Impresje

niedziela, 19 stycznia 2014

Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa

Dostrzeżono chyba wreszcie, że duża część naszego społeczeństwa to wtórni analfabeci. W latach 2014-2020 na "stworzenie warunków do wzrostu czytelnictwa w Polsce" przeznaczony zostanie miliard złotych w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa. 650 milionów wydamy na to za pośrednictwem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, resztę mają wyłożyć samorządy i instytucje.

W 2014 roku biblioteki publiczne otrzymają 23 mln zł na zakup nowości wydawniczych, co ma się przełożyć na zakup 1150000 "jednostek inwentarzowych" oraz wzrost czynnych czytelników i wypożyczeń o 5%.
O ile dobrze rozumiem urzędniczą nowomowę, żeby biblioteka otrzymała dofinansowanie, musi wykazać się wkładem własnym pochodzącym od lokalnego samorządu. Zastanawiam się, czy samorząd będzie do takiego wydatku zobligowany, a jeśli tak, to w jakim stopniu, czy też wszystko będzie zależało od możliwości i dobrej woli. W tym drugim przypadku cała akcja okaże się porażką (podświetlane fontanny są zdecydowanie bardziej medialne), tym bardziej że "kwota przeznaczona na zakup nowości dla bibliotek będzie z roku na rok podnoszona (podnoszony będzie również wkład własny wnioskodawców)".

30 mln zostanie przeznaczone na "przekształcenie bibliotek publicznych w mniejszych miejscowościach w lokalne centra dostępu do kultury, wiedzy i ośrodki życia społecznego poprzez finansowe wsparcie modernizacji, budowy lub przebudowy placówek bibliotecznych". Biblioteki w moim rodzinnym mieście się nie załapią, bo - o ile informacje w Wikipedii są aktualne - Starachowice liczą nieco ponad 50 tys. mieszkańców, co je niestety dyskwalifikuje. Może kryterium rozdzielania tych środków powinno być jednak inne, np. poziom bezrobocia albo średnia wysokości dochodu w regionie?

Na "wspieranie wartościowych form promowania czytelnictwa" (np. kampanii społecznych, festiwali literackich, cyklicznych audycji telewizyjnych, radiowych i internetowych) przeznaczono w tym roku 5 mln. Od razu uprzedzam, że zwykli blogerzy się na tę kasę nie załapią, bo "uprawnionymi wnioskodawcami" mogą być tylko samorządowe instytucje kultury, firmy (np. wydawcy, księgarze) i organizacje pozarządowe.

3,5 mln zostanie wydane na "podnoszenie poziomu świadomości literackiej i wspieranie rynku wydawniczego poprzez dofinansowywanie wartościowych, niekomercyjnych publikacji literatury polskiej i światowej". Ciekawa jestem niezmiernie, kto będzie decydował, co jest literaturą wartościową i niekomercyjną.

Taka sama kwota trafi do "uprawnionych wnioskodawców", którzy wydają "wartościowe czasopisma kulturalne". Nasuwa się to samo pytanie, co powyżej.

Nie zapomniano też o bibliotekarzach: za 500 tys. zł część z nich już w tym roku zyska "nowe kompetencje osobiste i zawodowe służące aktywizacji społeczności lokalnej oraz rozwijaniu kompetencji kulturowych przez książkę, a także wzmocnienie kompetencji zawodowych w zakresie tożsamości cyfrowej". (Nauczą się tworzyć awatary i zdobywać lajki?) Wzrosnąć ma prestiż bibliotek, mają też być lepiej postrzegane przez społeczeństwo. Hm. Droga do tego daleka. Niedawno słyszałam, że okolice jednej z filii NHBP lokalne społeczeństwo opuszczające pobliski monopolowy traktuje jak publiczny szalet.

