Impresje

środa, 23 listopada 2016

ROZDARTA ZASŁONA

Tytuł: Rozdarta zasłona
Pierwsze wydanie: 2016
Autorka: Maryla Szymiczkowa (czyli Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński)

Wydawnictwo: Znak
Seria: drugie śledztwo profesorowej Szczupaczyńskiej
ISBN: 978-83-240-3687-5
Stron: 316



"Tajemnica Domu Helclów" spodobała mi się do tego stopnia, że kontynuację kupiłam natychmiast po premierze i od razu zabrałam się za czytanie. Towarzyszyła temu obawa, czy panowie dali radę - wszak z sequelami bywa różnie (przykład: wyjątkowo spodobał mi się pierwszy sezon "True Detective", ale już przez drugi nie przebrnęłam).

Po pierwszej lekturze nie byłam do końca przekonana, ale też przyznaję, że skupiałam się wtedy przede wszystkim na rozwiązaniu zagadki "kto zabił", a ten wątek rozwijał się dość powoli, z przerwami i w kilku kierunkach. W tych przerwach znalazłam to, co w krakowskim kryminale retro być musi: miasto w nieco mroczniejszej, choć nadal intensywnie dziewiętnastowiecznej odsłonie, którą bardziej doceniłam, kiedy kilka dni temu ponownie sięgnęłam po "Rozdartą zasłonę".

Tym razem Zofia Szczupaczyńska prowadzi śledztwo zakrojone na zdecydowanie szerszą skalę, którego wątki sięgają nawet do Ameryki Południowej i zmuszają ją do wizyty w miejscach równie  towarzysko i mentalnie odległych (Podgórze, Biblioteka Jagiellońska, "gorsza" strona Plant, gabinet seksuologa, a nawet - o zgrozo! - redakcja "Naprzodu"; ludzie z jej sfery mieli o socjalistach jak najgorsze zdanie). W poprzednim tomie profesorowa obracała się wśród zakonnic i hrabin, a w kontynuacji - wręcz przeciwnie, bo tropy prowadzą do domów rozpusty i handlarzy żywym towarem. Nasza bohaterka jest jednak naprawdę zdeterminowana i gotowa do wielkich poświęceń, bo ofiarą zbrodniarzy padła jej osobista kucharka Karolcia: zbałamucono ją tuż przed Wielkanocą, zamordowano zaraz po świętach.

Autorom udało się bardzo zgrabnie połączyć tematy poważne i błahe, sceny dramatyczne (wyznanie Mańki, relacja doktora Brodzkiego, desperacja matki Karolci) i komiczne (supliki pana Branda, "przypadkowe" spotkania profesorowej ze śledczymi, udawanie przez Szczupaczyńską emancypantki przed Daszyńskim). Nawiasem mówiąc w postaci Branda ("Hioba sutenerstwa krakowskiego") jest chyba coś z sienkiewiczowskiego Sanderusa, Kiemlicza albo Chilona.

W "Rozdartej zasłonie" widzę materiał na naprawdę fajny kilkuodcinkowy serial, o ile panowie Dehnel i Tarczyński osobiście napisaliby scenariusz (i jeśli zrealizowałoby go BBC:)). Już sam prolog wydaje mi się bardzo "filmowy": kwietniowy poranek, trup młodej kobiety na brzegu Wisły, w tle Wawel i neogotycka Willa Rożnowskich. Tylko czy znalazłaby się aktorka, która potrafiłaby wiarygodnie oddać całą gamę uczuć, jakie są udziałem Zofii Szczupaczyńskiej?

W "Tajemnicy Domu Helclów" profesorowa była przykładną krakowską mieszczką, której ostentacyjna działalność charytatywna i zabiegi o awans zawodowy męża przestawały powoli wystarczać. Tropiła mordercę, żeby sprawiedliwości stało się zadość, ale robiła to też dla własnej osobistej satysfakcji. Odniosła sukces tam, gdzie mężczyźni zawiedli, ale uważała to raczej za wyjątek niż regułę.

Wydarzenia opisane w "Rozdartej zasłonie" sprawiły, że z osoby, która na emancypantki patrzyła z wyższością, jeśli nie lekką pogardą, zaczęła przeistaczać się w kobietę świadomą swojej wartości, dostrzegającą absurdalność podziału ról w wiktoriańskim czy też franciszkańsko-józefińskim społeczeństwie, w którym profesorowie medycyny (w tym jej własny mąż!) uważali, że istnieje prosta zależność między wykształceniem kobiety a jej płodnością (takie poglądy były zresztą wówczas powszechne nie tylko w arcykonserwatywnym Krakowie).

Profesorowa przestała uważać to miasto za raj na ziemi, kiedy osobiście zetknęła się z tymi, dla których okazał się piekłem. Straciła zaufanie do instytucji, których przedstawiciele prześladowali tych, których mieli chronić, i do samego Najjaśniejszego Pana, który takich urzędników hojnie nagradzał orderami. Zofia Szczupaczyńska przejrzała na oczy koło czterdziestki.
Czy to możliwe, żeby w Krakowie, mieście dostojnych profesorów, wspaniałych fundacji, niezliczonych kościołów i klasztorów, nabożnych procesji z relikwiami świętego patrona, kryło się tyle plugastwa? Miasto odkrywało przed nią teraz zupełnie inne oblicze: ciemne, brutalne, niezrozumiałe. [str. 193]
À propos Najjaśniejszego Pana. Dużo się ostatnio mówi o zbliżającej się wielkimi krokami setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Jeśli Ignacy Szczupaczyński dotrwa do 1918 roku (a ma na to szanse przy tak troskliwej żonie), to nie wiem, czy ten wielbiciel monarchii austro-węgierskiej ucieszy się z utworzenia nowego państwa. Przy takich okazjach zapomina się u nas, że pewne bardzo liczne grupy społeczne (np. chłopi) zdecydowanie więcej zawdzięczają obcym rządom niż tym rdzennie polskim. 

"Rozdarta zasłona" obfituje w różne krakowskie smaczki, a ja jako przyszywana krakowianka zapewne nie wyłapię wszystkich. Co mnie zdziwiło? To, że Kazimiera Bujwidowa nie ma w Krakowie ulicy swojego imienia (jej mąż i owszem, zresztą zasłużenie). I fakt, że rodzina Pareńskich, w którą wżenił się Tadeusz Boy-Żeleński, była aż tak zamożna (dzisiaj niektórych lekarzy również stać na pałace). 

Powieść bardzo polecam i czekam na kolejne śledztwo profesorowej.


***

A poza tym uważam, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca i z 11 sierpnia 2016 roku powinny zostać opublikowane.


2 komentarze:

  1. O, tak, tak, serial mógłby wyjść wspaniale! Ja poproszę ;)
    Bardzo lubię tę serię - właśnie nawet nie dla zagadek kryminalnych, ale dla tła społeczno-obyczajowego, dla tej otoczki retro, dla historycznych i krakowskich smaczków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zrobiony serial mógłby być świetną reklamą dla miasta - jak "Ojciec Mateusz" dla Sandomierza, przy zachowaniu wszelkich proporcji:).

      Ja też lubię to tło, zwłaszcza że jako nierodowita krakowianka dowiaduję się z tych książek wielu ciekawych rzeczy, np. kim byli patroni niektórych ulic:).

      A właśnie: dziś autorzy opowiadali o "Rozdartej zasłonie" w TOK FM.

      Usuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).