Impresje

sobota, 14 listopada 2009

Blogowanie z google cz. 2 - Google reader

GOOGLE READER (Czytnik)
Blogerzy poza zapełnianiem treścią swojego bloga*, czytają też blogi innych osób, publikowane na różnych serwisach (wordpress, blox, onet, blogger itd.). Żeby dowiedzieć się, czy na tych "cudzych" blogach pojawił się nowy wpis albo komentarz można zrobić kilka rzeczy: kliknąć na link na swoim blogu (jeśli polecamy u siebie cudzą twórczość), skorzystać z opcji "Ulubione" w przeglądarce albo zalogować się do Google readera (albo innego czytnika). Google reader to (cytuję za wikipedią, bo trudno to wyjaśnić): internetowy czytnik kanałów RSS i Atom. Ale nie wnikajmy w skomplikowane definicje:). Chodzi o to, że w jedno miejsce spływają nam "newsy" z wielu różnych witryn, nie tylko blogów.


Tak to mniej więcej wygląda. Przyznaję, mam tam trochę bałaganu, ale najważniejsze rzeczy da się zauważyć. Po lewej stronie widać katalogi, przeważnie ich nazwa pochodzi od nazwy bloga (użytkownik czytnika ustala sobie dowolne nazwy folderów). W każdym katalogu (przynajmniej u mnie) znajdują się dwie pozycje: wpisy i komentarze. Pogrubione są komentarze do blogu Bazgradełko, bo akurat w czasie, gdy tworzę ten post, pojawił się tam jakiś nowy. W momencie robienia zrzutu ekranu stałam akurat na wpisach i to właśnie one wyświetlają się po prawej stronie. Widzimy tytuły i początek postu. Jeśli chcemy interesujący nas post przeczytać w całości, po prostu klikamy na tytuł. Tu post Eurany z blogu Zasadniczo o fantastyce.


Jak widać w czytniku można przeczytać cały post**, włącznie z zamieszczonymi przez autorkę/autora obrazkami. Plusem, przynajmniej dla mnie, jest też to, że widzimy tylko treść wpisu. Bo, bez urazy, ale na wielu blogach jest tak koszmarnie mała czcionka, albo np. czerwony tekst na czarnym tle, że to naprawdę ciężko się czyta. Oczywiście, mimo, że korzystam z czytnika, odwiedzam też blogi bezpośrednio, np. gdy chcę zamieścić komentarz.


Co trzeba zrobić, żeby inni mogli subskrybować w czytniku nasz blog?

Trzeba im to umożliwić i ułatwić, przez umieszczenie na blogu linków do subskrypcji naszych postów i komentarzy pod nimi. Można to zrobić na kilka sposobów:

1. Wybierając szablon bloga, którego autor takie linki już zamieścił. Tak jest u mnie: 



To te pomarańczowe kwadraciki, na górze po prawej stronie, nad ostatnimi komentarzami. Jeśli np. kliknie się na "Posty RSS", pojawi się nam coś takiego:


Dajemy "Subscribe now" i już.

2. Zamieszczając na blogu odpowiedni widget udostęþniony przez serwis, w którym piszemy.  Teraz będzie przykład z mojego dawnego bloga na wordpressie.


Po prawej widzimy stosowne widgety. A jeśli klikniemy np. na ten pierwszy, to pojawiają się różne rzeczy, chyba w zależności od używanej przeglądarki i danego serwisu blogowego.
W google chrome wygląda to tak:


 A w operze tak:



Ale nie chodzi o wygląd strony, tylko o link, który się pojawia na pasku adresu: http://elenoir.wordpress.com/feed/ . W przypadku komentarzy będzie to: http://elenoir.wordpress.com/comments/feed/. Kopiujemy link, przechodzimy do czytnika, klikamy "Dodaj subskrypcję" (lewy górny róg) i tam go wklejamy.

Niektóre przeglądarki wszystko to ułatwiają. Z tego, co wiem, to firefox (i iceweasel) oraz opera mają na prawym końcu pasku adresu taki pomarańczowy kwadracik, jeśli strona jest do tego odpowiednio przystosowana. Subskrypcję uruchamia się klikając na niego.

Bywa tak, że autor bloga umieszcza na nim tylko link do subskrypcji wpisów, a komentarzy już nie. Czasami takiej funkcjonalności nie oferuje po prostu serwis blogowy albo szablon bloga, z którego korzystamy. Albo jest tak, że można subskrybować komentarze do konkretnego postu, ale wszystkich tak od razu to nie. Wiem jak to obejść na wordpressie. Załóżmy, że ja na tym moim dawnym blogu widocznym na rysunku w pkt. 2 umieściłam tylko link do subskrypcji postów: http://elenoir.wordpress.com/feed/. Jeśli przed "feed" dopiszę w pasku adresu "comments" (http://elenoir.wordpress.com/comments/feed/) otrzymam link do subskrypcji komentarzy.

W Google readerze są jeszcze inne przydatne opcje, np. "Najbardziej polecane" (po prawej, na górze), ale chyba każdy zapozna się z nimi we własnym zakresie.


Nic na tym świecie nie jest doskonałe, więc i Google reader ma pewne wady:
1. Nie zawsze działają umieszczone w postach linki, tzn. czasami w ogóle ich nie widać.
2. Czytnik ściąga post lub komentarz tylko raz. Jeżeli post jest przez autora potem edytowany - nie jest to widoczne w google readerze.

