Impresje

wtorek, 5 października 2010

DOM SIÓSTR

Tytuł: Dom sióstr (Das Haus des Schwestern)
Autorka: Charlotte Link
Pierwsze wydanie: 1997
Tłumaczenie: Ryszard Wojnakowski
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 83-7391-266-5
Stron: 637

Ocena: 4-/5

Miło by było spędzić święta Bożego Narodzenia w wiekowym domku w Yorkshire. I nawet gdyby ogromne opady śniegu odcięły mnie na pewien czas od świata, nie cierpiałabym za bardzo z tego powodu, o ile miałabym ogrzewanie, wystarczającą ilość jedzenia i trochę książek. Mogłabym sobie wyobrażać, że jestem uwięzioną Cathy Heathcliff;)
Barbara i Ralph Ambergowie, para niemieckich adwokatów, która wynajęła na okres świąt Westhill House, nie mieli czasu na takie głupstwa. Podróż do Anglii była ostatnią próbą ratowania ich małżeństwa. Od dłuższego czasu łączył ich jedynie wspólny adres, a teraz musieli nagle razem poradzić sobie w dość ekstremalnych warunkach: na skutek intensywnych opadów śniegu nie mieli prądu, wystarczających zapasów jedzenia, nie działały telefony, a żeby całkiem nie zamarznąć, musieli nauczyć się rąbać drwa na opał. Nie jest to sytuacja, która by sprzyjała rozwiązywaniu problemów, raczej przeciwnie.
Zresztą żadne z nich paliło się jakoś specjalnie do tzw. poważnych rozmów. Barbara przypadkowo odkryła coś w rodzaju pamiętnika Frances Gray, dawnej właścicielki domu, i większość czasu poświęcała tej lekturze. Nie musiała wtedy myśleć o sytuacji, w której się znalazła.
Ralph rąbał drwa.

Frances urodziła się pod koniec XIX wieku, uczestniczyła w protestach sufrażystek, pracowała w szpitalu polowym podczas I wojny światowej, potem sama zarządzała farmą.
Nie wyszła za mąż za mężczyznę, którego kochała z wzajemnością, bo oznaczałoby to, że do końca życia musiałaby być żoną i matką, a nie była pewna, czy świat nie ma jej do zaoferowania czegoś więcej. Chciała najpierw pobyć sobą. Tylko że ów mężczyzna nie chciał na nią zbyt długo czekać, toteż życie uczuciowe miała mocno powikłane.

Na przemian śledzimy losy Barbary i Frances, przeskakujemy między współczesnością, potem cofamy się kilkadziesiąt lat wstecz. Na obu planach czasowych jest równie ciekawie, o ile oczywiście lubi się powieści z dużą dawką psychologii.

Myślę, że to właśnie ciekawe i wiarygodne portrety psychologiczne są największą zaletą tej książki. Nie chodzi tylko o zakompleksioną karierowiczkę Barbarę czy skupioną na sobie Frances. Jest jeszcze śliczna, choć płytka Victoria, silna i zdecydowana Kate, prozaiczna i racjonalna Marjorie, delikatna, desperacko poszukująca akceptacji Laura. Każda z nich jest inna, żadna nie wzbudza zbyt dużej sympatii, a jednak czytałam o nich wszystkich z naprawdę dużym zainteresowaniem.
Wciągnęła mnie ta opowieść, więc przez te ponad 600 stron przebrnęłam dosyć szybko. Warto sięgnąć po tę książkę, zwłaszcza w jakiś długi zimowy wieczór, kiedy za oknem szaleje śnieżyca. (Choć jesienią też mi się podobała).

2 komentarze:

  1. Jakoś śnieżycy wyczekiwać nie mam ochoty i mam nadzieję, że takowa jednak nas nie czeka ;) Niemniej, przy jesiennych wiatrach i deszczach taka książka może być idealna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja właśnie jesień i zimę lubię najbardziej, chyba z powodu długich wieczorów. Lubię je z całym dobrodziejstwem inwentarza - chłodem, mrozem, pluchą, zaspami. Nie jestem masochistką, nie lubię, kiedy pada wprost na mnie, ale lubię obserwować wszelkie zjawiska meteorologiczne przez okno, szczególnie z kubkiem herbatki w ręku:)

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).