Impresje

wtorek, 7 sierpnia 2018

Kobieta w literaturze LVI

Źródło cytatu: "Płomień i lód. Przygody mojego życia" Arthura Koestlera, tłum. Władysława Jeżewskiego, Wydawnictwo Magnum 2009, str. 84-88.

Wśród paryskich domów publicznych były przybytki poważne i mniej poważne. Te pierwsze bardzo dbały o swoją reputację; nie zezwalano tam na pijaństwo, hałaśliwe zachowanie ani oskubywanie klientów, a dziewczęta musiały przestrzegać ścisłej etykiety. W Paryżu działało wiele luksusowych domów publicznych, takich jak Chabannais, Sphinx albo lokal przy rue des Victoires, specjalizujący się w „żywych obrazach”, w których występowali mnisi, zakonnice, książęta i pastereczki w pozach rabelaisowskich. Ale takie miejsca, jak wszystko, co związane z turystyką, traktowano w branży z pogardą. Poważne domy służyły mieszkańcom dzielnicy, miały swoją mniej lub bardziej stałą klientelę, przystępne ceny i miłą atmosferę. Gość mógł w nich siedzieć przez godzinę nad szklanką piwa lub kieliszkiem koniaku, zapłacić i nie nagabywany wrócić do domu – co właśnie czyniła mniej więcej połowa klientów. Nierzadko nawet przychodzili z żonami lub kochankami, które chciały zaspokoić ciekawość i zobaczyć „dom” od środka; tylko w tanich zakładach, obawiających się konkurencji, obowiązywał zakaz wstępu dla kobiet. 
Henri de Toulouse-Lautrec

środa, 1 sierpnia 2018

Chłopi w literaturze II

Źródło: "Pamiętniki chłopów", Pamiętnik nr 20, Instytut Gospodarstwa Społecznego 1935, str. 270-281.

Gospodarz na osadzie pięciomorgowej w pow. iłżeckim

 (...) Otóz taki to jest nas los biednych ludzi, chociaz by cłowiek ręce sobie urobił to do niczego nie przyjdzie i niczem być nie moze, by tylko zawsze biedny. Teraz opisę jakie to jest zycie małorolnego, otóz w tem kryzysie z pięciu mórg ziemi piątej klasy jeżeli jest dobrze obsiane, zyta, jak dobry urodzaj to w tem roku był średni, wysiałem trzy metry to zebrałem trzy kopy. Z kopy po wymłóceniu, czyli kopa wyda trzy metry, to mam dziewięć metrów. Wysiałem trzy pozostało sześć, na chleb miesięcznie potrzebuję 3/4 metra t. j. na rok 9 metrów to mi brakuje, trzy metry na chleb. Kar­tofli ukopałem 35 korcy, miesięcnie potrzebuje pięć korcy t. j. 60 korcy to moze mi braknie 25, do tego to jęcmienia trzy metry i owsa trzy korce. To jęcmienia jakby trzymać jakie prosie to tez trzeba kupić owies dla kur których 10, słomy, moze być razem wszystkiej dwie kop do trzech to na pasę dla jednej krowy starcy, ale trzeba dokupić siana i na pościółkę słomy to na to mozeby starcyło. Prosie jezeli go bede mugł dotrzymać chociaz na 100 zł., kury mogą dać przez cały rok 25 zł. to sie nie zje ani jednego jajka, chyba, ze na święta, bo nie wolno. Krowę mam jedną to ni mozna na nią liczyć, ze da jaki przychód, ale i ona musi dać, bo daje trzy litry mleka dziennie, to sie odbiera tłusc i zrobi sie masło, niech Bóg broni zeby dziec­ku pokazać masło, bo trzeba sprzedać, bo jezeli dzieciom masła to by musiało nago i boso chodzić, a tak to jak zbiera przez tydzień to sie uzbiera na sól, bo przeciez bez soli ni mozna jeść, choć nieokrasone, ale jak osolone to jakoś sie lepiej zje, a nawet niektórzy to juz pró­bują niesolić, bo nima za co soli kupić. Kura jak jakie jajko zniesie to tez sie go takze nie zje chyba, ze kto chory na płuca to jak sie połozy, ze juz nie moze wstać to dopiero musi. Ale dzieci za to boso chodzą, bo i u mnie jest zona chora i od doktorów ma zakazane, azeby dobrze jadła, mleko, masło, jajka, ale czy to robi, kiedy nimozna bo jest czworo dzieci małych, trzeba ogarnuć i obuć to z cze­go jaki gros sie zrobi. Jedno chodzi do szkoły to tez potrzeba to na zesyt, to na ksiązki, to atrament, to rózne wymysły jak to te nase szkoły teraz wymagają. Tak ze niejeden biedak nie posyła dziecka do szkoły, bo nima na to wszystko skąd brać, albo nima w czem chodzić do szkoły to jesce przez lato to chwała Bogu, bo pójdzie boso i w jakimkolwiek ubraniu, a zimą to nie wiem jezeli nima szkoły w swej wsi, to większa połowa dzieci do szkoły chodzić nie będzie z braku obuwia i cieplejszego ubrania. Ja sam tez nie poslę nima w czem, a do szkoły jest przesło dwa kilometry. Tak to my biedni zyjemy na wsi, jak dalej będzie to nie wiem, bo zabudowania się pustoszą, a na nową nima pieniędzy, stodołę mam taką, ze wrota się niechcą i juz otwierać, bo dach cały sie wali. Obora czyli chlew co w nim mam wszystko i krowę i kury i świnie i to się tez leje bo nima czem poszyć, bo słomy ledwo na pasę dla jednej krowy starczy. Z domu co mieszkam tez krokwie sie załamują, a zdałoby sie i o nowem pomyśleć, bo zaciasny zaledwo moze się zmieścić dwa łózka, to na jednem łóżku śpi czworo dzieci.
   Ale skąd wziąć pieniędzy, aby to wszystko poprawić. Dawniej to chociaz mozna było pozyczyć jeden od drugiego, a jak nie to cho­ciaz u zyda. A teraz to niema o tem co mówić, o pozyczce bo nikt nima pieniędzy, a choć kto ma to teraz nie pozyczy.(...)

