Impresje

piątek, 18 czerwca 2010

KOBIETA W PODRÓŻY

Tytuł: Kobieta w podróży (Ein Lächeln, eine Rose)
Autorka: Roma Ligocka
Pierwsze wydanie: 2001
Tłumaczenie: Sława Lisiecka
Wydawnictwo Literackie
ISBN: 83-08-03285-0
Stron: 180

Ocena: 2/5



To zbiór 26 króciutkich utworów. W niektórych Roma Ligocka przytacza po prostu rodzinne opowieści i anegdoty z okresu międzywojennego i wojennego, przeważnie posępne - autorka wywodzi się z żydowskiej rodziny z Krakowa. Pozostałe historyjki to opis autobiograficznych epizodów z życia na emigracji, w różnych miastach Europy, nigdy naprawdę u siebie, zawsze tymczasowo.

W tym miejscu muszę się do czegoś przyznać - łatwo się uprzedzam do pewnego typu osób, czy może raczej ich zachowań, choć oczywiście nie nieodwracalnie. W przypadku pani Romy Ligockiej stało się to już podczas lektury drugiego opowiadania pt. "Pięć korków", w którym autorka wyznaje, że należy do ludzi, którzy parasol mają przy sobie tylko w pogodne dni, a kiedy pada - nigdy. Ale to jeszcze nic, bo już w następnym akapicie zwierza się czytelnikom, że " nie dorosła do technicznego wyrafinowania" małych, składanych parasolek, które mieszczą się w torebce - nie jest w stanie ich otworzyć.
No rzeczywiście jest się czym chwalić. Nie znoszę osób, które uważają się za zbyt wysublimowane i delikatne, by dostrzegać prozę życia i jakoś sobie z nią radzić. Taki sposób bycia uważam za wyjątkowo pretensjonalny.

Wydaje mi się jednak, że nawet gdyby tego wyznania o parasolach nie było, nie oceniłabym tej książki wyżej. Opowiastki o przedwojennych krakowskich żydach były całkiem interesujące, przede wszystkim dlatego, że akurat w Krakowie teraz mieszkam i trochę interesuję się przeszłością tego miasta, ale tematy pozostałych utworów były przeważnie po prostu zbyt banalne, nadające się może na felieton w piśmie kobiecym, ale do książki to już niekoniecznie. Mąż pani Ligockiej malował łazienkę i przy tej okazji niechcący oblał sobie różową farbą najlepszy garnitur. Cóż, można się z tego pośmiać w rodzinnym gronie, ale chyba niewiele postronnych osób to zainteresuje?

Również język tych opowiadań nie jest najlepszy, niestety. Gdybym określiła go jako "oszczędny", to byłyby to eufemizm. Jest zbyt prosty i miejscami pretensjonalny, choć niektórzy pewnie nazwaliby go "poetyckim" (ale nie ja). Nie razi to tak bardzo w przypadku historii rodzinnych, bo stylistyczne braki rekompensuje w dużym stopniu tematyka, ale pisanie o sobie wychodzi pani Ligockiej znacznie gorzej.

Przyczepię się do jeszcze jednej rzeczy. Nie ma ludzi zupełnie pozbawionych wad i słabości, dlatego idealizowanie kogokolwiek, a już zwłaszcza siebie w autobiografii, no cóż, nie spotka się nigdy z moim uznaniem. Tymczasem z tych opowiadań dowiadujemy się, że pani Ligocka bywała często zagubiona czy bezradna, ale zwykle znalazł się obcy człowiek, który jej jakoś pomógł albo obdarował pięknym kwiatem; że kiedy opowiadała o swoich wojennych losach, to wszyscy słuchacze zawsze płakali; że w jej rodzinie byli sami dobrzy i porządni ludzie itd. Czy naprawdę nigdy się nie pomyliła i nie zrobiła niczego złego?

Chcę podkreślić, że nie oceniam tutaj samej pani Ligockiej czy jej losów, a tylko te opowiadania. Nie podobały mi się, nie polecam ich i nie zaliczam do dobrej literatury, choć prawdopodobnie jestem dość odosobniona w tej opinii.

10 komentarzy:

  1. Może to kwestia innego typu wrażliwości, innego etapu życia i doświadczeń życiowych, może innej metody czytania [?] – ja odebrałam te prozę diametralnie inaczej, o czym pisałam na blogu.
    http://zaksiazkowani.blogspot.com/2010/03/cudzoziemka-roma-ligocka-kobieta-w.html

    To niesamowite, jak odmienne mogą być wrażenia po lekturze tej samej książki...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sądzę, żeby chodziło tu o moją wrażliwość czy wiek. Nie jestem artystką, pewnie trochę inaczej przetwarzam rzeczywistość, ale z drugiej strony mam chyba nadaktywne neurony lustrzane i spore pokłady empatii - potrafię się postawić na czyimś miejscu, rozważyć rzecz z punktu widzenia innych osób. Rozumiem, oczywiście częściowo, sytuację pani Ligockiej. Nie rozumiem natomiast, po co opublikowała niektóre z tych opowiadań. Pani Ligocka pisze głównie o sobie i swojej rodzinie, więc nie jest to zbyt interesujące dla osób postronnych, a i styl nie zachwyca.

