Impresje

wtorek, 10 lipca 2018

Marzenie Hernando

W poprzednim numerze "Polityki" natrafiłam na bardzo interesujący artykuł Andrzeja Hołdysa o synu Krzysztofa Kolumba i jego zamiłowaniu do map i książek. Całość można znaleźć w tygodniku, ale mam nadzieję, że autor nie obrazi się za to, że zacytuję tu kilka obszernych fragmentów.

(...) Hernando miał jedno marzenie: chciał zgromadzić pod jednym dachem wszystkie książki, jakie ukazały się na świecie. Zaraz po zakończonej niepowodzeniem konferencji w Badajoz powrócił do Sewilli, aby rozpocząć budowę domu, który wedle jego planów miał stać się największą biblioteką ówczesnej Europy. Był w niej tak rozmiłowany, że – jak przyznał w testamencie spisanym kilka lat przed śmiercią – „nigdy się nie ożenił, ponieważ kobieta nie dałaby mu tego, co dały mu książki”.

Hernando był nieślubnym synem sławnego żeglarza. Miał osiemnaście lat, gdy w 1506 r. jego ojciec zmarł. Zdążył z nim jeszcze popłynąć do Ameryki. Była to czwarta, ostatnia wyprawa odkrywcy tego kontynentu. Zakończyła się całkowitą klapą. Krzysztofowi Kolumbowi i jego ludziom nie udało się znaleźć przejścia z Morza Karaibskiego na Pacyfik, na dodatek stracili wszystkie okręty i spędzili przymusowo wiele miesięcy na Jamajce, czekając na pomoc. Do Hiszpanii wrócili po ponad dwóch latach. 

Krzysztof był ciężko chory, a Hernando na całe życie zrażony do takich przygód. Dlatego m.in. wolał mapy i książki. Ojciec to zresztą docenił, jemu właśnie, a nie starszemu synowi Diego, przekazując w spadku całą swoją bibliotekę zawierającą wiele cennych map i ksiąg podróżniczych. Kolumb senior był ich namiętnym zbieraczem i czytelnikiem. W jego bibliotece znajdowało się włoskie tłumaczenie „Historii naturalnej” Pliniusza Starszego wydane drukiem w Wenecji w 1489 r. Był tam również egzemplarz popularnego wówczas dzieła geograficzno-historycznego „Historia rerum ubique gestarum” autorstwa papieża Piusa II, także wydrukowany w Wenecji. Kolumb ojciec zaczytywał się też w „Opisaniu świata” Marco Polo wydrukowanym w Holandii w 1483 r. oraz w niezwykłym dziele kosmograficznym „Imago mundi” napisanym przez kardynała Pierre’a d’Ailly. 

To jednak nic w porównaniu z bibliomanią, której uległ jego syn. Wszystkie pieniądze, jakie odziedziczył po ojcu, a były to spore kwoty, przeznaczał na książki. Kupował wszystko, co mu wpadło w ręce – od cennych manuskryptów po dzieła zupełnie nieznanych autorów, od wielotomowych dzieł drukowanych w różnych językach po jednokartkowe broszury i plakaty. W poszukiwaniu książek podróżował po Europie przez trzy dekady, najpierw sam, a później w towarzystwie trzech współpracowników. „Podczas pobytu w Norymberdze pod koniec 1521 r. kupił w ciągu paru tygodni 700 książek. Następnie udał się do Moguncji, gdzie nabył w ciągu miesiąca ponad 1000 książek” – informuje Edward Wilson-Lee z Uniwersity of Cambridge, który przygotowuje książkę na temat Hernando. Na trasie jednej z jego bibliofilskich podróży, którą odbył w 1530 r., znalazły się: Rzym, Bolonia, Parma, Turyn, Mediolan, Wenecja, Innsbruck, Augsburg, Kolonia, Antwerpia, Paryż i Burgos. W każdym mieście kupował, najchętniej inkunabuły (wczesne druki), ale także rękopisy. Jak twierdzi Wilson-Lee, „był przy tym bardzo skrupulatny. Rejestrował zakup każdej książki. Zapisywał, gdzie i kiedy ją zdobył, podawał jej cenę w walucie lokalnej i w przeliczeniu na walutę hiszpańską. Po jej przeczytaniu sporządzał krótką recenzję, w której dzielił się swoimi refleksjami na temat lektury”. 

