Impresje

wtorek, 5 stycznia 2016

Słomiany zapał

Muszę Was rozczarować: mimo szumnych zapowiedzi z marca nie wezmę udziału w konkursie na blog roku. Pieniądze, które odkładaliście, żeby na mnie zagłosować, wpłaćcie na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Albo oszczędzajcie na kaucje i wyroki dla znajomych wegetarian, rowerzystów, ekologów i wojujących ateistów - w świetle niedawnych wypowiedzi ministra Waszczykowskiego penalizacja tych postaw i zachowań wydaje się nieuchronna.

Czytam. Naprawdę. Stos książek do opisania na blogu rośnie, ale jakoś nie mogę się za to zabrać. Właściwie szkoda, bo to same dobre albo bardzo dobre pozycje. Tak jak "Solfatara" Macieja Hena, którą teraz czytam; zaskakująco wciągająca powieść. Niestety, ostatnio mój zapał do blogowania można zilustrować za pomocą nieregularnej sinusoidy, w której zdecydowanie dominują minima. 

Zresztą nie samymi książkami człowiek żyje. Ostatnio pochłania mnie budowanie na myheritage.pl drzewa genealogicznego mojej rodziny. Robię to wyłącznie z ciekawości, bo nie mogę się spodziewać, że wśród moich antenatów znajdę jakieś wybitne osobistości. Ot, zwykli ludzie, przeważnie chłopi, po których materialny ślad ostał się tylko w księgach parafialnych albo jakichś urzędowych ewidencjach. I na cmentarzach - część urlopu spędzę w tym roku z aparatem i notatnikiem na co najmniej czterech okolicznych nekropoliach. Może uda mi się porozmawiać jeszcze z jakimiś starszymi członkami rodziny, którzy najlepiej orientują się w tych wszystkich koligacjach. Pomocna może też być geneteka i skany metryk, ale w sieci znajduje się tylko niewielka część dokumentów, jeszcze mniejsza jest zindeksowana, a poza tym odczytywanie tych bazgrołów jest naprawdę frustrujące. Wizytę w archiwum państwowym traktuję jako ostateczność.

Podczas świąt zbierałam informacje od moich rodziców, którzy wykazali się anielską cierpliwością i niezłą pamięcią. Sęk w tym, że dawniej rodziny były liczniejsze, więc mama i tata mają mnóstwo kuzynów, często o tym samym nazwisku. Gdybym musiała notować na papierze, to poddałabym się już przy rodzeństwie babci Antoniny. Jeden z wujków taty miał ośmioro dzieci, a tych wujków tata miał przecież kilku. Dziadek mamy miał dwie żony i z każdą kilkoro dzieci...
Dodałam już około 300 osób (za darmo można dodać do dwustu, potem trzeba wykupić co najmniej roczny dostęp, co kosztuje - po przewalutowaniu - około 230 zł), a to przecież jeszcze nie koniec...


Oglądam też seriale. Ostatnio - ku swojemu ogromnemu zdziwieniu - te oparte na komiksach: "Jessicę Jones" i "Daredevila". Gdyby kilka miesięcy temu ktoś mi powiedział, że spodobają mi się produkcje o superbohaterach, pomyślałabym, że upadł na głowę. A jednak. Wciągająca fabuła, fajne aktorstwo i świetne zdjęcia. Przepadam za niektórymi kadrami i oświetleniem, zwłaszcza w "Daredevilu". Czekam niecierpliwie na drugi sezon.



Chciałabym też polecić niezbyt widowiskowy, ale świetny czteroodcinkowy serial "Olive Kitteridge" z fantastyczną tytułową rolą Frances McDormand - rzecz o starości, przemijaniu, wieloletnim wzajemnym niezrozumieniu. Przejmujące. Właśnie się dowiedziałam, że to ekranizacja powieści Elizabeth Strout, która to książka u nas ukazała się kilka lat temu pod tytułem "Okruchy codzienności", a w 2014 roku już jako "Olive Kitteridge". Muszę przeczytać!


