Impresje

piątek, 18 stycznia 2019

Kobieta w literaturze LXI

Źródło cytatu: "Kobiecy świat w czasach Augusta II. Studia nad mentalnością kobiet z kręgów szlacheckich" Bożeny Popiołek, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie 2018

   Leczenie większości chorób polegało na puszczaniu krwi, stosowaniu środków przeczyszczających (purgensu), przykładaniu rozmaitych plastrów, maści, pijawek, piciu wód egerskich oraz kąpielach w wodzie źródlanej i wiślanej. Popularne było zażywanie wódek ziołowych - gdańskiej, paulińskiej, cynamonowej i "żywiącej", nalewek, w których rozpuszczano złoto lub minerały, syropów i innych mikstur. Receptury leków skrzętnie przechowywano w rodzinnych sylwach i notatkach, przekazywano z wielką pieczołowitością z matki na córkę lub trzymano w ścisłej tajemnicy. (...) Prawie każda kobieta posiadała w domu własny "zestaw aptekarski" - rozmaite naczynia, alembiki, wazki, tłuczki, proszki i zioła, co potwierdzają inwentarze i testamenty. Ważną rolę w leczeniu i zapobieganiu niektórym chorobom - głównie przeziębieniom i niestrawności - pełniły obficie stosowane przyprawy, zwłaszcza pieprz, imbir, majeranek, laur, czarny bez.
   Stosowane kuracje w większości budzą dziś jednak przerażenie. Środki napotne i przeczyszczające podawano nawet położnicom, aplikując im przy okazji pijawki lub puszczanie krwi. Zabiegowi temu poddawały się raz do roku - zwykle wiosną - nawet zakonnice, gdyż miał on służyć oczyszczeniu krwi, usunięciu "waporów" i nieczystych myśli. Puszczanie krwi mogło poprawiać samopoczucie, obniżyć gorączkę i wysokie ciśnienie, ale stosowane zbyt często osłabiało i wycieńczało organizm, prowadziło do anemii i braku odporności. Kiedy Konstancja Mniszchowa, marszałkowa wielka koronna, martwiła się o zdrowie przyjaciółki, Anna Myszkowska pocieszała ją, że nie może "szkodliwie chorować", bo po połogu "krew wyczyszczona, nie będzie miała co wyrzucać, a do tego wiem, że lekarstwo purgujące musiała brać i to [...] jest prezerwatywą zdrowia i urody JMci". Przy tak niskim poziomie medycyny każda, nawet najbardziej niewiarygodna, rada wydawała się zbawienna i rodziła nadzieję przyniesienia ulgi w cierpieniu. Trudno się więc dziwić, że nawet światłe kobiety wierzyły w gusła i cudowne ozdrowienia. Teofila Lubomirska, marszałkowa nadworna koronna, polecała przyjaciółce Annie Katarzynie Radziwiłłowej, która po porodzie miała poważne kłopoty z cerą, by zachowała pępowinę, "to jej nie zepsuje twarzy, [gdyż] zwyczajna to jest przy połogach afekcyja, która choć osypie, nie miewa takiej wirulencyi". Zalecane kuracje przypominały bardziej wstrząsające opisy barbarzyńskich tortur, niż mające przynieść ulgę leczenie. Opis leczenia, jaki przepisano Zofii Sieniawskiej, kasztelance krakowskiej, budzi dzisiaj zdumienie. Nieszczęsnej dziewczyny omal nie pozbawiono życia. Jakaś "uczona białogłowa" - Borgoltowa, w towarzystwie lekarza Jakuba Thwila, zaaplikowała jej kolejno środki przeczyszczające, gorące kąpiele i trzydzieści pijawek. Zupełnie wyczerpaną dziewczynę ledwie docucono i na wyraźne żądanie matki przerwano kurację.
   Wysoko ceniono "plastry majeranowe", które stosowano na przeziębienia, bóle głowy i gorączkę popołogową. Zalecano też dietę jarzynową, picie umiarkowanych ilości dobrego wina, a nawet dbałość o higienę psychiczną. W cierpieniach  psychicznych, nerwicach i melancholii zalecano odpoczynek na świeżym powietrzu, kąpiele rzeczne, przejażdżki i spacery. (...)
   Kobiety często zapadały na gorączki o nieustalonym pochodzeniu, bóle głowy i zębów, bóle reumatyczne. Dokuczały im stłuczenia i złamania oraz typowo kobiece przypadłości - dolegliwości menstruacyjne, poronienia i komplikacje poporodowe. W korespondencji znajdujemy mnóstwo informacji na temat chorób kobiecych, o których panie pisały bez pruderii i skrępowania. Karolina z Radziwiłłów Sapieżyna zawiadomiła matkę, że chętnie przyjechałaby do Grodna, gdyby "nie czasy moje, które mi przyszli na czwartek w pięć niedziel tak, jak zwyczajnie miewałam". Czas menstruacji uważały za szczególny, pozostawały zwykle w domu i przerywały nawet zalecone kuracje. Nie wydaje się jednak, by uważały go za jakieś tabu. Elżbieta Sieniawska zwierzała się mężowi - "ja likarstwa do wczoraj brałam, trzeba ich było purgensem zakończyć, ale co inszego przeszkodziło, co się nie godzi brać w tym [terminie], jednak jako się zakończą przepurguję się". Jako zabezpieczenia używały w tym czasie prawdopodobnie szarpi i chust płóciennych, które stanowiły podstawowe wyposażenie każdej panny idącej za mąż. Stosy białych chust wyliczały inwentarze nawet ubogich mieszczanek i zakonnic. [str. 183-185]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).