Impresje

niedziela, 6 marca 2011

Zaległości i (znowu) marudzenie

Pisanie o książkach sprawia, że czytam je uważniej, ale skłania mnie również do czytania ich dwa razy. Co najmniej. Nie wszystkich, ale większości. Bez tego nie jestem w stanie sklecić paru zdań na ich temat. To znaczy mogłabym, ale czułabym się z tym jakoś nie w porządku - wobec siebie, wobec autora. I właśnie dlatego mam pięć (a jak się dobrze policzy - to sześć albo i siedem) zaległych "recenzji" (muszę znaleźć określenie, które bardziej przystawałoby do tych moich wpisów). To straszne. 
Dawniej kończyłam czytać, siadałam i pisałam, a ostatnio... W dodatku popadam w kompleksy wobec niektórych innych blogerek i blogerów "książkowych", bo potrafią jakoś tak ładnie i zwięźle przedstawić swoje opinie, a ja, choć staram się pisać o konkretach, bezradnie obserwuję przedziwne rozrastanie się moich wpisów do jakichś niesamowitych (jak na blog) rozmiarów.

I nie, nie jest to tylko wpływ nadchodzącej wiosny, bo w stan ten popadłam na początku roku, a poza tym wiosną myślę raczej o stuningowaniu swojej figury (na planowaniu zawsze się zresztą kończy), a nie o książkach. 
Chociaż nie, o nich też trochę ostatnio myślę pod wpływem akcji "pokaż swoją biblioteczkę" czy jakoś tak, która przetoczyła się właśnie przez blogi. Fajna sprawa, choć z drugiej strony zazdrość człowieka czasem zżera:). (Na marginesie przyznam się, że kiedy wieczorem przemierzam miasto, zerkam w rozświetlone okna i sprawdzam, czy w pokojach są książki, a jeśli są, to myślę sobie miło o ich domniemanych właścicielach. Wiem, że posiadanie literatury jeszcze niczego nie dowodzi, nawet jej czytanie niczego nie przesądza, ale...)

Zawsze uważałam, że natura poskąpiła mi tzw. kobiecości (a w każdym razie tego, co się za kobiecość powszechnie uważa) i może dlatego, podświadomie chyba, czytałam i czytam książki pisane przeważnie przez mężczyzn. Zdałam sobie z tego sprawę dopiero przy okazji "rozmowy" o wyborze kolejnych lektur do Klubu czytelniczego organizowanego przez Annę. Przychodziły mi na myśl głównie utwory, których autorami byli panowie, i musiałam chwilę pogłówkować, zanim przypomniałam sobie o jakiejś dobrej powieści napisanej przez kobietę... No ładnie, zwłaszcza w kontekście zbliżającego się Dnia Kobiet i przemierzających kraj manif. Postanowienie: z następnej wyprawy do biblioteki muszę wrócić z powieściami autorstwa pań.

25 komentarzy:

  1. Elenoir,
    nie obawiaj się, dostałaś w naturze bardzo dużo męskiej kobiecości, a to nie jest powód do zmartwień, a tuningować to mogą se dziunie tipsy! ;-) Kiedy zobaczymy Twoją biblioteczkę, bo na figurę to nie liczę :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym rozrastaniem się postów do sporych rozmiarów - też tak mam i też tego u siebie nie lubię, bo wydaje mi się, że nikomu się tego nie chce czytać. Ale powstrzymać się po prostu nie mogę, a żeby obcinać jeszcze celowo - żal mi. Twoje notki jednak akurat czyta się świetnie, a dobrego nigdy za wiele, więc nie poczytywałabym u Ciebie tych rozmiarów za wadę.

    Ja z kolei, wygląda na to, jestem przesadnie kobieca, bo jakoś ciągnie mnie do literatury tworzonej przez panie...

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie byś przez okno książek nie zobaczyła, bo upchnięte są w regałach w piwnicy:( Do tego większość wyprzedaję, bo nie mam gdzie trzymać:(

    OdpowiedzUsuń
  4. a co to jest 'tzw.kobiecość'?:) ja nic nie wiem;)

    OdpowiedzUsuń
  5. swoją drogą mi to chyba brak zmartwicy w mózgu, po prostu piszę na blogu co mi przyjdzie do głowy, czasem ktoś zajrzy, i tyle;) jeśli to Oz tak cię sparaliżował swoją erudycją, to przypomnij sobie, jak pisał o Marquezie, żeby po prostu czytać dla samej przyjemności uczestniczenia w tym chaosie

    OdpowiedzUsuń
  6. o właśnie, pokaż swoją biblioteczkę :))
    kompleksy?? no co Ty :)
    A dużo jest dobrych książek kobiecego autorstwa. Wystarczy popróbować i znaleźć coś dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Krzysztofie, coś takiego jak "męska kobiecość" nie istnieje:)). Tipsów nie noszę, ale tuning tego i owego jednak by się przydał;)).