O środki (również 500 tys. zł) może się też ubiegać stu księgarzy, ale tylko tych z "księgarń niezależnych" (czyli jakich?), i "przedstawicieli punktów sprzedaży książki i prasy" (??). Celem programu ma być m.in. wzmocnienie pozycji księgarń i uświadomienie księgarzom ich roli kulturotwórczej. Przypuszczam, że woleliby się raczej dowiedzieć, jak zarobić na czynsz i ZUS.
Jednocześnie konieczna jest zmiana percepcji relacji z odwiedzającymi księgarnie, z typowo handlowej „sprzedający - klient” w relację „rekomendujący - czytelnik, odbiorca kultury”. (...) Księgarnie do zadań dla siebie podstawowych powinny dołączyć również funkcje kulturotwórcze, edukacyjne oraz wspierające budowanie i rozwój kapitału społecznego skierowane do użytkowników w różnym wieku.
Za późno już na to. O wiele za późno. Ludzie, którzy rzeczywiście kupują sporo książek, od dawna robią to tam, gdzie jest taniej, czyli przede wszystkim w internecie. 

Ciekawym elementem NPRC jest zakup praw do utworów literackich (2 mln zł).
Celem programu jest wspieranie dostępu do ważnych dzieł polskiego i światowego piśmiennictwa poprzez udostępnienie i nieodpłatne przekazanie użytkownikom praw do ich wykorzystania w możliwie najszerszym zakresie przez udostępnianie ważnych dzieł polskiego i światowego piśmiennictwa poprzez zakup praw do utworów literackich. 
Kto to napisał i co wcześniej pił?
Wszystkie utwory, do których zostaną nabyte majątkowe prawa autorskie lub odpowiednie licencje zostaną udostępnione w formie elektronicznej. Zapewni to możliwie najszerszą dostępność tych utworów dla potencjalnego czytelnika.
O ile dobrze zrozumiałam, "wydawcy, pisarze, odbiorcy literatury w Internecie, czytelnicy za pośrednictwem specjalnej strony internetowej, organizacje pozarządowe, pracownicy naukowych instytucji literackich, pracownicy IK i recenzenci" będą mogli zgłaszać tytułu, które uważają za warte nabycia, a zespół ekspertów wybierze spośród nich te "najważniejsze".

Dofinansowane zostaną też Dyskusyjne Kluby Książki - w tym roku kwotą 1,7 mln zł. Kampania "Ojczysty - dodaj do ulubionych" promująca język polski, zostanie wsparta milionem zł. I mam nadzieję, że dotrze ona do pracowników ministerstwa, którzy już nigdy więcej nie napiszą niczego w rodzaju "patforma szkoleniowa DEDYKOWANA szkoleniom dla księgarzy"!!! Nie znoszę tego zwrotu.


Oczywiście NPRC składa się z jeszcze innych elementów, o czym można przeczytać na stronie ministerstwa. Cieszę się, że wreszcie konkretne kwoty zostaną przeznaczone na rozwój czytelnictwa. Czytanie sprzyja wzrostowi wyobraźni, tolerancji i empatii, czego w naszym społeczeństwie często brakuje. Nie spodziewam się cudów, ale może coś drgnie?

Miałabym do osób odpowiedzialnych za kształt i realizację tego przedsięwzięcia jeszcze jedną propozycję: ujednolicenie systemu informatycznego bibliotek.

Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że biblioteki dwóch krakowskich dzielnic (Krowodrzy i Nowej Huty) mają zupełnie inny system informatyczny i nieco odmienne zasady wypożyczania książek. Dlaczego w bibliotece krowoderskiej mogłam sama online przedłużyć sobie wypożyczenie książki (do 3 razy), a w nowohuckiej takiej możliwości nie ma? I dlaczego np. biblioteka starachowicka w ogóle nie udostępnia swojego katalogu w sieci (można go przeglądać tylko na miejscu)?

Czy nie bardziej opłacałoby się jedno wspólne oprogramowanie dla wszystkich bibliotek publicznych? Może dałoby się też wtedy uniknąć konieczności posiadania osobnej karty czytelnika do każdej biblioteki, zapamiętywania kolejnych loginów i haseł. Mamy drugą dekadę XXI wieku, to na pewno jest wykonalne.



