Impresje

środa, 17 listopada 2010

LubimyCzytać i różności

Założyłam sobie konto w serwisie lubimyczytac.pl. Łatwo mnie znaleźć (o ile ktoś będzie szukał;)), ponieważ i tam występuję jako Elenoir. Zamierzam jednak zachować konto na goodreads.com, przynajmniej dopóki na jego polskim odpowiedniku nie będzie ładniejszych gadżetów na bloga (te dostępne obecnie są trochę siermiężne i w ogóle nie da się wyedytować ich wyglądu w html). Mam nadzieję, że pojawi się również możliwość komentowania cudzych tekstów.

Nie mam zamiaru, oczywiście, porzucać moich Impresji, przeciwnie - na lubimyczytać będę wrzucała raczej kilkuzdaniowe opinie o książkach, ewentualnie z linkiem do tego bloga. Tam wypada się ograniczyć do typowej recenzji/opinii, a tu mogę sobie pisać, o czym mi się żywnie podoba, niekoniecznie na temat, dodawać obrazki, formatować tekst itd. Zresztą chyba nie chciałabym, żeby niektóre moje wpisy (choć nie przeceniam ich jakości) zagubiły się w tamtejszym tłumie.

***

Tematyczny news mam już z głowy, więc teraz czas na różne różności (oby mi się z tego bloga nie zrobił jakiś pamiętnik...).

TVN. Oglądam te ich "Fakty" kilka razy w tygodniu i prawie zawsze w ogromne zdumienie wprawiają mnie wydumane pointy, podsumowujące niektóre newsy. Te teksty są na ogół po prostu głupie i bzdurne. Postuluję mniej pseudoelokwentnej błyskotliwości, więcej merytorycznych informacji!

Kult relikwii. Zastanawiam się, czy nie napisać  na ten temat, choć pewnie wiele osób moja wypowiedź mogłaby oburzyć;) Chcecie?

Egzemplarze recenzenckie. Niedawno na blogu Stara szafa przeczytałam ciekawą dyskusję  mniej więcej na temat szczerości recenzji książek otrzymywanych od wydawnictw.
Subskrybuję sporo blogów o tematyce "książkowej" i widzę, że problem rzeczywiście istnieje. Nie dotyka mnie może jakoś osobiście, bo wydaje mi się, że potrafię nieszczere recenzje wyłapać, ale jednak trochę razi.

Wyobrażam sobie, że to bardzo miło otrzymywać za darmo egzemplarze recenzenckie i że tak obdarowany "mól książkowy" może próbować, nawet podświadomie, jakoś się wydawnictwu odwdzięczyć za tak wspaniały prezent. Tylko że, bądźmy szczerzy, firmy nie wysyłają samych arcydzieł.

Z pewnym niesmakiem czytam czasami posty, w których bloger czy blogerka starają się za wszelką cenę znaleźć jakieś zalety w książce, która żadnych zalet ewidentnie nie posiada. Ich zdaniem niedostatki stylu czy warsztatu rekompensuje to, że omawiana lektura pobudza czytelnika do jakichś niesamowicie wzniosłych refleksji. Albo piszą, że co prawda im książka się nie podobała, ale może to dlatego, że reprezentuje taki czy inny gatunek literacki, na którym oni się nie znają. Ha! Ja uważam, że książki dzielą się przede wszystkim na dobre i złe i nawet gdybym się zabrała za czytanie jakiegoś hard SF (co mi się jeszcze chyba nie zdarzyło), to zdołałabym się zorientować, czy to wartościowa pozycja, czy wręcz przeciwnie.

Nie jest to zjawisko powszechne, ale jednak dość częste. Nikt nikomu nie broni pisania w ten sposób i nikt nikomu nie broni krytykowania tego.

Edycja: Chcę jeszcze podkreślić, że nie krytykuję tego sposobu promowania się wydawnictw, przeciwnie - przecież obie strony na tym korzystają. Po prostu cenię autentyczność.

