Impresje

środa, 16 grudnia 2009

ELŻBIETA I. WALKA O TRON

Tytuł: Elżbieta I. Walka o tron
Autor: David Starkey
Pierwsze wydanie: 2000

Wydawnictwo: Amber
Seria: Wielcy Historii
Rok: 2008
Stron: 343

Ocena: 4/5

Mało która dynastia królewska tak do dziś fascynuje jak Tudorowie. Na temat Henryka VIII czy jego córki Elżbiety I wciąż powstają nowe filmy, seriale i publikacje (profesjonalne i wręcz odwrotnie). I trudno się dziwić, bo czego nie ma w ich dziejach - silne i kontrowersyjne osobowości, bezwzględna walka o władzę i przedłużenie dynastii, zdrady, spiski, miłości i romanse, spory religijne, bunty i powstania, palenie na stosach, wojny i piraci. Może się wydawać, że tego wszystkiego nie brakuje i w dziejach innych panujących rodów, nie tylko europejskich. Wyjątkowość Tudorów polega chyba jednak na tym, że wszystko to jest świetnie udokumentowane, więc historycy opierają się głównie na faktach, choć i owszem, czasami różnie interpretowanych.

Ja nie jestem historykiem, a nawet uważam siebie za ignorantkę w tej dziedzinie - nigdy nie lubiłam się uczyć dat i naprawdę nie rozumiałam, do czego mi się może przydać np. znajomość nazw, dowódców i kierunków marszu polskich armii we wrześniu 1939 r., skoro nie zamierzałam zdawać matury z tego przedmiotu. Ale dzieje Tudorów nudne nie są, o czym przekonał mnie film "Elizabeth: The Virgin Queen" w reżyserii Shekhara Kapura oraz serial "The Tudors" (dotychczas 3 sezony). Chciałam dowiedzieć się jak to było naprawdę (wiadomo - w filmach zawsze koloryzują), więc zaopatrzyłam się w kilka książek na ten temat.

"Elżbieta I. Walka o tron" jest czwartą biografią tej królowej, jaką przeczytałam i drugą książką Davida Starkeya, którą kupiłam (pierwsza to "Sześć żon Henryka VIII"). Może kiedyś napiszę jakąś zbiorczą recenzję porównawczą biografii Tudorów (już bez takiego długiego wstępu), ale dziś skupię się na tej najnowszej pozycji.

Przede wszystkim, w odróżnieniu od większości biografii dostępnych na polskim rynku, ta dotyczy w dużej mierze dzieciństwa, młodości i początków dorosłości Elżbiety I Tudor, które były decydujące w "walce o tron". Była księżniczką i gdyby jej matka, Anna Boleyn, urodziła Henrykowi jeszcze syna, ją wydano by pewnie za mąż za jakiegoś zagranicznego księcia i nikt nie pisałby o niej książek. Tak się jednak nie stało - jej matkę ścięto jako zdrajczynię i cudzołożnicę, kiedy Elżbieta miała 3 lata, a ojciec żenił się jeszcze potem cztery razy. Kolejne żony z mniejszymi lub większymi sukcesami próbowały scalić tę rodzinę, a trzecia urodziła królowi upragnionego syna, Edwarda.

Zgodnie z wolą Henryka VIII jego następcą był właśnie Edward (najmłodszy, ale chłopiec; protestant), potem najstarsza z tej trójki rodzeństwa Maria (katoliczka), a Elżbieta (protestantka) była dopiero trzecia w kolejności. Gdyby i Elżbieta zmarła bezpotomnie, tron dziedziczyć mieli potomkowie młodszej siostry Henryka, Marii. Ponieważ Edward VI zmarł w młodym wieku i nie miał dzieci korona trafiła (choć nie bez problemów) do Marii. Maria robiła wszystko, żeby Anglia wróciła na łono kościoła katolickiego (zapłonęły stosy), a ponadto wyszła za mąż za hiszpańskiego księcia Filipa, co bardzo nie spodobało się społeczeństwu. Ale chyba największy sprzeciw budziły próby zwrócenia kościołowi zagrabionych niedawno majątków - wiele osób wzbogaciło się na grabieży kościołów i klasztorów i nikt nie chciał teraz tego zwracać. Stąd mnożyły się spiski przeciw niej, a w co najmniej dwóch można domyślać się udziału Elżbiety (powstanie Wyatta i spisek Dudleya i Ashtona). W związku z tym księżniczka była wielokrotnie przesłuchiwana, raz osadzono ją w Tower, miesiącami trzymano pod strażą w jakimś pałacu - jej życie wisiało na włosku i o mało nie podzieliła losu swej kuzynki Jane Grey albo swojej matki.

