<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126</id><updated>2012-01-26T21:48:48.795+01:00</updated><category term='Dziennik'/><category term='Autobiografia'/><category term='Stylist(k)a'/><category term='Kraków'/><category term='Opowiadania'/><category term='Mitologia'/><category term='Prywatnie'/><category term='Cyberpunk'/><category term='4'/><category term='Geografia'/><category term='SF'/><category term='Targi'/><category term='Film'/><category term='XX'/><category term='Klub czytelniczy'/><category term='Zdjęcia'/><category term='Biologia'/><category term='Historia'/><category term='Kryminał'/><category term='Cytat'/><category term='Księgarnie'/><category term='XVI'/><category term='Absurdy językowe'/><category term='Genetyka'/><category term='Scenariusz'/><category term='Listy'/><category term='3'/><category term='Religia'/><category term='Socjologia'/><category term='Kobieta w literaturze'/><category term='Literatura podróżnicza'/><category term='Paranormal romance'/><category term='2'/><category term='Dramat'/><category term='Wywiad'/><category term='Horror'/><category term='Biografia'/><category term='XVIII'/><category term='Filozofia'/><category term='Eseje'/><category term='Felieton'/><category term='Inne'/><category term='Wyzwania'/><category term='Język polski'/><category term='Ankieta'/><category term='Tudorowie'/><category term='Sensjacja'/><category term='Fantasy'/><category term='Muzyka'/><category term='1'/><category term='Reportaż'/><category term='Prasa'/><category term='XIX'/><category term='Kabaret'/><category term='Psychologia'/><category term='Klasyka'/><category term='5'/><category term='Literatura popularnonaukowa'/><category term='Powieść'/><category term='XXI'/><category term='Bez oceny'/><category term='Steampunk'/><category term='Blog'/><title type='text'>IMPRESJE</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>254</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-5559486331324305008</id><published>2012-01-24T19:17:00.000+01:00</published><updated>2012-01-24T22:43:39.286+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ankieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'>Piractwo, ACTA, ankieta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tusk właśnie strzelił sobie w stopę, a może nawet w głowę. Wyborcy przełkną wiele, ale nie jawne ignorowanie i pomijanie ich głosu. Nie bałagan informacyjny rządu w tak ważnej sprawie. I jeszcze szef BBN-u, generał Koziej, &lt;a href="http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/wywiady/kontrwywiad/news-koziej-stan-wyjatkowy-jesli-hakerzy-trwale-zakloca-zycie,nId,430597"&gt;napomyka&lt;/a&gt; o możliwości wprowadzenia stanu wyjątkowego, gdyby ataki na rządowe strony nie ustały... Jakoś się o tym nie wspomina, gdy np. górnicy demolują centrum stolicy.&lt;br /&gt;To jest po prostu śmieszne i żałosne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już nie rozumiem, o co chodzi. Podobno podpisanie, nawet ratyfikacja ACTA, nic w naszym prawie nie zmieni. Innego zdania są niektórzy eksperci, w tym&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,91446,11024898,GIODO__ACTA_moze_stworzyc_alternatywna_siec_wymiany.html"&gt; generalny inspektor ochrony danych osobowych&lt;/a&gt;. Jak ma się w tym rozeznać szary obywatel?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powtarzam - z piractwem i podróbkami trzeba walczyć, ale nie wszystkimi możliwymi środkami. Uważam, że organy ścigania powinny skupić się przede wszystkim na producentach podróbek i firmach, które czerpią zyski z piractwa. Czy to, że jakiś fan wrzuci na youtube kilka utworów ulubionego artysty naprawdę obniży zyski firmy, która ma do tych piosenek prawa? A może przeciwnie - spopularyzuje jego twórczość, dzięki czemu więcej osób przyjdzie na koncert czy kupi perfumy sygnowane pseudonimem gwiazdy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiele się ostatnio mówi i pisze o prawach twórców i o tym, ile tracą z powodu istnienia piractwa. Art. 9&amp;nbsp;&lt;a href="http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=COM:2011:0380:FIN:PL:PDF"&gt;ACTA&lt;/a&gt; dotyczy odszkodowań i stwierdza:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;Każda Strona zapewnia swoim organom sądowym, w cywilnych procedurach sądowych dotyczących dochodzenia i egzekwowania praw własności intelektualnej, prawo do nakazania sprawcy naruszenia, który &lt;u&gt;wiedział lub miał wystarczające podstawy, by wiedzieć&lt;/u&gt;, że zajmuje się działalnością stanowiącą naruszenie, aby zapłacił posiadaczowi praw odszkodowanie odpowiednie dla zadośćuczynienia za szkodę, jakiej posiadacz praw doznał w wyniku naruszenia. Określając kwotę odszkodowania za naruszenie praw własności intelektualnej, organy sądowe Strony &lt;u&gt;mają prawo wziąć pod uwagę&lt;/u&gt; między innymi przedstawione przez posiadacza &lt;b&gt;rozsądne obliczenie wartości, które może obejmować utracone zyski, wartośćtowarów lub usług, których dotyczy naruszenie, wycenionych zgodnie z ceną rynkową lub sugerowaną ceną detaliczną&lt;/b&gt;.  &lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takie podejście zakłada, że gdyby dana osoba nie ukradła "własności intelektualnej", to na pewno by ją kupiła. Że twórca czy też podmiot, któremu twórca sprzedał swoje prawa, traci nawet niekoniecznie tylko ZYSKI ze sprzedaży wspomnianej własności, ile nawet równowartość ich ceny rynkowej czy detalicznej!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sęk w tym, że w wielu przypadkach konsument ma do wyboru albo ukraść, albo nie słuchać/oglądać/czytać wcale. Krystalicznie uczciwy człowiek zrobi to drugie. Ale ilu takich znacie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy planuję jakiś większy zakup, zwykle staram się rozważyć stosunek ceny do jakości i/lub wartości, którą otrzymuję w zamian. Stosunkowo łatwo to ocenić w przypadku zakupu dobra materialnego, np. butów czy telefonu, natomiast gdy chodzi o towary typu książka, muzyka czy film - za kilkadziesiąt złotych kupujemy kota w worku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety korzystanie z kultury nie jest tanie. Przynajmniej w Polsce. Za książkę trzeba zapłacić co najmniej 30 zł (zwykle więcej), za bilet do kina około 20 (w weekend więcej), za płytę 40-50 zł... I często są to pieniądze wyrzucone w błoto, jeśli książka, film czy płyta są słabe.&amp;nbsp;Niektórzy chcąc się przed takim nietrafionym wydatkiem ustrzec, ściągają najpierw z internetu, a jeśli uznają, że warto, kupują oryginał. Gdyby to wszystko było tańsze, to może więcej konsumentów zaryzykowałoby wysupłanie tych kilkunastu złotych? Model sprzedaży dóbr kultury i rozrywki jest kompletnie nieadekwatny do rozwoju technologii i potrzeb klientów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nabywam książki, ale za muzykę czy filmy na ogół nie płacę. Jeśli znikną internetowe serwisy, które umożliwiają mi do nich darmowy dostęp, to po prostu poprzestanę na darmowym radiu (koszt tantiem pokryją reklamodawcy) i, od czasu do czasu, kinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe frameborder="0" height="1210" marginheight="0" marginwidth="0" src="https://docs.google.com/spreadsheet/embeddedform?formkey=dGk0RU8wLTh6SFJIekhkMHYwLXgybEE6MQ" width="650"&gt;&amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Loading...&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Dziękuję za uwagę:). Wyniki wkrótce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-5559486331324305008?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/5559486331324305008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/piractwo-acta-ankieta.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5559486331324305008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5559486331324305008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/piractwo-acta-ankieta.html' title='Piractwo, ACTA, ankieta'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-3095644360468223999</id><published>2012-01-22T23:52:00.001+01:00</published><updated>2012-01-23T00:17:28.964+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'>NIE dla ACTA!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Naprawdę nie sądziłam, że i ja coś "polubię" na &lt;a href="https://www.facebook.com/nieACTA"&gt;&lt;b&gt;facebooku&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, ale czasami trzeba wznieść się ponad osobiste uprzedzenia. Skłoniły mnie do tego działania polskiego rządu, do którego wyboru sama się przyczyniłam. Działania dotyczące &lt;b&gt;ACTA&lt;/b&gt; (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), czyli międzynarodowego porozumienia dotyczącego walki z podrabianiem towarów i piractwem. Z doniesień mediów wynika, że autorami tego porozumienia były nie tyle rządy, ile międzynarodowe korporacje czy też wynajęci przez nie lobbyści. Rozumiem potrzebę walki z piractwem czy podróbkami, ale &lt;b&gt;nie kosztem podstawowych praw obywateli&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Warto przeczytać albo chociaż przejrzeć &lt;a href="http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=COM:2011:0380:FIN:PL:PDF"&gt;&lt;b&gt;dokument&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, nawet jeśli jest się laikiem w dziedzinie prawa międzynarodowego (jak ja). Wydaje mi się, że nawet ignoranta zafrapuje np. &lt;b&gt;artykuł 11&lt;/b&gt;:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;Bez uszczerbku dla prawodawstwa Strony dotyczącego przywilejów, ochrony poufności  źródełinformacji lub przetwarzania danych osobowych, każda Strona zapewnia swoim organom sądowym, w cywilnych procedurach sądowych dotyczących dochodzenia i egzekwowania praw własności intelektualnej, &lt;b&gt;prawo do nakazania sprawcy naruszenia lub &lt;span style="color: red;"&gt;domniemanemu&lt;/span&gt; sprawcy naruszenia&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;na uzasadniony &lt;span style="color: red;"&gt;wniosek posiadacza praw&lt;/span&gt;, by przekazał posiadaczowi praw lub organom sądowym, przynajmniej dla celów zgromadzenia dowodów, stosowne informacje&lt;/b&gt;, zgodnie z obowiązującymi przepisami ustawodawczymi i wykonawczymi, &lt;b&gt;będące w posiadaniu lub pod kontrolą sprawcy naruszenia lub &lt;span style="color: red;"&gt;domniemanego&lt;/span&gt; sprawcy naruszenia&lt;/b&gt;. &lt;b&gt;Informacje takie mogą obejmować informacje dotyczące &lt;span style="color: red;"&gt;dowolnej osoby zaangażowanej w jakikolwiek aspekt naruszenia lub domniemanego naruszenia&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; oraz dotyczące  środków produkcji lub kanałów dystrybucji towarów lub usług stanowiących naruszenie lub domniemane naruszenie, &lt;b&gt;w tym informacje umożliwiające &lt;span style="color: red;"&gt;identyfikacjęosób trzecich&lt;/span&gt;, co do których istnieje &lt;span style="color: red;"&gt;domniemanie&lt;/span&gt;,  że są zaangażowane w produkcję i dystrybucjętakich towarów lub usług&lt;/b&gt; oraz na identyfikację kanałów dystrybucji tych towarów lub usług.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tyle się dziś mówi o ochronie danych osobowych, a tymczasem wystarczy domniemanie, aby zostały one ujawnione prawnikom wielkich koncernów. A jakie szanse ma w starciu z nimi szary obywatel? Jeśli przegra, będzie jeszcze musiał zapłacić za ich usługi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podkreśla się również, że w tym dokumencie nie wspomina się o tzw. &lt;a href="http://prawo-autorskie.wieszjak.pl/prawo-autorskie-w-firmie/208738,Dozwolony-uzytek-chronionych-utworow.html"&gt;&lt;b&gt;dozwolonym użytku&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, (obejmującym m.in. &lt;b&gt;prawo cytatu&lt;/b&gt;, z którego korzystamy w naszych "recenzjach" i recenzjach) i że pewne pojęcia (np. bezpośrednia lub pośrednia korzyść ekonomiczna lub handlowa) pozostały niezdefiniowane, co daje pole do nadużyć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podejrzenia wzbudza już sam &lt;a href="http://wolnemedia.net/prawo/acta-co-trzeba-wiedziec-o-antypirackim-pakcie/"&gt;&lt;b&gt;sposób negocjowania&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; tego porozumienia. &lt;b&gt;Nawet na zwykły chłopski rozum coś z tym dokumentem musi być nie tak&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie dziwię się, że politycy nie za bardzo wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi ani dlaczego ludzie się burzą. Dziwię się, że wśród tej &lt;b&gt;stale&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;rosnącej&lt;/b&gt; armii ekspertów i urzędników, zatrudnionych za nasze podatki, nie ma nikogo, kto by im wyjaśnił, jak głupio się podłożyli. Nikogo, kto by ich w porę przestrzegł przed &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,11014079,Czy_26_01_Polska_podpisze_ACTA__Uchwala_juz_jest_.html?lokale=kielce"&gt;zgodą&lt;/a&gt; na uchwalenie czegoś takiego.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaletą internetu (stale z niego korzystam, więc najbardziej interesują mnie zapisy ACTA mające z nim związek) jest to, że jest wolny, że każdemu użytkownikowi umożliwia dostęp do treści z całego świata i do dzielenia się własnymi. Oczywiście na jedną fajną i wartościową stronę czy serwis przypada pewnie z milion głupich, ale póki co w dużym stopniu od każdego z nas zależy to, na które z nich wchodzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choć nie do końca. Część informacji jest płatnych (to mnie nie dziwi), część jest dostępna tylko dla niektórych użytkowników (to też), niektóre mogą przeglądać tylko ludzie z wybranych krajów (to już tak). Ba, wyszukiwanie w google jest przecież spersonalizowane! Dwie różne osoby wpisujące w polu wyszukiwania to samo słowo czy frazę mogą uzyskać różne wyniki. Nie mówiąc już o tym, że wyniki wyszukiwania i inne informacje są w niektórych państwach &lt;a href="http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8122486,Google_zostaje_w_Chinach__Rzad_przedluzyl_firmie_licencje.html"&gt;cenzurowane&lt;/a&gt; przy współudziale właśnie takich firm jak google.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Więc z tą wolnością, z egalitaryzmem internetu nie jest już teraz do końca tak różowo. Być może po podpisaniu ACTA dostawcy sieci będą prewencyjnie filtrować treści, aby uniknąć ewentualnych kar? Póki będzie istniała możliwość piracenia, ludzie będą piracić. Ścigać trzeba tych, którzy na tym zarabiają.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://draft.blogger.com/"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span id="goog_889475884"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_889475885"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyłączam się do protestu, aby nie było jeszcze gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://www.facebook.com/nieACTA?sk=info"&gt;&lt;span id="goog_605931672"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931675"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931683"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931687"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931690"&gt;&lt;/span&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-tJhTF9227AU/TxyHNHh9QsI/AAAAAAAABZQ/py4jZIi-JUc/s1600/401001_236713009737486_236060453136075_543084_1744023666_n.jpg" /&gt;&lt;span id="goog_605931691"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span id="goog_605931688"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931684"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931676"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931673"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931677"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931678"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://draft.blogger.com/"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://draft.blogger.com/"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span id="goog_605931679"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931680"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://draft.blogger.com/"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span id="goog_605931692"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_605931693"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-3095644360468223999?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/3095644360468223999/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/nie-dla-acta.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/3095644360468223999'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/3095644360468223999'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/nie-dla-acta.html' title='NIE dla ACTA!'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-tJhTF9227AU/TxyHNHh9QsI/AAAAAAAABZQ/py4jZIi-JUc/s72-c/401001_236713009737486_236060453136075_543084_1744023666_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1224466410710257482</id><published>2012-01-21T01:13:00.001+01:00</published><updated>2012-01-21T01:13:37.125+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kobieta w literaturze'/><title type='text'>Kobieta w literaturze X</title><content type='html'>&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nadprzyrodzone bluźnierstwa, ponad miarę ludzkie sprośności - lecz jeśli nie były one wystarczającymi dowodami diabelskiego opętania, jak się rzeczy miały z wygibasami mniszek, z ich wyczynami akrobatycznymi? Lewitację zacne siostrzyczki rychło wyłączyły ze swojego repertuaru, lecz jeśli nawet nigdy nie wzniosły się w powietrze, przynajmniej wyczyniały zdumiewające sztuki na posadzce. Niekiedy, pisze de Ninon: "przekładały nogi ponad głową w ten sposób, że wielkie palce stóp dotykały nosa. Inne znowuż potrafiły rozewrzeć nogi w obie strony tak szeroko, że gdy usiadły w tejże pozycji na posadzce, przylegały do niej arcyściśle ciałem. Jedna zaś z nich, matka przełożona, rozkładała je na tak nadzwyczajną długość, iż odległość pomiędzy wielkimi palcami każdej z obu kończyn osiągała bodaj i siedem stóp, choć ona sama mierzyła zaledwie cztery stopy wzrostu". Kiedy czytamy takie relacje o wyczynach zakonnic, nasuwa się nieuchronna konkluzja, iż kobieca dusza w tej samej mierze co &lt;i&gt;naturaliter Christiana&lt;/i&gt; jest również &lt;i&gt;naturaliter&lt;/i&gt; &lt;a href="http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=1623"&gt;mażoretką&lt;/a&gt;. Jeśli chodzi o &lt;a href="http://kultura.wp.pl/gid,11479117,galeria.html?T%5Bpage%5D=5"&gt;Wieczną Kobiecość&lt;/a&gt;, upodobanie do akrobacji i ekshibicjonizmu wydaje się integralną jej cechą chwilowo uśpioną, by przy pierwszej okazji objawić się w postaci przerzutów oraz salt do tyłu. W przypadku osób należących do zakonów kontemplacyjnych o ścisłej regule, takie okazje nie zdarzają się jednak często. Dopiero siedem diabłów wespół z kanonikiem Mignonem doprowadziło do zaistnienia okoliczności, w których wreszcie &lt;i&gt;soeur&lt;/i&gt; Jeanne mogła zrobić szpagat.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Tego, że zakonnice czerpały głębokie zadowolenie z tej gimnastyki, dowodzą słowa de Ninona, iż całymi miesiącami "diabły zadawały im katusze dwa razy dziennie", lecz one same nie doznały żadnego uszczerbku na zdrowiu. Wprost przeciwnie: "te, które były dość wątłej postury, wydawały się zdrowsze aniżeli przed opętaniem". Utajone mażoretki, tancerki kabaretowe &lt;i&gt;in posse&lt;/i&gt; otrzymały teraz pełną swobodę, no i po raz pierwszy w życiu nieszczęsne dziewczęta niemające powołania do modlitw były naprawdę szczęśliwe.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Niestety, nie była to pełnia szczęścia. Przerywały je bowiem i stany przytomności. Od czasu do czasu do świadomości &amp;nbsp;mniszek docierało, co z nimi robią, jak również to, jak bardzo one same krzywdzą nieszczęśliwego człowieka, którego wszystkie - w swojej obłąkanej wyobraźni - były kochankami. [str. 252-253]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dnia 29 listopada demon błazenady wreszcie odszedł. Wśród widzów znajdowało się tamtego dnia dwóch Anglików: Walter Montague, syn pierwszego hrabiego Manchesteru, a zarazem świeżo upieczony katolik o właściwiej wszystkim konwertytom woli-wierzenia-absolutnie-we-wszystko, oraz jego przyjaciel i protegowany Thomas Killigrew, przyszły dramaturg. Kilka dni po tym wydarzeniu Killigrew napisał do przyjaciela w Anglii długi list, w którym zawarł relację z tego, co widział w Loudun. Wrażenia, jak stwierdził, "przerosły jego oczekiwania". Odwiedzając kolejno kaplice przy kościele klasztornym, widział pierwszego dnia swojej wizyty cztery lub pięć opętanych klęczących w ciszy i skupieniu i modlących się; za każdą z nich stał egzorcysta, trzymając w dłoni koniec powroza, którego drugi koniec był zawiązany na szyi zakonnicy. Do tego powroza przymocowano niewielkie krzyżyki, całe zaś sprokurowane w ten sposób utensylium pełniło rolę smyczy służącej w pewnym, niewielkim stopniu do poskramiania diablich szaleństw. Tymczasem jednak panowała cisza i spokój, tak że: "widziałem tylko klęczenie". Jednak w przeciągu pół godziny dwie mniszki zaczęły wyprawiać harce. Pierwsza usiłowała dusić jakiegoś zakonnika, druga zaś objęła za szyję przydzielonego sobie egzorcystę i próbowała go pocałować. Przez cały czas zza okratowania oddzielającego wnętrze kościoła od konwentu dobiegał skowyt. Następnie Walter Montague wezwał młodzieńca, żeby przekonał się naocznie, że diabły potrafią czytać w ludzkich myślach. Z konwertytą demon poradził sobie sprawnie, z Killigrewem poszło mu jednak już gorzej. [...]&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Następnie poddano egzorcyzmom maleńką i ładniutką siostrę Agnes. Odnośną relację Killigrewa zawarłem w jednym wcześniejszych rozdziałów. Widok tej delikatnej istotki przytrzymywanej w pozycji leżącej przez dwóch krzepkich wieśniaków, podczas gdy egzorcysta triumfująco stawiał stopę najpierw na jej piersiach, a potem na śnieżnobiałej szyi, wypełnił młodej rojalistę zgrozą i obrzydzeniem. [str. 332]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Diabły z Loudun&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;The Devils of Loudun&lt;/i&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1952&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Autor: Aldous Huxley&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Bartłomiej Zborski&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: PIW 2010&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1224466410710257482?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1224466410710257482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/kobieta-w-literaturze-x.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1224466410710257482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1224466410710257482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/kobieta-w-literaturze-x.html' title='Kobieta w literaturze X'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-3030489464818507195</id><published>2012-01-13T20:11:00.001+01:00</published><updated>2012-01-13T20:11:09.764+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='SF'/><title type='text'>CZŁOWIEK Z WYSOKIEGO ZAMKU</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ZKTkEYWPiDM/TxB-pP_vLgI/AAAAAAAABZI/p7E8jk2ENm8/s1600/czlowiekzwysokiegozamku.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZKTkEYWPiDM/TxB-pP_vLgI/AAAAAAAABZI/p7E8jk2ENm8/s1600/czlowiekzwysokiegozamku.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Człowiek z Wysokiego Zamku&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;The Man in the High Castle&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1962&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Philip K. Dick&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumacz: Lech Jęczmyk&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Rebis&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7510-568-1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 330&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: 4-/5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;SPOILERY &amp;nbsp; SPOILERY &amp;nbsp; SPOILERY&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To niemal moje pierwsze bezpośrednie spotkanie z twórczością Dicka, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale oświecenie nastąpiło już po przeczytaniu połowy wstępu autorstwa Macieja Parowskiego, który zrelacjonował z grubsza treść książki, odbierając tym samym Dickowi możliwość zaskoczenia czytelniczki. Uważam, że ten tekst powinien stanowić raczej epilog niż wstęp, ale P. stwierdził, że to wydanie kolekcjonerskie, przeznaczone dla tych, którzy i tak już tę książkę dobrze znają, więc nie powinnam mieć do nikogo pretensji. Pozostanę przy swoim zdaniu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tekst Parowskiego zirytował mnie jeszcze z innych względów, o czym później, i przyczynił się do tego, że do samej powieści podeszłam z rezerwą, która nie opuściła mnie przez większość lektury. Dowiedziałam się z niego, że Dick&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Wielokrotnie radził się "I-cing", uczynił ją generatorem rozwiązań fabularnych i znaczącym bohaterem powieści. Później publicznie deklarował wdzięczność Księdze, ale zdarzało mu się pomstować na "I-cing", że zamiast jednoznacznego zakończenia podsunęła mu otwarte. [str. 10, "Wszechświaty w szopie" Macieja Parowskiego]&lt;/blockquote&gt;I rzeczywiście: kilkoro bohaterów niemal nie rozstaje się z Księgą przemian, szukają w niej objaśnienia teraźniejszości i wróżb co do przyszłości. I to wszystko jest napisane bardzo serio, co jeszcze potęguje śmieszność ich postępowania. W każdym razie w mojej opinii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści toczy się mniej więcej w 1962 roku, ale w świecie, w którym Niemcy i Japonia wygrały wojnę i podzieliły się strefami wpływów. Niemcy osuszyli Morze Śródziemne, Słowian przepędzili do Azji (czyli wg Dicka - na Ukrainę), wymordowali prawie całą ludność Afryki, zbombardowali i zajęli wschodnią część USA i zaczynają kolonizować kosmos. Są opętani szalonymi ideami i nikt nie może ich powstrzymać przed ich realizacją. Z kolei Japończycy na terenach przez siebie okupowanych wprowadzili swój system społeczny i prawny, a biali, którzy chcieli coś osiągnąć, musieli przejąć również ich sposób bycia i światopogląd.&lt;br /&gt;W rzeczywistości ci wszyscy, którzy nie byli ani Niemcami, ani Japończykami, nie liczyli się w ogóle. I musieli jakoś z tym żyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewną pociechę niosła im popularna, zakazana w strefie niemieckiej, powieść pt. "Utyje szarańcza", w której przedstawiono alternatywną wizję świata, w którym wojnę wygrały Wielka Brytania i USA. Jej autor, Hawthorne Abendsen, napisał ową książkę według wskazówek I-cing. Oczywiście. A na końcu okazało się, że Księga Przemian pokierowała w ten sposób fabułą, ponieważ tak naprawdę Japonia i Niemcy przegrały wojnę. Przynajmniej tak twierdziła sama Księga. Nie, motyw wróżbiarski nie spodobał mi się wcale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zainteresowało mnie za to coś innego: przekonanie większości bohaterów powieści, że wszystko kryje w sobie jakieś znaczenie, przesłanie; że wszystko ma jakiś sens albo przynajmniej uzasadnienie; że musi je mieć. Klucz do interpretacji symboli kryje się np. w I-cing, wystarczy tylko odpwiednio odczytać heksagramy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja takiej wiary nie mam, dlatego wzruszył mnie zagubiony pan Tagomi usiłujący dostrzec w kawałku metalu nową Drogę, którą teraz powinien podążyć. Wzruszył mnie tak, jak przed paru laty widok starszej pani próbującej dostać się schodami ruchomymi prowadzącymi w dół na górną płytę dworca autobusowego w Krakowie.&lt;br /&gt;Naturalnie w powieści jego wysiłki nie były nadaremne, bo Dick pozwolił mu zajrzeć do innego - prawdziwego? - świata, ale pan Tagomi nie był w stanie przyjąć jego istnienia do świadomości i złożył to wszystko na karb omamów wzrokowych. No cóż, czasami zaślepienie niesie pewną ulgę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podzielam zdanie innego bohatera książki, Wyndama-Matsona, że przedmioty są tylko przedmiotami i same z siebie nic nie znaczą - to my dorabiamy do nich symbolikę, dostrzegamy w nich to, co chcemy. Takie podejście jest oczywiście bardzo racjonalne, ale czasami odbiera egzystencji nieco uroku. Branie rzeczy takimi, jakie są, bywa zwyczajnie nudne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykreowana przez Dicka wizja świata podzielonego między Niemców i Japończyków nie wydaje mi się przekonująca. Nawet napędzani chorą ideologią hitlerowcy nie zdołaliby w tak krótkim czasie rozwinąć programu lotów międzyplanetarnych. W ogóle nie wierzę w to, że dałoby się w tamtych czasach podzielić świat między dwie nacje na lata i że podbite ludy &amp;nbsp;byłyby wobec najeźdźców tak całkowicie bezsilne. Oraz w to, że tak szybko przejęłyby tak dużo z ich światopoglądu i kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie udała się też Dickowi, oczywiście moim zdaniem, postać Juliany - ani przez chwilę nie sądziłam, że czytam o kimś, kto jest podobno taki niezwykły. Zrekompensowali mi to pan Tagomi i Robert Childan - wprawdzie duchowe rozterki pierwszego z nich są mi całkowicie obce (przyznaję się - jestem płytka;)), podobnie jak drobiazgowe analizy stosunków między tym drugim i jego klientami, ale jednak obaj mnie zaintrygowali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Człowiek z Wysokiego Zamku" nie wywarł na mnie Bóg wie jakiego wrażenia, nie jako całość, bo podobały mi się, nawet bardzo, wymienione już części składowe powieści, dlatego zadziwiło mnie niezmiernie porównanie przez Macieja Parowskiego ukazania się polskiego przekładu tej książki z festiwalem Solidarności i Noblem dla Miłosza. To chyba jednak nie ta skala.&lt;br /&gt;Ale powieść polecam i sama zamierzam sięgnąć po inne utwory Dicka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka jest bardzo ładnie wydana, ale naprawdę nie rozumiem, do czego odnoszą się ilustracje Wojciecha Siudmaka. Na pewno nie do jej treści.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-3030489464818507195?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/3030489464818507195/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/czowiek-z-wysokiego-zamku.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/3030489464818507195'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/3030489464818507195'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/czowiek-z-wysokiego-zamku.html' title='CZŁOWIEK Z WYSOKIEGO ZAMKU'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ZKTkEYWPiDM/TxB-pP_vLgI/AAAAAAAABZI/p7E8jk2ENm8/s72-c/czlowiekzwysokiegozamku.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-8965827238882621338</id><published>2012-01-05T19:13:00.000+01:00</published><updated>2012-01-06T13:14:22.875+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sensjacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>SZPIEG</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3-lxYjzBzuQ/TwbcKi2cz4I/AAAAAAAABZA/CH7dgK-xp6U/s1600/szpieg.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-3-lxYjzBzuQ/TwbcKi2cz4I/AAAAAAAABZA/CH7dgK-xp6U/s1600/szpieg.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Szpieg&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Tinker, Tailor, Soldier, Spy&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1974&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: John le Carré&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Jan Rybicki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Świat Książki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7799-568-5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 398&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: 2+/5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam tę książkę z trzech powodów: miałam ochotę na jakąś lżejszą lekturę, dostałam ją za darmo od &lt;b&gt;Tok Fm&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;czasami rozdają książki, wystarczy zwykle szybko wysłać mail&lt;/i&gt;), no i zamierzam obejrzeć film pt. "Szpieg", który na jej podstawie zrealizowano, a słyszałam (wspominał o tym m.in. &lt;a href="http://bryka-brak.blogspot.com/2012/01/remanent-2011-filmy.html"&gt;&lt;b&gt;snoopy&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;), że fabuła jest dość skomplikowana.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właściwie opowiedziana w książce historia jest prosta: podejrzewa się, że w ścisłym dowództwie brytyjskiego wywiadu działa szpieg pracujący na rzecz Rosjan (trwa zimna wojna), a lojalni, obecni i byli, pracownicy tzw. Cyrku (czyli MI6) prowadzą nieformalne śledztwo, aby wyjaśnić, kto jest tym "kretem". Tyle. Początkowo jednak, zanim rozgryzłam, kto jest kim, i zanim zorientowałam się nieco w szpiegowskim slangu, czytanie szło mi jak po grudzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie ma tu absolutnie żadnej widowiskowości ani gwałtownych zwrotów akcji, tylko żmudne grzebanie w starych aktach, rozmowy i liczne retrospekcje. Napięcie pojawia się od czasu do czasu, ale bohaterowie są tak flegmatyczni, że czytelnik szybko przestaje spodziewać się po nich jakichś spektakularnych działań. Bardziej niż szpiegów przypominają biurokratów i wydaje się, że skupieni są raczej na walce o awans i władzę niż na pracy wywiadowczej. Zresztą kluczowe dla całej sprawy wydarzenia rozegrały się w przeszłości, teraz wydobywa się je tylko na światło dzienne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Psychologia postaci nie jest zbyt rozbudowana, ale da się odróżnić jedną od drugiej, co w tego rodzaju literaturze zupełnie wystarczy;), a główny bohater (George Smiley) wzbudza nawet sympatię - jako podatnik chciałabym, żeby w państwowych instytucjach pracowali tylko tacy sumienni ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: czytałam z pewnym zainteresowaniem, chciałam dowiedzieć się, kto jest tym "kretem" i dlaczego nim został, dostarczyła mi ta powieść trochę rozrywki, ale utwierdziła mnie też w przekonaniu, że sensacyjne fabuły wolę oglądać w kinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;Książka została przetłumaczona na nasz język aż dwa razy w stosunkowo krótkim okresie czasu: w 2000 roku wydał ją Amber w przekładzie Ewy Życieńskiej, a dziesięć lat później Świat Książki w przekładzie Jana Rybickiego (wtedy jeszcze pod tytułem "Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg"). Czyżby bardziej opłacało się zlecić nowe tłumaczenie niż kupić prawa do starego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaje mi się, że nad niektórymi zdaniami korekta czy też redakcja powinna pochylić się nieco dłużej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-8965827238882621338?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/8965827238882621338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/szpieg.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8965827238882621338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8965827238882621338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/szpieg.html' title='SZPIEG'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-3-lxYjzBzuQ/TwbcKi2cz4I/AAAAAAAABZA/CH7dgK-xp6U/s72-c/szpieg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1567437476165305533</id><published>2012-01-01T23:35:00.000+01:00</published><updated>2012-01-06T14:09:59.030+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Biografia'/><title type='text'>BOY-ŻELEŃSKI. BŁAZEN - WIELKI MĄŻ</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-X90WIwPvFA4/TwDctZ6xIBI/AAAAAAAABY4/VSM2vA5_kQ8/s1600/boy-zelenski-blazen-wielki-maz.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-X90WIwPvFA4/TwDctZ6xIBI/AAAAAAAABY4/VSM2vA5_kQ8/s320/boy-zelenski-blazen-wielki-maz.jpeg" width="209" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Boy-Żeleński. Błazen - wielki mąż&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1998&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Józef Hen&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: W.A.B.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: Fortuna i fatum&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7414-383-7&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 300&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: 4/5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Tadeuszu Boyu-Żeleńskim słyszał chyba każdy, choćby przy okazji przerabiania w szkole &amp;nbsp;wyjątków z jego "Słówek" czy "Wesela" Wyspiańskiego. Mniej osób zna go jako tłumacza literatury francuskiej, może dlatego, że z&amp;nbsp;istnienia i roli tłumacza czytelnik zdaje sobie sprawę zwykle dopiero wtedy, gdy poczuje, że coś w przekładzie szwankuje. Nie pamiętam już teraz, kiedy po raz pierwszy przeczytałam "Niebezpieczne związki" de Laclosa, ale to, że tłumaczył je właśnie Boy, zauważyłam dopiero przy którejś z kolei lekturze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Paradoksalnie, na moje zainteresowanie osobą Tadeusza Żeleńskiego duży wpływ mieli jego zaciekli przeciwnicy z kręgów radykalnej prawicy, który domagali się parę lat temu usunięcia jego pomnika z krakowskich Plant i głośno krzyczą zawsze, gdy ktoś zamierza nadać jakiejś instytucji jego imię. Ciekawa byłam, czym im się tak naraził. Sięgnęłam więc po biografię autorstwa Józefa Hena, którą chwalił kiedyś u siebie &lt;a href="http://bazyl3.blogspot.com/2010/12/boy-zelenski-bazen-wielki-maz-jozef-hen.html"&gt;&lt;b&gt;Bazyl&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mogłam się początkowo przyzwyczaić do stylu autora, nieco gawędziarskiego, pełnego dygresji i przeskoków chronologicznych. Przeszkadzało mi szczególnie to, że pisząc o osobach z rodziny czy kręgu znajomych Żeleńskiego, używał ich pseudonimów albo zdrobniałych imion, jakby sam osobiście znał to towarzystwo, co laikom takim jak ja może sprawić trochę kłopotów. Józef Hen napisał raczej opowieść o Boyu i tamtych czasach, a nie szczegółowe kalendarium jego życia. Szczerze mówiąc, wolę biografie bardziej uporządkowane, ale i ta zaczęła mi się w końcu podobać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście Józef Hen pisze o kolejnych etapach w życiu Tadeusza Żeleńskiego, przy czym stosunkowo dużo miejsca poświęca jego recenzjom teatralnym, a ponieważ dotyczyły one głównie sztuk, o których mało kto dziś pamięta, fragmenty te były dla mnie nieco nużące. Rozumiem częściowo zamysł autora - recenzje te uważa za bardzo ważną część dorobku literackiego Boya, ale ja wolałabym dowiedzieć się czegoś więcej raczej o jego felietonach czy warsztacie tłumacza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Hen przytacza, rzecz jasna, tylko fragmenty recenzji Boya, więc trudno mi wyrobić sobie własne o nich zdanie, ale zdaniem biografa o ich atrakcyjności dla dzisiejszego czytelnika decyduje to, że nie zawierają one jedynie wrażeń wyniesionych z przedstawienia czy oceny gry aktorskiej, reżyserii itd., ale stanowią również przenikliwy komentarz do ówczesnej codzienności, stosunków społecznych, ścierających się światopoglądów. Chciałabym w tym trochę Żeleńskiego ponaśladować, ale chyba brak mi tego publicystycznego zacięcia (o talencie nawet nie wspominając).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Boy miał go chyba mnóstwo, bo często zabierał głos w dyskusji o sprawach zupełnie niezwiązanych z literaturą czy teatrem, ale po prostu z życiem. Pisał o sytuacji społecznej kobiet, antykoncepcji, aborcji, roli kościoła, antysemityzmie, przeciwstawiał się obłudzie, fałszywej moralności i bezrefleksyjnemu klękaniu przed narodowymi świętościami. Co ciekawe, to właśnie dzięki niemu wprowadzono wysokie koszty uzyskania przychodu dla twórców, który to przywilej planuje im się obecnie odebrać (słusznie czy nie - nie wiem).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Był chyba kontestatorem z natury. Nie ze wszystkimi jego opiniami się zgadzam, ale szanuję jego odwagę ich głoszenia, i to w tamtych czasach. Hen przytacza taką jego wypowiedź:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;"Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę szanowne - oto zadanie, które chciałbym spełnić według moich sił".&lt;/b&gt; [str. 193]&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie musiał tego robić, wręcz mu się to nie opłacało - ostro go atakowano, początkowo głównie z prawej strony, ale wkrótce dołączyła do niej część lewej. Wypowiedzi naszych współczesnych ultraprawicowców to wypisz, wymaluj teksty ówczesnych zagorzałych endeków. Minęło tyle lat, prawie stulecie, ale jeśli o kulturę polityczną chodzi, a raczej o jej brak, to nie zmieniło się u nas nic, może z wyjątkiem tego, że teraz kanałów umożliwiających bezkarne szkalowanie jest o wiele więcej niż wtedy, więc jakakolwiek obrona czy polemika są jeszcze trudniejsze. &lt;i&gt;"Łże się w dwóch słowach, na sprostowanie trzeba stu wierszy - któryż czytelnik by to wytrzymał!"&lt;/i&gt; [cytat ze str. 234]. No właśnie.&amp;nbsp;Musiało mu być przykro, kiedy nikt nie stawał publicznie w jego obronie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tadeusz Żeleński sam siebie, w pewnym kontekście, nazywał błaznem.&amp;nbsp;Miał chyba na myśli (to moje przypuszczenie) kogoś w typie Stańczyka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;"Nie jestem ani 'satyrykiem', ani 'humorystą', te etykietki są mi bardzo niemiłe, jestem powtarzam, czystej krwi błaznem i nie widzę innego odcienia na wyrażenie swego temperamentu literackiego. [str. 178]&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy był "wielkim mężem"? Raczej nie (o ile mogę sądzić). Ale jego zasługi dla naszej literatury i czytelnictwa w naszym kraju są trudne do przecenienia, choć często się o nich nie pamięta lub nie chce pamiętać, bo trudno wyrażać uznanie dla tłumacza i autora szkiców literackich, pomijając zupełnie jego światopogląd, kontrowersyjny - w pewnych kręgach - i dziś.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja zamierzam bliżej zapoznać się z wyborem jego tekstów publicystycznych ze zbioru "Reflektorem w mrok". Tylko jeszcze nie wiem, kiedy:).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** &amp;nbsp; *** &amp;nbsp; ***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie byłabym sobą, gdybym nie wynotowała paru fragmentów, które z różnych względów mnie zaciekawiły. Fragmenty zwykłą czcionką to tekst Hena, kursywą - cytaty z Boya.