Zauważyłam również, że coraz więcej blogerek i blogerów współpracuje z różnymi portalami. Nie ma w tym niczego złego, tylko że wówczas, niekiedy (nie zawsze!), autor/autorka stara się  sprofesjonalizować swoje recenzje, przez co tekst traci nieco na oryginalności. W każdym razie ja tak uważam. Więcej luzu!:)

Wybory. Jak zwykle - zachęcam do głosowania w niedzielę. Prawdopodobieństwo tego, że nasz udział przełoży się w jakikolwiek sposób na poprawę naszej sytuacji jest bardzo niewielkie, no ale przecież istnieje... ;)

22 komentarze:

  1. Ciekawa wypowiedź i bardzo daje do myślenia. Sama prowadzę bloga książkowego i nie współpracuję z żadnym wydawnictwem, bo... no właśnie, obawiam się, że dostanę kiepską książkę i zamiast ją porzucić i czytać coś fajnego, będę musiała dobrnąć do końca i jeszcze znaleźć w niej coś pozytywnego, bo objechać od góry do dołu, no, jakoś tak aż nie wypada, prawda? Książki są drogie, czytając jedną nowość tygodniową, wydać musimy ok. 140 złotych miesięcznie, więc oferta współpracy - prezentów jest kusząca, ale... sama nie wiem, mam ogromne wątpliwości i sama widzę, że osoby recenzujące piszą o książkach w samych superlatywach a pod moją już nie tak bezkrytyczną notką - że się ze mną zgadzają. Obłuda? Cóż, w pewnym sensie tak. Coraz mniej swobody i własnego zdania a chyba nie o to chodzi w prowadzeniu bloga, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  2. Elenoir mogłabyś chociaż linka zarzucić do swojego LC ;-)

    Odnośnie "egzemplarzy" i szczerości, to dla mnie problemu nie ma, przynajmniej w tej części blogosfery, która mam przyjemność odwiedzać.

    A z tymi portalami jest tak, że mnie mocno drażni jak osoba linkuje z bloga do jakiegoś portalu, lub publikuje na kilku portalach jednocześnie.

    Wspaniałego słowa użyłaś :) "Profesjonalizacja". Cóż to takiego? Bo w moim słowniku owszem jest wyraz podobny, ale postać ma takową: stylizacja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Elenoir, czyli nie jestem jedyną osobą, która uważa te podsumowania dziennikarzy z "Faktów" za jakiś kompletny bełkot! Ile razy się nad tymi ich pseudo-kalamburami słownymi pastwiłam! Myślisz, że ktoś im to każe robić? Chyba sami widzą, że to kompletnie bez sensu...?

    A co do egzemplarzy recenzenckich, to nie mam tego problemu, bo ich po prostu nie dostaję. :) ALE zastanawiałam się nad tym, i wyszło mi, że oskarżanie blogerów o _nieświadomą_ wdzięczność jest trochę nie fair. Bo przecież nasze notki są z definicji subiektywne, nieświadomie możemy być pozytywnie lub negatywnie uprzedzeni przez masę czynników: temat książki dobrze nam się kojarzy, pożyczyła nam ją przyjaciółka, mamy zły lub dobry humor. A to wszystko i tak czy tak znajduje odbicie w naszych recenzjach.
    No, ale świadome laurki to oczywiście zupełnie inna sprawa...

    OdpowiedzUsuń
  4. "Kult relikwii. Zastanawiam się, czy nie napisać na ten temat, choć pewnie wiele osób moja wypowiedź mogłaby oburzyć;) Chcecie?"
    Ja się lubię oburzać, to pobudza mnie do działania
    Więc poproszę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wypowiedziałam się na temat recenzji na blogu "Stara szafa" i chyba nie będę już i Tobie kopiować takiego samego tekstu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sowo Blogowa, ja też nie “współpracuję”, po prostu dlatego, że nikt mi tego nie zaproponował;).
    Podobno można sobie czasami wybrać książki, na które ma się ochotę, co minimalizuje ryzyko, że otrzyma się od wydawcy coś zupełnie nie ze swojej bajki. Natomiast wydawca wysyłając blogerom książki do zrecenzowania, musi liczyć się z tym, że mogą one zostać “objechane od góry do dołu”;).

    Moim zdaniem pisanie nieszczerych recenzji to prywatna sprawa ich autorów. Nie ma niczego złego w istnieniu blogów komercyjnych; w tym przypadku “zarobkiem” są przysyłane nowości, pracą - pisanie tylko pochlebnych tekstów.

