Impresje

czwartek, 7 października 2010

Różne różności

Śniło mi się, że czytam na jakimś książkowym blogu bardzo krytyczną recenzję mojego opowiadania, które zamieściłam gdzieś w internecie. Zarzutów pod jego adresem padło sporo, ale zapamiętałam tylko dwa: nadużywanie młodzieżowego slangu oraz posługiwanie się stereotypami. To był oczywiście tylko sen, majak i ułuda, bo nigdy w życiu nie napisałam żadnego opowiadania, a gdyby nawet - wątpię, czybym je komuś pokazała. 
Zastanawiałam się kiedyś nad swego rodzaju wyzwaniem, nie czytelniczym, ale dla czytelników - osoby na co dzień krytykujące cudzą twórczość podjęłyby próbę napisania opowiadania na dowolny temat, które byłoby opublikowane na specjalnym blogu czy forum, a pozostali uczestnicy mogliby je tam ocenić. Przekonalibyśmy się wtedy na własnej skórze, jak trudno wymyślić interesującą fabułę, ciekawych bohaterów i sensowne dialogi. 
Tylko czy to by miało sens? Dość jest już grafomanii w internecie, zresztą - wszędzie. Po co ją jeszcze dodatkowo mnożyć? Ze smutkiem konstatuję, że nawet na blogach książkowych zdarzają się błędy frazeologiczne... (Mam nadzieję, że na Impresjach nie, ale w razie czego zwróćcie mi, proszę, uwagę).

***

Nie napiszę o Nagrodzie Nobla, bo wszyscy już to zrobili, a poza tym czytałam tylko jedną książkę zwycięzcy i wcale mnie nie urzekła. Z drugiej strony lepszy już taki news, niż wałkowanie non stop tematu dopalaczy. Naród i władza pospołu zapłonęły świętym oburzeniem. Niedługo prawy obywatel będzie się czuł uprawniony, ba! - zobowiązany do polowania na sprzedawców tego świństwa i do podkładania bomb pod inkryminowane sklepy. 

***

Postanowiłam zmienić szablon bloga, bo tamten mi się znudził.

***

Odwiedziłam w tym tygodniu Muzeum Archeologiczne w Krakowie. Była to już druga moja wizyta w tym miejscu. Znajduje się ono w samym centrum miasta, więc jeśli ktoś w Stołecznym Królewskim Mieście będąc, ma wolne dwie czy trzy godziny i nie wie, co z nimi zrobić, to polecam. 

Lubię muzea, bo lubię starocie. Nie jestem w stanie dostrzec pewnych niuansów w malowidłach na sarkofagach egipskich mumii z różnych dynastii, ale jest coś fascynującego w oglądaniu z tak bliska przedmiotów sprzed tysięcy lat, które kiedyś tkwiły w głębokich grobowcach, a teraz są na wyciągnięcie ręki. 

Zadziwiająca jest wiara w to, że życie wieczne jest nierozerwalnie związane z martwym ludzkim ciałem. Zadziwiająca, trwała i dość powszechna. Można się trochę pośmiać ze starożytnych Egipcjan, którzy do swoich grobowców (jeśli było ich na nie stać) zabierali mnóstwo przedmiotów przydatnych raczej żywym, ale i u nas wkłada się do trumny różne rzeczy ważne dla osoby zmarłej, niektórych chowa się w kącie cmentarza itd. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.

Mumia kota
Egipcjanie balsamowali również zwierzęta, z różnych powodów: miały towarzyszyć zmarłym w życiu pozagrobowym, stanowić ich pokarm na "tamtym świecie" albo robiono to dla oddania czci bogom, które uosabiały, jak wierzono, za życia. Z czasem wiedza na ten temat zaginęła i np. pod koniec XIX wieku z Egiptu do Anglii wywieziono tony kocich mumii, które na miejscu przerobiono na nawóz do użyźniania pól. Bardzo mnie te informacja zafrapowała. Pozornie tak bardzo różnimy się od starożytnych naszych przodków, wykazujemy tak duże niezrozumienie dla ich zwyczajów i tradycji, ale czy rzeczywiście aż tyle nas dzieli?

We wspomnianym Muzeum Archeologicznym można obejrzeć, oprócz ludzkich, również mumię kota czy ibisa. 

