Impresje

poniedziałek, 18 maja 2015

Kobieta w literaturze XXVII

Źródło cytatu: "Wielka trwoga. Polska 1944-1947. Ludowa reakcja na kryzys" Marcina Zaremby, Wydawnictwo Znak, ISP PAN, Kraków 2012

   Również polscy wojskowi dopuszczali się gwałtów na niemieckich kobietach. Przodowali w tym zwłaszcza żołnierze II Armii WP, choć i ci z I Armii sobie folgowali. Niżsi rangą oficerowie nawet nie tyle patrzyli przez palce na tego typu zachowania, ile wręcz je aprobowali. Jeden z nich nie widział w tym niczego zdrożnego, skoro przyznał po latach:
   [P]ijany żołnierz gonił jakąś staruszkę, która w jego zamroczeniu wydawała się prawdopodobnie młodą kobietą. Stara kobieta, uciekając, zamknęła się w ubikacji na podwórzu, do której wściekle dobijał się żołnierz. Powiedziałem starej kobiecie, że mogę ją obronić przed atakiem namiętności ze strony żołnierza, ale żeby uwzględniła, że to jej ostatnia szansa w życiu, na którą składa się wojna i pijany w sztok żołnierz i że taka okazja na pewno jej się w życiu nie powtórzy. Ponieważ ta argumentacja jej nie przekonała, nakłoniłem żołnierza, żeby swoje zapędy skierował w stronę jakiejś ładnej, młodej kobiety. Jego przekonałem. 

    Na wyższym szczeblu dowódczym przyzwolenia na gwałty jednak nie było. Jedna z różnic między polskimi i radzieckimi żołnierzami polegała na tym, że ci pierwsi - jak się wydaje - częściej od swoich towarzyszy broni stawali przed sądem polowym. Na temat przebiegu tych rozpraw, a także morale wojskowych wiele mówią akta i relacje. W jednym z procesów za zgwałcenie dwóch niemieckich kobiet podporucznik Jelowej skazany został na degradację do stopnia sierżanta i karę ośmiu lat więzienia, kanonier Nowak na pięć lat więzienia. Obu skierowano do kompanii karnej. Podczas procesu świadkowie oficerowie wyrażali swoje rozgoryczenie, tłumaczyli oskarżonych wpajaną im przez kilka lat nienawiścią do "niemców". Nie rozumieli, jak można sądzić człowieka za zgwałcenie niemieckiej dziewczyny. Pytali, czy niemieccy oficerowie byli również sądzeni za zgwałcenie Rosjanki czy Polki. Wiosną 1945 r. w polskim wojsku idącym na Berlin utarło się mówić: "Ja-mszczę". 
   W niektórych jednostkach WP, zwłaszcza tych stacjonujących na zachodnich granicach, odnotowywano lawinowy wzrost zakażeń wenerycznych wśród żołnierzy. Zaniepokojony tym faktem szef Wydziału Polityczno-Wychowawczego 10. Dywizji Piechoty wydał nawet odnośne zarządzenie. Twierdził w nim, że "Niemcy celowo podsuwają naszym żołnierzom osoby chore chcąc tym samym obniżyć zdolność bojową naszego wojska, chcąc nas osłabić moralnie i fizycznie". Według niego: "obcowanie z niemkami jest hańbą, plamą na mundurze polskiego żołnierza - zwycięzcy". [str. 194-195]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).