Impresje

niedziela, 28 października 2012

Targi

Nie lubię Targów Książki w Krakowie (tłok, a promocje słabe), nie byłam na nich w ubiegłym roku, a i w tym się nie wybierałam. Zmieniłam zdanie, kiedy dowiedziałam się o sobotnim panelu dyskusyjnym pt. "Blogerzy książkowi - przyszłość krytyki literackiej?" Blogerzy książkowi (z paroma wyjątkami) nie mają nic wspólnego z krytyką literacką i nic nie wskazuje, że to się kiedyś zmieni, więc uznałam, że spotkanie może być zabawne. 

Zorganizowane zostało przez BookLikes - serwis blogowy dla piszących o książkach, która niedługo zacznie działać również w Polsce. W dyskusji udział wzięli blogerzy: anek7, Jarosław Czechowicz, Dorota Jędrzejewska, przedstawicielka BookLikes Katarzyna Nowaczek oraz dwoje doktorów filologii polskiej: Emilia Kledzik z UAM i pan, którego nazwiska nie dosłyszałam (może ktoś mi podpowie?). Później dołączyli Robert Fryga oraz Rafał Niemczyk. Zabawny był moment, kiedy ten ostatni wszedł nieproszony na podest przeznaczony dla dyskutantów i dostawił tam dla siebie krzesło (czasami zazdroszczę takim ludziom tupetu). 

Poza tym było, szczerze mówiąc, trochę nudno, bo większość tych kilku spraw, które udało się poruszyć w ciągu jednej godziny, została już dawno i dokładnie przemielona przez książkową blogosferę. Ania przedstawiła pogląd wielu z nas: blogerzy nie uważają się za krytyków literackich, po prostu wyrażają swoje opinie o przeczytanych książkach. I na tym można by było zakończyć spotkanie pod wyżej wspomnianym tytułem. 

Rozmowa dotyczyła jednak czegoś innego: rosnącego, podobno, wpływu blogerów na sprzedaż książek i czytelnictwo. Świadczyć ma o tym m.in. komercyjny sukces powieści Amandy Hocking czy "Pięćdziesięciu twarzy Greya", a na polskim rynku "Margot" Michała Wiśniewskiego i "Księdza Rafała" Macieja Grabskiego. Żadnej z tych książek nie czytałam, ale z tego, co słyszałam, dwa pierwsze przykłady nie świadczą najlepiej o guście blogosfery:).

To oczywiście żart. Uważam, że nie powinno się postrzegać tak złożonej i zróżnicowanej społeczności jako całości. A raczej - nie powinno się jej oceniać jako całości, bo choć pewne zjawiska są dla większości blogosfery wspólne, to jednak na poszczególnych stronach odzwierciedlają się w bardzo niekiedy odmienny sposób. 

Ostatnio zauważyłam w sieci sporo wypowiedzi bardzo dla blogerów książkowych niepochlebnych (na panelu okazało się, że i studenci polonistyki nie darzą nas sympatią). Ich autorzy postrzegają nas jako osoby niedojrzałe, niepotrafiące poprawnie wyrażać się i pisać, niemające po prostu nic do powiedzenia. Owszem, ta charakterystyka pasuje do wielu blogerów, ale przecież nie do wszystkich. Co więcej, uważam, że o ile większość z nas nie może pretendować do bycia krytykiem literackim, to wpisy niektórych (przyznaję: raczej nielicznych) już teraz śmiało mogą konkurować JAKOŚCIĄ z recenzjami, które spotyka się obecnie w prasie niespecjalistycznej. Nie wiem, czy to dobrze świadczy o blogerach, czy raczej źle o prasie, ale fakt pozostaje faktem.


W niedzielę również wybrałam się na targi, żeby uczestniczyć w organizowanym przez Sławomira Krempę, redaktora naczelnego granice.pl, zjeździe blogerów książkowych. Uczestników było bardzo mało, bo - tak jak przewidywałam - większość była na targach w sobotę. Rozmowa dotyczyła tego, co zwykle, oraz sposobów promowania blogu (a tym samym siebie) za pomocą serwisów społecznościowych. 
Poczułam się trochę jak przedpotopowa skamielina, bo nie mam strony blogu na facebooku:). Pocieszałam się w duchu, że miałam taką nawet wcześniej niż większość, ale zamknęłam, bo mi się do niczego nie przydawała:).

Z ciekawości poszłam też na kolejne wydarzenie organizowane przez BookLikes, tym razem pt. "Jak zostać blogerem książkowym?" I znów tytuł okazał się w ogóle nieadekwatny do treści, powinien raczej brzmieć: "Załóż blog na BookLikes w trzy minuty, pisz pochlebne recenzje nowości wydawniczych i zarabiaj na współpracy z księgarniami internetowymi". Być może jest to niezła propozycja dla początkujących, ale dla blogerów, którzy wypracowali już sobie pewną renomę, raczej nie. 