    Uważam, że książki są u nas zbyt drogie. Poza tym często pojawia się tylko wydanie ekskluzywne (patrz: “Cryptonomicon” Stephensona za 89 zł!!!); brakuje takich trochę gorszych, a przez to sporo tańszych. Toteż ja korzystam z dobrodziejstw biblioteki i raczej rzadko kupuję nowości. A jeśli już to na ogół przez internet.

    Krzysztofie, wkleję ich gadżet, jeśli pojawi się jakiś ładny:).

    Linki mi nie przeszkadzają, aktywność na wielu portalach też nie, natomiast szablonowość recenji - owszem. Nie żebym ja w swoich wpisach zawsze błyszczała oryginalnością, ale przynajmniej w formie nie przypominają (mam nadzieję) szkolnego wypracowania czy rozprawki...

    Słowo “profesjonalizacja” jak najbardziej istnieje:). Ale skojarzyłeś prawidłowo - chodziło mi mniej więcej o przestylizowanie tekstu na bardziej profesjonalny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lili, nie mam pojęcia, kto za tym stoi. Może jacyś agenci-dywersanci z Polsatu albo TVP?;) Bełkot to chyba najwłaściwsze słowo.

    Jeśli ktoś coś robi podświadomie, to go oczywiście nie winię. Istnieje przecież i jest powszechnie praktykowany zwyczaj, że pewnych rzeczy robić nie wypada. Np. nie krytykujemy (publicznie) prezentów otrzymanych od rodziny i znajomych np. z okazji jakichś rocznic czy świąt. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Jeśli zatem książkę otrzymaną od wydawnictwa potraktujemy jak zestaw kosmetyków od wujka czy pościel od cioci, to właśnie podświadomie, zgodnie z wpajaną nam od dziecka tradycją, napiszemy, że nam się podoba, nawet jeśli niezupełnie tak jest.

    Zawsze podkreślam subiektywność moich opinii, o książkach i nie tylko:).

    insider, wyraziłeś się co najmniej dwuznacznie;). Owo “działanie” oznacza dyskusję czy może od razu przechodzisz do rękoczynów?:)

    Agnieszko, przeczytałam Twoją wypowiedź i rozumiem Twoje stanowisko. Rzeczywiście niewiele jest książek, które można tylko “zjechać”, z drugiej strony i arcydzieł nie jest aż tak znowu dużo.
    Jedni są szczerzy, inni nie. Nic tego nie zmieni, a już na pewno nie wprowadzenie jakichś specjalnych oznaczeń dla recenzji darmowych egzemplarzy.

    A teraz idę spać, bo jeśli tego nie zrobię, to będę musiała coś zjeść:).

    OdpowiedzUsuń
  8. Elenoir - też zgadzam się z tym, że i arcydzieł mało. Jednak jeżeli więcej jest plusów, niż minusów, to książka i tak będzie mi się podobała, mimo tego, że arcydziełem nie jest. Co najwyżej napiszę, w treści, że arcydzieło to niej jest... ;) A czepiania się na siłę książek (jak to również jest praktykowane na niektórych blogach) też nie rozumiem. Wiadomo - balans jest dobry ;)

    A co do specjalnych oznaczeń - zgadzam się w zupełności, że kompletnie niczego nie zmienią od tej strony.

    Szkoda tylko, że przez to wszystko poczułam tak, jakby fakt otrzymywania książek od wydawnictw od razu miał rzutować na moją uczciwość. Ech... Ale ja ponoć zbytnio emocjonalna jestem ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaaa... właśnie, bo zapomniałam wcześniej - co rozumiesz pod słowem "profesjonalizacja" w odniesieniu do recenzji? Spać mi wczoraj nie dałaś, bo leżałam i zastanawiałam się, o co chodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnieszko, przykro mi, że tak się poczułaś, ale nie o to mi chodziło. Napisałam przecież, że w takim sposobie promowania się wydawnictw nie ma absolutnie niczego złego, a wręcz przeciwnie. Subskrybuję i polecam na tej stronie sporo blogów osób, które otrzymują egzemplarze recenzenckie. Powiem więcej: wcale bym się nie obraziła, gdyby i mnie ktoś coś takiego zaproponował;). Ale po tym, co tu napisałam, to chyba nikt odważny się nie znajdzie;)))

