Impresje

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłopi w literaturze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłopi w literaturze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 marca 2021

Chłopi w literaturze VII

Źródło cytatu: "Życie codzienne wsi między Wartą a Pilicą w XIX wieku" Bohdana Baranowskiego, PIW 1969, str. 54-56


   Jedną z najważniejszych plag, jakie gnębiły szerokie rzesze ludności w dawnych czasach, były klęski głodowe. Na skutek nieurodzajów, zniszczeń wojennych i wielu jeszcze innych przyczyn dawna Polska, tak zresztą jak i większość krajów europejskich, co kilka czy też co kilkanaście lat nawiedzana była mniejszą lub większą klęską głodową. Pociągała ona za sobą olbrzymie straty w ludności, bowiem choroby ze zwiększoną siłą atakowały osłabione organizmy. W XIX w. widmo głodu coraz rzadziej pojawiało się na ziemiach polskich. W znacznym stopniu przyczyniło się do tego rozpowszechnienie uprawy ziemniaków. W naszym klimacie na ogół rok nieurodzaju zbóż był jednocześnie rokiem znacznego urodzaju ziemniaków. (...)
   Od niepamiętnych czasów ludność wiejska znała różne sposoby, przy pomocy których można było w latach nieurodzaju zdobywać żywność na łąkach i w lasach. Zdobycie tych zastępczych produktów nie przychodziło zresztą zbyt łatwo, a jadło z nich otrzymywane pod względem smakowym nie odpowiadało nawet niezbyt wypieszczonym chłopskim podniebieniom. W XIX w. coraz rzadziej trzeba było zdobywać tego rodzaju pożywienie zastępcze. Wywodząca się sprzed wieków wiedza ludowa z tego zakresu zaczęła stopniowo zanikać.
   Oprócz wymienionych już roślin i jagód zbierano szczaw, rdest, pokrzywę, ognichę, lebiodę, liście z buraków, komosę, mlecz, perz, które bezpośrednio spożywano lub dodawano dla urozmaicenia jadła. Czasem nawet żołędzie i orzeszki bukowe (bukiew) po odgoryczeniu i zmieleniu dodawane były do chleba. Pastuszkowie dożywiali się na pastwiskach wybierając z gniazd ptasie jaja. (...)
   A oto wspomnienia Lucjana Rudnickiego o głodzie, jaki miał miejsce jeszcze w 1894 r. w Sulejowie nad Pilicą: "Podstawą wyżywienia dla ogromnej większości były kartofle i kapusta, kraszone grochem, wydzielanym chlebem i jak najstarszą słoniną. Musiał przecież jedzący poczuć, że je omaszczono, czego nie można poznać przy zuchelku świeżego sadła. [...] Ciężkiemu jak zwykle przednówkowi wyszło na spotkaniu beznadziejne lato, a po nim głodowa zima i klęskowy nowy przednówek. Kartofle, których normalnie dla większości starczyło do nowych, z braku chleba zjedzono już w marcu. Starsze, doświadczone komornice wkrótce wykorzystały pokrzywy, lebiodę, a nawet perz, ale trzymorgowe obywatelki z obywatelek nie mogły się zdecydować na takie poniżenie. [...] Rzeczywiście zdawało się, że najgorsze przechodzi. Wiosna 1894 r. była przekropna i ciepła. Już w kwietniu rozkrzewiły się bujnie oziminy, zazieleniły soczyście łąki, miedze, drogi polne i okoliczne nieużytki. W porę, bo przy zupełnym wyczerpaniu paszy, ten i ów ≪ostatnią żywą≫ skórę na targu marnował. Przybyło mleka, wezbrana Pilica przyniosła sporo szczupaków, okoni, a przede wszystkim obfitość bieli i kiełbi. ≪Ryba - ochyba, lepsza chleba skiba≫ - mawiano. Ale, gdy chleba brakło, sznur złowionego na wędkę drobiazgu niejedną rodzinę w głodzie pokrzepił. Wkrótce pojawiły się kolejno: maślaki, grzyby, poziomki. Ludność poweselała. Widoczne się stawało: ≪Kogo Pan Bóg stworzy, tego głodem nie umorzy. ≫ Falujące łany płowego żyta i złotawej pszenicy zapowiadały bogaty urodzaj. Tymczasem gospodynie oczyszczały jęczmienie, owsy, okopowizny z chwastu i karmiły nim obficie dobytek ocalały w głodowej zimie. Na św. Jana kwitły już amerykany. Jeszcze tydzień, a będą utęsknione kartofle, jeszcze miesiąc, a matki, otoczone kołem głodnych dzieci, będą znaczyły krzyżem świętym pierwszy bochenek gorącego chleba przed rozkrajaniem."
   Niedobór środków spożywczych, który szczególnie występował w środowisku biedoty wiejskiej, pociągał za sobą dość poważne konsekwencje. Szerzyły się choroby: szkorbut, krzywica, próchnica, reumatyzm i choroby oczu. Brak pewnych składników mineralnych powodował czasem niedorozwój umysłowy lub nawet kretynizm.
   Dość często następstwem niedożywienia był niedorozwój fizyczny. Szczególnie więc w początkach XIX w. znaczna ilość chłopskich rekrutów nie nadawała się do służby wojskowej. Rodziły się fantastyczne teorie różnych pseudouczonych o innym pochodzeniu etnicznym polskiej szlachty (dobrze odżywionej i wyrośniętej) i ludu.
   Również na skutek zbyt skąpego pożywienia i nadmiernej pracy wytwarzały się pewne typowe cechy psychiczne. Szczególnie więc w początkach omawianego okresu znaczną część ludności chłopskiej cechowała bierność życiowa. Agresywność i skłonność do awantur i bójek powodował zazwyczaj wypity alkohol.