    A biblioteczki nie pokażę z kilku powodów:
    1. Wszyscy to robią, a ja nie lubię tłumów.
    2. Nie ma za bardzo co pokazywać, bo mamy razem ledwie około 240 książek, w dodatku trochę pożyczyłam siostrze.
    3. Gdyby pod moimi zdjęciami ukazał się słitaśno-piszczący komentarz w rodzaju "ach, och, ale Ci zazdroszczę" itd., toby mnie chyba trafił szlag;).
    4. Blogger udostępnia obecnie 1 GB na zdjęcia i z tym ograniczeniem trzeba się liczyć.

    naiu, ja piszę przede wszystkim dla siebie, więc brakiem czytelników specjalnie się nie przejmuję;). Grunt to pisać tak, jak się chce, a nie tak, aby spełnić cudze oczekiwania, i sądzę, że to Ci się naprawdę dobrze udaje:).
    Za komplement dziękuję, choć czuję, że jest w ogóle niezasłużony:(.

    Anno, a da się w ogóle książki trzymać w piwnicy? Tzn. nie ma tam jakiejś wilgoci albo... np. pająków?

    porzadek_alfabetyczny, kobieca kobieta jest wrażliwa (przejmuje się wszystkimi tragediami), delikatna, trochę nieśmiała, pogodna, szuka wsparcia w postaci mężczyzny u boku, chętnie idzie na kompromis, uwielbia wszystkie dzieci - bez wyjątku, lubi gotować, pół dnia spędza przed lustrem. Tyle jeśli chodzi o charakter;). Ja mam inny;).

    To nie przez Oza, zaczęło się zanim sięgnęłam po jego książkę. Czytam dla przyjemności, ale pisanie jest o wiele trudniejsze:).

    Mary, nie pokażę z powodów już wymienionych;). A kompleksy... cóż zrobić - mam takowe.
    Poszukam kobiecych książek, może jeszcze w tym tygodniu:).

    OdpowiedzUsuń
  8. to może niech ta męska kobiecość jednak istnieje, bo ta tzw.kobiecość to nie dla mnie:D
    a jakby tak pisać dla przyjemności, tak jak czytać?

    OdpowiedzUsuń
  9. Elenoir nie miej kompleksów, bo bardzo dobrze czyta się Twoje wpisy i recenzje książek. Hmm co do zaglądania ludziom w okna, ja mam to samo :) Zwłaszcza jeśli jestem u kogoś z wizytą, brak książek na półkach sprawia, iż nie jestem tak optymistycznie do tej osoby nastawiona. Wiem, dziwne to, ale co poradzić

    OdpowiedzUsuń
  10. oj tam wcale nie wszyscy pokazuja ;D
    a poza tym słitaśne komentarze są takie słitaśne ;D
    Nie chciałabyś mieć 100 komentów pod jedną notką?? ;D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  11. zacofany.w.lekturze7 marca 2011 09:39

    Wpisuję słitaśny komentarzyk:D I bez kompleksów proszę, wpisy są akuratnej długości:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Co do płci pisarzy: jako nastolatka po kilku książkach dla młodzieży, a właściwie dziewcząt, (Snopkiewicz, Siesicka, Musierowicz) doszłam do wniosku, że "babska literatura" nie dla mnie;) Rozmymłana jakaś i w ogóle. Zostało mi tak na bardzo długo. I niestety łatwiej podać mi 10 tytułów książek przynajmniej b. dobrych autorstwa mężczyzny niż kobiety;(

    Nie ma co się przejmować powolnym czytaniem, w końcu idzie o jakość, nie ilość;) Ale zgodzę się, że czasem trudno napisać coś sensownego o lekturze.

    OdpowiedzUsuń
  13. to może przez to, że na wszystkich listach klasyki/100 najlepszych powieści jest 99% książek pisanych przez facetów, tak się kiedyś przyjęło i jeszcze nie zmieniło, a to już dawno nieprawda

    OdpowiedzUsuń
  14. porzadek_alfabetyczny, pisać też lubię, ale czasami wiem, że kiepsko mi to wychodzi.

    Dosiak, dzięki. To miło, gdy te moje tekściki podobają się choćby paru osobom:).
    A książkami na półkach nie ma się co sugerować, bo nie wiadomo, czy ktoś z domowników w ogóle do nich zagląda:).

