Impresje

wtorek, 17 maja 2011

KRÓLOWA I JA, KRÓLOWA CAMILLA

Tytuł: Królowa i ja (The Queen and I)
Autorka: Sue Townsend
Pierwsze wydanie: 1992
Tłumaczenie: Hanna Pawlikowska-Gannon

Wydawnictwo: Książka i Wiedza
ISBN: 83-05-12687-0
Stron: 190

Ocena: 3+/5


Motyw bohatera, który nagle znalazł się w środowisku zupełnie mu obcym i musi się z tą sytuacją zmierzyć, wciąż powraca - w literaturze i w filmie. Pierwszy raz zetknęłam się z nim chyba w książce Marka Twaina pt. "Książę i żebrak", w której książę Edward Tudor, syn Henryka VIII, zamienia się miejscami z łudząco do niego podobnym Tomem Cantym, potomkiem przestępcy, i jak to tylko w bajkach bywa - bardzo długo nikt tego nie zauważa. Edward zostaje zmuszony do żebraniny, a Tom zabawia się stawianiem pieczęci na ważnych dokumentach. 

W powieści Sue Townsend następnego dnia po wyborach wygranych przez Ludową Partię Republikańską (z socjalistycznym zacięciem) cała brytyjska rodzina królewska została skazana na wegetację na prowincji wśród społecznych nizin. Założycielem i przywódcą tego ugrupowania był Jack Barker, który wcześniej pracował w telewizji i dzięki swoim kontaktom zdołał właśnie za pośrednictwem tego medium wpłynąć na podświadomość wyborców tak, aby zagłosowali przeciw monarchii. 
Królowa Elżbieta II, jej matka, siostra, mąż, dzieci, wnuki i psy zamieszkali w niewielkich domkach, za sąsiadów mając ludzi ubogich i rodziny patologiczne. Z dnia na dzień musieli nauczyć się własnoręcznie sprzątać, gotować i utrzymywać się z pomocy socjalnej. Kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one - zgodnie z tą zasadą próbowali dostosować się do lokalnych zwyczajów, a niektórzy z nich nawet odetchnęli z ulgą, ciesząc się, że odpadły im nudne funkcje reprezentacyjne. 

Autorka przerysowuje nieco znany z doniesień prasowych (czy też raczej plotek) charakter członków rodziny królewskiej, ale więcej w tym sympatii niż szyderstwa, choć zwykły zjadacz chleba odczuwa jakąś taką złośliwą satysfakcję, obserwując zmagania błękitnokrwistych z codziennością. Przypuszczenie, że nawet książę Walii byłby bezradny wobec biurokracji, gdyby wpadł w jej wiry, jest nieco pocieszające.
Dobrze się bawiłam, czytając tę powieść, choć jako nie-Brytyjka nie zdołałam pewnie wyłapać niektórych aluzji. Dziękuje zacofanemu.w.lekturze za jej polecenie:).

Zakończenia (które jest tak samo nieprawdopodobne jak cała ta historia) domyśliłam się właściwie na samym początku, ale książka spodobała mi się na tyle, że jeszcze w trakcie lektury zarezerwowałam sobie w bibliotece kontynuację.


Tytuł: Królowa Camilla (Queen Camilla)
Autorka: j.w.
Pierwsze wydanie: 2006
Tłumaczenie: Ewa Świerżewska

Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-7414-382-0
Stron: 414

Ocena: 2-/5


Jak widać ta powieść nie przypadła mi do gustu. Autorka  chyba zapomniała o tym, w jaki sposób zakończyła "Królową i ja", i jak gdyby nigdy nic kontynuuje poprzednią historię, z tym że nie jest to już lekka, przyjemna satyra, a raczej ponura i nudna przestroga.

