Impresje

niedziela, 23 października 2011

HARFA TRAW

Kiedyż to pierwszy raz usłyszałem o harfie traw? Na długo przed tą jesienią, gdy zamieszkaliśmy na mydłodrzewie; więc może którejś poprzedniej jesieni? I oczywiście powiedziała mi o tym Dolly; nikt inny nie potrafiłby tego tak nazwać - harfa traw. Jeżeli po wyjściu z miasteczka udacie się drogą wiodącą do kościoła, niebawem miniecie wzgórze jaśniejące kościaną bielą nagrobków i porośnięte brunatnymi, spalonymi przez słońce kwiatami; jest to cmentarz babtystowski. Wszyscy nasi bliscy - Talbowie, Fenwickowie - są tam pochowani; matka moja spoczywa obok ojca, a groby dwudziestu lub więcej krewnych otaczają ich niby rozgałęzione korzenie jakiegoś kamiennego drzewa. Poniżej wzgórza jest łan wysokiej indiańskiej trawy, która zmienia barwę wraz z porą roku: pójdźcie obejrzeć ją jesienią, pod koniec września, kiedy staje się tak czerwona jak zachód słońca i kiedy suną po niej cienie szkarłatne niczym odblask ognia, a jesienne wiatry wygrywają na suchych źdźbłach melodię człowieczych westchnień, harfiane głosy. 
  Za łąką rozpoczyna się mrok Lasu Nadrzecznego. Musiało to być jednego z tych wrześniowych dni, gdy zbieraliśmy korzonki w lesie i Dolly zapytała:
  - Słyszysz? To harfa traw, zawsze snuje jakąś opowieść... Zna dzieje wszystkich ludzi leżących na tym wzgórzu, wszystkich, co kiedykolwiek żyli; a jak pomrzemy, opowie także i nasze. [str. 73]



To opowiadanie pełni podobną rolę, co wspomniana harfa traw: narrator, dorosły Colin Fenwick, wspomina szczęśliwe dzieciństwo czy może raczej wczesną młodość spędzoną w niewielkim miasteczku gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych. Pozostali bohaterowie tej historii już nie żyją albo - co wychodzi prawie na to samo - zmienili się i oddalili od siebie, ale żaden z nich na pewno nigdy nie zapomniał tych kilku dni spędzonych wspólnie w domku na drzewie.
Colin miał wtedy szesnaście lat, jego ciotka Dolly i jej przyjaciółka/służąca po sześćdziesiąt, sędzia Cool prawie siedemdziesiąt, a Riley osiemnaście. Nie mieli ze sobą wiele wspólnego poza jednym: nie czuli się dobrze w otoczeniu, w którym żyli, nie potrafili się do niego dostosować, nie chcieli.
Krótki pobyt w domku na drzewie pomógł im się do tego przyznać przed samym sobą, a obecność podobnych do nich outsiderów dodała im otuchy. Miejsce, w którym się zatrzymali, kojarzyć się może z czymś infantylnym, ale wydaje mi się, że oni nigdy wcześniej nie wykazali się taką dojrzałością, jak w ciągu tych paru dni. Dojrzałością rozumianą jako zaakceptowanie siebie.



W 1998 roku wydawnictwo Prószyński i S-ka opublikowało "Śniadanie u Tiffany'ego" i "Harfę traw" w jednym tomie, ale postanowiłam napisać o każdym z tych opowiadań osobno. Zacytowany powyżej początek "Harfy" chyba tłumaczy, dlaczego. Wiele dzieli Alabamę z lat trzydziestych i o dekadę starszy Nowy Jork, inni są bohaterowie i tematyka obu utworów, "Harfa traw" jest bardziej sentymentalna, nostalgiczna - Truman Capote wplótł w utwór wątki autobiograficzne, o czym można sobie poczytać w Wikipedii


Ujął mnie sentymentalizm w wydaniu tego autora i żałuję, że nie cały utwór został napisany w tym właśnie duchu. Relację Siostry Idy skróciłabym o co najmniej połowę, z Rileya nie uczyniłabym rzutkiego przedsiębiorcy, a z sędziego smutnego staruszka nadstawiającego swojej rodzinie drugi policzek.
Ale może to wszystko dodaje opowieści wiarygodnosci, bo przecież nie można całego życia spędzić w domku na drzewie, w końcu trzeba z niego zejść i jakoś się dogadać z otoczeniem.


