Źródło cytatu: "Noce i dnie" Marii Dąbrowskiej, Prószyński i S-ka 1997, str. 70-72
A jednak, mimo takiego osądzenia Urszuli Niechcicowej, pani
Barbara wracała od niej zawsze pogrążona w podziwie i czarnych
myślach. W takim samym usposobieniu wracała zresztą
zewsząd,
dokądkolwiek bądź
pojechali. Mój Boże! Wszak ona się
tylko tego
obawiała, że poślubiwszy człowieka, co nie miał obycia
towarzyskiego ani wyższego wykształcenia, będzie się
czuła
upośledzona wobec swego dawnego, wyższego
świata. Tymczasem sto
razy bardziej upośledzona czuła się
tu, gdzie nie umiała tego, co
wszyscy umieli. Jakże była słaba i niedołężna wobec tych
wszystkich skrzętnych, zapobiegliwych gospodyń! A taką
się
sobie
wydając, tym bardziej marzyła, jaka by to była przyjemność, gdyby
ją
one uwielbiały, lubiły, podziwiały. Bo uwielbienia
i podziwu
łaknie się
najczęściej w okresach słabości i bezradności, gdy aż
tego potrzeba, by poczuć, że się
istnieje.
Więc,
śniąc, wyobrażała sobie, że w ciągu krótkiego czasu wyprzedzi
w umiejętnościach pani domu wszystkie okoliczne znajome, a wówczas
pokaże im, jak się
trzeba do tych rzeczy odnosić. O, nie będzie
się
tak krępująco chwaliła, jak pani Hipolitowa z Turobina. Nie, u
niej dobre rzeczy będą
się
zachwalały dyskretnie, same przez się.
Wszyscy będą
o nich mówili - prócz niej. Ona zaś
będzie prowadzić
dom otwarty, nie po to, by schlebiać
brzuchom i gustom do
niewyszukanej zabawy, ale by ociężałych ludzi tutejszych nauczyć, że sens istnienia polega na szlachetnych zajęciach umysłowych.
Tak, zasmakują
w rzeczach, o których im się
nawet nie
śniło, i
będą
mówić
o niej: "Świetna z niej gospodyni, co za kuchnia, a gospodarstwo, ho-ho! A jednak nie zasklepiła się
w domowym
deptaku. Ma szerszy pogląd na rzeczy i wniosła nowego ducha w życie tych stron".