Jack Barker rządzi od trzynastu lat i jest nie tyle premierem, ile dyktatorem. Wszyscy Brytyjczycy są nieustannie inwigilowani, wielu (m.in. rodzina królewska) zostało zmuszonych do zamieszkania w tzw. Strefach Zamkniętych, które mogą opuszczać tylko wtedy, jeśli otrzymają przepustkę. Biurokracja jeszcze bardziej się rozrosła, a poziom edukacji i służby zdrowia gwałtownie się obniżył. Trudno się zatem dziwić, że rosnąca w siłę opozycja planuje startować w wyborach z hasłem powrotu monarchii. Okazuje się jednak, że dla Brytyjczyków ważniejsze jest prawodawstwo dotyczące psów (które podobno wszyscy tam uwielbiają) niż kwestie ustrojowe.
Również w rodzinie królewskiej sporo się dzieje: żoną księcia Karola jest teraz Camilla (o Dianie prawie się nie wspomina), pojawia się ich nieślubny syn, książę William pracuje w firmie ustawiającej rusztowania, książę Harry żeni się z sąsiadką z powodu tzw. wpadki... Bohaterowie dostosowali się już do okoliczności, w których przyszło im żyć, nie odstają tak bardzo od swoich sąsiadów, a przecież w poprzedniej części zabawna była właśnie ta ich odmienność.
Tym razem autorka sporo miejsca oddaje bezpośrednio we władanie psom, i tym należącym do błękitnokrwistych, i tym należącym do plebsu. Czworonogi komentują zachowanie swoich panów oraz bieżące wydarzenia polityczne, zapoznajemy się też bliżej z ich sferą "uczuciową". No cóż, te fragmenty wydały mi się jeszcze mniej zabawne niż reszta książki, chwilami nawet niesmaczne.

"Królowa Camilla" jest nudna i przegadana, napisana zbyt serio. Przeczytałam ją chyba tylko z rozpędu. Wciąż liczyłam, że dalej będzie lepiej, ale nie było, wręcz przeciwnie. Sue Townsend pisze o zjawiskach, które aktualnie niepokoją wielu ludzi (np. wszechobecność kamer, gromadzenie przez urzędy państwowe zbyt wielu danych o obywatelach), ale robi to bez wdzięku, bez polotu i bez dobrego pomysłu. Zdecydowanie nie polecam. Radzę poprzestać na "Królowej i ja".

14 komentarzy:

  1. Nie czytałem "Camilli" i widzę, że nie ma się do czego spieszyć:) Townsend niestety jest nierówna, co widać na załączonym. Może gdybyś nie czytała bezpośrednio po sobie, byłoby ciut lepiej:) Ale spróbuj jeszcze chociaż dwa pierwsze tomy dzienników Adriana Mole'a:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, nie sądzę, żeby termin czytania miał jakiś wpływ na moją ocenę tej książki. Na ogół tego nie robię, ale w tym przypadku darowałam sobie parę stron, bo dialogi między psami tylko mnie dobijały. Nie mogłam się doczekać ostatniej strony. Ale na "Adriana Mole'a" pewnie się kiedyś skuszę, bo to, zdaje się, swego rodzaju klasyka.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Camilli" nie czytałam i nawet teraz nie żałuję, za to Adriana Mole'a już tak i bardzo lubię. Najzabawniejszy był chyba wiersz o kranie... Natomiast nowy Mole w wersji z capuccino już nie był dla mnie strawny, takie popłuczyny moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz co Elenoir? Ty to normalnie masz fioła na punkcie tych wiktoriańsko-gorseciarskich czasów, królowie, konwenanse... normalnie niezłe zboczenie ;D To chyba jednak Twoja ulubiona epoka? Nim się obejrzę, a będę czytać 6 recek w jednym wpisie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. @Elenoir: Adrian Mole to faktycznie już klasyka, ale cztery pierwsze tomy, reszta jest milczeniem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja do tej pory przeczytałam tylko pierwsze książki o Adrianie Mole'u i jakoś nie ciągnie mnie do jej innych "dzieł".