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W krakowskim domu rodziców Boya bywało wielu artystów.&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;Wpadał często&lt;b&gt;Aleksander Gierymski&lt;/b&gt;, także przyjaciel z lat paryskich. &lt;i&gt;„Wystawił wówczasw Krakowie swój głośny obraz, przedstawiający chłopa i babę siedzącychnad trumienką dziecka. Kiedy go ktoś komplementował, że tak przedziwnieoddał wyraz rodzicielskiego bólu, malarz nastroszył się i odparł opryskliwie, że jedyną jego intencją było uchwycić grę fioletowych cienina parcianych portkach chłopa”&lt;/i&gt;. (Taki był styl! Tadeuszek, sądząc z tejopowieści, nie wierzył malarzowi: on sam był skłonny wzruszyć się chłopskimbólem. A może Gierymskiego drażniły komplementy?) [str. 24]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;O sztuce Jerzego Żuławskiego pt. &lt;b&gt;"Eros i Psyche"&lt;/b&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;"&lt;/i&gt;Eros i Psyche&lt;i&gt; zawsze mnie interesował jako ciekawy materiał do ogólnej psychologii sukcesu, który od kilkunastu lat święci na scenie ta sztuka.."&lt;/i&gt; Ten sukces, &lt;i&gt;"sądząc po wczorajszym przyjęciu - trwać będzie długo, jako &lt;u&gt;ulubione jasełka filozoficzne dla dużych dzieci&lt;/u&gt;"&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nareszcie może sobie ulżyć. &lt;i&gt;"Na czym polega ten szeroki sukces? Zgryźliwi twierdzą, że tajemnica jego to banalność, przeciętność, to umiejętność wzniesienia się na cal ponad głowy mas, ale broń Boże nie wyżej. Ale nie; to nie jest takie proste; to dopiero coś, ale nie wszystko; nie ma recepty na sukces, jak nie ma jej na podobanie się dla kobiety"&lt;/i&gt;. Cios za ciosem. &lt;i&gt;"Zdaje mi się, że sekret tkwi tutaj w tym: &lt;u&gt;przemawiać do niższych potrzeb widza, głaszcząc równocześnie jego wyższe ambicje; pozwolić mu się przez cztery godziny gapić, dając mu złudzenie, że myśli i to filozoficznie! Sztuka panowania nad ludźmi to zawsze sztuka stwarzania pewnych złudzeń&lt;/u&gt;"&lt;/i&gt;. Recenzent ciągnie swoją refleksję: &lt;i&gt;"Utwór Żuławskiego doskonale zachował tę miarę. Jest w nim trochę poezji, ale szybującej utartymi szlakami, przysiadającej się do wszystkich nadobłocznych tramwajów; jest głębia... dostępna dla wszystkich; jest Myśl... wytarta jak szeląg i nie niepokojąca żadną niespodzianką"&lt;/i&gt;. [str. 98, podkreślenia - E.]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;***&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;"Swojego czasu prześladowała mnie myśl, aby rozwinąć agitację dla założenia wielkiej Ligi Odełgania Polski. Ale obejrzałem się nago w lustrze, zmierzyłem wzrokiem me wątłe ramiona i opuściłem je smutno z westchnieniem. - Nie dasz rady..."&lt;/i&gt; [str. 192]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Z felietonu pt. "Rozmyślania nad popielcem":&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;"To &amp;nbsp;pewna, że religii nie dała szkoła nikomu, odebrała ją niejednemu"&lt;/i&gt;. [str. 202]&lt;/blockquote&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uzasadnienie polemiki z Jerzym Braunem (który chwalił Żeleńskiego do czasu, gdy ten zjechał jego sztukę pt. "Europa", potem już tylko Boya opluwał):&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;"I mikrob jest mały, a jednak nauka się nim zajmuje, a poznanie jego zwyczajów i obyczajów może być kwestią zdrowia publicznego"&lt;/i&gt;. [str. 229]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1567437476165305533?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1567437476165305533/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/boy-zelenski-bazen-wielki-maz.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1567437476165305533'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1567437476165305533'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2012/01/boy-zelenski-bazen-wielki-maz.html' title='BOY-ŻELEŃSKI. BŁAZEN - WIELKI MĄŻ'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-X90WIwPvFA4/TwDctZ6xIBI/AAAAAAAABY4/VSM2vA5_kQ8/s72-c/boy-zelenski-blazen-wielki-maz.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-2073171689655197051</id><published>2011-12-28T22:47:00.000+01:00</published><updated>2011-12-28T22:48:11.289+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'>Poświątecznie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W sobotę lub niedzielę pojawi się wpis o biografii Tadeusza Żeleńskiego, a dziś jeszcze kilka luźnych uwag na różne tematy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Należę do osób niezmotoryzowanych, więc do domu pojechałam busem, w którym miejsce trzeba było rezerwować dwa tygodnie wcześniej, ale nie o tym chciałam napisać. Kierowca chciał umilić pasażerom podróż i włączył nam film pt. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Miedzy.Pieklem.A.Niebem"&gt;"Między piekłem a niebem"&lt;/a&gt;. Słyszałam o nim już dawniej, ale nigdy nie miałam okazji obejrzeć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już pierwsze ociekające lukrem sceny wskazywały, że to nie jest film dla mnie. A potem było jeszcze gorzej, coraz gorzej i jeszcze gorzej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fabuła wyglądała mniej więcej tak: pewnemu małżeństwu umiera dwoje kilkunastoletnich dzieci (giną w wypadku samochodowym), matka próbuje popełnić samobójstwo i trafia do szpitala psychiatrycznego, z którego wychodzi dzięki pomocy i miłości swego męża, który po kilku latach również umiera wskutek wypadku samochodowego i trafia do nieba; wówczas żona popełnia samobójstwo i trafia do piekła, a on, choć wydaje się to niemożliwe, postanawia ją tam odnaleźć. Zgadnijcie, czy mu się uda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O rany, co za szmira i kicz!!!&amp;nbsp;Tani i głupi sentymentalizm w ładnym chwilami, kolorowym opakowaniu. Lubię bajki, ale nie znoszę, gdy udają to, czym nie są. Ten film udziela zbyt prostych, prostackich wręcz odpowiedzi na fundamentalne pytania. Rozumiem, że to tylko wizja stworzona na potrzeby pewnego typu publiczności, stworzona na sprzedaż, ale głupoty, zwłaszcza tak chwalone, trzeba krytykować, co niniejszym czynię.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Scenariusz jest po prostu straszny. Główny bohater trafia po śmierci jakby do obrazu namalowanego przez swoją żonę, po nowej rzeczywistości oprowadza go ktoś w rodzaju misjonarza, który najpierw wydaje mu się dawnym znajomym, a potem okazuje się synem tego bohatera. Niby może sobie kształtować swój kawałek nieba po swojemu, po czym okazuje się, że są jednak pewne ograniczenia. Następnie nasz protagonista trafia do miejsca, w którym w powietrzu unosi się sporo osób, nie wiadomo właściwie, po co. A potem ów misjonarz/przyjaciel/syn oraz jeszcze jakiś pozujący na intelektualistę Tropiciel przejęci miłością i tęsknotą bohatera postanawiają mu pomóc w odnalezieniu żony.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dialogi są śmieszne, a gra aktorska zbyt drewniana (no ale w końcu za wiele do zagrania to tu nie było). I jeszcze ta nachalna muzyka, podpowiadająca widzowi, w którym momencie powinien się wzruszać...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najgłupszy film jaki widziałam od czasu "Obcy kontra Predator". Niestety nie mogłam go nie obejrzeć, choć szczęśliwie udało mi się usnąć na jakieś dziesięć minut.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W pierwszy dzień świąt wybraliśmy się z P. na spacerek po moim rodzinnym mieście - Starachowicach. Miasto jest brzydkie, ale położone w ładnej okolicy:).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak oto wygląda nasz Rynek:). Podobno mają go przebudowywać w przyszłym roku, ale mówi się o tym od lat i, jak dotąd, nic &amp;nbsp;z tego nie wynikało.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-fFw9Xbz5wq0/TvuB-sLdk0I/AAAAAAAABXM/_T3G2xpFQYo/s1600/2011-12-25_14-36-27.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-fFw9Xbz5wq0/TvuB-sLdk0I/AAAAAAAABXM/_T3G2xpFQYo/s640/2011-12-25_14-36-27.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A oto kilka zdjęć jednej z głównych ulic miasta - Marszałka Piłsudskiego (zwana Marszałkowską). Przez lata ludzie budowali tu i gdzie indziej jak chcieli i co chcieli... Oto efekty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xlb2pHZb4Kc/TvuDwAfQEvI/AAAAAAAABXU/FMmKEgkn_fM/s1600/2011-12-25_14-55-55.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-xlb2pHZb4Kc/TvuDwAfQEvI/AAAAAAAABXU/FMmKEgkn_fM/s640/2011-12-25_14-55-55.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-7Fll2StZYIY/TvuD_8bFJkI/AAAAAAAABXY/CWYjZRh6frk/s1600/2011-12-25_14-52-36.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://4.bp.blogspot.com/-7Fll2StZYIY/TvuD_8bFJkI/AAAAAAAABXY/CWYjZRh6frk/s640/2011-12-25_14-52-36.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7wweiAEdVkg/TvuEC_xpsUI/AAAAAAAABXc/BRvSEOYWl8M/s1600/2011-12-25_14-54-26.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://2.bp.blogspot.com/-7wweiAEdVkg/TvuEC_xpsUI/AAAAAAAABXc/BRvSEOYWl8M/s640/2011-12-25_14-54-26.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale naprawdę dobiło mnie przerobienie budynku przy ul. Spółdzielczej, w którym przed laty była poczta (to zdjęcie pochodzi z 2009 roku):&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qUyKgDHgK8s/TvuFNZR59II/AAAAAAAABXo/cP1i__y_AZM/s1600/IMG_4495.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-qUyKgDHgK8s/TvuFNZR59II/AAAAAAAABXo/cP1i__y_AZM/s640/IMG_4495.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;na coś takiego:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-C0JfbtkLBXg/TvuFGrn5tPI/AAAAAAAABXk/xsIa54O1b_w/s1600/2011-12-25_14-43-21.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-C0JfbtkLBXg/TvuFGrn5tPI/AAAAAAAABXk/xsIa54O1b_w/s640/2011-12-25_14-43-21.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie twierdzę, że w poprzedniej formie budynek ten był jakoś specjalnie ładny, ale uważam, że nie powinno się tak ingerować w co starsze miejsca użyteczności publicznej, bo jest ich u nas naprawdę mało.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powstają za to kolejne "galerie" - handlowe, nie sztuki. Najnowsza tuż przy kościele św. Trójcy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-R966HuRKDVM/TvuIy_LG8uI/AAAAAAAABX8/XXfBhwvE7wA/s1600/2011-12-25_14-30-36.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-R966HuRKDVM/TvuIy_LG8uI/AAAAAAAABX8/XXfBhwvE7wA/s640/2011-12-25_14-30-36.jpg" width="480" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przy odpowiednim oświetleniu, jeśli przymrużyć oczy, nawet Starachowice wyglądają niekiedy ładnie:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NuSwx0TCvsY/TvuHOTXFFdI/AAAAAAAABXw/5LmfEJvkTVU/s1600/2011-12-25_15-10-55.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://1.bp.blogspot.com/-NuSwx0TCvsY/TvuHOTXFFdI/AAAAAAAABXw/5LmfEJvkTVU/s640/2011-12-25_15-10-55.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Schody przy ul. Wojska Polskiego&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ieLjF8eBvN4/TvuHjmWAppI/AAAAAAAABX0/P3pBtRfd1N4/s1600/2011-12-25_15-15-22.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-ieLjF8eBvN4/TvuHjmWAppI/AAAAAAAABX0/P3pBtRfd1N4/s640/2011-12-25_15-15-22.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Odsłonięcie geologiczne przy dawnym Manhattanie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-2073171689655197051?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/2073171689655197051/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/12/poswiatecznie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2073171689655197051'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2073171689655197051'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/12/poswiatecznie.html' title='Poświątecznie'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-fFw9Xbz5wq0/TvuB-sLdk0I/AAAAAAAABXM/_T3G2xpFQYo/s72-c/2011-12-25_14-36-27.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-6179629477579124718</id><published>2011-12-14T00:39:00.001+01:00</published><updated>2011-12-14T00:39:36.094+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klub czytelniczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cytat'/><title type='text'>Matka Joanna od Aniołów</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polecam dyskusję o tym opowiadaniu Iwaszkiewicza na &lt;a href="http://czytankianki.blogspot.com/2011/12/klub-czytelniczy-odc-12-matka-joanna-od.html"&gt;&lt;b&gt;blogu Anny&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, a tu zanotuję tylko fragment (z kontekstem), który zwrócił mą szczególną uwagę:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przez ten czas ksiądz Suryn płakał gorzko, choć cicho, łzy spływały mu po policzkach i wilżyły stół. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Z przerażeniem spoglądał w swoje wnętrze. Rozumiał teraz, że samo pójście do rabina było już początkiemopętania, i że wpuściło mu pierwszą kroplę jadu do duszy. I właściwie, kiedy teraz rozmyślał o zdarzeniachpierwszych dni, nie wracał do najważniejszych spraw ani do najważniejszych słów, tylko miał przed oczamiczarną brodę cadyka Isze z Zabłudowa i w uszach mu brzmiały jego słowa, jak nieustanny szmer wodydobywającej się z ziemi. Nie pamiętał, co się z nim działo przez te kilka dni, miał tylko niejasne wspomnienieczegoś strasznego, a zarazem pełnego okropnej nudy. I teraz, kiedy oprzytomniał, zawezwany został przedoblicze ojca prowincjała, &lt;b&gt;spoglądał na całe swe życie wewnętrzne jak na olbrzymie ruiny, jak na równinę pustą inagą, gdzie nie kwitnął ani jeden kwiatek. Ze wszyskiego, czym był dawniej, zostały tylko ślady, jak owe nogiposągów w niszach na domu, gdzie mieszkał cadyk. Ślady cnót, ślady modlitw, czarne przepaście na miejscu zamyśleń ipowywracane świeczniki na miejscu świateł&lt;/b&gt;. Pozostało tylko wielkie pomyślenie o matce Joannie, która bezprzerwy przytomna była jego wspomnieniom. [str. 208, Kolekcja Gazety Wyborczej, tom 21]&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-6179629477579124718?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/6179629477579124718/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/12/matka-joanna-od-anioow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/6179629477579124718'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/6179629477579124718'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/12/matka-joanna-od-anioow.html' title='Matka Joanna od Aniołów'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-7375610482652370383</id><published>2011-12-09T12:00:00.000+01:00</published><updated>2011-12-09T12:20:36.836+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klub czytelniczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XIX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><title type='text'>SONATA KREUTZEROWSKA</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6oZxTefrokw/TuHlNa4J-dI/AAAAAAAABWo/VaQCd8e6LwM/s1600/sonatakreutzerowska.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-6oZxTefrokw/TuHlNa4J-dI/AAAAAAAABWo/VaQCd8e6LwM/s1600/sonatakreutzerowska.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Sonata Kreutzerowska&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Крейцерова соната&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1889&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Lew Tołstoj&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Maria Leśniewska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Książka i Wiedza&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: Koliber&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-05-11683-2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 135&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;(W tym tomie znajduje się jeszcze jedno opowiadanie pt. "Albert")&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span style="color: red;"&gt;3/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Sonata kreutzerowska" była październikową lekturą &lt;a href="http://czytankianki.blogspot.com/2011/10/klub-czytelniczy-odc-10-sonata.html"&gt;&lt;b&gt;Klubu czytelniczego&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, ale nie byłam wtedy w odpowiednim do tej prozy nastroju. I, jak się okazuje, trochę trudno mi czytać na konkretny termin, choć może z "Matką Joanną od Aniołów" jakoś się wyrobię:).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeczytałam to opowiadanie dwa razy: najpierw w urywkach podczas podróży tramwajami, a wczoraj popołudniu w całości. Fabuła jest prosta: jeden z pasażerów dalekobieżnego pociągu opowiada drugiemu historię swojego małżeństwa zakończoną własnoręcznym zabiciem żony, a przy okazji wykłada nieco skonsternowanemu towarzyszowi podróży swoje poglądy na sytuację i rolę kobiet i mężczyzn w społeczeństwie oraz przedstawia mu sens istnienia ludzkości.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I ja byłam skonsternowana, czytając te wynurzenia, bo z wieloma stwierdzeniami się zgadzałam, ale równie dużo wzbudziło we mnie po prostu odrazę. Szczerze mówiąc, skupiałam się właśnie na tych treściach, ignorując zupełnie konstrukcję utworu, bohaterów, w ogóle warstwę literacką. Potraktowałam "Sonatę" jak pamflet na instytucję małżeństwa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Główny bohater, Pozdnyszew, zaprzecza istnieniu miłości, jego zdaniem ludzi popycha ku sobie wyłącznie zwierzęce pożądanie - przyczyna wszelkich nieszczęść. Wprost porównuje kobiety ze swej sfery (klasa wyższa) do prostytutek, ich matki do stręczycielek, a mężczyzn nazywa obłudnymi i okrutnymi rozpustnikami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;- (...) Chciałem powiedzieć, że oszukiwane są tylkonieszczęsne dziewczęta, a matki wiedzą o tym, zwłaszcza matkiwyedukowane przez swoich mężów wiedzą o tym doskonale. Iudając, że wierzą w czystość mężczyzn, w praktyce postępujązupełnie inaczej. Wiedzą, na jaką przynętę należy łowić mężczyzndla siebie i dla swoich córek.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przecież tylko my, mężczyźni, nie wiemy - a nie wiemydlatego, że wiedzieć nie chcemy - kobiety natomiast wiedządoskonale, że najwznioślejsza, poetyczna, jak ją nazywamy,miłość zależy nie od zalet moralnych, lecz od bliskości fizycznej, aprzy tym od fryzury, od koloru i kroju sukni. Spytajmy wytrawnejkokietki, która postanowiła usidlić mężczyznę, na co się wolinarazić: czy na to, żeby w obecności kuszonego osobnika zdemaskowanojej kłamstwo, okrucieństwo, a nawet rozwiązłość, czy teżna to, żeby mu się pokazać w źle uszytej, brzydkiej sukni - a każdazawsze wybierze to pierwsze. Ona wie, że my, mężczyźni, wciążłżemy o wzniosłych uczuciach, a potrzeba nam tylko ciała i dlategowybaczymy wszelkie paskudztwa, ale nie wybaczymy brzydkiego,niegustownego stroju. Kokietka wie o tym świadomie, ale i każdaniewinna dziewczyna wie o tym, nieświadomie, jak wiedzązwierzęta.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Stąd te ohydne dżerseje, te podkładki na tyłkach, te gołeramiona, plecy, prawie gołe piersi. Kobiety, zwłaszcza te, któreprzeszły przez szkołę mężczyzn, doskonale wiedzą, że rozmowyna wzniosłe tematy swoją drogą, a mężczyźnie potrzebne jest ciałoi to wszystko, co je ukazuje w najponętniejszym świetle, i takwłaśnie robią. Przecież wystarczy odrzucić przyzwyczajenie dotego bezeceństwa, które stało się dla nas drugą naturą, i spojrzeć na życie wyższej sfery takie, jakie jest w istocie, z całym jegobezwstydem - toż to po prostu od A do Z dom publiczny. Niezgadza się pan? Pozwoli pan, że dowiodę - zawołał nie dając midojść do słowa. - Powiada pan, że kobiety z naszych sfer majążycie wypełnione czym innym niż kobiety w domach publicznych,a ja twierdzę, że nie, i dowiodę tego. Jeżeli ludzie mają różne celew życiu, odmienną wewnętrzną treść, wówczas różnice te nieuchronnieodbijają się także na wyglądzie, wygląd też się różni. Alespójrz pan na tamte nieszczęsne, pogardzane kobiety - i naświatowe damy z najwyższych sfer: te same stroje, te same fasony,te same perfumy, to samo obnażanie ramion, pleców, piersii opinanie sterczącego tyłka, ta sama namiętność do kamyków, dokosztownych błyskotek, te same zabawy, tańce, muzyka, śpiew.Jak tamte wabią na wszelkie sposoby, tak i te. Nie ma żadnejróżnicy. Mówiąc ściśle, należy to tak sformułować, że prostytutkina krótką metę są zazwyczaj w pogardzie, prostytutki na długąmetę - w poważaniu. [str. 84-86]&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pozdnyszew w dużej mierze ma rację: przez wieki celem młodych kobiet było wyjście za mąż, a to dlatego, że mężczyźni praktycznie je ubezwłasnowolnili i nie pozostawało im nic innego. Jaką taką pozycję społeczną osiągały tylko jako żony i matki. Zapewne zdarzały się małżeństwa z miłości, ale o zawarciu związku decydowały przede wszystkim względy praktyczne.&lt;br /&gt;W podobny sposób, choć nieco subtelniej, pisali na ten temat i inni autorzy; polecam cytaty z mojego cyklu &lt;b&gt;&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/search/label/Kobieta%20w%20literaturze"&gt;Kobieta w literaturze&lt;/a&gt;:&lt;/b&gt;&amp;nbsp; VI, VII i IX.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Niewola kobiety przecież na tym tylkopolega, że mężczyźni chcą z niej korzystać jako z narzędziarozkoszy i uważają to korzystanie za coś dobrego. No i wyzwalająkobietę, dają jej wszelkie prawa równe męskim, ale w dalszymciągu widzą w niej narzędzie rozkoszy, tak ją wychowują oddziecka, a potem przy pomocy opinii publicznej. W efekcie jestwciąż tą samą poniżoną, zdeprawowaną niewolnicą, a mężczyznawciąż tym samym zdeprawowanym jej właścicielem.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wyzwalają kobietę na kursach i w urzędach, a widzą w niejobiekt rozkoszy. Wystarczy nauczyć ją, jak ją u nas nauczono,patrzeć tak na samą siebie, a pozostanie na zawsze niższą istotą.Albo będzie przy pomocy łajdaków lekarzy zapobiegać poczęciu,czyli będzie zupełną prostytutką, zniżającą się nie do poziomuzwierzęcia, lecz do poziomu rzeczy, albo będzie tym, czym jestnajczęściej - osobą psychicznie chorą, histeryczną, nieszczęśliwą,taką, jakimi one są właśnie, bez możliwości rozwoju duchowego. [113-114]&lt;/blockquote&gt;Ze stwierdzeniami z pierwszego akapitu nie mogę się nie zgodzić (w odniesieniu do tamtych czasów), ale już anachroniczność drugiego może by mnie i rozśmieszyła, gdyby nie to, że takie poglądy nadal podziela wiele osób: przeznaczeniem i sensem istnienia kobiety jest macierzyństwo, przyjemność płynącą z seksu może usprawiedliwić tylko wydanie na świat potomstwa. Mimo wszystko w XX wieku sytuacja kobiet (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym) znacznie się poprawiła. Ciekawa jestem, co miałby na ten temat do powiedzenia Pozdnyszew, czy może raczej sam Tołstoj, gdyby jakimś cudem przeniósł się do naszych czasów. To i owo pewnie by go zaszokowało, ale po obejrzeniu paru przebojów kinowych, teledysków, billboardów i spotów reklamowych doszedłby niewątpliwie do wniosku, że prostytucja pozostaje zjawiskiem powszechnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tołstoj poruszył w tym opowiadaniu jeszcze jedną ważną kwestię: pokazał, że bycie rodzicem niekoniecznie musi oznaczać sielankę, nawet jeśli ma się do dyspozycji niańki, służbę i pieniądze. Kobieta-matka ma prawo być zmęczona i zniechęcona - takie stwierdzenie i dziś może wzbudzić kontrowersje, a co dopiero wówczas. Oczywiście Pozdnyszew/Tołstoj nie omieszkał nazwać takiej postawy egoizmem, choć po części usprawiedliwionym.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&amp;nbsp; - Wspomniał pan przed chwilą o dzieciach. Co za niestworzonebzdury wygaduje się na temat dzieci Dzieci to błogosławieństwoboże, dzieci to radość. A przecież to wszystko kłamstwo.Wszystko to było niegdyś, ale teraz nie ma nic podobnego. Dziecito męka i nic więcej. Większość matek tak to właśnie odczuwa, aniekiedy niechcący mówi to wprost. Spytaj pan większość mateknaszej sfery ludzi zamożnych, a powiedzą panu, że z obawy, żedzieci ich mogą chorować i umrzeć, nie chcą w ogóle mieć dzieci,nie chcą karmić, gdy już urodziły, żeby się nie przywiązać i niecierpieć. Radość, jaką im daje dziecko swym powabem - powabemrączek, nóżek, całego ciałka - przyjemność obcowania z dzie-ckiem, są mniejsze od cierpienia, jakiego doznają - nie mówiąc jużnawet o chorobie czy stracie dziecka - z samego strachu przedmożliwością choroby i śmierci. Zważywszy dodatnie i ujemne strony, okazuje się, że przeważają ujemne, i dlatego one wolą niemieć dzieci. Mówią to wprost, odważnie, wyobrażając sobie, że teuczucia wywołane są miłością do dzieci, uczuciem dobrymi chwalebnym, z którego są dumne. Nie widzą, że takie rozumo-wanie jest jawnym zaprzeczeniem miłości, a tylko potwierdzeniemich egoizmu. Mniej znajdują przyjemności w uroku dziecka niżcierpień ze strachu o nie, i dlatego to ma nie być tego dziecka,które mogłyby kochać. Poświęcają nie siebie dla ukochanej istoty,lecz mającą się zjawić ukochaną istotę dla siebie.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jasne, że nie jest to miłość, lecz egoizm. Ale któż podniesierękę, by potępić matki z zamożnych rodzin za ten egoizm, gdy sięprzypomni, ile się one namordują w związku ze zdrowiem dziecidzięki tymże doktorom w naszym wielkopańskim życiu. Skorotylko przypomnę sobie, nawet teraz, życie i stan żony wpierwszym okresie, kiedy było troje, czworo dzieci i była nimicałkowicie pochłonięta - zgroza ogarnia. To nie było w ogóleżycie. Było to jakieś wieczne niebezpieczeństwo, potem wyzwolenie od niego i znów niebezpieczeństwo, znów rozpaczliwewysiłki i znów ocalenie - stale taka sytuacja jak na tonącymokręcie. [120-121]&lt;/blockquote&gt;Trudno na podstawie tylko tego opowiadania stwierdzić, czego właściwie Tołstoj oczekiwał od kobiet, jaki był jego ideał kobiety. Pozdnyszew potępiał panny, bo uciekały się do wszelkich sposobów, żeby złapać męża; krytykował żony i matki za kłótliwość, finansowe wymagania i bezgraniczne poświęcanie się dla dzieci (w domyśle - kosztem męża), pragnienie podobania się i zdobycia uznania w oczach innych niż najbliższej rodziny. Sugerował, że powinny pozostać czystymi, niewinnymi dziewicami, a marność tego świata nie do końca tłumaczyła, czemu nimi nie są.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaskoczyła mnie otwartość i radykalność, z jaką P/T wypowiadał się na tematy - zdawałoby się - tabu. Wydaje mi się, że gdyby w jego poglądach było nieco mniej zacietrzewienia i trochę więcej empatii i współczucia, nie irytowałyby aż tak bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-7375610482652370383?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/7375610482652370383/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/12/sonata-kreutzerowska.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7375610482652370383'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7375610482652370383'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/12/sonata-kreutzerowska.html' title='SONATA KREUTZEROWSKA'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-6oZxTefrokw/TuHlNa4J-dI/AAAAAAAABWo/VaQCd8e6LwM/s72-c/sonatakreutzerowska.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1233466703833383075</id><published>2011-11-30T20:42:00.001+01:00</published><updated>2011-11-30T22:15:24.753+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stylist(k)a'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>DAMY Z GRACE ADIEU I INNE OPOWIEŚCI</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-s0i6XlFOvLw/TtaZf4TVshI/AAAAAAAABWg/_NeNv8DB0Mw/s1600/damy+z+grace+adieu.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-s0i6XlFOvLw/TtaZf4TVshI/AAAAAAAABWg/_NeNv8DB0Mw/s1600/damy+z+grace+adieu.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Damy z Grace Adieu i inne opowieści&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;The Ladies of Grace Adieu and Other Stories&lt;/i&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2006&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Autorka: Susanna Clarke&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Ewa Rudolf&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Ilustracje: Charles Vess&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo Literackie&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-08-04063-8&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Stron: 290&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Ocena: średnio&amp;nbsp;&lt;span style="color: red;"&gt;3+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawie dwa lata temu zauroczyła mnie powieść Susanny Clarke pt. &lt;b&gt;&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2010/01/jonathan-strange-i-pan-norrell.html"&gt;"Jonathan Strange i pan Norrell"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Wiedziałam, że wydano u nas również zbiór opowiadań tej autorki, których akcja toczy się mniej więcej w tym samym okresie i w których pojawiają się ci sami bohaterowie, ale jakoś nie mogłam na niego trafić. Aż niedawno wypatrzyłam go na bibliotecznej półce i nie omieszkałam zabrać ze sobą, choć przecież miałam tylko oddać książki...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opowiadań jest osiem, wszystkie czytało mi się bardzo przyjemnie, ale tak naprawdę podobały mi się trzy: tytułowe &lt;b&gt;"Damy z Grace Adieu"&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;"Pani Mabb"&lt;/b&gt; i zwłaszcza &lt;b&gt;"Pan Simonelli lub wdowiec z Faerie"&lt;/b&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W pozostałych tkwiło dużo potencjału, ale wydał mi się nie do końca wykorzystany. Dotyczy to zwłaszcza opowiadania pt. "Książę Wellington gubi swego konia" i z wioski Mur (znanej z "Gwiezdnego Pyłu" Gaimana) przypadkowo trafia do Faerie - mogło się tam tyle wydarzyć, a tymczasem cała historia zajmuje ledwo niecałe dziewięć stron i nie jest, łagodnie mówiąc, porywająca. W "Jonathanie Strange'u i panu Norrellu" zdarzały się przypisy podobnej długości i bardziej treściwe. (Nawiasem pisząc, z panem Norrellem nie mamy tu do czynienia, a pan Strange jest tylko drugoplanową postacią w pierwszym utworze).&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-4NxyGwMdK6Q/TtaYSo-q7OI/AAAAAAAABWQ/67IGIwDbONk/s1600/damy+z+grace.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="211" src="http://1.bp.blogspot.com/-4NxyGwMdK6Q/TtaYSo-q7OI/AAAAAAAABWQ/67IGIwDbONk/s400/damy+z+grace.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście krótka forma narzuca pisarzowi pewne ograniczenia, ale myślę, że dałoby się tu pomieścić nieco bardziej charyzmatycznych bohaterów i trochę bardziej skomplikowane fabułki. Na końcu&amp;nbsp;Susanna Clarke dziękuje osobom, które namówiły ją do napisania pierwszego opowiadania, choć nie miała na to ochoty. Odnoszę wrażenie, że ten brak chęci rzuca się niekiedy w oczy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Mimo wszystko warto sięgnąć po ten zbiór, choćby dla tych trzech wspomnianych opowiadań. I dla lekkiego, eleganckiego stylu autorki, który osobiście bardzo lubię i cenię.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem Wydawnictwo Literackie bardziej się postarało niż przy powieści Clarke: opublikowało książkę w twardej oprawie i z ilustracjami Charlesa Vessa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-D1CZSPcF6dI/TtaY6VR9RVI/AAAAAAAABWY/sjeTQYajp7g/s1600/pani+Mabb.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-D1CZSPcF6dI/TtaY6VR9RVI/AAAAAAAABWY/sjeTQYajp7g/s400/pani+Mabb.jpeg" width="282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Karta tytułowa tego opowiadania w tym wydaniu wygląda identycznie, choć tekst jest oczywiście po polsku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1233466703833383075?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1233466703833383075/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/11/damy-z-grace-adieu-i-inne-opowiesci.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1233466703833383075'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1233466703833383075'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/11/damy-z-grace-adieu-i-inne-opowiesci.html' title='DAMY Z GRACE ADIEU I INNE OPOWIEŚCI'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-s0i6XlFOvLw/TtaZf4TVshI/AAAAAAAABWg/_NeNv8DB0Mw/s72-c/damy+z+grace+adieu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-5232612140925008203</id><published>2011-11-28T22:46:00.001+01:00</published><updated>2011-11-29T22:33:49.012+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>TRYLOGIA NOWOJORSKA</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qPuq2A3cCjA/TtVLcAkcyRI/AAAAAAAABWI/4Vi_hDoRGFo/s1600/trylogia+nowojorska%252Cjpeg.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-qPuq2A3cCjA/TtVLcAkcyRI/AAAAAAAABWI/4Vi_hDoRGFo/s320/trylogia+nowojorska%252Cjpeg.jpeg" width="201" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Trylogia nowojorska&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;The New York Trilogy&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: &lt;/b&gt;Szklane miasto (&lt;i&gt;City of Glass&lt;/i&gt;) - 1985, Duchy (&lt;i&gt;Ghosts&lt;/i&gt;) - 1986, Zamknięty pokój (&lt;i&gt;The Locked Room&lt;/i&gt;) - 1986&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Paul Auster&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Michał Kłobukowski&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Rebis&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: Mistrzowie Literatury&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-7301-556-6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 351&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span style="color: red;"&gt;2+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; (plus za "Zamknięty pokój")&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paul Auster jest, jak przeczytałam na skrzydełku okładki, jednym z najwybitniejszych współczesnych amerykańskich pisarzy. No cóż, być może inne jego utwory są lepsze niż "Trylogia nowojorska", która nie spodobała mi się wcale.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To zbiór trzech opowieści pt. "Szklane miasto", "Duchy" i "Zamknięty pokój", które łączy miejsce akcji, czyli Nowy Jork, przesłanie, w pewnym stopniu również fabularny schemat oraz część bohaterów. Ta powtarzalność bardzo mnie irytowała - miałam nadzieję, że kolejny utwór skończy się inaczej niż poprzedni i dwa razy srodze się zawiodłam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trudno powiedzieć, do którego gatunku można zaliczyć te utwory. Specjalista powie pewnie, że to literatura postmodernistyczna, ale ja, laik, uważam "Trylogię nowojorską" za niezbyt udany pisarski performance (w moim słowniku to słowo ma pejoratywny odcień).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Początek dwóch pierwszych tekstów sugeruje, że mamy do czynienia z detektywistyczną nowelą, w trzecim też nie brak elementów śledztwa, ale szybko okazuje się, że wcale nie chodzi o rozwikłanie zagadki w rodzaju "kto zabił". Kryminał zmienia się w rozprawkę egzystencjalną, psychologiczną, lingwistyczną, socjologiczną. Główny bohater porzuca dotychczasowe zajęcia, dotychczasowe życie i poświęca się bez reszty śledzeniu swojego "adwersarza". Izoluje się od otoczenia, skupia się wyłącznie na podążaniu za "tym drugim", z którym coraz bardziej się utożsamia. Samotność sprzyja autorefleksji, autoanalizie (w jednym z utworów przywołany jest "Walden" Thoreau), a ich konsekwencją jest nienawiść protagonisty do samego siebie i poczucie, że jego dotychczasowe życie było bezsensowne. Finały wszystkich opowiadań pozostają otwarte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę nie rozumiem, po co pisać trzy podobne teksty o tym samym, w tak niewielkich odstępach czasu. W "Zamkniętym pokoju" jest przynajmniej rozwijająca się fabuła, ale dwa pierwsze to jakieś nieporozumienie, zbyt nachalny popis erudycji autora. W ogóle nie zainteresowała mnie próba gry z czytelnikiem: uczynienie siebie jednym z bohaterów "Szklanego miasta", rozważania o stosunku pisarzy do swoich dzieł, bohaterów i czytelników itd. &amp;nbsp;Jakby Auster chciał w poszczególnych utworach zmieścić zbyt wiele, ale to się nie udało, niektóre elementy wystają, co sprawia, że całość wypada niezbyt estetycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym skoro już zaczął bawić się konwencją kryminału, to nie powinien jej, ot tak sobie, porzucać w środku utworu. Umberto Eco udowodnił w "Imieniu róży", że można opisać ciekawe śledztwo, a niejako przy okazji wpleść w interesującą historię głębsze treści, refleksje, przesłanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również styl Paula Austera nie wywarł na mnie żadnego wrażenia, zwłaszcza że czytałam "Trylogię nowojorską" po "Autobiografiach" Bernharda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Rozczarowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-5232612140925008203?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/5232612140925008203/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/11/trylogia-nowojorska.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5232612140925008203'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5232612140925008203'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/11/trylogia-nowojorska.html' title='TRYLOGIA NOWOJORSKA'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-qPuq2A3cCjA/TtVLcAkcyRI/AAAAAAAABWI/4Vi_hDoRGFo/s72-c/trylogia+nowojorska%252Cjpeg.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-4441097948832119133</id><published>2011-11-25T17:12:00.001+01:00</published><updated>2011-11-25T17:59:36.724+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraków'/><title type='text'>"Życie jest ograniczone, ale miłość niewyczerpana"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;W innych okolicznościach nie ująłby mnie ten cytat (za bardzo trąci banałem), ale nie przeszłam obok niego obojętnie, bo widnieje na płycie wmurowanej w nieregularną bryłę kamienia (piaskowca?), udekorowanego doniczką z pękiem starych i brudnych sztucznych kwiatów. Tak, ta doniczka przeważyła. Wygląda, jakby tkwiła tam od lat, niepokonana przez letnie wichury i zimowe zawieje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-mdjLlQDsd64/Ts-8q0EqDEI/AAAAAAAABV4/hLdAsnYef9E/s1600/2011-11-25+12.54.34.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-mdjLlQDsd64/Ts-8q0EqDEI/AAAAAAAABV4/hLdAsnYef9E/s640/2011-11-25+12.54.34.jpg" width="472" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Ów kamień stoi nad brzegiem rzeki Wilgi, która nieco dalej wpada do Wisły. Kilka zaledwie metrów od ulicy Marii Konopnickiej, bardzo ruchliwej arterii Krakowa, którą stale sunie sznur samochodów, wzdłuż której mało kto spaceruje, bo i nie ma co oglądać.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-C6j7xNP2Zgk/Ts-5GPeDdqI/AAAAAAAABU4/6RTbQ7LViCA/s1600/2011-11-25+12.54.56.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-C6j7xNP2Zgk/Ts-5GPeDdqI/AAAAAAAABU4/6RTbQ7LViCA/s640/2011-11-25+12.54.56.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Kim była Krystyna Styrna? Wpadła do rzeki, rzuciła się do niej, a może potrącił ją samochód? Przecież ten kamień nie znalazł się tam przypadkowo. W miejscu, w którym wydarzył się wypadek, stawia się zwykle niewielki krzyż, czasem skromnie udekorowany, przez parę lat po śmierci bliskiej osoby zapala się pod nim znicze, potem zapomina się albo samemu odchodzi. Tymczasem tajemniczy Witek wykosztował się na mały pomnik (co prawda niezbyt ładny). Świadczy to o sile jego uczucia, bezmiarze tęsknoty czy może o poczuciu winy? Któż to dziś wie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Zrobiło mi się trochę smutno na widok tego kamienia - przy brzydkiej ulicy, nad brudną rzeką, wśród usychającej trawy, w zamglonym dziś Krakowie. Czy ktoś jeszcze pamięta o Krystynie?&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Nie omieszkałam oczywiście sprawdzić źródła widniejącej na nim sentencji. Zdaje się, że często jest używana w opisach na gg, ale pochodzi zdecydowanie sprzed ery internetu, łagodnie mówiąc, choć właśnie sieć podpowiada mi, kto jest jej autorem - chodzi mianowicie o siedemnastowiecznego &amp;nbsp;japońskiego pisarza&lt;a href="http://encyclopedia2.thefreedictionary.com/Ibara+Saikaku"&gt; Iharę (Ibarę) Saikaku&lt;/a&gt;. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;(&lt;i&gt;Pierwsze zdjęcie trochę wyostrzyłam, żeby lepiej widać było napis&lt;/i&gt;).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-4441097948832119133?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/4441097948832119133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/11/zycie-jest-ograniczone-ale-miosc.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4441097948832119133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4441097948832119133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/11/zycie-jest-ograniczone-ale-miosc.html' title='&quot;Życie jest ograniczone, ale miłość niewyczerpana&quot;'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-mdjLlQDsd64/Ts-8q0EqDEI/AAAAAAAABV4/hLdAsnYef9E/s72-c/2011-11-25+12.54.34.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1722211827211898631</id><published>2011-11-16T22:49:00.001+01:00</published><updated>2011-11-21T00:09:08.085+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stylist(k)a'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Autobiografia'/><title type='text'>AUTOBIOGRAFIE</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-MBosw0AE3Qk/TsmFoN_JcUI/AAAAAAAABUA/Ko6K-9nhfcg/s1600/autobiografie.