Impresje

sobota, 25 lipca 2015

LŚNIENIE

Tytuł: Lśnienie (The Shining)
Pierwsze wydanie: 1977
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Zofia Zinserling

Wydawnictwo: Iskry, 1990
Stron: 356




Od dawna nosiłam się z zamiarem przeczytania "Lśnienia". Film Kubricka, stworzony na podstawie tej książki, jest po prostu świetny (zwłaszcza Jack Nicholson i ścieżka dźwiękowa) i chciałam się przekonać, czy pierwowzór również. 

Znałam - mniej więcej - sekwencję najważniejszych wydarzeń, więc nie śledziłam tej historii z takim napięciem, jakie niewątpliwie towarzyszyłoby mi, gdybym nie widziała wcześniej filmu, ale niektóre sceny mimo wszystko wywoływały taki nieprzyjemny dreszczyk, dla którego przecież sięgam po tego rodzaju literaturę. Zresztą King wymyślił sobie takie miejsce akcji, o którym z góry wiadomo, że tam po prostu musi wydarzyć się coś strasznego: wielki luksusowy hotel, z długą i ponurą przeszłością, który zimą zwały śniegu izolują od reszty świata. Personel i goście wyjeżdżają jesienią i wracają dopiero w maju; na miejscu pozostaje tylko zatrudniany na ten okres dozorca, któremu może towarzyszyć rodzina.

Tego roku funkcję tę powierzono Jackowi Torrance'owi, pisarzowi, który w zaciszu "Panoramy" zamierza dokończyć swoją sztukę i odbudować małżeństwo, podniszczone przez jego alkoholizm i napady gniewu. Jackowi i jego żonie Wendy towarzyszy pięcioletni syn Danny, który do hotelu przybył bardzo niechętnie. Chłopiec miewa czasami wizje przyszłości, a te dotyczące "Panoramy" są wprawdzie niejasne, ale przerażające. 

Wiele wydarzeń pokazanych zostało właśnie z perspektywy Danny'ego, dziecka bardzo inteligentnego, które jednak jest jeszcze małym chłopcem i nie wszystko rozumie. W konfrontacji ze Złem próbuje być po dorosłemu rozsądne, ale świat "Panoramy" racjonalny nie jest, rządzi się swoimi prawami. Niektóre hotele rodzą się złe. Najbardziej przerażające wizje stają się ciałem, za każdym rogiem, za każdymi drzwiami może czaić się groza. Napięcie wzrasta. Złowieszcza atmosfera "Panoramy", która jest wprawdzie ogromna, ale w której nie ma się gdzie schować, jest naprawdę sugestywna. Książkę poprzedza cytat z opowiadania "Maska Czerwonego Moru" i charakterystyczny dla Poego klimat w "Lśnieniu" czasami czuć.

King umie pisać tak, że wbrew zdrowemu rozsądkowi zaczynam czuć się trochę niepewnie, przy czym autor wcale nie epatuje fizycznym okrucieństwem, makabrą, chodzi raczej o oddziaływanie na wyobraźnię. Scena ze szlauchem i sceny w łazience pokoju 217 - straszne, ale fantastyczne. Podobne uczucia towarzyszyły mi w trakcie lektury "Miasteczka Salem" i "Smętarza dla zwierzaków".

"Lśnienie" to nie tylko dreszczowiec, ale też sporo psychologii: studium rodziny w kryzysie i portret alkoholika w okresie abstynencji. Zwłaszcza ten drugi wątek wydał mi się w trakcie czytania bardzo wiarygodny - później dowiedziałam się, że o rzucaniu tego nałogu King mógł wiele napisać z własnego doświadczenia. Nie da się zrozumieć źródeł szaleństwa Jacka, jego metamorfozy i tragizmu tej postaci, jeśli pominie się jej alkoholizm. Twórcy filmu po tych tematach ledwie się prześliznęli, co pisarz miał im podobno za złe. To i zrobienie z Wendy wrzeszczącej, płaczliwej idiotki, którą w książce zdecydowanie nie jest.

Nawet jeśli widziało się dzieło Kubricka, warto przeczytać książkę Kinga. Zwłaszcza jeśli upały się utrzymają - w "Lśnieniu" kluczowe wydarzenia mają miejsce zimą.

2 komentarze:

  1. Nie widziałam filmu, a "Lśnienie" było moją pierwsza książką Kinga. Do dziś pamietam, jak prawie zeszłam, gdy czytałam scenę z łazienki, siedząc w wannie i nagle nieoczekiwanie z kranu spadło kilka kropli. Prawie z tej wanny wyskoczyłam pod sufit:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie:). Film jest świetny. Nie jest wierną ekranizacją, ale Jack Nicholson jest po prostu genialny jako Jack Torrance. Scena w barze. Scena na schodach, z Wendy. "Here's Johnny!" Bardzo polecam!

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).