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś mnie ostatnio ciągnie do specyficznego angielskiego humoru:)
    Nie miałam okazji jeszcze zapoznać się z tego typu literaturą, więc czytając kolejną recenzje na temat,królewskich dziejów, przełamie się i sama trochę poszaleję w tym klimacie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. niedopisanie, może być też tak, że tylko mi się "Królowa Camilla" nie spodobała. Przejrzałam w sieci cudze opinie i dominowały pozytywne, niektóre były nawet entuzjastyczne.

    Ciekawe, czy gdybym była autorką poczytnej serii książek, to kontynuowałabym ją w nieskończoność... chyba już tylko dla pieniędzy:)).

    Krzysztofie, przesadzasz:). Po pierwsze interesuję się raczej epoką Tudorów, a nie czasami królowej Wiktorii. Po drugie akcja "Królowej i ja" toczy się w 1992 i w 1993 roku, a "Królowej Camilli" 13 lat później - królowa nosiła gorsety (oczywiście - pod spód) na oficjalne okazje, ale po nastaniu republiki w takowych nie uczestniczyła. Ba, książę Karol polubił chodzenie w dresie:).
    Owszem, interesuje mnie życie codzienne w dawnych wiekach, czasami nawet bardziej niż polityka i spiski:).

    zacofany.w.lekturze, może poczucie humoru pisarki wyewoluowało w złym kierunku?

    Claudette, ale te powieści o Mole'u chyba Ci się spodobały, skoro przeczytałaś kilka?

    biedronko, humor jest tu rzeczywiście nieco specyficzny:). Obie książki Sue Townsend czyta się pewnie tym przyjemniej, im więcej się wie o rodzinie królewskiej. Mnie pomogło trochę to, że oglądałam parę lat temu film "Królowa" w reżyserii Stephena Frearsa - historia była zapewne w dużej mierze fikcyjna, ale charakter np. Elżbiety II czy jej męża oddano chyba dość wiernie, bo u Sue Townsend wypadają podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Elenoir: czasem odnoszę wrażenie, że ona pisze już tylko siłą przyzwyczajenia i powinna sobie dać spokój. Ostatni Mole to porażka:( Pieniędzy jej chyba nie brakuje, żeby musiała wyciskać swoje pomysły do cna:P

    OdpowiedzUsuń
  10. Potwierdzam - 'Camilla' nie daje rady.W połowie 'Camilli' zaczęłam zajmować się _wszystkim_ innym, upiekłam nawet pierwszy raz w życiu słodkie bułeczki drożdżowe dla wszystkich w domu, pracy, a nawet w przedszkolu mojej córki :D Muszę ją wynieść do biblioteki zanim zacznę rozdawać bułki jako candy na blogu;p Wrażenie przy czytaniu było takie, jakby ktoś z dobrego filmu ('Królowa i ja')zrobił nędzny, tani serial.Zło! Capuccino też odradzam, chyba że do bułeczek;)

    OdpowiedzUsuń
  11. zacofany.w.lekturze, a może po prostu uzależniła się od pisania? Jeśli tak, to ja ją rozumiem, bo sama też nie mam na ogół nic ciekawego do powiedzenia, a jednak prowadzę ten blog już prawie dwa lata:). Może dlatego, że nikt mi jeszcze nie powiedział, żebym przestała:)).

    porzadku_alfabetyczny, z dwojga złego wolę już czytać kiepską książkę niż gotować;). Ale jeść lubię, więc jeśli kiedyś zorganizujesz tego rodzaju "candy", to niechybnie wezmę w nim udział;)).

    OdpowiedzUsuń
  12. @Elenoir: może się uzależniła, a może jest rozrzutna i musi czasem coś napisać, żeby mieć na chleb:) I tak ją lubię:P

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja jestem w trakcie "Królowej Camilli" i jestem - jak zawsze - zachwycona Sue Townsend:) dla mnie jest z polotem, lekko, z przymrużeniem oka, absolutnie nie na siłę, ironicznie, miejscami bardzo NIEpruderyjnie - ale tak właśnie uwielbiam i bardzo się cieszę, że trafiłam na tę książkę! polecam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wspominam dobrze "Królowej Camilli", ale dopuszczam możliwość, że może się komuś spodobać:).

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).