Impresje

niedziela, 21 marca 2010

NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT


Tytuł: Nowy wspaniały świat
Autor: Aldous Huxley
Pierwsze wydanie: 1931
Tłumaczenie: Bogdan Baran

Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
ISBN: 978-83-7495-423-5
Stron: 250

Ocena: 4+/5

Klasyczna antyutopia, wizja świata ok. 2541 r., czyli w erze powszechnej szczęśliwości osiągniętej dzięki całkowitemu kontrolowaniu jednostek od chwili poczęcia (a właściwie produkcji) aż do śmierci. W Ośrodkach Rozrodu i Warunkowania manipuluje się ludzkimi zarodkami tak, aby uzyskać z nich odpowiednią liczbę poszczególnych typów ludzi: alf, bet, gamm, delt i epsilonów (alfy są inteligentne, a epsilonom pozostawiono tylko tyle szarych komórek, żeby rozumiały i wykonywały najprostsze polecenia). W tym świecie nie ma objawów starości, chorób, przemocy, biedy. W tym świecie nie ma też rodziny, miłości, prywatności, życia kulturalnego i intelektualnego. Gloryfikuje się konsumpcjonizm, panuje kult młodości i ciała (najważniejszą zaletą kobiety jest jej "sprężystość"). Nieliczne jednostki, które mimo wszystko przejawiają jakiś indywidualizm, wysyła się w odizolowane miejsca, np. na Islandię. Hasło Republiki Świata brzmi: "Wspólność, Identyczność, Stabilność". Na jej obrzeżach istnieje rezerwat, w którym życie toczy się normalnym trybem - ludzie (głównie Indianie) żyją w biedzie, brudzie, chorobach. Jeden z nich, Dzikus, trafia do Londynu. Początkowo jest zachwycony tym, co tam zobaczył, szybko jednak dostrzega niebezpieczeństwo i obłudę takiego systemu społecznego. To oczywiste, że w takim świecie nie ma szans.

W dalszej części tego wpisu pozwolę sobie na trochę spoilerów i moich tzw. przemyśleń.
Żeby właściwie odebrać tę powieść trzeba pamiętać, kiedy została napisana: po I wojnie światowej, podczas Wielkiego Kryzysu, w dobie umacniania się komunizmu i nacjonalizmu, w trakcie szybkiego rozwoju różnych dziedzin nauki i przyspieszającego postępu technicznego, skutkującego mechanizacją i masowością produkcji. (Więcej na ten temat - w wikipedii).

"Nowy wspaniały świat" można traktować jak parodię albo polemikę z powieścią "Ludzie jak bogowie" Wellsa (jeszcze przede mną), jak satyrę dotyczącą bieżących wydarzeń i/lub jak próbę przewidzenia kierunku rozwoju ludzkości. W tym ostatnim przypadku kilka trendów udało się Huxleyowi przewidzieć całkiem trafnie.

Przede wszystkim postępujący konsumpcjonizm. W Republice Świata produkowano masy, które masowo wytwarzały coraz to nowsze produkty dla mas. Od dziecka zniechęcano ludzi do wszelkich zajęć niewymagających zakupu specjalnych akcesoriów. "Nie konsumuje się wiele, gdy się siedzi i czyta książki" (str. 49). "Lepszy nowy wzór, niż łatanie dziur" (str. 49). Mnie od razu skojarzyło się to z ulotkami reklamującymi przeróżne kluby fitness, które to ulotki często znajduję w skrzynce. Ja np. nie mogę pojąć, dlaczego ludzie płacą ciężkie pieniądze, żeby kilka razy w tygodniu pospacerować w podciśnieniu, podczas gdy ten sam efekt można osiągnąć dzięki właściwiej diecie, spacerom, bieganiu, pływaniu, jeździe na rowerze. I to o wiele taniej.
W powieści konsumpcjonizm był stymulowany m.in. za pomocą hipnopedii. To z kolei skojarzyło mi się z reklamą podprogową i zapachową, z obecności której klient nie zawsze zdaje sobie sprawę, ale która przecież wpływa na jego decyzje.

A kult młodości i ciała? Jeśli o to chodzi, to szybko doganiamy wyimaginowane społeczeństwo z 2540 r. Jeszcze nie istnieją metody pozwalające zachować młody wygląd do sześćdziesiątki, ale wszystko zmierza w tym kierunku. Póki co jednak ludzie dają się kroić i pozwalają sobie wstrzykiwać jakieś obrzydlistwa, żeby tylko wyglądać o parę lat młodziej. Cel jest w porządku, ale środki - nie.

Ludzie rodzą się jeszcze w tradycyjny sposób (tzn. dzięki kobietom, głównie) i raczej nie słyszy się o okaleczaniu embrionów w sposób opisany w tej książce. Ale już teraz istnieje podobno możliwość wyselekcjonowania zarodków, które miałyby pożądane przez rodziców cechy (no ale czy to źle?), a w ciągu kilkudziesięciu lat będzie można sklonować człowieka.

