Tytuł: Samolubny gen (The Selfish Gene)
Autor: Richard Dawkins
Pierwsze wydanie: 1976 (ta wersja: 1989)
Tłumaczenie: Marek Skoneczny
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Na ścieżkach nauki
ISBN: 83-86868-15-5
Stron: 472 (w tym przypisy, literatura i indeks)
Ocena: 4+/5
Snułam się między bibliotecznymi półkami, nie mogąc zdecydować się na nic konkretnego. W końcu przyszło mi do głowy, żeby zapytać o jakąś książkę Dawkinsa. Dostępny był "Samolubny gen" i chyba dobrze się stało, że od tej właśnie pozycji zaczęłam poznawać twórczość, a właściwie dorobek naukowy tego autora. W ostatnich latach postrzegany jest, mam wrażenie, raczej jako "wojujący ateista" niż wybitny zoolog, etolog, ewolucjonista i popularyzator nauki.
Autor: Richard Dawkins
Pierwsze wydanie: 1976 (ta wersja: 1989)
Tłumaczenie: Marek Skoneczny
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Na ścieżkach nauki
ISBN: 83-86868-15-5
Stron: 472 (w tym przypisy, literatura i indeks)
Ocena: 4+/5
Snułam się między bibliotecznymi półkami, nie mogąc zdecydować się na nic konkretnego. W końcu przyszło mi do głowy, żeby zapytać o jakąś książkę Dawkinsa. Dostępny był "Samolubny gen" i chyba dobrze się stało, że od tej właśnie pozycji zaczęłam poznawać twórczość, a właściwie dorobek naukowy tego autora. W ostatnich latach postrzegany jest, mam wrażenie, raczej jako "wojujący ateista" niż wybitny zoolog, etolog, ewolucjonista i popularyzator nauki.
"Samolubny gen" został po raz pierwszy wydany w 1976 roku i podobno wywołał duże poruszenie w środowisku naukowym i wśród pozostałych czytelników. W 1989 roku ukazało się kolejne wydanie - z nową przedmową Dawkinsa, poszerzone o dwa rozdziały i sporo przypisów zamieszczonych na końcu książki (w polskiej wersji zajmują ponad 80 stron!). W trzydziestą rocznicę opublikowano jubileuszowe wydanie, zawierające kolejną przedmowę autora oraz fragmenty recenzji. Ja czytałam wersję drugą, ale Prószyński i S-ka wydali również najnowszą.
Oczywiście od 1976 roku w genetyce dokonano olbrzymiego postępu, a jednak książka Dawkinsa nadal jest wznawiana, co chyba najlepiej świadczy o jej wyjątkowości.
Oczywiście od 1976 roku w genetyce dokonano olbrzymiego postępu, a jednak książka Dawkinsa nadal jest wznawiana, co chyba najlepiej świadczy o jej wyjątkowości.
Jeśli chodzi o lekcje biologii w szkole, to najbardziej wbiła mi się w pamięć fotografia najedzonego kleszcza z podręcznika do którejś tam klasy podstawówki. Oględnie mówiąc nie był to mój ulubiony przedmiot, obawiałam się więc, że mogę nie przebrnąć przez "Samolubny gen", a jednak się udało:). No, nie będę twierdzić, że wszystko a wszystko pojęłam, ale wydaje mi się, że główne tezy autora zrozumiałam. Naturalnie jako laikowi trudno mi się do nich ustosunkować, nie czuję się w żaden sposób upoważniona do polemizowania z naukowcami, zwłaszcza z tak uznanymi[1]. Spodziewam się, że niedługo poczytam sobie o ewolucji człowieka z zupełnie innego punktu widzenia - w moim prezencie urodzinowym (z lipca), czyli w "Nonzero" Roberta Wrighta. Sprawdzę, która perspektywa naukowa bardziej trafi mi do przekonania.
(Jak zwykle: kursywą oznaczam własne przemyślenia, wszelkie pogrubienia również są moje. W komentarzu zasugerowano, że brzmi to dwuznacznie, więc precyzuję: chodzi mi o to, że jeśli w cytacie tekst jest pogrubiony, to pogrubiłam go ja, a nie wydawca albo autor).
(Jak zwykle: kursywą oznaczam własne przemyślenia, wszelkie pogrubienia również są moje. W komentarzu zasugerowano, że brzmi to dwuznacznie, więc precyzuję: chodzi mi o to, że jeśli w cytacie tekst jest pogrubiony, to pogrubiłam go ja, a nie wydawca albo autor).
Lektura "Samolubnego genu" zmusza czytelnika do spojrzenia na siebie, na ludzkość z zupełnie nowej perspektywy. Dla niektórych będzie to prostsze, dla innych trudniejsze - myślę, że to w dużej mierze zależy od światopoglądu. Istnieje, jak sądzę, spore prawdopodobieństwo, że osoby o silnym zacięciu antropocentrycznym rzucą książką o ścianę już po przeczytaniu pierwszego rozdziału:).
Otóż Richard Dawkins twierdzi - w wielkim skrócie - że człowiek (i każdy inny organizm) jest tylko maszyną przetrwania, nośnikiem dla swoich genów, optymalnym, wielofunkcyjnym opakowaniem. Kiedy umiera, umiera definitywnie. Nawet mój hipotetyczny klon nie byłby mną - będzie po prostu identycznym zestawem genów (właściwie chodzi oczywiście o ich kopie), ale jednak zupełnie inną osobą, z innymi wspomnieniami, poglądami, uczuciami. Połowę genów otrzymujemy od mamy, połowę od taty, tak jak nasze rodzeństwo. Potem połowę własnych genów przekazujemy dzieciom. W porównaniu do długości życia ludzkiego organizmu - geny są niemal wieczne, wiernie replikują się w kolejnych pokoleniach (choć zdarzają się mutacje). "W długim okresie wszyscy będziemy martwi", przetrwają tylko kopie naszych genów.
Otóż Richard Dawkins twierdzi - w wielkim skrócie - że człowiek (i każdy inny organizm) jest tylko maszyną przetrwania, nośnikiem dla swoich genów, optymalnym, wielofunkcyjnym opakowaniem. Kiedy umiera, umiera definitywnie. Nawet mój hipotetyczny klon nie byłby mną - będzie po prostu identycznym zestawem genów (właściwie chodzi oczywiście o ich kopie), ale jednak zupełnie inną osobą, z innymi wspomnieniami, poglądami, uczuciami. Połowę genów otrzymujemy od mamy, połowę od taty, tak jak nasze rodzeństwo. Potem połowę własnych genów przekazujemy dzieciom. W porównaniu do długości życia ludzkiego organizmu - geny są niemal wieczne, wiernie replikują się w kolejnych pokoleniach (choć zdarzają się mutacje). "W długim okresie wszyscy będziemy martwi", przetrwają tylko kopie naszych genów.