W zależności od woli i planów aktualnego władcy traktowano ją raz z najwyższymi honorami, a raz w ogóle nie przyjmowano na dworze. Edward, który tak ją podobno kochał, chciał wykluczyć i ją i Marię z sukcesji*, Maria i Filip próbowali zmusić ją do przejścia na katolicyzm i poślubienia proponowanego przez nich kandydata. Nie miała dziewczyna łatwego życia, więc trudno się dziwić, że później, jako królowa, próbowała to sobie zrekompensować. Książka kończy się wkrótce po koronacji Elżbiety i początkach reformy religijnej.


Wszystkie te wydarzenia są opisane również w klasycznych pozycjach J.E. Neale'a i Stanisława Grzybowskiego, ale okresowi przed wstąpieniem Elżbiety na tron poświęconych jest tam kilkadziesiąt lub wręcz kilkanaście stron, przy czym część z nich i tak traktuje o jej rodzicach i rodzeństwie.
David Starkey korzystał z bogatej bibliografii, cytuje niekiedy oryginalne dokumenty, przytacza sporo ciekawostek. Książkę czyta się naprawdę dobrze (podobnie jak "Sześć żon"), choć pewnie osobom, które od niej rozpoczną poznawanie historii Tudorów mogą się trochę mylić osoby, ale tak jest zawsze na początku. Ja też kiedyś nie rozróżniałam tych wszystkich Marii czy Dudley'ów.

Gdyby ktoś z Krakowa był zainteresowany tą książką, to można ją kupić za połowę ceny z okładki (czyli za 24 zł) w Taniej Książce przy ul. Brackiej lub Grodzkiej. Tam można się też zaopatrzyć w biografię Elżbiety I autorstwa J.E. Neale'a - ale nie sprawdzałam po ile (ja mam stare wydanie, kupione na allegro za kilka złotych - treść jest przecież ta sama) oraz w "Ostatnie lata Henryka VIII" Roberta Hutchinsona, również wydaną w serii Wielcy Historii.Wszystkie te książki są całkiem ładnie wydane.


Reszta postu jest przeznaczona raczej dla osób, które coś tam na temat Tudorów wiedzą albo bardzo chcą się dowiedzieć- innych szczegóły mogą zanudzić:)

Z książki Starkeya dowiadujemy się zdecydowanie więcej o edukacji księżniczki, traktowaniu jej przez rodziców oraz Marię i Edwarda.
Po lekturze lepiej też zrozumiałam, co sprawiło, że w końcu zasiadła na tronie i dlaczego tak gładko poszło jej przejęcie władzy. We wspomnianym przeze mnie filmie "Elizabeth" młoda królowa wydawała się być raczej egzaltowaną marzycielką, a w polityce kompletną nowicjuszką, tymczasem tak naprawdę jeszcze przed śmiercią Marii William Cecil został doradcą Elżbiety, a następnego dnia po śmierci Marii ustalony był już skład Tajnej Rady i polityczne działania na najbliższy czas.
W nieco inny sposób autor przedstawił udział Elżbiety w spiskach przeciwko Marii. Nigdy nie przyznała się do uczestnictwa w tych przedsięwzięciach, ale udowodniono to jej służącym, więc można się domyślać, że tak całkiem niewinna to ona nie była.