Dzięki takim łowom zbiór Hernando rozrastał się szybko. Pod koniec życia zgromadził w swoim domu-bibliotece 15 344 książki, w tym 1194 inkunabuły. Gdy nie mógł sam kupować, zamawiał je przez pośredników. A na początku XVI w. w Europie handlowano już książkami na potęgę. Była to oczywista konsekwencja wynalezienia druku. W wielu europejskich miastach regularnie organizowano targi. W Hiszpanii największe tego typu wydarzenie odbywało się wówczas w Medina del Campo, gdzie Hernando zatrudnił własnego agenta

Ale czasami dostawał też książki w prezencie. Tak było w przypadku „De Orbe Novo”, ośmiotomowej kroniki hiszpańskich odkryć geograficznych, do dziś wysoko cenionej przez historyków. Jej autorem był mediolańczyk Pedro Mártir de Anghiera – przebywający na dworze królewskim w Sewilli, humanista, uczony i nauczyciel młodzieży dworskiej, w tym także Kolumba juniora. To zapewne on tak skutecznie wpoił swojemu wychowankowi miłość do słowa pisanego i drukowanego. Jak komentuje Wilson-Lee, „Hernando najchętniej pochłonąłby wiedzę z wszystkich książek, jakie kupował. Kto wie, może zrealizowałby to marzenie, gdyby urodził się parę dekad wcześniej. Jednak w latach dwudziestych i trzydziestych XVI w. było to już niemożliwe. Popularność druku szybko rosła. Następowała prawdziwa rewolucja informacyjna, którą można porównać do dzisiejszej rewolucji internetowej”. 

Dom, który syn odkrywcy Ameryki wzniósł w Sewilli nad rzeką Gwadalkiwir, był nie tylko doskonale wyposażoną biblioteką, ale też – jak twierdzi inny badacz dokonań Kolumba juniora, José María Pérez Fernández, profesor uniwersytetu w Grenadzie – pierwszą na świecie placówką naukową zajmującą się bibliometrią i bibliografią. Hernando zatrudniał specjalistów, którzy mieli sprawiać, aby – jak pisał w jednym z memoriałów do króla – „nikt nie zagubił się w tym uniwersalnym zbiorze wszelkiej dostępnej wiedzy”. „Płacił słono zespołowi wykształconych ludzi tylko za to, żeby od rana do nocy czytali książki z powiększającej się biblioteki – pisze Fernández – a potem przygotowywali krótkie podsumowania i dłuższe streszczenia. W tym celu wypełniali specjalne formularze, które wcześniej opracował. Potem to wszystko analizował, wyszukiwał słowa kluczowe, na podstawie których tworzył katalogi rzeczowe oraz opracowywał zbiorcze kompilacje dla zainteresowanych daną dziedziną. W ten sposób stworzył pierwszy rozbudowany system zarządzania wiedzą, szybko powiększającą się w pierwszych dekadach XVI w., czyli w złotym okresie renesansu”. Z pozostawionych przez Hernando dokumentów dowiadujemy się, że cały czas głowił się, jak uporządkować nowe odkrycia, fakty, obserwacje, opinie. Tworzył bazy danych, indeksował je, aktualizował, weryfikował. Szukał porządku, by w lawinie słów nie utracić sensu. 

Obsesja Hernando dotyczyła nie tylko książek. Z równą namiętnością kupował mapy – był posiadaczem jednej z największych w Hiszpanii kolekcji. (...) Hernando, choć wolał pozostać na lądzie, chętnie udostępniał swoje gigantyczne zbiory map przed każdą z takich ekspedycji. Sam zresztą też był kartografem – przez ćwierć wieku pracował nad szczegółowym zapisem Indii Zachodnich, w pewnym sensie kontynuując dzieło swojego ojca, w końcu odkrywcy Karaibów. Jako jeden z nielicznych miał dostęp do Padrón Real – królewskiej mapy nowych terytoriów, której treść stanowiła największą państwową tajemnicę. (Podobną mapę zwaną Padrão Real mieli Portugalczycy, a zatem gdy w Badajoz próbowano ustalić, jak podzielić się Ziemią, każda ze stron miała ze sobą kopię własnej sekretnej mapy i bardzo się pilnowała, by nie pokazać jej konkurencji). 

(...) Hernando Kolumb zmarł w 1539 r. W testamencie napisał, że chciałby, aby jego biblioteka „trwała wiecznie”. Przygotował bardzo szczegółowe instrukcje dotyczące organizacji i prowadzenia biblioteki (łącznie z zaleceniami co do godzin pracy i stawek wynagrodzeń) oraz sposobów powiększania księgozbioru. Specjalne fundusze przeznaczył na zatrudnienie kolejnych sumistas, jak ich określał, czyli tych, którzy mieli czytać książki i na podstawie ich lektury przygotowywać kompendia wiedzy z różnych dziedzin. Kilka lat przed śmiercią pisał do króla, że chciałby stworzyć jedno dzieło składające się z najwyżej kilku tomów, które zawierałoby najważniejszą wiedzę wydestylowaną z wszystkich ksiąg znajdujących się w jego bibliotece.

Biblioteca Colombina przy katedrze w Sewilli, w której przechowywane są pozostałości zbiorów Hernando

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).