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-MBosw0AE3Qk/TsmFoN_JcUI/AAAAAAAABUA/Ko6K-9nhfcg/s1600/autobiografie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Autobiografie&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Autobiographische Schriften&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: informacja w tekście&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Thomas Bernhard&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Sława Lisiecka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Czarne&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7536-239-8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 445&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span style="color: red;"&gt;5/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;Prawdę, myślę, zna tylko ten, kogo ona dotyczy, a gdy pragnie się nią podzielić, automatycznie staje się kłamcą. Wszystko, co komunikujemy, może być tylko fałszem i zafałszowaniem, tak więc zawsze komunikowano tylko fałsz i zafałszowania. Wola prawdy to, jak każda inna wola, najszybsza droga do fałszu i zafałszowania danego stanu rzeczy. A próba zapisania czasu, okresu życia, istnienia, bez względu na to, jak bardzo jest odległy, i bez względu na to, czy był krótki, czy długi, jest gromadzeniem setek, tysięcy i milionów fałszów i zafałszowań, które opisującemu i piszącemu znane są wszystkie jako prawdy i tylko jako prawdy. Pamięć dokładnie trzyma się zdarzeń, trzyma się dokładnej chronologii, ale to, co z tego wychodzi, jest czymś innym, niż było w rzeczywistości. [str. 120]&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Owszem, opis nigdy nie odzwierciedli &lt;i&gt;w pełni&lt;/i&gt; złożoności istnienia osoby, przedmiotu czy wydarzenia, którego dotyczy, ale słowa "kłamca" i "zafałszowanie" wydają mi się tutaj nie na miejscu - oba oznaczają działanie świadome i celowe, podczas gdy komunikujemy się tak, a nie inaczej, bo lepiej - na tym etapie ewolucji - się po prostu nie da.&amp;nbsp;Zastanawiam się, co właściwie Bernhard chciał przez to powiedzieć: czy to tylko jeden z wielu momentów, w których popada w skrajności i przerysowuje (czego nie mam mu za złe, ja to robię permanentnie), czy może stworzył sobie w ten sposób swego rodzaju alibi, na wypadek gdyby ktoś przedstawił inną wersję przytaczanych w "Autobiografiach" wydarzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka składa się z kilku części, które pierwotnie były publikowane osobno:&lt;br /&gt;Przyczyna. Przypomnienie (1975)&lt;br /&gt;Suterena. Wyzwolenie (1976)&lt;br /&gt;Oddech. Decyzja (1978)&lt;br /&gt;Chłód. Izolacja (1981)&lt;br /&gt;Dziecko (1982).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Thomas Bernhard (1931-1989) opowiedział w nich o swojej wczesnej młodości i o dzieciństwie, właśnie w tej kolejności. Opisał opresyjną, tłamszącą atmosferę Salzburga; terror psychiczny i fizyczny w kierowanym najpierw przez oficera SA, a potem przez księdza internacie; system oświaty, który zamiast uczyć, ogłupia; praktykę w sklepie znajdującym się w najgorszej dzielnicy miasta; pobyty w szpitalach i sanatoriach, niekompetencję lekarzy i ich pogardę wobec pacjentów; wreszcie - swoje skomplikowane relacje rodzinne. Wiele miejsca poświęcił dziadkowi, który miał na wnuka ogromny wpływ, od którego Thomas Bernhard przejął wiele poglądów i postaw. Przede wszystkim nonkonformizm i przekonanie, że zdecydowanie wyrasta ponad przeciętność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To właśnie dziadek zadecydował, że chłopiec zamieszka w nazistowskim internacie i będzie uczęszczał do nazistowskiej (innych zapewne wtedy nie było) szkoły w Salzburgu. Z miastem tym Thomas Bernard czuł się potem przez całe życie związany - z powodu traumy, nie miłości.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Salzburg stanowi perfidną fasadę, na której świat nieustannie odmalowuje swoje zakłamanie i za którą wszystko, co jest twórcze (lub każdy, kto jest twórczy), musi zmarnieć, sczeznąć i obumrzeć. Moje rodzinne miasto to w rzeczywistości śmiertelna choroba, wrodzona i wszczepiona jego mieszkańcom, jeśli więc nie odejdą w decydującym momencie, to wprost lub nie wprost, wcześniej czy później będą musieli we wszystkich tych odrażających warunkach albo popełnić nagle samobójstwo, albo też, wprost lub nie wprost, nędznie i powoli zmarnieć w tej w gruncie rzeczy na wskroś wrogiej człowiekowi architektoniczno-arcybiskupio-tępo-narodowo-socjalistyczno-katolickiej ziemi. [str. 10]&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;(...) to miasto jest miastem przez wieki nikczemnie batożonym przez katolicyzm, a przez dziesiątki lat brutalnie gwałconym przez narodowy socjalizm, co ma swoje konsekwencje. Młody, wrośnięty w nie i rozwijający się w nim człowiek wyrasta w swoim życiu nieomal w stu procentach na katolika albo narodowego socjalistę, toteż mając w tym mieście do czynienia z ludźmi, zawsze mamy do czynienia wyłącznie z (stuprocentowymi) katolikami albo z (stuprocentowymi) narodowymi socjalistami, nienależąca do nich mniejszość jest śmieszna. Zatem duch tego miasta to przez cały rok katolicko-narodowosocjalistyczna &lt;i&gt;bezduszność&lt;/i&gt;, a wszystko inne jest kłamstwem. [str. 69]&lt;/blockquote&gt;Bernhard właściwie, na pewnym poziomie, zrównuje katolicyzm z nazizmem, oba nazywa "złośliwą chorobą". Przekonał się na własnej skórze, że metody wychowawcze oficera SA i prefekta katolickiego internatu były w gruncie rzeczy identyczne, zmieniły się jedynie dekoracje.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Pochłaniane teraz i połykane każdego dnia, a więc w przybliżeniu około trzystu razy w roku, ciało Chrystusa przypominało jota w jotę codzienne tak zwane oddawanie hołdu Adolfowi Hitlerowi, w każdym razie, pomijając fakt, że chodzi tu o dwie zupełnie różne wielkości, miałem wrażenie, że ceremonia ta ma ten sam cel i skutek. A podejrzenie, że teraz w obcowaniu z Jezusem Chrystusem chodzi o to samo, o co jeszcze rok czy pół roku temu chodziło z Adolfem Hitlerem, niebawem się potwierdziło. Jeśli przyjrzeć się pieśniom i śpiewom chóralnym, jakie musieliśmy wykonywać w internacie zarówno w czasach nazistowskich, jak i po czasach nazistowskich w celu wielbienia i czczenia tak zwanej niepospolitej osobowości, wszystko jedno jakiej, musimy powiedzieć, że są to ciągle te same teksty do ciągle tej samej muzyki, a w sumie wszystkie pieśni i śpiewy chóralne świadczą wyłącznie o głupocie, podłości i braku charakteru tych, którzy śpiewają te pieśni i chorały z takimi tekstami, jedynie głupota nakazuje je śpiewać, a głupota jest wszechogarniająca i powszechna na całym świecie. Przestępstwa wychowawcze zaś, które wszędzie na całym świecie popełnia się w zakładach wychowawczych na podopiecznych, są zawsze popełniane w imię jakiejś niepospolitej osobowości, bez względu na to, czy ta osobowość nazywa się Hitler czy Jezus i tak dalej. [str. 67-68]&lt;/blockquote&gt;Głupota jest powszechna, bo społeczeństwa i rządy na przestrzeni wieków wypracowały sprawny system ogłupiania ludzi, unicestwiania indywidualizmu jednostek.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Nie ma w ogóle rodziców, istnieją tylko przestępcy płodzący nowych ludzi, którzy z całą swoją głupotą &amp;nbsp;i tępotą występują przeciw tym nowym spłodzonym przez siebie ludziom, a w owym przestępczym działaniu wspierają ich rządy, niezainteresowane &lt;i&gt;człowiekiem oświeconym&lt;/i&gt;, czyli naprawdę dotrzymującym kroku swojej epoce, ponieważ naturalnie jest to sprzeczne z ich celami, toteż miliony i miliardy półgłówków raz po raz, prawdopodobnie jeszcze przez dziesiątki, a może i setki lat, będą produkowały kolejne miliony i miliardy półgłówków. Rodziciele albo ich zastępcy w ciągu trzech pierwszych lat życia nowego człowieka robią z niego to, czym będzie musiał być przez całe swoje życie i czego nie zdoła &amp;nbsp;nijak zmienić: &lt;i&gt;nieszczęśliwą naturę&lt;/i&gt;, czyli &lt;i&gt;totalnie nieszczęśliwego człowieka&lt;/i&gt; (...) [str. 56-57]&lt;/blockquote&gt;Autor pisze, że potrzebował trzydziestu lat, żeby otrząsnąć się ze skutków popełnionej również na nim zbrodni wychowania, tak zwanego wychowania, ale swoje "Autobiografie" doprowadza tylko do 1951 roku, więc nie śledzimy całego tego procesu. Rozpoczął się on chyba w momencie, kiedy piętnastoletni Thomas zatrzymał się w drodze do znienawidzonego gimnazjum, zawrócił i udał się do urzędu pracy, gdzie wystarał się o praktykę w sklepie w najgorszej z dzielnic Salzburga. Chciał pójść &lt;i&gt;w przeciwnym kierunku&lt;/i&gt;, a chyba żadne miejsce nie mogło być bardziej odległe&amp;nbsp;od dotychczasowej ścieżki prowadzącej na artystyczne wyżyny niż&amp;nbsp;osiedle Scherzhauserfeld&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Mieszkać w osiedlu&amp;nbsp;Scherzhauserfeld znaczyło mieszkać w centrum brudnej plamy i plamy na honorze, tutaj, według opinii całego miasta, żyli trędowaci, a mówić o osiedlu&amp;nbsp;Scherzhauserfeld nie znaczyło nic innego, jak mówić o przestępcach, a ściślej o kryminalistach i pijakach, w gruncie rzeczy zaś o upijających się kryminalistach. Całe miasto omijało&amp;nbsp;Scherzhauserfeld z daleka, pochodzić z&amp;nbsp;Scherzhauserfeld i czegoś pragnąć, oznaczało wyrok śmierci. Określane gettem przestępców&amp;nbsp;Scherzhauserfeld ciągle było osiedlem, z którego do reszty miasta mógł się przedostać jedynie występek, a jeśli ktoś przybywał z osiedla&amp;nbsp;Scherzhauserfeld, znaczyło to tylko, że do miasta przybywa przestępca. [str. 116]&lt;/blockquote&gt;Bernhard skupia się na swoich wewnętrznych ewolucjach i przemyśleniach, ale, co oczywiste, były one ściśle powiązane z okolicznościami zewnętrznymi. Dziadek wpoił mu zainteresowanie filozofią, jednak wnuk nie zawsze chodził z głową w chmurach, był bystrym obserwatorem otoczenia, co znalazło odzwierciedlenie w "Autobiografiach". Bardzo mi się podobały naturalistyczne relacje z pobytu Bernharda w szpitalach i w sanatoriach (chorował na gruźlicę), np. ten:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Mijając mnie, ludzie ci, niewątpliwie ostatecznie wypchnięci poza nawias społeczeństwa, odkręcali z obrzydzeniem, żałośnie i jakby urażeni w swojej świętej dumie, brązowe butelki do odpluwania i odpluwali do nich, z perfidną podniosłością wydobywali tu wszędzie, bezwstydnie i z sobie tylko właściwą wyrafinowaną sztuką, plwocinę z nadżartych płuc i odpluwali ją do butelek. Korytarze wypełniał ten uroczysty pochód wielu tuzinów zżartych płuc i człapanie filcowych pantofli po linoleum nasączonym karbolem. Odbywała się tu procesja, która kończyła się w leżalni, w tak uroczystym nastroju, z jakim spotykałem się dotąd tylko na katolickich pogrzebach, każdy uczestnik tej procesji niósł przed sobą własną monstrancję: brązową butelkę do odpluwania.&amp;nbsp;Kiedy ostatni wchodził na werandę i układał się tam w jednym z długiego szeregu zardzewiałych okratowanych łóżek, kiedy wszystkie te ciała, od dawna już zeszpecone przez chorobę, o długich nosach, o długich rękach i krzywych nogach, o dusząco zgniłym zapachu, zawinęły się w wytarte, wyszarzałe, stęchłe, w ogóle nie dające ciepła pledy, które ja mogłem nazwać jedynie derkami, zapadała cisza. (...) Wszyscy pacjenci nieustannie produkowali plwocinę, większość z nich w dużych ilościach, wielu miało ze sobą nie tylko jedną, ale kilka butelek, jak gdyby nie istniało dla nich pilniejsze zadanie &amp;nbsp;nad produkowanie plwociny, jak gdyby zagrzewali się wzajemnie do coraz większej produkcji plwociny, współzawodnictwo odbywało się tu codziennie, a zwycięstwo odnosił ten, kto był najbardziej skoncentrowany i odpluł najwięcej do butelki. [str. 272-273]&lt;/blockquote&gt;Liczba cytatów, które tu zamieszczam, świadczy o tym, że spodobał mi się styl autora. Początkowo irytowały mnie częste powtórzenia, te wszystkie uściślenia - "czyli", "tak zwany" itd., nieco emfatyczna kursywa. Nieznośna pewność siebie, pewność swoich przekonań, opinii i sądów, zwłaszcza że poglądy na wiele spraw miał, łagodnie mówiąc, radykalne.&amp;nbsp;A jednak w trakcie lektury zaczęłam coraz lepiej rozumieć, dlaczego Thomas Bernhard stał się właśnie takim, a nie innym człowiekiem, po przeczytaniu ostatniej części pt. "Dziecko" poczułam do niego nawet coś w rodzaju sympatii pomieszanej ze współczuciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Autobiografie" to interesująca opowieść o trudnym dzieciństwie, trudnej młodości i trudnych czasach. Nie jest to lektura z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, może z wyjątkiem przyjemności płynącej z czytania bardzo dobrze napisanej książki. To moje pierwsze spotkanie z Bernhardem, ale z pewnością nie ostatnie. O wielu sprawach myślimy podobnie, no ale ja nie mam tak nieprawdopodobnie wysokiej samooceny:).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Ludzie, którzy wiedzą, że umierają, niczego drugiemu bardziej nie zazdroszczą niż takiej szczęśliwej &lt;i&gt;śmierci bez umierania&lt;/i&gt;. Pomyślałem sobie, kiedy wynosili przekupnia z Mattighofen, że śmierć taka leżała w jego naturze, Ten człowiek nie mógł umrzeć inaczej. Złapałem się na tym, że zazdroszczę przekupniowi jego śmierci, sam bowiem nie mogłem mieć pewności, że kiedyś odejdę w przeszłość, przeminę tak nagle, w jednej chwili, tak zupełnie bezboleśnie. W końcu śmierć bez umierania przypada w udziale jedynie nielicznym. Umieramy od momentu narodzin, ale o umieraniu mówimy dopiero pod koniec tego procesu, chociaż czasem koniec ten ciągnie się jeszcze koszmarnie długo. Umieraniem nazywamy ostatnią fazę naszego procesu umierania, trwającego całe życie. A kiedy chcemy się od umierania wykręcić, wzbraniamy się przed zapłaceniem rachunku. Myślimy o samobójstwie, trzymając przed oczami ów rachunek przedstawiony nam pewnego dnia, i szukamy wówczas schronienia w całkiem niskich i płaskich myślach. Zapominamy, że wszystko, co nas dotyczy, jest hazardem, i wskutek tego dokonujemy naszych dni w rozgoryczeniu. U kresu życia &amp;nbsp;tylko beznadziejność stoi dla nas otworem. Rezultatem jest pokój śmierci, w którym się umiera, raz na zawsze. Wszystko to zwykłe oszustwo. Całe nasze życie, jeśli przyjrzeć mu się dokładnie, jest tylko marnym kalendarzem zdarzeń, z którego została wreszcie zerwana ostatnia kartka. [str. 228-229]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;"Ale najpierw żyjemy". (&lt;i&gt;To akurat nie jest cytat z Bernharda&lt;/i&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1722211827211898631?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1722211827211898631/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/11/autobiografie.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1722211827211898631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1722211827211898631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/11/autobiografie.html' title='AUTOBIOGRAFIE'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-MBosw0AE3Qk/TsmFoN_JcUI/AAAAAAAABUA/Ko6K-9nhfcg/s72-c/autobiografie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-6637223849357356892</id><published>2011-10-29T20:46:00.001+02:00</published><updated>2011-11-01T11:21:55.708+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stylist(k)a'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>ŻYCIE, A ZWŁASZCZA ŚMIERĆ ANGELIKI DE SANCÉ</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-naR1enlOjp8/Tqbc47Z_aSI/AAAAAAAABT0/vOaSrHYCsTU/s1600/zycieazwlaszczasmiercangelikidesance.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-naR1enlOjp8/Tqbc47Z_aSI/AAAAAAAABT0/vOaSrHYCsTU/s1600/zycieazwlaszczasmiercangelikidesance.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Życie, a zwłaszcza śmierć Angeliki de Sancé&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Jacek Podsiadło&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2008&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Znak&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-240-1016-5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 334&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;3+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Surrealistyczna, acz miła lektura. Składa się z wielu krótkich rozdziałów o dziwacznych tytułach, z których to rozdziałów część ma charakter autobiograficzny, a inne to zwiariowane historie o kolejnych związkach tytułowej Angeliki - autor dowolnie zakrzywia w nich czas i przestrzeń.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytałam z zainteresowaniem, bo lubię sobie od czasu do czasu spojrzeć na świat cudzymi oczami, z perspektywy kogoś zupełnie innego niż ja. A z kim jak z kim, ale z Jackiem Podsiadłą nie łączy mnie chyba nic, może poza tym, że pochodzimy z jednego regionu w Świętokrzyskiem. Autor opisuje siebie jako totalnego luzaka, który żyje po swojemu, owszem - czasami niemal o chlebie i wodzie, ale po swojemu. Tego się właśnie spodziewałam, bo jakiś czas temu czytałam &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,6488113,Lodowka_odpowiada_echem.html"&gt;z nim wywiad w Wyborczej&lt;/a&gt;. Nie uważam siebie za materialistkę, ale on jest chyba antymaterialistą.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;W gruncie rzeczy pragnę tylko napisać coś o naturze leniuchowania, o pożytkach z niego płynących. O tym, że przyjemnie jest wylegiwać się na drzewie jak leniwiec. Wyjadać ze słoika domowe konfitury jabłkowo-bzowe. Leżeć w trawie jak legawiec. Rano patrzeć, jak słońce uruchamia odblaski na liściach dzikiego szczawiu, a wieczorem piec ziemniaki w ognisku i pleść banialuki. Raz dziennie jechać rowerem do telefonu, żeby porozmawiać z synem. Słuchać ptaków. Leżeć w śpiworze i znowu słuchać ptaków. Robota to głupota. Jasne, że dobrze jest zmyć statki raz na tydzień, posiać kalarepę albo narżnąć drzewa, ale jeździć dzień w dzień wózkiem widłowym po jakiejś zwariowanej kopalni w Zabrzu? Obstawiam, że długo jeszcze będzie nam się ze Śliwą udawało omijać wszelkie kopalnie z daleka. Od wieków tylko módl i się i pracuj, módl się i pracuj. Oratoria i laboratoria, paranoja. Ci wszyscy prezydenci, co wywołują wojny, to też z przepracowania. Gdybym ja był głową państwa, jego godło stanowiłby hamak. [str. 177-178]&lt;/blockquote&gt;No cóż, gdyby takie podejście do życia było powszechne w paleolicie, to ludzkość do dziś by w nim tkwiła, a Jacek Podsiadło mógłby sobie tylko pomarzyć o telefonie, rowerze i wózku widłowym i ziemniakach (chyba że przyszedłby na świat w jakiejś jaskini w Andach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma tu żadnego motywu przewodniego. Rozdziały autobiograficzne traktują o epizodach z bardzo różnych okresów życia Podsiadły - dotyczą (o ile się nie mylę) lat osiemdziesiątych i późniejszych. Przypominają zapiski z dziennika czy pamiętnika. Sporo miejsca autor poświęcił relacjom ze spotkań z przyjaciółmi i wspólnych wyjazdów. Jest zabawnie.&lt;br /&gt;Ale bywa też lirycznie, smutno. Szczególnie spodobał mi się rozdział "Widzę. I opisuję", w którym przeprowadzany jest "Powszechny spis inwentarza martwego", czyli przedmiotów, które pozostawiła po sobie kochana kiedyś kobieta. Oraz "I kometa z białych piór spada pod moje stopy", wspomnienie pogrzebu ojca.&lt;br /&gt;Natomiast końcówka książki nieco mnie, szczerze mówiąc, znużyła - konkretnie rozdziały o konnej wycieczce do republik nadbałtyckich i te dotyczące westernów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje przywiązanie do dosłowności uodparnia mnie na ogół dość skutecznie na uroki surrealizmu, a jednak napisane w tej właśnie manierze rozdziały o Angelice czytałam z przyjemnością. Owa heroina przemierza morza, lądy i epoki, z wyboru lub konieczności zawsze w męskim towarzystwie. Oto fragment rozdziału, w którym u jej boku pojawia się tajemniczy graf z Transylwanii:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Miała na długo zapamiętać pierwsze z nim spotkanie. Wymienili kilka zdawkowych uprzejmości przed sklepikiem aptekarza, a potem, niby dobrzy znajomi, długo spacerowali po mieście. Ona i nieznajomy z ulicy! Jego bliskość sprawiała, że Angelika czuła się dziwnie. Sceneria miasta stała się ruchoma, jakby to szli nie oni, ale jakby ożywione budynki i dzielnice ruszyły w przeciwnym kierunku. Ciężkie od kwiecia drzewa przesuwały się jak baletnice na ukrytych pod sięgającymi parkietu sukniami stopach drobiących kroczki, których się nie zauważa, tak jak nie zauważa się kwantów czasu, w których ruch i bezruch nie są zróżnicowane. Kościoły zdawały się odsuwać od nich, gdy zbliżali się do którego. Gdy dochodzili do skrzyżowań ulic, graf zwalniał kroku, węszył jak zwierzę i mocniej obejmował jej kibić, aby niemal biegiem przebyć skrzyżowanie, jakby obawiał się rozpędzonej dorożki. O dziwo, Angelice było wszystko jedno. Nic o nim nie wiedziała i o nic nie pytała. Zatrzymywali się, a wtedy ujmowała w ręce dłoń grafa o wypielęgnowanych paznokciach. "Twoja ręka jest taka zimna", mówiła przy tym. Gdybyż miała wtedy głowę do onikomancji! Albo opuszkami palców dotykała starannie przypudrowanej twarzy. Pierwszy pocałunek graf złożył na jej szyi. Było to jedno z tych ucałowań, które zostawiają na skórze różowy ślad, dowód namiętności, i Angelika resztką przytomności pomyślała, że jutro trzeba będzie ukryć szyję pod stójką. Nim graf się odessał, dziewczyna zemdlała.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Ocknąwszy się w jego wychudłych ramionach, zaczęła prawić mu do ucha płoche dyrdymały. Było tego dużo, między innymi: "Moje serce jest jak zegar nakręcany przez ciebie", osiem razy "Twoje piękno dosłownie rozrywa mi rajtuzy" oraz nieskoordynowany miszmasz Longfellowa i Goethego zakończony westchnieniem "Chwilo trwaj, jesteś piękna". [str. 80-81]&lt;/blockquote&gt;Jacek Podsiadło napisał tę książkę "z powodu istnienia języka" [224] i pisząc ją na pewno dobrze się bawił. Z kolei mnie miło się ją czytało. Choć wyrzuciłabym parę rozdziałów, które wydają mi się tylko tzw. zapchajdziurami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-6637223849357356892?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/6637223849357356892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/zycie-zwaszcza-smierc-angeliki-de-sance.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/6637223849357356892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/6637223849357356892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/zycie-zwaszcza-smierc-angeliki-de-sance.html' title='ŻYCIE, A ZWŁASZCZA ŚMIERĆ ANGELIKI DE SANCÉ'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-naR1enlOjp8/Tqbc47Z_aSI/AAAAAAAABT0/vOaSrHYCsTU/s72-c/zycieazwlaszczasmiercangelikidesance.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-6513366869325252132</id><published>2011-10-23T18:34:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T21:23:36.943+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><title type='text'>HARFA TRAW</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedyż to pierwszy raz usłyszałem o harfie traw? Na długo przed tą jesienią, gdy zamieszkaliśmy na mydłodrzewie; więc może którejś poprzedniej jesieni? I oczywiście powiedziała mi o tym Dolly; nikt inny nie potrafiłby tego tak nazwać - harfa traw. Jeżeli po wyjściu z miasteczka udacie się drogą wiodącą do kościoła, niebawem miniecie wzgórze jaśniejące kościaną bielą nagrobków i porośnięte brunatnymi, spalonymi przez słońce kwiatami; jest to cmentarz babtystowski. Wszyscy nasi bliscy - Talbowie, Fenwickowie - są tam pochowani; matka moja spoczywa obok ojca, a groby dwudziestu lub więcej krewnych otaczają ich niby rozgałęzione korzenie jakiegoś kamiennego drzewa. Poniżej wzgórza jest łan wysokiej indiańskiej trawy, która zmienia barwę wraz z porą roku: pójdźcie obejrzeć ją jesienią, pod koniec września, kiedy staje się tak czerwona jak zachód słońca i kiedy suną po niej cienie szkarłatne niczym odblask ognia, a jesienne wiatry wygrywają na suchych źdźbłach melodię człowieczych westchnień, harfiane głosy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; Za łąką rozpoczyna się mrok Lasu Nadrzecznego. Musiało to być jednego z tych wrześniowych dni, gdy zbieraliśmy korzonki w lesie i Dolly zapytała:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; - Słyszysz? To harfa traw, zawsze snuje jakąś opowieść... Zna dzieje wszystkich ludzi leżących na tym wzgórzu, wszystkich, co kiedykolwiek żyli; a jak pomrzemy, opowie także i nasze. [str. 73]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To opowiadanie pełni podobną rolę, co wspomniana harfa traw: narrator, dorosły Colin Fenwick, wspomina szczęśliwe dzieciństwo czy może raczej wczesną młodość spędzoną w niewielkim miasteczku gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych. Pozostali bohaterowie tej historii już nie żyją albo - co wychodzi prawie na to samo - zmienili się i oddalili od siebie, ale żaden z nich na pewno nigdy nie zapomniał tych kilku dni spędzonych wspólnie w domku na drzewie.&lt;br /&gt;Colin miał wtedy szesnaście lat, jego ciotka Dolly i jej przyjaciółka/służąca po sześćdziesiąt, sędzia Cool prawie siedemdziesiąt, a Riley osiemnaście. Nie mieli ze sobą wiele wspólnego poza jednym: nie czuli się dobrze w otoczeniu, w którym żyli, nie potrafili się do niego dostosować, nie chcieli.&lt;br /&gt;Krótki pobyt w domku na drzewie pomógł im się do tego przyznać przed samym sobą, a obecność podobnych do nich outsiderów dodała im otuchy. Miejsce, w którym się zatrzymali, kojarzyć się może z czymś infantylnym, ale wydaje mi się, że oni nigdy wcześniej nie wykazali się taką dojrzałością, jak w ciągu tych paru dni. Dojrzałością rozumianą jako zaakceptowanie siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W 1998 roku wydawnictwo Prószyński i S-ka opublikowało &lt;b&gt;&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/10/sniadanie-u-tiffanyego.html"&gt;"Śniadanie u Tiffany'ego"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; i "Harfę traw" w jednym tomie, ale postanowiłam napisać o każdym z tych opowiadań osobno. Zacytowany powyżej początek "Harfy" chyba tłumaczy, dlaczego. Wiele dzieli Alabamę z lat trzydziestych i o dekadę starszy Nowy Jork, inni są bohaterowie i tematyka obu utworów, "Harfa traw" jest bardziej sentymentalna, nostalgiczna -&amp;nbsp;Truman Capote wplótł w utwór wątki autobiograficzne, o czym można sobie poczytać w&amp;nbsp;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Grass_Harp#Conception"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ujął mnie sentymentalizm w wydaniu tego autora i żałuję, że nie cały utwór został napisany w tym właśnie duchu. Relację Siostry Idy skróciłabym o co najmniej połowę, z Rileya nie uczyniłabym rzutkiego przedsiębiorcy, a z sędziego smutnego staruszka nadstawiającego swojej rodzinie drugi policzek.&lt;br /&gt;Ale może to wszystko dodaje opowieści wiarygodnosci, bo przecież nie można całego życia spędzić w domku na drzewie, w końcu trzeba z niego zejść i jakoś się dogadać z otoczeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OQh6w6GdUgM/TptIQ0QSMtI/AAAAAAAABTk/n1SL28PCpgs/s1600/sniadanieutiffanyego.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-OQh6w6GdUgM/TptIQ0QSMtI/AAAAAAAABTk/n1SL28PCpgs/s200/sniadanieutiffanyego.jpeg" width="134" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Tytuł: Śniadanie u Tiffany'ego&lt;/b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px;"&gt;&amp;nbsp;(&lt;/span&gt;&lt;i style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Breakfast at Tiffany's&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;),&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Harfa traw&lt;/b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;&amp;nbsp;(&lt;/span&gt;&lt;i style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;The Grass Harp&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Pierwsze wydanie: 1958, 1951&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Autor: Truman Capote&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Tłumaczenie: Bronisław Zieliński&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Wydawnictwo: Prószyński i S-ka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;ISBN: 83-7180-290-0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Stron: 156&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px; text-align: -webkit-auto;"&gt;Ocena:&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-6513366869325252132?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/6513366869325252132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/harfa-traw.html#comment-form' title='Komentarze (36)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/6513366869325252132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/6513366869325252132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/harfa-traw.html' title='HARFA TRAW'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-OQh6w6GdUgM/TptIQ0QSMtI/AAAAAAAABTk/n1SL28PCpgs/s72-c/sniadanieutiffanyego.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>36</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-4533789207160393499</id><published>2011-10-16T23:31:00.002+02:00</published><updated>2011-10-16T23:31:30.283+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><title type='text'>ŚNIADANIE U TIFFANY'EGO</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OQh6w6GdUgM/TptIQ0QSMtI/AAAAAAAABTk/n1SL28PCpgs/s1600/sniadanieutiffanyego.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-OQh6w6GdUgM/TptIQ0QSMtI/AAAAAAAABTk/n1SL28PCpgs/s320/sniadanieutiffanyego.jpeg" width="215" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Śniadanie u Tiffany'ego&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Breakfast at Tiffany's&lt;/i&gt;), &lt;b&gt;Harfa traw&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;The Grass Harp&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1958, 1951&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Truman Capote&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Bronisław Zieliński&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Prószyński i S-ka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-7180-290-0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 156&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;3+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Śniadanie u Tiffany'ego", dzięki ekranizacji z Audrey Hepburn w roli Holly Golightly, jest chyba najbardziej znanym utworem Trumana &lt;span class="Apple-style-span" style="text-align: justify;"&gt;Capote*&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: black; text-align: justify;"&gt;. Twórcy filmu po hollywoodzku tę historię ugrzecznili i uromantycznili - wersja źródłowa wydaje mi się jednak ciekawsza, choć może nie tak urocza.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rzecz dzieje się w Nowym Jorku, podczas II wojny światowej. Początkujący pisarz, pełen nadziei na karierę i wiary we własny talent, wprowadza się do starej czynszowej kamienicy i zaprzyjaźnia z Holly, lokatorką mieszkania znajdującego się piętro niżej. Ich znajomość trwa stosunkowo krótko, ale fascynacja jej osobą nie opuści go już nigdy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Holly była znana w niezbyt wytwornych kręgach Nowego Jorku - towarzyszyła zamożnym starszym panom i przyjmowała od nich prezenty. O jej przeszłości wiedziano tylko tyle, ile sama zechciała nakłamać. Była młoda, ładna i trochę zwariowana.&amp;nbsp;Świadomie pozowała często na słodką idiotkę, bo to się podobało mężczyznom, ale patrzyła na życie bardzo trzeźwo i realistycznie, choć w sposób zupełnie inny niż większość jej rówieśniczek.&amp;nbsp;Na eleganckiej karteczce na skrzynce na listy umieściła informację: "Panna Holiday Golightly, w podróży", a większość swoich rzeczy trzymała zapakowanych w kufrach - wciąż poszukiwała właściwego dla siebie miejsca i na wszelki wypadek wolała być przygotowana do natychmiastowego opuszczenia dotychczasowego lokum. Porównywała się do dzikiego zwierzęcia, które nie należy do nikogo, korzysta z ofiarowywanej mu miłości, ale jej nie odwzajemnia.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Spodobał mi się sposób, w jaki Capote wprowadza czytelnika w opowieść o Holly, oraz to, że zmusza go do dopowiedzenia sobie jej dalszych losów po swojemu. Nie jest to jakieś wiekopomne dzieło, ale przeczytać na pewno warto - jeśli lubi się ciekawe portrety psychologiczne kobiet w literaturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Film nie przypadł autorowi do gustu. Przytoczę stosowny fragment &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/07/rozmowy-z-capoteem.html"&gt;&lt;b&gt;"Rozmów z Capote'em"&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, o których jakiś czas temu pisałam:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lawrence Grobel: &lt;i&gt;A wracając do filmów, czy chciałbyś zobaczyć nową wersję &lt;/i&gt;Śniadania u Tiffany'ego&lt;i&gt;?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Truman Capote: Tak, bo pierwsza wersja nie była za dobra.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;LG: &lt;i&gt;Cóż w niej było nie tak?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;TC: Mój Boże, wszystko. Był to najgorzej obsadzony film jaki kiedykolwiek widziałem. Chciało mi się rzygać. Taki Mickey Rooney grający japońskiego fotografa. Faktycznie, był w książce japoński fotograf, ale z pewnością nie był to M i c k e y R o o n e y. I chociaż bardzo lubię Audrey Hepburn i jest ona moją wielką przyjaciółką, byłem mocno zaskoczony i wściekły, kiedy obsadzono ją w tej roli. To była najzwyczajniejsza zdrada ze strony producentów. Nie spełnili żadnej z obietnic. Miałam w i e l e ofert na kupno tej książki, praktycznie od wszystkich, a sprzedałem ją w tej grupie z Paramount, ponieważ obiecali mi pewne rzeczy, zrobili nawet listę obietnic i żadnej z nich nie dotrzymali. Od dnia, w którym podpisałem kontrakt, odwrócili się do mnie plecami i zrobili wszystko na opak. Wzięli tak beznadziejnego reżysera jak Blake Edwards. Miałbym ochotę na niego splunąć! George Axelrod napisał scenariusz. Powiem tylko, że zaproponowali napisanie scenariusza mnie, ale nie lubię pisać scenariuszy do własnych książek, wolę je pisać do książek innych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;LG: &lt;i&gt;Czy mimo to nie będziesz rozważał napisania nowej wersji &lt;/i&gt;Śniadania?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;TC: Znajdę kogoś odpowiedniego, żebym mógł z nim blisko współpracować i żeby nie było żadnych nieporozumień co do tego, kim ta Holly jest. N i e j e s t szykowną czy smukłą Audrey Hepburn o wyrazistych rysach twarzy; jest bystrą dziewczyną, lecz bystrą w zupełnie inny sposób.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;LG: &lt;i&gt;Bardziej przypomina Jodie Foster?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;TC: Ona jest idealna do tej roli. [str. 161-162]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wcześniej Truman Capote widział w tej roli inną swoją przyjaciółkę - Marilyn Monroe. I chyba rzeczywiście bardziej pasowałaby do tej roli, niektóre wypowiedzi książkowej Holly w jej ustach brzmiałyby wiarygodniej, np. ta:&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście, ja nie mam &amp;nbsp;nic przeciwko kurwom. Tyle tylko, że niektóre mogą być uczciwe w gębie, ale wszystkie są nieuczciwe w głębi serca. No, bo nie można podrywać faceta, wyciągać od niego forsy i przynajmniej nie starać się wierzyć, że go się kocha. Ja tak nigdy nie postępowałam. Nawet z Bennym Shacklettem i tymi wszystkimi gryzoniami. Jakoś sama się hipnotyzowałam, żeby myśleć, że ich czysta szczurowatość ma pewien urok. [str. 52]&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobno istnieją dwa polskie tłumaczenia "Śniadania u Tiffany'ego". Czytałam wersję Bronisława Zielińskiego - nie wiem, z którego roku pochodzi ten przekład, ale fragmenty, w których postaci mówią slangiem, nie wytrzymały próby czasu. Ciekawa jestem, jak sobie z nimi poradził Rafał Śmietana.&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;i&gt;O odmianie tego nazwiska można przeczytać w &lt;a href="http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=8027"&gt;Poradni językowej PWN&lt;/a&gt;.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-4533789207160393499?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/4533789207160393499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/sniadanie-u-tiffanyego.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4533789207160393499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4533789207160393499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/sniadanie-u-tiffanyego.html' title='ŚNIADANIE U TIFFANY&apos;EGO'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-OQh6w6GdUgM/TptIQ0QSMtI/AAAAAAAABTk/n1SL28PCpgs/s72-c/sniadanieutiffanyego.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-4652122191358839413</id><published>2011-10-11T17:05:00.000+02:00</published><updated>2011-10-11T17:05:30.980+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'>Powyborcze refleksje</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O swoich politycznych zapatrywaniach pisałam tu (oraz gdzie indziej) już kilka razy. Choć nie śledzę naszej sceny politycznej tak uważnie jak dawniej, to jednak staram się trzymać rękę na pulsie najważniejszych wydarzeń - jednym z nich były ostatnie wybory parlamentarne.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem dosyć zadowolona z ich wyniku, bo PiS-owi znów nie udało się dojść do władzy. Głosowałam na PO, choć bardzo się co do tego ugrupowania w ostatnich latach rozczarowałam. Ale cóż miałam zrobić, skoro żadna partia nie reprezentuje całości moich poglądów? Wybrałam mniejsze zło.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W sprawach gospodarczych sytuuję się mniej więcej w centrum, a w światopoglądowych - w okolicach Ruchu Palikota. Właściwie cieszę się, że jego przedstawiciele zdobyli sporo głosów i mam nadzieję, że sprowokują debatę, która doprowadzi do zliberalizowania naszego prawa dot. związków partnerskich i aborcji oraz znormalizowania stosunków państwo-kościół. Tak, tak, jestem antyklerykalistką.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ubolewam nad tym, że wyborcy głosują na kandydatów, o których nic nie wiedzą. Większość stawia krzyżyk po prostu przy "jedynce" popieranej przez siebie partii. Albo, co jest chyba jeszcze gorsze, przy nazwisku znanym z mediów. I tak do parlamentu dostają się byli agenci, "wdowy smoleńskie" i sportowcy, a nie zasłużeni lokalni działacze. Agent Tomek i Jan Tomaszewski posłami! Beata Gosiewska senatorką! Ale istnieje jakiś promyczek nadziei, nikły, ale jednak: "społeczeństwo" nie wybrało Zuzanny Kurtyki, a wśród wyborców zbyt mało było przedstawicieli "narodu" (warto wysłuchać &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,10446847,Pod_Wawelem__Szmaciarze_wygrali_sfalszowane_wybory_.html"&gt;&lt;b&gt;jej kuriozalnej wypowiedzi&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; na ten temat).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście pisowscy politycy i działacze &lt;b&gt;znowu&lt;/b&gt; tłumaczą sobie swoją porażkę wrogim nastawieniem mediów. Owszem, GW, Polityka czy Tok FM były i są im wyraźnie niechętne, ale Radio Maryja, Uważam Rze, Rzeczpospolita, Gazeta Polska, Gazeta Polska Codziennie, Nasz Dziennik i różne ich internetowe twory (typu &lt;a href="http://niezalezna.pl/"&gt;niezalezna.pl&lt;/a&gt;) zdecydowanie PiS popierają.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mniej więcej dekadę temu, przed wyborami w 2001 roku, wyraziłam nadzieję, że dożyję czasów, kiedy jakaś polska partia wygra wybory dwa razy z rzędu, bo to będzie oznaczało, że sprawy kraju i obywateli idą w dobrym kierunku. Minęło zaledwie dziesięć lat i tak się stało. Oby stara/nowa koalicja stanęła &lt;b&gt;wreszcie&lt;/b&gt; na wysokości zadania. Polacy nie są głupcami (no, może oprócz tych czterech milionów, które głosowały na PiS) i rozumieją, że żeby było lepiej, najpierw musi być trochę gorzej. Co do jednego Jarosław Kaczyński ma rację: &lt;b&gt;czas na odważne (i rozsądne) decyzje&lt;/b&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-4652122191358839413?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/4652122191358839413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/powyborcze-refleksje.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4652122191358839413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4652122191358839413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/powyborcze-refleksje.html' title='Powyborcze refleksje'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-7842755418289172544</id><published>2011-10-06T16:12:00.001+02:00</published><updated>2011-10-06T16:13:39.995+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>BEZDUSZNA</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zxeAwF3IjcE/To2zhkzLTDI/AAAAAAAABTg/pxC_xrLdx-M/s1600/bezduszna.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-zxeAwF3IjcE/To2zhkzLTDI/AAAAAAAABTg/pxC_xrLdx-M/s1600/bezduszna.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Bezduszna&lt;/b&gt; (Soulless)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2009&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autorka: Gail Carriger&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Prószyński i S-ka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7648-656-7&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 320&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;2+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeczytałam sporo bardzo pozytywnych, wręcz entuzjastycznych recenzji "Bezdusznej", miałam więc prawo oczekiwać czegoś więcej. &lt;b&gt;&lt;a href="http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/08/panna-porzadek-kaprysi.html"&gt;Opinia panny K.&lt;/a&gt; &lt;/b&gt;(nie wiem, czy mogę ujawnić imię) vel &lt;b&gt;porzadek_alfabetyczny&lt;/b&gt;, dzięki której uprzejmości przeczytałam tę powieść, nieco ostudziła mój zapał, ale jednak nie całkowicie, ponieważ dopatrzyła się ona podobieństwa między stylem Gail Carriger i Susanny Clarke (autorki&amp;nbsp;&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2010/01/jonathan-strange-i-pan-norrell.html"&gt;"Jonathana Strange'a i pana Norrella"&lt;/a&gt;), a ja styl tej ostatniej uwielbiam. Mnie się to porównanie wydaje bardzo na wyrost, ale może to tylko moje wrażenie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Początek był obiecujący: inteligentna stara (bo już dwudziestopięcioletnia!) panna, o świetnej figurze, ale włoskiej urodzie dotykiem neutralizuje nieludzkie cechy nadprzyrodzonych istot. W dziewiętnastowiecznym Londynie (właśnie tam rozgrywa się akcja powieści) nie ma ich znowu aż tak dużo, ale Alexia Tarabotti zaskakująco często na nie wpada - zwłaszcza na wilkołaka, lorda Macona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wampiry i wilkołaki "wyszły z mroku" już w czasach Henryka VIII, od tamtej pory oficjalnie żyją w ściśle zorganizowanych i urzędowo nadzorowanych niewielkich grupach i stanowią integralną część społeczeństwa, a nawet rządu. Pojawienie się nowych wampirów, niebezpiecznych samotników, do stworzenia których nikt się nie przyznawał, wywołało ogromne zdziwienie, niepokój i uruchomiło biurokratyczną machinę. Miss Tarabotti znalazła się w oczywiście w epicentrum wydarzeń.