Impresje

poniedziałek, 3 października 2016

Piekło kobiet trwa!

Nie strajkuję, bo nie mogę, ale w pełni popieram dzisiejszy strajk i kolejne czarne protesty. Chwilami po prostu nie wierzę, że w XXI wieku rozważa się w cywilizowanym podobno kraju wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, a może i antykoncepcji. Chory i obrzydliwy pomysł!!!


Piekło kobiet trwa! 

PROTESTUJĘ!!! 

Na blogach książkowych oczywiście cisza jak makiem zasiał... Nie rozumiem tego. Po ludziach, którzy dużo czytają, spodziewałam się jednak większej wyobraźni i wrażliwości. A może obchodzi ich/Was tylko lista październikowych nowości w księgarniach? Moim zdaniem trzeba protestować, jak i gdzie tylko się da. Zanim będzie za późno. Poniżej fragment felietonu Boya-Żeleńskiego sprzed prawie stu lat! Całość tutaj.

Toteż postawa społeczeństwa w tej kwestii jest zupełnie zdecydowana. Podczas gdy nasi prawodawcy traktują w swoim projekcie przerwanie ciąży na równi z dzieciobójstwem (!!), społeczeństwo — ubolewając nieraz nad jego koniecznością — absolutnie nie uważa go za występek. Wręcz przeciwnie, mimo frazesów o dostojeństwie macierzyństwa, tysiąc razy łatwiej „przebaczy” społeczeństwo matce przerwanie ciąży niż urodzenie nieślubnego dziecka. „Zastanówmy się — mówił jeden z prawników na ostatnim zjeździe, czy gdyby który z nas wiedział, że jego siostra dopuściła się tego czynu, czy uważałby ją za zbrodniarkę?” — „W takim razie jesteśmy wszyscy przestępcami” — mówił znów na innym zebraniu do swoich kolegów pewien prokurator. Gdyby prawo zechciało działać, trzeba by dla samej Warszawy zbudować więzienie rozmiarów sporego miasta, aby tam co rok pomieścić kilkadziesiąt tysięcy dobrowolnie roniących kobiet. Bo w praktyce społeczeństwo zajęło stanowisko równie zdecydowane: uważa prawo za nieistniejące. Niestety, jak wspomniałem, istnieje ono, ale tylko aby szkodzić.
Bo to jedno jest pewne, że jakkolwiekby się ktoś zapatrywał na sprawę przerywania ciąży, nie należy ona do rzędu zagadnień, które załatwia się więzieniem, choćby i dożywotnim! Wniknąć w istotę tych stosunków, szukać na nie lekarstwa, oto zadanie prawodawcy. Zagadnienia tego nie można traktować odrębnie i mechanicznie; trzeba je rozważać i leczyć w całym kompleksie zjawisk.
(...) Głosić wzniosłe teorie o „prawie płodu do życia”, znów grozić matce więzieniem w imię praw tego płodu, ale równocześnie nie troszczyć się o to, aby nosicielka tego płodu miała co do ust włożyć… I rzecz szczególna, ten sam płód, nad którym trzęsą się ustawodawcy, póki jest w łonie matki, w godzinę po urodzeniu traci wszelkie prawa do opieki prawnej, może zginąć pod mostem z zimna, gdy matka — którą jej „święte” macierzyństwo czyni nieraz wyrzutkiem społeczeństwa — nie ma dachu nad głową.

20 komentarzy:

  1. Wybacz, ale zarzucanie komuś braku wyobraźni i wrażliwości tylko na podstawie niezamieszczenia światopoglądowej deklaracji na blogu czy fejsie, to jednak słabe jest :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może. Zdenerwowałam się wczoraj, bo to, co się dzieje, dzieje się od roku, a właściwie na żadnym blogu o literaturze (z tych, które przeglądam) - poza jednym wyjątkiem - nikt się nawet na te tematy nie zająknął. Mnie się wydaje, że o tych najważniejszych sprawach trzeba mówić głośno i wyrażać swoje opinie tam, gdzie się da. Gdzie wypowiada się bloger, jeśli milczy na blogu? W swojej kuchni? Do lustra? Wśród kilkorga najbliższych znajomych? A może milczy, bo nie ma poglądów albo ma, ale obawia się, że kiedy je wyrazi, komentarze pod jego wpisami zrobią się nieco mniej słitaśne?

