Impresje

wtorek, 6 lutego 2018

Kobieta w literaturze XLIX

Źródło cytatu: "Podróż po Polsce", Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre, fragment z pierwszego tomu "Polski stanisławowskiej w oczach cudzoziemców", opracowanie i wstęp - Wacław Zawadzki, PIW 1963, str. 207-208

Portret Anetki Tyszkiewiczówny, Josef Grassi, 1796 r.

   Polacy są na ogół bardzo gościnni; dobrze przyjmują cudzoziemców, których kolejno zapraszają do siebie. Szlachta niemiecka uważa polską za dumną. Polacy rzeczywiście są hardzi w stosunku do równych sobie oraz do tych, którym są potrzebni; z bardzo dobrym natomiast przyjęciem spotykają się osoby obdarzone jakimkolwiek talentem oraz ci, którzy mają wiele pieniędzy do wydania. 

   Częste wyjazdy na sejmy rozwinęły w nich upodobanie do podróży. Wiozą ze sobą wszystko na krytych skórą wozach, w których śpią w nocy. Ta łatwość przenoszenia się z miejsca na miejsce nadaje ich czynom znamię niestałości, i w tym właśnie wyraża się niemal cała ich wolność. Nie ma narodu, który by równie szybko zapominał zarówno o zniewagach, jak o dobrodziejstwach. Polacy kierują się interesem chwili, nie mając na względzie przyszłości i nie korzystając z nauk przeszłości. Małżeństwo nie stwarza więzów nierozerwalnych i rozwody są tu częstym zjawiskiem. Kobiety nie są na ogół piękne, mają wszakże jeden piękny szczegół, mianowicie małą stopkę. Pięknością i wdzięcznym usposobieniem przewyższają mężczyzn, prowadzą też bardzo miło rozmowę. Większość włada językiem niemieckim i francuskim  z doskonałością rzadko spotykaną nawet wśród mieszkańców tych krajów; nie są im obce sprawy krajowe i często kierują nimi z większą niż mężczyźni stałością charakteru. Niektóre łączą z tymi poważnymi zaletami niewymowny urok, a w wolnych chwilach zajmują się literaturą, muzyką i sztukami pięknymi. Są tym bardziej godne szacunku, że edukację zawdzięczają sobie samym. Gdyby nie one, kraj ten prawdopodobnie pogrążyłby się z powrotem w otchłań barbarzyństwa. W istocie wszystkiego tu brak: nie ma handlu, nie ma policji, mieszczaństwa, kupców, a nawet prawnicy nie cieszą się szacunkiem; w większości służą magnatom, którzy skierowują ich do tego zawodu. 
   Miasta i miasteczka polskie to kwadratowy rynek otoczony podcieniami. Pośrodku znajduje się kościół. Rynek oraz przylegające doń ulice toną w głębokim błocie, w które zapadają się konie aż do popręgów. Stolica, Warszawa, nie jest wcale czyściejsza. Przedmieścia nie mają ani bruków, ani oświetlenia. Widzieć tam wszakże można kilka ładnych pałaców, wiele kościołów, poza tym mnóstwo nędznych domów. 
    W obiegu jest tu pruski pruski pieniądz najgorszego gatunku.
   Wszystkie te nieporządki zawdzięcza kraj rządowi, który nazwać by należało najniesprawiedliwszym zjawiskiem na świecie. 

5 komentarzy:

  1. De Saint-Pierre ma jak widzę równie nieciekawą opinię o Polsce stanisławowskiej, co czytany przeze mnie Zbyszewski, którego jednak porzuciłem byłem po stu stronach, bo w jechaniu po magnaterii i przyległościach stał się jak dla mnie w pewnym momencie, wraz ze swym stylem, niestrawny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś czytał "Niemcewicza od przodu i od tyłu"? Mnie się ta książka bardzo spodobała właśnie z tych samych powodów, dla których Ciebie odrzuca:).

      W tym zbiorze są wspomnienia różnych osób z tego okresu i generalnie wszyscy krytykują stan lub wręcz brak dróg, niektórzy system polityczny, pańszczyznę, natomiast większość (w przeciwieństwie do Zbyszewskiego:)) pozytywnie wyraża się o królu i o poznanych osobiście magnatach i arystokratach. Każda z tych osób porusza nieco inne kwestie - jednych interesuje Biblioteka Załuskich, innych plony, możliwość zrobienia kariery, a Casanovę - panie i pojedynek (przynajmniej taki fragment tu przytoczono). Nie czyta się tych tekstów łatwo i szybko, ale trochę ciekawostek można sobie wynotować:).

      Usuń
    2. Tak, Niemcewicza. I być może dawkowany w porcjach jest ten tekst do przejścia, ale w formie skondensowanej do "na raz" - nie. Przynajmniej dla mnie :) I jakby był czas i chęć, to chętnie bym sobie porównał :(

      Usuń
    3. Widzę, że w moim poprzednim komentarzu wyraziłam się nieco nieprecyzyjnie: kiedy pisałam o zbiorze, to miałam na myśli nie "Niemcewicza" tylko "Polskę stanisławowską".

      A co do książki Zbyszewskiego to nie wszystko mi się w niej podobało, ale ta jego złośliwość bardzo, bo ja sama trochę taka wredna bywam:). Czasem jednak jakiś wychwalany przez wszystkich tytuł nam nie podchodzi i już. Ja kilkanaście lat temu nie przebrnęłam np. przez "Miłość w czasach zarazy". Od tamtej pory Márqueza omijam szerokim łukiem i całą literaturę hiszpańskojęzyczną traktuję z ogromną podejrzliwością:).

      Usuń
    4. Ech, skróty myślowe :) Wiem, wiem, ja z kolei odnoszę się tylko do Niemcewicza i chętnie porównałbym go ze zbiorem, z którego pochodzi Twój wyimek :) Widzisz, a ja, zaciekły wróg realizmu magicznego, byłem zafascynowany "Miłością ...". No, ale czytałem szczeniakiem będąc, więc to pewnie też miało znaczenie. Nie wracam, nie chcę sobie psuć dobrego zdania o tej pozycji :P

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).