Tytuł: Śniadanie u Tiffany'ego (Breakfast at Tiffany's), Harfa traw (The Grass Harp)
Pierwsze wydanie: 1958, 1951
Autor: Truman Capote
Tłumaczenie: Bronisław Zieliński

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 83-7180-290-0
Stron: 156

Ocena: 4/5

36 komentarzy:

  1. Przyznaję, że bardziej ciągnie mnie do Capote'a własnie takiego niż tego w "Sniadaniu...".

    "Harfy traw" jeszcze nigdy nie czytałam, mimo, iż tytuł zawsze mnie ujmował. Piękny. Szkoda tylko, że to opowiadanie. Zdecydowanie wolę powiesci od takich krótkich form. Nie wiem czemu myslałam, że to powiesć..

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję, że zwykle kalkulowałam w ten sposób- Capote=Śniadanie...
    Błędne i krzywdzące równanie, ale tak to było, przyznaję. Moim niedawnym odkryciem jest genialny magazyn PAPERmint, w którym odnalazłam mnóstwo artykułów na temat samego śniadania i jego autora. To niesamowite postać z równie imponującym dorobkiem artystycznym. Przymierzam się do jego opowiadań i mam nadzieję, że się nie zawiodę.


    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mary, a ja, szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem, skąd się u niektórych bierze ta niechęć do opowiadań. Co z tego, że są krótkie? Bywa, że więcej w nich treści niż w tysiącstronicowej powieści. Wydaje mi się niekiedy, że niektórzy pisarze wodolejstwem próbują odwrócić uwagę czytelnika od braku owej treści.

    Dużo zdrowia życzę:).

    Kasiu, dla mnie, jak dotąd, Capote=przede wszystkim "Z zimną krwią".
    Coś tam już o tym autorze wiem, ale chętnie dowiedziałabym się więcej. W którym numerze tego magazynu były wspomniane przez Ciebie artykuły?

    Również pozdrawiam:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem. Może po prostu za mało czytałam/czytam takich form. Z reguły żal mi, że zbyt szybko wszystko się kończy.... i tyle. Ale jak mówię, nie jestem specjalistką i absolutnie nie uważam, że opowiadanie jest czyms gorszym, po prostu nie mam z nimi większego 'doswiadczenia'.

    OdpowiedzUsuń
  5. aaaa i dziękuję za życzenia zdrowia :) mam nadzieję, że pomogą

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, że trochę "spamuję", ale szczerze zachęcam do ściągnięcia darmowego e-boka, który jest dostępny od wczoraj. Szczegóły na stronie www.3110.pl Wielu autorów zebrało się i wydało dla Was darmową książkę. Zapraszam do ściągnięcia i czytania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mary, "Harfa traw" to właściwie coś pomiędzy opowiadaniem i krótką powieścią, więc może Ci się mimo wszystko spodobać. Bohaterów jest kilkoro i sporo się dzieje - fabuła okazała się wystarczająco rozbudowana, by na jej podstawie mogła powstać sztuka, musical oraz film.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszyscy czytelnicy Impresji: stanowczo odradzam ściąganie "e-boka", którego współautorem jest Piter Murphy. Nie żebym czytała, ale jeśli styl pozostałych twórców owej książki przypomina choć trochę styl, jaki prezentuje Piter na swoim blogu, to jest to zapewne najczystszej wody grafomania.

    Z zasady nie usuwam pojawiających się tu komentarzy, o ile nie są za bardzo obraźliwe, więc i teraz tego nie zrobię, ale przynajmniej Was ostrzegłam;).

    OdpowiedzUsuń
  9. :) po "Harfę trwa" sięgnę na pewno. W przeciwieństwie do e-booka który to kompletnie mnie nie interesuje i który na FB ma już silną grupę wsparcia.. hmm.
    Może my się po prostu nie znamy? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Harfę traw - oczywiście miało być.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki internetowi i specjalnym serwisom do samodzielnego wydawania książek online początkujący pisarze mogą zaistnieć (zwłaszcza jeśli jednocześnie prowadza blog czy w inny sposób udzielają się w sieci) - i to mi się podoba. Z drugiej strony ja jako czytelniczka mam problem - bo ryzyko, że literatura tylko tak wydana to grafomania, jest obecnie bardzo duże. Czy ktoś w ogóle weryfikuje jej jakość przed udostępnieniem w serwisie?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mam pojęcia czy ktos weryfikuje... pewnie sam autor mógłby się wypowiedzieć.

    Mnie w ogóle forma e-book irytuje. Nie mam czytnika, czytanie na komputerze jest męczące.