      Jak można całkowitym milczeniem pominąć próby zniesienie trójpodziału władzy w naszym państwie albo właśnie przepchnięcie do dalszych prac w sejmie projektu ustawy zakazującego aborcji nawet w przypadku gwałtu? Zawsze mnie trochę raziło, że większość blogerów książkowych to - sądząc tylko na podstawie ich wpisów - ludzie bez właściwości, neutralni, letni, o których trudno cokolwiek powiedzieć poza tym, że lubią klasykę albo że częściej sięgają po nowości.

      Oczywiście rozumiem, że nie po to się zakłada blog o literaturze, żeby komentować bieżące wydarzenia, a nie pojmuję, jak można w ogóle nie zareagować, kiedy dzieją się TAKIE RZECZY.

      Usuń
    2. Walczysz o wolność wyboru. Chciałbym móc decydować o tym co i kiedy zamieszczam na blogu. I skąd, przepraszam, ta granitowa pewność, że nikt, kto nie napisał komentarza do bieżących wydarzeń, w ogóle nań nie zareagował??

      Usuń
    3. Nikomu nie mogę niczego narzucić i tego nie robię, ale mogę ocenić - również krytycznie - czyjeś działanie lub czyjąś bierność. Nie spodziewałam się oczywiście, że na każdym blogu tzw. książkowym będzie wpis na ten temat, ale ta kompletna cisza mnie po prostu zaskoczyła. Jak mam to sobie wytłumaczyć? I to w dzisiejszych czasach, kiedy na facebooku czy instagramie informuje się świat nawet o tym, co się jadło na śniadanie? U nas pisze się o lekturach odpowiednich do czytania jesienią... No naprawdę...
      Blogi książkowe nigdy nie będę popularne, jeśli ich autorzy nadal tak skutecznie będą ukrywali, że mają osobowość i poglądy. A wierzę, że mają.

      Usuń
    4. Jeśli ktoś łaknie popularności, to być może masz rację, że jest to ścieżka, którą powinien podążać. Mnie wystarczy pisanie o książkach, garstka czytających i ich słitaśne komcie.
      PS. I choć nie jestem może typem bojownika, to jednak zrzut braku wrażliwości mocno mnie dotknął :( Ale ja jestem starej daty i chowałem się w czasach, kiedy o tej ostatniej nie świadczyła ilość zaangażowanych tweetów :P

      Usuń
    5. Chodzi mi też o to, że czasami czytam recenzję jakiejś książki, chcę za jakiś czas do niej wrócić, ale nie pamiętam, na którym blogu się pojawiła, kto ją napisał, bo ten tekst niczym się nie wyróżniał spośród setek internetowych recenzji. Nie wiem niczego o autorze wpisu, nawet po przeczytaniu kilku jego notek. Tego mi brakuje w książkowej blogosferze: odważniejszej manifestacji własnej osobowości, poglądów - przecież można to robić, nawet pisząc tylko o literaturze.

      Mnie wystarczy samo pisanie o książkach, nawet nikt nie musi tego czytać, ale jeśli przypadkiem jednak przeczyta, to wolałabym zobaczyć tu sensowny krytyczny komentarz niż tylko słitaśnie aprobujący. Krytyka zmusza do myślenia, działa odświeżająco, dlatego dziękuję Ci za Twoje uwagi.

      Usuń
    6. Widzisz, jak mówi starożytna mądrość ludowa: "Jeszcze się taki nie urodził, ...". Tobie potrzeba manifestacji osobowości, manifestuję, inna grupa narzeka wtedy, że brak tekstom obiektywizmu, że autor wpisu przesłonił książkę, że to, że tamto. Za dużo Bazyla :P I znów wracamy do punktu wyjścia - wolności wyboru. Ludzie mogą, ale nie muszą mnie czytać, jeśli nie lubią takiego, a nie innego stylu opowiadania o przeczytanych książkach. I tyle. Wybór.
      Mnie każdy komentarz cieszy. Jeśli rozwinie się w dyskusję, tym lepiej. Nawet jeśli to dyskusja o totalnych pierdołach, a nie książce (zazwyczaj) :D

      Usuń
    7. Obiektywizm na blogu chyba nie ma sensu, bo to z definicji miejsce stworzone, żeby jakoś tam wyrazić siebie. Profesjonalne recenzje - jeśli już o książkach mówimy - też są w mniejszym lub większym stopniu subiektywne.

