Impresje

czwartek, 8 stycznia 2015

Kobieta w literaturze XXIV

Źródło cytatu: "Wyprawa w Dwudziestolecie" Miłosza, który cytuje tekst Janiny Orynżyny pt. "Podziwiamy i kupujemy" zamieszczony w "Przewodniku literackim po stolicy", ZZLP, Warszawa 1937

   Tradycyjna płochość Warszawy wyraża się najbardziej w zamiłowaniu do strojów. Trudno spamiętać, jacy to dawni kronikarze nazwali ją dla szyku i elegancji Paryżem Północy.
   Pesymiści twierdzą, że każda warszawianka stroi się więcej niż może i więcej niż trzeba. To znaczy więcej, niż pozwala na to jej kieszeń i dana okoliczność. W bogatszym od Warszawy Paryżu, lubiącym oszczędzać, nie widzi się tylu futer i lisów wśród niezamożnej publiczności, co u naszych syren. A jakże strojna już od samego rana jest Warszawa wiosną - niczym na wielkim przyjęciu. Jeszcze jedna cecha płochości syreniej - to niezwykłe tempo mód, zawrotniejsze bodaj niż w sercu światowej mody. Przypisać to należy niebywałej w tych rzeczach solidarności warszawianek, które podchwytują ostatni krzyk mody gremialnie i solidarnie, nie indywidualizując jej po swojemu. Dzięki temu modele szybciej się opatrują i Warszawa je porzuca prędzej aniżeli ogniska mody światowej, gdy zawędrują już na Pawią, Gęsią, Dziką i Smoczą*... Stąd liczne wyprzedaże - raj przyjezdnych, którzy nie ulegają tak masowym i nierozsądnym sugestiom. Jeśli jednak zważymy, że ta płochość syreny żywi legiony krawców, krawcowych, modystek, szewców itp., uznamy ją raczej za wielką cnotę obywatelską w czasach bezrobocia.
(źródło)
   Można wymienić trzy ulice ze sklepami wyłącznie poświęconymi kapeluszom, a cóż dopiero mówić o magazynach w śródmieściu i wytwornych, zakonspirowanych salonach. Widocznie warszawianki pierwej wpadły na zasadę, którą niedawno odkryli psychologowie, że nic tak nie rozchmurza czoła, jak nowy kapelusz.
   W myśl tej zasady, wyrażonej wprawdzie nieco inaczej, nauka wprowadza nawet do szpitali psychiatrycznych gabinety kosmetyczne, krawców i modystki, którzy szminką i magią igły wydobywają kobiety z ciężkiej depresji.
   Nic więc dziwnego, że i turystki z wszystkich zakątków Polski, zaśniedziałe w codziennych troskach i szarzyźnie powszedniości, przyjeżdżają do Warszawy, aby się przepoczwarzyć w syreny o szyku warszawskim. Kto nie wywozi gotowych sukien i kostiumów, to przynajmniej pociesza się kapeluszem, torebką, pantoflami lub choćby szalikiem, czymś wiejącym beztroską Warszawy. [str. 308-309]

* Ulice w dzielnicy żydowskiej (przyp. Cz. Miłosz)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).