Impresje

piątek, 8 października 2010

PLEWY NA WIETRZE, ŻMIJOWA HARFA

Tytuł: Plewy na wietrze
Cykl: Saga o zbóju Twardokęsku, tom 1
Autorka: Anna Brzezińska
Pierwsze wydanie: 2006
Agencja Wydawnicza Runa
ISBN: 978-83-89595-28-7
Stron: 576

Ocena: 4/5




Tytuł: Żmijowa harfa
Cykl: Saga o zbóju Twardokęsku, tom 2
Pierwsze wydanie: 2007
ISBN: 978-83-89595-31-7
Stron: 521

Ocena: 4/5



W Esensji ukazał się niedawno ranking 50 najlepszych polskich powieści fantastycznych. Oczywiście większości z nich nie znam, ale na miejscu 21 figuruje "Saga o zbóju Twardokęsku" Anny Brzezińskiej, a ja właśnie skończyłam czytać drugi tom. W sumie składa się ona z czterech części:
1. Plewy na wietrze
2. Żmijowa harfa
3. Letni deszcz. Kielich
4. Letni deszcz. Sztylet
Chwilowo nie mam dostępu do trzeciego tomu, bo ktoś go podstępnie wypożyczył przede mną. "Podłość ludzka nie zna granic", jak mawiała Bożena Dykiel w "Wyjściu awaryjnym". Toteż dzisiaj napiszę o dwóch pierwszych częściach.

Głównym bohaterem tego cyklu jest zbój Twardokęsek, herszt bandy grasującej w okolicach Przełęczy Zdechłej Krowy, w Górach Żmijowych. Przeczucie zbliżającego się kryzysu wieku średniego skłoniło go do porzucenia dotychczasowej profesji i rozpoczęcia nowego życia na południu. W Krainach Wewnętrznego Morza ubezpieczenia emerytalne (ani żadne inne zresztą) nie istniały, toteż Twardokęsek wyruszył na nową drogę życia zaopatrzony w skarbczyk będący własnością całej kompanii. Bez wiedzy owej kompanii, toteż podróżował nader prędko i chyłkiem.

Traganka, stolica bogini Fei Flisyon, okazała się miejscem przyjemnym, ale niezbyt przychylnym dla oszustów podatkowych, więc nasz zbój został wkrótce uwięziony z tych samych powodów co Al Capone - nie uiścił dziesięciny i innych opłat portowych. Uwolniła go tajemnicza Szarka, ale nie zrobiła tego z dobrego serca. Dziewczyna była potomkinią Iskier - młodszych sióstr bogów, perfekcyjnie posługiwała się dwoma wielkimi mieczami, jej snami władał niebezpieczny ptak - jadziołek, a w dodatku jeździła na skrzydłoniu, rzadkim stworzeniu potrafiącym również latać. Wkrótce do ich kompanii dołączyli jeszcze wygnany ze swej dziedziny młody książę, jego opiekun, wiedźma, błazen i wikińska drużyna.
Ich spotkanie mogło być dziełem przypadku, ale równie prawdopodobne było to, że maczali w tym palce bogowie, w których Krainy Wewnętrznego Morza wręcz obfitowały. Nasi bohaterowie, chcąc nie chcąc, wzięli udział w rozgrywkach między władcami, kapłanami i bogami.

***   ***   ***

Oczywiście tylko zasugerowałam treść książki, bo nie sposób streścić całej fabuły, a zresztą byłoby to niepotrzebne i chyba niemożliwe - w tych dwóch powieściach wątków jest naprawdę mnóstwo i dzieje się naprawdę dużo. Tylko że, jak na mój gust, dzieje się trochę za wolno. Autorka bardzo dużo miejsca poświęca na szczegółowe opisy poszczególnych miejsc i krain, które przemierzają bohaterowie, przedstawia dzieje i charakterystykę prawie każdej, nawet mniej ważnej postaci. Robi to bardzo dobrze, plastycznie, oryginalnie i ciekawie, ale wydaje mi się, że tych dygresji jest trochę za dużo, akcja posuwa się do przodu baaardzo powoli i łatwo stracić z oczu główną nić fabuły. Bohaterowie gadają, gadają i gadają, a mało robią:)

Niemniej jednak proza Anny Brzezińskiej wywarła na mnie spore i bardzo pozytywne wrażenie. Stworzona przez autorkę wizja Krain Wewnętrznego Morza świadczy o ogromnej wyobraźni. Oraz o wiedzy - Anna Brzezińska jest mediewistką, a akcję tych powieści umieściła mniej więcej w realiach z okresu późnego średniowiecza (w każdym razie tak mi się wydaje). Bohaterowie, jak wspomniałam, są ciekawi i nie tacy znowu czarno-biali. Wątki, choć jest ich sporo, splatają się w miarę czytania coraz ciaśniej i można się w nich rozeznać. Dominuje raczej minorowy nastrój, ale książki te nie są tak całkiem pozbawione poczucia humoru, ironii i sarkazmu.
Oczywiście są tu bardzo typowe dla fantasy elementy - "drużyna" złożona z zupełnie niepasujących do siebie postaci, baśniowe wręcz stworzenia (z tych mniej przyjemnych bajek) i magiczne artefakty (w tym, a jakże, miecz). Oryginalne jest to, że bohaterowie próbują walczyć ze swoim przeznaczeniem, nie chcą pokornie odgrywać przypisanych im przez bogów ról.
Podobała mi się również stylizacja języka powieści na średniowieczny, to jeden z największych atutów tej prozy. Szczerze mówiąc przypominała mi trochę polszczyznę z "Krzyżaków" i Trylogii Sienkiewicza. Autorka posłużyła się nią bardzo umiejętnie, dopasowując język poszczególnych postaci do ich statusu społecznego i konduity. Podobały mi się i dialogi, i opisy.

Podsumowując: obie powieści bardzo polecam; na pewno sięgnę po dwa następne tomy cyklu o zbóju Twardokęsku  (oraz po jeszcze inne książki Anny Brzezińskiej) i liczę, że okażą się co najmniej równie dobre. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).