      Tak jak już wspomniałam, pisząc o literaturze, można w nienachalny sposób zamanifestować swoje poglądy. I tak np. informuję, że nigdy w życiu nie przeczytam żadnej książki Jacka Piekary, bo okazuje się, że to cham i prostak oceniający ludzi tylko na podstawie ich wyglądu. Nie wierzę, że ktoś taki może napisać dobrą książkę, która by mnie zainteresowała.

      Usuń
    8. Nienachalny, powiadasz? :D

      Usuń
    9. "Radykalny" to nie to samo co "nachalny";).

      Usuń
    10. Racja, choć mnie zazwyczaj radykalizm kojarzy się z nachalnością głoszenia poglądów. Wiem, stereotyp, cóż poradzić :) Poza tym zwracam uwagę, że w krótkich, żołnierskich słowach oceniłaś właśnie faceta tylko na podstawie notki internetowej :P

      Usuń
    11. Na podstawie notki, w której dosłownie przytoczono jego wypowiedź. Nie trawię prymitywnego chamstwa, a jestem pamiętliwa.

      Usuń
  2. Przypuszczam, że spora część blogerów płci obojga zareagowała, tylko nie użyli do tego celu swoich blogów. Polityka atakuje ze wszystkich stron, a każdy (tak przypuszczam) chce mieć choć małą przestrzeń, która będzie od niej całkowicie wolna. Dla odpoczynku i zdrowia psychicznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często spotykam się z przekonaniem, że polityka jest zła i głupia, ale wystarczy ją ignorować, żeby nie pobrudzić sobie rąk. Aha, i jeszcze że polityka nie ma wpływu na życie przeciętnego człowieka. Dzisiaj takie przekonanie jest jeszcze bardziej oderwane od rzeczywistości niż zwykle.

      Uważam, że jeśli dzieje się coś naprawdę złego i niebezpiecznego, to nie można sobie pozwolić na odpoczynek, tylko trzeba w porę reagować, w miarę swoich możliwości, zanim będzie za późno.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą. Różnimy się tylko co do sposobów reagowania.
      Pozwolę sobie na prywatę: wiedząc doskonale, jaka może być rzeczywistość powyborcza, rok temu zaprotestowałam - wrzuciłam wypełnioną kartę do urny wyborczej. Kilkanaście godzin później okazało się, że mój protest na nic się nie zdał. A rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza niż przewidywania.
      Czasami mam wrażenie, że rodacy dają się okpić jak dzieci, a dopiero gdy się pali, to kopią studnię - wtedy protesty, marsze, petycje, manifestacje itd. Lepiej zapobiegać, niż leczyć; myśleć trzeba PRZED, przewidywać konsekwencje. Tu ciągle trzeba pracy u podstaw, a co gorsza, chyba dziesięciolecia miną, zanim się cokolwiek zmieni.

      Radio, telewizja, prasa, ulica... (zasłyszane przypadkiem rozmowy w komunikacji miejskiej czy kolejkach podnoszą nieraz włosy na głowie) Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że blogerzy odnieśli się do protestu, ale niejako prywatnie, bez dawania temu wyrazu w sieci. Bo po co jeszcze i tu ma się na nich szambo wylewać?...

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że dominuje u nas wciąż mentalność pańszczyźniano-peerelowska i wielu Polaków jest przekonanych, że ich głos, opinia się nie liczą, bo decyzje zapadają na jakiejś mitycznej górze; że można, a nawet trzeba coś zrobić, ale co będzie, jeśli poza mną nikt nie przyjdzie, a samemu to jakoś tak głupio. I w rezultacie nie robią nic, tylko potem kombinują, jakby nieoficjalnie obejść przepis, który im się nie podoba.