Targi stały się dla mnie okazją do poznania niektórych blogerów osobiście (nie wszystkich. wybaczcie, zapamiętałam, ale chodzi m.in. o: Agnieszkę Taterę, Roberta Frygę, Anię, Sardegnę, Kaś, Klaudię, Viv, ElenMartę). Specjalne podziękowania należą się Kaś i Claudette za zorganizowanie sobotniego spotkania w Cafe Botanica przy Brackiej.
Z jednymi rozmawiałam dłużej, z innymi tylko chwilkę, w każdym razie było bardzo miło. Ku mojemu zdziwieniu byli wśród nich nawet tacy, którzy kojarzyli mój blog. 

Chciałabym też podziękować jednej z pań, które sprzedawały bilety uprawniające do wejścia na teren targów. W sobotę zapomniałam wziąć ze sobą portfel, co okazało się dopiero przy kasie, ale pracująca tam pani dała mi bilet za darmo:). Oddałam jej te 7 złotych, jak tylko mój P., wezwany telefonicznie, przywiózł mi pieniądze.

56 komentarzy:

  1. Czy ta informacja o wpływie blogerów na sprzedaż opierała się na jakichś konkretnych danych, czy tylko na przejrzeniu z grubsza, o czym się pisuje? Bo na tej samej zasadzie mogę stwierdzić, że chyba tylko Ksiądz Rafał był ostro propagowany, bo się masie osób po prostu podobał. Drugą taką książką było Dożywocie Marty Kisiel. Ciekawe, że nie padł przykład Cukierni pod Amorem. Natomiast nakręcania boomu na Greya jakoś nie zauważyłem, może czytam niewłaściwe blogi:P Wszystkie takie uwagi opierają się na wrażeniach, widzimisiach i pobożnych życzeniach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za ciekawy zbieg okoliczności. Właśnie ściągnąłem (dzięki kuponowi z akcji "Książka za książkę") "Dożywocie" właśnie. Z polecanki Agnes :-)

      Usuń
    2. No widzisz, blogi nakręciły koniunkturę:))

      Usuń
    3. Znaczy, co? Otworzymy se panela?
      PS. A jak bedzie smaczny i szedł do głowy, to może i po dwa??? :-P

      Usuń
    4. Panela zawsze:P Ale jednego, jutro mus do fabryki jechać o świcie :P

      Usuń
    5. Piotrze, nie wiem, na czym opierały się informacje o wpływie blogerów, ja je tylko przytaczam:). Co do sukcesu (komercyjnego) "Pięćdziesięciu twarzy Greya" i Hocking, to chodziło raczej o promocję tej książki na blogach anglojęzycznych. W porównaniu z nimi polscy blogerzy są podobno bardzo - bez aluzji:) - zacofani. Może dlatego mamy tak jeszcze niewielki - bo tu się z Tobą zgadzam - wpływ na rynek książki, choć i ja opieram to stwierdzenie tylko na moim widzimisię:). Wydaje mi się, że blogowe recenzje oddziałują przede wszystkim na zakupowe decyzje innych blogerów.

      Bazylu, gdzieś czytałam, że i ty byłeś na tym panelu. Gdybym nie była tak wytrącona z równowagi sprawą mojego portfela, to uważniej bym się rozglądała i może chociaż z Tobą przywitała. Obejrzałam na stoisku wydawnictwa "Pinokia", którego zachwalałeś. Kiedy będę kupowała chrześnicy prezent, to będzie to prawdopodobnie właśnie ta książka.

      Usuń
    6. Nie ma to jak odnieść - mówię o organizatorach - do naszej siermiężnej rzeczywistości przykłady zagraniczne, a potem sobie podywagować :P A zacofani ponoć faktycznie jesteśmy, nie czytam blogów zagranicznych, ale dochodzą mnie rozmaite strzępy opinii o ich realnej opiniotwórczości. Cała zresztą ta debata o blogerach zagrażających krytykom to też plagiacik, czy może raczej inspiracja:P, z debaty brytyjskiej; zresztą braliśmy z Bazylem niedawno udział w jednym z odprysków tej dyskusji.

      Usuń
    7. O polskiej rzeczywistości też napomykali:).

      Mnie się wydaje, że mimo wszystko znaczenie blogerów i u nas może trochę wzrosnąć, bo i u nas, jak wszędzie, rośnie rola internetu. Już teraz sieć jest dla wielu z nas najważniejszym źródłem informacji na właściwie każdy temat, a dorastają przecież roczniki, które korzystają z e-zasobów odkąd sięgają pamięcią.

