Impresje

piątek, 6 marca 2015

Kobieta w literaturze XXV

Źródło cytatów: "Panie z Cranford" Elizabeth Gaskell, tłumaczenie Aldony Szpakowskiej, Świat Książki 2014

- Nie zamierzam przeczyć, że mężczyźni sprawiają kłopot w domu, choć sądzę tak nie na podstawie własnych doświadczeń, bo mój ojciec był uosobieniem schludności i wchodząc do domu, wycierał buty równie starannie jak kobieta. Jednak mężczyzna posiada orientację, co należy czynić w trudnych sytuacjach, i bardzo jest przyjemnie mieć przy sobie kogoś takiego, na kim można się oprzeć. [str. 162]



***

Rozmyślałam o różnych sposobach, dzięki którym kobieta w wieku powyżej średniego, wychowana tak jak większość kobiet przed pięćdziesięciu laty, mogłaby zarobić na życie lub powiększyć posiadane zasoby, pozostając dalej w swej sferze, ale w końcu nawet i ten wzgląd pominęłam i zastanawiałam się, co w ogóle panna Matty mogłaby robić. Oczywiście nauczanie nasunęło się pierwsze. Gdyby panna Matty potrafiła nauczać dzieci czegokolwiek, znalazłaby się w świecie malców, którzy dawali jej tyle radości. Przebiegłam myślą jej umiejętności. Kiedyś słyszałam, jak mówiła, że potrafi zagrać na pianinie ah vous dirai-je, maman, ale to było dawno temu i ten cień muzycznych umiejętności wyblakł już przed laty. Umiała też bardzo dokładnie kopiować wzory na haft na muślinie, kładąc przezroczystą bibułkę na wzorze i umieszczając  je razem na szybie okiennej, aby móc zaznaczyć ząbki i dziurki. Ale to było jej największe osiągnięcie w sztuce rysowniczej i nie przypuszczam, żeby umiała coś więcej. Rozpatrywałam następne podstawy solidnej angielskiej edukacji - robótki kobiece i umiejętność posługiwania się globusem - czego podejmowała się nauczać przełożona Pensji dla Młodych Dam, do której posyłali córki wszyscy kupcy z Cranford. Wzrok już nie dopisywał pannie Matty i wątpię, czy potrafiłaby liczyć nitki kanwy, na której haftowało się wzorki, albo dobierać właściwe odcienie włóczki przy wykonywaniu haftowanego portretu królowej Adelajdy, jak nakazywała kranfordzka moda. Co zaś do znajomości mapy, sama nigdy nie umiem nic na niej znaleźć, więc chyba nie moją jest rzeczą wydawać sąd, czy panna Matty mogłaby nauczać tej gałęzi wiedzy, ale uderzyło mnie, że równiki i zwrotniki, i podobne im tajemnicze kręgi są dla niej czymś zupełnie fantastycznym i że traktuje znaki zodiaku jako pozostałość czarnej magii.
   Jeśli o jej zdanie chodzi, to szczyciła się, że sztuką, w której celuje, jest sporządzanie z kolorowego papieru fidybusów do świec, wycinanych tak, że przypominają swym wyglądem pióra, i robienie na drutach podwiązek różnymi bardzo wymyślnymi ściegami. (...) Prezent z pary tych wytwornie wykonanych podwiązek, kilka kolorowych fidybusów albo kartoniki z misternie nawiniętymi jedwabiami do szycia - to były dobrze znane dowody sympatii panny Matty. Ale czy kto zechciałby płacić za to, aby jego dzieci uczono tej sztuki? I czy panna Matty zechciałaby za brudne pieniądze sprzedać tajemnicę swych umiejętności, pozwalających jej tworzyć urocze drobiazgi dla tych, których lubiła?
   Musiałam zatem przejść do czytania, pisania i rachunków. Czytając po jednym rozdziale, każdego ranka zawsze chrząkała, nim dała sobie radę z dłuższym słowem, a myślę, że choćby nie wiem jak chrząkała, nie przeczytałaby rozdziału z genealogią. Pismo miała ładne i wyraźne - ale jej ortografia! Pewno uważała, że w im bardziej niezwykły sposób napisze jakieś słowo, im więcej trudu sobie zada, tym uprzejmiejszą się okaże dla adresata listu. Słowa napisane zupełnie poprawnie w listach do mnie, stawały się kompletnymi zagadkami, gdy pisała je do mego ojca.
   Nie! Nie mogła niczego nauczyć młodej generacji Cranford, chyba że chcieliby nauczyć się od niej i naśladować jej cierpliwość i pokorę, jej słodycz i spokojną rezygnację z tego wszystkiego, czego nie była w stanie robić! [str. 167-168]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).