Impresje

środa, 23 marca 2011

NARTY OJCA ŚWIĘTEGO

Tytuł: Narty Ojca Świętego
Autor: Jerzy Pilch
Pierwsze wydanie: 2004
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 83-7391-728-4
Stron: 165

Ocena: 4/5


Tekst sztuki poprzedza przedmowa, w której Jerzy Pilch przybliża genezę napisania tego utworu: jest to rozwinięcie jednego z rozdziałów powieści  "Miasto utrapienia" (nie czytałam). 
Tysiąc, a może milion razy powtarzałem zdanie klasyka, że wszystko, co najważniejsze, w życiu człowieka piszącego zdarza się w dzieciństwie. Otóż wśród wszystkiego, co mnie ukształtowało w luterańskim domu mojego dzieciństwa, nie zdarzył się Jan Paweł II. Ale On zdarzył się Polsce w tym i, zwłaszcza, w poprzednim stuleciu, i jest, jak wszyscy wiedzą, jedną z pierwszych postaci, jakie dzisiejszą Polskę ukształtowały i po prostu stworzyły. Nie mówię, że dotykam tematu papieskiego z jakiegoś obywatelsko-artystycznego obowiązku, choć nieobecność tego tematu w dzisiejszej sztuce, zwłaszcza w sztuce wysokiej, jest zdumiewająca. Nie mam najmniejszej iluzji, że lukę tę zapełniam, co więcej, nie chcę jej zapełniać. Nie pytam o papieża. Pytam o ludzi. Nie zadaję pytania: Co się dzieje z papieżem? Zadaję pytanie: Co się dzieje z ludźmi? Co się dzieje z ludźmi, gdy w poważny, mniej poważny albo śmiertelnie poważny sposób zaczynają o papieżu, o obecności papieża w ich życiu, myśleć? [str. 6-7, pogrubienie - E.]
Obecność Jana Pawła II w polskiej kulturze przejawia się głównie w produkowaniu hagiograficznych filmów dokumentalnych, wydawaniu kolejnych albumów czy zbiorów myśli papieża oraz mnożeniu koszmarnych (w większości) rzeźb i pomników (a widziałam nawet zdjęcie figurki ogrodowej wyobrażającej, podobno, tę postać - ale to już raczej nie jest sztuka). Chętnie przeczytałabym obiektywną biografię JPII, wątpię jednak, by tego rodzaju publikacja powstała i ukazała się u nas w najbliższym czasie.
Twórcy chętniej podejmują temat kultu, jakim Polacy otaczali i wciąż otaczają postać "naszego" papieża - pamiętam, że wątek ten zagościł (choć tylko na chwilkę) np. w "Domofonie" Zygmunta Miłoszewskiego. Ciekawa byłam, jak o tym zjawisku pisze autor o, jak sam mówi, "luterskich korzeniach".

Jerzy Pilch umieścił akcję swojej sztuki w fikcyjnym miasteczku  Granatowe Góry. Bohaterami są członkowie lokalnej elity: ksiądz, nauczyciel, właściciel masarni, burmistrz, jego żona, właściciel upadającej wypożyczalni nart i komendant policji. Życie, jak to przeważnie na prowincji bywa, toczy się powoli i przewidywalnie, ale raz na jakiś czas ożywia je nieco plotka o przyjeździe papieża, który rzekomo chciałby powrócić do miejsca, gdzie jeszcze przed wojną przez kilka dni mieszkał i szusował na nartach po okolicznych stokach.
(...) wieczne czekanie na przyjazd papieża weszło już nam w krew, stało się miejscowym obyczajem. Lokalną zabawą ludową. Tutejszą popularną grą towarzyską... [str. 105]
Mieszkańcy Granatowych Gór niby w owe wieści nie wierzą - rozczarowali się już przecież wiele razy - ale za każdym razem tli się w nich nadzieja.
Tym razem nadziei towarzyszą pewne obawy, bo ksiądz sugeruje, że papież zawita do miasteczka na dłużej, że - być może - zrezygnuje z urzędu i emeryturę spędzi właśnie tutaj. Łatwo być przykładnym katolikiem w trakcie kilkudniowej wizyty, ale na co dzień? Przed przenikliwym wzrokiem Jana Pawła II żaden grzech czy grzeszek się nie ukryje, a przecież w Granatowych Górach nie sami aniołowie żyją, oj nie.
Prawda albo nieprawda, ale na wszelki wypadek ludzie robią rachunek sumienia i porządkują swoje życie, by godnie przyjąć papieża do lokalnej społeczności.

