Impresje

sobota, 25 września 2010

UCIEKINIERKA

Tytuł: Uciekinierka (Runaway)
Autorka: Alice Munro
Pierwsze wydanie: 2004
Tłumaczenie: Alicja Skarbińska-Zielińska

Wydawnictwo Dwie Siostry
Seria: Własny Pokój
ISBN: 978-83-608-5072-5
Stron: 392

Ocena: 3+/5

Książkę tę poleciła mi Anna, za co jej niniejszym dziękuję, bo zamieszczone tu opowiadania przeczytałam z przyjemnością:) Niektóre z nich to właściwie mini-powieści, liczące sobie po kilkadziesiąt stron.
Główne role powierzono kobietom w różnym wieku i w różnych sytuacjach życiowych, wszystkie je łączy potrzeba miłości i obawa przed samotnością; akcja niektórych utworów toczy się parę dekad temu, kiedy brak mężczyzny u boku był powodem do wstydu (co za czasy!). Kiedy w ich życiu pojawia się już jakiś pan, to (na ogół) trzymają się go kurczowo, jakikolwiek by on nie był. Szczęście żadnej z nich nie trwa, oczywiście, zbyt długo, ale cierpią przeważnie w milczeniu i biernie. Nie zawsze z powodu mężczyzny - czasami na skutek własnych pomyłek, błędów, zaniechań. Podejmowane przez niektóre z nich próby "ucieczki" kończą się porażką albo tylko połowicznym sukcesem. Przecież nigdy nie można tak do końca odciąć się od przeszłości, prędzej czy później zaczyna uwierać.

Alice Munro ma na pewno sporo życiowego doświadczenia, wyostrzony zmysł obserwacji i mnóstwo empatii, bo sylwetki wszystkich pań są różnorodne, zarysowane bardzo precyzyjnie i przekonująco. Z żadną z tych kobiet nie potrafię się utożsamić (najbliżej mi chyba do Sylvii z tytułowej "Uciekinierki", w każdym razie pod względem usposobienia), ale z dużym zainteresowaniem śledziłam losy każdej z nich. Nie są to żadne heroiny, mieszkają na prowincji i nie zajmują się niczym oryginalnym, a jednak autorka pisze o nich tak zajmująco, że książkę czyta się błyskawicznie. Styl jest dobry, ale nie jakoś szczególnie oryginalny.
Obok tzw. prozy życia w niektórych utworach są zdarzenia... no, nie magiczne, ale trochę tajemnicze. Po prostu przedziwne zbiegi okoliczności, niedopowiedzenia, które dodają opowiadaniom uroku.

Najbardziej spodobało mi się chyba trzecie z ośmiu opowiadań, pt. "Wkrótce". Juliet wraz z maleńką córką Penelopą odwiedza rodziców. Uważała ich zawsze za ludzi otwartych i tolerancyjnych, odkryła jednak, że wstydzą się wobec obcych ludzi jej nieformalnego związku i nieślubnego dziecka. Wstydzą się tego wstydu i starają się go ukryć przed córką, bo jednocześnie kochają ją i jej potrzebują. Ale Juliet dostrzega u rodziców tylko ten wstyd, a z ich miłości zdaje sobie sprawę dopiero po latach, kiedy już nie może jej odpowiednio odwzajemnić.

W 2009 roku Alice Munro otrzymała Man Booker International Prize - za całokształt twórczości. "Uciekinierka" to chyba jedyna jej książka przetłumaczona na nasz język, więc tym bardziej warto do niej zajrzeć.

***   ***   ***

Ja też odwiedziłam w tym tygodniu rodziców, a w czwartkowy wieczór wybrałam się na krótki rowerowy wypad za miasto. Wzięłam aparat, ale zapomniałam, że teraz słońce zachodzi tak wcześnie, więc zrobiłam ledwo kilka zdjęć (nie wspominając o tym, że bardzo zmarzłam), a oto jedno z nich.


6 komentarzy:

  1. Oj tak warto z pewnością. Też czytałam, tyle że ja bym jej nie dała 3+. Słabo oceniłaś. No ale, odczucia są przecież różne. POzdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Słabo? To chyba kwestia definicji skali. Przeważnie poruszam się w przedziale od 1 do 4, 5 rezerwuję tylko dla wyjątkowych w mojej opinii książek. W każdym razie 3+/4 (jeśli pominiemy na chwilkę 5) to całkiem wysoka ocena.
    Również pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. aha, no w sumie, mnie sie 3+ kojarzy ze słabą ocena w szkole i jakoś niespecjalnie dla mnie to wysoka nota:D:D niemniej jednak ok, nie czepiam sie juz.
    pozdr

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też jestem z tych czepialskich, więc nie mam Ci tego za złe;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja tego opowiadania w ogóle nie pamiętam:)))) Najbardziej utkwiło mi w pamięci pierwsze i to o pielęgniarce, która wybrała się do teatru i spotkała miłego mężczyznę - chociaż akurat tutaj jest ta magia, która Ci nie odpowiada;) Myślę, że kiedyś wrócę do tego zbioru, tymczasem "napoczęłam" jej ostatni 'Too much happiness'.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oba wymienione przez Ciebie opowiadania ("Uciekinierka" oraz "Sztuczki") też mi się podobały. Nie, nie raziła mnie ta odrobina niezwykłości w utworach Munro. Na ogół nie lubię wplatania magii w prozę życia (oczywiście nie mówię tu o fantastyce czy bajkach), ale tu wyszło to całkiem zgrabnie i delikatnie.

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).