czwartek, 18 marca 2021

Kobieta w literaturze LXXII

Źródło cytatu: "Życie codzienne wsi między Wartą a Pilicą w XIX wieku" Bohdana Baranowskiego, PIW 1969, str. 124-125


   Wypadki przerywania ciąży nie należały do rzadkich. Istniały różne ludowe sposoby, które miały na celu spowodowanie poronienia. Dziewczęta używały więc w tym celu sporyszu, moczyły nogi w bardzo gorącej wodzie, skakały ze znacznej wysokości, puszczały sobie krew, wykonywały ciężką pracę. Rzadko to jednak pomagało. Niekiedy udawano się więc z prośbą o pomoc do znachorek wiejskich. I ich działalność nie zawsze jednak była skuteczna. Próby zaś dokonania poronienia przy pomocy prymitywnych i niesterylizowanych narzędzi, np. zwykłego drutu, często prowadziły do śmierci lub bezpłodności.

   Zdarzały się również wypadki dzieciobójstwa. Czasami wędrowna służąca dusiła swe nowo narodzone dziecko i zakopywała w ziemi lub w nawozie, a sama uciekała do innej miejscowości. Czasami nawet decydowała się na to córka zamożnych gospodarzy. Naturalnie lekkomyślna dziewczyna, pragnąca uniknąć hańby, nie zdawała sobie sprawy, że wypadki takie bardzo łatwo dawały się wykryć i władze bez większego trudu mogły odszukać zbiegłą. W stosunku do dzieciobójczyń nie stosowano już makabrycznych kar z czasów przedrozbiorowych, a mianowicie zakopywania żywcem i przebijania kołem, niemniej kary były w XIX w. bardzo surowe. Również wypowiadała się tu sprawiedliwość zaziemskich kręgów.

   Mówią o tym liczne pieśni ludowe, jak np. ten tekst z okolic Kłodawy z połowy XIX w.:

A w niedzielę po obiedzie,

chodził Pan Jezus po kolędzie.

Dziewka niesie w kuble wodę. -

Dziewko, dziewko, daj téj wody.

Kiej woda ta jest nieczysta,

liściem, prochem zapadzista.

Tyś sama, dziewko, jest nieczysta;

cóżeś ty te dzieci miała,

żadnemuś chrztu nie dawała.

Gdzie jezioro, tam ich czworo,

gdzie pusty las, tam sześcioro.

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Przysłał Bóg czartów przeklętych,

wzięli ją aż na dno piekła.

Posadzili-ć ją na stolec,

dali jéj smoły w kaganiec.

[ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ]

Posadzili-ć ją na oknie,

niech się rozpatrzy po piekle.

