Impresje

wtorek, 21 kwietnia 2015

DOKTOR MUREK ZREDUKOWANY

Tytuł: Doktor Murek zredukowany
Pierwsze wydanie: 1936
Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Wydawnictwo Łódzkie
ISBN: 83-218-0836-0
Stron: 263


Z twórczością Dołęgi-Mostowicza stykałam się do tej pory tylko pośrednio - poprzez ekranizacje jego powieści. Nie można ich nie kojarzyć: Dyzma to właściwie eponim, a "Znachora" można obejrzeć w telewizji w każde święta. Sięgnęłam najpierw po "Doktora Murka", bo zaciekawiły mnie fragmenty tej książki cytowane w "Wyprawie w Dwudziestolecie".

Nie jest to przyjemna historia, o nie. Jej głównym bohaterem jest doktor Franciszek Murek, "syn prostego chłopa", który dzięki finansowej pomocy zdobył prawnicze wykształcenie i został sprawnym, szanowanym urzędnikiem. Poznajemy go, kiedy ma trzydzieści lat i - zdawałoby się - świetlaną przyszłość przed sobą: awans zawodowy i społeczny, pierwszy dzięki własnym umiejętnościom i pracowitości, drugi - poprzez małżeństwo z piękną panną z ziemiańskiej rodziny. Gdyby do tego wszystkiego doszło, nie byłoby właściwie o czym pisać, więc czytelnik od początku spodziewa się gromu z jasnego nieba, który zniszczy te obiecujące perspektywy. I grom uderza, może nie spektakularnie, ale celnie. Wskutek pomówienia doktor Murek traci pracę, zostaje "zredukowany", ale na początku wcale się nie poddaje, bo wierzy w naturalny porządek świata, w którym o wartości człowieka nie decyduje plotka, ale jego "wartość wewnętrzna i przydatność społeczna, jego zasługi, cnoty obywatelskie i ludzkie, poziom umysłu, ciężar wiedzy a także charakter, czyli wola i trwałość zasad. Wszelkie zakłócenia w tym uporządkowanym obrazie są zgubą dla całości, a klątwą dla winowajców" [str. 19]. Naiwniak.

Przygniatają go kolejne nieszczęścia, to taki Hiob międzywojnia, z tym że nie Bóg go tak doświadcza, ale inni ludzie. Najpierw traci wiarę w system, potem w bliźnich, ale w finale wyzbywa się kompleksów i zyskuje pewność siebie, co manifestuje w sposób zgoła nieoczekiwany.

Nie jest to wybitna powieść, ale wypada znacznie lepiej, jeśli potraktuje się ją jako ironiczny, właściwie szyderczy komentarz autora do ówczesnej sytuacji w kraju. Zanim Dołęga-Mostowicz zajął się na serio literaturą, był dziennikarzem i to w niektórych fragmentach widać: np. opisy warszawskich noclegowni albo buntu odśnieżających tory to prawie reportaże, posłuchania u wojewody - polityczny pamflet, scena bitwy u Horzeńskich jest jakby wycięta z taniego brukowca. Urzędnicy są skorumpowani, ziemianie - w gruncie rzeczy prostaccy i amoralni, pracownicy - wyzyskiwani, komuniści, którzy teoretycznie powinni walczyć o poprawę losu robotników - wewnętrznie skłóceni i przekupni, przestępczość kwitnie. Generalnie: ruja i porubstwo. Zresztą, czy dziś jest inaczej?
   Niechże sama pani powie, czy pieniądze nie klasyfikują ludzi? Na przykład człowiek zamożny jest na ulicy przechodniem, a obdartus gapiem. Ktoś, kto podróżuje z pełnym portfelem, nazywany jest turystą. Niech jednak nie ma pieniędzy, już staje się włóczęgą. Żyjący w dostatkach ma tytuł „osoby”, a bogacz „osobistości”, lecz nędzarz jest tytko „osobnikiem”. Pieniądze uprawniają do nieprzestrzegania form towarzyskich. Zyskuje się opinię oryginała, biedak za to samo będzie nazwany chamem. Bogaty, gdy bije po pysku, broni swego honoru, hołysz jest po prostu opryszkiem. Nawet w kryminale rozróżnia się takie rzeczy stanowe. Gość, co świśnie milion, jest defraudantem, a żebrak, co wyciągnie bliźniemu z kieszeni złotówkę, to złodziej. [str. 182]
Dołęga-Mostowicz jeszcze w tym samym roku napisał kontynuację tej powieści pt. "Drugie życie doktora Murka". Na jej lekturę raczej nie mam ochoty, ale "Karierę Nikodema Dyzmy", "Znachora" albo "Pamiętnik pani Hanki" chętnie kiedyś przeczytam, licząc na to, że otrzymam kolejną dawkę takiego brutalnego realizmu jak w omawianej tu powieści.

10 komentarzy:

  1. Co do "Znachora" to na brutalny realizm nie ma co liczyć, moim zdaniem, książka wypada bardzo blado w stosunku do filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda. Liczyłam na wiarygodne, naturalistyczne opisy stosunków społecznych na wsi i w prowinacjonalnym miasteczku - coś podobnego do opisów noclegowni w "Doktorze Murku". Czytałam, że Dołęga-Mostowicz pisał "Znachora" jako podstawę scenariusza, a film wszedł do kin w 1937 roku. Oczywiście go nie oglądałam, ale ekranizację z 1981 uważam za bardzo dobrą, zwłaszcza aktorsko.

      Usuń
  2. Zgadza się, Znachor to raczej w kategorii baśniowej się obraca. Pamiętnik pani Hanki pamiętam jako kompletną ramotę, ale Dyzma się broni. Doktor Murek mnie denerwował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie "Dyzmy" w bibliotece ostatnio nie było - w tym roku są wybory do parlamentu, więc może spin doktorzy wypożyczyli.

      Usuń
    2. Oni to prędzej DVD z serialem szukają :)

      Usuń
    3. Jeśli śledzi się tylko wyniki sondaży i ogląda słupki, to może rzeczywiście trudno przestawić się potem na czytanie literatury, bo trzeba wtedy próbować zrozumieć, co inni (w tym przypadku - pisarze) mają do powiedzenia, a dla ludzi związanych z polityką może się to okazać zbyt trudne.

      Usuń
    4. Tak mnie naszła później myśl, że i serial może się okazać zbyt trudny (a na pewno zbyt długi) i będą się dokształcać z wersji z Cezarym Pazurą :P

      Usuń
    5. Albo przejrzą streszczenie:).

      Usuń
  3. "Doktor Murek zredukowany", to najlepsza książka Dołęgi-Mostowicza, jaką do tej pory przeczytałam. Polecam 2 część "Drugie życie doktora Murka". Dla mnie to świetne studium psychologiczne człowieka. Myślę, że problematyka poruszona w powieści ma wymiar ponadczasowy. Dołęga trafnie sportretował różne grupy społeczne, które żyjąc obok siebie nie mają pojęcia o swoim istnieniu. Zresztą tak jest i dziś, czy osoba, która ma pracę i niezachwianą pozycję, zrozumie zwolnionego z pracy, który pozostaje bez możliwości zarobkowania? Jak w przysłowiu: syty głodnego nie zrozumie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedyna książka tego autora, którą do tej pory przeczytałam, i nie spodobała mi się na tyle, żebym zaraz się rwała do szukania jego następnej powieści. Może i trafnie portretował to i owo, ale żaden z niego Rembrandt albo Caravaggio...

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).