A skoro już jestem przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, to odniosę się jeszcze do planów tej instytucji dotyczących opłaty audiowizualnej. Można zmusić ludzi do płacenia, doliczając abonament np. do rachunków za prąd. Jakoś by się z tym pogodzili, gdyby media publiczne rzeczywiście dostarczały rzetelnych informacji i analiz i zapewniały rozrywkę na odpowiednim poziomie. Bez reklam, bez kierowania się oglądalnością, bez taniego populizmu i kiczu. Ale mało kto chętnie wysupła nawet te 10 zł, żeby móc oglądać "Jaka to melodia?", kulisy serialu "M jak miłość" albo gale kabaretowe, które śmieszne wydawać się mogą chyba tylko właśnie wtórnym analfabetom.

11 komentarzy:

  1. Zreferowałaś dokument, który ma wartość informacyjno-propagandową z uwzględnieniem tego drugiego członu.

    Dla mnie jako czytelnika ważniejsze są konkrety. O jednym już wspomniałaś- jednolitym systemie informatycznym, który działał by w całej Polsce. Miło byłoby, wzorem Szwecji, aby można było wypożyczać książkę w jednej bibliotece a oddawać w drugiej. Druga sprawa to otwartość bibliotek. W tej chwili tylko młodzież i studenci mają najszerszy dostęp do bibliotek. W sobotę i niedzielę biblioteki w ogóle są poza zasięgiem, a i w normalny dzień nie jest lepiej (dla osoby pracującej).

    Cała reszta jest kwestią roztropnego wydawania tych kwot. Z księgarniami "niezależnymi" też nie jest do końca sprawa stracona. Jak się pojawiła wiadomość o tym, że wejdzie ustawa o książce, że mogą zniknąć na rok lub dwa rabaty, powstało larum. I najgorsze w tym wszystkim, w tej całej dyskusji, że nie mówi się o książce w kontekście jakości, tylko aspektów czysto ekonomicznych. Mówi się, że książka jest droga, owszem, ale co nie jest drogie? Teatr, koncert, kino też kosztują. Mali wydawcy cały czas podkreślają aberrację - to że nowe książki są od razu przeceniane o 20-30%, że terminy płatności są jakie są, że przy mniejszym obrocie druzgocący jest obowiązek zapłaty VAT i w efekcie cena sugerowana jest zawyżana przez wydawców, bo i tak wiedzą, że zostanie natychmiast przeceniona.

    To są niuanse, które pokazują, że tak naprawdę branża księgarska i wydawnicza nie może się miedzy sobą dogadać - ze startą dla czytelnika. A ministerstwo dopiero teraz zaczyna budzić się z letargu. Czy jest za późno? Być może, ale to będzie mogli ocenić rzetelnie po iluś tam latach.

    A dlaczego blogerzy mieliby dostawać dotacje? :) Oni, statystycznie rzecz ujmując, kupują dużo książek i siłą rzeczy najbardziej wspierają budżet tego programu. Dla nich najlepszą nagrodą będzie będzie efekt w postaci różnorodności i jakości dostępnych wydawnictw.

    Abonament? A ja na przekór narzekaniom, twierdzę że zarys kierunku jest prawidłowy. Ty patrzysz przez pryzmat seriali, a mnie by było smutno bez wielu audycji II programu PR, choćby takich "Rozmów po zmroku". Faktem jest, że bardzo sporadycznie oglądam TV, ale o kanale Kultura TVP też złego słowa nie powiem. Choć z drugiej rozumiem Twoje ubolewanie, bo faktycznie poziomem wiadomości publiczna telewizja nie różni się niczym od komercyjnych nadawców. Ale nawet jakby taka opłata przyczyniła się tylko do mniejszej ilości reklam i większej dostępności materiałów w internecie, to jestem za.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, streściłam prospekt reklamowy, ale postanowiłam to zrobić, bo chyba stosunkowo mało osób o NPRC wie. Program został ogłoszony na ostatnich Targach Książki w Krakowie, ale w żadnej blogowej relacji, którą czytałam, o tym nie wspomniano. Sama dowiedziałam się o całej sprawie przypadkiem. Propaganda propagandą, ale może tych nowości rzeczywiście będzie więcej?