Nieszczęśliwa-ć ja na świecie,

któż mi warkocz mój rozplecie?

Ozwała się czarcia mać:

já  twój warkocz będę rozplatać,

wkoło piekło omiatać.

   Wypadki podrzucania nieślubnych dzieci wiązały się z wyjątkowo trudną sytuacją ekonomiczną matek ze środowiska biedoty wiejskiej. Np. uwiedziona służąca nie była w stanie znaleźć odpowiedniej pracy i wychować dziecka. Podrzucała je więc, a sama uciekała w inne okolice.


środa, 17 marca 2021

Chłopi w literaturze VI

Źródło cytatu: "Życie codzienne wsi między Wartą a Pilicą w XIX wieku" Bohdana Baranowskiego, PIW 1969, str. 24


   Do żniwa początkowo niemal wyłącznie służył sierp, a kosa używana była do koszenia łąk. Niekiedy jednak brano również kosy do żęcia gryki, rzadkiego owsa lub jęczmienia. Powoli coraz bardziej rozpowszechniało się użycie kosy, którą żęto także pszenicę i żyto. Wiązało się to z obniżeniem cen na produkowane coraz bardziej masowo kosy. W wypadku więc "urwania" narzędzia przy żęciu gęstego zboża, strata nie była już zbyt duża. Zresztą w ciągu omawianego okresu jakość kos uległa znacznej poprawie.
   Zastąpienie sierpa przez kosę napotkało na bardzo poważne opory ze strony tradycyjnej wsi. Powodowało bowiem przerzucenie najbardziej ciężkich prac w dawnym gospodarstwie rolnym na barki wyłącznie mężczyzn. Przy żęciu sierpem zarówno kobiety, jak i mężczyźni wykonywali mniej więcej taką samą pracę. Natomiast podczas żniw przeprowadzanych przy użyciu kosy znacznie większy był wysiłek mężczyzny. Stąd też inicjatorzy używania kosy spotykali się z różnego rodzaju złośliwymi przycinkami, że cały ciężar pracy biorą na siebie, a oszczędzają swoje żony. Złośliwie przydawano im pogardliwe miana. Starzy gospodarze z ubolewaniem kiwali głowami, dowodząc, że koszenie powoduje bardzo poważne szkody w ziarnie, którego znaczna ilość rozsypie się po polu. Najlepszym przykładem tego stanu mogą być wspomnienia zachowane w jednej ze wsi pod Działoszynem (Bobrowniki), dotyczące lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia. Oto jakoby, gdy pierwszy w tej wsi gospodarz wychodził do żniw z kosą, jego matka klęcząc na środku podwórka z płaczem błagała, aby nie narażał swojej rodziny na kpiny całej gromady. A gdy wyszedł jednak z kosą w pole, dzieci z całej wsi biegły za nim krzycząc: "waryjat, waryjat". Przykład jego szybko jednak znalazł naśladowców. 


Żniwiarki w polu, Włodzimierz Tetmajer

 

poniedziałek, 26 października 2020

Chłopi w literaturze V

Źródło cytatu: "Żywot chłopa polskiego na początku XIX stulecia", nakład Jakóba Mortkowicza, Warszawa 1907 (polona.pl), str. 65-68

We wstępie napisano trochę ogólnie o sytuacji polskich chłopów na początku XIX w., w kolejnej części książki przedstawiono życiorys Kazimierza Deczyńskiego, który jest autorem trzeciej i zasadniczej części tej publikacji: "Opisu życia wieśniaka polskiego". 

Deczyński urodził się 1800 r. we wsi Brodnia, w ówczesnym województwie kaliskim, w rodzinie chłopskiej. Była to wieś rządowa, co oznaczało, że "pan" nie był jej właścicielem, a tylko dzierżawcą. Ojcu Deczyńskiego udało się doprowadzić do tego, że syn zdobył jakie takie wykształcenie i został nauczycielem w rodzinnej wsi. Początkowo Deczyński nie angażował się zbyt otwarcie w stosunki między dzierżawcą a włościanami (wśród których byli jego najbliżsi), ale stopniowo orientował się w sytuacji, zdobywał dowody przeciwko "dworowi" i w końcu wystąpił po stronie pokrzywdzonych. Oczywiście nic nie uzyskał, a "pan" pięknie mu się potem odpłacił.