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety w miarę rozwoju fabuły wątek - powiedzmy - detektywistyczny coraz bardziej ustępował miejsca miłosnym perypetiom Alexii i lorda Macona, co moim zdaniem nie wyszło tej powieści na dobre. Spłyciło również postać głównej bohaterki - z interesującej, niezależnej kontestatorki wiktoriańskiej rzeczywistości pod koniec pozostała już tylko zakochana kobieta.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydaje mi się też, że autorka mogła nieco lepiej wykorzystać potencjał, który tkwił w scenerii wydarzeń, czyli w ówczesnym Londynie, i pogłębić nieco ledwie zaznaczony motyw steampunkowy (tymczasem maszyna różnicowa po prostu gdzieś tam sobie stoi, jako element wystroju wnętrza).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mogę jednak odmówić tej książce pewnych zalet - dzięki wartkiej akcji i ironicznemu poczuciu humoru Gail Carriger "Bezduszna" dobrze sprawdza się jako czytadło na długi wieczór następujący po długim męczącym dniu.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-7842755418289172544?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/7842755418289172544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/bezduszna.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7842755418289172544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7842755418289172544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/bezduszna.html' title='BEZDUSZNA'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zxeAwF3IjcE/To2zhkzLTDI/AAAAAAAABTg/pxC_xrLdx-M/s72-c/bezduszna.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-5703745879831540520</id><published>2011-10-01T00:11:00.001+02:00</published><updated>2011-10-01T00:11:58.195+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bez oceny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>A Dance with Dragons, George R.R. Martin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To właśnie lektura kolejnego tomu "Pieśni lodu i ognia" przyczyniła się do mojej blogowej absencji. Czytałam w oryginale, a że angielskim nie władam biegle, zajęło mi to znacznie więcej czasu niż zwykle. Z tego samego powodu jeszcze nie oceniam tej powieści - zrobię to dopiero po przeczytaniu wydania polskiego, które - przypominam - ukaże się prawdopodobnie już w listopadzie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym obiecuję, że od przyszłego tygodnia będę na bieżąco komentować Wasze blogi i odpowiadać na maile w rozsądnym terminie:).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(Reszta wpisu przeznaczona jest dla osób, które mają już za sobą wszystkie części wydane do tej pory w naszym kraju. Oraz tych, którzy przeczytali w najnowszym magazynie "Książki" artykuł Zbigniewa Mikołejki - autor streścił cały cykl).&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście Martin kontynuuje wątki z poprzednich tomów, choć nie wszystkim poświęca tyle &amp;nbsp;samo miejsca. W trakcie lektury "Uczty dla wron" zastanawialiśmy się, co dzieje się z Tyrionem, Jonem czy Daenerys, i "Taniec ze smokami" odpowiada na to pytanie. Co najmniej połowa akcji tego tomu rozgrywa się równolegle do wydarzeń opisanych w poprzednim.&amp;nbsp;Nadchodzi zima. Zamarza świat i zamarzają serca. Klimat powieści jest wyraźnie minorowy, mnóstwo w niej okrucieństwa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tyrion opuścił Westeros przy pomocy Varysa, by rozpocząć tułaczkę po Wolnych Miastach - nie podróżuje jednak samotnie, bo wiele osób chce go wykorzystać jako swoją kartę przetargową. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że autor nie bardzo wiedział, co z tą postacią zrobić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jon stoi przed trudnym wyborem - musi zdecydować, czy pozwolić Dzikim przekroczyć Mur, czy zgodnie z pradawną tradycją Nocnej Straży zrobić wszystko, żeby za nim pozostali. W pierwszym przypadku tysiące ludzi zginą i powiększą jeszcze zastępy Innych, w drugim - zagrożone będzie bezpieczeństwo klanów z Północy i sama Nocna Straż.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Również Daenerys musi zadecydować, czy poświęcić swoje osobiste szczęście (i wolność smoków) dla dobra poddanych, czy zapomnieć o Meereen i powalczyć o Westeros.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pojawiają się też Jamie (na krótko), Bran, Cersei, Arya, Stannis, jego żona i Melissandre oraz kilka osób uznawanych do niedawna za zmarłe. Nie, nie chodzi o Neda Starka:).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najbardziej spodobał mi się wątek Reeka, człowieka doprowadzonego torturami na skraj szaleństwa, wypranego z poczucia własnej godności, z człowieczeństwa, szczęśliwego, gdy jego oprawca zaliczy go w poczet swoich czworonogów. Mocna rzecz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszą połowę czytało mi się powoli, trochę mi się ta lektura dłużyła, potem było już o wiele lepiej, w dodatku część rozdziałów kończy się klasycznym cliffhangerem, więc człowiek nie ma wyjścia - musi kontynuować.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Styl jest dokładnie taki, jak w poprzednich tomach, tym razem przeszkadzały mi trochę zbyt dokładne opisy wszystkich posiłków i strojów poszczególnych postaci.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Być może w listopadzie napiszę o "Tańcu ze smokami" coś więcej. I oczywiście czekam na kontynuację cyklu - po prostu muszę się dowiedzieć, czy jeden z moich ulubionych bohaterów naprawdę...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-5703745879831540520?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/5703745879831540520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/dance-with-dragons-george-rr-martin.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5703745879831540520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5703745879831540520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/10/dance-with-dragons-george-rr-martin.html' title='A Dance with Dragons, George R.R. Martin'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-4459814118667221547</id><published>2011-09-19T00:44:00.001+02:00</published><updated>2011-09-19T09:27:09.450+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bez oceny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>ŻYDÓWEK NIE OBSŁUGUJEMY</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WV8lSaaWfZ0/TnZfeNjqSSI/AAAAAAAABTc/-XBC_3fTUVU/s1600/zydoweknieobslugujemy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-WV8lSaaWfZ0/TnZfeNjqSSI/AAAAAAAABTc/-XBC_3fTUVU/s1600/zydoweknieobslugujemy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Żydówek nie obsługujemy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2005&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Mariusz Sieniewicz&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: W.A.B.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: Archipelagi&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-7414-076-3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 248&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: ?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przerost formy nad treścią. Sporo trafnych obserwacji, ale odbitych w zbyt krzywym, jak na mój gust, zwierciadle - upstrzonym turpistycznymi opisami, zamazanym nużącymi, niezrozumiałymi (dla mnie) groteskowymi fantasmagoriami. Dotyczy to połowy zamieszczonych w zbiorze tekstów.&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostałe, krótsze, to realistyczne, "życiowe" panoramy lub portrety, trochę podretuszowane ironią. Nieudacznicy, którzy po krótkim, pozbawionym sukcesów życiu szukają ukojenia w śmierci. Żenujące polskie zwyczaje weselne. Obrażony na konsumpcyjne i obojętne społeczeństwo były urzędnik. Niepełnosprawny intelektualnie chłopiec, któremu matka oraz współczesna medycyna odebrały jedyne chwile radości w jego życiu. Stary, wierny pies, który jednak nie mógł się równać z popularnym w pewnych kręgach pitbullem. Ten typ prozy rozumiem i lubię. Szkoda, że w tych dłuższych opowiadaniach autor trochę za bardzo dał się ponieść wyobraźni i (chyba) strumieniowi świadomości.&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ich motywem przewodnim, o ile dobrze rozumiem, jest podporządkowanie jednostki społeczeństwu, które wszystkie przejawy indywidualizmu szybko rozjeżdża walcem uznanych norm i tradycji oraz preferuje mimetyzm. Na szczęście (lub nie) tzw. szary człowiek rzadko zdaje sobie sprawę ze swojej samotności, z jałowości i przygnębiającej regularności swojej egzystencji, ale kiedy już to do niego dotrze, konsekwencją jest autodestrukcja, szaleństwo lub co najmniej głęboka, nieprzemijająca depresja.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Zostanie sam. Zamiast kontynentu samotna wyspa. Znowu sam, w łóżku, w pokoju, oddzielony od świata ścianami i drzwiami, w których łypie judaszowe okno - jedyny łącznik. Kobieta rozrzedzała się powoli, jej dotyk słabł, aż naraz znikła. Szlafrok upadł na podłogę, Piszczajko chwytał jedynie powietrze. Pokój, sufit, tapety, ogromny, rozdęty brzuch. Samotna wyspa. Nikt się nie zjawi, nie zamajaczy żaden kształt. Potrząsnął brzuchem z całych sił i z gardła wydobył się wielki śmiech. Śmiał się więc Piszczajko, śmiał wesoło, szyderczo, aż w końcu dopadł go pusty śmiech. Bo wiedział, że żyć może dalej, że nie zmieni się nic, że w nieskończonej pustce śmieje się ból. On - tubylec, rdzenny mieszkaniec wyspy, żaden cudzoziemiec czy przybysz. Za oknem zwyczajne życie - dla niego przerażająco spokojny step.&amp;nbsp;Szary zaciek na suficie w kształcie indyczej grdyki, brązowe ramię półki z książkami - śmiech-step. Życie, cholera, nawet nie egzystencjalny dół, lecz śmiech-step. Rodzina, znajomi, nawet cierpiący Bóg i on w łóżku, na ulicy i w pracy - och, jakże pusty śmiech-step. I jeśli nawet kiedyś dziewczyna z warzywniaka włoży specjalnie dla niej kupiony szlafrok, to będzie tylko pusty śmiech, pusty śmiech. ["Ból brzucha od ucha do ucha", str. 133-134]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;W opowiadaniu "Żydówek nie obsługujemy" autor podejmuje również temat niechęci zbiorowości wobec Innych - tu reprezentowanych przez kobietę, w dodatku Żydówkę. Zaznacza, że taki potencjalny odmieniec tkwi w każdym człowieku i w każdej chwili, np. kiedy stoi się w kolejce do kasy w hipermarkecie, może dokonać coming outu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby moje klimaty, ale jednak fanką prozy Mariusza Sieniewicza raczej nie zostanę. Niewątpliwie ma własny styl i ja to doceniam, ale wydaje mi się, że jego teksty sporo by zyskały, gdyby je nieco skrócić, chodzi mi zwłaszcza o trzy opowiadania: pierwsze ("Posuń się, posuń! Bo cię posunę!"), przedostatnie ("O, kurna! W głowie wujnia!") i ostatnie ("Żydówek nie obsługujemy"). "Złotą akszyn" zakończyłabym w momencie, w którym nowy Mistrz zasypia.&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc wolę prozę uboższą w metafory, bogatszą w treść i lepiej skonstruowaną. Nie rozumiem, dlaczego wielu autorów uważa interesującą fabułę, na którą składa się logiczny ciąg zdarzeń, za zbyt staromodny, a przez to zbędny składnik swoich utworów. Formalne czy stylistyczne wygibasy pomagają zyskać uznanie w oczach krytyków, ale potrzeba czegoś więcej, żeby książka spodobała się zwykłemu czytelnikowi, takiemu jak ja.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-4459814118667221547?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/4459814118667221547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/09/zydowek-nie-obsugujemy.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4459814118667221547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4459814118667221547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/09/zydowek-nie-obsugujemy.html' title='ŻYDÓWEK NIE OBSŁUGUJEMY'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-WV8lSaaWfZ0/TnZfeNjqSSI/AAAAAAAABTc/-XBC_3fTUVU/s72-c/zydoweknieobslugujemy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-8038554534785751538</id><published>2011-09-14T19:17:00.001+02:00</published><updated>2011-09-14T21:24:56.380+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Blog'/><title type='text'>Różności</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wbrew pozorom nie rezygnuję z prowadzenia blogu. Niektórych (zapewne bardzo nielicznych) ta wiadomość ucieszy, innych być może zmartwi:). Nowe wpisy pojawiają się ostatnio rzadziej, bo w sierpniu "przypominałam" sobie poprzednie tomy cyklu "Pieśń lodu i ognia" George'a R.R. Martina, żeby nie pogubić się w trakcie lektury "A Dance with Dragons". W Polsce książka ta ukaże się - zgodnie z zapowiedziami wydawnictwa Zysk i S-ka - w listopadzie tego roku, więc czytam oryginał, a ponieważ nie posługuję się angielskim biegle, idzie mi to trochę wolniej niż gdybym czytała te tysiąc stron po polsku.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wspomnianą wyżej powieść czytam na telefonie - postanowiłam iść z duchem czasu i wymieniłam moją czteroletnią prawie nokię na samsunga z Androidem. Nie muszę już siedzieć przy komputerze, żeby przeglądać Wasze blogi, choć oczywiście na normalnym monitorze wszystko jest o wiele bardziej przejrzyste. Również dlatego, że większość blogów ma bardzo rozbudowane szablony, które na wyświetlaczu telefonu stają się zupełnie nieczytelne. (Mam nadzieję, że dużo osób weźmie przykład z &lt;a href="http://czytajodlewej.wordpress.com/"&gt;&lt;b&gt;Mary&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; albo &lt;a href="http://kreatywa.blogspot.com/"&gt;&lt;b&gt;Klaudyny&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, które ostatnio uprościły swoje strony).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Można jednak w prosty sposób ułatwić życie (no dobra, może nie życie, ale na pewno czytanie blogów) użytkownikom telefonów. Otóż jeśli blog istnieje na blogspocie, należy kliknąć po lewej stronie na Szablon, potem w przycisk pod obrazkiem przedstawiającym wygląd blogu w komórce i zaznaczyć opcję "Tak, pokazuj szablon dla urządzeń przenośnych na urządzeniach przenośnych". &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SAblDQAJg80/TnCYa0I5P0I/AAAAAAAABTY/7utY8qQWvWw/s1600/zrzut.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="347" src="http://2.bp.blogspot.com/-SAblDQAJg80/TnCYa0I5P0I/AAAAAAAABTY/7utY8qQWvWw/s640/zrzut.png" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wpływa to na wygląd blogu na zwykłym monitorze, jest to proces odwracalny, a zresztą osoba, która wejdzie na blog za pomocą telefonu, może w każdej chwili zaznaczyć, że chce oglądać stronę w "wersji na komputer".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Naturalnie "szablon dla urządzeń przenośnych" jest bardzo uproszczony - nie widać żadnych dodatkowych gadżetów, a strony można wyświetlać za pomocą rozwijalnego menu. No ale coś za coś.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i trzecia sprawa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawniej mogłam o sobie powiedzieć, że interesuję się polityką i bieżącymi wydarzeniami, ostatnio jednak to się zmienia, ponieważ irytuje mnie sposób, w jaki media (te najbardziej popularne) przekazują informacje. I nawet nie chodzi mi o powierzchowność i płytkość relacji. Najbardziej przeszkadza mi to, że tzw. newsy nie są w żaden sposób przez dziennikarzy filtrowane, wszystko może stać się wiadomością dnia, choć już następnego nikt o niej nie pamięta.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponadto do programów telewizyjnych i radiowych przeważnie nie zaprasza się ludzi kompetentnych, specjalistów w danej dziedzinie. Gości dobiera się tak, żeby się między sobą pokłócili, pokrzyczeli na siebie - niekoniecznie na temat, a potem wyciąga się parę zdań z kontekstu i robi z tego kolejnego newsa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jestem w stanie tego oglądać, czytać ani słuchać. Drażni mnie infantylizacja i wulgaryzacja języka tzw. debaty publicznej i postępująca tabloidyzacja większości mediów. Czy znajdzie się wreszcie dziennikarz/dziennikarka, który odważy się w trakcie rozmowy z politykiem powiedzieć wprost: To, co pan/pani mówi, to wierutna bzdura i/lub kłamstwo?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-8038554534785751538?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/8038554534785751538/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/09/roznosci.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8038554534785751538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8038554534785751538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/09/roznosci.html' title='Różności'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-SAblDQAJg80/TnCYa0I5P0I/AAAAAAAABTY/7utY8qQWvWw/s72-c/zrzut.png' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-5819734487918081285</id><published>2011-08-31T18:04:00.001+02:00</published><updated>2011-08-31T18:04:54.828+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kobieta w literaturze'/><title type='text'>Kobieta w literaturze IX</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Och, Erosie, Erosie. Pokoik ladacznicy i ta sala balowa... W obu świątyniach czczono tego samego boga, w obu czcili go ci sami mężczyźni. Lecz kobiety...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie umiał tańczyć, mimo to uwielbiał bale. Lubił stać w drzwiach i patrzeć, jak inni wirują w tańcu. Cóż to był za nastrój na tych zabawach młodości, który go oczarowywał, wprawiał w zadumę i tęsknotę za niemożliwym? Widzieć kobiety... Mocno objęte przez męskie ramiona, z przymkniętymi oczami, z ustami otwartymi, przesuwały się najniewinniejsze dziewczęta, w sukniach, które odsłaniały, uwydatniały ich młode, unoszone oddechem biusty. O czym myślały, o czym marzyły? Z pewnością były i takie, które nie myślały o niczym, marzyły o błahostkach i nie miały innych życzeń niż przebierać nogami i zażyć trochę ruchu, prawdziwe młode dziewczęta zgodnie z wyobrażeniem matek i ciotek. Lecz chyba nie wszystkie. Nie mogły się człowiecze córki aż tak bardzo zmienić od tych nie nazbyt odległych czasów, gdy młodzieńcy i dziewice nosili w procesjach wizerunki fallusa, śpiewając nabożne pieśni. O czym rozmawiają te młode dziewczęta, gdy szepczą zebrane w kącie? "Oni są w tajemnicy zaręczeni"; "On ją kocha, ale ona woli innego". O czym mówią książki, które czytają? O tym samym: kto kogo kocha, jak potoczyły się ich losy i kto ją zdobył. Co znaczy, że on ją "zdobył"? Tego można dowiedzieć się w noc poślubną.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale lata mijają, a ślub każe czasami na siebie czekać. Młoda dziewczyna kończy dwadzieścia pięć lat, zbliża się do trzydziestki, nadal tańczy na balach z przymkniętymi oczami, ale ust nie ma już otwartych, wie, że teraz jej nie przystoi, więc trzyma je kurczowo zaciśnięte w krwistoczerwoną kreskę. Czy nigdy nie nastąpi ta wielka, wspaniała rzecz? Jej spojrzenie jest spojrzeniem tonącej. Ratujcie mnie, tonę, idę na dno. Młodość jest taka krótka, patrzcie, skóra już blednie, pierś opada, mój młody kwiat więdnie. Próbuje być bardziej wyzywająca i śmielsza, boi się, że wcześniej była zbyt nieśmiała, że może nie był to właściwy sposób... Lecz w męskim gronie już śmieją się z niej ukradkiem, przepijając do siebie przy ponczu, a niektórzy otwarcie z niej szydzą. Inni rozumieją ją lepiej, po cichu myśląc, że byłaby dobrą żoną i namiętną kochanką. Nie chcą się jednak żenić, uwieść dziewczynę z dobrego domu to też zbyt śliska historia, a przecież po wyjściu z balu łatwo i bez kłopotu znajdą drogę do dobrze im znanego pokoiku z kopcącą lampą lub czerwoną amplą z Lei u sufitu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;- Co my, mężczyźni, robimy z &amp;nbsp;naszym i &amp;nbsp;i c h życiem? [str. 69-70]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tytuł: &lt;/b&gt;&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/08/modosc-martina-bircka.html" style="font-weight: bold;"&gt;Młodość Martina Bircka&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px;"&gt;(&lt;i&gt;Martin Bircks ungdom&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1901&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Autor:&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: Verdana, Geneva, sans-serif; font-size: 14px; line-height: 19px;"&gt;Hjalmar Söderberg&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Paweł Pollak&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-5819734487918081285?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/5819734487918081285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/08/kobieta-w-literaturze-ix.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5819734487918081285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5819734487918081285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/08/kobieta-w-literaturze-ix.html' title='Kobieta w literaturze IX'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1591386830698035487</id><published>2011-08-22T22:55:00.003+02:00</published><updated>2011-08-22T22:55:50.221+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stylist(k)a'/><title type='text'>MŁODOŚĆ MARTINA BIRCKA</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4wYIUfvNcRs/TlK-V4dsRGI/AAAAAAAABS8/rtUcHr9RdJM/s1600/mlodoscmartinabircka.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-4wYIUfvNcRs/TlK-V4dsRGI/AAAAAAAABS8/rtUcHr9RdJM/s1600/mlodoscmartinabircka.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Młodość Martina Bircka&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Martin Bircks ungdom&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1901&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor:&amp;nbsp;Hjalmar Söderberg&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Paweł Pollak&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie wierszy: Jolanta Sztuczyńska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Jacek Santorski &amp;amp; Co&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-60207-03-8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 112&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;3+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przeczytaniu&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/06/opowiastki.html"&gt;&lt;b&gt; "Opowiastek"&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; zastanawiałam się, czy aby Hjalmar Söderberg nie był pokrewną mi duszą, ale postanowiłam wstrzymać się z ostatecznym werdyktem do momentu, kiedy lepiej poznam jego twórczość. Teraz mogę już stwierdzić, że tak, że jest. Idziemy przez życie bez złudzeń i choć może niektórzy nazwą to pesymizmem czy dekadencją, my wolimy mówić o realizmie - zaprawionym nieuniknioną w tej sytuacji melancholią, bardzo rzadko nieśmiałą nadzieją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z taką postawą i światopoglądem nikt się nie rodzi, nie nabywa się ich w procesie wychowania ani edukacji, świtają w głowie chyba pod wpływem lektur, nie wiem. Zresztą nasze opinie nie są niczym wyjątkowym ani niemożliwym do pomyślenia dla przeciętnie inteligentnego człowieka, gdyby ów zechciał się poważniej nad sobą i swoim życiem zastanowić.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wszelako coraz gęściej pojawiały się te ostrzeżenia i coraz częściej zdarzało się, że w środku tych marzeń, którymi mamiła go młoda krew, łapał się na tym, że słucha owego drugiego głosu, głosu dochodzącego z głębi najdawniejszych czasów i odbijającego się echem we współczesnych książkach, osobliwego głosu, którego nie zdołała zagłuszyć dłużej niż na chwilę żadna z setek nowych ewangelii, okresowo niczym wiosenne sztormy przewalających się przez ludzkie umysły, głosu mówiącego: wszystko jest marnością, nie ma nic nowego pod słońcem. Dlaczego żył, jaki to miało sens? Nie przestał zadawać sobie tych pytań, wciąż bowiem wymagał od tego życia, które widział na własne oczy, żeby coś się pod nim kryło, coś, co można nazwać sensem życia. Zarówno to szczęście, które było udziałem ludzi, jak i to, do którego dążyli, wydawało mu się baśniowym złotem zmieniającym się w zwiędłe liście albo śmieszną zabawką, nie zaś czymś, co można traktować poważnie. Gdy kierował spojrzenie na swoje życie, takie, jakie prowadził z dnia na dzień, nie mógł nie przyznać, że właściwie jest żałosne i puste, a jego jedyna wartość kryje się w niepewnej nadziei, że nie zawsze takim będzie. Lecz ta nadzieja nie dotyczyła rzeczy, które można osiągnąć krok po kroku, pracą, cierpliwością i setkami drobnych wyrzeczeń - dobrobytu i poważania, które inni uzyskali przed nim; on chciał, oczekiwał czegoś nieokreślonego, niedefiniowalnego: wschodu słońca, topnienia lodów, obudzenia z żałosnego, bezsensownego snu.&lt;br /&gt;Albowiem żałosnym, poplątanym snem wydawało mu się własne życie, gdy spoglądał na nie trzeźwym wzrokiem i odkrywał, że wypełniają je uboga radość, pospolite smutki i tuzinkowe kłopoty. [str. 62-63]&lt;/blockquote&gt;Powieść powinna właściwie nosić tytuł "Dzieciństwo i młodość Martina Bircka", bo jej pierwsza połowa dotyczy tego wcześniejszego okresu w życiu chłopca. Szczerze mówiąc wydała mi się ta część nieco nużąca.&amp;nbsp;Druga przeciwnie - stopniowe porzucanie urokliwych ideałów nabytych w okresie dorastania musi być o wiele ciekawsze niż opisy sielskiego, niewinnego dzieciństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W momencie publikacji książka wzbudziła podobno wiele kontrowersji i zgorszenia, ale w naszych czasach ateizm, miłość pozamałżeńska, czy wreszcie feminizm (a uważam Söderberga za feministę w moim rozumieniu tego słowa) nie oburzają nikogo poza zatwardziałymi dewotami. Spodobał mi się sposób, w jaki autor postrzegał przedstawicielki mojej płci, choć z jego prozy wyłania się smutny obraz sytuacji pań pod koniec XIX wieku: mogły być żonami (jeśli miały posag), zgorzkniałymi i wyszydzanymi starymi pannami (jeśli go nie miały), robotnicami albo prostytutkami, a żadna z tych sfer nie obfitowała w kobiety szczęśliwe.&lt;br /&gt;Zakończenie wydaje mi się niejednoznaczne - czyżby Martin doszedł do wniosku, że jedyne, co nam pozostaje, to cieszyć się chwilą, napawać małymi radościami, "chwytać dzień"?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to może zbyt porywająca czy zaskakująca historia, ale przypadła mi do gustu, bo dzielę z jej autorem/bohaterem wiele rozczarowań i parę radości. A i styl wart jest uwagi, poznania i naśladowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;PS Zachęcam do zapoznania się z krótką &lt;a href="http://www.szwedzka.pl/hjalmar.html"&gt;notką biograficzną o&amp;nbsp;Söderbergu&lt;/a&gt;.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1591386830698035487?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1591386830698035487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/08/modosc-martina-bircka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1591386830698035487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1591386830698035487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/08/modosc-martina-bircka.html' title='MŁODOŚĆ MARTINA BIRCKA'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-4wYIUfvNcRs/TlK-V4dsRGI/AAAAAAAABS8/rtUcHr9RdJM/s72-c/mlodoscmartinabircka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-4300193550225111507</id><published>2011-08-01T19:26:00.000+02:00</published><updated>2011-08-01T19:26:31.931+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'>Trochę o blogach, trochę o polityce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rusza przedsięwzięcie blogowych aktywistów, czyli &lt;b&gt;Nagroda blogerów książkowych&lt;/b&gt;:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-IiMl3ODW8iE/TjbJZPo993I/AAAAAAAABSw/ADSih_dlEMc/s1600/Z%25C5%2582ota-Zak%25C5%2582adka_v2-512.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-IiMl3ODW8iE/TjbJZPo993I/AAAAAAAABSw/ADSih_dlEMc/s1600/Z%25C5%2582ota-Zak%25C5%2582adka_v2-512.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O szczegółach można poczytać &lt;a href="http://zlota-zakladka.pl/" style="font-weight: bold;"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;. Ciekawa inicjatywa, której będę się przyglądać, ale raczej biernie, bo po nowości sięgam rzadko.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W "książkowej" części blogosfery modne są ostatnio różne łańcuszki, których uczestnicy ujawniają (bardzo chętnie) swoje mroczne tajemnice. Mnie marzy się&lt;b&gt; pospolite ruszenie na rzecz większej dbałości o poprawność językową blogowych wpisów&lt;/b&gt;. W końcu piszemy o literaturze! To zobowiązuje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czasami nachodzi mnie przemożna ochota, żeby uświadomić niektórym osobom, że w ich postach wprost roi się od błędów. Powstrzymują mnie przed tym tylko moje wrodzone lenistwo i niechęć do uczestniczenia w awanturach. Ale może kiedyś nie zdzierżę. Np. kiedy po raz kolejny zobaczę słowo "gros" zapisane jako "gro".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio nieco mniej czasu mogę poświęcić mojemu blogowi i rzadziej udzielam się na cudzych, co jednak nie oznacza, że na nie nie zaglądam. Śledzę Wasze wpisy, moi ulubieni blogerzy, ale ich nie komentuję - mam nadzieję, że się nie obrazicie:). Ufam, że nie zależy Wam na głupich tekstach w rodzaju "Zachęciłaś mnie", "Dopisuję do mojej listy", "Jednak nie przeczytam", które nic nie wnoszą i chyba mają być tylko (wątpliwą) reklamą swojego blogu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem, jak się przed takimi komentarzami bronić. Moderacja nie wchodzi w grę, kasować ich nie chcę, bo to część historii mojego blogu... Chyba po prostu nie będę na nie reagować.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Być może Warszawa stanęła o godzinie W, ale Kraków z całą pewnością nie, przynajmniej nie w mojej okolicy. Co więcej, dźwięk syren alarmowych został niemal całkowicie zagłuszony przez padający rzęsiście deszcz. No i bardzo dobrze. Trzeba pamiętać, ale bez takiej ostentacji. Pieniądze przeznaczone na obchody tego wydarzenia (i rocznic podobnych "sukcesów") można wydać o wiele rozsądniej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,10039808,_Mentalnosc_Sikorskiego_jest_mentalnoscia_ministra.html"&gt;Co poniektórych&lt;/a&gt; oburzyło to, że Radosław Sikorski określił powstanie warszawskie mianem "narodowej katastrofy". Nie przepadam, łagodnie mówiąc, za tym politykiem, ale przecież fakty mówią same za siebie i trudno nie przyznać mu w tej sprawie racji.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A skoro już jestem przy polityce. Najnowszy spot wyborczy PiS (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tAVltOfXsyU"&gt;"Zasługują na prawdę"&lt;/a&gt;) to jedna z najbardziej żenujących prób szantażu moralnego, z jaką mieliśmy do czynienia w naszym życiu publicznym. 10 kwietnia ubiegłego roku wydarzyła się tragedia, jej przyczyny wyjaśnił raport komisji Millera, teraz należy wdrożyć jej zalecenia i ukarać winnych zaniedbań i przestępstw. Zastanawiam się, jak ma w tym pomóc pokaz slajdów z towarzyszącym grafomańskim komentarzem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mam nadzieję, że ta kampania okaże się nieskuteczna - wyborcy mają swoje własne problemy, których epatowanie ckliwymi zdjęciami na pewno nie rozwiąże.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9QF8ejhsDp4/TjbgT7gk6kI/AAAAAAAABS0/GHSaCsYEBsM/s1600/andrzejmleczko.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="480" src="http://3.bp.blogspot.com/-9QF8ejhsDp4/TjbgT7gk6kI/AAAAAAAABS0/GHSaCsYEBsM/s640/andrzejmleczko.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Andrzej Mleczko (źródło: &lt;a href="http://www.polityka.pl/galerie/1511904,4,andrzej-mleczko---galeria-rysunkow-2011-r.read"&gt;Polityka&lt;/a&gt;)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-4300193550225111507?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/4300193550225111507/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/08/troche-o-blogach-troche-o-polityce.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4300193550225111507'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4300193550225111507'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/08/troche-o-blogach-troche-o-polityce.html' title='Trochę o blogach, trochę o polityce'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-IiMl3ODW8iE/TjbJZPo993I/AAAAAAAABSw/ADSih_dlEMc/s72-c/Z%25C5%2582ota-Zak%25C5%2582adka_v2-512.png' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-2487090175660348347</id><published>2011-07-28T23:35:00.000+02:00</published><updated>2011-07-28T23:35:36.885+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>LIŻĄC OSTRZE</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qXj85nBfrI4/TjHTDEVY28I/AAAAAAAABSs/_RGcPEBUdCg/s1600/lizacostrze.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-qXj85nBfrI4/TjHTDEVY28I/AAAAAAAABSs/_RGcPEBUdCg/s1600/lizacostrze.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Liżąc ostrze&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2007&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Jakub Ćwiek&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Fabryka Słów&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-60505-58-8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 294&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;2-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie planowałam zamieszczać dziś żadnego wpisu, bo nie spodziewałam się, że lektura powieści Jakuba Ćwieka zajmie mi tak mało czasu. Okazało się jednak, że czcionka jest spora, a całość (tzn. fabuła, bohaterowie i styl) nijaka. No ale przeczytałam, bo wciąż liczyłam, że dalej będzie lepiej. Nie było.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kacper Drelich (!) jest mężem, ojcem kilkuletniego chłopca oraz komisarzem w stołecznej policji. Nie przypomina sobie niczego, co wydarzyło się w ciągu pierwszych osiemnastu lat jego życia. Jego najdawniejsze wspomnienia wiążą się z jezuitą - ojcem Janem, który go wyegzorcyzmował.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mimo wszystko Kacprowi przez lata udało się w miarę normalnie funkcjonować. Aż do dnia, w którym na służbie i w samoobronie zabił człowieka. Pozornie bez związku z tą sprawą w mieście zaczęła grasować siła nieczysta, która jednak nie miała nic wspólnego z pobłażliwym Wolandem. Niestety.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakub Ćwiek potraktował swojego bohatera (bo tylko Kacper Drelich tu się liczy) straszliwie powierzchownie, scharakteryzował go bardzo grubą kreską, niczym nie wyróżnił z szeregu powieściowych glin, stąd losy tej postaci były mi w trakcie lektury zupełnie obojętne. Główny adwersarz Drelicha, ten Zły, nie jest straszny, raczej obrzydliwy.&amp;nbsp;Bohaterowie drugoplanowi są tak szablonowi, że zaczęłam podejrzewać, że Jakub Ćwiek pasjami poświęca się kalkomanii i rzutuje to na jego twórczość. Styl... tu nie ma żadnego stylu. Klimatu, napięcia, grozy - też nie. Oceną fabuły zajmę się niżej, w spoilerze. Tu powiem tylko, że autor tak się skupił na poprowadzeniu wartkiej akcji, że zapomniał o wszystkim innym. Np. o logice. I choćby szczątkowych opisach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest już chyba jasne, że nie polecam nikomu tej książki i na pewno nieprędko sięgnę po inną powieść Jakuba Ćwieka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;SPOILER&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cała ta idea czyśćca to jakaś totalna bzdura. Po co ludzie mieliby przeżywać życie na nowo i dodatkowo grzeszyć nawet po śmierci? Jakub Ćwiek nie zrobił nic, żeby ten pomysł jakoś uwiarygodnić - ksiądz Jan wyjaśnia to wszystko Drelichowi w ledwo kilkunastu zdaniach, a ten nie zadaje niewygodnych pytań.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale najgorsi w całej tej historii byli aniołowie, którzy niby stworzyli ten czyściec, byli nieśmiertelni itd., ale żeby porozumieć się ze sobą na odległość, musieli korzystać z telefonów. Absurd!&amp;nbsp;Poza tym skoro zabicie człowieka naruszało strukturę tego świata, to dlaczego żadne zło nie wniknęło do niego np. po morderstwie Josephine?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-2487090175660348347?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/2487090175660348347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/lizac-ostrze.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2487090175660348347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2487090175660348347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/lizac-ostrze.html' title='LIŻĄC OSTRZE'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-qXj85nBfrI4/TjHTDEVY28I/AAAAAAAABSs/_RGcPEBUdCg/s72-c/lizacostrze.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-8728043035512310680</id><published>2011-07-25T22:59:00.002+02:00</published><updated>2011-07-25T23:21:25.277+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wywiad'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bez oceny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Biografia'/><title type='text'>ROZMOWY Z CAPOTE'EM</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-HMrNZZQJWzY/Ti3WPS-bZZI/AAAAAAAABSo/X8THGIrehl0/s1600/rozmowyzcapoteem.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-HMrNZZQJWzY/Ti3WPS-bZZI/AAAAAAAABSo/X8THGIrehl0/s1600/rozmowyzcapoteem.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Rozmowy z Capote'em&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Conversations with Capote&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1985&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Lawrence Grobel&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Przedmowa: James A. Michener&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Waldemar Łyś&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Rebis&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: Konstatacje&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-7120-341-1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 247&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że większość pisarzy to prywatnie niezbyt ciekawi ludzie. Być może uważam tak dlatego, że żadnego literata osobiście nie znam; jakoś mnie nie ciągnie na spotkania autorskie, a i oni mi się nie naprzykrzają:). Od czasu do czasu czytam jednak wywiady z pisarzami. Dopóki mówią o swojej twórczości lub też o literaturze w ogóle, to bywam zainteresowana, natomiast z fragmentów dotyczących innych sfer życia przeważnie wieje nudą i banałem. Niewykluczone, że winę za ten stan rzeczy częściowo ponoszą dziennikarze, którzy często zadają po prostu głupie pytania (w odpowiedzi na nie trudno błysnąć inteligencją) albo za bardzo eksponują w wywiadzie swoją osobę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten drugi wybieg nie powiódłby się na pewno w przypadku rozmowy z Trumanem Capote, którego cechował - tak mi się wydaje - bardzo ekspansywny i nieco apodyktyczny sposób bycia. &amp;nbsp;A może interlokutorów tonowała nieco jego wyjątkowa inteligencja? Lawrence Grobel spotkał się z nim kilka razy w latach 1982 i 1983. To, co miało być początkowo tylko krótkim wywiadem dla telewizji kablowej "Playboya", przerodziło się w tę książkę. Capote dobiegał wówczas sześćdziesiątki, coraz bardziej uskarżał się na swoje zdrowie, którego z pewnością nie poprawiało uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Grobel pytał go o sprawy osobiste, twórczość, prosił o potwierdzenie niektórych plotek lub zaprzeczenie im.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z największym zainteresowaniem czytałam fragmenty dotyczące powieści &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/06/z-zimna-krwia.html"&gt;&lt;b&gt;"Z zimną krwią"&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, która tak mi się niedawno spodobała, i te dotyczące techniki pisania. No i wypowiedzi Capote'a o Vidalu, o którego książce traktował mój poprzedni wpis.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Capote wcześnie nauczył się czytać, a pisać zaczął w wieku ośmiu lat, codziennie przez kilka godzin. Już jako nastolatek zdobywał pomniejsze nagrody literackie, a jego utwory ukazywały się w prasie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;W wieku szesnastu lat byłem już w pełni ukształtowanym pisarzem. Technicznie pisałem równie dobrze jak dziś. Technicznie. Zrozumiałem cały ten mechanizm. [str. 60]&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odniosłam wrażenie, że nie pochwalał eksperymentów stylistycznych, w każdym razie eksperymentów w wykonaniu innych pisarzy. Wydaje mi się, że nienawidził niemal wszystkich kolegów i koleżanek po piórze, zwłaszcza tych i te, których i które poznał osobiście.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;Dlatego ja sam zawsze trzymam się klasycznego stylu pisania, w którym wszystko jest ponadczasowe. Nic nie jest w stanie zdezaktualizować ani jakości pisarstwa, ani tematu. Zawsze byłem o tym głęboko przekonany, a nie jest to łatwe, nie jest łatwo przewidzieć, czym stanie się to, co piszesz. [str. 137]&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;Widzisz, pracuję cztery godziny dziennie, a potem, zwykle wcześnie wieczorem, czytam to, co napisałem za dnia i wtedy nanoszę przeróżne poprawki i zmiany. Piszę odręcznie i wszystko do razu w dwóch wersjach. Pierwszą wersję piszę na żółtym papierze, a potem przepisuję na biały papier, i w końcu, kiedy jest to mniej więcej to, o co mi chodzi, piszę to na maszynie. Kiedy piszę na maszynie, jest to moja ostateczna wersja. Prawie nigdy już w niej niczego nie zmieniam. [str. 90]&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O genezie pisania "Z zimną krwią":&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;L.G.: &lt;i&gt;A co powiesz o wyborze tematu? Czy to pomysł opisania ponurego morderstwa popchnął cię do napisania&lt;/i&gt; Z zimną krwią?