Impresje

czwartek, 26 stycznia 2017

JAK BREDNIE PODBIŁY ŚWIAT

Tytuł: Jak brednie podbiły świat. Krótka historia współczesnych urojeń (How Mumbo-Jumbo Conquered the World. A Short History of Modern Delusions)
Pierwsze wydanie: 2004
Autor: Franics Wheen
Tłumaczenie: Hanna Jankowska

Wydawnictwo: Muza
Seria: Spectrum
ISBN: 83-7319-697-8
Stron: 355


Ta książka ukazała się po raz pierwszy w 2004 roku, kiedy Donald Trump był tylko - jak to wtedy widział Wheen - "znanym z zamiłowania do kiczu (...) potentatem z lat osiemdziesiątych XX wieku". Fakt, że właśnie został kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych, tylko potwierdza tezę autora - "daleko odeszliśmy od humanistycznych wartości Oświecenia".

Ba, oddalamy się od nich coraz bardziej! Nie bez powodu słowem roku 2016 zdaniem kolegium redakcyjnego Słownika Oksfordzkiego została "post-prawda" - termin „odnoszący się do, lub opisujący sytuację, w której obiektywne fakty mają mniejsze znaczenie w kształtowaniu opinii publicznej, niż odwołania do emocji i osobistych przekonań” (definicja cytowana w "Newsweeku"). W dodatku kilka dni temu doradczyni Donalda Trumpa próbowała przekonać dziennikarza, że nieprawdziwe dane, które na konferencji prasowej przytoczył rzecznik nowego prezydenta, to nie kłamstwa, tylko "alternatywne fakty". W Polsce przerabiamy to od ponad roku, ale chyba nikt nie użył do tej pory równie udanego eufemizmu.

Racjonaliści nie są w stanie przekrzyczeć jazgotu populistów. Tak było zawsze, ale dawniej łatwiej było manipulować potencjalnymi wyborcami ze względu na ograniczony dostęp mas do źródeł informacji. Dziś tych źródeł jest tak wiele, że przeciętny człowiek sam już nie wie, któremu zaufać. Towarzyszy temu deficyt prawdziwych autorytetów (lub nadmiar fałszywych) i niechęć wielu osób publicznych do wygłaszania opinii jednoznacznie negatywnych, bo zgodnie ze źle rozumianą tzw. poprawnością polityczną opinie takie mogłyby kogoś obrazić. Taka postawa została - jak twierdzi Wheen - spopularyzowana przez postmodernistów, którzy głosili, że coś takiego jak prawda uniwersalna czy obiektywizm nauki nie istnieje, nie uznawali zasadności sądów wartościujących, historię traktowali jak rywalizujące ze sobą i równorzędne narracje, a pojęcia takie jak na przykład sprawiedliwość uważali za konstrukt językowy.

Wheen opisuje, jak postmodernizm zdobył popularność wśród intelektualistów, zwłaszcza amerykańskich. Niestety taki sposób myślenia przejęli też niektórzy (nawet czołowi) politycy (albo ich spece od wizerunku), a to już może mieć realny wpływ na życie obywateli (i budżet państwa). I właśnie dlatego w XXI wieku w wielu miejscach kreacjonizm jest wykładany jako teoria równorzędna w stosunku do teorii ewolucji, moralność utożsamiana jest z wiarą (taką czy inną), a różni religijni ortodoksi - również w Polsce - współtworzą współczesne prawo, któremu podlegają niestety wszyscy obywatele, a nie tylko oszołomy.

Tych ostatnich w żadnym kraju nie brakuje, o czym pośrednio świadczy na przykład niezwykła popularność medycyny tzw. alternatywnej i różnej maści poradników z gatunku "pięć kluczy do bogactwa i szczęścia". Wheen bezlitośnie wyśmiewa i homeopatię, i te bestsellery.
I wcale się temu nie dziwię. Miałam niedawno okazję przejrzeć bardzo popularną w naszym kraju "Potęgę podświadomości" Josepha Murphy'ego (na okładce wydawca informuje, że w Polsce sprzedano prawie milion egzemplarzy tej książki). Próbowałam to czytać kilkanaście lat temu, ale po kilku stronach odłożyłam, bo uznałam, że to książka nie dla mnie. Teraz przekonałam się, że ciąg dalszy jest równie zły, co początek. Stek bzdur. Jednym ze sposobów, żeby poprawić swoją sytuację finansową, ma być powtarzanie przed snem słowa "bogactwo", a odpowiednie nastawienie i wiara sprawią, że spadnie na ciebie deszcz pieniędzy. To takie proste! Widocznie przełożony mojej siostry dobrze jej życzy, bo właśnie od niego dostała to arcydzieło; w komplecie był jeszcze portfel (chyba na te miliardy) i butelka wina (na wypadek, gdyby na "bogactwo" trzeba było jeszcze poczekać).

