Impresje

wtorek, 11 marca 2014

Kobieta w literaturze XX

Źródło cytatu: "W obronie czci niewieściej. Szkice z dziejów kultury prawnej" Stanisława Grodziskiego, Wydawnictwo Bohdan Grell i córka, s.c.


 "Działo się w Rzędzinie w sądzie prawa rugowego przy gromadzie dnia trzeciego miesiąca kwietnia, roku pańskiego tysiącznego siedemsetnego pięćdziesiątego szóstego. Przed sądem niniejszego rugowego prawa pracowity Kazimierz Galus z Wawrzyńcem Galusem, synem swym, i żoną jego, osobiście stanąwszy, uskarżają się na Agatę Mardakównę, także osobiście z ojcem swym stawającą, że taż oskarżona tegoż Wawrzyńca krostami obsypała i z tej przyczyny chorował ciężko przez siedem niedzieli". Jest to więc sprawa o czary, a taki zarzut, jeśli został udowodniony (a o to było wówczas łatwo), mógł się zakończyć nawet wyrokiem śmierci. (...)
   "Po której chorobie wzmagając się, gdy był u gospodyni księdza ze Skrzyszowa, lekarki znajomej i doświadczonej w okolicy Tarnowa, taż księża gospodyni powiedziała, że to podczas wesela u Janory w Rzędzinie w piciu mu zadała..." Dalej okazało się, że Agata "życzeła sobie mieć za męża tegoż Wawrzyńca i onego publicznie namawiała, krów dwie i wołów parę w wiano od ojca swego jemu obiecowała". (...)
  "Nadto tenże Wawrzyniec zeznał, że raz upiwszy się w mieście i przyszedłszy do karczmy rzędzińskiej lepiej sobie poprawić, gdy noc nastąpiła, wyszedł z karczmy i, padłszy na trawniku, usnył. A w tym taż Mardakówna oskarżona, z drugą dziewką z karczmy ku domowi przechodząc i onego leżącego nie widząc, mówiła do swej kompanki te słowa: ten Wawrzyniec Galus mnie nie chce za żonę, ale jak on się ożeni z inną, niedługo będzie żył! Których on, pijany leżąc i śpiąc na trawniku, nie widział, tylko te słowa słysząc, po głosie i mowie poznał, że to taż Agata oskarżona mówiła, a drugiej dziewki, która z nią była, nie wie..."
   Wystarczyło samego oskarżenia, aby uruchomić groźny aparat "świętej sprawiedliwości". Podstarości dworski zakuł Agatę w kłodzie, biedna dziewczyna spędziła dwa dni i dwie noce z uwięzionymi w drzewie dłońmi i stopami. Kłoda bądź kuna była zasadniczo karą, ale stosowano ją często jako środek zapobiegawczy, służący temu, by osoba obwiniona nie zbiegła z obawy przed czekającym ją wyrokiem; była to zarazem tortura fizyczna i moralna, bo uwięziony w kłodzie budził miejscową sensację i każdy mógł się z niego bezkarnie naigrawać.
   Doszło zatem do sądu rugowego. Ława uważnie słuchała zarzutów oskarżyciela, a kiedy powiedział, iż obwiniona obsypała go krostami, ława nakazała mu je zaprezentować. Może była to znana wszystkim, groźna, często śmiertelna ospa? "Których on na sobie nie miał, ale czyste i białe ciało, i sam na twarzy był dobrej cery. Z czego się ekskuzował, że to tylko na nowiu te krosty się na nim pokazują".
Przesłuchano więc oskarżyciela, dokonano oględzin (z negatywnym, jak się okazało, wynikiem), wreszcie oddano głos obwinionej. Dziewczyna twardo broniła się przed zarzutami uprawiania guseł i czarów, jedynie do namawiania sobie na męża owego Wawrzyńca, "lubo dla wstydu urodzonego i zwyczajnego pannom, z wielkim uporem, przecież przyznała się". Dowiodła natomiast, że krytycznego wieczoru nie mogła się wypowiedzieć o rychłej śmierci niedoszłego epuzera, gdyż nie było jej w tej karczmie i znajdowała się wtedy w innej wsi, gdzie była druhną na weselu. To od razu wyjaśniło sprawę, i dlatego na tym zakończono postępowania dowodowe.
   Wówczas sąd "nachylił się ku wyrokowi" i wyrok ten oparł na wcale zdrowym rozsądku. Nie wykluczając czarów jako takich - wszak licho nie śpi - ława odrzuciła dowody przytoczone przez oskarżyciela. "Naprzód uważając leżenie pijanego, że mu się te słowa tylko marzyć przez sen mogły [...], potym uważając, że krost na sobie nie miał (choć było to tuż po nowiu)..., wreszcie, że niepodobno, aby go sobie miała życzyć za męża, gdyby wiedziała, że zczarowany - oskarżoną Mardakównę z tej impostury tak szkaradnej oczyszcza i onej poczciwość panieństwa, dotąd się w niej zachowującego (według wszystkich publicznie zeznania) przysądza". Po czym ława nakazała obydwu oskarżycielom, ojcu i synowi Galusom, zarzut ich w czterech kątach izby sądowej głośno odwołać, obwinioną przeprosić, w kłodzie tyleż co i ona odsiedzieć, publicznie pokutę w kościele, krzyżem na posadzce leżąc, odbyć.
  Przypuszczamy, iż jej nie odbyli. Sądzimy natomiast, że - do końca nieprzejednani - udali się na piechotę z Tarnowa aż do Sławuty, by wnieść swoją apelację do samego pana marszałka Sanguszki. Ten pewnie zlecił rozważenie sprawy któremuś z oficjalistów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).