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;T.C.: Nie napisałem tego ze względu na jakieś szczególne zainteresowanie ta tematyką. Wybór był taki, ponieważ postanowiłem napisać coś, co nazwałem powieścią faktu - książkę, którą czyta się dokładnie tak jak powieść, z tą jednak różnicą, że każde zawarte w niej słowo będzie absolutnie prawdziwe. Już wcześniej napisałem taką powieść &lt;i&gt;Słychać muzy&lt;/i&gt;. Była to krótka książeczka o Rosji. Każde słowo w niej było prawdziwe, a czytało się ją jak krótką powieść. Ja jednak chciałem napisać coś wielkiego. Zaliczyłem dwa - że tak powiem - puste przebiegi z tematami, które, jak się okazało, nie miały w sobie dość materiału, żebym mógł osiągnąć to, co sobie założyłem, tak że w końcu zdecydowałem się na tę mroczną zbrodnię w odległym zakątku stanu Kansas, gdyż czułem, że jeśli prześledzę ją od początku do końca, dostarczy mi ona materiału, żebym mógł pokazać prawdziwą techniczną wirtuozerię. Był to eksperyment literacki, polegający na wyborze tematu nie ze względu na jego atrakcyjność, a ze względu na to, iż służył moim celom literackim.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;A jednak nie udało ci się pozostać na uboczu, kiedy tylko historia morderstw cię wciągnęła. Czy ta przygoda wessała cię wbrew twojej woli?&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak, ponieważ tak bardzo się w nią zaangażowałem, że zawładnęła ona całym moim życiem, wypełniła je bez reszty. Wszystkie te procesy, odwołania, nie kończące się wertowanie dokumentów, do którego byłem zmuszony - jakieś osiem tysięcy stron samych zapisków - oraz znajomość z tymi dwoma chłopcami, którzy popełnili tę zbrodnię. Wszystko. Ja to przeżywałem dzień po dniu. (...) [str. 116]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O Perrym Smicie i Richardzie Hickocku:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;L.G.: &lt;i&gt;Czy w jakikolwiek sposób odwzajemniałeś tę sympatię? Czy po tym, jak przez długi czas byłeś tak blisko nich i byliście w tak dobrych stosunkach, czy sądzisz, że polubiłeś któregoś z nich?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;T.C.: Nie polubiłem żadnego z nich, miałem jednak dla nich wiele zrozumienia, a na dokładkę wiele współczucia dla Perry'ego. Dick wydał mi się drobnym kanciarzem, który wskoczył do stanowczo zbyt głębokiej wody i tak naprawdę to on był odpowiedzialny za całe to morderstwo, dokonane rękami Perry'ego. Perry nigdy by nie popełnił zbrodni, gdyby go ktoś nie popchnął do tego - jak mawiają Francuzi - &lt;i&gt;folieà deux*&lt;/i&gt;. [str. 122]&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(Chodziło chyba o &lt;i&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Paranoja_indukowana"&gt;folie&amp;nbsp;à deux&lt;/a&gt;).&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Capote uwielbiał wygłaszać opinie o innych ludziach, zwłaszcza tych z Towarzystwa, tworzył i rozpowszechniał plotki o osobach z pierwszych stron gazet, nawet, a może zwłaszcza o tych, z którymi się przyjaźnił. Rozmowy z nim musiały być elektryzujące.&amp;nbsp;Jego sądy, przynajmniej na tym etapie życia, były kategoryczne, jednoznaczne. "Nie wiem" odpowiadał tylko na pytania o wiarę w życie po śmierci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tłumacz Waldemar Łyś dołączył do książki przypisy, które ułatwiają polskiemu czytelnikowi zrozumienie niektórych wypowiedzi Capote'a (np. gdy mówił o gwiazdach amerykańskiej telewizji). Popełnił jednak dwa przedziwne błędy: z Pearl S. Buck uczynił mężczyznę, przekręcił też imię prezydenta Kennedy'ego na "Jack".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam "Rozmowy z Capote'em" wszystkim zainteresowanym życiem i twórczością tego pisarza. To barwna postać, warto dowiedzieć się o nim czegoś więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-8728043035512310680?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/8728043035512310680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/rozmowy-z-capoteem.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8728043035512310680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8728043035512310680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/rozmowy-z-capoteem.html' title='ROZMOWY Z CAPOTE&apos;EM'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-HMrNZZQJWzY/Ti3WPS-bZZI/AAAAAAAABSo/X8THGIrehl0/s72-c/rozmowyzcapoteem.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-4640702438890594642</id><published>2011-07-19T15:17:00.002+02:00</published><updated>2011-07-19T15:20:28.766+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><title type='text'>MESJASZ</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-dyCMGX-2_9s/TiV9_-wNJrI/AAAAAAAABSk/OL8Aq4cleSc/s1600/mesjasz1.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-dyCMGX-2_9s/TiV9_-wNJrI/AAAAAAAABSk/OL8Aq4cleSc/s320/mesjasz1.jpeg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Mesjasz&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Messiah&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1955&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Gore Vidal&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Małgorzata Młynarz, Wojciech Młynarz&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawnictwo: SAWW&lt;br /&gt;ISBN: 83-85006-42&lt;br /&gt;Stron: 270&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: &lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;3-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy sięgałam po tę książkę, nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale oczekiwałam przynajmniej kontrowersji. Gdybym czytała "Mesjasza" w czasach, kiedy został napisany i po raz pierwszy wydany, wywarłby może na mnie większe wrażenie, a na pewno - inne. Dziś (bo ja oceniam książki z własnej, współczesnej perspektywy) wydaje mi się pozycją, którą można sobie darować.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To opowieść o narodzinach, mniej więcej w połowie XX wieku, nowej religii. John Cave, grabarz, doznał pewnego dnia iluminacji i po prostu &lt;i&gt;wiedział&lt;/i&gt;: dobrze jest umrzeć, śmierć nie jest niczym strasznym (ciekawe, do jakich wniosków doszedłby, gdyby wykonywał inny zawód). Zaczął głosić tę dobrą nowinę. Miał ogromną charyzmę, podejrzewano nawet, że hipnotyzuje swoich słuchaczy. Może gdyby nauczał w innym kraju albo w innym miejscu, szybko by o nim zapomniano, traktowano by go jako guru kolejnej dziwacznej sekty. Ale Cave udał się do Kalifornii, gdzie zainteresowało się nim parę osób z przemysłu filmowego i reklamowego oraz znudzeni i zblazowani intelektualiści. Dla tych pierwszych religia szybko stała się produktem, biznesem, dla tych drugich - zabawą i wyzwaniem. Do jej upowszechniania zastosowano absolutnie wszystkie triki reklamowe i psychologiczne oraz nowoczesne środki przekazu, natomiast do ugruntowania i utrzymania jej pozycji wykorzystano niedawne historyczne i polityczne doświadczenia: metody totalitarne. Sukces był tylko kwestią czasu, kilku lat. Dłużej opierały się tylko państwa arabskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym z nich, konkretnie w egipskim Luksorze, od dwudziestu lat ukrywa się Eugene Luther, jeden ze współtwórców Słowa Cave'a. Musiał uciekać ze Stanów Zjednoczonych, ponieważ wraz ze swoimi zwolennikami sprzeciwiał się niektórym metodom stosownym przez cavitów. Po latach (w pierwszej dekadzie XXI wieku) pisze wspomnienia, czyli tę właśnie książkę, po to, aby choć w takiej formie przetrwała wiedza i pamięć o prapoczątkach nowej religii i nowego społecznego ładu. Niestety należy wątpić w to, że ktoś ją kiedykolwiek przeczyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zastanawiam się, czy i w jakim stopniu poglądy głównego bohatera powieści są odzwierciedleniem opinii jej autora. W każdym razie chyba nie bez powodu Vidal naznaczył tę postać swoimi dwoma pierwszymi imionami oraz zainteresowaniem cesarzem rzymskim Julianem Apostatą. W trakcie lektury często odnosiłam wrażenie, że to nie Eugene Luther zwraca się do potencjalnych dwudziestopierwszowiecznych czytelników swojego pamiętnika, ale Gore Vidal pisze o kondycji amerykańskiego społeczeństwa do jakiegoś czasopisma z lat pięćdziesiątych XX wieku. Moim zdaniem swoje opinie mógł zaprezentować nieco subtelniej. Ciekawe, czy już w połowie lat pięćdziesiątych działali tzw. telewizyjni kaznodzieje, czy może Vidal dopiero przewidywał ich pojawienie się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie za bardzo odpowiadał mi również styl autora, który miejscami chybotał się na krawędzi podniosłości i kiczu. Weźmy taki fragment:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Tam, gdzie mnie prowadziła, wszystko było obce, nieziemskie. I tak oto przy świetle księżyca straciliśmy nagle orientację i poddaliśmy się losowi; za jego to zrządzeniem przemieniliśmy się w bogów, w okaleczonego Merkurego i ciemną królową nieba. Spotkaliśmy się nad brzegiem morza, przebrani za ludzi, lecz świadomi swojego prawdziwego powołania i chociaż posługiwaliśmy się prostym językiem, każde wypowiedziane słowo niosło głęboką treść, odbijając się głośnym echem i współbrzmiąc z innymi. [str. 63]&lt;/blockquote&gt;Tego rodzaju ton nie pojawia się w "Mesjaszu" zbyt często, ale jednak. Z drugiej strony spodobało mi się określenie "elokwentna ignorancja" [str. 85] oraz zdanie, które nie jest może odkrywcze, ale za to bardzo trafne:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ludziom zawsze można wmówić, że stan faktyczny jest czymś zupełnie naturalnym. [str. 193]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Szerzej pisał o tym Miłosz w cytowanym tu przeze mnie niedawno &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/06/wzglednosc-i-naturalnosc.html"&gt;fragmencie "Zniewolonego umysłu"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czy dziś może jeszcze powstać jakaś uniwersalna, ogólnoświatowa religia? A jeśli tak, to jakie byłoby jej główne przesłanie?&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że przynajmniej w najbliższym czasie to raczej niemożliwe, na pewno nie w naszym kręgu kulturowym, nie - dopóki utrzymamy pluralizm mediów. Wciąż jeszcze (od niedawna) mamy - to prawda, że ograniczony, ale jednak - wybór światopoglądów, wartości, sposobów życia i bycia, dzięki czemu nie musimy stać się niewolnikami żadnego z nich. Wiedza, świadomość, że w innych rejonach świata ludzie żyją inaczej, zmusza do refleksji nad sobą, do porównań, do doskonalenia, rozwoju naszego otoczenia. Przynajmniej niektórych.&amp;nbsp;Indoktrynatorzy mają trudniej, choć i tak zbyt często odnoszą sukcesy, tymczasem jeszcze na mniejszą skalę.&lt;br /&gt;A przesłanie... chyba zawsze będzie związane ze strachem przed śmiercią, bo przecież nic nie zagraża nam bardziej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-4640702438890594642?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/4640702438890594642/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/mesjasz.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4640702438890594642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4640702438890594642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/mesjasz.html' title='MESJASZ'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dyCMGX-2_9s/TiV9_-wNJrI/AAAAAAAABSk/OL8Aq4cleSc/s72-c/mesjasz1.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-2456557766395254774</id><published>2011-07-14T11:09:00.001+02:00</published><updated>2011-07-14T11:10:09.788+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><title type='text'>ŚWINIOBICIE</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-WvSZ54goU5U/Th6vzUXfs2I/AAAAAAAABSc/ZWsOd_FG8gg/s1600/swiniobicie.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-WvSZ54goU5U/Th6vzUXfs2I/AAAAAAAABSc/ZWsOd_FG8gg/s1600/swiniobicie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Świniobicie &lt;/b&gt;(&lt;i&gt;Disznótor&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1960&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autorka:&amp;nbsp;Magda Szabó&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Krystyna Pisarska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: PIW&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: KIK&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 188&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krewnych się nie wybiera. Rodzina bywa oparciem, zdarza się jednak i odwrotnie - przecież najbliżsi najlepiej wiedzą jak się wzajemnie ranić, gdzie wbić szpilę, żeby zabolało najbardziej. W powieści Magdy Szabó toczy się kilka takich kameralnych dramatów, a to, że rozgrywają się wśród czterech ścian, nie ujmuje im ciężaru.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kémeryowie przygotowują się do corocznego świniobicia i rodzinnej uczty, Tóthowie - do poprowadzenia znów, po wielu latach przerwy, warsztatu produkującego mydło i sklepu. Ci pierwsi to zubożała, ale dumna szlachta, drudzy - ubodzy rzemieślnicy. Oba klany połączyło przed laty małżeństwo Pauli&amp;nbsp;Kémery i Jánosa Tótha, ale wkrótce potem nastąpiło całkowite zerwanie wszelkich stosunków. Dlaczego do tego doszło, dlaczego w ogóle Paula poślubiła Jánosa, z którego wcześniej tylko drwiła, dowiadujemy się stopniowo w trakcie lektury.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Akcja powieści toczy się leniwie, właściwie tylko przez dwa dni mroźnego grudnia, mniej więcej w połowie lat pięćdziesiątych, na Węgrzech, ale genezę bieżących wydarzeń poznajemy z licznych retrospekcji. Pełny obraz tego, co się działo i dzieje, ma tylko czytelnik, a i to dopiero pod koniec książki, natomiast bohaterowie dysponują jedynie wiedzą cząstkową, która jednak wystarczy, by nienawidzić prawie wszystkich wokół.&amp;nbsp;Magda Szabó&amp;nbsp;powierzyła część narracji poszczególnym postaciom, dzięki czemu każdą z nich poznajmy bliżej. Mało wśród nich osób sympatycznych, trudno powiedzieć, czy wzbudzają większą niechęć, czy przeważa jednak litość.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Początkowo fabuła wydaje się bardzo zagmatwana, ale w miarę czytania kolejne wątki splatają się i dopełniają. Na pewno wymagało to od autorki ogromnej precyzji i zręczności, które to cechy zawsze wzbudzają mój podziw, jako że jestem ich zupełnie pozbawiona:). Jak wspomniałam, akcja rozwija się powoli, by pod koniec bardzo przyśpieszyć. Powieść wieńczy tragiczny finał, ale przypuszczam, że oczyścił on wreszcie atmosferę w domach&amp;nbsp;Kémerych i&amp;nbsp;Tóthów, uczynił ją mniej klaustrofobiczną.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Świniobicie" oceniłam odrobinę niżej niż&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2010/06/zamkniete-drzwi.html"&gt; "Zamknięte drzwi"&lt;/a&gt; tej autorki; chyba ze względu na bohaterów - żaden z nich nie może się równać z Emerenc&amp;nbsp;Szeredás, przynajmniej pod względem charyzmy. Ale książkę oczywiście polecam, utwierdziła mnie w przekonaniu, że Magda&amp;nbsp;Szabó to świetna pisarka. Podobno jej najlepszą powieścią jest "Staroświecka historia"; jeśli rzeczywiście przewyższa "Zamknięte drzwi" czy "Świniobicie", to oczekuję powieści genialnej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-2456557766395254774?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/2456557766395254774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/swiniobicie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2456557766395254774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2456557766395254774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/swiniobicie.html' title='ŚWINIOBICIE'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-WvSZ54goU5U/Th6vzUXfs2I/AAAAAAAABSc/ZWsOd_FG8gg/s72-c/swiniobicie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-5721248612547280364</id><published>2011-07-04T23:55:00.001+02:00</published><updated>2011-07-05T00:08:03.700+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura popularnonaukowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historia'/><title type='text'>KOBIETA W CZASACH KATEDR</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:The_Lady_and_the_unicorn_Hearing.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;" title="See page for author [Public domain], via Wikimedia Commons"&gt;&lt;img alt="The Lady and the unicorn Hearing" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/20/The_Lady_and_the_unicorn_Hearing.jpg/240px-The_Lady_and_the_unicorn_Hearing.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jedna z tapiserii z cyklu &lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dama_z_jednoro%C5%BCcem_(cykl_tapiserii)"&gt;Dama z jednorożcem&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Kobieta w czasach katedr&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;La femme au temps des cathédrales&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1980&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autorka:&amp;nbsp;Régine Pernoud&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Iwona Badowska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie wierszy: Barbara Jabłońska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: PIW&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-06-01626-2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 312&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie zdanie mojego wpisu o książce &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2009/08/gorsza-pec.html"&gt;"Gorsza płeć. Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI" &lt;/a&gt;Marii Boguckiej brzmiało:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Choć narzekamy na nasze czasy, cieszmy się, że nie żyłyśmy w gorszych, kiedy to chrześcijaństwo i myśl antyczna wyznaczały kobiecie miejsce na samym dole hierarchii społecznej&lt;/i&gt;. Lektura "Kobiety w czasach katedr" zmusiła mnie do częściowego zrewidowania tego poglądu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Régine Pernoud skupia się tu na sytuacji kobiety w średniowiecznym społeczeństwie, zaczyna jednak od zwięzłego opisania jej pozycji w starożytnym Rzymie i na początku naszej ery, kiedy to nasze przodkinie nie miały właściwie żadnych praw. Wcale się nie dziwię, że chrześcijaństwo, zwłaszcza w nowotestamentowej wersji, zaczęło zdobywać sobie wśród pań (oraz niewolników) coraz większą popularność. Ta religia szerzyła się w Europie w dużej mierze właśnie za pośrednictwem kobiet, które przekonywały mężów do porzucenia dawnych wierzeń na rzecz bardziej nowoczesnych. Zresztą na tym nie poprzestawały: wstępowały do coraz liczniejszych żeńskich klasztorów, gdzie mogły się kształcić, a opatki (przeważnie wywodzące się z możnych rodów) brały nieraz czynny i znaczący udział w życiu politycznym.&lt;br /&gt;Teraz ciekawostka. Autorka opisuje stworzoną w 513 roku regułę jednego z galijskich klasztorów.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wszystkie będą się uczyć liter i codziennie rano przeznaczą dwie godziny na lekturę. Pierre&amp;nbsp;Riché zauważa w związku z powyższym, że to właśnie zakonnikom winni jesteśmy tę zdobycz, niesłychanie ważną dla ludzkości, jaką stanowi "zwyczaj czytania w ciszy, wyłącznie wzrokiem". Wiadomo bowiem, że starożytni czytali zawsze na głos. Św. Augustyn wyraził nawet zdziwienie widząc swego przyjaciela, św. Ambrożego, biskupa Mediolanu, pogrążonego w takiej cichej lekturze. Oba bowiem nakazy - lektury i obowiązkowej ciszy - w przypadku braku owego ścisłego zalecenia pozostawałyby w jawnej sprzeczności. Rozróżnienie między lekturą a słowem mówionym jest wiec darem zakonników dla nadchodzących czasów. [str. 31-32]&lt;/blockquote&gt;Zakonnice i pustelnice darzono bardzo dużym szacunkiem, ale i w sferze świeckiej kobieta zyskiwała na znaczeniu. Apogeum tego procesu stanowił wiek XII - okres miłości dworskiej, sądów miłości, turniejów, trubadurów i &lt;i&gt;chansons de geste&lt;/i&gt;. Wówczas stosunki między damą i poetą czy między damą a rycerzem przypominały te między seniorem i wasalem. Zresztą panie bywały również prawdziwymi seniorkami (nawet regentkami), rzemieślniczkami, nauczycielkami i medyczkami. Liczne wynalazki i udogodnienia ułatwiały również pracę zwykłym kobietom z niższych warstw, choć z naszego punktu widzenia nadal zaharowywały się nie śmierć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawało się, że sytuacja pań może się już tylko stopniowo poprawiać, ale pod koniec XIII wieku rozpoczął się proces odwrotny. Przyczyniły się do tego, według autorki, rosnące wpływy Uniwersytetu Paryskiego, który dążył do uzyskania monopolu na nauczanie i to kosztem szkół klasztornych, a już zwłaszcza prowadzonych przez zakony żeńskie. Kadra Uniwersytetu hołdowała filozofii Arystotelesa (o jego znaczeniu dla ówczesnych uczonych można poczytać choćby w "Imieniu róży" Eco), który o kobietach miał jak najgorsze zdanie. Do tego doszły epidemie i wojny, które przetrzebiły ludność Europy (w tym ludzi wykształconych), a z czasem - renesans prawa rzymskiego odmawiającego, jak pamiętamy, paniom niemal wszelkich praw.&lt;br /&gt;Ten regres rozciągnął się na kolejne stulecia i dopiero w ostatnich dekadach sytuacja naszej płci zaczęła zmieniać się na lepsze, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym. Niestety, wciąż istnieją społeczeństwa, w których torturuje i zabija się kobiety w imię jakichś bzdurnych zasad, tylko dlatego, że są kobietami. Jak długo jeszcze?!!!?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Książkę&amp;nbsp;Régine Pernoud czyta się całkiem nieźle, początek wydał mi się nieco nużący (prawdopodobnie dlatego, że w historii Francji orientuję się bardzo słabo, a o jej początkach nie wiem w ogóle nic), ale potem jest już coraz lepiej. Autorka koncentruje się na opisaniu sytuacji kobiety w społeczeństwach zamieszkujących dzisiejszą Europę Zachodnią, zwłaszcza Francję, Anglię, Niemcy i Włochy, i przedstawia sylwetki pań, które w okresie średniowiecza odegrały w tamtych rejonach dużą rolę. Już od jakiegoś czasu wiem, że średniowiecze nie było aż tak mroczne, jak to się przyjęło uważać; kobietom z pewnych sfer mogło się wtedy żyć całkiem przyjemnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Treść znakomicie uzupełniają fotografie budowli, rzeźb i miniatur, w większości czarno-białe. Szczególnie przypadły mi do gustu fragmenty rzeźb z katedry w Naumburgu, obie pochodzą z ok. 1250 roku. Podoba mi się sposób, w jaki artysta ukazał indywidualność Uty i Regelindy. (Poniższe zdjęcia pochodzą z Wikimedia Commons).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Uta+Ekkehard_detail.jpg" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="By Linsengericht (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) or GFDL (www.gnu.org/copyleft/fdl.html)], via Wikimedia Commons"&gt;&lt;img alt="Uta+Ekkehard detail" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/c3/Uta%2BEkkehard_detail.jpg/240px-Uta%2BEkkehard_detail.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Uta, żona margrabiego Miśni Ekeharda&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Reglindis.JPG" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="By Linsengericht (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) or GFDL (www.gnu.org/copyleft/fdl.html)], via Wikimedia Commons"&gt;&lt;img alt="Reglindis" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/84/Reglindis.JPG/240px-Reglindis.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Regelinda, córka Bolesława Chrobrego,&lt;br /&gt;żona Hermana, margrabiego Miśni&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-5721248612547280364?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/5721248612547280364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/kobieta-w-czasach-katedr.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5721248612547280364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5721248612547280364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/07/kobieta-w-czasach-katedr.html' title='KOBIETA W CZASACH KATEDR'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-7557163421737070963</id><published>2011-06-24T15:05:00.001+02:00</published><updated>2011-06-25T22:32:49.975+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prasa'/><title type='text'>Uległam reklamie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;i nabyłam "Książki. Magazyn do czytania", czyli najnowszy kwartalnik Agory. Nie przebrnęłam jeszcze przez całość, ale jak na razie wrażenia mam raczej pozytywne, czego się raczej nie spodziewałam po przeczytaniu pełnego dętego patosu wstępu redaktora Pawła Goźlińskiego.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po ukazaniu się owego magazynu w blogowym światku pojawiło się mnóstwo ochów i achów, w związku z czym czuję się zobowiązana dołożyć do tego przysłowiową łyżkę dziegciu. Zajmę się dwoma artykułami, o których krytycznie wypowiedział się również &lt;a href="http://horrorstory.blox.pl/2011/06/Ksiazki-Nowy-Magazyn-Wyborczej.html"&gt;&lt;b&gt;cedroo&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Autorem pierwszego z nich jest pisarz Janusz Rudnicki, który "pali lektury", czyli rozprawia się z kanonem nudziarstw, za pomocą których nauczyciele gwałcą nieletnie i bezbronne umysły.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Temat ciekawy, ale wykonanie kiepskie. Rudnicki sili się na kontrowersyjność, tymczasem to wszystko już było, w znacznie lepszych (lepiej uargumentowanych) wydaniach. Wymienia książki, które swego czasu mu się nie spodobały, i nawołuje do zastąpienia tych ramot ciekawszymi, bardziej współczesnymi utworami, które zamiast zniechęcać, zachęcałyby dzieci i młodzież do zainteresowania się literaturą. Wydaje mi się jednak, że w nauczaniu języka polskiego chodzi chyba o coś innego, o dostarczenie pewnych podstawowych wiadomości, które są niezbędne, żeby świadomie uczestniczyć w życiu kulturalnym naszego kraju. Zresztą nie tylko kulturalnym. Rudnicki zjechał np. "Dziady" Mickiewicza, na przykładzie których można wyjaśnić, na czym polegał mesjanizm - wciąż przecież obecny w niektórych odłamach polskiej polityki, wspomnieć o wydarzeniach marcowych i o przenikaniu się chrześcijaństwa z dawnymi słowiańskimi wierzeniami. OK, są tam fragmenty trudno już dziś zrozumiałe, śmieszne idee itd., ale są też fragmenty fantastyczne, choćby "Wielka improwizacja".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książki, choćby nie wiem jak uznane, nie są po to, żeby przed nimi klękać, ale krytyka powinna posługiwać się jakimiś konkretnymi argumentami, tymczasem o "Ferdydurke" Rudnicki pisze tak:&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;"Ferdydurke" jako lektura obowiązkowa? Sucha burza. Zapowiada się, pogrzmiewa, zanosi się i zanosi, i koniec. I ten jej zalecający się, wyleniały już nieco wdzięk. Lepsze byłyby fragmenty "Dzienników". Proste, klarowne. Nie tak pokrętne.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No cóż, ja tam się akurat cieszę, że w liceum przerabialiśmy "Ferdydurke" - wtedy powieść ta była dla mnie objawieniem. Zresztą, czy pokrętność zawsze jest wadą, a klarowność zaletą? Ja tak nie &amp;nbsp;uważam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rudnicki pisze o lekturach z punktu widzenia człowieka dorosłego i dojrzałego i zapomina, że dzieciakom mogą się podobać "Kajtkowe przygody" albo "Czarne stopy". Mnie się podobały, nawet do nich wracałam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z drugiej strony styl Rudnickiego na tyle mnie zainteresował, że kiedy następnym razem zobaczę jakąś jego powieść na bibliotecznej półce, zabiorę ją ze sobą do domu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lekturę kwartalnika zaczęłam od artykułu "Ateizm urojony" prof. Zbigniewa Mikołejki, filozofa i historyka religii, o ile dobrze rozumiem -&lt;b&gt; &lt;a href="http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1501963,1,z-prof-zbigniewem-mikolejko-rozmowa-o-wierze-i-religii.read"&gt;agnostyka&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Bardzo mnie ten tekst rozczarował. Składa się głównie z cytatów z książek innych autorów i z dziwnych ogólników.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mikołejko uważa, że showmani "nowego ateizmu" (np. Richard Dawkins, Daniel Clement Dennett &amp;nbsp;czy Stephen Hawking), chcą z nauki uczynić nową, dogmatyczną religię. Doprawdy? Czyżby wspominali coś o swojej nieomylności, straszyli ekskomunikami albo, o zgrozo, domagali się pieniędzy i hołdów?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pisze również o "ateistycznej wierze, która pragnie 'sprawić łomot Istocie Boskiej'". Tak jakby ateizm oznaczał tylko antyklerykalizm. W ogóle ateizm traktuje jako bardzo jednorodny nurt, w dodatku schyłkowy. Jego zdaniem żyjemy w "erze postateistycznej", w której dominuje raczej obojętność i antyklerykalizm, a nie negacja wiary czy boga/bogów. &amp;nbsp;Ludzie żyjący w kulturze zachodniej próbują zapełnić pustkę &lt;b&gt;wiarą&lt;/b&gt; w naukę. W niej szukają sposobów obrony przeciwko radykalizującym się wschodnim religiom. Tymczasem zdaniem Mikołejki proste przeciwstawianie wiary i wiedzy oraz religii i racjonalności są w obecnych czasach przeżytkiem. Dlaczego - tego już autor nie wyjaśnia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Artykuł jest bardzo niespójny i trudno w nim znaleźć jakąś przewodnią myśl. Prof. Mikołejko nie tyle prezentuje swoje poglądy, co raczej przytacza co bardziej interesujące (jego zdaniem) cytaty z kilku książek. Miałam wrażenie, że czytam o tym, co się komuś po prostu wydaje, że cytowane tezy i wnioski nie mają żadnego poparcia w konkretnych badaniach, choćby sondażowych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Może się mylę, ale tekst wydaje mi się nieco pocięty, skrócony, nieumiejętnie przeredagowany. Następujące po sobie akapity (niekiedy nawet kolejne zdania) nie są w żaden sposób ze sobą powiązane.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podsumowując: z nudów nie umrą chyba tylko pasjonaci teologii. Tekst pasuje bardziej do "Tygodnika Powszechnego" niż do kwartalnika o książkach.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-7557163421737070963?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/7557163421737070963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/ulegam-reklamie.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7557163421737070963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7557163421737070963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/ulegam-reklamie.html' title='Uległam reklamie'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-4651111425730918254</id><published>2011-06-22T15:10:00.000+02:00</published><updated>2011-06-22T15:10:15.912+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klub czytelniczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cytat'/><title type='text'>Względność i naturalność</title><content type='html'>Polecam dyskusję o "Zniewolonym umyśle" Miłosza, która odbywa się na &lt;a href="http://czytankianki.blogspot.com/2011/06/klub-czytelniczy-odc-6-zniewolony-umys.html"&gt;&lt;b&gt;blogu Anny&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;. A teraz interesujący cytat:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Człowiek ma na ogół skłonność do uważania porządku, w którym żyje, za naturalny. Domy,&amp;nbsp;które ogląda idąc do pracy, przedstawiają mu się bardziej jako skały wyłonione przez samą ziemię&amp;nbsp;niż jako dzieło umysłów i rąk ludzkich. Czynności, jakie wykonuje w swojej firmie czy biurze,&amp;nbsp;ocenia jako ważne i stanowiące o harmonijnym funkcjonowaniu świata. Strój, jaki nosi on i jego&amp;nbsp;otoczenie, jest jego zdaniem taki, jaki powinien być, i myśl, że i on, i jego znajomi mogliby równie&amp;nbsp;dobrze nosić rzymskie tuniki czy średniowieczne zbroje, pobudza go do śmiechu. Pozycja&amp;nbsp;społeczna ministra czy dyrektora banku wydaje mu się czymś poważnym i godnym zazdrości, a&amp;nbsp;posiadanie znacznej ilości pieniędzy gwarancją spokoju i bezpieczeństwa. Nie wierzy, że na dobrze&amp;nbsp;mu znanej ulicy, na której śpią koty i bawią się dzieci, może pojawić się jeździec z lassem, który&amp;nbsp;będzie łapał przechodniów i wlókł ich do rzeźni, gdzie natychmiast zostaną zabici i powieszeni na&amp;nbsp;hakach. Przyzwyczajony też jest zaspokajać te swoje potrzeby fizjologiczne, które uchodzą za&amp;nbsp;intymne, w sposób możliwie dyskretny, z dala od oczu ludzkich, nie zastanawiając się wiele nad&amp;nbsp;tym obyczajem właściwym nie wszystkim bynajmniej zbiorowiskom. Jednym słowem zachowuje&amp;nbsp;się trochę jak Chaplin w “Gorączce złota”, który krzątając się po swojej chacie nie podejrzewa, że&amp;nbsp;wisi ona na skraju przepaści.&lt;br /&gt;Już jednak pierwsza wędrówka ulicą, której chodniki pokrywa gruba warstwa szkła z&amp;nbsp;rozbitych przez bomby szyb, a jezdnią wiatr niesie papiery z biur wyewakuowanych w panice,&amp;nbsp;podrywa jego zaufanie do rzekomej naturalności jego dotychczasowych przyzwyczajeń. Jak lecą te&amp;nbsp;papiery z tak wielką ilością pieczątek, z napisem “poufne”, “ściśle tajne”! Ileż sejfów, kluczy, ile&amp;nbsp;mięsistych dyrektorskich podbródków, konferencyj, woźnych, cygar, panienek w napięciu&amp;nbsp;stukających na maszynach! A tu wiatr goni te papiery ulicą, każdy może je podnieść i przeczytać,&amp;nbsp;ale nikt nie ma na to ochoty, są pilniejsze sprawy, na przykład zdobycie kilograma chleba. I nic,&amp;nbsp;świat dalej trwa. Jak dziwnie. Człowiek idzie dalej ulicą i zatrzymuje się przed domem&amp;nbsp;przepołowionym przez bombę. Prywatność ludzkich mieszkań, ich rodzinne zapachy, ich ciepło&amp;nbsp;pszczelego plastra, ich meble przechowują pamięć miłości i nienawiści! A teraz wszystko na&amp;nbsp;wierzchu, dom ukazuje swoją strukturę, nie jest to skała trwająca od wieków: tynk, wapno, cegła, szalowania, a na trzecim piętrze samotna i przydatna chyba tylko dla aniołów biała wanna, z której&amp;nbsp;deszcz wypłucze wspomnienie o tych, co się w niej kiedyś kąpali. Ludzie niedawno jeszcze możni i&amp;nbsp;uwielbiani stracili wszystko, co mieli, idą polami i proszą chłopa o garstkę kartofli. Pieniądze zmieniają wartość z dnia na dzień - stają się stosem bezsensownie zadrukowanych prostokątów. Na&amp;nbsp;kupie dymiących gruzów siedzi mały chłopczyk i dłubiąc w zgliszczach prętem z drutu wtóruje&amp;nbsp;sobie w tej zabawie pieśnią o wielkim wodzu, który jest tak dzielny, że nie pozwoli wrogowi nawet&amp;nbsp;zbliżyć się do granicy. Pieśń jeszcze została, ale wódz w ciągu niewielu dni stał się przeszłością.&lt;br /&gt;Później trzeba nabyć nowe przyzwyczajenia. Natykając się wieczorem na trupa na chodniku&amp;nbsp;obywatel dawniej pobiegłby do telefonu, zebrałoby się wielu gapiów, byłyby wymieniane uwagi i&amp;nbsp;komentarze. Teraz wie, że trzeba szybko minąć tę kukłę leżącą w ciemnej kałuży i nie zadawać&amp;nbsp;niepotrzebnych pytań. Ten, co go zastrzelił, musiał mieć jakieś swoje racje. Wyrok podziemny&amp;nbsp;zapada przeważnie bez wysłuchania oskarżonego. (...)&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;Który świat jest “naturalny”? Czy ten sprzed wojny, czy wojenny? Oba są naturalne - sądzi&amp;nbsp;człowiek, jeżeli oba dane mu było poznać. Nie ma instytucji, nie ma obyczaju i przyzwyczajenia,&amp;nbsp;które by nie mogły ulec zmianie. Wszystko, czym żyją ludzie, jest darem formacji historycznej, w&amp;nbsp;jakiej się znaleźli. Płynność i ciągła przemiana są cechą zjawisk, a człowiek jest istotą plastyczną i&amp;nbsp;można sobie wyobrazić dzień, w którym cechą szanującego się obywatela będzie chodzenie na&amp;nbsp;czworakach z rodzajem wieżyczki z kolorowych piórek, którą będzie dźwigał na tyłku.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;[str. 46-48, 50-51]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Zniewolony umysł&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Czesław Miłosz&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1953&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Krajowa Agencja Wydawnicza Kraków 1990&lt;br /&gt;ISBN: 83-03-03132-5&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-4651111425730918254?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/4651111425730918254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/wzglednosc-i-naturalnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4651111425730918254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4651111425730918254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/wzglednosc-i-naturalnosc.html' title='Względność i naturalność'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-8537288923509253814</id><published>2011-06-11T23:31:00.002+02:00</published><updated>2011-06-12T22:14:32.468+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>KRÓLOWA CIENI, POCAŁUNEK ŚMIERCI</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-bfNKrOyBedk/TfPbhhd5gyI/AAAAAAAABSQ/TlPTrEqrUsI/s1600/krolowacieni.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-bfNKrOyBedk/TfPbhhd5gyI/AAAAAAAABSQ/TlPTrEqrUsI/s1600/krolowacieni.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--zdQqapSURA/TfPbBFxduKI/AAAAAAAABSM/CMfurEOe5gE/s1600/pocaluneksmierci.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/--zdQqapSURA/TfPbBFxduKI/AAAAAAAABSM/CMfurEOe5gE/s1600/pocaluneksmierci.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Królowa Cieni&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;My Swordhand Is Singing&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2006&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Marcus Sedgwick&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Maciejka Mazan&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Nasza Księgarnia&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-10-11719-9&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 217&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;3-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Pocałunek śmierci&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;The Kiss of Death&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2008&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN:978-93-10-11720-5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron:267&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;2-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio jestem &lt;i&gt;nyeco&lt;/i&gt; zajęta i nie mam za bardzo czasu ani siły na jakieś ambitniejsze lektury, więc przesyłka od &lt;a href="http://zasadniczoofantastyce.blogspot.com/"&gt;&lt;b&gt;Eruany&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; przyszła w samą porę. Zawierała dwie powieści Marcusa Sedgwicka. Dla młodszej młodzieży, o wampirach:). Krótkie rozdziały, krótkie akapity, duża czcionka, prosta fabuła - nieźle nadaje się na wieczór, który przychodzi po męczącym dniu, kiedy człowiekowi nic się nie chce, tylko by leżał i leżał:).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oś fabularna obu powieści jest dokładnie taka sama: para nastolatków kontra wampiry. On to w gruncie rzeczy dobry i inteligentny chłopiec, nieco naiwny. Ona jest piękna i rezolutna. Z góry wiadomo, że zaraz po rozprawieniu się z nieumarłymi padną sobie w objęcia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak, wątek uczuciowy nie zaskakuje, znacznie ciekawiej wypadają fragmenty o wampirach. Przynajmniej w "Królowej Cieni", "Pocałunek śmierci" podobał mi się już znacznie mniej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Akcja tej pierwszej powieści toczy się na początku XVII wieku gdzieś w Europie Wschodniej, w zagubionej pośród lasów wiosce Chust. Marcus Sedgwick wykorzystał pochodzące z tego regionu podania o podstępnych, krwiożerczych istotach, które nienawidzą żywych i które nie mają nic wspólnego z błyszczącymi Edwardami czy melancholijnymi Louisami. Interesuje mnie folklor, więc ten wątek mi się spodobał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O ile klimat obleganej przez wampiry wioski udało się Sedgwickowi oddać dosyć sugestywnie, o tyle Wenecja, która sto lat później jest areną wydarzeń w "Pocałunku śmierci", wypadła raczej blado. Jest dekadencko, jest widowiskowo, ale nie jest strasznie. Fabuła jest zbyt poszatkowana, zbyt przewidywalna i właściwie bez sensu. Szkoda, bo początek nie był zły. Finały nie są mocną stroną tego autora.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Podsumowując: "Królowa Cieni" to niezłe orzeźwienie po meyerowskich dyrdymałach, ale lekturę "Pocałunku śmierci" raczej odradzam.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szerzej o obu książkach napisała Eruana na swoim blogu: &lt;a href="http://zasadniczoofantastyce.blogspot.com/2010/02/powrot-do-zrode-krolowa-cieni-marcus.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://zasadniczoofantastyce.blogspot.com/2010/09/swiat-jest-wampirem-pocaunek-smierci.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-8537288923509253814?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/8537288923509253814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/krolowa-cieni-pocaunek-smierci.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8537288923509253814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8537288923509253814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/krolowa-cieni-pocaunek-smierci.html' title='KRÓLOWA CIENI, POCAŁUNEK ŚMIERCI'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-bfNKrOyBedk/TfPbhhd5gyI/AAAAAAAABSQ/TlPTrEqrUsI/s72-c/krolowacieni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1178414907470279963</id><published>2011-06-07T11:04:00.001+02:00</published><updated>2011-06-15T17:36:44.967+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><title type='text'>Z ZIMNĄ KRWIĄ</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-AW0pXAcMFtQ/Te3kzLvpUGI/AAAAAAAABSE/7SPDnLbqIpw/s1600/zzimnakrwia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-AW0pXAcMFtQ/Te3kzLvpUGI/AAAAAAAABSE/7SPDnLbqIpw/s1600/zzimnakrwia.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Z zimną krwią. Prawdziwa relacja o zbiorowym morderstwie i jego następstwach&lt;/b&gt;&amp;nbsp;(&lt;i&gt;In Cold blood: A True Account of a Multiple Murder and Its Consequentes&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1965&lt;/b&gt; (w czterech częściach w "New Yorker")&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Truman Capote&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Bronisław Zieliński&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Czytelnik&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: Nike&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-07-02003-4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę lat temu oglądałam film &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Capote"&gt;"Capote"&lt;/a&gt;, ale, szczerze mówiąc, w pamięci ostała mi się wyłącznie rola Philipa Seymoura Hoffmana. Myślę, że byłoby inaczej, gdybym wcześniej przeczytała powieść "Z zimną krwią", ponieważ w filmie pokazano genezę i kulisy jej powstania oraz część opisywanych w niej wydarzeń.