Zastanawiam się... czy gdyby rzeczywiście do tego doszło, gdyby papież naprawdę zdecydował się na emeryturę i to na emeryturę w Polsce, to nasze życie publiczne nie wyglądałoby nieco lepiej, przynajmniej przez pewien czas. Politycy podkreślający na każdym kroku swoją arcykatolickość nie mogliby chyba tak bezczelnie kłamać, obrzucać się kalumniami i karmić obywateli demagogią. 
Łatwiej na kilka dni udekorować trasę papieskiego przejazdu, łatwiej zorganizować mszę dla miliona ludzi, łatwiej chóralnie odśpiewać "Barkę", łatwiej ozdobić balkon watykańską chorągiewką niż faktycznie coś zmienić.
Zdaje im się, że go kochają... Sentymentalny tłumny trans to nie jest miłość. Sentymentalny tłumny trans plus religijne uniesienie plus kult boskiego idola to są wszystko wyraziste zjawiska... ale nie miłość. [str. 112]
Czy po 1989 roku Polacy słuchali jeszcze papieża? Słyszeli go - na pewno, ale czy słuchali? O tym traktuje monolog Profesora Chmielowskiego (w Teatrze Telewizji tej roli wystąpił Władysław Kowalski), którego cała ta sytuacja nieco przerosła i sprawiła, że oszalał. Wypełnia całkowicie scenę siódmą, to finał sztuki, więc uprzedzam zdeklarowanych przeciwników spoilerów.



W scenie pierwszej Profesor Chmielowski mówił: "Futbol wręcz wchodzi w moje myślenie, ile razy - dajmy na to - próbuję ułożyć jakąś metaforę świata, wychodzi mi piłkarska alegoria" [str. 24]. Autoironia autora? :)


Tym razem Pilch napisał sztukę, ale - zwłaszcza w dłuższych monologach, których parę tutaj jest - rozpoznawałam znany mi z powieści i felietonów charakterystyczny styl tego autora. Postaci są wyraziste i aktorzy mają co grać - oglądałam (i polecam) wspomniany spektakl Teatru Telewizji. 

"Narty Ojca Świętego" to nie jest satyra ani kpina, a raczej pobłażliwa (miejscami zabawna, miejscami trochę smutna) refleksja nad religijnością Polaków. Finał jest pozornie optymistyczny - atmosfera jak na  krakowskich Błoniach zaludnionych pielgrzymami oczekującymi na spotkanie z papieżem, ten monolog Profesora... A potem wszyscy wrócą do domów i będzie tak jak zwykle. 

7 komentarzy:

  1. "Narty..." znam z teatru - i Narodowego, i telewizyjnego. Świetny tekst, znakomite role. Monolog profesora faktycznie robił wrażenie, a z kolei przygody księdza z samochodem bawią mnie do łez;)

    Dla mnie to sztuka do wielokrotnego oglądania (i czytania pewnie też), za każdym razem można coś nowego w niej odkryć. Zgadzam się, że Pilch nie naśmiewa się z kultu papieskiego, ale raczej delikatnie podstawia polskim katolikom lustro.

    Narobiłaś mi smaku i wkrótce pewnie po raz kolejny obejrzę wersję telewizyjną;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam:)
    4.04 w poniedziałkowym Teatrze Tv będzię znów leciał teatrzyk na podstawie sztuki:)) (o ile ktoś czegoś w ramówce bezkarnie nie zmieni). Tak więc szykuję się uczta literacko-teatralna. Książkę czytałam dość dawno. Narobiłaś mi smaka:) Zresztą Pilch to Pilch samkuje zawsze. Pozdrawiam wiosennie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anno, podobno na spektakl w narodowym trzeba było dużo wcześniej rezerwować bilety?
    Ciekawa też jestem, czy - tak jak w Teatrze Telewizji - również tam nieco skrócono tekst?

    Witaj, papryczko:). Przy takich okazjach żałuję, że nie mam kablówki, a tylko kilka programów. Na szczęście chwile te są rzadkie.
    Również pozdrawiam:).

    OdpowiedzUsuń
  4. W Narodowym przeważnie jest komplet widzów i bilety faktycznie lepiej kupować z dużym wyprzedzeniem. "Narty..." były grane na małej scenie, więc pewnie taka konieczność była. Oglądałam ten spektakl dwukrotnie - w 2004 r., a więc jeszcze za życia papieża, i później, kiedy to zespół zastanawiał się, czy w ogóle wypada grać tę sztukę i czy trzeba dokonywać zmian w tekście. Chyba jakieś nawet wprowadzono, ale pewności nie mam - przyznam, że ich nie zauważyłam;) Tekstu jeszcze nie czytałam (choć po Twojej notce na pewno to nadrobię), więc o skrótach nic nie mogę powiedzieć.

    Spektakl będzie emitowany w TVP1, więc szansę na ponowne obejrzenie masz dużą;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No proszę, nie przeglądam zbyt uważnie programu telewizyjnego i chyba dlatego wydawało mi się, że teatr tv wypadł z ramówki TVP1 i TVP2. Dzięki za info:). Za godzinę pokrzepię się "Wizytą starszej pani" - dziś dopiero skończyłam "Kobietę z wydm", która zmęczyła mnie strasznie, i potrzebuję teraz trochę rozrywki...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe, czy obejrzałaś wczoraj spektakl w tv?

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślałam o tym, ale w końcu zdecydowałam się na ponowne przeczytanie "Austerii":).

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).