      Mogę się oczywiście mylić, ale uważam, że już niedługo wydawnictwa większość akcji promocyjnych przeniosą właśnie do internetu. Przypuszczam, że zmieni się też mocno sposób wydawania książek - wzrośnie rola self-publishingu i outsourcingu usług w rodzaju korekta, redakcja czy tłumaczenie. Mniej będzie pośredników między autorem a czytelnikiem, sami pisarze będą starali się dotrzeć do czytelników, a blogi i serwisy społecznościowe nadają się do tego bardzo dobrze. Książek na rynku będzie tyle, że trafienie na wartościową pozycję będzie jeszcze trudniejsze niż dziś. Wtedy od opinii renomowanego blogera może dużo zależeć. Z drugiej strony wrośnie wtedy jeszcze liczba blogów książkowych, trudniej będzie się przebić, więc warto wyrobić sobie dobrą markę póki czas;))).

      Masz na myśli zapewne odprysk u chihiro - akurat wczoraj to czytałam. Dodam jeszcze, à propos plagiacików, że Emilia Kledzik poruszyła sprawę, o której na lubimyczytac.pl toczyła się zażarta dyskusja już miesiąc temu, co w internecie nie oznacza może jeszcze, że p.n.e., ale chyba jeszcze przed rewolucją przemysłową.

      Usuń
    8. Czy byłem na panelu? Kwestia względna. Siedziałem na krzesełku w sali, w której się odbywał :) A "Pinokia" trzeba było zanabyć i podpisać u ilustratora i tłumacza. Dla mnie to wartość dodana, ale rozumiem, że nie każdy tak ma :)

      Usuń
    9. Elenoir: już dziś wydawnictwa robią tłumaczenia, redakcje i korekty ludźmi z zewnątrz, powiedziałbym, że od parunastu lat; część mniejszych oficyn to pani prezes i sekretarka, nawet księgowa z outsourcingu jest:)) Co do roli internetu, to zgoda, chociaż wciąż wiele wydawnictw tego nie rozumie, a ostatnio Fabryka Słów strzeliła sobie w stopę zwalniając speca od FB. I tak, chodziło mi o dyskusję u Chichiro i tę na LC również, chociaż tam zeszło na niewybredną pyskówkę.

      Usuń
    10. Wiem, że często tak jest, chodziło mi o to, że przypuszczalnie ten model w większym stopniu zastosują niedługo również te największe wydawnictwa. Mnie jest wszystko jedno, kto robi korektę lub projektuje okładkę, jeśli robi to dobrze, natomiast jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że redaktor lub ktoś, kto decyduje o profilu wydawnictwa, może być spoza firmy.

      Usuń
    11. O profilu decyduje ten jednoosobowy prezes, chyba że mamy do czynienia z jakimś naprawdę dużym wydawnictwem, to wtedy są redaktorzy inicjujący albo wydawcy, takie dumnie brzmiące tytuły:)

      Usuń
    12. Mój udział w panelu też się do tego ograniczał:). Chrześnica jest jeszcze trochę za mała, taki zakup będzie miał sens za rok lub dwa - mam nadzieję, że książka nie zniknie do tego czasu z półek:). Na autografach mi nie zależy, nie na takich "hurtowych". Gdyby autor mnie znał i napisał jakąś dedykację specjalnie dla mnie, to co innego.

      Usuń
  2. Bardzo mi się podoba fragment podsumowania niedzielnego zjazdu blogerów: "rozmowa dotyczyła tego, co zwykle..." - już lapidarniej nie można było ująć meritum takich spotkań. Chociaż blogerką nie jestem i nie uczestniczę w zjazdach, czytając opisy z różnorakich wydarzeń tego rodzaju mam wrażenie, że poza atrakcyjną kwestią osobistego poznania się osób blogujących, spotkania takie niczemu tak naprawdę nie służą. W każdym razie, zamierzenia przed zawsze są ambitne, a później okazuje się, że dyskusje czy rozmowy były nijakie, a część uczestników wróciła do domu rozczarowana i zawiedziona współtowarzyszami, taktownie ukrywając zawód pod letnim entuzjazmem relacji blogowych. Więcej tu ciekawości drugiego blogera niż faktycznej chęci do rozmów o książkach na żywo. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.

    Jedynym plusem wszelkich targów książki jest dla mnie możliwość spotkania z ulubionym autorem, bo nawet na autografie czy dedykacji mi nie zależy. Tym bardziej, że ta druga, wymuszona niejako okolicznościami i, w większości sytuacji, będąca efektem przypadkowego spotkania autora z czytelnikiem, ma wątpliwą wartość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadnego tematu nie da się rzetelnie przedyskutować w ciągu godziny, więc na fajerwerki się nie nastawiałam. Ania i Jarek mówili o sprawach dla innych blogerów oczywistych, ale dla osób postronnych może ciekawych. Moim zdaniem dobrze reprezentowali dwa nurty blogosfery książkowej: Ania - amatorów-pasjonatów (siebie zaliczam właśnie do tego odłamu), Jarek - profesjonalistów.