    Mary, nie chciałabym 100 komentarzy, bo odpisywanie na nie zajęłoby mi chyba z tydzień:). Więc nie, dziękuję;).

    zacofany.w.lekturze, otrzymujesz pierwsze ostrzeżenie:). Jeszcze jeden taki wybryk, a wpiszę Cię na czarną listę blogerów, którzy mi podpadli;).

    Anno, no właśnie, a w dodatku w szkole przerabia się książki prawie samych facetów, w rankingach - jak napisała porzadek_alfabetyczny - też dominują panowie i to chyba również ma jakiś wpływ na nasze czytelnicze gusta.

    OdpowiedzUsuń
  15. te rankingi są chyba robione metodą cut&paste, mam wrażenie że niektórych książek od lat już nikt nie sprawdzał, po prostu przyjęło się je uważać za klasykę. wystarczy przesunąć po nich palcem i zobaczyć jak bardzo są zakurzone. taki 'doktor żywago' na przykład to kiepska książka, stoi w dziale klasyka nie ze względu na wartość literacką, ale za 'wkład i zaangażowanie' autora, czas ją zdjąć

    OdpowiedzUsuń
  16. no tydzień, ale za to miałabyś wtedy 200 komentarzy :D
    to dopiero słitasnie :D

    OdpowiedzUsuń
  17. porzadek_alfabetyczny, w miarę dojrzałemu czytelnikowi takie rankingi rzeczywiście nie są potrzebne, natomiast początkującym mogą się przydać. Ja sama kierowałam się kiedyś taką tabelką z encyklopedii PWN, w której wymieniono najbardziej znane dzieła literatury. Nie pamiętam, czy był tam "Doktor Żywago", w każdym razie nie czytałam tej książki, ale dzięki temu zestawieniu trafiłam na naprawdę dobre pozycje, niektóre wręcz świetne. Wiesz, moi rodzice nie czytali, nie miał mi kto doradzić, a o blogach i o internecie nikt w moim otoczeniu jeszcze wtedy nie słyszał;).

    Mary, czy ja wiem...;). Ale spokojnie, wkrótce opublikuję jeszcze dwa posty dotyczące Christophera Marlowe'a, których nie skomentuje nikt albo prawie nikt i słitaśność definitywnie się skończy:).

    Naprawdę nie wiem, dlaczego najwięcej komentarzy pojawia się, kiedy piszę o jakichś bzdetach, a nie wtedy, gdy omawiam jakąś fajną czy ciekawą książkę. Dziwne:).

    OdpowiedzUsuń
  18. :)))
    no taka już chyba reguła blogów że komentuje się mało poważne rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
  19. moge napisać pod marlowe'm 'kusisz, kusisz', jesli ci to poprawi humor;) niestety na razie nic wiecej nie mam do powiedzenia na jej temat

    OdpowiedzUsuń
  20. Bzdety? Nie powiedziałabym;) Brak parytetu w rankingach pisarzy to b. poważna sprawa;)

    Jak się czegoś nie czytało (patrz: Marlowe), to trudno komentować. Chyba, że w stylu proponowanym przez porzadek-alfabetyczny;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie o to mi chodziło:). Po prostu zauważyłam, że ludzie żywiej reagują na moje wpisy (widać to w liczbie komentarzy i w statystykach), które nie dotyczą książek albo dotyczą ich tylko pośrednio, niż na posty, w których omawiam swoje lektury, i tym spostrzeżeniem się z Wami podzieliłam.

    Zjawisko to nie ma absolutnie żadnego wpływu na to, co czytam, a więc i na to, o czym piszę:).

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak właśnie Cię zrozumiałam, najwyraźniej sama niejasno się wyraziłam;) Nigdy bym Cię nie posądzała, że zaczniesz pisać posty "pod publiczkę';)

    OdpowiedzUsuń
  23. Wyraziłaś się jasno i dobrze Cię zrozumiałam; tym ostatnim zdaniem mojego komentarza chciałam tylko podkreślić mój czytelniczy nonkonformizm;))).

    OdpowiedzUsuń
  24. ja właśnie sprawdzałam statystyki i zauważyłam, że ludzie wchodzą na mojego bloga równie często (tzn właściwie, równie rzadko...), obojętnie czy coś piszę czy nie, i obojętnie na jaki temat:)) to dopiero jest zagadka:D

    OdpowiedzUsuń
  25. Wiesz, mój blog też nie należy do najczęściej odwiedzanych, ale jakoś nie chce mi się podejmować działań promocyjnych;).

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).