Przypuszczam też, że całkiem niedługo powstanie coś w rodzaju "czuciofilmów", które pozwolą na odbieranie wszystkich zmysłowych wrażeń bohaterów, nie tylko wzrokowych. Sugeruje to sukces filmów w 3D.

Myślę, że w "Nowym wspaniałym świecie" wyraźnie widać strach przed osiągnięciami nauki, które w nieodpowiednich rękach mogą być wykorzystane przeciw społeczeństwu. Przecież Republiki Świata nie dałoby się stworzyć bez ścisłej współpracy z wybitnymi naukowcami. Ukazany w powieści system społeczny był efektem wieloletnich eksperymentów, bynajmniej nie teoretycznych, ale takich, w których królikami doświadczalnymi byli ludzie, a nie wszystkie te eksperymenty były udane. Takie obawy i obecnie są uzasadnione.
***
Nie wszystkie prognozy Huxleya (o ile to były prognozy) się sprawdziły. Ludzie nie zostali zunifikowani, a indywidualizm wciąż jest w cenie, choć oczywiście nie wszędzie i nie zawsze. Internet dostarcza mnóstwo możliwości wyrażania siebie. Nie oswoiliśmy się też ze śmiercią - żyjemy dłużej, ale przecież chcielibyśmy żyć wiecznie. Nie nastąpił też zmierzch kultury - myślę, że ma się ona całkiem nieźle, choć oczywiście komercja zdecydowanie dominuje nad tzw. kulturą wysoką. Nic też nie wskazuje na to, że nasz system moralny zmierza do tego promowanego w Republice Świata.

***
Dużym plusem tej powieści jest to, że Huxley nie zrobił z Johna (Dzikusa) chodzącego ideału, jedynego wrażliwego w tłumie płytkich hedonistów. Na przykładzie tego bohatera autor pokazał, że nawet jeśli utopia nie jest ludziom narzucona, to czasami sami tworzą sobie swoją własną. Dzikus, odrzucony przez społeczność, w której dorastał, uciekał w świat wykreowany w sztukach Szekspira, do których przypadkowo uzyskał dostęp. Przejął sposób wyrażania się i system wartości postaci z dramatów, mimo że nie miały nic wspólnego z żadną rzeczywistością, w której przyszło mu żyć. Nie umiał się pogodzić z tym, że przede wszystkim jest człowiekiem i, jak każdy, ulega czasami pierwotnym instynktom i potrzebom. Sam sobie wyznaczył karę. Ech, nie lubię takich pięknoduchów.

Zastanawiam się, ilu współcześnie nam żyjących ludzi świadomie wybrałoby życie w Republice Świata, gdyby tylko mogło. Bywają sytuacje, w których perspektywa bycia bezmyślnym epsilonem wydaje się całkiem atrakcyjna. Tu przychodzi mi na myśl Cypher z filmu "Matrix", który wybrał życie w stosunkowo wygodnej iluzji, bo nie chciał zginąć w beznadziejnej, jak sądził, walce i lubił dobrze zjeść.
***
Podsumowanie. Jak widać książka dała mi sporo do myślenia, a jednocześnie bardzo dobrze mi się ją czytało. Oczywiście wszystkim ją polecam.

***

A na koniec kilka cytatów z "Nowego wspaniałego świata":
- A to - wtrącił dyrektor sentencjonalnie - to jest cała tajemnica szczęścia i cnoty. Lubić to, co się musi robić. Wszelkie warunkowanie zmierza do jednej rzeczy: do sprawienia, by ludzie polubili swe nieuniknione przeznaczenie społeczne (str. 18)
Nie ma cywilizacji bez stabilności. Nie ma stabilności społecznej bez stabilności indywidualnej. (str. 42)
- Górne części wszystkich krzyży obcinano, tak by powstał kształt litery "T". Istniał tak zwany Bóg. (...)
- Teraz mamy Republikę Świata. I obchody Dnia Forda, śpiewy wspólnotowe i posługi solidarnościowe. (...)
- Istniały tzw. niebiosa; mimo to jednak pito ogromne ilości alkoholu. (...)
- Istniała tak zwana dusza i tak zwana nieśmiertelność. (...)
- Niemniej zażywali morfinę i kokainę. (...)
- Roku Fordowskiego 178 subsydiowano dwa tysiące farmakologów i biochemików. (...)
- W sześć lat później ruszyła produkcja rynkowa. Lek doskonały. (...)
- O działaniu wywołującym stan euforyczny, narkotyczny, wizjogenny.
- Wszystkie zalety chrześcijaństwa i alkoholu, żadnej z ich wad. (str. 52-53)
Gdy jednostka czuje, wspólnota szwankuje. (str. 91)
- ... nie ma potworniejszego przestępstwa nad nietypowe zachowanie. Morderstwo oznacza śmierć tylko jednostki, a czymże w końcu jest jednostka? - szerokim gestem wskazał rzędy mikroskopów, próbówek, inkubatorów. - Możemy stworzyć nową bez najmniejszego wysiłku, możemy ich stworzyć dowolnie wiele. Nietypowość zagraża czemuś więcej niż tylko życiu jednostki; ona godzi w Społeczeństwo samo. (str. 140-141)
- Faktyczna szczęśliwość zawsze wypada blado na tle spodziewanej nagrody za nędzę. No i rzecz jasna stabilność nie jest tak efektowna jak niestabilność. Zadowolenie zaś nie ma w sobie tej aureoli, jaka zdobi szlachetną walkę z nieszczęściem, nie ma malowniczości cechującej walkę z pokusą lub upadek z powodu namiętności lub zwątpienia. Szczęśliwość nigdy nie bywa wzniosła. (str. 211)
- Cywilizacja przemysłowa jest możliwa tylko przy braku poświęcenia. Używać aż do granic wyznaczonych higieną i ekonomią. W przeciwnym razie turbiny staną. (str. 225)