      Nigdy do tej pory nie uczestniczyłam w żadnym spotkaniu blogerów, do wybrania się do Cafe Botanica zachęciła mnie Agnieszka Tatera i nie żałuję. Byłam jedną ze starszych osób, a dowiedziałam się, że niektórzy wyobrażali mnie sobie wcześniej jako jeszcze starszą:). Może moje przynudzanie jest czasem mylone z dojrzałością?

      Ludzie (w ogromnej większości kobiety), z którymi udało mi się porozmawiać, byli bardzo sympatyczni i z poczuciem humoru. Przynajmniej na pierwszy rzut oka:). Kto wie, do czego by doszło, gdybyśmy poruszyli jakiś naprawdę kontrowersyjny temat:).

      Usuń
    2. Ograniczenie czasu, zgoda. Ale planując ambitne panele dyskusyjne, należałoby wziąć pod uwagę i ramy czasowe, aby później, czytając relacje czy domagając się szczegółów od uczestników spotkania, nie musieć zadowalać się wyjaśnieniami, że temat liźnięto jedynie, bo czas nie pozwolił na godziwe wgryzanie się. Żeby nie wspominać o tłumaczeniach, że nie wiem, nie słyszałem, zarobiony byłem pstrykaniem zdjęć ;)
      Tyle relacji z Targów, a dopiero u Ciebie dowiedziałam się czegoś konkretnego na temat tych dyskusji.

      Usuń
    3. jarek to nie taki profesjonalista jak twierdzisz.... Jego recenzje to jakieś streszczenia i cytaty, widac wyraznie że on często nie wie co myśleć o książce ;) popatrz na jego recenzyje "Kobiete z wydm" i na dyskusje u Ani o tej samej książce ::)

      Usuń
    4. Jabłuszko, odniosłam wrażenie, że kwestia blogerów książkowych najbardziej interesuje samych blogerów i ewentualnie część osób pracujących w działach marketingu w wydawnictwach czy jakichś serwisów książkowych. Spośród organizatorów tych targowych dyskusji temat zna tak naprawdę chyba tylko Sławomir Krempa z granice.pl, który nawet wspomniał, że na jakichś następnych targach (tylko nie pamiętam, czy chodziło o Warszawę, czy o Katowice) postara się doprowadzić do jakiejś szerszej i dłuższej dyskusji. Zobaczymy.

      Anonimowy, moim zdaniem ktoś, kto publikuje swoje recenzje poza swoim blogiem, i to od pewnego już czasu, oraz ma wykształcenie mniej więcej w tym kierunku jest profesjonalistą - przynajmniej w stosunku do ogromnej większości blogerów piszących o literaturze. Subskrybuję jego blog, czytam, natomiast przyznaję, że wolę bardziej osobiste teksty o książkach niż tylko takie suche recenzje.

      Usuń
    5. >> ktoś, kto publikuje swoje recenzje poza swoim blogiem, i to od pewnego już czasu, oraz ma wykształcenie mniej więcej w tym kierunku jest profesjonalistą

      A ktoś kto publikuje swoje ksiązki od dłuższego czasu poza swoim blogiem i ma WIEEEEELKIe grono czytelników jest wielką pisarką, ale tego nie rozumiesz, bo nie lubisz tej pisarki. Nie mówiąc już o tym że, pisarka skonczyła filologię i studia. To do ciebie nie dociera i ośmieszasz się tylko swoim psioczeniem co do pieknych ksiażek pewnej pisarki. Na szczęscie bloggerzy są mądrymi i cie nie słuchają.

      Usuń
    6. Elenoir, mam nadzieję na takie szersze dyskusje, bo do tej pory, odnoszę takie wrażenie, polegają one tylko na kręceniu się w miejscu i po raz enty maglowaniu wciąż tych samych tematów przy pomocy tych samych argumentów i wniosków. Będzie tak, jak piszesz - zobaczymy.

      Anonimowy, tak masz rację: ukończenie studiów filologicznych, pisanie pięknych książek dla szerokiego grona czytelników już z marszu namaszcza autora do bycia wielkim pisarzem. Nie przejmujmy się przekonaniem wszelkiej maści kłamczuchów i zawistników, bredzących w malignie slogany o talencie czy pokorze twórczej. XXI wiek stawia przed autorami zupełnie inne wyzwania i czas definitywnie pożegnać się z sentymentami.

      Usuń
    7. Jabłuszko, szczerze mówiąc, to spotkania blogerów książkowych mają, jak dotąd, sens chyba głównie towarzyski i wątpię, żeby to się miało zmienić.

      Anonimowy, jeśli do tej pory nie przeczytałeś mojego lub podobnego w wymowie i argumentacji wpisu o "Zakrętach losu", to zrób to teraz. Jeśli po zaznajomieniu się z nim nadal twierdzisz, że ta autorka jest wielką pisarką, to nie mamy o czym rozmawiać.