Warto przeczytać pamiętnik Deczyńskiego, bo jest to jeden z bardzo nielicznych tekstów pisanych z perspektywy ówczesnego chłopa, nieprzefiltrowany przez redaktorów z innej warstwy społecznej. Nie ukazał się drukiem za życia autora.


    Przekonałem się nareszcie, iż opłacana Dzierżawa do skarbu publicznego szczególniej za prestanda włościańskie jest bardzo mierną, gdyż dzierżawca tylko 12 groszy polskich za dzień jeden pańszczyzny opłacał, a zatem zacząłem myśleć, iż ze wszech względów daleko swobodniej żyliby włościanie, aby sami wprost do skarbu publicznego za wszystkie swoje robocizny i daniny opłacali gotowemi pieniędzmi i wcale żadnemu Dzierżawcy nie byli podlegli, gdyż byłem naocznym świadkiem, że jest tysiąc sposobów dokuczyć chłopu, a nawet zniszczyć go zupełnie, chociaż nic więcej nie będzie robił pańszczyzny tylko swoją powinność. — Zniszczyć może chłopa pod pozorem jego istotnej powinności nie tylko sam Pan, gdy ma złość przeciwko niemu, ale zniszczy go Ekonom, a nawet i włodarz, jak się pokaże z następujących przykładów. 

piątek, 24 kwietnia 2020

Chłopi w literaturze IV

Trafiłam ostatnio w internecie na niezwykle interesującą (dla mnie) książkę "Materyjały do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc" zebrane przez księdza Władysława Siarkowskiego (1840-1902), który miał, zdaje się, takie hobby, że spisywał wszystko, co mu okoliczni parafianie naopowiadali:). Poniżej cytuję fragmenty części drugiej wspomnianego dzieła, dotyczące zabobonów związanych z uprawą roli. I szczerze mówiąc, to nie wierzę, że przeciętny chłop stosował czy wierzył w choćby jedną z tych "metod". Chociaż... w różne rzeczy ludzie wierzą i dzisiaj, a co dopiero mówić o niepiśmiennych chłopach sto pięćdziesiąt lat temu... Mocno się uśmiałam, czytając o tych sposobach, czego i Wam życzę:).

Zainteresowałam się tą pozycją, bo moi przodkowie pochodzą ze wsi położonych niedaleko Gór Świętokrzyskich. Autor koncentruje się co prawda na opisie wsi położonych bliżej Kielc i raczej na południe od Gór, podczas gdy moi przodkowie mieszkali na północ od nich, ale myślę, że kilka czy kilkanaście kilometrów dalej życie toczyło się podobnie.


Źródło cytatu: "Materyjały do etnografii ludu polskiego w okolic Kielc" ks. Władysława Siarkowskiego, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego 1879, część II, str. 53-64


   W okolicach Kielc obfitość zabobonów, mających łączność z uprawą roli, siewem, żniwem, domem i gospodarstwem, nierównie jest większą niż koło Pińczowa. Przyczyna tej nierówności polega: na większej oświacie ludu powiatu pinczowskiego niż kieleckiego, już wreszcie na samej przyrodzie miejscowej tych dwóch okolic. Wogóle uważając, okolice kieleckie, aczkolwiek piękne, są bardziej górzyste, ponure, ztąd i dziksze niż pinczowskie i dlatego na umyśle swego mieszkańca piętnują pewną szorstkość, którą łatwo dopatrzeć w jego mowie, sposobie życia, śpiewie, a nawet w ubraniu. Ziemia jałowa, nieurodzajna, na wielu miejscach pokryta smugami piasków, nierzadko niewynagradzająca trudu około niej podjętego, zmusza poniekąd właściciela do szukania środków nadnaturalnych, leżących w zabobonach, bo sądzi w dobréj wierze, że one przyczynią się do dopełnienia braków, do pomnożenia plonu. Dodając do nadmienionych przyczyn i tę okoliczność, że wsie w kieleckiém zbyt są od siebie porozrzucane, że ich domy niegromadnie, ale w długim szeregu kolonij poumieszczane, że w kieleckiém mniéj jest kapłanów do sprawowania posług religijnych i rozciągnięcia pieczy duchownéj nad owieczkami, niż w innych w ogóle powiatach, a w szczególności w pinczowskiém, mniéj téż stósunkowo szkół elementarnych w ubiegłej przeszłości było w kieleckiém niż pinczowskiém: to nie będziemy się dziwić, że zabobony w wielkiéj swéj rozciągłości i doniosłości istnieją między Kielczanami. A choć i tu znajduje się niemały poczet oświeceńszych włościan, którzy w gruncie rzeczy nie wierzą w zabobony, to mimo tego, idąc za zwyczajem większego ogółu swoich współbraci — nie odrzucają ich wcale. (...)
    Uprawa roli pod siew każdego gatunku zboża, sadzenie i okopywanie jarzyn i t. p. czynności rolnicze, mają szczególniej w kieleckiém odrębne zabobony, przesądy, prognostyki i dnie uprzywilejowane. Najwięcej jadnak zabobonów z rozlicznymi waryjantami praktykuje się przy sianiu: rozsady, lnu i konopi jak również sadzeniu kapusty. (...)