    Ależ się uczepiliście tej "profesjonalizacji";). Na ogół używa się tego słowa w nieco innym kontekście, sądziłam jednak, że i w tym będzie zrozumiałe. Taki skrót myślowy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na moje szczęście odmawiam często otrzymania egzemplarza recenzenckiego książki, która mnie kompletnie nie interesuje. A czytam to, co chcę przeczytać. Nawet ostatnio doszłam do wniosku, że wolę nie otrzymywać od wydawnictw książek, bo potem mam obowiązek pisania, a ja żadnych obowiązków nie lubię. Nie umiałabym też napisać wbrew własnym odczuciom.

    OdpowiedzUsuń
  12. Elenoir - nieeee, u Ciebie nie poczułam się w taki sposób, ale na innym blogu dyskutującym na ten temat już tak. Więc, nie ma co być Ci przykro :)

    Co do współpracy z wydawnictwami, to chyba ogromna większość zaczęła się na zasadzie wysłania maila do wydawnictwa z zapytaniem. Oczywiście część wydawnictw "zleje" Twojego maila i w ogóle nie odpowie. Ale mam wrażenie, że udałoby się szybciej, niż Ci się wydaje ;) Jeżeli chcesz - możemy pomailować na ten temat :D

    A ja się nie uczepiłam słowa, tylko chciałabym wiedzieć, jak je rozumiesz. Co oznacza, że recenzja została "sprofesjonalizowana"? :D Jestem zwyczajnie ciekawa tego, co to dla Ciebie znaczy, bo może sama zaczęłabym używać takiego sformułowania, jeżeli definicja będzie podobna do mojego myślenia?

    OdpowiedzUsuń
  13. Elenoir, chciałam tylko dodać do Waszej dyskusji, że to nie wydawnictwo proponuje współpracę, tylko odwrotnie :) I tak np., nie napisałam do np. Otartego czy Naszej Księgarni (nie jestem pewna tej nazwy), bowiem nie interesują mnie ich tytuły i musiałabym pewnie 95% zjechać. Napisałam do tych wydawnictw, które cenię, i z ich tytułów wybieram sobie coś do recenzji. Więc szansa na trafienie na coś, co mi się nie spodoba kompletnie jest niewielka :] No i nawiązując współpracę zastrzegłam sobie, że z mojej strony mogą liczyć na rzetelną recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  14. :))))))))))) witam sojuszniczkę :))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  15. Elenoir - jestem łagodnym człowiekiem, nie przechodzę do rękoczynów :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Matyldo, chyba Cię rozumiem, bo ja czytam głównie dla przyjemności, a jakieś zobowiązania mogłyby ją, być może, nieco pomniejszyć.

    Agnieszko, no to się cieszę;). Nie chciałam tym wpisem nikogo obrazić i myślę, że nie obraziłam nikogo, kto ma do swej osoby jaki taki dystans.

    Jeśli chodzi o współpracę z wydawnictwami, to zawsze mi się wydawało, że jest odwrotnie, tzn. że propozycja wychodzi od wydawcy. Może dlatego, że na blogach pisze się zwykle: "wydawnictwo X przysłało mi książkę..." albo "książkę otrzymałam od wydawnictwa Y", a nie: "poprosiłam wydawnictwo X o książkę..."
    Ja dostałam kilka książek Tyrmanda od Wydawnictwa MG, choć do nikogo się w tej sprawie nie zwracałam, po prostu panu Krempie z wortalu granice.pl spodobał się mój wpis o "Ucieczce od wolności" Fromma;).

    Żartowałam z tym czepianiem się;).

    kornwalio, mój problem polega na tym, że kiedy wybieram sobie lektury, zupełnie nie zwracam uwagi na to, kto je wydał;). Co za tym idzie, nie mam pojęcia, z kim ewentualnie chciałabym współpracować.
    I czy w ogóle coś takiego miałoby w moim przypadku sens - mistrzynią słowa to ja nie jestem; moja pisanina jeszcze ujdzie, o ile nie zacznie pretendować do bycia czymś więcej niż wpisem na blogu...

    facetczyta, mnie się wydaje, że ja stoję gdzieś pośrodku między Tobą i resztą, co wiąże się z ryzykiem, że weźmiecie mnie w dwa ognie:).

    insider, no to mnie uspokoiłeś:). Może coś napiszę w weekend. Albo jutro, jeśli weny do pisania o książkach mi zabraknie (Orwell i Cherezińska czekają).