      Usuń
  3. Było mi niezmiernie miło spotkać Cię oko w oko i spędzić trochę czasu na rozmowach. Zdecydowanie było fajnie i teraz bedzie mi tym milej u Ciebie bywać.

    Sporo celnych uwag, ja już dzisiaj sił nie mam na relacje, jutro nie będę miała czasu, ale we wtorek, to już musowo.

    A na takie imprezy jeżdżę właściwie tylko dla spotykania ludzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię czytać blogi osób, o których wiem coś więcej. I nawet nie chodzi o znajomość z tymi osobami w realu, raczej o światopogląd i osobowość przebijające z ich wpisów. Bezosobowe recenzje książek są może bardziej profesjonalne, ale jednak często nudne.

      Cieszę się, że tak Ci się narzuciłam po tym panelu:). Czekam i na Twoją relację.

      Usuń
  4. Też byłam i siedziałam obok Ciebie ;)

    Dziękuję za spotkanie. Było miło. Cieszę się, że poznałam Ciebie i innych blogerów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam sklerozę, mam nadzieję, że mój wiek trochę mnie usprawiedliwia:). Chciałam wspomnieć o Tobie w mojej relacji, ale zupełnie zapomniałam, który blog prowadzisz. Teraz już pamiętam, przecież go nawet subskrybuję. Trudno mi tak od razu skojarzyć żywą osobę z nickiem i blogiem. Wbrew temu, co mówiłaś, nie wydajesz się osobą aż tak nieśmiałą:).

      Usuń
    2. Ja wciąż nie znam większości blogerów, którzy tam byli. Ewentualnie do tej pory ich nie skojarzyłam. :) Czekam na relację Kaś.
      Aż tak nieśmiała nie jestem. Zresztą widocznie się rozkręciłam. :D

      Usuń
    3. Ja poznałam trochę lepiej tych, którzy zostali najdłużej, czyli mniej więcej do godziny 20:).

      Usuń
  5. Ostatnio faktycznie w wielu miejscach dyskutuje się o blogerach - ale to dobrze, nie przeszkadza mi, że wzbudzamy różne emocje i że jesteśmy zauważalni. Plus dla społeczności (jako całości). Zgadzam się jednak, że nie powinno się oceniać nas według jakiejś wydumanej skali i wsadzać do jednego wora. Ilu ludzi, tyle blogów. Ile blogów, tyle różnych zdań i charakterów. Jedni piszą lepiej, inni słabiej, ale każdy z nich ma do tego prawo. Nawet osoby 'mniej wybitne', niż poloniści i wielcy krytycy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O blogach dyskutują najczęściej sami blogerzy:). W każdym razie przeważnie tylko blogerzy wiedzą, o czym podczas takich paneli mówią.

      Usuń
  6. Mnie również bardzo miło było Cię poznać. Mam nadzieję, że nie pogniewałaś się za moją uwagę, że wyobrażałam sobie Ciebie jako starszą osobę (mówisz, że nasz rocznik, był w przewadze starszyzny na spotkaniu?). Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja kiedyś się spotkać i porozmawiać dłużej.
    Będzie mi teraz jeszcze milej bywać u Ciebie na blogu, wiedząc kto stoi za tymi dojrzałymi i przemyślanymi tekstami :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie pogniewałam się, bo jestem do takich uwag przyzwyczajona:). Nie wypytywałam wszystkich uczestników spotkania o wiek, ale odniosłam wrażenie (choć może mylne), że najwięcej jest osób w wieku 20-25 lat, a obok mnie siedziały nawet dwie sympatyczne licealistki:).

      Możliwe, że się jeszcze kiedyś spotkamy. Warszawa trochę za daleko, ale jeśli będzie podobne spotkanie w Katowicach lub ponownie w Krakowie, to kto wie:). Również pozdrawiam:).

      Usuń
  7. W jednym wpisie narzekasz na słabą jakość recenzji i wyśmiewasz słabych bloggerów, a w drugim zachwycasz się Taterą, Kaś i Kalio??? Pogratulować, pogratulować sprawiedliwości ;);)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja gratuluję umiejętności czytania za zrozumieniem.

      Usuń
    2. dokładnie, pozazdrościć "wnikliwego"czytania ze zrozumieniem, bo ja widzę tylko podziękowania za organizację spotkania skierowane w moją stronę, a zachwytów nie wyczytałam:) hm...i o Kalio nic też tu nie widzę:)ba, na spotkaniu o którym Elenoir pisze też jej nie widziałam:) :P

      Usuń
  8. Bardzo mnie rozbawiło stwierdzenie, że blogerzy mają coraz większy wpływ na sprzedaż książek - a propos "50 twarzy Greya". Otóż ja nie widziałam na blogach ani jednej pozytywnej recenzji tej książki, ale może - tak jak BZwL - czytam niewłaściwe blogi ;) Widziałam za to plakaty i reklamy na ulicach i w księgarniach.