2. Przed nałożeniem nawozu na piérwszą furę w kieleckiém przestrzegają ściśle tego zwyczaju, że biorą trzy razy gnoju na widły wyrzucają na dach domu, lub obory, następnie naładowaną furę żegnają krzyżem św. i kropią święconą wodą.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Chłopi w literaturze III

Źródło cytatu: "Dzieła wszystkie", tom 20, Radomskie, Oskara Kolberga (polona.pl), str. 45 i 52



   Wład. E. Zapałowski (T y g o d n.  i l l u s t r. 1882, nr. 352) mówi:
   Jeszcze słówko musimy poświęcić ogólnéj fizyognomii tutejszego ludu (od gór Święto-krzyzkich) „kobiet jak i mężczyzn w ogóle do pięknych zaliczyć niepodobna. Wzrostu bywają miernego, a nawet małego; kobiety pękate, przysadziste, choć znowu nie można bezwarunkowo nazwać ich brzydkiemi, bo tryskające zdrowie, świeżość, mocne rumieńce, w końcu piękny strój, dodają im wiele wdzięku i krasy. Mężczyźni chuderlawi, z długiemi, z przodu tylko ostrzyżonemi włosami, zakrywającemi czoło i okalającemi twarz zupełnie wygoloną, nie mogą także pięknie wyglądać.”
   „W bliższém obcowaniu z tutejszym ludem wiele można znaleźć zdrowego chłopskiego rozumu i trafnych często poglądów; ogół jednak jest ciemny, gruby w swych wyrażeniach, niedowierzający, konserwatywny w wysokim stopniu, a choć oświata nie mogła przedrzeć się tu przez góry i lasy, demoralizacya znalazła jeszcze drogę i wdarła się w ten cichy zakątek, pod nizkie słomiane strzechy.”

    G a z e t a  K i e l e c k a  z  r. 1874, nr. 56, w artykule p. K.-z „Z wycieczki w Łysogóry” tak się wyraża: „Lud okolic Święto-krzyzkich nie odznacza się po większéj części tak pięknemi rysami i przyjemną powierzchownością, jak nad-wiślańscy Sandomierzacy lub Krakowiacy; jest ponury i zabobonny. Zamożni włościanie, z powodu dość jałowego gruntu, trafiają się nader rzadko.” Za to, wcale nie rzadkiemi bywają tu kradzieże, a powód do nich dawać może bieda. Osobliwie też łakomi są na wszelkiego rodzaju wiktuały; a tylko jajko ukraść (tak tu jak i pod Sandomierzem) za wielki grzech sobie poczytują.

