Impresje

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księgarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księgarnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lutego 2017

Moje słuszne poglądy na wszystko VII

Trafiłam kiedyś przypadkiem (chyba na facebooku) na zapis spotkania z profesorem Grzegorzem Leszczyńskim w krakowskiej księgarni De Revolutionibus. Books&Cafe, które odbyło się w zeszłym roku w ramach Festiwalu Niezależnych Księgarń. Rozmowę prowadził dziennikarz Łukasz Wojtusik. W innych okolicznościach zapewne nie chciałoby mi się tego słuchać do końca, ale akurat sprzątałam łazienkę, która to czynność jest niestety dosyć żmudna, więc postanowiłam ją sobie nieco urozmaicić.

Tematem owego spotkania była "kulturotwórcza i społeczna rola księgarza i księgarń", mówiono więc o sprawach poważnych, ale w sposób dla mnie jednak niestrawny. Być może machanie ścierką, gąbką i szczotką do sedesu uniemożliwiło mi wtedy dostrojenie się do tej konwersacji. Tkwiłam fizycznie w prozie życia, podczas gdy panowie wznosili się na wyżyny stereotypu.

wtorek, 7 lutego 2012

Czasami i do Empiku warto zajrzeć

Czytam, czytam, ale ostatnio jakoś nie chce mi się o tym pisać. Może jutro pojawi się wpis o "Diabłach z Loudun", chociaż kto wie... Jak zwalczyć brak weny i lenistwo?

Ale chciałam poinformować o czymś innym. Śpieszę donieść, że w Empiku na Rynku Głównym w Krakowie na trzecim piętrze jest coś w rodzaju wyprzedaży książek nieco uszkodzonych. Nie wiem, od kiedy to działa, ja dopiero dziś zauważyłam informujące o tym plakaty. Do Empiku udałam się właściwie po pamiątkę chrztu świętego (wybierać można tylko między kartkami mniej lub - o wiele częściej - bardziej kiczowatymi), a wyszłam z "Chrztem ognia" Sapkowskiego (zaczęłam kompletować sobie cykl o wiedźminie). Zapłaciłam za tę książkę 9,99 zł, podczas gdy cena detaliczna wynosi ok. 40 zł, a jakość wydania absolutnie takiego zdzierstwa nie usprawiedliwia. Mój egzemplarz ma niewielką wadę - kilka ostatnich stron trochę nierówno obciętych w procesie produkcji.

Jest w czym wybierać, widziałam książki za 4,99, 9,99, 19,99, 29,99 zł lub w wyższych cenach (głównie w przypadku albumów). Stoją na półkach i leżą w takich jakby metalowych koszach. Nie trzeba w nich grzebać, bo tytuły są dobrze wyeksponowane. 

Przypuszczam, że tych, którzy poparli akcję "Nie karm książkowego potwora", takie okazje nie skuszą, ale pozostali może znajdą tam coś dla siebie w atrakcyjnej cenie.

A wracając na chwilę do Sapkowskiego... Chodzą słuchy, że będzie kontynuacja cyklu o wiedźminie (potwierdza to sam autor). W tym lub przyszłym roku. Może prequel, może sequel, może jeszcze coś innego, nie wiadomo. Do książek o Geralcie z Rivii odczuwam duży sentyment. Dopiero po przeczytaniu "Ostatniego życzenia" przestałam uważać fantastykę za literaturę dla smarkaczy (miałam wtedy jakieś dwadzieścia lat;)). "Trylogia husycka" spodobała mi się już mniej, a "Żmija" wcale. Jak będzie z nową książką? Zobaczymy.

***

Kiedy przeglądałam sobie ofertę internetowych księgarń, zwróciłam uwagę najpierw na tytuł: "Na fejsie z moim synem", potem na autora: Janusz L. Wiśniewski, a potem na opis:
Nieżyjąca matka, Irena Wiśniewska, pisze z czeluści piekielnych do swojego ukochanego syna Janusza. Pisze na Facebooku, a jej wpisy układają się w intymną, fascynującą opowieść, gdzie rodzinne historie przeplatają się z wywodami o Bogu, nauce, sztuce... Dopiero teraz, na fejsie, mogą powiedzieć sobie wszystko. Ten zapis wzajemnej tęsknoty jest próbą dokończenia przerwanej śmiercią rozmowy, w której nie ma już tabu. [źródło]
Nie zwykłam na co dzień wyrażać się ordynarnie, ale w tym przypadku muszę powiedzieć co najmniej: WTF?!? Nie czytałam żadnej powieści tego autora i wciąż utwierdzam się w przekonaniu, że nigdy nie powinnam.


wtorek, 29 marca 2011

Różne sprawy

To, że tu nie piszę, nie oznacza, że nie czytam:). Przeciwnie. Po prostu zaczęłam w ubiegłym tygodniu "Kobietę z wydm" Abe Kōbō, żeby się przygotować do dyskusji w Klubie czytelniczym u Anny. Po 30 stronach tej opresyjnej i depresyjnej lektury byłam tak (czytelniczo) wyczerpana, że musiałam się zrelaksować "Pieśnią lodu i ognia" George'a R.R. Martina. No, nie całą - tym razem opuściłam tom pierwszy ("Grę o tron"), a potem rozdziały dotyczące Catelyn Stark, bo ta bohaterka działa mi na nerwy.