    Nie zgodziłabym się też ze stwierdzeniem, że poloniści nie przepadają za blogerami, bo jest to zbyt duże uogólnienie: przecież ogromna część blogerów to właśnie studenci filologii lub jej absolwenci! Inna sprawa, że mało co mnie tak irytuje, jak blog o książkach prowadzony niechlujnie, z błędami wszelkiej maści, łącznie ze spacjami przed znakami interpunkcyjnymi. Nigdy na takie nie wracam, bo szkoda mi nerwów. Może o takich stronach była mowa? Niestety jest ich mnóstwo. Już wolę nudne, ale porządnie napisane teksty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtarzam, że chodziło o promocję "Pięćdziesięciu twarzy Greya" na blogach anglojęzycznych.

      Może powinnam doprecyzować: stwierdzenie dotyczyło studentów polonistyki z UAM, a przynajmniej doktorzy z UAM, którzy wzięli udział w dyskusji, twierdzili, że ich studenci blogi o książkach omijają szerokim łukiem. Odniosłam wrażenie, że wszystkie, nie tylko te z błędami. Może nawet nie zdają sobie sprawy, że niektórzy blogerzy potrafią posługiwać się językiem polskim całkiem nieźle:).

      Staram się pisać poprawnie i cenię poprawność u innych, ale nie jestem tak bezwzględna jak Ty:). Jeśli ktoś pisze ciekawie, to przymknę oko na interpunkcję czy jakąś ortograficzną wpadkę, natomiast nie trawię blogerów, którzy notorycznie popełniają poważne błędy stylistyczne. Jeśli ktoś nie ma językowego "słuchu", to jego opinie o książkach uważam za bezwartościowe.

      Usuń
    2. A, na anglojęzycznych ktoś się tą powieścią zachwycał, ciekawe :) W sumie czytałam tylko jej fragment na jednym z polskich blogów, ale chyba mi wystarczy.

      Jeśli chodzi o studentów, nadal mnie to dziwi - może ci, którzy prowadzą blogi, wstydzą się przyznać? Bo czym tak naprawdę różni się polonistyka na UAM od UG czy UW? A skądś się jednak ci blogerzy-studenci biorą.

      Co do błędów, chyba też źle się wyraziłam: jeśli ktoś pisze ciekawie i o interesujących książkach, jestem w stanie przymknąć oko na "ortograficzną wpadkę", o ile to wpadka właśnie, a nie reguła dotycząca wszystkich czy większości postów. Nie wymagam też perfekcyjnej znajomości interpunkcji, ale jeśli ktoś w ogóle nie wie, do czego służą przecinki, to czytanie takich tekstów strasznie mnie męczy. Nie skreślam strony po znalezieniu na niej kilku błędów - nikt nie jest doskonały. Ale są blogerzy, którzy zaliczają po kilka "wpadek" w każdym poście i widać wyraźnie, że to po prostu brak wiedzy i umiejętności. I tu się podpisuję pod Twoim zdaniem - opinie takich osób o książkach uważam za bezwartościowe.

      Usuń
  9. Miło było cię poznać, mam nadzieję, że jeszcze będziemy miały okazję porozmawiać w nieco lepszych warunkach, bo w Botanice mogłyśmy najwyżej pomachać do siebie;)

    Celem uzupełnienia dodam, że pan z UAM nazywał się Krzysztof Hoffman.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za informację. Spotkania pewnie jeszcze będą, przypuszczam, że więcej z nich wyniesiemy niż z najbardziej ambitnych paneli:).

      Usuń
  10. Ciekawa jestem tej dyskusji (choć skoro piszesz, że nic nowego nie było, to pewnie nic nowego bym się nie dowiedziała). Przeczytałam całą dyskusję na LC i jestem nieco zdegustowana. Komentatorzy odnoszą się do wypowiedzi Stotharda, który szacował sytuację na rynku BRYTYJSKIM i w blogoferze oraz krytyce BRYTYJSKIEJ, ew. anglojęzycznej. Tymczasem wszystkie uwagi wypowiadających się dotyczą Polski. Przecież to logiczne, że sytuacja w Wielkiej Brytanii jest diametralnie odmienna od tej w Polsce, nie ma sensu odnosić wypowiedzi Stotharda do Polski, gdzie autorytetów jeśli chodzi o literaturę jest co kot napłakał (i ci ludzie wcale niekoniecznie parają się pisaniem recenzji w prasie - zresztą jaka w Polsce jest dobra prasa, w której pisze się o literaturze w przystępny sposób i na na bardzo wysokim poziomie? Na myśl przychodzi mi tylko dodatek do "Tygodnika Powszechnego").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, w POLSCE wszystko jest dziesięć razy bardziej poślednie niż w WIELKIEJ BRYTANII. Zmiany na lepsze należałoby zacząć od natychmiastowego zlikwidowania całej naszej prasy i poprzestania na przekładach prasy brytyjskiej. Krytycy z Polski tak długo powinni się wczytywać w recenzje ukazujące się w mediach anglojęzycznych, aż całkowicie przyswoją sobie znajdujące się tam opinie i sposób ich prezentowania.
      Najlepsi będą się mogli ubiegać o specjalny certyfikat wydawany przez redakcje "The Economist" i "The Guardian", uprawniający do pisania o literaturze. Ich teksty będą publikowane dopiero po zaakceptowaniu ich przez specjalną komisję złożoną z brytyjskich krytyków literackich. To logiczne, bo sytuacja w Wielkiej Brytanii jest diametralnie odmienna od tej w Polsce.