    Czytałam Twoją recenzję już jakiś czas temu i wydała mi się bardzo zachęcająca. Może "Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku" ocenię kiedyś lepiej?

    Również pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wlasnie czytam 'Dziewczynke w czerwonym plaszczyku' i czesto sie wzruszam. A to rzadko mi sie zdarza. Wczesniej czytalm 'Tylko ja sama' i tez bylam wielokrotnie pod wrazeniem. Przedtem 'Wszystko z milosci'. A zaczelo sie wlasnie od 'Kobiety w podrozy'. Dla mnie pani Ligocka jest wielka - bo po tym, co przezyla w czasie wojny, ciagle walczy o pogode ducha i zyczliwosc wobec ludzi i kocha zycie. Mam dla niej wiele uznania. Fakt - jezyk oszczedny, a wiele watkow w jej ksiazkach sie powtarza i przeplata...

    A wstrzasnelo mna zwlaszcza opowiadanie o zydowskim chlopaku, ktory wlasnie skonczyl szkole - nie pamietam tytulu, ale pochodzi z ksiazki, ktora tak Ci sie nie spodobala.

    OdpowiedzUsuń
  4. PS I wydaje mi się, że wielu pisarzy i wiele pisarek pisze o sobie i swoich doswiadczeniach, swojej rodzinie, tylko, że niektorzy/re nadają 'swoim' literackie konstrukcje po prostu.
    z pozdrowieniami,
    agness

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze raz podkreślę - nie oceniam osoby pani Ligockiej, nie kwestionuję dramatyzmu jej wojennych przeżyć. Krytykuję język i styl.

    Wspomniane przez Ciebie opowiadanie nosi tytuł "Altanka" i jest jednym z lepszych w tym zbiorze. Tylko jaka w tym zasługa autorki? Nie stworzyła przecież tej króciutkiej fabuły, napisało ją życie. A czy potrafisz wskazać choć jedno zawarte w nim oryginalne zdanie, myśl czy choćby metaforę? Bo ja nie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, rozumiem, ze to nie krytyka autorki.
    Ale styl moim zdaniem jest prosty,ale na poziomie. Nie umialabym wskazac 'jedenego zdania', ale rozumiem, ze chodzi Ci o istote genialnej mysli, ktorej chyba rzeczywiscie tu nie ma. Uwazam, ze opowiadanie jest dobre. Dobre bo porusza, zlosci, smuci - a wiec dziala. To jedno z zadan literatury przeciez. Historia jest sprawnie opowiedziana i pod takim katem jezyk zostal dobrze wykorzystany.
    Chyba najblizsze tego, co autorka chciala powiedziec, jest zakonczenie - ze ciotka Amelia i tak miala szczescie.Bo nawet jej niewyobrazalne nieszczescie i tragedia osobista byla 'niczym' w porownaniu z tym, co stalo sie pozniej, kiedy przyszla wojna. trudno to zozumiec, komus kto tragedie przezywa, bo jest ona dla niego najwieksza i najbardziej dojmujaca. ale wojna dla Zydow stala sie wlasnie taka zwielokrotniona tragedia. coz w tym oryginalnego? moze i nic. ja mimo wszystko polecam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiesz, że nie krytykuję osoby autorki, więc zrozum też, proszę, że nie umniejszam jej osobistej tragedii ani też nie twierdzę, że opowiedziała o nie wystarczająco dramatycznych czy "oryginalnych" ludzkich losach. Uważam po prostu, że można to było zrobić dużo lepiej. Poza tym, jak pisałam w powyższym poście, opowiadania z czasów przedwojennych i wojennych podobały mi się bardziej, niż te późniejsze, właśnie ze względu na temat.

    Czytałam ostatnio kilka naprawdę dobrych książek (o "Zamkniętych drzwiach" Magdy Szabó wkrótce napiszę) i muszę stwierdzić, że proza pani Ligockiej nie wytrzymuje z nimi porównania.

    Każda i każdy z nas ma jednak swoje indywidualne upodobania literackie. Gdybyśmy się zawsze zgadzali, to byłoby zbyt nudno:)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Dziewczynka" bardzo mi się podobała, ale opowiadanie Ligockiej wydały mi się słabe. Minęło kilka lat od ich lektury i nic z nich nie pamiętam;(

    OdpowiedzUsuń
  9. Więc jednak ktoś podziela moje zdanie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię książki Ligockiej. Moim zdaniem autorka przekazuje w nich wiele wartościowych spostrzeżeń dotyczących rzeczywistości. Zawsze udaje mi się wyciągnąć z nich coś dobrego i pozytywnego. Prostota stylu sprawia, że felietony są zrozumiałe dla każdego.

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).