   G a z e t a  K i e l e c k a 1874, nr. 56, w artykule p. K-z „Z wycieczki w Łysogóry" mówi: „Materyał na odzienie każdego z włościan od gór święto- krzyzkich, oprócz czapki i zimowych butów, jest wytworem ich przemysłu. Gospodynie same przędą i tkają z lnu własnéj uprawy i z wełny własnéj hodowli owiec, lniane i wełniane tkaniny, służące im na odzienie jako i na sprzedaż, jak n. p. płótno poszukiwane i praktyczne, wełniane zapaski i wełniane dywaniki (kilimki) najczęściéj w czarne i czerwone pasy, służące kobietom do okrycia w zimie zamiast ciepłych chustek i kupowane od nich na dywaniki dla okrycia n. p. bryczki. Sukno na kapoty mężczyzn również przez kobiety jest wyrabiane. Dla tego-to w każdéj prawie chacie można znaleźć warstat tkacki. W ogóle strój mieszkańców téj okolicy jest prosty i skromny."
   „Sukmana bronzowego koloru, ze stojącym kołnierzem, skromnie czerwonemi sznurkami wyszytym i granatowa czapka z dużem rondem z czerwonemi często wypustkami i dużym daszkiem, stanowią zwykły strój mężczyzn. Na zimę niektórzy noszą wysokie baranie czapki. Kożuchów i rękawic na zimę, a kapeluszy na lato prawie nie znają, a na większe mrozy pod wełniane sukmany podwdziewają ciepłe wełniane spancerki i takież spodnie. W lecie rzadko chodzą w butach; nosząc zamiast nich tak zwane trepki t. j. rodzaj pantofli z grubą drewnianą podeszwą, na wierzchu któréj jest przybity kawałek przyszwy, zakrywający stopę do połowy i służący do utrzymania na niéj tego obuwia. “ (Obacz wizerunek w Seryi II Ludu, od Iłży i Szydłowca).
   „Ubranie kobiet składa się w lecie z kolorowych perkalikowych lub wełnianych spódnic, takichże zapasek, któremi i plecy okrywają. W zimie ubranie to zastępują wełnianemi szorcami, zapaskami i kilimkami (płachtą). Włosów tak mężatki jak i dziewczęta po większéj części nie splatają w warkocze, a tylko je swobodnie z tyłu głowy spuszczają, związując lekko małą bawełnianą kolorową chustką z opuszczonemi końcami. Na nogach zimą codziennie, a latem tylko w święto, gdy idą do miasta, noszą płytkie trzewiki i pończochy."
   „Porównywając ubiór włościan innych okolic z ubiorem święto-krzyzkich, możemy zauważyć, że ci ostatni są mniej wybredni i mniéj estetyczni pod względem okrycia, i więcéj zahartowani na zimno."

Tu mamy co prawda lata 60. w Tarczku, ale zapaski,
które te panie mają na ramionach,
to chyba najbardziej tradycyjny element stroju ludowego,
o którym dzisiaj się nadal pamięta.
Fotografia Pawła Pierścińskiego


 

środa, 1 sierpnia 2018

Chłopi w literaturze II

Źródło: "Pamiętniki chłopów", Pamiętnik nr 20, Instytut Gospodarstwa Społecznego 1935, str. 270-281.

