Impresje

niedziela, 2 czerwca 2013

Kobieta w literaturze XVI

Ten sam fragment "Lamparta" /"Geparda" Lampedusy w dwóch tłumaczeniach: starszym Zofii Ernstowej i nowszym Stanisława Kasprzysiaka.
   Nie podobały mu się nawet spotkane na balu kobiety. Kilka z nich, tych starszych, było niegdyś jego kochankami; gdy widział je teraz obciążone latami oraz synowymi, próbował z trudem odtworzyć sobie ich obraz sprzed lat dwudziestu i ogarniała go irytacja na myśl, że strawił swoje najlepsze lata na uganianiu się (zawsze zresztą uwieńczonym zwycięstwem) za tymi babsztylami. Zresztą i młode kobiety nie robiły na nim wielkiego wrażenia, poza nielicznymi wyjątkami. Zwrócił uwagę na młodziusieńką diuszesę Palmy, która wzbudziła jego podziw szarymi oczami, surowym wdziękiem, naturalnością manier, na Tutù Làscari, z której, gdyby był młodszy, potrafiłby wydobyć najwspanialsze akordy. Ale inne!... Całe szczęście, że z cienia Donnafugaty wyłoniła się Angelica, by pokazać palermitańczykom, co to jest piękna kobieta.
   Trudno było nie przyznać mu racji: tak częste w owym czasie małżeństwa między kuzynami, spowodowane lenistwem seksualnym oraz kalkulacjami majątkowymi, minimalna dawka proteiny w wyżywieniu przy nadmiarze potraw mącznych, brak świeżego powietrza i ruchu sprawiły, że salony zaroiły się od dziewcząt niewiarygodnie niskich, nieprawdopodobnie bladych, nieznośnie skrzeczących. Obsiadły one wszystkie kanapy siejąc pietruszkę i zagadując wyłącznie chórem wystraszonych młodzieńców; odnosiło się wrażenie, że znalazły się tu jedynie po to, by tworzyć tło dla tak pięknych istot jak Maria Palma czy prześliczna Eleonora Giradinelli, które płynęły niczym łabędzie po stawie rojącym się od żab.
   Im dłużej na nie patrzał, tym bardziej potęgowało się jego rozdrażnienie, aż w końcu, gdy przechodził przez długą galerię, gdzie na ogromnym stojącym pośrodku pufie przycupnęła cała kolonia tych istot, jego umysł, przywykły do długich abstrakcyjnych rozważań w samotności, podsunął mu nagle przedziwne złudzenie: wydawało mi się, że jest w ogrodzie zoologicznym, gdzie sprawuje pieczę nad setkami małpek, i czekał tylko, kiedy wdrapią się one na żyrandole, zawisną na ogonach, zaczną huśtać się pokazując tyłeczki, piszcząc, wykrzywiając się i rzucając skorupkami od orzechów na Bogu ducha winnych gości.
   Trudno w to uwierzyć, ale otrząsnął się z owej halucynacji na skutek wrażenia czysto religijnej natury; oto ponad stadkiem tych wystrojonych w krynoliny małpek ulatywały nieustannie i monotonnie słowa wzywające Boskiego imienia:
   - O Mario Przenajświętsza, jaki piękny pałac!
   - O Mario, co to za piękny mężczyzna z tego pułkownika Pallavicino!
   - O Mario, jak mnie bolą nogi!
   - O Mario, jaka ja głodna! Kiedy nareszcie otworzą bufet?!
  Imię Najświętszej Dziewicy, przywoływane przez ten dziewiczy chór, wypełniało cały korytarz i na powrót zmieniało małpki w kobiety, bowiem jak dotychczas, nic jeszcze o tym nie słyszano, by ogniste mieszkanki puszcz brazylijskich nawróciły się na katolicyzm. [str. 182-183]
[źródło]
   Nawet kobiety, które przyjechały na bal, mu się nie podobały; dwie lub trzy spośród starszych pań były jego kochankami, a teraz, patrząc na nie, postarzałe o lata i o synowe, z trudem odnajdywał w pamięci ich obraz sprzed dwudziestu lat i złościła go myśl, że tracił swoje najlepsze lata na zabieganie (ze skutkiem) o takie niedbające o siebie istoty. Z młodych dziewcząt jednak także tylko dwie lub trzy były w jego guście: młodziutka dziuszesa Palmy, w której podziwiał szare oczy i surową pogodę  jej melancholii, Tutu Lascari, z którą także, gdyby był młodszy, umiałby znaleźć tę jakąś szczególną zgodę. Ale inne... jak to dobrze, że z mroków Donnafugaty wyłoniła się Angelica, aby pokazać palermitankom, jak wygląda piękna kobieta.
   Trudno byłoby twierdzić, że nie ma racji; w tamtych latach często dochodziło do małżeństw między krewnymi, podyktowanych lenistwem seksualnym i wyrachowaniem majątkowym, w pożywieniu brakowało protein, a co gorsza był w nim nadmiar skrobi i zupełnie nie korzystano ze świeżego powietrza i ruchu, a to powodowało, że salony zaludniały dziewczęta o cerze zaskakująco oliwkowej, niewiarygodnie niskie i nieznośnie rozgadane; tutaj nie odstępowały siebie, rzucając tylko chóralną zachętę wystraszonym młodzieńcom, a przeznaczone im było chyba tylko to, by stanowić tło dla trzech czy czterech uroczych istot, które jak jasnowłosa Maria Palma czy śliczna Eleonora Giardinelli krążyły płynnie jak łąbędzie po stawie pełnym żab. Im dłużej na tamte patrzył, tym bardziej go irytowały; jego umysł, nawykły do częstej samotności i oderwanych rozmyślań, w pewnej chwili, gdy w długiej galerii mijał środkowy pouf, gdzie zgromadziła się liczna kolonia tych stworzeń, sprowadził w końcu na niego coś w rodzaju halucynacji - wydało mi się, że jest dozorcą w ogrodzie zoologicznym i że dogląda setki małpek; mógł się spodziewać, ze naraz zobaczy, jak wspinają się na żyrandole, gdzie wisząc na ogonach, będą się kołysać, wystawiając tyłki i rzucają skorupkami orzechów, piszcząc i przedrzeźniając spokojną publiczność.
   Może wydać się to dziwne, ale dopiero pewne skojarzenie religijne wytrąciło go z jego zoologicznego majaczenia; bo też z grupki małpek w krynolinach dobiegało monotonne i nieustające wzywanie imienia Bożego: "O Matko Boska, Matko Boska", wykrzykiwały bez przerwy te biedne dziewczęta. "O Matko Boska, jaki piękny ten pałac!", "O Matko Boska, jaki to piękny mężczyzna ten pułkownik Pallavicino!", "O Matko Boska, jak mnie już bolą nogi!", "O Matko Boska, ale jestem głodna; żeby już wreszcie otworzyli bouffet". Wzywanie imienia Przenajświętszej Panny, czego nie szczędził sobie ten dziewiczy chór, rozbrzmiewało głośno w galerii i zmieniało małpki na powrót w kobiety, gdyż nikt jeszcze nie doniósł z Brazylii, żeby małpki, mieszkanki tamtejszych puszcz, nawróciły się na katolicyzm. [str. 220-221]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).