    Poza tym, nie trawię takiego usilnego wciskania komus swojego "dzieła" (bo nie tylko u Ciebie widzę ten komentarz) i spodziewanie się później wyłącznie pozytywnych opinii, a jesli jest krytyka wówczas jest tzw. obraza majestatu. Poobserwowałam i dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tam, Elnoir! Mery nie jest zweryfikowana, ba! Jest wiecznie początkująca, a grafomanii na jej blogu nie uświadczysz! :P
    Niewdzięczne czytelniczki jesteście, 1075 autorów się stara, a Wy tylko "grafomania i grafomania". Ciekawe co będzie jak ja się ogłoszę ze swoim eboookiem.... :D

    OdpowiedzUsuń
  14. I jeszcze jedno... "Dzięki internetowi i specjalnym serwisom do samodzielnego wydawania książek online początkujący pisarze mogą zaistnieć"
    tak Elenoir, tylko że przed tym musi być gruntowna wiedza szkolna jak dobrze pisać, a z tym wiadomo ciężko, a więc internet i samodzielność na nic się nie zdadzą :D Już nie będę dawać przykładu, bo ta osoba i tak ciągle u ciebie komentuje :PPP

    OdpowiedzUsuń
  15. Ty Krzysiu to najpierw cos na blogasku napisz, a nie z ebukiem wyskakujesz :P :D

    OdpowiedzUsuń
  16. No właśnie koncentruje się nad ebookiem jak napisać dobry blog, tak bardzo, że mi cała treść wyssało, a poza tym wiesz, teraz muszę się małym Bongo opiekować :D A ty co odrazu taka obraza majestatu? Co?

    OdpowiedzUsuń
  17. :))) rozbawiłes mnie na tyle, że nie mogę znalezc riposty :D i wcale się nie obraziłam, tylko chciałam lekko "rozdrażnić" ;))

    OdpowiedzUsuń
  18. Noooo. a propos "rozdrażnienia" to trza uważać na Elenoir. Bo za dużo grafomanii uprawiamy, jeszcze jakiś filtr anty-sarkastyczny wprowadzi? Czy my nigdy nie możemy na temat? Zamieszczać np. jakieś poważne krytczno-znawczo-wybitne komentarze literackie? My po prostu nie jesteśmy błogosławieni(co do M. mam pewność, z moją osobą może być jeszcze inaczej :D), szkoda... :( Wybornej nocy życzę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mary,Krzysztofie, cieszę się, że tak dobrze się tutaj bawicie:).

    Fakt, taki spam mnie irytuje, no ale dotyczy książki, która chyba w czyjś gust trafia, więc tego nie usunęłam.
    Zasięgnęłam bliższych informacji na temat pozostałych współautorów i zauważyłam tam parę nazwisk pisarzy, których tekstów osobiście nie znam, ale wiem, że podobały się one wielu blogerom. Dlaczego zgodzili się zamieścić swoje utwory w jednym pliku z... hmmm... naprawdę nie wiem:).

    Czytnika jeszcze nie mam, ale czytanie na telefonie ma swoje zalety - zwłaszcza w tramwaju, bo nie muszę taszczyć w torebce grubego tomiszcza, bez którego i tak panuje w niej nieopisywalny bałagan:). Na komputerze też się czytało - lata temu pochłonęłam w kilka nocy "Grę o tron" na ekranie laptopa:).

    A co do serwisów do publikowania własnych tekstów... Zerknęłam do regulaminów dwóch z nich. Zdaje się, że Virtualo sprawdza najpierw utwór pod kątem "błędów technicznych, stylistycznych lub innych". Z kolei w RW2010 (jeśli przyślą mi kolejnego maila ze spamem, to już ja im odpiszę, co o tym myślę) robią "korekcję tekstu" i "wstępną redakcję" na życzenie Autora, ale "bezpłatna korekcja przysługiwać będzie tylko utworom, które zdołają zainteresować naszych użytkowników". Pytanie, jak źle napisane i zredagowane teksty mają kogoś zainteresować. Nie zakończyłam poprzedniego zdania znakiem zapytania, bo, niestety, znam odpowiedź.

    Krzysztofie, mnie w szkole uczono tylu rzeczy, że choć szkolne mury opuściłam wieki temu, to jeszcze nie udało mi się wszystkiego zapomnieć:). Ale lekcji dobrego pisarstwa sobie nie przypominam:).