      Nie miałam nigdy problemu z dostępem do bibliotek. W moim rodzinnym mieście i w Krakowie są czynne w zwykły dzień do godz. 19, a w sobotę do 14.

      Nie chcę dyskutować o rynku książki, bo się na tym nie znam. W każdym razie ja po cenie okładkowej nie kupuję już od dawna.

      Żartowałam z tymi pieniędzmi dla blogerów:). Wątpię, żeby minister Zdrojewski w ogóle słyszał o czymś takim jak blogi o książkach, zostały one jednak dostrzeżone przez Instytut Książki, który na swojej stronie poleca kilkanaście.



      Moje spojrzenie na TVP jest może nieco skrzywione przez to, że jedynkę i dwójkę oglądam przede wszystkim wtedy, kiedy jestem u rodziców, a oni wybierają nie te najambitniejsze programy:). Mnie dobijają zwłaszcza kabarety. Ich twórcy poszli w ilość, zapominając zupełnie o jakości.

      Jeśli opłata audiowizualna zacznie obowiązywać, to nie wyobrażam sobie, żeby TVP nie poszła w kierunku udostępnienia materiałów w sieci - przynajmniej dla tych płacących:).

      Usuń
  2. Jak się czyta takie dokumenty, to rzeczywiście pusty śmiech ogarnia. Czy można się jakoś "wkręcić" do tego "zespołu ekspertów", który będzie opiniować co też Polacy wartościowego mają czytać? ;)

    Co do zapytania o blogerów, wcale nie uważam, że jest ono takie głupie - w dokumentach tworzonych na poziomie urzędów nie dostrzega się tego, co mieści się poza wąskimi ramkami przez które urzędnicy patrzą: jak dotacje, to tylko dla firm i na ściśle wyznaczone cele; nie dostrzega się tego, że społeczeństwo tworzą zaangażowane jednostki (które wcale nie muszą być nigdzie zrzeszone), a niekoniecznie instytucje - to ciągle ta sama melodia. Dla mnie to jest zaprzeczenie społeczeństwa obywatelskiego - ludziom nie daje się szansy wykazać, zwykłych ludzi nikt nie słucha, bo zawsze jakiś urząd wie lepiej, co dla nich dobre. I tak to się toczy: ludzie sobie, a politycy sobie, kompletnie oderwani od rzeczywistości.

    System w bibliotekach? Jak widać jeszcze w Ministerstwie nie wpadli na to, że biblioteki też można informatyzować ;) U nas, w Katowicach wszystkie filie na szczęście są połączone jednym systemem, ale wypożyczać można książki tylko z tych filii, gdzie jest się zapisanym, czyli czytelnik nie zapisuje się do biblioteki, ale do filii. Np. jeśli jestem zapisana w filii nr 1, a nie ma w niej książki, której szukam, a jest ona w filii 5, gdzie mnie nie ma - to książki tej nie wypożyczę.

    Opłata za TV - zgadzam się z Tobą, nie mam ochoty płacić za reklamy, których wcale nie jest mniej niż w telewizjach komercyjnych oraz za idiotyczne seriale. Tymczasem Ministerstwo stwierdziło, że abonament będzie się płacić za samą "możliwość odbioru tv", a nie za to, co faktycznie w niej oglądamy, na tej samej zasadzie jak płacimy składkę zdrowotną - za możliwość korzystania z publicznej służby zdrowia. I to ostatnie już mnie rozbawiło - faktycznie ze służby zdrowia mamy tylko potencjalną możliwość skorzystania, bo jak rzeczywiście się czegoś potrzebuje, to się okazuje, że trzeba iść się leczyć prywatnie i bulić za to horrendalną kasę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno dowiedzieć się czegoś konkretnego o NPRC, np. tego, kim będą owi eksperci i jakimi kryteriami będą się kierowali. Nie ma nawet odpowiedniej strony internetowej, gdzie czytelnicy mogliby na bieżąco śledzić realizację programu i zgłaszać uwagi, a potencjalni wnioskodawcy znaleźliby instrukcję, jak ubiegać się o dofinansowanie. Dodam - instrukcję napisaną po ludzku, którą byłby w stanie zrozumieć i przyswoić sobie zwykły człowiek.