Oprócz tego Wheen krytykuje bezzasadną wiarę w teorie o "niewidzialnej ręce rynku", cudowne skutki deregulacji, mityczną Trzecią Drogę. Potępia kult charyzmatycznych guru od zarządzania, którzy przeważnie są znacznie bardziej efektowni niż efektywni (mimo to często z ich usług korzystają instytucje publiczne - za pieniądze podatników). Podważa wiarygodność ekspertów ekonomicznych, którzy nie przewidzieli pęknięcia bańki internetowej i do ostatniej chwili przekonywali do inwestowania w firmy z tej branży. Podkreśla siłę wpływu lobby firm zbrojeniowych na politykę i finanse, zwłaszcza w USA. Krytykuje populizm polityków (np. Blaira, który popierał kult księżnej Diany), bo "lepiej mieć do czynienia ze zbiorową egzaltacją niż publiczną debatą". Wytyka kluczowym przedstawicielom zachodniej lewicy, że ich niechęć do USA przesłaniała im prawdziwy obraz ZSRR i innych antyamerykańskich reżimów.

Autor pisze o sprawach poważnych, ale w sposób interesujący i przystępny, w końcu jest między innymi brytyjskim dziennikarzem. Zresztą przyjemnie czytało mi się książkę osoby, której poglądy na wiele spraw - jak się okazało - sama podzielam. Wheen pisze oczywiście przede wszystkim o świecie anglosaskim, którego elity najwyraźniej nie są wcale dużo lepsze niż u nas. I tak Ronald Reagan i jego żona Nancy większość istotnych decyzji podejmowali po konsultacji z astrolożką, Hillary Clinton rozmawiała z duchami (m.in. Eleanor Roosevelt i Gandhiego), Margaret Thatcher była miłośniczką ajurwedy, a Tony Blair wraz żoną poddał się "odradzającemu rytuałowi Majów" w Meksyku. Niestety, przypuszczam, że zamiłowanie pani Blair do feng shui kosztowało brytyjskich podatników znacznie mniej niż ślepe przywiązanie polskich polityków do katolicyzmu. Cóż. 

Jak powiedział cytowany przez Wheena Charles Mackay: "szaleństwo ogrania całe tłumy, rozum zaś ludzie odzyskują powoli, i pojedynczo". Szkoda tylko, że ten moment otrzeźwienia stale oddala się w czasie.




***

A poza tym uważam, że osoby odpowiedzialne za zdemolowanie polskiego systemu prawnego powinny trafić co najmniej przed Trybunał Stanu.




2 komentarze:

  1. Przeczytałaś to!!! :D Mam tę książkę od lat w schowku w kategorii poszukuję :)

    Nigdy bym nie pomyślała, że tak szybko dojdziemy do realizacji tego typu polityki, a teraz jak patrzę na to, co się dzieje na świecie jestem załamana tym zalewem idiotów i rzeszą baranów, którzy wierzą we wszystko, co im się poda. A tych, co jeszcze myślą samodzielnie i zadają pytania to się zakrzyczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tej książki nie szukałam, sama do mnie przyszła:). Wpadłam do biblioteki, miałam bardzo mało czasu, więc wypożyczyłam akurat to, bo tytuł mnie zaintrygował. Nigdy wcześniej nawet nie słyszałam o tym autorze. Spontaniczność tym razem mi się opłaciła:).

      Pocieszam się myślą, że jako osoba na półmetku życia (mniej więcej) może tych najgorszych czasów (np. wojen religijnych i/lub ekonomicznych w Europie) nie doczekam. Chociaż z drugiej strony - któż to wie. W każdym razie dziwi mnie, że na przykład na manifestacjach przeciwko obecnemu rządowi jest tak mało młodych osób. Że sprawy ustroju państwa i kwestie światopoglądowe w ogóle ich nie obchodzą. Cóż, jak sobie pościelą, tak się wyśpią. Ockną się chyba dopiero wtedy, kiedy swoich koszmarów nie będą mogli opisać na fejsbuniu.

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).