychicznie, który niszczy nasz kraj, żeby załatwić jakieś swoje prywatne wyimaginowane porachunki. Pomagają mu w tym posłuszni zeloci. Robi mi się naprawdę niedobrze, kiedy widzę, jak ich wianuszek otacza w sejmie uśmiechającego się pogardliwie Jarosława Kaczyńskiego. Skąd on wytrzasnął takie indywidua jak Beata Mazurek, Krystyna Pawłowicz, Mariusz Błaszczak i cała reszta? 

Ale pojawiło się maleńkie (bardzo maleńkie) światełko w tunelu: w protestach bierze udział coraz więcej młodych osób. Wreszcie. Nie chcą mieszkać w obciachowym państwie rządzonym przez miernoty. Chcą być obywatelami a nie prolami. Dziś pod krakowskim sądem młodzieży było naprawdę dużo.

Jest elektoratem do zagospodarowania. Młodzi ludzie nie zagłosują na PiS, ale możliwe też, że nie zagłosują na żadną inną partię. Bo partie - póki co - nie mają dla nich żadnej propozycji, zresztą dla tych starszych obywateli też nie. Rozumiem, że w ostatnich dniach dużo się dzieje, ale partie już teraz muszą nam powiedzieć, jak planują urządzić Polskę, kiedy już uda się nam odsunąć PiS od władzy. 

Co prawda nie spodziewam się, żeby to nastąpiło w najbliższym czasie. Wiele osób będzie siedzieć cicho, póki płynąć będzie w ich kierunku kaska z 500 plus albo z synekury załatwionej przez partię. A podobno Polacy tak bardzo kochają wolność... Wolność od.

Cóż, znowu rozpisałam się o polityce, ale zamach stanu nie zdarza się co dzień. Zapamiętajmy jego autorów.

Protest w Krakowie 20.07.2017


piątek, 14 lipca 2017

[Moje słuszne poglądy na wszystko] Zmiana ustroju

Po Jarosławie Kaczyńskim spodziewałam się wszystkiego najgorszego, a mimo to zadziwia mnie bezpardonowość, z jaką rozprawia się z władzą sądowniczą. Po wygranych przez PiS wyborach jedynym (bardzo słabym) pocieszeniem było to, że przecież ta partia nie zdobyła większości umożliwiającej zmianę konstytucji. Spieprzą pięć lat, ale w tym czasie Polacy ochłoną i drugi raz ich nie wybiorą. Jesteśmy członkiem UE i NATO, wiążą nas międzynarodowe umowy i europejskie prawo. Co się może wydarzyć w ciągu tych pięciu lat? 

JK nie potrzebował nawet tyle, żeby przeprowadzić pełzający zamach stanu, znieść trójpodział władzy, a tym samym zmienić ustrój Polski. TO SIĘ DZIEJE WŁAŚNIE TERAZ. Zasypiamy w mocno poturbowanej III RP, a możemy się obudzić już w PRL PiS. Polacy mają powstać z kolan, ale tylko po to, żeby z większej wysokości paść przed prezesem na twarz.

czwartek, 22 czerwca 2017

Na okoliczność ósmej rocznicy

Przegapiłam chyba wszystkie rocznice istnienia tego blogu poza pierwszą. Owszem, zawsze kojarzyłam, że premierowy wpis (o biografii Oskara Wilde'a) opublikowałam jakoś w czerwcu 2009 roku, ale dokładna data przepadała w czarnej dziurze mojej pamięci (razem z datami prawie wszystkich Ważnych Wydarzeń Historycznych). Tym razem jakimś cudem wystarczająco wcześnie przypomniałam sobie, że to już jutro, 23 czerwca, ale tak naprawdę - cóż tu celebrować?

Na pewno nie same teksty, bo w ciągu tych ośmiu lat napisałam może kilka czy kilkanaście dobrych, ale reszta jest co najwyżej przeciętna, mało odkrywcza, niesatysfakcjonująca. Na szczęście mam już ten komfort, że tych starszych, sprzed kilku lat, nie pamiętam:).

Początkowo wpisów było zdecydowanie więcej, bo wydawało mi się wtedy, że muszę na blogu wspomnieć o każdej przeczytanej przeze mnie książce. Z czasem przestałam odczuwać taką presję, miałam też zdecydowanie mniej czasu, więc nowe posty pojawiały się coraz rzadziej, a ja właściwie przestałam współtworzyć społeczność blogerów książkowych, prawie nie komentuję cudzych postów i nie biorę udziału w dyskusjach, bo dotyczą one zwykle spraw, o których kilka lat temu już się wypowiadałam. 

Nigdy nie ukrywałam, że piszę głównie dla siebie: dzięki blogowi więcej wynoszę z czytanych książek, powtarzam sobie zasady ortografii i interpunkcji, ze znajomości których na co dzień nikt mnie nie rozlicza, a przede wszystkim - nierzadko świetnie się bawię (zwłaszcza pisząc coś z cyklu "Girls Just Want to Have Fun").

środa, 21 czerwca 2017

KSIĄŻKA

Tytuł: Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski (The Book. A Cover-to-Cover Exploration of the Most Powerful Objects of Our Time)
Pierwsze wydanie: 2016
Autor: Keith Houston
Tłumaczenie: Paweł Lipszyc

Wydawnictwo Karakter 2017
ISBN: 978-83-65271-36-5
Stron: 464

Książka jako przedmiot w ciągu ostatniego tysiąclecia zmieniła się stosunkowo niewiele. Ja nie potrzebowałabym instrukcji obsługi, żeby zajrzeć do Księgi z Kells (zbiór ewangelii wyprodukowany prawdopodobnie ok. 800 roku w Irlandii), a średniowieczny mnich lub uczony wiedziałby, jak przewertować zawartość moich półek. W obu przypadkach zadziałałaby bariera językowa, ale nie techniczna.

wtorek, 16 maja 2017

Ania, nie Andzia

Nie mogłam nie obejrzeć najnowszej ekranizacji "Ani z Zielonego Wzgórza", która zresztą okazała się raczej oryginalną adaptacją powieści.

Na początku wszystko względnie się zgadza, ale z każdym kolejnym odcinkiem obserwujemy coraz większe rozbieżności między scenariuszem a książką Lucy Maud Montgomery. Z jednej strony w serialu więcej jest realizmu i naturalizmu: pokazano np. jak źle traktowano Anię w domach, w których wcześniej pracowała, i jak to na nią wpłynęło. Bardziej prawdopodobne wydaje się chłodne - łagodnie mówiąc - przyjęcie sieroty przez społeczność Avonlea, zwłaszcza przez dzieci, niż powieściowe ostrożne zaciekawienie. Za to zupełnie nierealne wydaje się zachowanie Ani i parobka Jerry'ego pod dachem ciotki Józefiny - nie sądzę, żeby taka dziewczynka pozwoliła spać w swoim łóżku jakiemukolwiek przedstawicielowi płci przeciwnej, nawet rówieśnikowi, bo ten bał się zasnąć w luksusowym pokoju gościnnym. Bieganie po okolicy w piżamce lub bieliźnie też chyba nie było typowe dla mieszkanek Wyspy Księcia Edwarda.