      Jak to w ogóle możliwe, że nie przewidziano żadnej formy kontaktu osób odpowiedzialnych za realizację programu z czytelnikami książek i użytkownikami bibliotek, którzy o czytelnictwie mieliby przecież sporo do powiedzenia? W Zespole do spraw promocji i upowszechniania czytelnictwa znalazły się chyba osoby zbyt ważne, żeby im takimi głupotami zawracać głowę.

      Zdaje się zresztą, że dla instytucji, które maja współpracować z ministerstwem przy realizacji NPRC, całe to przedsięwzięcie nie jest zbyt istotne. Na stronie głównej Biblioteki Narodowej nie na ten temat żadnej informacji, za pomocą wyszukiwarki też nie da się praktycznie nic znaleźć. Trochę bardziej postarało się Narodowe Centrum Kultury - prawie na samym dole strony jest link do informacji o NPRC, ale znaleźć pod nim można tylko skrót informacji ze strony ministerstwa, czyli właściwie nic. Na stronie Instytutu Książki wiadomość o NPRC znajduje się, przynajmniej obecnie, w widocznym miejscu, ale złakniony konkretów czytelnik lub potencjalny beneficjent nie dowie się niczego.

      Wniosek: urzędnicy widzą w nas chyba co najwyżej podatników, ale już nie obywateli. Mamy płacić i czytać to, co nam zgodnie ze swoim widzimisię za nasze pieniądze kupią.

      Samą infrastrukturą biblioteki nie przyciągną tłumów. Dlaczego nie integrować czytelników z biblioteką w inny sposób, np. oferując im jakiś wpływ na to, jakie konkretnie nowości kupi placówka, z której korzystają?


      Bardzo trafne jest to Twoje porównanie ze służbą zdrowia. Niestety.

      Usuń
    2. Joly

      Te, jak to ujęłaś, ramki są po to, aby się pieniądze nie rozlewały niepotrzebnie. I oczywiście - taka "ramka" nie zapewnia w 100%, że środki, które otrzymują instytucje na wybrane cele, są wydawane zgodnie z maksymalnie możliwym pożytkiem.

      Przecież nikt nie przeszkadza blogerom w tym, aby zrzeszali się w postaci jakiś konglomeratów (lub innych form)? Ten punkt widzenia (działania) chyba bardziej świadczy o obywatelskości jednostek? Duża liczba pojedynczych i kreatywnych jednostek jeszcze nie świadczy o obywatelskości, dopiero ich wspólny cel i działanie stanowi o tym (i to nie zawsze).

      Usuń
  3. Elenoir

    A dorobiłaś się już kolejnego ekranu w postaci eInku? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie tam:). Beton ze mnie i konserwa, ale wolę kupować papierowe książki, nawet jeśli są droższe. Ebooki są dla mnie trochę za ulotne. Pliki łatwo utracić, strony, z których niby można je w każdej chwili ponownie pobrać, jutro mogą przestać istnieć. Papierowa książka może oczywiście spłonąć albo w inny sposób ulec zniszczeniu, ale to jednak mniej prawdopodobne (mam nadzieję).
      A dlaczego pytasz?

      Usuń
    2. :D A pytam w kontekście telewizyjnego ekranu :) Rozumiem i popieram. Choć pewnie wiesz, że ja swój czytnik używam tylko do prasy i czytania internetu. Bardzo sporadycznie ktoś publikuje dłuższy tekst w internecie i wtedy przerzucam go na czytnik. Trochę mniej dewastuje moje oczy eInk w porównaniu do tych błyszczących ekranów.

