Impresje

niedziela, 26 kwietnia 2015

ZBRODNIA W BŁĘKICIE

Tytuł: Zbrodnia w błękicie
Pierwsze wydanie: 2011
Autorka: Katarzyna Kwiatkowska

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 978-83-7506-549-7
Stron: 380



Prawdopodobnie nie zwróciłabym na tę książkę uwagi, gdyby nie pokaźna liczba pozytywnych recenzji, które kilka lat temu przewinęły się przez blogi. Wśród czytelników mojej biblioteki również cieszy się ta powieść sporą popularnością, bo w ciągu ostatniego roku została wypożyczona piętnaście razy. Nie dziwię się, bo jeśli ma ktoś ochotę na niezłą książkę czysto rozrywkową, to "Zbrodnia w błękicie" będzie dobrym wyborem. Nie twierdzę, że najlepszym, ale dobrym.

Fabuła jest schematyczna: w odciętym od świata przez śnieżyce pałacu umiera młoda, niewinna dziewczyna i wszystko wskazuje na to, że nie było to samobójstwo. Na początku wydawało się, że nikt nie miał motywu, ale z czasem wszyscy - mieszkańcy, goście i służba - stają się podejrzani. Pogoda uniemożliwia odpowiednim władzom dotarcie na miejsce i przeprowadzenie profesjonalnego śledztwa, więc gospodarz powierza je swojemu przyjacielowi, który - tak się szczęśliwie złożyło - poprzedniego dnia przybył z wizytą. Jeśli w pałacu doszło do jednego morderstwa, to nie można wykluczyć, że nastąpi kolejne, trzeba więc jak najszybciej znaleźć sprawcę.

Zdaje się, że do tego rodzaju zbrodni szczególnie predestynowani są (ze względów architektonicznych i społecznych) Anglicy, ale Katarzyna Kwiatkowska umieściła akcję swojej powieści w pałacu gdzieś w Wielkopolsce, u schyłku dziewiętnastego wieku, i właśnie ten zabieg sprawia, że wspomniana schematyczność tak nie razi. Co prawda nasza rodzima arystokracja i jej służba zachowują się dokładnie tak, jak ich angielskie odpowiedniki, z tą różnicą, że do majordomusa wszyscy zwracają się per Franciszek, a nie Stevens, poza tym Polacy, jak to Polacy, a już zwłaszcza Polacy w książkach, są przeważnie patriotami i narażają się, spiskując przeciwko zaborcy.

Powieściowy detektyw-amator, Jan Morawski, ma opinię awanturnika i skandalisty, który przyjmowany jest przez przyzwoitych ludzi tylko ze względu na swoje pochodzenie i majątek. Dużo podróżuje (do zaśnieżonej Wielkopolski przybył z Persji), ale nie dowiadujemy się, dlaczego. Jest postacią ze sporym potencjałem, ale chyba nie w pełni wykorzystanym przez autorkę, przynajmniej nie w tym tomie. "Zbrodnia w błękicie" to pierwszy z czterech (jak dotąd) z tym bohaterem, więc przypuszczam, że w następnych Katarzyna Kwiatkowska napisała o nim coś więcej. Pozostałe postaci może i są rysowane trochę grubą kreską, ale właściwie mi to nie przeszkadzało. Nie miałam czasu, żeby się nad tym zastanawiać, bo akcja pędzi na łeb na szyję. Czytałam bez zachwytów, ale z przyjemnością.

"Zbrodnia w błękicie" to debiut Kwiatkowskiej jako pisarki, ale przypadkiem dowiedziałam się, że jest ona również tłumaczką, m.in. dwóch książek Elizabeth Gaskell: "Żon i córek" oraz "Północy i Południa". W każdym razie jak na debiut książka napisana jest całkiem sprawnie.

2 komentarze:

  1. Powiem, że każda kolejna książka tej autorki podoba mi się coraz bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jeśli ktoś zajmuje się tłumaczeniem dobrej literatury, to nie popełni książki zupełnie słabej. Mam nadzieję, że trafię na resztę serii w bibliotece.

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).