      Oczywiście, praca u podstaw jest kluczowa: uczenie dzieci samodzielnego myślenia, tolerancji dla innych poglądów i kultur, mówienie o historii, zwłaszcza o historii Polski, szczerze i bez upiększeń, które np. krwawą i okrutną wojnę próbują przedstawić jak coś w rodzaju paintballa dla dziarskich chłopaków w twarzowych mundurach, za którymi panny sznurem.

      Ale tego nie ma i w najbliższym czasie nie będzie. Przeciwnie: zapowiada się instytucjonalne pranie mózgów, którego celem będzie wtłoczenie dzieciom do głowy prymitywnego nacjonalizmu i katolicyzmu w wersji najbardziej ludycznej.

      I dlatego uważam, że jeśli nie chcemy pewnego dnia obudzić się w kraju nazistowskim, to nie możemy ciągle siedzieć cicho. Skala poniedziałkowego protestu na szczęście dowodzi, że nie tylko ja tak sądzę.

      Młodzi ludzie coraz częściej szukają odpowiedzi i wzorców w internecie. Warto od czasu do czasu pokazać im inny punkt widzenia.

      Usuń
  3. Wiesz ja się wypowiadam na moim profilu na fejsbuku, włos mi się jeży jak widze to, co się dzieje w Polsce. Niestety spotkałam się wiele razy z opinią Polaków, że mam trzymać gębę na kłódkę, bo jestem tchórzem, bo w Polsce nie mieszkam. Najmniejsza krytyka z mojej strony natyka się na protest itd. Mimo to nie milknę, ale nie angażuję się politycznie na moim blogu, bo on jest tylko dla książek. Za to Twoje wpisy polityczne lubię i zawsze się z tobą zgadzam. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami pewne rzeczy łatwiej dostrzec i ocenić z daleka, właśnie dzięki temu, że to, co się dzieje w Polsce, można łatwo porównać z sytuacją w innym kraju. Polacy lubią zamiatać trudne sprawy pod dywan, zwłaszcza kiedy przychodzą goście, nawet krewni. "Zły to ptak, co własne gniazdo kala". Wciąż nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że nie da się ukryć przed resztą świata sprawy Trybunału Konstytucyjnego, próby zakazania aborcji czy zawłaszczenie publicznych mediów i spółek. Wszystko od razu trafia do sieci, a świat patrzy i komentuje. W coraz większym osłupieniu. Powinniśmy się cieszyć, że Polska jeszcze kogokolwiek za granią obchodzi.

      Miałam kiedyś blog, na którym komentowałam różne bieżące wydarzenia. Czasami trochę mi tego brakuje, więc korzystam z Impresji - nazwa tego blogu jest wieloznaczna i niezobowiązująca:).

      Również pozdrawiam:).


      Usuń
  4. Nie pisałam nic u siebie na blogu, bo to blog książkowy. W proteście wzięłam udział, nie byłam w pracy i szłam w marszu.
    Na moim profilu FB była informacja o czarnym proteście, nie jedna chyba nawet.
    Blog książkowy nie służy mi do prywatnych spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że to nie jest prywatna sprawa, a powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie. Nasze opinie o książkach też są zresztą prywatne.

      Coraz rzadziej czuję się częścią blogosfery książkowej. Za duszno tu i za ciasno. Zbyt tradycyjnie i zbyt konserwatywnie. Odnoszę wrażenie, że niektórzy (nie bierz tego do siebie) żyją tylko literaturą, a w każdym razie tylko o niej piszą. Podsumowania miesiąca, stosiki, book haule, unboxingi i tagi. Można ewentualnie o serialach, podróżach, kotach albo o dzieciach. OK, rozumiem, blogi książkowe to z definicji blogi o książkach, ale wydaje mi się, że warto do czasu do czasu zabrać głos w ważnej sprawie (nie tak ważnej, jak najbliższe targi albo premiery paxdziernika, ale niemal równie ważnej). Wiem, marudzę i narzekam, ale tak to właśnie widzę.

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).