Impresje

środa, 15 listopada 2017

Kobieta w literaturze XLVI

Źródło cytatu: "Dziennik 1954" Leopolda Tyrmanda, Wydawnictwo MG, str. 150-151

   O szóstej przyszła Bogna. Coś mi się wymyka, jakaś przewaga, będąca dotąd podstawą stosunku. Świadomie czy nie, Bogna wymanipulowała nową współzależność, w której mój nienaruszalny dotąd autorytet i niczym nie skrępowana wszechwładza są coraz usilniej regulowane przez okoliczności. Jest to dziwny stan, w którym nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie, Bogny głupota i niezręczność, brak taktu, złośliwość stają się jakby wykalkulowaną intencją, starannie opracowanym  zamierzeniem mającym na celu wmanewrowanie mnie w coś, czego wcale nie chcę.
   Ostatecznie - idziemy na bal. Bogna wymogła na mnie przekonanie, że jak nie pójdziemy, to będzie to jej krzywda. Zupełna bzdura i terror psychiczny, ale efektywny. Byłoby zbyt pochlebne posądzać ją o wyrozumowaną intrygę, lecz co za różnica - instynkt czy chytrość, czuję się jak ubezwłasnowolniony. Mieliśmy dziwną rozmowę. Powiedziałem Bognie, że nie chcę się publicznie pokazywać, że przy swej przeogromnej bezmyślności musi pojąć, iż bywanie na balach i dancingach z kimś w jej wieku w mojej obecnej sytuacji jest źródłem różnych obrzydłych, a nawet niebezpiecznych dwuznaczności, nie mówiąc już o tym, jak rażą mnie jej impertynencje, egoizm i kaprysy. Bogna rzekła: "Przecież ja ciebie kocham. Czyż inaczej przychodziłabym tutaj i wysłuchiwała tego, co mówisz?" Powiedziałem: "Czyli jest to takie kochanie więcej uciążliwe. I dla mnie, i dla ciebie. Oświadczam ci, Bogusiu, koniec się zbliża i bądźmy gotowi jak przykładni harcerze". Na to Bogna ze swoim uśmieszkiem scyniczałego podlotka, za którym kryje się kobieta: "Oświadczyłeś to ze dwadzieścia razy. I co? Ja zaś nigdy niczego takiego nie powiedziałam..." Nie dokończyła, może nawet nie miała na myśli żadnego ultimatum, ale trafiła w samą bolesno-cierpką dziesiątkę męskiej samowiedzy, w samą pachwinę męskiej pseudosiły. Ona, gdy raz oświadczy, będzie to wyrok bez apelacji rozumu, sumienia, litości, splątanych uczuć, winy i kary. Na razie ujawniła kobiecość w antycypacji swej potęgi - żelazną siłę ameb poniżających się przez egzystencję wektorami sobie tylko znanych uporów i zatrzaśnięć świadomości, są to nie znane mężczyznom moce odgryzania pępowin; jeszcze wczoraj nabrzmiałe wrażliwością włókna złącz z najważniejszym, a dziś już tylko strzępy rozkładającej się jak zeschła śluzówka materii. Na to, na co tak trudno zdobyć się dojrzałemu mężczyźnie, niedojrzały zadatek na kobietę zdobywa się z przerażającą oczywistością, w najdogodniejszym dla siebie momencie, rzecz jasna, który z nieomylnym instynktem potrafi wyczuć i wybrać. Na czymże innym miłość polega, jak nie na umiejętności zadania kończącego ciosu w najwłaściwszej chwili? Cóż innego stanowiłoby o jej zasadzkach, zagadkach i hazardzie? Była u mnie kilka dni temu Danka De Rosis, ten docent pożytecznie zhumanizowanego kurewstwa; ma kłopoty z jakimś ze swych aktualnych dobiegaczy. Powiedziała: "Sama jestem sobie winna. Trza było kopnąć raz i drugi, kiedy latał po kwiaty po każdym numerze, to by teraz tak nie skakał jak skacze". W tym pięknym zdaniu jest filozoficzna enuncjacja do szerokiego upowszechnienia: kto pierwszy zaprawi pałą w łeb, ten wychodzi zwycięsko z każdej sytuacji skonstruowanej przez życie i gruczoły. Wiedział o tym człowiek jaskiniowy - po drodze do dzisiaj zagubili tę wiedzę mężczyźni, zaś kobiety pamiętają, może podświadomie, może czasami zapominają, ale tylko na chwilę.
   Bogna powiedziała jeszcze: "Jeśli zdajesz sobie tak wyraźnie sprawę, że koniec tuż-tuż, to dlaczego nie zakrzątniesz się za czymś nowym?" To był jej błąd, wentylacja podejrzeń, dziecięca przebiegłość. Bogna kona z ciekawości, czy ja coś z kimś na boku i przeciw niej, ta ciekawość żywi zazdrość i bezradność, które znów bezustannie wracają jako pożywka ciekawości. Nie powiedziałem nic. Bogna czekała. Ja nic, twarde milczenie. I Bogna: "Przypomnę ci kiedyś tę rozmowę..."
   Wiem o tym. I trochę się tego boję. Być może, będzie to chwila, w której poczuję się od Bogny słabszy.
Tyrmand na prywatce u Andrzeja Trzaskowskiego (źródło)
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).