Impresje

sobota, 17 września 2016

CZAROWNICE Z SALEM

Tytuł: Czarownice z Salem (The Crucible)
Pierwsze wydanie: 1952
Autor: Arthur Miller
Tłumaczenie: Anna Bańkowska

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-7648-163-0
Stron: 287

Dramat Arthura Millera to w tej dosłownej warstwie opowieść o polowaniu na czarownice w Salem w stanie Massachusetts w 1692 roku, ale w chwili publikacji tego utworu wszyscy wiedzieli, że autor nawiązuje tak naprawdę do nieco bardziej bieżących wydarzeń, mianowicie do polowania na komunistów na początku lat pięćdziesiątych, na czele którego stał amerykański senator Joseph McCarthy.

Miller prawdopodobnie nigdy nie był formalnie członkiem Partii Komunistycznej, ale w latach trzydziestych co najmniej sprzyjał tej organizacji, natomiast jego przyjaciel i współpracownik, Elia Kazan, rzeczywiście wtedy do niej przez półtora roku należał. Co więcej, przesłuchiwany przez senacką komisję w 1952 roku reżyser ujawnił nazwiska osób współtworzących Group Theatre, które przed wojną również były członkami Partii Komunistycznej.

Miller (zresztą nie tylko on) zerwał znajomość z Kazanem na wiele lat. Wkrótce potem zaczął pisać "The Crucible" ("Tygiel", co przetłumaczono u nas jako "Czarownice z Salem"), a premiera sztuki odbyła się w styczniu 1953 roku. Jeden z głównych bohaterów, John Proctor, stoi przed wyborem: jeśli przyzna się do uprawiania czarów, zachowa życie, ale wskutek tego kłamstwa straci szacunek do samego siebie i szacunek swojej żony (choć może nie jej miłość) i uprawdopodobni w oczach lokalnej społeczności winę pozostałych oskarżonych; jeśli natomiast nadal będzie utrzymywał, że jest niewinny, zostanie powieszony, co prawda razem z ludźmi powszechnie szanowanymi i uczciwymi. Być może właśnie tak Miller postrzegał dylemat Kazana. Sam również był przesłuchiwany w 1956 roku i nie podał żadnych nazwisk. (Kryształowy człowiek, mogłoby się wydawać, ale z drugiej strony przez lata ukrywał, że ma syna z zespołem Downa, i prawie nigdy się z nim nie spotykał - chłopiec długo przebywał w specjalnym ośrodku).

Wydarzenia w Salem można chyba również postrzegać jako bunt młodych dziewczyn przeciwko hierarchii społecznej, w której nic nie znaczyły i musiały być bezwzględnie posłuszne rodzicom, pastorowi, pracodawcom, jeśli u kogoś służyły, a w przyszłości - mężowi. Ich życie sprowadzało się do ciężkiej pracy i modlitwy, nie miały żadnych rozrywek i ciągle straszono je piekłem. Dopiero jako "opętane" wreszcie znalazły się w centrum uwagi, decydowały o życiu i śmierci innych ludzi, patrzono na nie z szacunkiem i ze strachem. Doszło do tragedii, bo dorośli potraktowali wygłup grupy dziewczyn jako okazję do załatwienia swoich prywatnych porachunków.  

Miller piętnuje w swoim dramacie bezduszność i bezwzględność sędziów i kapłanów, którzy bardziej cenią swój autorytet i swoją karierę (a także majątek) niż sprawiedliwość i prawdę. (Wyjątkiem  - dopiero pod koniec - okazał się Hale, ale cóż, on zdaje się ostatecznie zwariował, może dlatego, że próbował jakoś pogodzić ze sobą swoją wiarę, szacunek dla prawa, realizm i świadomość ludzkiej natury, co oczywiście okazało się zupełnie niemożliwe).

Kapłani i sędziowie rządzili Salem za pomocą religii i strachu: strach (przed piekłem, Indianami, niepogodą) jednoczył ludzi, a nakazy religii utrzymywały ich w odpowiednich karbach. Te metody były wówczas wyjątkowo skuteczne, bo lokalna społeczność składała się z osób niewykształconych i zabobonnych, wśród których nawet czytanie książek (poza Biblią) uchodziło za bardzo podejrzane.
Ale musicie zrozumieć, że albo się ten sąd wspiera, albo przeciw niemu występuje. Pośredniej drogi nie ma. Te czasy wymagają od nas ostrości widzenia i precyzji; nie żyjemy już w mroku wieczoru, gdzie zło miesza się z dobrem. Teraz z Bożej łaski słońce stoi wysoko i ci, którzy nie boją się światła, na pewno będą się nim cieszyć. [str. 177]
Sędzia Danforth próbował podzielić mieszkańców Salem na lepszy i gorszy sort - ta metoda popularna jest również dziś. Ludzie w końcu na jakiś czas odzyskali rozsądek, ale dla niektórych było już wtedy za późno.

Niestety, sztuka sprzed sześćdziesięciu lat opisująca wydarzenia sprzed ponad trzystu lat ciągle pozostaje aktualna i chyba zawsze będzie. Pierwszą oskarżoną o czary była czarnoskóra niewolnica Tituba, obca, inna. Nikt przeciwko temu nie zaprotestował, a potem to już poszło... Dlatego warto poznać ten dramat - w tym wydaniu lub na scenie. Wciąga, nawet jeśli doskonale zna się finał tej historii.

***

A poza tym uważam, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca i z 11 sierpnia 2016 roku powinny zostać opublikowane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).