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Temat książki nie jest zbyt oryginalny: w nocy z 14 na 15 listopada 1959 roku na farmie River Valley położonej w pobliżu miasteczka Holcomb w stanie Kansas zamordowano cztery osoby. Ofiarami było czworo członków rodziny Clutterów, zamożnej i cieszącej się w okolicy powszechnym i niebezpodstawnym szacunkiem. Śledczy dość długo nie potrafili znaleźć motywu tej zbrodni, a mordercy nie zostawili prawie żadnych śladów, w każdym razie takich, na podstawie których można by udowodnić im winę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale czytelnik od samego początku zna ich tożsamość, to nie jest kryminał, nie trzeba rozwiązywać żadnej zagadki, kluczowe fakty podane są już na początku. Poza jednym: co &lt;b&gt;dokładnie&lt;/b&gt; wydarzyło się na farmie Clutterów między przybyciem tam Perry'ego Smitha i Richarda Hickocka a odnalezieniem ciał przez sąsiadów? Przyznaję, że bardzo chciałam się tego dowiedzieć, częściowo zapewne za sprawą talentu autora, częściowo z powodu jakiejś takiej niezdrowej chyba ciekawości, która opanowała mnie podczas lektury.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydaje mi się, że czytałabym tę powieść z mniejszym zainteresowaniem, gdyby nie to, że cała ta historia wydarzyła się naprawdę. Capote przeczytał w "The New York Times" krótką informację o tej zbrodni, która zainteresowała go na tyle, że udał się do Holcomb. Towarzyszyła mu Nelle Harper Lee, z którą przyjaźnił się od dziecka. Na miejscu zbierali materiały do książki, którą postanowił napisać Capote. Nawiązał również kontakt z mordercami: Smithem i Hickockiem, kiedy ich w końcu złapano. Spotykał się z nimi, zwłaszcza ze Smithem, wielokrotnie, również w więzieniu, w którym czekali na egzekucję. Zdobył ich zaufanie, wyciągnął informacje niezbędne do napisania powieści, która odniosła wielki sukces, artystyczny i komercyjny.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli wierzyć filmowi, zwrot "z zimną krwią" może się odnosić nie tylko do procesu planowania morderstwa Clutterów, ale i do stosunku Capote'a do Smitha i Hickocka. Perry niewątpliwie go fascynował, to widać w książce, wydaje mi się jednak, że jej autor kierował się przede wszystkim wyrachowaniem, nie przyjaźnią.&lt;br /&gt;Ale czy naprawdę - tak jak to pokazano w filmie - nie mógł się doczekać ich egzekucji, które to wydarzenie pozwoliło mu wreszcie po latach ukończyć powieść?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy owak udało mu się stworzyć dobrą, interesującą książkę. I choć, jak wspomniałam, fabuła nie jest zbyt oryginalna, ale sposób ujęcia tematu był wówczas nowatorski, a i dziś robi wrażenie. "Z zimną krwią" to jedna z pierwszych "non-fiction novel" (&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/In_Cold_Blood"&gt;Wikipedia&lt;/a&gt;). Chwilami przypomina raczej reportaż, w innych miejscach powieść psychologiczną, Capote przytacza wypowiedzi mieszkańców Holcomb, detektywów, prawników, sprawców zbrodni, cytuje listy, orzeczenia lekarskie i szczegóły, które sprawiają, że całość wypada niezwykle obrazowo i wiarygodnie. W przedmowie informuje:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Cały materiał w niniejszej książce, nie pochodzący z moich własnych obserwacji, został zaczerpnięty z akt urzędowych albo jest wynikiem rozmów z bezpośrednio zainteresowanymi osobami - najczęściej rozmów prowadzonych w ciągu znacznego okresu czasu. [str. 5]&lt;/blockquote&gt;Capote pisze o tym, jak doszło do zbrodni, o śledztwie, aresztowaniu sprawców, &amp;nbsp;procesie, więzieniu i egzekucji, ale nie wyjaśnia, dlaczego do niej doszło. Odniosłam wrażenie, że próbuje szukać jej genezy w trudnym dzieciństwie Smitha, które poskutkowało "chorobą umysłową", oraz w wypadku Hickocka, w którym doznał on urazu głowy. Żadnego z nich nie usprawiedliwia, ale zdaje się prosić w ich imieniu o zrozumienie i wybaczenie (na co wskazuje cytat z "Ballady wisielców" Villona). Owszem, współczułam Perry'emu, ale jednak bardziej współczułam jego ofiarom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;PS W polskim wydaniu pojawiło się kilka dziwnych zwrotów, np. "nurkowe etole" (str. 322) albo "widoma wiara" (str. 521). Nie wiem, na którym etapie wydawania książki powstały, nie znalazłam również żadnej informacji o korekcie. Pomimo tych drobnych potknięć "Z zimną krwią" czyta się naprawdę dobrze.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1178414907470279963?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1178414907470279963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/z-zimna-krwia.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1178414907470279963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1178414907470279963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/z-zimna-krwia.html' title='Z ZIMNĄ KRWIĄ'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-AW0pXAcMFtQ/Te3kzLvpUGI/AAAAAAAABSE/7SPDnLbqIpw/s72-c/zzimnakrwia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1931711803639529062</id><published>2011-06-03T22:36:00.000+02:00</published><updated>2011-06-03T22:36:59.797+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XIX'/><title type='text'>OPOWIASTKI</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ZWLIsZbB9Z4/TelA6plGU6I/AAAAAAAABSA/rB1Iev9DxJY/s1600/opowiastki.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZWLIsZbB9Z4/TelA6plGU6I/AAAAAAAABSA/rB1Iev9DxJY/s320/opowiastki.jpg" width="228" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Opowiastki&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Historietter&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1898&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Hjalmar&amp;nbsp;Söderberg&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Paweł Pollak&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Fundacja Szwedzka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-918915-1-8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 106&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ogół czytam literaturę polską oraz (w tłumaczeniach) brytyjską i amerykańską. Te mi najbardziej odpowiadają, bo te najlepiej rozumiem. Czasami jednak robię wyjątek i sięgam po - z mojej perspektywy trochę egzotyczne - książki pisarzy pochodzących z innych stron świata. I, ku memu własnemu zdziwieniu, często dobrze na tym wychodzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak się tak człowiek rozejrzy po księgarni, to zaczyna mu się wydawać, że w Skandynawii powstają wyłącznie kryminały (dwa nawet przeczytałam:&amp;nbsp;&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2009/10/o-krok.html"&gt;"O krok"&lt;/a&gt; i "Mężczyzna, który się uśmiechał" Henninga Mankella), ale przecież nie są to największe osiągnięcia tamtejszej literatury. Kiedyś spore wrażenie wywarły na mnie dramaty Ibsena (powinnam do nich wrócić), "Krystyna, córka Lavransa" Sigrid Undset (noblistki), podobał mi się również "Egipcjanin Sinuhe" Miki Waltariego, a ostatnio -&amp;nbsp;"Opowiastki" Hjalmara Söderberga. Otrzymałam tę książkę od pana &lt;b&gt;&lt;a href="http://pawelpollak.blogspot.com/"&gt;Pawła Pollaka&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, który przełożył ją na nasz język i wydał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zbiór dwudziestu opowiadań, króciutkich i króciusieńkich, ale w większości przykuwających uwagę i domagających się ponownego przeczytania. Trudno znaleźć dla nich wspólny mianownik jeśli chodzi o treść, niektóre z nich wydają się zapisem drobnych, wykrojonych z codzienności scenek, inne to miniaturowe portrety zwykłych ludzi, którym przydarzyło się życie, są tu zapisy snów i wystąpienia przeciwko obłudzie.&lt;br /&gt;Naturalnie nie wszystkie opowiadania podobały mi się w tym samym stopniu. Szczególnie przypadły mi do gustu "Rysunek tuszem", "Sen o wieczności", "Futro", "Zapłata za grzech", "Nauczyciel historii", "Rejestrator" i "Trefniś".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dominuje tu melancholia, spleen, nieco ironiczne poczucie humoru i niechętna, ale stoicka (przynajmniej z pozoru) akceptacja ludzkiego losu. Podoba mi się to, że autor nie narzuca swojej interpretacji i nie szafuje "błyskotliwymi", pretensjonalnymi pointami. Myślę, że nieprzypadkowo zbiór rozpoczyna &lt;b&gt;"Rysunek tuszem"&lt;/b&gt; (to opowiadanie można przeczytać&lt;b&gt; &lt;a href="http://czytelnia.onet.pl/0,1221835,do_czytania.html"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;), w którym, jak sądzę,&amp;nbsp;Söderberg sugeruje, żeby nie doszukiwać się w jego twórczości (i w codziennym życiu) zbyt wielu den, &lt;b&gt;sensu&lt;/b&gt; za wszelką ceną. No właśnie, czy literatura &lt;b&gt;koniecznie&lt;/b&gt; musi nieść jakieś &lt;b&gt;przesłanie&lt;/b&gt;? Ja tak nie uważam i odnoszę wrażenie, że autor "Opowiastek" również nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słówko o formie. Każde opowiadanie mieści się na co najwyżej kilku stronach. Styl autora jest prosty, precyzyjny, nie ma tu stylistycznych fajerwerków czy oryginalnych metafor, które ja szczególnie cenię, a jednak... czymś mnie&amp;nbsp;Söderberg ujął i właściwie sama nie wiem, czym konkretnie. Na pewno sięgnę po inne jego książki i może wtedy dojdę do jakichś wniosków. Wyczuwam w nim pokrewną duszę, a o niewielu pisarzach (w ogóle o niewielu ludziach) mogę to samo powiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam "Opowiastki". W dobie rozwlekłych, wielotomowych powieści dobra, skondensowana (co z tego, że nieco staroświecka) literatura działa naprawdę odświeżająco.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1931711803639529062?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1931711803639529062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/opowiastki.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1931711803639529062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1931711803639529062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/06/opowiastki.html' title='OPOWIASTKI'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ZWLIsZbB9Z4/TelA6plGU6I/AAAAAAAABSA/rB1Iev9DxJY/s72-c/opowiastki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-7737267427237033857</id><published>2011-05-30T14:18:00.001+02:00</published><updated>2011-05-30T14:47:53.828+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'>Prywatnie i filmowo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od lat żyję w przekonaniu, że nie jestem do końca zdrowa, ale nie lubię konfrontować tej mojej hipotezy z diagnozą lekarską. Po pierwsze dlatego, że lekarze bagatelizują albo wyolbrzymiają znaczenie objawów, a po drugie dlatego, że każdy z nich twierdzi co innego. Chodzę do przychodni tylko wtedy, kiedy już muszę.&lt;br /&gt;W ubiegły wtorek wybrałam się na rutynowe badanie okulistyczne. I się zaczęło. Okazało się (dlaczego wcześniej tego nie wykryto?!), że mam szerszą prawą źrenicę, choć nie w takim stopniu jak David Bowie:), a poza tym cieńsze niż normalnie listki barwnikowe tęczówek (do tej pory myślałam, że mam po prostu taki dziwny kolor oczu). Ale nic to. Musiałam sobie przypomnieć wszystkie poważniejsze choroby, które przechodziłam w ciągu całego mojego życia, a nawet ile punktów w skali Apgar otrzymałam po urodzeniu. Pozapisywałam się na różne badania i może pod koniec lata dowiem się czegoś konkretnego. Albo i nie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawdopodobnie powyższy akapit nikogo nie zainteresuje, ale ja lubię dzielić się informacjami na temat mojego stanu zdrowia z każdym, kto się tylko nawinie - rodzice i siostra nigdy nie wierzyli w to, że źle się czuję, ich zdaniem po prostu przesadzałam, przekonywały ich dopiero wyniki badań i recepty, przywykłam zatem do opowiadania o moich kłopotach zdrowotnych innym ludziom:).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rzadko oglądam coś w telewizji, bo mam tylko kilka programów, na których i tak rzadko trafia się coś ciekawego. Nie lubię filmów z lektorem, przerywanych reklamami, tańców z gwiazdami itd., programy typu "Wiadomości" w TVP albo "Fakty" w TVN na ogół tylko mnie irytują, bo nie spełniają swojej podstawowej funkcji - informacyjnej. Najbardziej wartościowe pozycje lądują w najgorszym czasie antenowym. Osoby cierpiące na bezsenność mogły ostatniej nocy obejrzeć na TVP1 całkiem niezły maraton filmowy: "Blue velvet", potem "Biały" i wreszcie o godzinie trzeciej&lt;a href="http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=701"&gt;&amp;nbsp;"Kobietę samotną"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-P_U-UHbKF9M/TeOJiwnoPuI/AAAAAAAABR8/JFrRFqLn7wc/s1600/kobietasamotna.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-P_U-UHbKF9M/TeOJiwnoPuI/AAAAAAAABR8/JFrRFqLn7wc/s320/kobietasamotna.jpg" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten ostatni film oglądałam w telewizji wiele lat temu (kiedy takie rzeczy pokazywano o mniej nienormalnych porach) i wywarł wtedy na mnie ogromne wrażenie. Wydał mi się tak pesymistyczny, że nie zamierzałam już nigdy do niego wracać, ale niedawno zmieniłam zdanie - chciałam się przekonać, jaka dzisiaj będzie moja reakcja.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Film nie wydał mi się już tak porażający jak kiedyś, może dlatego, że znałam zakończenie, no i jestem starsza, ale sedno opowieści, jej sens chyba zawsze pozostanie aktualny - ludzie najbardziej potrzebujący pomocy zwykle otrzymują jej najmniej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Główna bohaterka, Irena Misiak, samotnie wychowuje synka i pracuje jako listonoszka. Jest jej ciężko, nie umie rozpychać się łokciami i często staje się kozłem ofiarnym, bo "nikt za nią nie stoi". Rzecz dzieje się około 1980 roku, kiedy można było jakoś żyć, jeśli miało się znajomości i umiało kombinować. Ale ona nie potrafi. To taka uwspółcześniona wersja Hioba, z tą różnicą, że nad Ireną Bóg się nie ulitował.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Warto obejrzeć ten film również ze względu na kreacje aktorskie Marii Chwalibóg (Irena Misiak), Bogusława Lindy (świetny jako Jacek Grochala - niepełnosprawny były górnik), Sławy Kwaśniewskiej (ciotka Ireny) i Pawła Witczaka (syn Ireny i dowód na to, że w polskich filmach dziecięcy aktorzy nie zawsze są drętwi). Jeśli ktoś zna PRL tylko z komedii Barei, to naturalizm i w ogóle klimat filmu "Kobieta samotna" może go nieco zaszokować.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dodam jeszcze, że obraz ten wyreżyserowała Agnieszka Holland, wspólnie z Maciejem Karpińskim napisała scenariusz, muzykę stworzył Jan Kanty Pawluśkiewicz, a autorem zdjęć był Jacek Petrycki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Film powstał w 1981 roku, ale jego premiera miała miejsce dopiero w 1987; oczywiście został ocenzurowany. Na stronie &lt;a href="http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/122856"&gt;filmpolski.pl&lt;/a&gt; przeczytałam, że &lt;i&gt;"istnieje tzw. integralna wersja filmu. Została ona uzupełniona w stosunku do poprzednich emisji o kilka scen usuniętych przedtem przez cenzurę. W ich trakcie na ekranie pojawiają się napisy angielskie - gdyż tylko kopia z wersją angielską zawierała te sceny"&lt;/i&gt;. Ciekawe, co wycięli. Ja niestety widziałam tylko wersję okrojoną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam, ale i uprzedzam - film jest wyjątkowo pesymistyczny. I bardzo prawdziwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Odradzam czytanie opisu filmu na filmwebie - streszczono tam CAŁĄ fabułę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-7737267427237033857?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/7737267427237033857/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/prywatnie-i-filmowo.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7737267427237033857'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7737267427237033857'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/prywatnie-i-filmowo.html' title='Prywatnie i filmowo'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-P_U-UHbKF9M/TeOJiwnoPuI/AAAAAAAABR8/JFrRFqLn7wc/s72-c/kobietasamotna.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-8061587405049073384</id><published>2011-05-26T15:41:00.000+02:00</published><updated>2011-05-26T15:41:12.726+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>KOBIETY</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wKM6xUazjDE/Td5S1ZVKftI/AAAAAAAABR4/e77HakNunAs/s1600/kobiety.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-wKM6xUazjDE/Td5S1ZVKftI/AAAAAAAABR4/e77HakNunAs/s1600/kobiety.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Kobiety&lt;/b&gt; &lt;i&gt;(Women)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Charles Bukowski&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1978&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Lesław Ludwig&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Noir sur Blanc&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-7392-051-X&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 430&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;2/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod wpływem &lt;a href="http://czytankianki.blogspot.com/2011/01/kobiety-charles-bukowski.html"&gt;&lt;b&gt;wpisu Anny&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; zarezerwowałam sobie tę powieść w bibliotece jeszcze w styczniu, ale oddano ją dopiero niedawno i stąd zwłoka w lekturze. "Kobiety" znajdują chyba wielu amatorów, o ile można sądzić po liczbie pieczątek z datami zwrotu. Mnie ta książka nie przypadła do gustu, zastanawiałam się nawet, czy zdołam dotrwać do ostatniej strony.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczekiwałam nie wiadomo jakich kontrowersji, a otrzymałam nudnawe wynurzenia pisarza po pięćdziesiątce. Główny bohater, Henry Chinaski, uchodzi za &lt;i&gt;alter ego&lt;/i&gt; Bukowskiego. Pije, sypia z kobietami, zarabia na życie pisząc i prezentując swoją twórczość na wieczorach autorskich. I tak na okrągło. Niezwykłe jest tylko to, że choć Chinaski jest wstrętnym egocentrykiem i szowinistą, w dodatku niezbyt dbającym o swoją higienę osobistą, mnóstwo młodych i atrakcyjnych kobiet pakuje się do jego łóżka.&lt;br /&gt;Chinaski w oczach swoich i "znawców" uchodził za nonkonformistę, ale moim zdaniem brak złudzeń, obojętność wobec uczuć innych osób i alkoholizm wcale nie są takie oryginalne. Poza tym nie wydaje mi się, żeby postawa Chinaskiego była jego świadomym wyborem; sprawiał raczej wrażenie, że na nic innego po prostu go nie stać, a za całym tym pozorowanym, wystudiowanym luzem drzemały spore pokłady strachu i kompleksów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się, po co w ogóle Bukowski napisał tę książkę. Najprawdopodobniej po prostu dla kasy (Chinaski tak by zrobił). Przesłania brak. Nie ma tu regularnej fabuły, powieść wypełniają opisy kolejnych - krótszych i dłuższych - związków głównego bohatera (ze szczególnym uwzględnieniem wyglądu jego partnerek i scen łóżkowych). Chinaski jest postacią bardzo statyczną, a pozostali bohaterowie są ledwo zarysowani. Liczyłam na interesujące opisy obyczajowości Los Angeles w latach siedemdziesiątych albo intrygujący portret środowiska amerykańskich pisarzy, ale nic z tego - Chinaski/Bukowski olewał wszystkich i wszystko, więc oczywiście nie pisał o nikim i o niczym, co nie było z nim bezpośrednio związane. OK, pod niektórymi jego wypowiedziami nawet ja mogłabym się podpisać, ale właśnie dlatego wydały mi się banalne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Wszędzie panuje chaos. Ludzie po prostu rzucają się na wszystko w zasięgu ręki: komunizm, zdrową żywność, zen, surfing, balet, hipnozę, terapię grupową, orgie, rowery, zioła, katolicyzm, podnoszenie ciężarów, podróże, ucieczkę od rzeczywistości, wegetarianizm, Indie, malarstwo, rzeźbę, pisanie, komponowanie, dyrygenturę, wyprawy z plecakiem, jogę, kopulację, hazard, alkoholizm, wędrówki bez celu, mrożony jogurt, Beethovena, Bacha, Buddę, Chrystusa, transcendentalną medytację, heroinę, sok z marchwi, próby samobójstwa, szyte na miarę garnitury, podróże odrzutowcem do Nowego Jorku, dokądkolwiek... Te fascynacje zmieniają się nieustannie, mijają, ulatują bez śladu. Ludzie po prostu muszą znaleźć sobie jakieś zajęcia w oczekiwaniu na śmierć. To chyba dobrze, że istnieje jakiś wybór. [str. 261]&lt;/blockquote&gt;To prawda, ale jednak truizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem "Kobiety" mogą się wydać interesujące tylko osobom, których fascynuje Charles Bukowski i którym będzie się chciało doszukiwać się w tej powieści tropów autobiograficznych. Autor nie ma nic ciekawego do powiedzenia (a w każdym razie nic, co usprawiedliwiłoby długość tej książki), a i swoim stylem mi nie zaimponował. Przebrnęłam przez całość chyba tylko dlatego, że niemal do ostatniej strony spodziewałam się sceny, w której jedna z partnerek Chinaskiego odpłaci mu pięknym z nadobne, ale to oczywiście nie nastąpiło.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-8061587405049073384?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/8061587405049073384/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/kobiety.html#comment-form' title='Komentarze (39)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8061587405049073384'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8061587405049073384'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/kobiety.html' title='KOBIETY'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-wKM6xUazjDE/Td5S1ZVKftI/AAAAAAAABR4/e77HakNunAs/s72-c/kobiety.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>39</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1108566485646509947</id><published>2011-05-23T20:51:00.000+02:00</published><updated>2011-05-23T20:51:13.391+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kobieta w literaturze'/><title type='text'>Kobieta w literaturze VIII</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Na to mu Ewa pięknem ozdobiona:&lt;br /&gt;Twórco mój, władco, czego ty zapragniesz,&lt;br /&gt;Uczynię zawsze bez sprzeciwu, bowiem&lt;br /&gt;Bóg tak nakazał, Bóg jest twoim prawem,&lt;br /&gt;A tyś jest moim i nie wiedzieć więcej,&lt;br /&gt;Jest najszczęśliwszą wiedzą dla niewiasty&lt;br /&gt;I chwałą dla niej. Z tobą rozmawiając&lt;br /&gt;O czasie całym zapominam, także&lt;br /&gt;0 porach wszystkich i tych pór przemianach;&lt;br /&gt;Wszystkie mnie cieszą jednako, gdyż słodkie&lt;br /&gt;Jest świtu tchnienie, słodki też poranek&lt;br /&gt;Z czarownym śpiewem najwcześniejszych ptaków,&lt;br /&gt;Miłe i Słońce, gdy pierwsze promienie&lt;br /&gt;Wschodu spływają na ten kraj uroczy,&lt;br /&gt;Na krzewy, drzewa, owoce i kwiaty,&lt;br /&gt;Lśniące od rosy; pachnąca i Ziemia,&lt;br /&gt;Żyzna po deszczu ożywczym i ciepłym;&lt;br /&gt;I słodkie zmroku łagodne nadejście;&lt;br /&gt;A także cicha noc ze swoim mrocznym&lt;br /&gt;Ptakiem i pięknym Księżycem, i jego&lt;br /&gt;Trenem gwiaździstym z klejnotów niebieskich,&lt;br /&gt;Lecz ani tchnienie świtu, który rośnie&lt;br /&gt;Z czarownym śpiewem najwcześniejszych ptaków,&lt;br /&gt;Ni Słońce, wstając nad krajem uroczym,&lt;br /&gt;Ni krzew, ni owoc, ni kwiat lśniący rosą,&lt;br /&gt;Ni woń po deszczu, ni zmrok ów łagodny,&lt;br /&gt;Ni noc tak cicha ze swym mrocznym ptakiem,&lt;br /&gt;Ni przy Księżycu przechadzka, ni drżący&lt;br /&gt;Blask gwiazd, bez ciebie nie może być słodki.&lt;br /&gt;Bo po cóż świecić mają przez noc całą?&lt;br /&gt;Dla kogo widok ów, jakże wspaniały,&lt;br /&gt;Jeśli sen wszystkie pozamyka oczy?—&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;[Księga czwarta, w. 805-836, str. 102-103]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: John Milton&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Raj utracony&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Paradise Lost&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1667&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Maciej Słomczyński&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo Literackie, 1986&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1108566485646509947?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1108566485646509947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/kobieta-w-literaturze-viii.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1108566485646509947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1108566485646509947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/kobieta-w-literaturze-viii.html' title='Kobieta w literaturze VIII'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-8143993708195361021</id><published>2011-05-17T14:08:00.004+02:00</published><updated>2011-05-17T19:51:30.342+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>KRÓLOWA I JA, KRÓLOWA CAMILLA</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-w_B7oXsDQEE/TdJnm5gdy_I/AAAAAAAABRo/Q3GLX8uBO9c/s1600/krolowaija.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-w_B7oXsDQEE/TdJnm5gdy_I/AAAAAAAABRo/Q3GLX8uBO9c/s320/krolowaija.jpeg" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Królowa i ja&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;The Queen and I&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autorka: Sue Townsend&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1992&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Hanna Pawlikowska-Gannon&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Książka i Wiedza&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-05-12687-0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 190&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;3+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Motyw bohatera, który nagle znalazł się w środowisku zupełnie mu obcym i musi się z tą sytuacją zmierzyć, wciąż powraca - w literaturze i w filmie. Pierwszy raz zetknęłam się z nim chyba w książce Marka Twaina pt. "Książę i żebrak", w której książę Edward Tudor, syn Henryka VIII, zamienia się miejscami z łudząco do niego podobnym Tomem Cantym, potomkiem przestępcy, i jak to tylko w bajkach bywa - bardzo długo nikt tego nie zauważa. Edward zostaje zmuszony do żebraniny, a Tom zabawia się stawianiem pieczęci na ważnych dokumentach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W powieści Sue Townsend&amp;nbsp;następnego dnia po wyborach wygranych przez Ludową Partię Republikańską (z socjalistycznym zacięciem)&amp;nbsp;cała brytyjska rodzina królewska została skazana na wegetację na prowincji wśród społecznych nizin. Założycielem i przywódcą tego ugrupowania był Jack Barker, który wcześniej pracował w telewizji i dzięki swoim kontaktom zdołał właśnie za pośrednictwem tego medium wpłynąć na podświadomość wyborców tak, aby zagłosowali przeciw monarchii.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Królowa Elżbieta II, jej matka, siostra, mąż, dzieci, wnuki i psy zamieszkali w niewielkich domkach, za sąsiadów mając ludzi ubogich i rodziny patologiczne. Z dnia na dzień musieli nauczyć się własnoręcznie sprzątać, gotować i utrzymywać się z pomocy socjalnej. Kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one - zgodnie z tą zasadą próbowali dostosować się do lokalnych zwyczajów, a niektórzy z nich nawet odetchnęli z ulgą, ciesząc się, że odpadły im nudne funkcje reprezentacyjne.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Autorka przerysowuje nieco znany z doniesień prasowych (czy też raczej plotek) charakter członków rodziny królewskiej, ale więcej w tym sympatii niż szyderstwa, choć zwykły zjadacz chleba odczuwa jakąś taką złośliwą satysfakcję, obserwując zmagania błękitnokrwistych z codziennością. Przypuszczenie, że nawet książę Walii byłby bezradny wobec biurokracji, gdyby wpadł w jej wiry, jest nieco pocieszające.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobrze się bawiłam, czytając tę powieść, choć jako nie-Brytyjka nie zdołałam pewnie wyłapać niektórych aluzji. Dziękuje &lt;a href="http://zacofany-w-lekturze.blogspot.com/"&gt;&lt;b&gt;zacofanemu.w.lekturze&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; za jej polecenie:).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zakończenia (które jest tak samo nieprawdopodobne jak cała ta historia) domyśliłam się właściwie na samym początku, ale książka spodobała mi się na tyle, że jeszcze w trakcie lektury zarezerwowałam sobie w bibliotece kontynuację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--IfdKRZoB-4/TdJXdYVTp5I/AAAAAAAABRU/Y3e6rmSMvGk/s1600/krolowacamilla.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/--IfdKRZoB-4/TdJXdYVTp5I/AAAAAAAABRU/Y3e6rmSMvGk/s1600/krolowacamilla.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Królowa Camilla&lt;/b&gt; (Queen Camilla)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autorka: j.w.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2006&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Ewa Świerżewska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: W.A.B.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7414-382-0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 414&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;2-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widać ta powieść nie przypadła mi do gustu. Autorka &amp;nbsp;chyba zapomniała o tym, w jaki sposób zakończyła "Królową i ja", i jak gdyby nigdy nic kontynuuje poprzednią historię, z tym że nie jest to już lekka, przyjemna satyra, a raczej ponura i nudna przestroga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jack Barker rządzi od trzynastu lat i jest nie tyle premierem, ile dyktatorem. Wszyscy Brytyjczycy są nieustannie inwigilowani, wielu (m.in. rodzina królewska) zostało zmuszonych do zamieszkania w tzw. Strefach Zamkniętych, które mogą opuszczać tylko wtedy, jeśli otrzymają przepustkę. Biurokracja jeszcze bardziej się rozrosła, a poziom edukacji i służby zdrowia gwałtownie się obniżył. Trudno się zatem dziwić, że rosnąca w siłę opozycja planuje startować w wyborach z hasłem powrotu monarchii. Okazuje się jednak, że dla Brytyjczyków ważniejsze jest prawodawstwo dotyczące psów (które podobno wszyscy tam uwielbiają) niż kwestie ustrojowe.&lt;br /&gt;Również w rodzinie królewskiej sporo się dzieje: żoną księcia Karola jest teraz Camilla (o Dianie prawie się nie wspomina), pojawia się ich nieślubny syn, książę William pracuje w firmie ustawiającej rusztowania, książę Harry żeni się z sąsiadką z powodu tzw. wpadki... Bohaterowie dostosowali się już do okoliczności, w których przyszło im żyć, nie odstają tak bardzo od swoich sąsiadów, a przecież w poprzedniej części zabawna była właśnie ta ich odmienność.&lt;br /&gt;Tym razem autorka sporo miejsca oddaje bezpośrednio we władanie psom, i tym należącym do błękitnokrwistych, i tym należącym do plebsu. Czworonogi komentują zachowanie swoich panów oraz bieżące wydarzenia polityczne, zapoznajemy się też bliżej z ich sferą "uczuciową". No cóż, te fragmenty wydały mi się jeszcze mniej zabawne niż reszta książki, chwilami nawet niesmaczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Królowa Camilla" jest nudna i przegadana, napisana zbyt serio. Przeczytałam ją chyba tylko z rozpędu. Wciąż liczyłam, że dalej będzie lepiej, ale nie było, wręcz przeciwnie. Sue Townsend pisze o zjawiskach, które aktualnie niepokoją wielu ludzi (np. wszechobecność kamer, gromadzenie przez urzędy państwowe zbyt wielu danych o obywatelach), ale robi to bez wdzięku, bez polotu i bez dobrego pomysłu. Zdecydowanie nie polecam. Radzę poprzestać na "Królowej i ja". &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-8143993708195361021?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/8143993708195361021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/krolowa-i-ja-krolowa-camilla.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8143993708195361021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8143993708195361021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/krolowa-i-ja-krolowa-camilla.html' title='KRÓLOWA I JA, KRÓLOWA CAMILLA'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-w_B7oXsDQEE/TdJnm5gdy_I/AAAAAAAABRo/Q3GLX8uBO9c/s72-c/krolowaija.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-7757414670378779354</id><published>2011-05-12T15:11:00.002+02:00</published><updated>2011-07-06T21:52:54.259+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>NASZA KLASA</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-SjxIzWvfFZ0/TcsEKqGvNBI/AAAAAAAABQs/9Lj8GAQxZ_s/s1600/naszaklasa.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-SjxIzWvfFZ0/TcsEKqGvNBI/AAAAAAAABQs/9Lj8GAQxZ_s/s1600/naszaklasa.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Nasza klasa&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Tadeusz Słobodzianek&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Posłowie: Leopold Neuger &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2009&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7453-956-2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 108&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span style="color: red;"&gt;2+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dramat Tadeusza Słobodzianka to próba pokazania na scenie tragedii, która wydarzyła się w Jedwabnem (choć nazwa miejscowości nigdzie nie pada) oraz tego, co było wcześniej, i tego, co nastąpiło potem. Autorowi udało się dość zgrabnie streścić mniej więcej siedemdziesiąt lat polskiej historii (cudzoziemcy niewiele z tego zrozumieją), przy czym raczej ją relacjonuje niż wyjaśnia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie spodobał mi się ten utwór. Uważam, że jeśli już pisze się o faktach, które wszyscy dobrze znają, to po to, żeby powiedzieć o nich coś nowego, pokazać je z jakiejś oryginalnej, ciekawej perspektywy, jak nikt przedtem, albo po to, żeby się wykazać artystycznie. Moim zdaniem Tadeusz Słobodzianek nie zrobił ani jednego, ani drugiego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lektura jego dramatu właściwie nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, nie skłoniła do refleksji czy zweryfikowania jakichś moich poglądów. Nie dowiedziałam się niczego, o czym bym wcześniej nie przeczytała w gazetach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Profesor Grażyna Borkowska, przewodnicząca jury, &lt;a href="http://www.nike.org.pl/strona.php?p=7&amp;amp;cid=55"&gt;podkreśliła&lt;/a&gt;, że o przyznaniu Tadeuszowi Słobodziankowi Nagrody Nike zadecydowała nie tematyka dramatu, ale jego forma, to, że "w sposób wstrząsająco prosty, a jednocześnie niesłychanie przemyślany, kreśli historię katów i ofiar, morderców i mordowanych".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno mi ocenić, na ile ta forma jest nowatorska, ponieważ po dramaty, zwłaszcza współczesne, sięgam rzadko. Chyba nie chodzi o to, że zamiast scen mamy tu lekcje (niektóre jakieś takie bez morału...) i dziecięce wierszyki? A może jury zadziwiło to, że wszystkie postaci są już martwe - opowiadają o wydarzeniach z mniej lub bardziej odległej przeszłości, odgrywają je dla widzów na scenie i jednocześnie komentują. Pod koniec lat dwudziestych chodziły do tej samej szkoły, a może nawet klasy. Dzieci polskie i żydowskie bawiły się wtedy razem, o czym niektóre z nich nie chciały potem pamiętać.&lt;br /&gt;Nie rozumiem, dlaczego autor skupił się na stereotypach, a nie na psychologii - miałby szerokie pole do popisu. Tymczasem są tu przykłady typowych postaw i losów, ale brakuje ich genezy, a chyba właśnie ona wypadłaby (również na scenie) najciekawiej. Być może lepiej byłoby się skupić na kilku tylko postaciach albo na mniejszym wycinku historii?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wszystko tu jest "proste" (a może powinnam napisać: schematyczne), ale ja wcale nie uważam tego za zaletę, którą warto nagrodzić. Znużyła mnie ta lektura, tak jak nużyły mnie kiedyś lekcje historii, na których nawet ciekawe i dramatyczne wydarzeniach nauczycielka omawiała w sposób sztampowy i nudny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście oceniałam tutaj utwór "Nasza klasa", a nie przedstawienie teatralne, którego nie widziałam. Być może na scenie ta sztuka wypada lepiej (odsyłam do recenzji &lt;b&gt;&lt;a href="http://bryka-brak.blogspot.com/2010/11/tadeusz-sobodzianek-nasza-klasa.html"&gt;snoopy'ego&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;). &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-7757414670378779354?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/7757414670378779354/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/nasza-klasa.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7757414670378779354'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7757414670378779354'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/nasza-klasa.html' title='NASZA KLASA'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-SjxIzWvfFZ0/TcsEKqGvNBI/AAAAAAAABQs/9Lj8GAQxZ_s/s72-c/naszaklasa.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-2918184157317681549</id><published>2011-05-10T21:01:00.001+02:00</published><updated>2011-05-11T11:20:58.749+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cytat'/><title type='text'>Emily Brontë o homeopatii</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rodzeństwo Brontë nigdy nie cieszyło się dobrym zdrowiem, do czego przyczyniły się zapewne trudne warunki mieszkaniowe (w ich listach często przewija się informacja o przenikliwym zimowym wietrze, który dawał im się we znaki).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Maria i Elżbieta zmarły wkrótce po powrocie ze szkoły w Cowan Bridge (straszne warunki, jakie tam panowały, Charlotta opisała potem w "Jane Eyre"), Anna od urodzenia chorowała na astmę, Branwell być może miał jakieś problemy psychiczne (a potem dobił się alkoholem i opium), Charlotta była niezwykle nerwowa, a stres objawiał się u niej migreną i kłopotami żołądkowymi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Emilia była z nich wszystkich najzdrowsza, ale nawet ona nie poradziła sobie z przeziębieniem, jakiego nabawiła się wracając z pogrzebu Branwella 28 września 1848 roku. Przeszła dwie grypy w ciągu kilku tygodni i czuła się coraz gorzej, ale zdawała się ignorować swój stan. Nie chciała mówić o swojej chorobie ani przyjmować żadnych lekarstw, starała się wykonywać wszystkie spoczywające na niej obowiązki domowe. &lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Informowany stale o stanie zdrowia już nie Ellisa Bella, ale ukochanej siostry, Emilii, pan Williams proponuje zasięgnięcie porady doktora Eppsa, homeopaty. "Włożyłam Pański najżyczliwszy list w ręce Emilii natychmiast po przeczytaniu, starając się usilnie ani jednym słowem nie wyrazić mego poparcia dla homeopatii - byłoby to nieskuteczne. Na ogół najlepiej jest pozwolić jej samej formułować własny sąd, a zwłaszcza nie opowiadać się po stronie, ku której chciałoby się ją skłonić, gdyż wtedy z pewnością przychyli się do opinii przeciwnej i w dziewięciu przypadkach na dziesięć utwierdzi się rozumowo w przekonaniu, że nie powinna ustąpić. Dotychczas odmawia brania lekarstw, odrzuca pomoc medyczną, Po przeczytaniu listy Pana powiedziała: &amp;lt;&amp;lt;Intencje pana Williamsa są zacne i dobre, ale on ulega złudzeniu. &lt;b&gt;Homeopatia to tylko inna forma szarlatanerii &lt;/b&gt;&amp;gt;&amp;gt;". [&lt;i&gt;Anna Przedpełska-Trzeciakowska, "Na plebanii w Haworth", fragment listu Charlotty do Williama Smitha Williamsa, z 22 listopada 1848 roku&lt;/i&gt;]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Córka prowincjonalnego pastora podejrzewała to ponad 150 lat temu. Mamy wiek XXI, a leki homeopatyczne nadal świetnie się sprzedają.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Emilia zgodziła się, aby posłano po doktora, dopiero 19 grudnia, ale umarła zanim przyszedł. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Anna zmarła 28 maja 1849 roku. W ciągu mniej więcej siedmiu miesięcy odeszło troje dzieci Patricka i Marii Brontë. Pastor oglądał również śmierć swego ostatniego dziecka, Charlotty - zmarła 31 marca 1855 roku, miała niecałe 39 lat.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-2918184157317681549?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/2918184157317681549/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/emily-bronte-o-homeopatii.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2918184157317681549'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2918184157317681549'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/emily-bronte-o-homeopatii.html' title='Emily Brontë o homeopatii'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-4646549975283622086</id><published>2011-05-09T20:40:00.001+02:00</published><updated>2011-05-09T21:23:36.357+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyobraźcie sobie, że włamano się na moje konto, którego używam do blogowania i spraw z tym głównie związanych, a do którego podpięte są blog, poczta, czytnik RSS, picasa i inne usługi. Nie zauważyłam żadnych szkód, ale mogło się zdarzyć tak, że do osób, z którymi za jego pomocą koresponduję, został wysłany jakiś spam. Mam nadzieję, że nie wysłano z mojego konta żadnych komentarzy.&lt;b&gt; Z góry przepraszam za ewentualne niedogodności&lt;/b&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz muszę pozmieniać wszystkie swoje hasła do różnych serwisów:(. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-4646549975283622086?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/4646549975283622086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/wyobrazcie-sobie-ze-wamano-sie-na-moje.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4646549975283622086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/4646549975283622086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/wyobrazcie-sobie-ze-wamano-sie-na-moje.html' title=''/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-6768418307665698539</id><published>2011-05-07T23:24:00.000+02:00</published><updated>2011-05-07T23:24:53.734+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Biografia'/><title type='text'>NA PLEBANII W HAWORTH</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_nv_COMwVos/TcWt9HSJtTI/AAAAAAAABQg/AztFFyA-Ryo/s1600/naplebaniiwhaworth.