*Dla osób, które czytały inne biografie Elżbiety zaskoczeniem może być rozdział 17. dotyczący testamentu Edwarda. Przeważnie w biografiach Elżbiety poświęca się temu dokumentowi kilka zdań, sugerujących, że młody umierający król stworzył go pod wpływem albo wręcz pod naciskiem Johna Dudleya, księcia Northumberland. David Starkey uważa jednak, że sam pomysł wyszedł od Edwarda. Nie chciał, żeby Maria odziedziczyła tron i zniweczyła wszystkie wprowadzone przez niego reformy religijne. Przypuszczał też, że Elżbieta, która "miała niezachwiane poczucie praw dynastycznych", nie zgodzi się na przejęcie władzy kosztem siostry. Poza tym obie był kobietami i według niektórych bękartami (w końcu i małżeństwo Henryka VIII z Katarzyną Aragońską, matką Marii, i z Anną Boleyn, matką Elżbiety, były unieważnione, aby król mógł się ponownie ożenić).
Zgodnie z wolą Henryka VIII, gdyby Edward, Maria i Elżbieta zmarli bezpotomnie, korona miała trafić do potomków jego siostry Marii. W "My device for the succession" Edward pominął przyrodnie siostry i za swoich następców uznał tylko męskich potomków swojej ciotki Marii (wspomnianej już młodszej siostry Henryka).
Z tym, że w momencie powstawania tego dokumentu (1553 r.) potomków tej płci nie było. Pierwszym mężem Marii był dużo od niej starszy król Francji Ludwik XII, który wkrótce po ślubie zmarł. Następnie Maria potajemnie poślubiła przyjaciela króla, Charlesa Brandona, księcia Suffolk. Mieli troje dzieci: Henry'ego, Frances i Eleanor; jedyny syn zmarł w młodym wieku.
Frances poślubiła Henry'ego Greya, markiza Dorset, a Eleanor - Henry'ego Clifforda, hrabiego Cumberland. Frances i Henry (od 1551 r. księżna i książę Suffolk) mieli 3 córki: Jane, Catherine i Mary. Jedynym żyjącym dzieckiem hrabiego i hrabiny Cumberland był również córka, Margaret. Generalnie - same kilkunastoletnie dziewczyny. Aby przyspieszyć produkcję męskich potomków dwie z nich wydano szybko za mąż w maju 1553 r. Jane Grey poślubiła Guildforda Dudleya (syna Northumberlanda), Catherine Grey - lorda Henry'ego Herberta, syna hrabiego Pembroke, a Margaret Clifford zaręczono z bratem Northumberlanda, Andrew Dudleyem. Jednocześnie córkę Northumberlanda, Catherine Dudley, wydano za potomka Plantagenetów, pochodzącego w prostej linii od Jerzego, księcia Clarence (który był raczej żałosną postacią, o czym można przeczytać np. w biografii Ryszarda III Paula M. Kendalla).
Według pierwszego projektu "My Device..." tron odziedziczyć miał męski potomek lady Frances Grey, gdyby takiego nie miała (a nie miała), następni w kolejce byli męscy potomkowie Jane, Catherine i Mary, a gdyby i one miały tylko córki, to korona miała trafić do pierwszego męskiego potomka którejkolwiek z tych córek. Szczęśliwa mama byłaby regentką do czasu osiągnięcia przez syna pełnoletności. A gdyby i córki córek córek Lady Frances nie miały synów, to dziedziczyć mieli męscy potomkowie Margaret. I tak dalej, dokument przewidywał jeszcze mnóstwo ewentualności. [D. Starkey trochę tu zamieszał, więc posiłkowałam się: tym, tym i tym - mam nadzieję, że dobrze to zrozumiałam]. Jak widać w tym pierwszym linku tuż przed śmiercią Edward wprowadził do tego dokumentu poprawki - zamienił "męskim potomkom lady Jane" na "Lady Jane i jej męskim potomkom". Mężem Jane był już wtedy Guildford Dudley, syn Northumberlanda, oboje byli bardzo młodzi i chyba niezbyt doświadczeni "politycznie", więc oczywiste jest, kto by wówczas rządził Anglią. W całej tej historii testamentu Edwarda pełno jest wszędzie Northumberlanda i jego rodziny, więc wcale się nie dziwię, że podejrzewano i podejrzewa się go nadal o autorstwo albo co najmniej współautorstwo (za wiedzą Edwarda lub nie) tego testamentu.
Ale samo spisanie swojej woli przez króla nie nadawało jej mocy prawnej. Porządek dziedziczenia korony w testamencie Henryka VIII opierał się na ustawie parlamentu, tylko następna ustawa mogła go zmienić [str. 118]. Był początek czerwca, parlament zwołano na wrzesień, ale było jasne, że Edward umrze znacznie wcześniej. Król wezwał sędziego generalnego i prawników, aby napisali jego testament "w formie dokumentu nadania praw, który legalizowałby postanowienia poprawionego Device" [str. 118]. Ci początkowo odmówili, ponieważ "próba zmiany porządku sukcesji z ominięciem parlamentu byłaby zdradą stanu", w końcu jednak się zgodzili. 21 czerwca "członkowie rady i inni dostojnicy kontrasygnowali dokument nadania praw" [str. 118], z czego potem musieli się ostro tłumaczyć przed Marią. 6 lipca Edward zmarł. O próbie osadzenia na tronie Jane Grey i jak się to skończyło można sobie poczytać już gdzie indziej:)