    Mary ma rację: co z Twoim blogiem, co? A ebooka chętnie przeczytam i zrecenzuję;). Mam nadzieję, że w spamowaniu jesteś co najmniej tak dobry jak Piter:). Może nawet... poproszą Cię o napisanie jakiegoś opowiadania?;))))

    OdpowiedzUsuń
  20. W ogóle jak to brzmi "bezpłatna korekcja" - chyba "korekta"....?
    a może się nie znam.. ;) (pewnie tak, bo ja grafomanka)

    A to, że się tu dobrze bawimy - no wiesz, trzeba gdzieś się wyładować. U mnie jakoś cienko z komentarzami, u Krzysia pusto, no to se znaleźliśmy poletko do wygłupów ;))))

    OdpowiedzUsuń
  21. Elenoir, jest język polski w szkołach i właśnie na tej lekcji młody człowiek powinien wynieść dobre nawyki stylistyczne (i nie tylko stylistyczne). Maltretują jakimiś "Jancio muzykantami", "Krzyżakami", a przecież chyba lepiej warto zwrócić uwagę na to, co i jak się pisze/mowi, na pewną estetykę i precyzję i wcale nie mam tu na myśli "ą i ę". Ja Elenoir ukończyłem szkołę "techniczną" i tam na starcie zapowiedziano, że bez precyzji i giętkości języka nie mam szans na bycie dobrym "w zawodzie" . A poza tym to pomaga, nawet tak "ogólnie", w ciężkostrawnym życiu. Mierzi mnie jakiś taki podział w mediach, w ogólnych dyskusjach, na humanistów i "ścisłowców". Temat na długą i namiętną dyskusję...

    Zresztą, zerknij w internet, portale zapychają użytkownika reklamami, a w zamian nius rozpoczyna się od pięknego "Wczorajszego wieczoru". Mierzi mnie liczba reklam na portalach, bo w zamian dostaje niusiki o bzdetnej wartości i formie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że już niektóre blogi próbują atakować reklamami - i to wcale nie w małych ilościach. Ja to rozumiem (choć Adblocka muszę mieć :-)), ale dajmy coś w zamian. Strona "Gazety", zawodowi dziennikarze, reklamy, a tekst "wygląda" jakby wyszedł z pod rąk licealisty. Coś jest nie tak...


    Co do ebooków, to dlaczego bierze do spółki takiego Pitera, to już trzeba się zapytać inicjatorki przedsięwzięcia. Swoją drogą taki Piter nie zna zasad zdrowego marketingu - pierwsza podstawowa: dobry produkt nie musi się reklamować :D Ale to są drugorzędne sprawy (Pitera każdy zna, do branży reklamowej nadaje się jak nikt inny :D), mnie bardziej martwi, że cały ten projekt ebookowy "dają za darmo". Dlaczego autorzy nie ustalą ceny, ot choćby np. 1 zł!? Tacy pisarze wyrabiają w swoich czytelnikach takie poczucie, że nie muszą płacić, że za darmo, a za 10 lat jak się rozpowszechnią ebuuki, to będą płakać, że piractwo się szerzy. A gdzie taki czytelnik miał się nauczyć płacić za pracę? Dlaczego nie działa zasada "masowości"? Powiem Ci, że wolałbym zapłacić za dostęp do strony, ebooka, niż mieć 30 reklam na stronie. Nie jestem przeciwko reklamom. Jestem przeciwko jakości, a przede wszystkim ilości. Mały rozumek mam, nie znam branży reklamowej, ale nie lepiej postawić 2 reklamy drożej niż 30 na niskim poziomie? Niestety, im bardziej masowieje nam internet, tym bardziej przypomina mi on realny świat,a widzę to doskonale na przykładzie Wrocławia w którym najwięcej przybywa reklam... jak w internecie.


    Sorki, że się tak rozpisałem, ale wiesz Mera mówi że piszemy wygłupy, to co napisałem powyżej jest po prostu tak ładnie zawoalowane w powyższym naszym dialogu ;D... żeby była jasność. Blogerzy zajmują się bzdetami typu egzemplarze recenzyjne, top 14566, a są bardziej przyziemne tematy :-) Oskarcio Wilde dawał kiedyś do zrozumienia, że estetyka to połowa treści :D (Wilde jest w kanonie lektur? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. a i jeszcze "drugie"... Elenoir błagam Cię, nie zwracaj się do mnie per "Krzysztofie". Wszyscy dookoła mówieją "Panie Krzysztofie", to dla mnie zbyt poważne i postarzające ;D Jak nie masz pomysłu, jak do mnie się zwracać, to możesz mówić "Ty z siódmego komentarza", ok? :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wiem czemu ale pomyslałam że napisałes "Ty z siódmego piętra" - aż się przeraziłam, bo to moje piętro! :))))