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-_nv_COMwVos/TcWt9HSJtTI/AAAAAAAABQg/AztFFyA-Ryo/s1600/naplebaniiwhaworth.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Na plebanii w Haworth. Dzieje rodziny Brontë&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autorka: Anna Przedpełska-Trzeciakowska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1990&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Prószyński i S-ka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-7180-233-1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 512&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span style="color: red;"&gt;5-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sobotni poranek 8 lipca 1848 roku George Smith spędzał, jak zwykle, w pracy. Stosunkowo niedawno odziedziczył po ojcu wydawnictwo, którego siedziba mieściła się w Londynie i którego sytuacja finansowa nie była najlepsza, musiał więc poświęcić mnóstwo czasu i energii, by ten stan zmienić. Dopingował go zapewne fakt, że był jedynym żywicielem rodziny - na utrzymaniu miał matkę, trzy siostry i młodszego brata, który jeszcze się uczył.&amp;nbsp;Firma Smith i Elder złapała wiatr w żagle dzięki wydaniu w październiku 1847 roku powieści "Jane Eyre".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jej autor, Currer Bell, miał jeszcze dwóch kuzynów parających się piórem: Ellisa i Actona. Ta trójka w maju 1846 roku wydała własnym sumptem tomik poezji, który okazał się artystyczną i finansową porażką. Lepiej powiodło im się z prozą - w lipcu 1847 roku Tomasz Cautley Newby, właściciel niewielkiej firmy wydawniczej w Londynie, postanowił opublikować powieść "Agnes Grey" Actona Bella i "Wichrowe wzgórza" Ellisa Bella. Zrobił to jednak dopiero w grudniu, gdy "Jane Eyre" odniosła sukces, a na nazwisku Bell można było zarobić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Umowa między panami Bell i panem Newby była tak skonstruowana, że autorzy ponosili całe ryzyko, a do wydawcy trafiał praktycznie cały zysk. "Agnes Grey" i "Wichrowe wzgórza" sprzedawały się dobrze, ale Acton i Ellis nie zarobili nawet pensa. Mimo to ten pierwszy zdecydował się wydać u Newby'ego kolejną powieść pt. "Dzierżawca dworu Wildfell". Również ta książka spotkała się z uznaniem czytelników.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzeba przyznać, że pan Newby robił wszystko, aby sprzedaż książek obu panów Bellów była jak najlepsza - posuwał się nawet do sugerowania, że "Agnes Grey", "Wichrowe wzgórza" oraz "Dzierżawca dworu Wildfell" wyszły spod jednego pióra - pióra autora "Jane Eyre", a nawet więcej - że to on, pan Newby, tego autora reprezentuje. Taką właśnie informację przekazał przedstawicielom amerykańskiego wydawnictwa Harper Brothers, z którymi negocjował wydanie w Stanach Zjednoczonych "Dzierżawcy".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sęk w tym, że jednocześnie George Smith przedstawiał się Amerykanom jako reprezentant autora "Jane Eyre", ci poprosili go zatem o wyjaśnienia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;George Smith zaczynał podejrzewać, że wszystkie książki napisała jedna osoba, która część swej twórczości powierzyła jemu, a część innemu wydawcy, każdego z nich zapewniając o wyłączności. Nigdy nie spotkał się osobiście z Curerrem Bellem, bo wszystkie sprawy związane z publikacją "Jane Eyre" załatwiali korespondencyjnie.&lt;br /&gt;Kupiecka renoma George'a Smitha była zagrożona, napisał więc do Currera Bella list, w którym prosił o dostarczenie dowodu, który potwierdziłby nieprawdziwość informacji podanych przez Newby'ego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kilka dni później, właśnie w ów sobotni poranek, wszystko się wyjaśniło. George Smith mozolił się właśnie w swoim kantorze, kiedy kancelista powiadomił go, że jakieś dwie damy pragną z nim pomówić w prywatnej sprawie. Po latach tak opisał to spotkanie:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-jI23hDB7o2U/TcWqf32bkaI/AAAAAAAABQc/Bpe28Ypmn-0/s1600/bronte.png" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-jI23hDB7o2U/TcWqf32bkaI/AAAAAAAABQc/Bpe28Ypmn-0/s320/bronte.png" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Od lewej: Anna, Emilia,&lt;br /&gt;Branwell (zamazany), Charlotta Brontë&lt;br /&gt;Autor: Branwell Brontë &lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;" tr-caption"=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;"Do kantoru weszły dwie osobliwie odziane drobne damy, blade i niespokojne; jedna podeszła bliżej i wręczyła mi list adresowany moim własnym pismem do pana Currera Bella. Zauważyłem, że list był otwarty, więc spytałem dość ostro: &amp;lt;&amp;lt;Skąd to pani wzięła?&amp;gt;&amp;gt;&amp;nbsp;&amp;lt;&amp;lt;Z poczty - odpowiedziała - to list adresowany do mnie. Przyjechałyśmy tu obie, aby pan mógł się przekonać na własne oczy, że jest nas co najmniej dwie&amp;gt;&amp;gt;. A więc stał przede mną Currer Bell we własnej osobie. Nie muszę mówić, że ogarnęła mnie natychmiast gwałtowna ciekawość i podniecenie. Poprosiłem panie do siebie i przedstawiłem im pana Williamsa, po czym zacząłem robić projekty, jak by tu najdogodniej podjąć naszych gości". [str. 331-332]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Wprawdzie George Smith podejrzewał - jak sam twierdził - od początku, że "Jane Eyre" napisała kobieta, ale chyba się nie spodziewał, że okaże się ona ubogą, nieładną, niemodnie ubraną i zupełnie pozbawioną uroku 32-letnią starą panną, córką pastora z Haworth - niewielkiej miejscowości gdzieś w barbarzyńskim Yorkshire. A jednak.&lt;br /&gt;Charlotta Brontë przybyła do Londynu, by bronić swego dobrego imienia. Towarzyszyła jej Anna&amp;nbsp;Brontë alias Acton Bell, natomiast Emilia&amp;nbsp;Brontë alias Ellis Bell została w domu.&amp;nbsp;Charlotta i Anna odwiedziły również pana Newby'ego, ale nie zachował się żaden opis tej wizyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z czasem George Smith lepiej poznał Charlottę, ale jego pierwsze spotkanie z Anną było zarazem ostatnim, a Emilii nie widział nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie mogłam sobie odmówić przyjemności przytoczenia tej anegdoty oraz całego jej kontekstu; teraz przejdę do omówienia książki Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Muszę przyznać, że czytałam ją z ogromnym i stale rosnącym zainteresowaniem, bo o rodzinie&amp;nbsp;Brontë nie wiedziałam dotąd prawie nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorka przybliża jej dzieje, skupiając się przede wszystkim na losach Charlotty, Branwella, Emilii i Anny. Opisuje ich dzieciństwo, młodość oraz - w mniejszym stopniu - twórczość, podkreśla te wydarzenia z ich krótkiego życia, które mogły stać się genezą poszczególnych utworów czy scen.&lt;br /&gt;Najwięcej miejsca poświęca Charlotcie, zapewne dlatego, że to ona żyła najdłużej, ona zawarła najwięcej znajomości i ona prowadziła najobfitszą korespondencję, która stała się potem podstawowym materiałem źródłowym dla biografów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczególnie zaskoczyły mnie informacje o dzieciństwie rodzeństwa&amp;nbsp;Brontë, zwłaszcza opisy ich zabaw i rozrywek. Cała czwórka czytywała gazety, interesowała się polityką, poza tym - latami snuła i zapisywała historie o wymyślonych przez siebie krainach, zamieszkiwanych przez przedziwnych bohaterów, a wydarzenia w nich się rozgrywające traktowała z taką samą powagą jak te, które miały miejsce w prawdziwym życiu. Co jak co, ale wyobraźnię miały te dzieciaki niepospolitą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anna Przedpełska-Trzeciakowska przedstawia czytelnikom również kontekst wydarzeń: sytuację i stosunki panujące wówczas na angielskiej prowincji, podziały wewnątrz kościoła anglikańskiego, przemiany gospodarcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to autorka czyni w wybornym stylu, znanym choćby z przekładów powieści Jane Austen. Często cytuje listy czy wspomnienia rodziny&amp;nbsp;Brontë i osób z nią związanych, przytacza również recenzje powieści Charlotty, Anny i Emilii, a na końcu książki znajdziemy spis wybranych pozycji bibliograficznych. Anna Przedpełska-Trzeciakowska korzystała m.in. z materiałów zgromadzonych w Muzeum Rodziny&amp;nbsp;Brontë w Haworth, spacerowała po tamtejszych wrzosowiskach, a zdjęcia ze swojej wyprawy zamieściła - jak wynika z informacji wewnątrz książki - w swoim dziele, ktoś jednak ograbił mój biblioteczny egzemplarz ze wszystkich fotografii; w takich chwilach google i internet bardzo &amp;nbsp;się przydają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: "Na plebanii w Haworth" polecam wszystkim, a zwłaszcza miłośnikom twórczości sióstr&amp;nbsp;Brontë. Warto, by sięgnęli po tę książkę również wydawcy i redaktorzy - można się z niej dowiedzieć, jak wygląda wzorowa współpraca między wydawnictwem i autorem. Pozycja ta pocieszy niewątpliwie debiutantów, których pierwsza powieść spotkała się z miażdżącą krytyką - "Wichrowe wzgórza" Emily&amp;nbsp;Brontë doceniono dopiero po latach. Hmm... właściwie to jej przypadek chyba jednak nie doda im otuchy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jedno wydarzenie, które postronnemu obserwatorowi może się wydać zabawne, ale Charlotcie&amp;nbsp;Brontë i Williamowi Thackerayowi nie było wtedy do śmiechu.&lt;br /&gt;Pan William Smith Williams, lektor i recenzent wydawnictwa Smith i Elder, który pierwszy dostrzegł talent Charlotty, wysłał kilka egzemplarzy pierwszego wydania "Jane Eyre" do kilku wybitnych pisarzy i krytyków. Jednym z nich był Thackeray. Powieść Currera Bella (wszystko to wydarzyło się jeszcze przed autodemaskacją Charlotty) bardzo mu się spodobała, o czym poinformował wydawnictwo w liście. Pan Williams przesłał go do Haworth. Pochwały Thackeraya ogromnie pochlebiały Charlotcie, bo uważała go za najwybitniejszego z ówczesnych angielskich pisarzy. Postanowiła mu się odwdzięczyć dołączając do drugiego wydania "Jane Eyre" następującą dedykację:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wielmożnemu panu W.M. Thackerayowi książkę tę z szacunkiem dedykuje - autor.&lt;/blockquote&gt;Nieoczekiwanie to niewinne zdanie wywołało w odległym Londynie wielki skandal. Pogrzebana na prowincji Charlotta nie mogła wiedzieć tego, co było doskonale znane towarzystwu ze stolicy. Okazało się, że Thackeray, podobnie jak bohater "Jane Eyre" - pan Rochester, miał chorą psychicznie żonę. Jej leczenie nie przyniosło rezultatów, zamieszkała zatem na prowincji, pod opieką pielęgniarki.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;W wytwornym, a zapewne i w mniej wytwornym towarzystwie londyńskim rozeszła się plotka, że autorką "Jane Eyre" jest była guwernantka córek Thackeraya, którą wziął za model swojej Becky Sharp w "Targowisku próżności", a z którą łączył go romantyczny związek. Po zerwaniu tego związku nieszczęsna guwernantka, wiedziona czy to miłością, czy chęcią zemsty, napisała "Jane Eyre", a Thackeray przedstawiony został jako Rochester. [str. 321]&lt;/blockquote&gt;Oczywiście nie było w tym słowa prawdy, ale plotki mają długi żywot i cała ta historia latami wlokła się za Thackerayem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-6768418307665698539?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/6768418307665698539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/na-plebanii-w-haworth.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/6768418307665698539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/6768418307665698539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/na-plebanii-w-haworth.html' title='NA PLEBANII W HAWORTH'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-_nv_COMwVos/TcWt9HSJtTI/AAAAAAAABQg/AztFFyA-Ryo/s72-c/naplebaniiwhaworth.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-2144395279153248923</id><published>2011-05-01T17:47:00.009+02:00</published><updated>2011-05-01T23:51:17.794+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tudorowie'/><title type='text'>Inny książęcy ślub</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zerkałam, przyznaję, na telewizyjną relację ze ślubu Catherine Middleton z księciem Williamem. Przypomniał mi się wtedy inny ślub w angielskiej rodzinie królewskiej, taki sprzed ponad pięciuset lat. Za księcia Walii wychodziła wówczas również Katarzyna, ale Aragońska. I na imieniu panny młodej podobieństwa się kończą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;* Negocjaje *&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-3yCOmQFnxio/Tb16kqTYnNI/AAAAAAAABPk/kJ6SZ_hdq8Y/s1600/katarzynaaragonska1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" id=":current_picnik_image" src="http://4.bp.blogspot.com/-3yCOmQFnxio/Tb16kqTYnNI/AAAAAAAABPk/kJ6SZ_hdq8Y/s320/katarzynaaragonska1.jpg" width="219" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Prawdopodobnie obraz przedstawia &lt;br /&gt;jedenastoletnią Katarzynę&lt;br /&gt;Aragońską lub jej siostrę, &lt;br /&gt;autor: Juan de Flandes&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;b&gt;To nie było małżeństwo z miłości, przesądziły o nim wyłącznie względy polityczne. Katarzyna przyszła na świat 16 grudnia 1485 roku, Artur &lt;span style="color: black;"&gt;20&lt;/span&gt; września 1486 roku, a dyplomaci zaczęli negocjować warunki ich ślubu już w 1487 lub 1488 roku&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ona była najmłodszą córką hiszpańskiej pary królewskiej: Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego, on był pierworodnym synem króla Anglii Henryka VII i Elżbiety York. Anglia i Hiszpania miały wspólnego wroga (Francję), mogły również współpracować w dziedzinie handlu. Sojusz opłacał się obu stronom. Ustalono, że Katarzyna otrzyma w dwóch ratach posag w wysokości 200 000 koron (czyli ok. 40 000 funtów, co było wówczas zawrotną sumą), a gdyby została wdową, otrzymywałaby jedną trzecią dochodów z Walii, Kornwalii i Chester. (&lt;i&gt;Można poczytać również o &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Treaty_of_Medina_del_Campo_%281489%29"&gt;traktacie w Medina del Campo&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszłej młodej pary o zdanie nie pytano;&lt;span style="color: red;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;miała&lt;span style="color: red;"&gt; &lt;/span&gt;się osobiście poznać dopiero bezpośrednio przez ślubem. Naturalnie już na wstępnym etapie negocjacji prezentowano maluchy wysłannikom drugiej strony, aby upewnić ich, że oferuje się zdrowe i pełnowartościowe dziecko. (Artur urodził się jako wcześniak i większość historyków twierdzi, że w związku z tym był słaby i chorowity, natomiast David Starkey, polegając na relacjach naocznych świadków, uważa inaczej). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście ślub mógł się odbyć dopiero za kilkanaście lat, a w tym czasie obie strony mogły pod wpływem bieżących wydarzeń zmienić zdanie i chwilami nawet się na to zanosiło.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Układy jednak wznowiono w 1496 roku&lt;/b&gt;, a &lt;b&gt;w sierpniu 1497&lt;/b&gt; w pałacu Woodstock w obecności angielskiej pary królewskiej i całego dworu &lt;b&gt;Artur i Katarzyna&lt;/b&gt; (którą &lt;b&gt;&lt;i&gt;per procura&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; reprezentował hiszpański ambasador Roderigo Gonsalez de Puebla) &lt;b&gt;zaręczyli się&lt;/b&gt;. Od tej pory Katarzyna oficjalnie nosiła tytuł księżnej Walii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Królowa Izabela i królowa Elżbieta (dołączała też do nich lady Małgorzata Beaufort, matka Henryka VII) rozpoczęły korespondencję, w której wymieniały się informacjami na temat dzieci i dobrymi radami. Zalecano Katarzynie naukę języka francuskiego, dobór ładnych dam dworu i przyzwyczajanie się do picia wina, bo woda w Anglii nie nadawała się do tego celu. W międzyczasie Henryk VII pozbywał się ewentualnych pretendentów do korony, którzy mogliby zagrozić pozycji Tudorów - dynastii wówczas nowej i jeszcze niezbyt stabilnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Izabela i Ferdynand nalegali, aby przed podróżą Katarzyny do Anglii odbył się jeszcze &lt;b&gt;ślub &lt;i&gt;per procura&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Pierwszy miał miejsce &lt;b&gt;19 maja 1499 roku&lt;/b&gt; w Bewdley. Katarzynę ponownie zastępował ambasador de Puebla, Artur pojawił się osobiście, a&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;rolę księdza grał jego szambelan, sir Ryszard Pole. Książę i ambasador trzymali się za ręce, a Pole ujął ich dłonie między swoje. Potem Artur oświadczył, że bierze Katarzynę de Pueblę za żonę, Hiszpan zaś wypowiedział odpowiednią formułkę za swoją infantkę. Ta ceremonia w ówczesnym prawie kanonicznym znana była jako umowa &lt;i&gt;per verba de praesenti&lt;/i&gt; - "to znaczy, że ma być od tej pory nierozwiązywalna". [David Starkey, "Sześć żon Henryka VIII", str. 52]&lt;/blockquote&gt;Po uroczystości de Puebla siedział na uczcie po prawej stronie króla i "zgodnie ze zwyczajem symbolicznie wsunął nogę w królewskie łoże małżeńskie" [Antonia Fraser, "Sześć żon Henryka VIII", str. 29]. Od tej pory Katarzyna i Artur mogli już pisać do siebie listy; po łacinie, bo oboje dobrze znali ten język.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kolejne zaślubiny &lt;i&gt;per procura&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; odbyły się &lt;b&gt;w grudniu 1500 roku&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;* Podróż do Anglii *&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wciąż przekładano &lt;b&gt;podróż Katarzyny do Anglii&lt;/b&gt;. Miały na to wpływ przedłużające się negocjacje między Henrykiem i Ferdynandem - każdy z nich próbował ugrać dla siebie jak najwięcej. Do tego doszły kłopoty &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kr%C3%B3lowie_Katoliccy"&gt;Królów Katolickich&lt;/a&gt;: rodzinne (m.in. śmierć następcy tronu) i wewnętrzne (powstanie Maurów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wyruszyła wreszcie 21 maja 1501 roku z Grenady&lt;/b&gt; w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prowincja_Grenada"&gt;Andaluzji&lt;/a&gt; (południe Hiszpanii). Była to podróż długa i męcząca. Dopiero na początku sierpnia dotarła do położonej nad morzem &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Galicja_%28Hiszpania%29"&gt;Galicii&lt;/a&gt; (północ Hiszpanii), udała się jeszcze na pielgrzymkę do znajdującego się w tej prowincji grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela, a 17 sierpnia z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/A_Coru%C3%B1a"&gt;La Coruña&lt;/a&gt; popłynęła drogą morską do Anglii. Sztorm zagnał jednak jej flotę z powrotem do Hiszpanii. Rejs wznowiono 27 września. Hiszpańska flota miała dopłynąć do &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Southampton"&gt;Southampton&lt;/a&gt;, ale seria burz sprawiła, że &lt;b&gt;2 października zawinęła do portu w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Plymouth"&gt;Plymouth&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;* Podróż do Londynu *&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Trzeba było zmienić wszystkie plany - wszak na uroczyste przywitanie Katarzyny przygotowywano się w odległym Southampton. Ustalono, że komitet powitalny spotka się z orszakiem Katarzyny w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Exeter"&gt;Exeter&lt;/a&gt; i razem wyruszą do Londynu. Tam miała po raz pierwszy zobaczyć się ze swym mężem i jego rodziną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-CwAt_8OYAI0/Tb17wS40nhI/AAAAAAAABPo/J76oRYpPMr4/s1600/katarzynaaragonska2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-CwAt_8OYAI0/Tb17wS40nhI/AAAAAAAABPo/J76oRYpPMr4/s320/katarzynaaragonska2.jpg" width="228" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Katarzyna Aragońska ok. 1503 roku, &lt;br /&gt;autor: Michel Sittow&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Również ten etap podróży ciągnął się niemiłosiernie (przynajmniej z dzisiejszej perspektywy) - jakość dróg była kiepska, a poza tym okoliczna szlachta chciała powitać przyszłą królową. &lt;b&gt;Na początku listopada&lt;/b&gt; Henryk VII nie chciał już dłużej czekać w niepewności i postanowił obejrzeć księżniczkę jak najszybciej - wciąż się obawiał, że Ferdynand w jakiś sposób go oszukał. Po drodze spotkał Artura, który udawał się do Londynu z Ludlow w Walii i razem wyruszyli Katarzynie naprzeciw. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna przebywała akurat w &lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dogmersfield"&gt;Dogmersfield&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, mniej więcej 40 mil od Londynu. Król przesłał jej informację o swoim przyjeździe, ale księżniczka przez ambasadora odpowiedziała, że spotkanie jest niemożliwe, bo ojciec zakazał jej aż do dnia ślubu wszelkich kontaktów z mężem i jego rodziną. Henryk stwierdził, że w Anglii Katarzyna podlega angielskiemu królowi i angielskim zwyczajom. Musiała skapitulować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oględziny wypadły pomyślnie - Katarzyna wyglądała zdrowo i ładnie (choć podobno była niska), nie przypominała wcale typowej Hiszpanki (w końcu płynęła w niej też krew Plantagenetów). Henryk odetchnął z ulgą, Artur był zachwycony. Wyprawiono ucztę, Katarzyna tańczyła ze swymi dwórkami, a Artur z żoną jednego z ministrów. Jeszcze nie wypadało, aby tańczyli ze sobą, choć byli już przecież zaręczeni i dwa razy poślubieni &lt;i&gt;per procura&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie Katarzyna udała się do Lambeth, skąd miała uroczyście wjechać do Londynu i po raz kolejny, ale tym razem osobiście, poślubić księcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;* Wjazd do Londynu *&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Pod koniec piętnastego wieku większość ważnych imprez królewskich składała się z czterech elementów: &lt;i&gt;entrée&lt;/i&gt;, czyli procesji "wejściowej", zasadniczej uroczystości, pasowania na rycerzy Orderu Łaźni i turnieju. Poszczególne części rozkładały się na parę dni i odbywały w różnych miejscach. [D.S., str. 71]&lt;/blockquote&gt;Ceremoniał był ogromnie skomplikowany, posiłkowano się więc "Księgą Królewską" ("The Ryalle Book"), która zawierała zbiór precedensów na tego rodzaju okazje.&lt;br /&gt;Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się już w 1499 roku, a Henryk VII - słynący przecież ze swego skąpstwa - tym razem nie żałował pieniędzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cbVqFjZRSvI/Tb1-Eo-LrYI/AAAAAAAABPw/8eTL2u-BWUo/s1600/ksiazeartur.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-cbVqFjZRSvI/Tb1-Eo-LrYI/AAAAAAAABPw/8eTL2u-BWUo/s320/ksiazeartur.jpg" width="228" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Książę Artur ok. 1500 roku,&lt;br /&gt;autor: nieznany&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;b&gt;Wjazd Katarzyny do Londynu miał miejsce w piątek 12 listopada&lt;/b&gt;. Planowano, że uczyni to w stylu angielskim, czyli w lektyce, ona jednak zdecydowała się na styl właściwy dla jej ojczyzny: jechała na mule, osiodłanym i przystrojonym na sposób hiszpański, siedziała na nim po damsku, ale na prawej stronie, podczas gdy w Anglii siadywano na lewej. Również suknię miała hiszpańską, a jej nakrycie głowy przypominało "kardynalski kapelusz przytrzymywany szalem ze złotej koronki", jak zanotował pisarz królewski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Pochód podążał na wschód wzdłuż prawego brzegu Tamizy, w pewnym oddaleniu od rzeki" [D.S., str. 75]. Od St George's Fields towarzyszyła mu asysta angielska, na czele której stał młodszy brat księcia Artura - Henryk, wówczas książę Yorku, w przyszłości król Henryk VIII i drugi mąż Katarzyny Aragońskiej, ale w 1501 roku nic nie zapowiadało takiego właśnie rozwoju wydarzeń. Orszak miał przejechać przez City, aby zrobić wrażenie na londyńczykach i zaskarbić trochę sympatii dla dynastii Tudorów.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Na spotkanie księżniczki wyjechali konno miejscy notable: burmistrz, jego miecznik, kronikarz, dwaj szeryfowie i dwudziestu czterech rajców w ceremonialnych szatach. Cała delegacja ruszyła następnie na czele orszaku, prowadząc go na most Londyński. Na jego środku odbyło się pierwsze z serii widowisk, które miasto przygotowało na cześć Katarzyny. [D.S., str. 76]&lt;/blockquote&gt;Takich widowisk było w sumie sześć, a ich motywem przewodnim były Cnota i Honor. Aktorzy deklamowali wiersze pełne pompatycznych odwołań religijnych, astrologicznych i genealogicznych, których Katarzyna zapewne wcale nie rozumiała, bo jeszcze nie znała języka angielskiego. Na koniec swojego &lt;i&gt;entrée &lt;/i&gt;otrzymała od burmistrza i rajców pieniądze oraz drogocenną zastawę stołową. &lt;br /&gt;Następnie orszak Katarzyny udał się do katedry św. Pawła, w której dwa dni później miał się odbyć ślub. Tam oczekiwał na nią arcybiskup Canterbury. Złożyła dary, pomodliła się w kaplicy św. Erkenbalda, po czym udała się do pobliskiego pałacu biskupiego, w którym miała potem spędzić miesiąc miodowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę 13 listopada Katarzyna udała się do zamku Baynard, aby odwiedzić swą teściową - Elżbietę York. Obie panie zapewne za wiele nie rozmawiały, ale wieczór umilały im tańce i muzyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;* Ślub *&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia, &lt;b&gt;w niedzielę 14 listopada, odbył się ślub&lt;/b&gt;. Wybrano &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Old_St_Paul%27s_Cathedral"&gt;katedrę św. Pawła&lt;/a&gt;, ponieważ znajdowała się znacznie bliżej City niż opactwo Westminster i otaczał ją rozległy plac, a Henrykowi VII zależało na jak największej widowni. Uczyniono wszystko, aby uroczystości tej dodać splendoru.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Na środku nawy głównej wybudowano wysokie, wielostopniowe okrągłe podium, na którym miały się odbyć zaślubiny. Aby młoda para mogła do niego dotrzeć - wiadomo: w kościele będzie wielki ścisk - na całej długości nawy głównej zbudowano pomost wznoszący się na wysokość człowieka. Prowadził on od zachodnich wrót do podium, a potem do balustrady oddzielającej prezbiterium od nawy. [David Starkey, "Cnotliwy książę", str. 108]&lt;/blockquote&gt;Długość pomostu wynosiła ponad 150 metrów. Zapewniał młodej parze bezpieczeństwo i gwarantował, że będzie widoczna z każdego miejsca wewnątrz katedry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na takie widowisko stawiły się tłumy. Oczywiście dla krewnych i dostojników przygotowano odpowiednie miejsca: rodzina królewska oglądała uroczystość ze specjalnej loży, a burmistrz i rajcy miejscy z podwyższenia.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Katarzyna opuściła pałac biskupi w asyście księcia Yorku, Henryka. Weszła do katedry drzwiami zachodnimi, wspięła się po stopniach na pomost i dołączyła do narzeczonego i licznie reprezentowanego duchowieństwa na centralnym podwyzszeniu. Trębacze, rozmieszczeni wysoko pod sklepieniem dla maksymalnego wykorzystania akustyki budowli, zadęli w swe intrumenty. (...) Katarzyna ubrana byla w białą suknię z szeroką krynoliną, na głowie zaś miała mantylę, welon z białego jedwabiu obszyty na brzegach kilkucentymetrowym pasem klejnotów. [D.S., str. 81]&lt;/blockquote&gt;Odczytano papieską dyspensę i warunki intercyzy. Henryk VII i Artur zatwierdzili tytuł własności ziem, z których osiągałaby dochody po ewentualnej śmierci męża, natomiast Hiszpanie wpłacili pierwszą ratę posagu, czyli 20 000 funtów w złocie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz nastąpiła właściwa &lt;b&gt;ceremonia zaślubin&lt;/b&gt;, która trwała około trzech godzin. Po jej zakończeniu Katarzyna i Artur oraz cała świta przeszli pomostem do głównego ołtarza.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Nowożeńcy trzymali się za ręce, jak to było przewidziane w programie. Znów zagrały fanfary, ale tuż przed wkroczeniem do prezbiterium młodzi zatrzymali się i odwrócili do zgromadzonych w kościele, najpierw na północną stronę, potem na południową, aby wszyscy mogli ich widzieć. Wyglądało to na spontaniczny gest i wzbudziło niekłamany zachwyt i aplauz tłumu. [D.S., str. 81]&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Równie długo co zaślubiny trwała &lt;b&gt;msza&lt;/b&gt;. Organizatorzy uroczystości pamiętali, że nawet koronowane głowy są tylko ludźmi i mają potrzeby fizjologiczne, więc dla Artura i Katarzyny przygotowano osobne kabiny z zasłonami i dachem, na wszelki wypadek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po mszy Artur udał się do pałacu biskupa, aby tam przywitać swą żonę, natomiast Katarzyna raz jeszcze przemierzyła cały pomost, przy czym znów towarzyszył jej książę Yorku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;* Uczta weselna i noc poślubna *&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ucztę weselną&lt;/b&gt; wyprawiono według Antonii Fraser - w zamku Baynard, według Davida Starkeya - w pałacu biskupa. W każdym razie o godzinie 17 earl Oksfordu, piastujący dziedziczne stanowisko lorda wielkiego szambelana, nakazał przygotować nowożeńcom łoże. Zajęły się tym ich guwernantki oraz inne damy.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ścielenie królewskiego łoża było skomplikowaną czynnością, szczegółowo opisaną w "Księdze królewskiej". Składało się ono z kilku warstw i jego ułożenie wymagało zaangażowania sporego zespołu. Na samym dnie kładziono podściółkę ze słomy. Jeden z gwardzistów kładł się na nią i przewracał się kilka razy z boku na bok, by wyrównać słomę i sprawdzić, czy nie ma w niej ukrytej broni lub innych przedmiotów, które mogłyby zranić śpiącego. Słomę przykrywano płótnem, na nim kładziono materac z pierza, koc, potem dwa prześcieradła, znowu koc, na nim dwa lub trzy &lt;a href="http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2552404"&gt;błamy&lt;/a&gt; futrzane, w tym jeden gronostajowy. Całość wieńczyło znów prześcieradło, na koniec dodawano poduszki, też przykrywane pasem płótna. Materac i poduszki musiały być silnie strzepinięte i "wzburzone", koce i prześcieradła dokładnie wygładzone, a ich wolne brzegi podwinięte pod spód. Całą procedurę kończył element religijny - skropienie łoża kilkoma kroplami wody święconej dla odegnania złych snów. [D.S., str. 82-83]&lt;/blockquote&gt;Damy dworu Katarzyny rozebrały ją i ułożyły w łożu. Artur miał coś w rodzaju wieczoru kawalerskiego, po którym grupa szlachty i duchowieństwa odprowadziła go do sypialni i do żony. Biskupi pomodlili się za młodą parę, pomachali kropidłami i kadzielnicami. Wreszcie Katarzyna i Artur zostali sami. Szczegóły tej i kolejnych wspólnych nocy tych dwojga będą po trzydziestu latach szczegółowo rozpatrywane i omawiane na forum publicznym, nawet międzynarodowym, ale wtedy, w listopadzie 1501 roku, żadne z nich jeszcze o tym nie wiedziało, zresztą Artur nie dowiedział się nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;* Świętowania ciąg dalszy *&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;W poniedziałek pozwolono Katarzynie samotnie kontemplować ostatnie wydarzenia, odwiedził ją tylko earl Oksfordu, który przyniósł pozdrowienia od króla. We wtorek mogła ze wspomnianej już specjalnej loży w katedrze obserwować, jak Henryk VII wraz z synami dziękuje Bogu za jej małżeństwo z Arturem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie &lt;b&gt;rodzina królewska udała się Tamizą do Westminsteru&lt;/b&gt;. Tam pasowano aż 76 rycerzy Orderu Łaźni. 18 listopada rozpoczęły się trwające tydzień zabawy: turnieje, maskarady, uczty, tańce. 26 listopada dwór udał się rzeką do Richmond, gdzie polowano i podziwiano przebudowany niedawno pałac. Trzy dni później hiszpańscy ambasadorowie, którzy eskortowali Katarzynę podczas podróży do Anglii, wyruszyli w drogę powrotną do domu zaopatrzeni w listy od Henryka VII, Elżbiety York i Artura, którzy prześcigali się w wychwalaniu synowej i żony.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wyu4_lBucpk/Tb19ZmKFQDI/AAAAAAAABPs/tx1z2GcoGIM/s1600/katarzynaaragonska3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-wyu4_lBucpk/Tb19ZmKFQDI/AAAAAAAABPs/tx1z2GcoGIM/s320/katarzynaaragonska3.jpg" width="243" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Katarzyna Aragońska,&lt;br /&gt;autor nieznany&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Po latach sztormy i burze, które tak utrudniały Katarzynie podróż do nowej ojczyzny, uznano za złowróżbne. Po opisanych wyżej uroczystościach nastąpiła proza życia w obcym kraju, śmierć męża, upokorzenia ze strony Henryka VII, początkowo szczęśliwe małżeństwo z Henrykiem VIII, które zakończyło się tak spektakularnie i tak dla niej boleśnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** &amp;nbsp; *** &amp;nbsp; ***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Powyższy tekst to jakby streszczenie odpowiednich rozdziałów dwóch książek:&amp;nbsp;"Sześciu żon Henryka VIII" Davida Starkeya oraz &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2010/07/szesc-zon-henryka-viii.html"&gt;"Sześciu żon Henryka VIII" Antonii Fraser&lt;/a&gt;. Zaglądałam także do &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2010/04/cnotliwy-ksiaze.html"&gt;"Cnotliwego księcia"&lt;/a&gt; również autorstwa Davida Starkeya. Fraser i Starkey różnią się nieco, jeśli chodzi o szczegóły niektórych wydarzeń, więc siłą rzeczy w mojej kompilacji mogłam popełnić jakieś błędy (będę wdzięczna za poinformowanie mnie o nich). Odsyłam oczywiście do ich publikacji.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wszystkie obrazki pochodzą z Wikipedii.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-2144395279153248923?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/2144395279153248923/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/inny-ksiazecy-slub.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2144395279153248923'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2144395279153248923'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/05/inny-ksiazecy-slub.html' title='Inny książęcy ślub'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-3yCOmQFnxio/Tb16kqTYnNI/AAAAAAAABPk/kJ6SZ_hdq8Y/s72-c/katarzynaaragonska1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-3987796233229435542</id><published>2011-04-29T00:21:00.001+02:00</published><updated>2011-04-29T17:35:38.351+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mitologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Religia'/><title type='text'>DOPÓKI MAMY TWARZE</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-s7L61w4A680/TbnlnnHoYMI/AAAAAAAABPQ/RNj8JGA6Kpc/s1600/dop%25C3%25B3kimamytwarze.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-s7L61w4A680/TbnlnnHoYMI/AAAAAAAABPQ/RNj8JGA6Kpc/s1600/dop%25C3%25B3kimamytwarze.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Dopóki mamy twarze&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Till We Have Faces&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Clive Staples Lewis&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1956&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Albert Gorzkowski&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Esprit&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-60040-92-8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 359&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;3-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten utwór C.S. Lewisa nie spodobał mi się jako powieść: fabuła jest schematyczna i przewidywalna, wymyślona kraina ledwo zarysowana, postaci czarno-białe, dialogi przeważnie strasznie sztywne, a przez to niezbyt wiarygodne; styl też mnie nie urzekł. Książka nosi jednak podtytuł "Mit opowiedziany na nowo" i jako nowa wersja historii Erosa i Psyche może się wydać dosyć interesująca, zwłaszcza gdy jednocześnie skonfrontujemy ją z biografią i poglądami autora.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fabuła jest, jak wspomniałam, bardzo prosta. Król barbarzyńskiej krainy Glome miał trzy córki: Orual - mądrą, ale brzydką, Rediwal - ładną, ale głupią oraz&amp;nbsp; Istrę (nazywaną również Psyche) - przepiękną i dobrą. Bogowie nie obdarzyli go męskim potomkiem, choć nie żałował im ofiar. Na Glome spadały kolejne klęski, a kapłani orzekli, że jest to zemsta bogini Ungit, którą rozgniewały hołdy oddawane Psyche z powodu jej urody. Boginię mogła przebłagać tylko ofiara złożona z Istry. Orual bardzo kochałą swą przyrodnią siostrę i próbowała temu przeciwdziałać, ale czy śmiertelniczka może sprzeciwić się wyrokom bogów? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jest to jednak opowieść o siostrzanej miłości (w każdym razie nie stanowi ona głównego wątku), ale raczej o relacjach między ludźmi i bogami. W porównaniu do boskich istot człowiek jest nikim, jest głupcem, istniejącym chyba tylko po to, żeby robić z siebie idiotę, zbyt ograniczonym, by móc przeniknąć przemądre zamysły potężnych bogów. Oczywiście zdarzają się wyjątki: śmiertelnicy, których wiara i posłuszeństwo są bezwarunkowe i bezgraniczne. Takim wyjątkiem była Psyche i za to została obdarzona boskością (skojarzyło mi się to z mitem chrześcijańskim o wniebowzięciu Maryi). &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydaje mi się, że na przykładzie Orual i Psyche Lewis chciał pokazać, jak odmienny może być los człowieka bogobojnego i niewiernego Tomasza wsłuchującego się w podszepty racjonalnej filozofii. Oczywiście ten drugi źle skończy i okryje się wstydem. Zastanawiam się, czym Orual bardziej zawiniła w oczach bogów: zdrowym rozsądkiem czy egoizmem? Przypuszczam, że bardziej potępiali to pierwsze. A przecież dawała im szansę, chciała w nich uwierzyć. Dlaczego jej tego nie ułatwili?&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- (...) Gdybym zamknęła oczy, uwierzyłabym, że ten jej pałac istnieje naprawdę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Lecz twoje oczy były otwarte i nie widziałaś go.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Ale czy nie myślisz, że istnieje prawdopodobieństwo - dajmy na to, jak jeden do stu - że są rzeczy, których zobaczyć nie możemy?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Z pewnością. Sprawiedliwość, Równość, Dusza, a także dźwięki muzyki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;- Dziadku, nie o tym myślałam. Jeśli są dusze, dlaczego nia miałyby mieć swego domu?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lis przeczesał palcami włosy w starym, znajomym geście nauczycielskiego niepokoju.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Dziecko - rzekł stanowczo - trudno mi uwierzyć, że po tylu latach nie masz nawet bladego pojęcia o tym, co znaczy słowo &lt;i&gt;dusza&lt;/i&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Wystarczająco dobrze wiem, co ty przez nie rozumiesz, dziadku. Ale czy ty, nawet ty, wiesz wszystko? Czy istnieją rzeczy - chodzi mi o to, co realne - których nie możemy zobaczyć?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Mnóstwo. Za naszymi plecami. To, co zbyt dalekie. I wszystko, gdy jest dość ciemno. [str. 168-169, fragment rozmowy Orual i Lisa]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście Lis, grecki niewolnik, nauczyciel córek króla, musiał to wszystko potem odszczekać. Zastanawiam się, czy nie był aby alter ego autora, który przez pewien czas był ateistą, by potem wrócić na łono kościoła.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chciałabym podkreślić, że to moja subiektywna interpretacja utworu, przefiltrowana przez pryzmat mojego światopoglądu. Czytałam wypowiedzi osób, które odebrały tę historię zupełnie inaczej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Może łatwiej przełknęłabym te wszystkie morały, gdyby zakończenie było trochę bardziej wieloznaczne. Niemal do samego końca wszystko było jeszcze możliwe - nie byłam pewna, czy w świecie wykreowanym przez Lewisa bogowie to wymysł kapłanów, czy prawdziwe byty, ale finał nie pozostawia, niestety, wątpliwości. Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zachęcam do sięgania po "Dopóki mamy twarze", ale i stanowczo tego nie odradzam. Książka należy do tych łatwo przyswajalnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Na &lt;a href="http://www.esprit.com.pl/index.php/s/karta/id/90"&gt;&lt;b&gt;stronie wydawnictwa&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; można zapoznać się z fragmentem książki (po kliknięciu w niebieski przycisk "Przeglądaj Książkę").&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;***&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Dzień później. Zapomniałam wczoraj napisać&lt;i&gt;, &lt;/i&gt;że na stronie 319&lt;i&gt; &lt;/i&gt;znalazłam&lt;i&gt; &lt;/i&gt;zwrot "ubrałam ciemny płaszcz". Cóż to za plaga jakaś? Co na to korektor?&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-3987796233229435542?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/3987796233229435542/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/dopoki-mamy-twarze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/3987796233229435542'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/3987796233229435542'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/dopoki-mamy-twarze.html' title='DOPÓKI MAMY TWARZE'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-s7L61w4A680/TbnlnnHoYMI/AAAAAAAABPQ/RNj8JGA6Kpc/s72-c/dop%25C3%25B3kimamytwarze.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-2870817742625248853</id><published>2011-04-20T16:41:00.001+02:00</published><updated>2012-01-06T13:36:44.086+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Eseje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><title type='text'>EX LIBRIS. WYZNANIA CZYTELNIKA</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3bIsC4NP8uU/Ta7tCNFCmGI/AAAAAAAABPM/MNADWCzTZN8/s1600/exlibris.