sobota, 28 lipca 2018

SEANS W DOMU EGIPSKIM

Tytuł: Seans w Domu Egipskim
Pierwsze wydanie: 2018
Autorka: Maryla Szymiczkowa (czyli Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński)

Wydawnictwo: Znak
Seria: trzecie śledztwo profesorowej Szczupaczyńskiej
ISBN: 978-83-240-4785-7
Stron: 299


W finale "Rozdartej zasłony" Zofia z Glodtów Ignacowa Szczupaczyńska stała w tłumie wiwatującym na cześć Najjaśniejszego Pana, ale nie podzielała już powszechnego entuzjazmu i wzruszenia, jakie towarzyszyły tej krótkiej wizycie. Zakończone niedawno śledztwo zmusiło ją do dostrzeżenia wreszcie niesprawiedliwości i bezzasadności modelu społecznego, w którym kobiety codziennie i stale są dyskryminowane dlatego, że są kobietami - bez względu na ich status majątkowy, ale oczywiście tych uboższych dotykało to szczególnie.

Iluminacja ta była niestety wyjątkowo krótkotrwała, bo w "Seansie" nie ma już nawet śladu po tego rodzaju refleksjach. Nie oczekiwałam oczywiście, że Zofia Szczupaczyńska zacznie organizować manify we wciąż jeszcze dziewiętnastowiecznym Krakowie, ale liczyłam, że chociaż we własnym domu zaznaczy swoją indywidualność w sposób bardziej otwarty niż do tej pory. Ale nie, profesorowa poczyna sobie całkiem śmiało, ale zawsze dba o pozory i o to, żeby mąż o niczym się, broń Boże, nie dowiedział. Kiedy chce wymknąć się niezauważona na wieczór sylwestrowy, dolewa mu do bawarki laudanum...

A może to właśnie Ignacy oderwał się na chwilkę od lektury "Czasu" albo od pochłaniania obiadu i spacyfikował jej domniemane emancypacyjne zapędy? Trudno powiedzieć, bo mimo że między wydarzeniami opisywanymi w obu powieściach mijają ponad trzy lata, to autorzy zupełnie ten okres pomijają, skupiając się wyłącznie na sprawach bieżących. Szkoda. Myślę, że należałoby uzupełnić narrację o jeden czy dwa akapity, w których wyjaśniono by, co też w tym czasie działo się z profesorową. Oczywiście książka i bez tego bardzo mi się podobała, ale tego rodzaju drobna dygresja byłaby dodatkową wisienką na smacznym torcie. Być może ucierpiałaby na tym odrobinę struktura powieści, ale oddani fani pani Zofii byliby usatysfakcjonowani. 

wtorek, 10 lipca 2018

Marzenie Hernando

W poprzednim numerze "Polityki" natrafiłam na bardzo interesujący artykuł Andrzeja Hołdysa o synu Krzysztofa Kolumba i jego zamiłowaniu do map i książek. Całość można znaleźć w tygodniku, ale mam nadzieję, że autor nie obrazi się za to, że zacytuję tu kilka obszernych fragmentów.

(...) Hernando miał jedno marzenie: chciał zgromadzić pod jednym dachem wszystkie książki, jakie ukazały się na świecie. Zaraz po zakończonej niepowodzeniem konferencji w Badajoz powrócił do Sewilli, aby rozpocząć budowę domu, który wedle jego planów miał stać się największą biblioteką ówczesnej Europy. Był w niej tak rozmiłowany, że – jak przyznał w testamencie spisanym kilka lat przed śmiercią – „nigdy się nie ożenił, ponieważ kobieta nie dałaby mu tego, co dały mu książki”.