Impresje

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Absurdy językowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Absurdy językowe. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 października 2012

Grafomania ma się dobrze

Nie mam jakoś ostatnio głowy do pisania o przeczytanych już książkach, więc tym razem krótko na temat zastępczy. Przypadkowo odwiedziłam blog osoby, która na innym blogu pozostawiła wyjątkowo idiotyczny komentarz. Złota myśl Coelho w nagłówku tej strony skłoniłaby mnie do natychmiastowej ewakuacji, ale mój wzrok zatrzymał się jeszcze na frazie "zakręty losu", która od razu skojarzyła mi się z traumą, którą do dziś odczuwam po lekturze powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej o takim właśnie tytule. Niestety autorka napisała dwa kolejne tomy tego okropieństwa, a wydawnictwo Novae Res przygotowało z tej okazji nową szatę graficzną, wspólną dla całej trylogii. Dobrą stroną tych okładek (zresztą jedyną) jest to, że bez owijania w bawełnę informują, co jest w środku. 

Ale okładki to jeszcze nic w porównaniu z plakatem reklamującym ten cykl. Można go sobie obejrzeć np. na blogu Agnieszki Lingas-Łoniewskiej oraz na stronach wielu admiratorów jej "twórczości", a imię ich Legion, niestety. I nawet nie chodzi tu o tego półnagiego pana, ale o cytat z recenzji Leny, który wydawnictwo zamieściło na samej górze, a który brzmi: "wyzwoliła we mnie wodze najskrytszych fantazji". Czy naprawdę nikt w Novae Res nie potrafi posługiwać się językiem polskim?

Grafomanka w grafomańskim stylu poleca książkę grafomanki. I tak to się kręci. Swoją cegiełkę podaje również Anna Klejzerowicz, być może w imię zawodowej solidarności. Czytałam dosyć pochlebne recenzje niektórych jej utworów, ale skoro rekomenduje innym powieści Lingas-Łoniewskiej, to podejrzewam, że z jej własnymi musi być coś nie tak.

sobota, 12 maja 2012

Treść zawartości kontentu

Zarejestrowałam się w należącym do Agory serwisie Publio.pl, ponieważ każdy, kto założy u nich konto do końca maja, może ściągnąć za darmo trzy ebooki: "Plan Sary" Pawła Jaszczuka, "Kaprysik" Mariusza Szczygła i "Kunę za kaloryferem" Adama Wajraka i Nurii Selvy Fernandez. Skopiowałam je już sobie na telefon, wyglądają w porządku.

Strona Publio.pl jest przejrzysta i funkcjonalna. Ceny do najniższych nie należą, ale ten serwis chce podobno konkurować jakością. Prawdopodobnie chodzi o jakość kontentu.

Warunkiem założenia konta jest, jak to zwykle bywa, akceptacja ichniego regulaminu, który powinno się wcześniej przeczytać, ale przecież mało kto to robi. Zwykle zadaję sobie ten trud i tak też było tym razem, zwłaszcza że rzucił mi się w oczy podtytuł:
REGULAMIN UDOSTĘPNIANIA PLIKÓW ELEKTRONICZNYCH
z kontentem przeznaczonym do odczytu lub innej formy odtworzenia oraz świadczenia usług dodatkowych [całość tutaj]
KONTENTEM! Kontent to - według autorów regulaminu - "w szczególności e-book, audiobook, e-prasa, aplikacje multimedialne". Czy naprawdę nie można było napisać po polsku: ZAWARTOŚĆ?

Rozumiem stosowanie zapożyczeń z obcych języków w sytuacjach, kiedy nie istnieje w miarę wygodne w użyciu polskie określenie jakiegoś terminu (np. weekend). Niech sobie marketingowcy rozmawiają między sobą o rebrandingach i focusowaniu, dziennikarze sportowi o cornerach i statystykach passów, a informatycy o upgrade'ach i javascriptach.
ALE regulaminy korzystania z różnych usług powinny być zrozumiałe dla przeciętnego użytkownika, czyli napisane po polsku, a regulamin serwisu połączonego z księgarnią internetową powinien charakteryzować się szczególną starannością językową - z szacunku dla klientów, którzy jeszcze czytają i chcą za to płacić.


Regulamin Publio przejrzało pewnie dziesięciu prawników, ale poskąpiono pieniędzy na opłacenie korekty. Tu i ówdzie brakuje przecinków. np.  w rozdziale IV, punkt 1, podpunkt 2:
Użytkownik może zdefiniować czy jego Konto ma mieć charakter Prywatny czy Publiczny.
W rozdziale III, punkt 7, podpunkt 1 znajduje się zupełnie niezrozumiały fragment:
Po upływie okresu podanego powyżej Plik może być udostępniony Użytkownikowi i pobrany przez niego na jedno dodatkowe Urządzenie Elektroniczne stacjonarne, uzyskaną od Strony Ujawniającej oraz jedno Urządzenie mobilne z zainstalowanym oprogramowaniem obsługującym DRM Adobe, np.: BlueFire Reader, Aldiko – w nieograniczonej liczbie pobrań – w każdym kolejnym okresie wynoszącym 12 miesięcy;
a w punkcie 9 tego samego rozdziału frapujący zapis:
Inne, niż określone w niniejszym Regulaminie utrwalanie, zwielokrotnianie, a także wprowadzanie do obrotu oraz rozpowszechnianie Pliku wymaga zgody właściciela praw, za wyjątkiem przypadków wyraźnie dozwolonych przez prawo.
A czy są jakieś przypadki dozwolone przez prawo niewyraźnie? Nie jestem prawnikiem, nie wiem, może są.