Nie mogłam pominąć trzeciego sezonu "Mostu nad Sundem". W porównaniu z dwoma poprzednimi fabuła jest tu nieco zbyt wydumana - można by pomyśleć, że co najmniej połowa Skandynawów bierze udział w konkursie na najbardziej wyrafinowane morderstwo: trup ściele się gęsto i wyjątkowo malowniczo.


Drugi sezon "Fargo" jakoś mnie nie wciągnął, bo pewne wątki za bardzo przypominały mi pierwszy, więc odpadłam po kilku odcinkach. Dotrwałam za to do końca "Last Kingdom" - serialu zrealizowanego na podstawie powieści Bernarda Cornwella, której oczywiście jeszcze nie czytałam. Serial jak serial, nie jest zły, ale i nie jakoś szczególnie dobry. Co go wyróżnia? Zainteresował mnie, bo opowiada o tym okresie w dziejach Wielkiej Brytanii, o którym nie wiem nic. Poza tym podobał mi się David Dawson w roli wiecznie wygłodzonego króla Alfreda i - nie wiem, na ile zamierzone - kpiny z religii. Ciekawa jestem, czy ten ostatni motyw pojawia się również w powieści, czy może to tylko scenarzyści serialu dodali coś od siebie;).


W czasie świąt oglądałam z rodzicami programy telewizyjne, których na ogół unikam, i przy tej okazji dowiedziałam się, że właśnie powstaje serial o Eugeniuszu Bodo, postaci bardzo ciekawej, więc mam nadzieję, że tego nie schrzanią. Z reguły polskie produkcje omijam szerokim łukiem, ale na tę może się jednak skuszę. Premiera, zdaje się, wiosną.

  
Kadr z filmu "Piętro wyżej" - takie rzeczy to nie w V RP, zgiń, przepadnij siło nieczysta genderowa





Poza czytaniem, genealogią i serialami śledzę również poczynania idiotycznie nam panujących polityków wybranych przez naród, który przed wejściem do lokalu wyborczego dostał chyba nagłego ataku demencji. Wiem, że w tej części blogosfery polityka uchodzi na ogół za temat, którego nie wypada poruszać, ale czy można pozostawać obojętnym wobec aktualnych wydarzeń?

Niby można, ale na dłuższą metę to się nie opłaca. Póki będziemy się izolować od polityki, póki będziemy udawać, że nie ma ona żadnego wpływu na nasze życie, póty niepilnowani politycy będą realizować swoje najbardziej szalone wizje bez obawy, że ktoś im uważnie patrzy na ręce i że ktoś ich kiedyś rozliczy, a może i postawi przed Trybunałem Stanu albo sądem. Oburzamy się, że wszyscy kolejni rządzący - bez względu na rodowód partyjny - zaczynają lekceważyć społeczeństwo, jak tylko zapewnią sobie diety. Politycy sami z własnej woli nie przestaną widzieć w nas tylko podatników, pożytecznych idiotów, których trzeba namówić do głosowania w dniu wyborów, a potem olać. Jeśli chcemy, żeby traktowali nas jak świadomych swoich praw i obowiązków obywateli - musimy się o to sami upominać.

Tekst

22 komentarze:

  1. Poświęć się dla Solfatary, to taka dobra powieść, a mało kto czyta i pisze, chyba objętość odstrasza wszystkich. Chciałbym, żeby autor napisał kiedyś coś jeszcze, ale jak ma się zmotywować, skoro wokół książki cisza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Objętość? Trzy tomy "Millennium" Larssona liczyły więcej stron, że o czterech częściach sagi Stephanie Meyer nie wspomnę. Może opiniotwórczy blogerzy wyróżniani nagrodami i wysokimi miejscami w rankingach pomogą wylansować tę powieść?:). Nie będzie łatwo, ale warto spróbować. Może jakiś konkurs zróbcie albo coś...;)

      Usuń
    2. Niech się wydawca wygłupia z konkursami, ja głoszę chwałę Solfatary gdzie tylko mogę.