      Usuń
    2. Żywię uzasadnioną obawę, że część redakcji prasy krajowej zlikwidować się nie pozwoli, powołując się na swoje ojczyźniane misje. W takich przypadkach widziałabym pewną możliwość: dodatkowe etaty dziennikarskie dla krytyków brytyjskich, zasilających rodzimą redakcję osobą - od czasu do czasu, i poradą - zawsze. Finansuje, oczywiście, "The Economist" czy "The Guardian", na zasadzie pomocy intelektualnej dla krajów Czwartego Świata.

      Albo coś w typie filii: nazwa gazety swojsko brzmiąca, dystrybucja krajowa, a redakcja w Londynie. Obowiązkowo przeszkolona z umiejętności formułowania myśli na poziomie światowych standardów i ścieśniania własnych refleksji w tekstach do trzydziestu znaków.

      Usuń
    3. Elenoir, nie to przecież miałam na myśli :) Nie rozumiem, dlaczego stan faktyczny (wyższy poziom prasy i mediów w ogóle w Wielkiej Brytanii) przyjmujesz z taką zgryźliwością. Pisałam tylko o tym, że wypowiedź Stotharda dotyczyła innych realiów, innych możliwości opiniotwórczej prasy, krytyków i blogerów. To jest fakt, ale ludzie nie biorą tego pod uwagę oceniając jego wypowiedź krytycznie i odnosząc ją do sytuacji w Polsce.

      Usuń
    4. Wiesz, ja normalnie jestem zgryźliwa, a wczorajsza wizyta u dentysty stan ten dodatkowo pogłębiła:). Ale tak serio: czy naprawdę uważasz, że nie dostrzegamy mizerii naszej prasy i innych mediów, że trzeba nam to ciągle uświadamiać przez porównanie z sytuacją w Wielkiej Brytanii, bo sami z siebie nie dojdziemy do prawidłowych wniosków? Być może intencje masz inne, ale właśnie tak można Twoje wypowiedzi zrozumieć.

      Zauważ, że opinia Stotharda była tylko punktem wyjścia do dyskusji o polskich blogerach piszących o książkach i polskich krytykach literackich. Nie rozumiem, co złego czy nieodpowiedniego w tym dostrzegłaś.

      Usuń
  11. Bardzo miło było Cię poznać, zupełnie inaczej czyta się czyjegoś bloga, gdy można go skojarzyć z twarzą i osobowością :) Spotkanie blogerów oceniam bardzo pozytywnie, liczę na wiele podobnych, a targi także udane, kiedy ja te wszystkie książki przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również było miło:). Ja kupiłam dwie książki, ale tak się jakoś składa, że pozycje z własnych półek czytam na saaamym końcu, więc napiszę o nich najwcześniej za rok lub dwa. Może Tobie pójdzie lepiej:).

      Usuń
  12. Dziękuję za obecność w panelach zorganizowanych przez BookLikes i za relacje z nich!
    Jako że prowadziłem ten niedzielny, który się Tobie chyba zbytnio nie spodobał, chciałbym się nieco wytłumaczyć. Masz rację, że był przeznaczony dla osób, które mają dopiero zacząć swoją przygodę z blogowaniem. Chciałem przekonać osoby, które dużo czytają, że warto, fajnie jest mieć bloga i że najłatwiejszym i najlepszym sposobem na jego prowadzenie jest właśnie Booklikes (o czym jestem głęboko przekonany). Ostatnio od wielu takich osób słyszałem, że założenie i prowadzenie bloga jest też niełatwe technicznie, więc chciałem pokazać, że BookLikes jest dla wszystkich, także tych "nietechnicznych". Co do tego, że warto pisać pozytywne recenzje i zarabiać, to był to oczywiście żart, takie strategiczne decyzje pozostawiam już samym blogerom.
    Jak się jednak okazało na panelu było jednak sporo osób, które już są doświadczonymi blogerami. Gdybym to wcześniej wiedział, pewnie wybrałbym wystąpienie coś w stylu "Dlaczego warto mieć profil na BookLikes i co to w ogóle jest" albo coś w tym stylu ;-)
    Żeby nadrobić moje braki w niedzielnym wystąpieniu pozwolę sobie tylko uzupełnić, że BookLikes, ma być właśnie platformą blogową dedykowaną czytelnikom książek. Miejscem, gdzie zbiera się całe czytelnicze życie w sieci. Blog, w którym łatwo można powiązać post z książką albo książkami, gdzie można mieć swoją wirtualną półkę z książkami, gdzie można łatwo i bezproblemowo podłączyć programy partnerskie różnych księgarni, gdzie można sprawdzić informacje o promocjach na książki, i blog, który bez problemów i darmowo można podłączyć pod swoją prywatną domenę i mieć zindywidualizowaną stronę.
    Przepraszam za tę autopromocję na Twoim blogu. Chciałem tylko nadrobić braki w moim niedzielnym wystąpieniu. Oczywiście bardzo serdecznie zapraszam cię do przetestowania Booklikes i przesłania mi wszelkich krytycznych uwag. Te najbardziej negatywne są najbardziej wartościowe :-) Z nich się najwięcej uczymy.
    Jeszcze raz dzięki za udział!
    Pozdrowienia z Poznania! :-)
    Dawid
    dawid.piaskowski@booklikes.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałam się na to niedzielne spotkanie z ciekawości. W sobotę też się promowaliście, ale tamten panel dyskusyjny rzeczywiście dotyczył tego, co sugerował jego tytuł, natomiast dla Twojej niedzielnej prezentacji rzeczywiście bardziej adekwatny byłby ten, który podałeś, i wtedy bym się nie czepiała.