***

Lubię jesień, ale długie wieczory prowokują mnie do snucia tego rodzaju refleksji... Co to będzie na starość?:)

9 komentarzy:

  1. Zwróciłam uwagę, że gdzie nie zajrze to dopalacze i dopalacze - a ja nie wiem nawet osssooo chodzi?

    OdpowiedzUsuń
  2. O Nagrodzie Nobla nie napisali wszyscy tylko większość:)
    Ja znalazłam kilka blogów, m.in. mój, na których cicho o Noblu.
    Ale masz rację, aż boję się lodówkę otworzyć, żeby stamtąd też nie wyskoczył Nobel na dopalaczach:)))

    A jeśli chodzi o błędy frazeologiczne na blogach, moje zdanie jest takie, że nie ma ludzi doskonałych. Gdy się chce psa uderzyć, kij zawsze się znajdzie, więc można przyczepić się naprawdę do wielu rzeczy, u mnie na pewno też, tylko pytanie - po co? Czy to są aż tak rażące błędy, żeby o nich pisać i grzmieć? Trzeba być człowiekiem. Jasne, że nadmiar błędów każdego razi, ale usterki nierzucające się w oczy są do wybaczenia.
    Na Twoim blogu błędów nie znalazłam, ale wcale ich nie szukałam. Zresztą, u nikogo nie szukam, wszak blog to prywatny teren. A jeśli ktoś świadomie decyduje się go prowadzić, tym samym wystawia się na widok publiczny i musi liczyć się z krytyką. Czy zechce się nią przejmować - jego sprawa.
    A tak poza wszystkim, lubię Twój styl - zjadliwie prześmiewczy, czasami potrafisz dokopać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anno, dopalacze to najdotkliwsza plaga, jaka spadła w naszą ojczyznę od zarania jej istnienia. Groźniejsza niż tatarska orda i zakon krzyżacki, dotkliwsza niż wszystkie trzy zabory, bardziej destrukcyjna niż wojna oraz ustrój słusznie już miniony. Bardziej medialna niż prace nad budżetem państwa. A przede wszystkim - łatwo się na dopalaczach wypromować przed wyborami samorządowymi i unaocznić Polakom sprawność państwa, które tak długo nie radziło sobie z całym tym cyrkiem na Krakowskim Przedmieściu.
    Uwaga, prorokuję: kiedy trzeba będzie wypłacić sprzedawcom dopalaczy odszkodowania z pieniędzy podatników, politycy już się nie będą aż tak pchali przed kamery.

    Joanno, przyznaję się, trochę uogólniłam:)

    Zawsze mi się wydawało, że nie jestem purystką językową, ale chyba jednak jestem. Sytuacja mnie zmusiła!;) Sama na pewno też dostrzegasz, że nawet w mediach, nawet wśród osób publicznych coraz mniej dba się o poprawne używanie naszego języka. Nie chodzi mi tutaj o literówki, ale o posługiwanie się słowami i zwrotami, których znaczenia się nie zna. A ja chyba trochę za bardzo idealizuję ludzi czytających książki i oczekuję od blogerów "książkowych" czegoś więcej, od siebie również. Pisząc o tej grafomanii, swoją osobę też miałam na myśli;)
    Zresztą nie wytykam nikomu błędów na jego blogu, tylko narzekam na to u siebie, najpewniej dlatego, że zjadłam wczoraj zbyt suty obiad, a potem jeszcze pół czekolady...;)

    Nie wiem, czy da się wyodrębnić coś takiego jak "mój styl", ale jeśli jestem ironiczna, to jestem też autoironiczna. Grunt to mieć dystans do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. zginął mój komentarz???
    Ale ogólnie chciałam napisać, że się zgadzam, nie każ mi powtarzać wszystkiego od nowa, to ponad moje siły:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam tego noblisty też nie znam. wolę jak nagradzają lewaków w stylu Jelinek i Lessing. :-) ale Llosa podobno "bezpieczny" więc i dla polskich mediów idealnych.

    Z tym, co sądzisz o dopalaczach też się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykro mi bardzo, Joanno. Sprawdzałam, czy Twój komentarz nie trafił przypadkiem do spamu, ale nie. Gupi blogger:(

    cedro, mnie tam właściwie wszystko jedno, komu tego Nobla przyznają; przejęłabym się może trochę, gdyby nagrodzono Polaka. Ale nie rozumiem, o co chodzi z tymi naszymi mediami?

    OdpowiedzUsuń
  7. To faktycznie straszna plaga z tych dopalaczy. A tak na serio muszę doczytać z czym to się je. O błędach mam takie samo zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. No bo nasze media są dość konserwatywne i raczej nie lubią, kiedy nagradza się postępowców, marksistów, byłych marksistów, nie mówiąc już o feministkach ;-) No a Llosa to taki bardziej XX wiek niż XXI, więc media za jego punktem widzenia nadążają

    OdpowiedzUsuń
  9. Anno, koniecznie! Ignorancja w tej dziedzinie może wywołać społeczny ostracyzm wobec twojej osoby. ;))

    cedro, widocznie nie dość uważnie śledzę doniesienia o politycznych poglądach pisarzy i medialne reakcje, bo mi to trochę umknęło:) Ostatnio odnotowałam tylko sprzeciw niektórych posłów wobec ustanowieniu roku 2011 Rokiem Czesława Miłosza. No ale to politycy, a nie główne media.

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).