      Usuń
    3. A czy Maciej Hen ma coś wspólnego z Józefem Henem? Bo tego drugiego cosik czytałam i dobrze wspominam.

      Usuń
  2. Mnie też zainteresowała Solfatara, więc może jednak zmotywujesz się do napisania o niej? A tak poza tym, też śledzę poczynania idiotyczne i albo się gotuję ze złości, albo popadam w stupor, że to w ogóle się dziać może. Ech. Chyba sobie nabędę tę Solfatarę, bo to tomiszcze grube i dobre, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grube i bardzo dobre. Wydanie papierowe jest dość byle jakie, więc chyba polecałbym ebooka.

      Usuń
    2. Może się zmotywuję, kiedy już przeczytam - jestem dopiero w połowie:). Mam wersję papierową, a że książka rzeczywiście jest gruba i nieporęczna, więc nie mogę jej wszędzie ze sobą zabierać i nadrabiać w tramwajach. Oczywiście w tym przypadku długość to zaleta:).

      Jedno mnie tylko zastanawia: zacofany.w.lekturze najwyraźniej już przeczytał, więc gdzie jest jego wpis o "Solfatarze"?;)

      Usuń
    3. A niech to: wpis jest, a mnie jakoś wcześniej umknął.

      Usuń
    4. Jest jest, zmobilizowałem się od razu po przeczytaniu :)

      Usuń
  3. @ ZWL

    Pewnie cisza się skończy, w niedzielę Nogaś męczył autora przez ponad pół godziny w programie radiowym.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wysłuchałam tej audycji - ciekawa, ale chciałabym się więcej dowiedzieć o przygotowaniach Hena do napisania tej powieści, z jakich dokumentów czy prac korzystał. Autor - o ile można na podstawie wywiadu wyciągać jakieś wnioski - wydaje się sympatycznym i skromnym człowiekiem.

      Usuń
    2. Chociaż raz jakiś pożytek z audycji Nogasia będzie :) A bardzo dokładnie streścił fabułę, czy nie dał rady obfitości wątków?

      Usuń
    3. Streszczenia nie było, ale był duży spoiler. Pan Maciej Hen próbował do niego nie dopuścić, jednak nie zdołał powstrzymać pana Nogasia. Na szczęście chodziło o ten fragment książki, do którego już doczytałam:). Nie słucham tej audycji. Prowadzący już tak ma?

      Nie mam nic przeciwko spoilerom, bo nie da się ich zupełnie uniknąć, kiedy chce się szerzej omówić lekturę, ale powinno się chyba o nich uprzedzać.

      Usuń
    4. Prowadzący już tak ma. Zawsze zaczyna od obszernego streszczenia, powinien dzieciom lektury szkolne streszczać i umieszczać nagrania w necie, złoty interes :P
      Niestety, szerszych omówień u niego nie ma. Streszczenie, zgrabna konkluzja i do domu.

      Usuń
    5. Ha! Coś mi to przypomina. Moje wpisy na blogu;).

      Usuń
  4. Jakoś nie zauważyłem, żebyś specjalnie streszczała :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio może rzeczywiście rzadziej to robię, ale kiedyś różnie z tym bywało. Wolę nie wracać do swoich starych wpisów, zwłaszcza że interpunkcja tamtych tekstów pozostawia jeszcze więcej do życzenia niż w przypadku tych nowszych:).

      Usuń
    2. "Trzeba z żywymi naprzód iść,
      Po życie sięgać nowe..."
      Czasem jednak warto zajrzeć, żeby stwierdzić, czy idziemy do przodu, czy jednak nie.

      Usuń
    3. Trudno jednak ocenić siebie obiektywnie. Zresztą ja się nigdzie nie wybieram: przycupnęłam na marginesie i w cudzysłowie;).

      Usuń
  5. Powodzenia w poszukiwaniu korzeni genealogicznych :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To operacja zakrojona na lata, niestety, zwłaszcza że sama się tym zajmuję. Powodzenie się przyda:).

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).