Mam nadzieję, że ,mimo wszystko, większość osób czytających ten post przekonałam już, jak pożyteczne może być takie narzędzie. Coraz więcej osób korzysta z kanałów RSS/Atom, więc jeśli chce się być "czytanym", warto zamieścić na swoim blogu linki do subskrypcji.
Dodam, że nie pracuję w google i nie osiągam żadnych korzyści w związku z tymi wpisami:)

Jeśli zdecydowałaś/zdecydowałeś się na korzystanie z czytnika google, kliknik na ten link. Jeżeli nie korzystałaś/korzystałeś dotąd z poczty gmail, musisz najpierw założyć sobie tam konto. 

* Słowa "blog" i "bloger" ciągle się tu powtarzają, wiem, ale synonimów, póki co, brak.
** Chyba, że autor bloga tak ustawił kanały RSS, że widać  w nich tylko część postu i żeby przeczytać całość, trzeba wejść na jego blog "normalnie". Może tak być, np. gdy na jego stronie są reklamy.

10 komentarzy:

  1. Mam coś takiego i jestem bardzo zadowolona. Wcześniej męczyłam się z przeglądaniem blogów po kolei, teraz mam informację o najnowszych wpisach. Również polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Elenoir,
    świetny poradnik:) Mam info o nowych wpisach na blogu, więc na razie się do readera nie przekonuję, choć podobnie jak TY, korzystam z wielu proponowanych przez google programów.

    W jednym ze zrzutów widać, że masz kocią skórkę przeglądarki - bardzo to ładne:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię koty, choć nigdy niestety w domu żadnego nie miałam. Więc mam chociaż te w przeglądarce:) Ale one nie mruczą.

    Prowincjonalna nauczycielko, fajnie, że widzisz nowe wpisy na blogach, do których linkujesz, ale nie widzisz, czy pod nimi pojawiają się nowe komentarze. Ja, jeśli u kogoś zamieszczam komentarz, mogę potem szybko i wygodnie sprawdzić w google readerze, czy ktoś mi może odpowiedział. Nie wchodząc na dany blog i nie szukając tam tego konkretnego wpisu.

    Pisałam w tym moim "poradniku" głównie o subskrypcji blogów, ale za pomocą czytnika można śledzić nowości na wszelkich witrynach, które umieszczają u siebie linki do subskrypcji. Np. osoby piszące o książkach mogą za pomocą czytnika ściągać newslettery wydawnictw z informacjami o wydarzeniach, nowościach, promocjach. Co prawda wydawnictwa są, z tego, co widziałam na ich stronach trochę na bakier z RSS/Atom, ale niektóre zrobiły mały kroczek w stronę nowoczesności - np. PWN i Prószyński i S-ka udostępniają RSS dot. wydarzeń. To trochę mało, ale zawsze coś. Dziwi mnie natomiast, że sklepy internetowe (typu merlin czy empik) są pod tym względem strasznie zapóźnione.

    Podobno jest jakiś sposób subskrybowania strony nawet jeśli jej twórca nie zaoferował takiej opcji, ale to juz wyższa szkołą jazdy.

    Ja też potrzebowałam czasu, żeby się do czytnika przekonać, ale jestem zadowolona, że mi się to wreszcie udało. Myślę, że warto spróbować, zawsze można zrezygnować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Elenoir,
    nie zarzekam się, że nigdy nie sięgnę;) Ale na razie ćwiczę pamięć próbując zapamiętać, co, u kogo skomentowałam:)))
    Ja jestem szczęśliwą współmieszkanką trzech Kocic:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ano niestety wydawnictwa nie zawsze udostępniają kanał rss, a i newsy dodają rzadko, więc się człowiek szybko do wchodzenia na ich strony zniechęca.

    A co do czytnika, czy też rss w ogóle, to nie wiem czemu tak późno odkrywał cudowności tych tworów. Wygoda, oszczędność czasu. Faktycznie przejrzystością wiele blogów ustępuje miejsca Google Readerowi. Nie zawsze jednak czytnik pokazuje całe wpisy, to już zależy od ustawień danego kanału rss, czasami to tylko tytuł i fragment notki.

    OdpowiedzUsuń
  6. A wybacz, oddaje honor, wspomniałaś o tym, a ja nie doczytałam gwiazdeczek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniałomyślnie wybaczam;) Zresztą, nie bardzo rozumiem, dlaczego ludzie "ucinają" posty tak, żeby w czytniku widać było tylko część. Większość nie ma na swoich blogach reklam, więc co im zależy? A może nie wiedzą, że taką opcję mają zaznaczoną w ustawieniach? Tu się przyznam, że o jej istnieniu dowiedziałam się przy okazji pisania tego postu:) Wcześniej zastanawiałam się tylko, dlaczego z niektórych blogów czytnik ściąga całość, a z innych nie, dopiero tworzenie wpisu zmobilizowało mnie do uzyskania tej informacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zawsze to kwestia wyboru blogerów, chyba to, jak wygląda rss narzuca platforma. Nie wiem czy np. wordpress umożliwia jakiś zmiany w tej kwesti, nie dogrzebałam się do tego jeszcze w adminie, ale pewnie znowu...

    OdpowiedzUsuń
  9. W bloggerze jest coś takiego w ustawieniach jak Kanały witryny. Można "syndykować" cały post, tylko pierwszy akapit albo ok. 255 znaków (w zależności o tego, co jest krótsze) lub "nie syndykować" wcale. To samo dotyczy komentarzy. Też się o tym dopiero kilka dni temu dowiedziałam:) Jak jest w innych serwisach - nie wiem.

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).