    OdpowiedzUsuń
  17. @Elenoir
    Wprawdzie nie oglądam TV, ale jeśli oglądam Fakty, też zauważam potoczyste i subiektywne puenty i także mnie to irytuje;-) I pisz o relikwiach, chętnie przeczytam, a nie oburzę się, bo podejrzewam, że mamy podobne zdanie na ten temat:-)

    Też zauważam problem z przychylnością recenzentów wobec książek, które otrzymali od wydawnictwa. Tu chyba należy sobie zadać pytanie, na czym najbardziej blogerowi zależy - na otrzymywaniu do recenzji książek i pochwaleniu się współpracą czy na recenzowaniu. Często w takich przypadkach można przeczytać wręcz streszczenie książki, nie jej recenzję.

    Co do profesjonalizowania recenzji tych, którzy publikują na portalach - sama publikuję na Katedrze, ale czy moje recenzje są profesjonalizowane? Co o tym decyduje? Faktem jest, że zmieniam nieco podejście do pisania (ale nie przez współpracę z portalem) i chcę wydobywać więcej z treści i osadzać recenzje w szerszym nieco kontekście, ale to pieśń przyszłości.

    @Kornwalio
    Wcale nie jest tak, że jest odwrotnie z tymi wydawnictwami - ja się nie upominam, to mi proponują; więc zasada działa po prostu w obie strony:-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wydaje mi się, że w całej tej dyskusji, która właśnie przetacza się przez blogi, najwięcej złych emocji powodują uogólnienia. "Zarzuty" nie odnoszą się do nikogo konkretnie, więc niektórzy mogli się poczuć niesłusznie oskarżeni. (Albo gryzie ich sumienie;)). Trudno publicznie wskazać "winnych" bez żadnych dowodów, tylko na podstawie własnych odczuć i podejrzeń.

    Recenzje pisane dla portali są chyba trochę bardziej poważne, poukładane i przez to czasami (podkreślam - nie zawsze) jakby mniej autentyczne, wyprane z emocji. Inaczej pisze się na blogu, a inaczej dla portalu, na który pewnie zaglądają ludzie z branży. Twoje teksty lubię, gdziekolwiek je zamieszczasz, choć często różnimy się w ocenie danej książki czy filmu;).

    OdpowiedzUsuń
  19. Znaczy ja się nie czuję urażona, bo ani nie upupiam recenzji książek, które dostaję od wydawnictw, ani nie zmieniam sposobu pisania dla portalu;-) Lubię to, że się różnimy w ocenie;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. A czy portale jakoś "cenzurują" (być może już na etapie porozumienia o współpracy) pisane dla nich recenzje? Bo np. ja piszę w moich blogowych tekścikach jakiś wstęp, coś w środku i jakieś podsumowanie, więc niby standard, ale niekiedy dodaję też jakieś "światopoglądowe", prywatne komentarze albo akapity zupełnie nie na temat książki, o której piszę, jakieś dygresje. Takie rzeczy chyba raczej nie przechodzą? Pytam z ciekawości;).

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie spotkałam się, żeby Katedra jakoś bardzo redagowała (tylko w jej imieniu mogę się wypowiadać) recenzje, ale rzeczywiście są one ściśle bądź mniej, ale związane z książką, chociaż to pewnie też zależy, w jaki sposób są wplecione w tekst:-) Osobiście lubię teksty osadzone bardziej w kontekście, np. historycznym czy obyczajowym, co pozwala mi zrozumieć motywy napisania powieści albo pewne kwestie w niej omówione.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czasami piszę o okolicznościach powstania jakiejś książki, ale tylko wtedy, kiedy jest to konieczne, żeby zrozumieć jej treść. No i kiedy te okoliczności są mi znane:).

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).