Należy też wyrazić zgodę m.in. na przetwarzanie takich danych jak "oznaczenia identyfikujące zakończenie sieci telekomunikacyjnej lub system teleinformatyczny, z którego korzystał Użytkownik". Czymkolwiek te oznaczenia są.


OK, regulamin jak regulamin, ani lepszy, ani gorszy niż regulaminy innych serwisów, nikt nikogo nie zmusza do akceptacji. Dziwi mnie jednak, tak, jeszcze mnie dziwi, że ta dziwaczna nowomowa jest obecna w całym serwisie, nie tylko w regulaminie. Szczególnie polecam dział Dla Wydawców i Autorów. Dowiemy się z niego, że:
  • prostacki wyraz "sprzedaż" wypada obecnie zastępować bardziej elegancką "dystrybucją";
  • słowo "klient" jest passé, należy mówić "nabywca ofert";
  • "format MOBI jest natywnym standardem e-czytników marki Kindle";
  • pliki mp3 "można odtwarzać na różnego typu playerach audio";
  • czcionki istniały w czasach Gutenberga, w XXI wieku używa się "fontów";
  • potencjalni nabywcy ofert otrzymują "spersonalizowane alerty";
  • Publio.pl wyróżnia m.in. "budowanie oferty wydawniczej w oparciu o całe uniwersum piśmiennictwa (nie tylko bestsellery i nowości, lecz wszystkie gatunki i rodzaje piśmiennicze)".

Mam nadzieję, że twórcy serwisu natrafią kiedyś w tym "całym uniwersum" na dobry podręcznik do nauki języka polskiego.


środa, 22 września 2010

Absurdy językowe II

Miało być o Media Markt, więc będzie. Na billboardach tej firmy chyba od zawsze goszczą jakieś dziwne osoby albo mało finezyjne teksty, więc niby nie powinnam się dziwić, a jednak. 

Niskie ceny to nasz psi obowiązek

Popatrzyłam, przeczytałam, zamyśliłam się... 
Media Markt od zawsze kieruje swoje reklamy do osób o raczej niskiej samoocenie, promując się hasłem "Nie dla idiotów". Potencjalny klient ma sobie najwyraźniej pomyśleć, że robiąc zakupy w tej sieci, automatycznie trafi do elitarnego klubu inteligentnych i sprytnych konsumentów, dysponujących tajemną wiedzą o tym, gdzie kupować tanio i mądrze. Nie, on nie jest takim idiotą jak ci, którzy kupują, dajmy na to, w avansie. 
Może w czyjeś gusta i potrzeby to rzeczywiście trafia, nie wiem.

Ale ten "psi obowiązek" to już przesada. Tego zwrotu używają osoby mocno zakompleksione i pozbawione elementarnego wychowania w stosunku do swoich podwładnych albo innych osób im podległych. Tak, pies najlepszym przyjacielem człowieka, ale mimo wszystko jest to wyrażenie bardzo pogardliwe. 
Media Markt maksymalnie płaszczy się przed klientem. Kup u nas, kup, towar przyniesiemy ci w zębach, jeśli rzucisz nam piłeczkę, to zaaportujemy, a naszym pracownikom możesz w każdej chwili urządzić pokazową tresurę. 
Żenujące jest to odwoływanie się do najniższych instynktów potencjalnych klientów. A przecież można inaczej: "Kupuj taniej w Tesco" albo "Codziennie niższe ceny" (Biedronka). Można? Można. Sens tych haseł jest taki sam, ale nie ma w nich tej odpychającej agresji.

poniedziałek, 20 września 2010

Absurdy językowe I

Przeglądając czasami różne serwisy internetowe, zwłaszcza te tzw. informacyjne i podobne, słuchając reklam w radiu czy tv, natykając się na billboardy, trafiam czasami na tak absurdalny tekst lub zwrot, że najchętniej użyłabym rękoczynów w stosunku do ich autora/autorki, choć na ogół jestem spokojną i niegroźną osobą:) Powiedzmy, że umiarkowana znajomość języka polskiego nie razi mnie aż tak w rozmowach, ale jeśli już coś się publikuje, to wypadałoby zadbać o korektę. 

Do rzeczy. Na onet.pl zauważyłam taki nawet dość ciekawy artykuł autorstwa Dominiki Kaszuby o Eugeniuszu Bodo. I jaki on ma tytuł? Jaki? 

Idol pensjonarek, kobiet i starszych pań

Czyli co? Pensjonarki i starsze panie nie są kobietami? Autor/autorka tego tytułu (zdaję sobie sprawę, że to niekoniecznie musi być pani Kaszuba) uważa chyba, że na miano kobiety zasługują tylko osobniki płci żeńskiej zdolne do rodzenia dzieci, a przedtem i potem to są to tylko twory kobietopodobne, zbyt niedojrzałe lub zbyt przejrzałe. I na głównej stronie onetu takie coś... (był obrazek, tytuł i link)


Cykl będzie kontynuowany - ostatnio często mijam billboard z reklamą Media Markt...