    OdpowiedzUsuń
  24. Myślenie o moim pisaniu... hmmm, Mera rozsądna rzecz, też się przeraziłem, bo jeszcze chwile dłużej pomyślisz nad moim pisaniem i zaczniesz swoje wypowiedzi od "wiem"! Wiesz co? Zacznij wchodzić po schodach do domu, to mniej grafomanii będziemy tu uprawiać. Powtarzam, Pani Eleonora kiedyś nas wyrzuci... nawet z 12 piętra...Wiesz, że jest zdolną dziewczyną do tego typu akcji spadających :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Mary, ja też zawsze byłam przekonana, że to się nazywa korekta; korekcja kojarzy mi się jakoś tak medycznie - może dlatego, że dawno temu wiele godzin spędziłam na ćwiczeniach korekcyjnych (kręgosłup).

    Co do wygłupów - nie krępujcie się, pozwalam;))).

    Ty z 13 komentarza... przecież sam, z własnej i (mam nadzieję!) nieprzymuszonej woli posługujesz się nickiem krzysztofuw, więc nie rozumiem, skąd te pretensje:). Zmień go sobie na Krzysiu12 - od razu parę zmarszczek Ci ubędzie:).

    Co do lekcji języka polskiego w szkole... W mojej największy nacisk kładziono na ortografię, znacznie mniejszy na interpunkcję, a stylistyki nie uczono wcale - co najwyżej podkreślano tego rodzaju błędy w wypracowaniach. Zresztą ja uważam, że wyczucie stylu można sobie wyrobić tylko poprzez czytanie, a nie wkuwanie regułek.

    (Nie rozumiem, dlaczego wszyscy się tak nad Sienkiewiczem znęcają - kiedy nie jest patetyczny i bogoojczyźniany, to bywa nawet zabawny:). Ja lubię jego powieści, a dokładniej - obszerne fragmenty jego powieści).

    Liczba reklam w internecie mnie nie mierzi, bo jakaś tam opcja w przeglądarce blokuje mi ich wyświetlanie:). Może dlatego nie zauważyłam, żeby jakieś blogi nimi atakowały?

    Gazeta.pl to już właściwie tabloid (te tytuły artykułów!). Nie dbają o redakcję, korektę chyba sobie odpuścili, pod większością tekstów nie ma nawet imienia i nazwiska autora - chyba się wstydzą. Szkoda gadać.

    Do cudzego portfela zaglądać nie lubię, chce ktoś coś rozdać za darmo - jego sprawa. Może to tylko taka forma promocji, próba zaistnienia? Może nie traktują swojej twórczości jak pracy, tylko po prostu chcą, żeby była czytana.

    Estetyka! Na jej temat wolałabym się nie wypowiadać:). Nigdy nie uchodziłam za ładną dziewczynę, toteż wyznawałam pogląd, że liczy się wnętrze, a zwracanie uwagi na wygląd zewnętrzny świadczy o płytkości i prymitywizmie:))))). Filozofię tę stosuję we wszystkich niemal dziedzinach życia;).

    Z dwunastego piętra raczej Was nie zrzucę, bo mieszkam ledwie na czwartym;). Poza tym nie wiem, co Ty z trzynastego komentarza insynuujesz: gdzie dowody, że mam już życie jakichś komentatorów na sumieniu? No gdzie?!:))) Przecież zawsze starannie zacieram ślady i zapewniam sobie wiarygodne alibi;)).

    OdpowiedzUsuń
  26. Jezu!Na Palikota! Eleonoro! Czytam Twój komentarz i nie wierze własnym uszom... Normalnie upodobniasz się do nas! Obiecuję Ci, że nie będziemy już u Ciebie komentować, jeszcze może uda ci się zejść z tej złej drogi!

    Hmmm, co do przedostatniego akapitu, dużo doświadczeń na ten temat możesz wymienić z Merą! :D Notabene, zgadza się, Ona cały czas mi mówi żem płytki i prymitywny prostak :D Jednak w tym wszystkim, wiem przynajmniej, że mam poczucie estetyki, bo przecież jej brak, to też forma estetyki :DDD Dobranoc :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ty sie Krzysztofie wypowiadaj za siebie! ja będę komentować i to z sensem mimo że mi go brak i że brak mi, tfuuu że MAM nadmiar płytkosci i prymitywizmu. Będę komentować estetycznie, mądrze i w ogóle bardzo elokwentnie, bo wbrew temu co mi wciska Krzysiu12 jestem mądrą dziewczynką ;D

    Odnosząc się do Sienkiewicza, bardzo lubię. Potop to moja ulubiona lektura i że tak powiem merytorycznie oceniam jej wciągnięcie na 12/10 (serio).