      Na pierwszy rzut oka BookLikes wydaje mi się skrzyżowaniem blogu i serwisu w rodzaju goodreads.com czy lubimyczytac.pl. Dla osób mniej zaawansowanych "technicznie" może to być fajne rozwiązanie, ale wątpię, żeby blogerzy masowo się do Was przenieśli z bloggera czy wordpressa - przyzwyczailiśmy się do urządzania naszych stron po swojemu i trudno byłoby się przerzucić na gotowe szablony, z niewielką stosunkowo możliwością modyfikacji.

      Przetestować serwis oczywiście mogę, a do krytycznych uwag zachęcać mnie nie trzeba, bo ja jestem urodzoną malkontentką:).

      Również pozdrawiam.

      Usuń
    2. Wiesz co Elenoir, tak bardzo krytykujesz innych blogerów za niektóre zachowania, ale ja jestem mega zaskoczony, że pozwalasz na swoim blogu robić tak ordynarną reklamę (bardzo zmyślną, ale tylko reklamę) i to w zamia za co... (?!) za propozycję przetestowania serwisu??? To jest hiper tanie, ale na serio spodziewałem się nieco więcej. Naprawdę nie trzeba kończyć zarządzania i marketingu, żeby odczytać intencję tego komentarza. Eh.. brak mi słów

      Usuń
    3. Z zasady nie kasuję komentarzy na tym blogu, nawet jeśli są wyjątkowo głupie albo jeśli ich autorzy mnie obrażają. Raz chyba tylko zrobiłam od tej zasady wyjątek, kiedy komentarz dotknął inną osobę. Tu taka sytuacja nie wystąpiła. Wpis zawiera informacje o tym, co się działo na targach. Napisałam tu m.in., co sądzę o tych punktach programu, w których brałam udział. Druga strona odpowiedziała i przy okazji się zareklamowała. Mnie to nie przeszkadza, choć nic z tego nie mam. Wierz mi, możliwość przetestowania jakiegoś serwisu nie jest dla mnie żadną atrakcją, zwłaszcza że i tak nie mam teraz na to czasu, podobnie jak na pisanie na blogu.

      Szczerze mówiąc, nie wiem, o co Ci chodzi. Mój blog odwiedza tak znikoma liczba osób, że trudno w ogóle mówić o skuteczności jakiejkolwiek reklamy.

      Usuń
  13. Jeszcze w tym roku wprowadzamy edytor szablonów z możliwością dostosowanie szablonu podobnie jak na bloggerze.
    Niekoniecznie każdy musi się przenosić też na BookLikes "całkowicie". BL może być także uzupełnieniem bloga na wordpressie na przykład. Dzięki niemu można poszerzyć grono odbiorców swoich tekstów i linkować do swojej strony.

    Pozdrawiam

    Dawid Piaskowski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam przetestować Wasz serwis, podałam mail i czekam na zaproszenie:).

      Usuń
  14. Podaj mi mail, na który chcesz dostać zaproszenie, to zaraz Ci wyślę :-) Jestem bardzo ciekawy uwag "malkontentki" ;-)
    dawid.piaskowski@booklikes.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prośbę o zaproszenie wysłałam przedwczoraj, korzystając ze znajdującej się na Waszej stronie opcji "Chcę zaproszenie". Do dziś nie dostałam odpowiedzi. Na szczęście ja się tak łatwo nie zniechęcam:).

      Usuń
  15. Zapraszam do oceny : http://potomekprzeznaczenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).