Inne ciekawostki:

Katarzyna Parr. W "Elżbiecie" D. Starkey zamieszcza trochę inną opinię o Katarzynie Parr niż w swoich późniejszych "Sześciu żonach", co zresztą sygnalizował we wstępie do tej drugiej książki, w której szerzej pisze o jej wykształceniu i poglądach religijnych.

Tower. W trakcie śledztwa w sprawie powstania Wyatta Elżbieta przez pewien czas była więziona w Tower (pamiętamy mroczne sceny z filmu Kapura). Według D. Starkeya, który powołuje się na "współczesnego autora dziennika z Tower", było to niemożliwe ze względu na niski poziom wody w rzece, a w rzeczywistości Elżbieta wysiadła na nabrzeżu, przeszła pod Bloody Tower, gdzie ujrzała szafot, na którym niedawno stracono lady Jane Grey, a do twierdzy dostała się przez Bramę Coldharbour. [str. 144]
Ponadto wcale nie wtrącono jej do obskurnego lochu, ale przydzielono jej cztery komnaty w pałacu wewnątrz twierdzy Tower i dwunastu służących.

Strój koronacyjny. Znane z obrazu płaszcz koronacyjny i suknię Elżbieta odziedziczyła po Marii. choć góra sukni została częściowo przerobiona, aby dopasować ją do sylwetki nowej królowej.


Cytaty pochodzą z omawianej książki. Zdjęcia z wymienionych wyżej filmów. Pierwsze zdjęcie przedstawia serialową Annę Boleyn w świetnym wykonaniu Natallie Dormer oraz Henryka VIII (całkiem niezły Jonathan Rhys Meyers), dwa pozostałe - Elżbietę z równie dobrą w tej roli Cate Blanchett.

3 komentarze:

  1. Przeoczyłem Twój komentarz na moim blogu, choć pojawił się chyba z pół roku temu. Bywam ułomny. Nie odniosę się do niego bo to tak, jakbym zjadł czekoladę, którą dostałem na urodziny 10 lat temu a dopiero teraz znalazłem ją w... kredensie.

    Twój blog wygląda tak profesjonalnie jakby była z niego jakaś forsa.

    Nie wiem co mogę jeszcze dodać... Rolling Stonesi się skończyli :).

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam Tudorow i ogolnie historie Anglii to taki moj bzik ale do tej pory przeczytalam raczej jakies starocie z biblioteki no i czeka na mnie biografia Neale'a wlasnie dzieki twojej notce odnotowalam sobie kilka tytulow :)

    OdpowiedzUsuń
  3. britpoper, akurat w komentowaniu nie wymagam wzajemności:) Ale dziękuję za wizytę. Nie osiągam żadnych finansowych korzyści w związku z tym blogiem, ale jak każda grafomanka - lubię czasami coś napisać; a ponieważ sama nie umiem nic wymyślić piszę o tym, co wymyślili już inni. Wtórnie:)

    papierowa latarnia, ja ograniczam się raczej do Tudorów i ewentualnie postaci z nimi powiązanych. No i wolę raczej książki, których autorzy są historykami niż fabularyzowane biografie.

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).