      A to Cię pociesze, że te zabetonowanie i zakonserwowanie wyjdzie Ci na dobre. Może doczekasz czasów, że nie będziesz musiała się zastanawiać, cy dana papierowa książka jest warta uwagi.

      I tak humorystycznie - mam nadzieje, że się nie będziesz starać o dotację z budżetu? ;)

      Usuń
    3. Czytnik na pewno mi się przyda, kiedy wzrok mi się jeszcze pogorszy i będę musiała nosić okulary. Oby to rychło nie nastąpiło:).

      Obejdę się bez dotacji, niech już stracę;), byle tylko rzeczywiście oferta bibliotek się poprawiła.

      Usuń
  4. Ja bibliotekarzem będąc mam nadzieję, że NPRC i pieniądze jakie z niego popłyną dla bibliotek nie będą zmarnowane. Chociaż istnieje we mnie obawa, że zadziwiające kwoty przeznaczone są na różnego rodzaju kampanie, akcje uświadamiające, gdzie wyda się kasę na spoty reklamowe i tym podobne zapłaci komu trzeba i będzie cicho sza! A o spotach za jakiś czas nikt nie będzie pamiętał. Dobrze, że jest sporo kasy na rozbudowę i modernizację bibliotek, która to (kasa) oznacza w konkretne działania. Elenoir masz rację - nigdzie nie mogę znaleźć żadnych konkretów, gdzie mógłbym złożyć wniosek, gdybym na przykład chciał wziąć udział w szkoleniach. A trochę czasu spędziłem szukając informacji na stronie ministerstwa.

    Struktura krakowskich bibliotek jest dość pogmatwana. Biblioteki z różnych dzielnic mają różną historię. Niektóre istnieją od ponad sześćdziesięciu lat (Nowohucka Biblioteka Publiczna) inne znacznie krócej. Każda z tych dzielnicowych bibliotek ma swoje kierownictwo, swoje władze i pewnie jest finansowana z dzielnicowych pieniędzy. Może stąd biorą się te różnice. Nie wiem. Kraków nie ma jednej Miejskiej Biblioteki Publicznej z siecią filii (tak jak na przykład Wrocław). Przez chwilę miał (odsyłam do historii WBP http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojew%C3%B3dzka_Biblioteka_Publiczna_w_Krakowie). Ogólnie wszystko to zagmatwane straszliwie jest i z pozycji czytelnika zupełnie pozbawione sensu.

    Aha i ostatnio podobno powstało Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów. Także ten tego można się zapisać jak ktoś chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, a ja myślałam, że kto jak kto, ale bibliotekarze wiedzą coś więcej. Nie wszystkie elementy programu zaczynają się w tym samym czasie, ale np. zakup nowości ruszył - teoretycznie - trzy tygodnie temu, a nabór wniosków do niektórych zakończył się już w zeszłym roku. Ciekawe, gdzie trzeba mieć znajomych, żeby coś z tego tortu uszczknąć - np. dla swojej biblioteki.

      Przeglądałam kiedyś dzielnicową gazetkę i wyczytałam, że w danym roku dotacja na zakup nowości dla lokalnej biblioteki (która ma przecież kilka filii) wyniosła chyba 4 tys. zł, podczas gdy na drukowanie owej gazetki przeznaczono w tamtym roku kilka razy więcej pieniędzy. Absurd! Dlatego ciekawa jestem, czy samorządy chętnie wniosą wkład własny do NPRC.

      Czy ktoś w ogóle koordynuje jakoś sieć dzielnicowych bibliotek? Przecież na niektórych rzeczach na pewno można by zaoszczędzić np. poprzez wspólne zamówienia itd.


      Najpierw stowarzyszenie, potem może partia, a na końcu jakiś Taniec z Gwiazdami:).

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).