    A czy Krzysztof ma poczucie estetyki? no ma, biorąc pod uwagę jego blog niezasmiecony reklami, baaaaa, nawet notek tam nie ma, więc jest estetycznie i przejrzyscie ;D
    No.

    OdpowiedzUsuń
  28. Mercia!
    Wystarczy, tak to my możemy tydzień czasu analizować "Harfę traw":D Powiemy w końcu Eleonorze o co chodzi? Nie? :-)

    Droga Eleonoro,
    w związku z tym, że Twój blog - bardzo cenny i potrzebny - zbiera mało pochwał, egzemplarzy recenzyjnych, rożnego rodzaju różowych candy, chcemy cie wspomóc i wyróżnić. Dopuszczamy się mnóstwa komentarzy krytyczno-literackich, bo chcemy abyś w przyszłym roku sprzątnęła... kuferek z przed nosa Kalio. Uważamy, że taki kuferek nie tylko Ci się przyda, ale również będzie w PEŁNI zasłużoną nagrodą, tak pełną jak głębia naszych komentarzy. Intencje mamy dobre, mamy tez nadzieje, że Droga Eleonoro, udało Ci się dostrzec w tej całej analizie Capote nasz zamysł.

    Z poważaniem

    koordynator całej akcji
    Krzysiu12

    OdpowiedzUsuń
  29. Popisuję się wszystkimi odnóżami i pozdrawiam :))) Dobrej nocy

    OdpowiedzUsuń
  30. Złą drogą podążam świadomie od dawna i nic nie zdoła mnie z niej zawrócić, więc nawet nie próbujcie;).

    Krzysiu12, nie wiedziałam, że jesteś masochistą - Mary wciąż Cię, jak sam piszesz, obrzuca błotem, a Ty nadal pałasz do niej sympatią:).

    Mary, tak, Krzysztof ma poczucie estetyki - nihilistyczne:).

    Komentarze są tu mile widziane, bardzo też lubię otrzymywać książki za darmo, natomiast na nagrodach mi jakoś specjalnie nie zależy, a już na pewno nie chciałoby mi się o nie zabiegać - nie dlatego, że uważam to za coś złego, po prostu leniuch ze mnie straszny:).
    A Kalio się nie czepiajcie - wzięła udział w konkursie i wygrała. Każdy mógł się zgłosić, stanąć w szranki i wygrać ów słynny kuferek:). Zresztą nawet gdybym wzięła w tym udział, to raczej bym nie wygrała - konkurencja była duża, a poza tym ja - jak się ostatnio dowiedziałam - jestem antypatyczna, przynajmniej na pierwszy rzut oka, a na drugi mało już kto ma ochotę;)). Podejrzewam, że na blogu jest to nawet bardziej widoczne.

    Głębia Waszych komentarzy oraz dalekosiężność Waszych zamysłów wręcz mnie przytłaczają:).

    OdpowiedzUsuń
  31. Ale my się nie czepiamy :) Przynajmniej ja. Ja tylko se tam potakuję ; )) w każdym razie zamysły nasze są dalekosiężne i komentarze głebokie bo cenimy sobie fajne dyskusje na różne głębokie tematy, których w necie brakuje, tzn, dyskusji :D

    Ty jestes antypatyczna??? no nie gadajże takich bzdur, proszę Cię::)) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. "Ty jestes antypatyczna??? no nie gadajże takich bzdur, proszę Cię::)) Pozdrawiam "


    Achhhhhh, IRONIA najwyższej próby Mera! Uważaj Mera, jeszcze kilka takich komentarzy i wyznam ci Miłość!!!!

    OdpowiedzUsuń
  33. :))))))) To nie była IRONIA, KRZYSIU12 :P

    OdpowiedzUsuń
  34. Mercia, zlituj się nad Eleonorą, zostawmy miejsce w komentarzach dla innych, bardziej złożonych komentarzy, dobrze? :D

    OdpowiedzUsuń
  35. Mary, jakby co, to ja się wpraszam na wieczór panieński oraz kolejne uroczystości:).

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).