Fani cyklu na pewno już wiedzą, że April is coming;), tzn. 17 kwietnia w USA (w Polsce 18) HBO wyemituje pilot serialu. Sezon będzie się składał z 10 odcinków, a ja mam nadzieję, że powstaną kolejne.



Co prawda Jon Snow (jedna z moich ulubionych postaci) wygląda ZUPEŁNIE inaczej niż to sobie wyobrażałam, no ale może jakoś to będzie. Zysk i S-ka wznowi, również w kwietniu, "Grę o tron" już z filmową okładką.

Podobno "A Dance with Dragons" ma się wreszcie w tym roku ukazać jakoś latem (po polsku pewnie w przyszłym roku). Oby:).

***

Niedawno Grupa Publicat zaproponowała mi współpracę, a ja się zgodziłam. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Grupa skupia kilka wydawnictw, m.in Książnicę i Wydawnictwo Dolnośląskie, więc może prześlą mi coś ciekawego od czasu do czasu:). Na początek (oby nie okazał się końcem;)) wybrałam sobie reportaż z Iraku: "Dobrzy żołnierze" Davida Finkela.

***

Okazuje się, że książki zamówione w merlin.pl można odebrać w księgarniach PWN (w Krakowie znajduje się ona w samym centrum) i nie ponosi się wtedy kosztu dostawy! I to podobno już od roku! A ja dowiedziałam się o tym dopiero kilka dni temu. Zamówiłam sobie biografię Flauberta autorstwa Fredericka Browna za całe 10 zł (jest promocja). Mam nadzieję, że warto. 

Pewnie nie przeczytam tej książki w najbliższym czasie, bo po własne sięgam na samym końcu. Nawypożyczałam sobie z bibliotek mnóstwo fajnych książek i jakoś nie mogę się za nie zabrać. "Ex libris" Fadiman", "Opętanie" Byatt, "To nie jest kraj dla starych ludzi" McCarthy'ego, "Zła krew" Gortata, "Wielka księga bajek greckich"... 

Przy okazji, byłam dziś świadkiem (brak, oczywiście, żeńskiego odpowiednika tego słowa) zabawnej scenki. Pan w średnim wieku przyszedł do wypożyczalni dla młodzieży zapewne w zastępstwie swojej latorośli. Na karteczce miał zapisany tytuł książki, ale chyba niewyraźnie, bo poprosił do "Dumę" Camusa. Bibliotekarz podpowiadał, że chodzi chyba o "Dżumę", ale ów pan wolał się upewnić i dzwonił do dziecka. Ja chowałam się za półkami:). Przypomniał mi się wtedy ten skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju:

wtorek, 22 marca 2011

Dziwne zachowanie firmy Selkar

Nie czytałam żadnej książki państwa Grossów, ale ten wpis będzie pośrednio dotyczył ich publikacji. Otóż na stronie firmy Selkar, która zajmuje się sprzedażą wysyłkową książek, przed opisem "Złotych żniw" widnieje kuriozalny komunikat:
Ponieważ nie możemy wycofać książki z naszej oferty, a nie chcemy żeby nasi klienci odnieśli wrażenie, iż poglądy i wnioski Pana Grossa są naszymi poglądami, postanowiliśmy nieco podwyższyć cenę książki. Życzymy udanych zakupów ;)
I teraz uwaga: książkę tę można obecnie w Selkarze nabyć za 4499 zł.



Zastanawiam się, jak firma Selkar wyobraża sobie swoich klientów? Czy kieruje swą ofertę do jakichś wyimaginowanych tumanów, którzy identyfikują poglądy prezentowane w  książce z poglądami sprzedawcy? 

OK, mamy wolny rynek i firma Selkar sama ustala ceny, po jakich sprzedaje dany produkt. Nie traktuję tego działania jak cenzury. Zapewne jakaś umowa z wydawcą zobowiązuje ich do zaoferowania "Złotych żniw" i nie mogą się z tego wycofać. Na swoim facebookowym profilu Selkar pisze tak:
Ale o jakiej cenzurze jest mowa? Prosimy bez przesadnych "wniosków". Można kupić książkę w innej księgarni. Czyż my komuś bronimy?
I jeszcze raz zaznaczamy: zupełnie nie mieszamy w to naszych przekonań politycznych i religijnych.
Dla nas w tym momencie liczyły się względy czysto ekonomiczne - wybór między sprzedażą kilkunastu (kilkudziesięciu) egzemplarzy tejże książki, a stratą kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu...) stałych i bardzo dobrych klientów.
Uważam, że te komunikaty są żenujące i nieprofesjonalne. Może marketingowcy Selkara klientów upatrują np. wśród kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu...) młodych ludzi, którzy wczoraj pierwszy dzień wiosny uczcili topiąc kukłę J.T. Grossa zamiast Marzanny? Przypuszczam, że zwykłych czytelników takie postępowanie firmy raczej odstręczy i zniesmaczy. 

sobota, 13 marca 2010

Gdzie taniej kupować książki?

Ten post jest nawiązaniem do poprzedniego i komentarzy pod nim, w których trochę sobie ponarzekaliśmy na marże stosowane przez księgarnie. Myślę, że warto polecić innym "molom książkowym" miejsca, w których mogą trochę zaoszczędzić.

Ja napiszę o paru miejscach w Krakowie, ale zachęcam do udziału w dyskusji również mieszkańców innych miejscowości.