
Tytuł: Diamentowy wiek
Autor: Neal Stephenson
Pierwsze wydanie: 1995
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok: 1997
Stron: 555
Ocena: 3/5
Można nie lubić książek Stephensona, ale nie można nie doceniać rozmachu kreowanych przez niego rzeczywistości. Ich struktura jest zawsze bardzo dobrze przemyślana, każdy detal jest dopracowany. Nie inaczej jest w "Diamentowym wieku". Czego jak czego, ale detali jest tu mnóstwo, za to fabuły jakby mniej.
Już pierwsze zdanie sugeruje, że nie jest to powieść, której akcja rozgrywa się współcześnie. "Dzwony świętego Marka biły z wysoka kuranty, gdy Pączek podjechał na łyżworolkach pod salon fikacji, aby znowelizować czaszkolet". Od razu wyjaśniam: chodzi o "nanokalibrową wyrzutnię pocisków", umieszczaną w czole. Mamy więc drugą połowę XXI wieku, prawdopodobnie ostatnie ćwierćwiecze, nie potrafię tego bardziej doprecyzować. Państwa, a nawet franszulaty znane z wcześniejszej "Zamieci", nie istnieją. Większość ludzi dla własnego bezpieczeństwa przyłącza się do jakiejś gromady/plemienia.