3 komentarze:

  1. Nowy wspaniały świat to jedna z moich ukochanych książek. Nie jest tylko wizją świata totalitarnego, nie jest tylko wizją świata pozbawionego wartości duchowych... to także opowieść odsłaniająca ponadczasowe mechanizmy - archetypowe - rządzące życiem społecznym, ukazujące relację jednostka-społeczeństwo. A Dzikus to dla mnie kolejne literackie wcielenie Chrystusa (archetypowe ujęcie jego śmierci - tak jak Prometeusz czy Chrystus, którzy niosą ludzkości ogień oświecenia, zostaje za swoje ideały ukarany). Książka nieodparcie kojarzy mi się z jaskinią Platona.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Ludzie nie zostali zunifikowani, a indywidualizm wciąż jest w cenie" - nie do końca jestem przekonany co do słuszności tych tez. A samego Huxleya wiele osób bardzo poleca, a więc spróbuje sięgnąć po książkę, ale dla odmiany w formie dźwiękowej. Bardzo mi miło czyta� coraz to lepsze recenzje. Najlepszego! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jolanto, ja tę postać odebrałam całkowicie inaczej, czemu dałam wyraz w powyższym wpisie. Czuję się jednak zobligowana do poszerzenia mojej wypowiedzi na ten temat, a zatem konieczne będą spoilery.

    Nie wydaje mi się, żeby można było porównywać Dzikusa z Chrystusem czy Prometeuszem. Moim zdaniem był on tylko bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, który od urodzenia miał wyjątkowego pecha. Odrzuciła go społeczność, w której się wychował, odrzuciła go społeczność, do której uciekł. Nie dlatego, że był kimś wybitnym, ale dlatego, że był inny. John nie miał żadnych swoich ideałów, po prostu w pewnym momencie swojego życia trafił na dzieła Szekspira, wyuczył się ich na pamięć i przyjął system moralny oraz estetykę, które tam zastał. Nie odbiegały one od systemu wartości dominującego w rezerwacie tak bardzo, jak poglądy jego matki. Większość ludzi czyni podobnie przyjmując taką religię i takie poglądy, jakie dominują w ich otoczeniu.
    Uważam, że tragedia Dzikusa miała bardzo osobisty wymiar. Nie zabił się, żeby coś ważnego obwieścić światu, żeby ten świat zmienić czy uratować. Powiesił się, bo po tym, jak wziął udział w rytualnej orgii-porgii, zdał sobie sprawę, że wcale nie jest lepszy niż te wybutlowane, naćpane alfy i bety.
    Być może (podkreślam - być może) pomyślał, że ten jego szekspirowski światopogląd w praktyce ma taką samą wartość jak zasady Republiki: wspólność, identyczność i stabilność. John wielkim filozofem nie był, nie potrafił znaleźć innej, trzeciej drogi. która jego życiu nadałaby sens, wyznaczyła jakiś cel.
    A może pozostał wierny Szekspirowi i tej zbitce kilku religii, które wyznawano w rezerwacie. Uznał jednak, że za bardzo się im sprzeniewierzył (prawdopodobnie jednak przespał się co najmniej z Leniną na tych wrzosach), uznał, że nie ma dla niego ratunku na tym świecie, że nie zasłużył na dalsze życie, ale na wieczne potępienie.

    Dostrzegam tu archetyp jednostki odrzuconej przez otoczenie z powodu jej odmienności, współczuję Dzikusowi, ale go nie podziwiam.

    Myślę, że to dobrze świadczy o książce, gdy można ją rozumieć na kilka sposobów, gdy prowokuje do dyskusji. Dziękuję Ci, Jolanto, ze zaprezentowanie tu własnej interpretacji.

    Krzysztofie, ja też polecam. Dzięki;)

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).