Gospodarz na osadzie pięciomorgowej w pow. iłżeckim

 (...) Otóz taki to jest nas los biednych ludzi, chociaz by cłowiek ręce sobie urobił to do niczego nie przyjdzie i niczem być nie moze, by tylko zawsze biedny. Teraz opisę jakie to jest zycie małorolnego, otóz w tem kryzysie z pięciu mórg ziemi piątej klasy jeżeli jest dobrze obsiane, zyta, jak dobry urodzaj to w tem roku był średni, wysiałem trzy metry to zebrałem trzy kopy. Z kopy po wymłóceniu, czyli kopa wyda trzy metry, to mam dziewięć metrów. Wysiałem trzy pozostało sześć, na chleb miesięcznie potrzebuję 3/4 metra t. j. na rok 9 metrów to mi brakuje, trzy metry na chleb. Kar­tofli ukopałem 35 korcy, miesięcnie potrzebuje pięć korcy t. j. 60 korcy to moze mi braknie 25, do tego to jęcmienia trzy metry i owsa trzy korce. To jęcmienia jakby trzymać jakie prosie to tez trzeba kupić owies dla kur których 10, słomy, moze być razem wszystkiej dwie kop do trzech to na pasę dla jednej krowy starcy, ale trzeba dokupić siana i na pościółkę słomy to na to mozeby starcyło. Prosie jezeli go bede mugł dotrzymać chociaz na 100 zł., kury mogą dać przez cały rok 25 zł. to sie nie zje ani jednego jajka, chyba, ze na święta, bo nie wolno. Krowę mam jedną to ni mozna na nią liczyć, ze da jaki przychód, ale i ona musi dać, bo daje trzy litry mleka dziennie, to sie odbiera tłusc i zrobi sie masło, niech Bóg broni zeby dziec­ku pokazać masło, bo trzeba sprzedać, bo jezeli dzieciom masła to by musiało nago i boso chodzić, a tak to jak zbiera przez tydzień to sie uzbiera na sól, bo przeciez bez soli ni mozna jeść, choć nieokrasone, ale jak osolone to jakoś sie lepiej zje, a nawet niektórzy to juz pró­bują niesolić, bo nima za co soli kupić. Kura jak jakie jajko zniesie to tez sie go takze nie zje chyba, ze kto chory na płuca to jak sie połozy, ze juz nie moze wstać to dopiero musi. Ale dzieci za to boso chodzą, bo i u mnie jest zona chora i od doktorów ma zakazane, azeby dobrze jadła, mleko, masło, jajka, ale czy to robi, kiedy nimozna bo jest czworo dzieci małych, trzeba ogarnuć i obuć to z cze­go jaki gros sie zrobi. Jedno chodzi do szkoły to tez potrzeba to na zesyt, to na ksiązki, to atrament, to rózne wymysły jak to te nase szkoły teraz wymagają. Tak ze niejeden biedak nie posyła dziecka do szkoły, bo nima na to wszystko skąd brać, albo nima w czem chodzić do szkoły to jesce przez lato to chwała Bogu, bo pójdzie boso i w jakimkolwiek ubraniu, a zimą to nie wiem jezeli nima szkoły w swej wsi, to większa połowa dzieci do szkoły chodzić nie będzie z braku obuwia i cieplejszego ubrania. Ja sam tez nie poslę nima w czem, a do szkoły jest przesło dwa kilometry. Tak to my biedni zyjemy na wsi, jak dalej będzie to nie wiem, bo zabudowania się pustoszą, a na nową nima pieniędzy, stodołę mam taką, ze wrota się niechcą i juz otwierać, bo dach cały sie wali. Obora czyli chlew co w nim mam wszystko i krowę i kury i świnie i to się tez leje bo nima czem poszyć, bo słomy ledwo na pasę dla jednej krowy starczy. Z domu co mieszkam tez krokwie sie załamują, a zdałoby sie i o nowem pomyśleć, bo zaciasny zaledwo moze się zmieścić dwa łózka, to na jednem łóżku śpi czworo dzieci.
   Ale skąd wziąć pieniędzy, aby to wszystko poprawić. Dawniej to chociaz mozna było pozyczyć jeden od drugiego, a jak nie to cho­ciaz u zyda. A teraz to niema o tem co mówić, o pozyczce bo nikt nima pieniędzy, a choć kto ma to teraz nie pozyczy.(...)

czwartek, 31 maja 2018

Chłopi w literaturze I

Źródło: wspomnienia Huberta Vautrina, fragment z pierwszego tomu "Polski stanisławowskiej w oczach cudzoziemców", opracowanie i wstęp - Wacław Zawadzki, PIW 1963, str. 707-713.

"Ziemia", Ferdynand Ruszczyc, 1898
   W takim to stanie znajduje się Polska, gdzie zaledwie doszukać się można śladów człowieka. Podróżny, który wziąłby zboże za dziko rosnącą roślinę, mógłby przebyć dziesięć mil nie przypuszczając nawet istnienia mieszkańców. Polacy sami czasem przyznają, że brak im rąk do pracy. Na pytanie, dlaczego to lub owo bagno nie zostało osuszone, odpowiadają, że brak im siły roboczej. Zapytajcie, dlaczego olbrzymie przestrzenie pokrywają ugory, a odpowiedzą wam, że mało w tym kraju rolników. Gdy zapytacie, dlaczego tak dużo spotyka się dzikich zwierząt, które nie ośmieliłyby się pokazać gdzie indziej, otrzymacie odpowiedź, że ludność nie jest tu dość liczna, by je wypłoszyć albo wytępić.