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="280" src="http://1.bp.blogspot.com/-3bIsC4NP8uU/Ta7tCNFCmGI/AAAAAAAABPM/MNADWCzTZN8/s320/exlibris.jpg" width="180" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tytuł: &lt;b&gt;Ex libris. Wyznania czytelnika&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Ex Libris. Confession of a Common Reader&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;Autorka: &lt;b&gt;Anne Fadiman&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze wydanie: 1998&lt;br /&gt;Tłumaczenie: &lt;b&gt;Hanna Pustuła, Paweł Piasecki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Opracowanie i noty: &lt;b&gt;Jan Gondowicz&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawnictwo: Znak&lt;br /&gt;ISBN: 978-83-240-1307-4&lt;br /&gt;Stron: &lt;b&gt;185&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: &lt;b style="color: red;"&gt;4/5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Zaczęłam pisać &lt;i&gt;Ex libris&lt;/i&gt;, gdy zdałam sobie sprawę, jakie to dziwne, że o książkach często pisze się tak jak o tosterach. Czy ta marka tostera jest lepsza niż tamta? Czy ten toster za 24,95 dolara to właściwy zakup? Ani słowa o tym, co mogę pomyśleć o moim tosterze dziesięć lat później i nic o czułości, jaką mogę wciąż darzyć stary egzemplarz. Ów model czytelnika jako konsumenta - do utrwalenia którego sama przyczyniłam się wieloma recenzjami - niemal zupełnie pomija coś, co uważam za istotę czytania: nie chęć nabycia nowej książki, ale to, jak podtrzymujemy związki ze starymi, tymi, które przebywają z nami od lat, z tymi których faktura, barwa czy zapach stały się nam tak bliskie, jak skóra naszych dzieci. [str. 8&lt;i&gt;&lt;/i&gt;]&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podejrzewałam to od jakiegoś czasu, a po przeczytaniu zbioru esejów Anne Fadiman jestem już całkowicie pewna - żadna ze mnie bibliofilka czy mól książkowy. Lubię czytać, wrażenia z lektur publikuję na blogu, między półkami w bibliotece czy księgarni&amp;nbsp; mogę chodzić godzinami, ale nie traktuję konkretnych egzemplarzy książek tak osobiście. Wyjątek robię tylko dla mojej "Ani z Zielonego Wzgórza", moich "Dumy i uprzedzenia", moich "Mistrza i Małgorzaty" oraz mojego "Imienia róży". Tę ostatnią książkę mam w dwóch wydaniach: kieszonkowym PIW-u oraz zwykłym z Kolekcji Gazety Wyborczej. Egzemplarz kieszonkowy czytałam wiele razy, drugi przeleżał kilka lat u mojej siostry, która w międzyczasie zdążyła czymś go oblać. I choć ten drugi jest wygodniejszy, choćby dlatego, że przypisy znajdują się na dole strony, a nie na końcu książki, to jednak wolę ten pierwszy. Zaczęłam przeglądać kiedyś wersję z GW i jestem niemal pewna, że w kilku miejscach odrobinę (na niekorzyść) różni się od wydania PIW-u. Muszę to dokładniej sprawdzić. (Ależ ja jestem egocentryczna - miałam pisać o "Ex libris", a piszę o sobie...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Anne Fadiman kieruje swoje eseje do osób, dla których czytanie to religia, styl życia i styl bycia&lt;/b&gt;. Ja się do takich ludzi nie zaliczam, nie potrafiłam zatem w stosownych momentach podzielać uczuć i entuzjazmu autorki. Przytacza ona historię znajomych swoich znajomych, którzy na kilka miesięcy wynajęli dom dekoratorowi wnętrz. Poustawiał on ich książki według koloru i formatu. "&lt;i&gt;Wkrótce potem ów dekorator zginął w wypadku samochodowym. Muszę wyznać, że zebrani przy stole jednomyślnie orzekli, iż sprawiedliwości stało się zadosć&lt;/i&gt;". [str. 13] No cóż, ja jednak wyżej niż przedmioty cenię ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Coś mnie jednak z autorką łączy: zapędy korektorskie&lt;/b&gt;. Oczywiście nie mogę się równać z rodziną Fadimanów ani pod względem determinacji (nie wycinam z gazet artykułów, w których popełniono błędy, i nie szukam literówek w instrukcjach obsługi różnych urządzeń), ani niezbędnej po temu wiedzy. W dodatku czasami dość dowolnie stosuję zasady interpunkcji, ale tylko na blogu:). Natomiast kiedy zauważę błąd w słowie drukowanym albo usłyszę w telewizji lub radiu, to nie posiadam się z oburzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Bardzo mi się spodobały niektóre metafory Anne Fadiman&lt;/b&gt;. Np. swój uporządkowany księgozbiór porównywała do ogrodu francuskiego, bałagan na półkach męża - do angielskiego, natomiast stosunek do książek - do miłości dworskiej i zmysłowej.&lt;br /&gt;Brat autorki został upomniany przez hotelową pokojówkę, ponieważ odłożył książkę grzbietem do góry.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Przez następnych trzydzieści lat dojrzewała we mnie świadomość, że tak jak człowieka można kochać na więcej niż jeden sposobów, tak istnieje więcej niż jeden sposób kochania książek. Pokojówka wierzyła w miłość dworską. Fizyczna istota książki była dla niej święta, jej forma nierozdzielna z treścią; kochanek winien jej platoniczne uwielbienie i szlachetne, acz z góry skazane na niepowodzenie wysiłki zachowania po wieczne czasy stanu nieskazitelnej czystości, w jakim książka opuściła księgarnię. Rodzina Fadimanów wierzyła w miłość zmysłową. Dla nas święte były &lt;i&gt;słowa&lt;/i&gt; książki - ale służące im papier, tkanina, karton, klej, nici i farba drukarska stanowiły zaledwie naczynie, i wolno było obchodzić się z nimi tak rozpustnie, jak dyktowała żądza lub pragmatyzm, bez obawy popełnienia świętokradztwa. Bezlitosne używanie nie świadczyło o braku szacunku, lecz o zażyłości. [str. 50]&lt;/blockquote&gt;Ja preferuję jednak miłość dworską. W dzieciństwie tyle razy słyszałam, że o książki trzeba dbać, że dziś po prostu nie jestem w stanie zaginać rogów czy bazgrać po nich długopisem. Ołówkiem - owszem, ale tylko w egzemplarzach własnych lub bibliotecznych. (Muszę się do czegoś przyznać: w wypożyczonej z biblioteki powieści &lt;b&gt;&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/04/to-nie-jest-kraj-dla-starych-ludzi.html"&gt;"To nie jest kraj dla starych ludzi"&lt;/a&gt; &lt;/b&gt;dopisałam na marginesie, że pewien akapit został bardzo źle przetłumaczony;)). W Polsce książki są relatywnie drogie, więc może dlatego traktuje się je u nas nieco inaczej. Z drugiej strony nie stronię od podjadania w trakcie lektury, ale na szczęście nie ma to na ogół wpływu na stan książki:).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Anne Fadiman upakowała w swoich esejach mnóstwo ciekawostek, związanych nie tylko z książkami. Ma bardzo dobry styl, jej teksty są błyskotliwe i świadczą o dużej erudycji&lt;/b&gt;. Oczywiście autorka nawiązuje przede wszystkim do literatury amerykańskiej i angielskiej, ale pod każdym esejem znajdują się &lt;b&gt;&lt;i&gt;Dopowiedzenia&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; Jana Gondowicza, które umożliwiają połapanie się w aluzjach.&lt;br /&gt;Niektóre teksty czytałam z większym zainteresowaniem, inne z mniejszym, a najbardziej spodobały mi się: "Zaślubiny księgozbiorów", "Moja Specjalna Półka", "Być Tam"&amp;nbsp; oraz "Imperatyw katalogiczny". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Ex libris" nie jest arcydziełem, pozostaje jednak książką bardzo dobrą i na pewno zachwyci każdego prawdziwego bibliofila. Mnie trochę zmęczyła, chyba za dużo w niej, jak na mój gust, różowości, której autoironia Anne Fadiman nie zdołała zrównoważyć&lt;/b&gt;. Radzę podzielić lekturę tej książki na kilka etapów.&lt;br /&gt;Poza tym przeżyłam małe rozczarowanie, a może raczej zadziwienie, kiedy przeczytałam w &lt;i&gt;Podziękowaniach&lt;/i&gt;, że niektóre z przytoczonych przez autorkę ciekawostek "odgrzebywali i sprawdzali" dla niej inni ludzie; byłam przekonana, że zaczerpnęła je sama ze swojego pokaźnego ksęgozbioru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwykle o tym nie piszę, ale w przypadku tej książki nie mogę o tym nie wspomnieć - &lt;b&gt;jest ślicznie wydana&lt;/b&gt; (choć szlaczek wokół tekstu na każdej stronie można było sobie darować). Nad bijący po oczach zimno-biały papier przedkładam kremowy, a w "Ex libris" uzewnętrzniają się wszystkie jego zalety.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-2870817742625248853?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/2870817742625248853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/ex-libris-wyznania-czytelnika.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2870817742625248853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2870817742625248853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/ex-libris-wyznania-czytelnika.html' title='EX LIBRIS. WYZNANIA CZYTELNIKA'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-3bIsC4NP8uU/Ta7tCNFCmGI/AAAAAAAABPM/MNADWCzTZN8/s72-c/exlibris.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-7531703191408072571</id><published>2011-04-18T23:11:00.001+02:00</published><updated>2011-04-19T13:23:57.151+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'>Wiosenne przesilenie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczęłam "Ex Libris" Fadiman, "Na plebanii w Haworth" Przedpełskiej-Trzeciakowskiej i "Raj utracony" Miltona. Najlepiej idzie mi czytanie "Raju utraconego", mimo że jest to lektura powtórna. Milton miejcami nudzi straszliwie, ale niektóry fragmentu jego poematu są genialne.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak się sprawy mają, więc wątpię, czy zdążę coś napisać o którejś z tych książek przed wyjazdem na święta (może się wyrobię z Fadiman, bo to najkrótsze). Nie mogę się ostatnio skoncentrować na czytaniu, wciąż mnie coś wybija z rytmu, a tu jeszcze mama mnie straszy, że będę musiała piec jakieś placki. Może chce kogoś otruć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obejrzałam właśnie pierwszy odcinek &lt;a href="http://www.filmweb.pl/serial/Gra+o+tron-2011-476848"&gt;&lt;b&gt;serialu "Gra o tron"&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; na podstawie powieści George'a R.R. Martina. Bez fajerwerków, ale nie jest źle. Spodobała mi się zwłaszcza Emilia Clarke jako Daenerys. Natomiast Winterfell wygląda jakoś dziwnie. chodzi mi konkretnie o wieże zamku. Nie przypominam też sobie, żeby ciała Dzikich w wiosce za murem były porozrywane - to jest po prostu nielogiczne. Poza tym szczegółem twórcy serialu dość wiernie trzymają się pierwowzoru. Czekam niecierpliwie na kolejne odcinki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszy raz słyszę o obchodzeniu &lt;b&gt;rocznicy pogrzebu&lt;/b&gt;. Wydaje mi się to niepotrzebne i dziwiaczne, bo przecież kilka dni temu obchodzono &lt;b&gt;rocznicę śmierci &lt;/b&gt;osób zmarłych w wyniku katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. No ale cóż, niektórzy lubią celebrować celebrację. Jeszcze jedna okazja, żeby pokazać się elektoratowi z zafrasowaną losami Polski miną i poudawać, że chodzi o ideały, a nie o kasę i stołki. Co poniektórzy pewnie żałowali, że koło kościoła Mariackiego albo Wawelu nie poustawiano barierek, przez które można by widowiskowo przeskakiwać, poprzepychać się trochę z ochroną czy strażą miejską, a potem&amp;nbsp; chwalić się ranami odniesionymi w bohaterskim boju... Za ojczyznę, w błyskach fleszy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;PO nie musi mnie straszyć PiS-em - już się ich boję. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W &lt;b&gt;empiku&lt;/b&gt; dziś i jutro można kupić książki z &lt;b&gt;rabatem 30%&lt;/b&gt;. Promocja dotyczy książek zamawianych przez internet, przy czym zamówienie musi opiewać na kwotę większą nić 50 zł. [&lt;a href="http://www.empik.com/swiatowy-dzien-ksiazki?utm_source=empik_wlasne&amp;amp;utm_medium=tina_sg&amp;amp;utm_campaign=sdk"&gt;źródło&lt;/a&gt;]&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wypadałoby napisać coś o świętach, a przy okazji dam upust swojemu wrodzonemu sentymentalizmowi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy ja i moja siostra byłyśmy małe, tzn. miałyśmy około 5-6 lat, często zostawałyśmy same w domu. Widocznie rodzice nie bali się, że możemy go podpalić albo zalać... Zbliżały się święta wielkanocne, więc wpadłyśmy na genialny pomysł: postanowiłyśmy zrobić pisanki, co najmniej tak śliczne jak te pokazywane w telewizji. Wzięłyśmy jajka z lodówki i zaczęłyśmy je ozdabiać - oklejałyśmy je kolorową włóczką, malowałyśmy mazakami... Starałyśmy się bardzo. Wszystko na darmo. Niby skąd miałyśmy wiedzieć, że te jajka trzeba najpierw ugotować?? Niestety trzeba je było wyrzucić i całe nasze poświęcenie poszło na marne:(. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-7531703191408072571?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/7531703191408072571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/wiosenne-przesilenie.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7531703191408072571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7531703191408072571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/wiosenne-przesilenie.html' title='Wiosenne przesilenie'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-8105578210684788858</id><published>2011-04-13T13:27:00.004+02:00</published><updated>2011-08-01T15:47:46.190+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>ZŁA KREW</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-WHuKhj2ezag/TaRrPDRSMcI/AAAAAAAABO4/21RBWJFRMng/s1600/z%25C5%2582akrew.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-WHuKhj2ezag/TaRrPDRSMcI/AAAAAAAABO4/21RBWJFRMng/s1600/z%25C5%2582akrew.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Zła krew&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Grzegorz Gortat&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2009&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-10-11688-8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 250&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytałam na blogach parę pozytywnych recenzji książek Grzegorza Gortata i już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem przeczytania jednej z nich. Wypożyczyłam akurat "Złą krew" przypadkowo, nie patrząc nawet na blurb. Przeczytałam go dopiero po powrocie z biblioteki i wtedy moja ciekawość jeszcze wzrosła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Opowieść subiektywna - jak w przypadku każdej próby przywołania przeszłości, gdy żal za czasem bezpowrotnie minionym przeplata się z pretensjami do historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zważywszy, że czas potrafi zniekształcić odciśnięte w pamięci wydarzenia, a obiektywizm pisarza na przekór jego intencjom nader chętnie ulega podszeptom wyobraźni, uznałem za stosowne nadać bohaterom, narratora nie wyłączając, fikcyjne imiona i nazwiska. [fragment opisu na okładce]&lt;/blockquote&gt;A więc powieść w dużej mierze autobiograficzna. Autor urodził się dokładnie w tym samym roku, w którym na świat przyszedł mój tata, choć okres dzieciństwa wspominają zupełnie inaczej - Grzegorz Gortat dorastał w Łodzi, a mój tata w zabitej dechami kieleckiej wsi, przez którą nawet pekaes nie jeździł, co nikogo specjalnie nie dziwiło, bo na biegnącej przez ową wieś drodze asfalt pojawił się dopiero jakieś dziesięć lat temu. Co tam asfalt. Na podwórzu u mojego dziadka/wujków i cioci jeszcze do początku lat dziewięćdziesiątych stała, jak to się mówiło, stara chałupa, kryta strzechą, w której nocowaliśmy, kiedy przyjeżdżaliśmy na dwutygodniowe wakacje. I tu mogłabym Wam dokładnie opisać, jak ten dom wyglądał, bo pod wpływem książki Grzegorza Gorata zebrało mi się na wspomnienia, ale autor ma ciekawsze i bardziej szczegółowe, więc może przejdę do omawiania moich wrażeń z lektury:).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę, jak zwykle, od fabuły. Michał Bodler, w którym można się domyślać alter ego autora, urodził się w 1957 roku. Jego rodziców połączył raczej przypadek niż wielka miłość, a alkoholizm i bumelanctwo ojca poskutkowały rozwodem. Michał zamieszkał wraz z matką. Zofia Bodler troszczyła się przede wszystkim o to, żeby syn nie wdał się w ojca, który w końcu wylądował w więzieniu.&lt;br /&gt;Dziś w dużych miastach każdy żyje osobno, wtedy o prawie do prywatności nikt chyba jeszcze nie słyszał - wszyscy stanowili część lokalnej społeczności i znajdowali się stale pod obserwacją sąsiadów, a każde choćby odrobinę niecodzienne wydarzenie musiało być omówione i osądzone przez konsylium złożone ze wszystkich mieszkańców kamienicy. Malowniczy to był tłumek, więc na ich przykładzie autor mógł pokazać różnorodny stosunek zwykłych &amp;nbsp;Polaków do ówczesnej rzeczywistości (szczególną sympatią zapałałam do pani Graczyk).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowieść Michała rozpoczyna się w 1962 roku, kończy latem 1968. Chłopiec przytacza nie tylko wspomnienia o sobie, rodzinie i kolegach, ale napomyka również o większości istotnych wydarzeń z tego okresu, np. o śmierci J.F. Kennedy'ego, Gagarina, wojnie w Wietnamie, wizycie de Gaulle'a czy o wydarzeniach marcowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim bohaterem powieści jest Jochanan Fajner. Przyszedł na świat w 1906 roku, więc teoretycznie nie bardzo nadawał się na przyjaciela Michała, ale łączyło ich coś, co pozwalało pokonać różnice pokoleniowe: zła krew. W chłopcu krążyła krew ojca - pijaka i lekkoducha; spodziewano się, że pójdzie w jego ślady. W Fajnerze - żydowska, co jeszcze niedawno, w czasie wojny, oznaczało wyrok śmierci. On jej uniknął, jego najbliżsi nie.&lt;br /&gt;Kiedyś był cenionym, również za granicą, pisarzem i krytykiem. Potem trafił do Sonderkommando w Oświęcimiu i pracował przy przewożeniu zagazowanych ciał do krematorium. Po wojnie wrócił do Łodzi, mieszkał niedaleko Michała. Spotykał go powszechny ostracyzm, właściwie z nikim nie rozmawiał, okoliczni mieszkańcy straszyli nim dzieci.&lt;br /&gt;Michał czuł się czasami niemal równie wyobcowany, więc zrozumienia szukał właśnie u pana Jochanana. Fajner opowiadał chłopcu o swoim dzieciństwie na łódzkich Bałutach, o środowisku żydowskich intelektualistów w Warszawie, o Oświęcimiu.&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że największą korzyścią, jaką Michał odniósł z tych rozmów, było przekonanie, że w każdych okolicznościach można być sobą, że żadne piętna narzucone człowiekowi przez społeczeństwo nie mają &lt;i&gt;decydującego&lt;/i&gt; wpływu na to, kim się jest. Przypuszczam, że tę lekcję chłopiec zrozumiał trochę później, ale jednak zrozumiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;"Zła krew" to zbiór ułożonych w miarę chronologicznie wspomnień osoby dorosłej. Brakowało mi trochę jakiegoś motywu przewodniego, czegoś, co trochę mocniej wiązałoby poszczególne wydarzenia. Może mogłaby to być postać Jochanana, gdyby jego zapiski albo rozmowy z Michałem pojawiały się częściej w mniejszych dawkach.&lt;br /&gt;Książka wydaje się miejscami nie tyle opowieścią o dzieciństwie i dorastaniu, co raczej kroniką wydarzeń politycznych. Autor przytacza fragmenty artykułów z ówczesnej prasy albo cytuje przemówienia Gomułki. Miejscami wypada to trochę nienaturalnie, ale w ogóle nie psuje przyjemności czytania. Grzegorz Gortat ma, jak to się mówi, bardzo lekkie pióro, więc nawet kiedy pisze o tragedii, robi to w sposób wyważony. Kartki książki przewracają się same.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypuszczam, że nie wszystkie opisane tu wydarzenia rzeczywiście miały miejsce, że nie wszystkie rozmowy przytoczone są dosłownie, ale uważam, że udało się autorowi oddać ducha tamtych czasów. Zdjęcia niektórych miejsc i pierwowzorów niektórych bohaterów (oraz nawiązujące do nich cytaty) można obejrzeć na &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.grzegorzgortat.pl/nowy.html"&gt;stronie Grzegorza Gortata&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa jestem, czy ktoś podobny do powieściowego Jochanana Fajnera rzeczywiście istniał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Edycja&lt;/b&gt;: zapomniałam wcześniej napisać, że bardzo mi się spodobał ostatni akapit. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-8105578210684788858?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/8105578210684788858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/za-krew.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8105578210684788858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/8105578210684788858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/za-krew.html' title='ZŁA KREW'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-WHuKhj2ezag/TaRrPDRSMcI/AAAAAAAABO4/21RBWJFRMng/s72-c/z%25C5%2582akrew.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1700326914085606608</id><published>2011-04-10T21:22:00.003+02:00</published><updated>2011-04-16T18:49:06.107+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='3'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>TO NIE JEST KRAJ DLA STARYCH LUDZI</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ABDhrCrOApc/TaHcXPJ-7II/AAAAAAAABOk/XDrfkRSCb94/s1600/toniejestkrajdlastarychludzi.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-ABDhrCrOApc/TaHcXPJ-7II/AAAAAAAABOk/XDrfkRSCb94/s1600/toniejestkrajdlastarychludzi.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: To nie jest kraj dla starych ludzi&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;No Country for Old Men&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Cormac McCarthy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2005&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Robert Bryk&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Prószyński i S-ka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7469-643-2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 238&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span style="color: red;"&gt;3+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew temu, co napisano w blurbie, to nie jest "wstrząsająca historia wojny, która toczy się w środowisku handlarzy narkotyków". Ten wątek jest stale obecny, właściwie cała opowieść zaczyna się od krwawych porachunków między gansterami z pogranicza Stanów Zjednoczonych i Meksyku, ale wydaje mi się, że celem Cormaca McCarthy'ego było raczej pokazanie jego kraju w okresie przełomu. Zresztą wskazuje na to tytuł zaczerpnięty, jak czytałam, z wiersza Yeatsa pt. "Sailing to Byzantium".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Akcja książki toczy się w 1980 roku w Teksasie. Starsi ludzie wspominają dawne, dobre czasy; nowych nie rozumieją, nowych się boją. Obserwują upadek obyczajów, wzrastającą przestępczość, zanik wartości i moralności, których miejsce zajmuje kult pieniądza. Nie wiedzą, dokąd to wszystko zmierza, ale są pewni, że do niczego dobrego. Mogą być tylko biernymi świadkami zmian.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uEM3spCbYM0/TaHfFBozatI/AAAAAAAABOo/hH8feXYh4K0/s1600/toniejestkrajdlastarychludzi1.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-uEM3spCbYM0/TaHfFBozatI/AAAAAAAABOo/hH8feXYh4K0/s1600/toniejestkrajdlastarychludzi1.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tommy Lee Jones jako szeryf Bell&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Jednym z nich był szeryf hrabstwa &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Terrell_County,_Texas"&gt;Terrell&lt;/a&gt; Ed Tom Bell. Strzelanina, o której wspomniałam, wydarzyła się na jego terenie. Narkotyki i pieniądze zniknęły z miejsca zbrodni, zostały tylko trupy, martwy pies, podziurawione samochody i łuski po nabojach. Żadnych świadków. Szeryf Bell raczej nie oczekiwał, że znajdzie sprawców, ale starał się wyjaśnić tę sprawę, zwłaszcza że zaplątał się w nią Moss, mieszkaniec jego hrabstwa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moss nie brał udziału w tej jatce, przypadkowo znalazł się tam, kiedy było już po wszystkim, i zabrał stamtąd walizkę z mnóstwem pieniędzy. Szybko zorientował się, że ktoś go intensywnie szuka i że nie odpuści. Zdał sobie sprawę, że może już zawsze będzie musiał uciekać. Do odzyskania pieniędzy wynajęto Antona Chigurha, psychopatycznego i niesamowicie skutecznego mordercę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;"Droga" podobała mi się jednak bardziej, może dlatego, że z wiekiem z coraz mniejszą cierpliwością i wyrozumiałością podchodzę do truizmów, a bardziej cenię ciekawe historie i dobry styl. Owszem, ucieczka Mossa i pościg Chigurha trzymają w napięciu, autor miał kilka oryginalnych pomysłów (ta butla z tlenem...), ale to za mało, żebym uznała tę powieść za bardzo dobrą, zwłaszcza że niektóre jej elementy w ogóle mi nie odpowiadały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-cpniqQBK3_w/TaHgWDse90I/AAAAAAAABO0/pTTqB2Rbu48/s1600/toniejestkrajdlastarychludzi3.jpeg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-cpniqQBK3_w/TaHgWDse90I/AAAAAAAABO0/pTTqB2Rbu48/s1600/toniejestkrajdlastarychludzi3.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Josh Brolin jako Moss&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Każdy rozdział jest poprzedzony refleksjami szeryfa Bella, które brzmią trochę jak dydaktyczne pogadanki dla młodzieży. Moim zdaniem te wynurzenia należałoby nieco skrócić albo raczej wpleść w resztę tekstu. Kolejna sprawa - wątek narkotykowy jest strasznie pogmatwany i trudno się w nim zorientować, kiedy czyta się książkę po raz pierwszy, a w trakcie powtórnej lektury też nie jest to wcale łatwe. Wreszcie - styl. Wolałabym go nie oceniać, bo podejrzewam, że książka &lt;b&gt;mogła&lt;/b&gt; dużo stracić w tłumaczeniu. Weźmy choćby taki fragment, niemal sam początek powieści, który wydał mi sę zupełnie niezrozumiały, więc postanowiłam skonfrontować go z oryginałem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;The deputy left Chigurh standing in the corner of the office with his hands cuffed behind him while he sat in the swivelchair and took off his hat and put his feet up and called Lamar on the mobile.&lt;br /&gt;Just walked in the door. Sheriff he had some sort of thing on him like one of them oxygen tanks for emphysema or whatever. Then he had a hose that run down the inside of his sleeve and went to one of them stunguns like they use at the slaughterhouse. Yessir. Well that's what it looks like. You can see it when you get in. Yessir. I got it covered. Yessir. [źródło: &lt;a href="http://www.amazon.com/Country-Old-Men-Vintage-International/dp/0307387135/ref=sr_1_1?s=books&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;qid=1302450207&amp;amp;sr=1-1"&gt;amazon.com&lt;/a&gt;]&lt;/blockquote&gt;Pan Robert Bryk przetłumaczył to tak:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Zastępca szeryfa zostawił skutego Chigurha w kącie, a potem usiadł na obrotowym krześle, zdjął kapelusz, oparł stopy na blacie biurka i z komórki zadzwonił do Lamara.&lt;br /&gt;Szeryf właśnie wyszedł. Zastępca nosił przy sobie butlę z tlenem, taką, jakiej się używa przy rozedmie płuc czy innych chorobach. W rękawie miał rurkę połączoną z pistoletem do uśmiercania zwierząt w rzeźni.&lt;br /&gt;- No. Jestem tym, na kogo wyglądam. Zobaczysz, jak przyjdę. No. Ukrywam to. No. [str. 9]&lt;/blockquote&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-r6OHWFK7udQ/TaHfa-tjzrI/AAAAAAAABOs/ngsBPgy7CGY/s1600/toniejestkrajdlastarychludzi2.jpeg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-r6OHWFK7udQ/TaHfa-tjzrI/AAAAAAAABOs/ngsBPgy7CGY/s1600/toniejestkrajdlastarychludzi2.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Javier Bardem jako Chigurh&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Nie władam biegle językiem angielskim, ale zdołałam się zorientować, że fragment od "just walked" do "yessir" odnosi się do rozmowy telefonicznej (choć&amp;nbsp; po "sheriff" powinien być chyba przecinek). Poza tym te zdania w przekładzie pana Bryka w ogóle nie mają sensu. To nie zastępca szeryfa nosił tę butlę z tlenem i ten specjalny pistolet, ale Chigurh!!! &lt;br /&gt;Nie przejrzałam pod tym kątem całego tekstu, ale skoro już na początku przekładu jest taka skandaliczna wpadka, to mam prawo podejrzewać, że jest ich więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cormac McCarthy wrzuca czytelników w sam środek opowiadanej historii, nie ma tu żadnego zarysu sytuacji czy choćby jakiegoś przedstawienia bohaterów i dlatego niekiedy odnosiłam wrażenie, że czytam scenariusz. Zresztą bracia Coen zrobili naprawdę niezłą&amp;nbsp; i bardzo wierną (oprócz końcówki) &lt;a href="http://www.filmweb.pl/To.Nie.Jest.Kraj.Dla.Starych.Ludzi"&gt;ekranizację&lt;/a&gt;, z której pochodzą zamieszczone tu zdjęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Właściwie polecam tę książkę, ale doradzam raczej czytanie jej w oryginale albo innym tłumaczeniu, jeśli się kiedyś takowe pojawi&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ta część wpisu przeznaczona jest dla osób, które lekturę książki "To nie jest kraj dla starych ludzi" mają już za sobą.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szeryf Bell &amp;nbsp;i Ellis to przedstawiciele starych czasów, zastanawiam się jednak, kto uosabia nowe. Moss i jego żona chyba jednak nie - są raczej pokoleniem przejściowym. Może ci dwaj chłopcy, którzy pomogli Chigurhowi rannemu w wypadku samochodowym? I ten, o którym Bell wspomina na początku, a który został skazany na karę śmierci?&lt;br /&gt;Pytanie, kim jest Chigurh? W oryginale Bell mówi o nim: "a true and living prophet of destruction" (w polskim przekładzie: "prawdziwy demon zła"...). Więc? Ma być zapowiedzią tego, co nastąpi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bell i Chigurh różnią się diametralnie, ale między nimi są i podobieństwa: obaj to ludzie z zasadami (&lt;i&gt;nieco&lt;/i&gt; odmiennymi), obaj liczą się ze zmarłymi (Bell wciąż wraca pamięcią do kolegów, którzy zginęli w czasie II wojny światowej, Chigurh dotrzymuje słowa danego Mossowi, choć ten już nie żyje). I ptaki. Jest taka scena, w której Bell zauważył na drodze martwego jastrzębia i przeniósł go na pobocze, żeby nie rozjechały go ciężarówki. (Sam chyba nie chciał upodabniać się do tych ptaków, które giną na autostradach, bo zbyt koncentrują się na polowaniu - może dlatego rzucił posadę?). Ciekawa jestem, czy kilkadziesiąt stron dalej Chigurh (który też niedawno spostrzegł swoje ograniczenia) celowo strzelił w balustradę mostu, na której usiadł jakiś ptak, czy może po prostu chybił (w co raczej nie wierzę)? Każda z tych opcji może go postawić w trochę innym świetle, chociaż zawsze pozostanie psychopatycznym mordercą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dają mi spokoju te komórki (w oryginale: "mobile"). W 1980 roku chyba nawet w Stanach nie posługiwano się telefonami komórkowymi, więc powinno się to chyba jakoś inaczej przetłumaczyć albo chociaż zaznaczyć to w przypisie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1700326914085606608?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1700326914085606608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/to-nie-jest-kraj-dla-starych-ludzi.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1700326914085606608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1700326914085606608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/to-nie-jest-kraj-dla-starych-ludzi.html' title='TO NIE JEST KRAJ DLA STARYCH LUDZI'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ABDhrCrOApc/TaHcXPJ-7II/AAAAAAAABOk/XDrfkRSCb94/s72-c/toniejestkrajdlastarychludzi.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1625687499138046251</id><published>2011-04-05T21:10:00.008+02:00</published><updated>2011-04-16T20:29:28.784+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stylist(k)a'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>AUSTERIA</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-wFQ7hadx_yc/TZtoMcJTY3I/AAAAAAAABOg/SFjzX2X-hWY/s1600/austeria.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-wFQ7hadx_yc/TZtoMcJTY3I/AAAAAAAABOg/SFjzX2X-hWY/s320/austeria.jpg" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Austeria&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Julian Stryjkowski&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1966&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: POLITYKA Spółdzielnia Pracy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: Polska literatura współczesna, tom IV&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-61174-85-1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 166&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek I wojny światowej. Galicyjskie miasteczko, niedaleko granicy austriacko-rosyjskiej. Jego mieszkańcy obawiają się nadciągających Kozaków - wspominają czasy powstań Chmielnickiego. Blady strach pada przede wszystkim na kobiety i na Żydów.&amp;nbsp;Niektórzy już wyjechali, inni wyjeżdżają, ale większość wciąż się waha.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żydowscy uciekinierzy wstępują po drodze do&amp;nbsp;znajdującej się tuż za miastem&amp;nbsp;austerii pana Taga. Tu można jeszcze naradzić się z sąsiadami, wysłuchać najnowszych doniesień, a raczej plotek. Stąd jeszcze można zawrócić. Nikt nie chce wyjeżdżać, porzucać domu i interesu, ale wydaje się, że innego wyjścia nie ma. Ruszają dalej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pieszo daleko nie zaszli, drogę odcięły im wrogie wojska.&amp;nbsp;Kozacy dotarli też do miasteczka, zaczęło się grabienie dobytku, widać było łunę pożaru. Uciekinierzy postanawiają przeczekać noc w karczmie starego Taga. Są to przede wszystkim drobni przedsiębiorcy wraz z rodzinami, a oprócz nich grupka chasydów ze swoim cadykiem. Trwają w zawieszeniu, czekają na wieści z miasteczka, modlą się, wreszcie zasypiają. Ale nie wszyscy. Przed wschodem słońca jeszcze sporo się wydarzy - trochę tragedii, trochę komedii, dużo zamieszania, jak to w życiu, jak to na wojnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy, nie podobała mi się. Trudno było mi śledzić bieg wydarzeń, bo choć fabuła obejmuje właściwie tylko mniej więcej dobę, to oprócz tego powieść zawiera sporo dłuższych retrospekcji. Co więcej, narratorem jest przeważnie karczmarz Tag, ale autor&amp;nbsp;od czasu do czasu&amp;nbsp;powierzał tę funkcję również innym postaciom, przy czym moment zmiany narracji bywa trudny do uchwycenia. To jeszcze nie wszystko - narracja miesza się niekiedy z dialogiem i nie zawsze można być do końca pewnym, które zdania autor danej wypowiedzi mówi na głos, a o których tylko myśli. Zaczęłam się w tym wszystkim orientować dopiero pod koniec, więc postanowiłam przeczytać "Austerię" raz jeszcze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To był dobry pomysł. Rozgryzłam zawiłości formalne, więc mogłam skupić się teraz na postaciach. Większość z nich jest bardzo charakterystyczna - nieszczęśliwie zakochany chłopiec, żona zdradzająca naiwnego męża, pobożny cadyk, socjalizujący szewc, wyrozumiały ksiądz... wreszcie Tag - dbający o gości, łagodzący spory, zabawiający się wieczorami z pracującą u niego prostą "dziewczyną od krów" - pobożny grzesznik, wątpiący wierzący, zwykły człowiek, który jednak potrafi zdobyć się na poświęcenie, może po to, by spróbować uratować choć cząstkę świata niszczonego przez wojnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka też chyba jest próbą zachowania pamięci - o Żydach i ich kulturze, która dla Polaków urodzonych po II wojnie światowej jest zupełnie obca; widujemy ją w filmach, ale raczej zagranicznych. &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Julian_Stryjkowski"&gt;Julian Stryjkowski&lt;/a&gt; był Żydem, urodził się w 1905 roku &amp;nbsp;w Stryju (dziś jest to miasto ukraińskie)&amp;nbsp;jako Pesach Stark. Być może wplótł w tę powieść swoje wspomnienia. W każdym razie na pewno nie miał problemu ze stylizacją tekstu na język charakterystyczny dla tej społeczności.&lt;br /&gt;Społeczności dla mnie trochę egzotycznej. Zaskoczyła mnie ogromna troskliwość dorosłych wobec dzieci, nawet obcych, co wynikało zapewne z wysokiej śmiertelności wśród niemowląt. Ale szczęka mi opadła, kiedy pojawili się &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Chasydyzm_polski"&gt;chasydzi&lt;/a&gt;. Ich pobożność polegała w dużej mierze na afirmacji życia, co skutkowało ciągłymi śpiewami, modlitwami, tańcami i pomysłami takimi jak kąpiel nago w pobliskim strumieniu. Naturalnie wszystko to dotyczyło tylko mężczyzn, przyziemne sprawy spoczywały zatem na barkach ich żon.&lt;br /&gt;Szkoda, szkoda, że wszystko tak się potoczyło...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="300" src="http://www.youtube.com/embed/7F8njkvbsj4?rel=0" title="YouTube video player" width="350"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Austeria-1983-3971"&gt;ekranizacja "Austerii"&lt;/a&gt;, której jeszcze nie oglądałam, okaże się równie dobra jak sama powieść. Siłą książki jest niewątpliwie tematyka, język i klimat. Potencjalnym czytelnikom odradzam czytanie jej na raty - warto zapoznać się z nią w jeden długi wieczór, maksymalnie dwa. Zdecydowanie nie jest to książka odpowiednia do czytania w tramwaju czy autobusie.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Stary Tag zamknął drzwi. Przy czwartym złamanym schodku znowu się&amp;nbsp;zatrzymał na  chwilkę.  Nasłuchiwał. W izbie austerii wciąż odmawiano cichą&amp;nbsp;modlitwę Osiemnastu  Błogosławieństw. Na ulicy też było, dzięki Bogu, cicho.&amp;nbsp;Niech tylko minie pierwsza noc! W Dubiecku  chowano zmarłych  o dwunastej w&amp;nbsp;nocy. Kozacy Chmielnickiego zgwałcili wszystkie kobiety, a pół  miasta mężczyzn&amp;nbsp;zabili. Ludzie bali się w dzień wychodzić na ulicę. Opowiadanie to straszyło od&amp;nbsp;setek lat! Biedna Asia,  pierwsza ofiara! Już bym chciał ją widzieć pogrzebaną&amp;nbsp;według wszystkich  zwyczajów i nakazów.  Dziadek, błogosławiona jego pamięć,&amp;nbsp;jeździł aż do Bracławia do prawnuka &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Israel_Baal_Szem_Tow"&gt;BESZTA&lt;/a&gt;,  a babka, pokój jej  duszy,&amp;nbsp;prowadziła karczmę. Wtedy nie wstydzono się mówić karczma. Dziś mówi się&amp;nbsp;austeria. Gdy  umarła mu córka, dziadek zabronił żonie płakać. Umarły śmieje się&amp;nbsp;w swym sercu z  tych, co płaczą po  nim, jakby mówili do niego: Dobrze by było,&amp;nbsp;gdybyś żył jeszcze na tym świecie,  cierpiał wiele cierpień  i kosztował wiele&amp;nbsp;goryczy. Wierzymy, że tamten świat istnieje. A ten świat?  Gdzie jest ten świat?&amp;nbsp;Bo  to tutaj to piekło. Jaki to świat, skoro człowiek wisi na włosku na środku&amp;nbsp;morza, a dokoła huczy wicher aż pod samo serce nieba? Sam Bóg żałuje, gdy patrzy&amp;nbsp;na świat, i mówi: Po co  ja to zrobiłem! Teraz Bóg płacze i bije się w piersi.&amp;nbsp;Wszystko to razem trwać ma sześć tysięcy  lat. Chaos trwał dwa tysiące lat, nasz&amp;nbsp;świat będzie trwał dwa tysiące lat, od nadejścia Mesjasza do  końca świata też&amp;nbsp;będzie  dwa tysiące lat. Więc sam chaos trwał tyle! Co dobrego mogło z tego&amp;nbsp;wyróść!  Człowiek, który nosi  w sobie samym pułapkę na grzech: oczy i serce&amp;nbsp;- narzędzia pokusy i zła. Zło jest  podnóżkiem dobra?  Tak mówią niektórzy. Nie.&amp;nbsp;Zło jest najniższym stopniem dobra? Nie. Jak ziarno  jest złe, to i kłos jest&amp;nbsp;niedobry. Jak człowiek może być dobry? Świat ma być gorzkim lekarstwem? Bóg jest&amp;nbsp;niedobrym lekarzem. Przecież mógł dać ludziom słodkie lekarstwo. Cuda to są&amp;nbsp;łaty, którymi  święci próbowali naprawiać świat. Twój dziurawy świat! [str. 78-79]&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1625687499138046251?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1625687499138046251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/austeria.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1625687499138046251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1625687499138046251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/austeria.html' title='AUSTERIA'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-wFQ7hadx_yc/TZtoMcJTY3I/AAAAAAAABOg/SFjzX2X-hWY/s72-c/austeria.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-3586831976726007818</id><published>2011-04-03T18:49:00.001+02:00</published><updated>2011-04-16T18:50:05.850+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Reportaż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>DOBRZY ŻOŁNIERZE</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-o1m2En-5pi0/TZiPM8V5oPI/AAAAAAAABOc/v_NL1WHByhc/s1600/dobrzy+%25C5%25BCo%25C5%2582nierze.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-o1m2En-5pi0/TZiPM8V5oPI/AAAAAAAABOc/v_NL1WHByhc/s1600/dobrzy+%25C5%25BCo%25C5%2582nierze.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Dobrzy żołnierze&lt;/b&gt; (The Good Soldiers)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Autor: David Finkel&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2009&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Jacek Szela&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo Dolnośląskie&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-245-9036-0&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Stron: 319&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie lubię czytać o wojnie i nie lubię oglądać filmów o tej tematyce. Może za dużo było tego rodzaju lektur w liceum. Może widziałam wtedy zbyt wiele kiepskich i tendencyjnych produkcji. W ubiegłym roku obejrzałam jednak jedną dobrą: &lt;b&gt;"Kompanię braci"&lt;/b&gt;. Serial zaskoczył mnie ogromnym &lt;b&gt;realizmem&lt;/b&gt;, pokazano w nim, że wojna polega na zabijaniu i umieraniu, często w okropnych męczarniach. Oczywiście tzw. wielcy tego świata uzasadniają sens walk patriotyzmem, dziejową koniecznością itd., ale przecież oni nigdy nie opuszczają swoich zacisznych gabinetów i nie nadstawiają karku. Nie muszą, nadstawiają cudze, wmawiają milionom młodych ludzi, że muszą walczyć dla jakichś - często wydumanych - idei. Wielu żołnierzy trzeźwieje dopiero na froncie, wielu łudzi się jednak nadal, że ich poświęcenie ma jakiś sens. (Owszem, czasami tak, ale na ogół - jak sądzę - nie).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Do sięgnięcia po książkę Davida Finkela zachęciło mnie to, że ten dziennikarz "Washington Post" pofatygował się do Iraku osobiście, spędził tam wśród żołnierzy batalionu 2-16 osiem miesięcy i opisał konflikt z ich perspektywy&lt;/b&gt;. Ciekawa byłam, w jakim tonie będzie utrzymana ta relacja: "jesteśmy Amerykanami, więc nikt nas nie pokona" czy może "byliśmy głupi, że daliśmy się na to namówić". Wydaje mi się, że nastroje dość szybko zaczęły pikować od tej pierwszej opcji do drugiej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skrót 2-16 oznaczał drugi batalion szesnastego pułku piechoty zespołu bojowego czwartej brygady piechoty Pierwszej Dywizji Piechoty. &lt;b&gt;Batalion liczył około ośmiuset żołnierzy, którymi dowodził podpułkownik Ralph Kauzlarich. Dowódca miał czterdzieści lat, średnia wieku podległych mu żołnierzy wynosiła 19 lat, a jeden z nich miał tylko 17 lat&lt;/b&gt;. Ta informacja trochę mnie zszokowała, byłam przekonana, że w tak niebezpieczne miejsca wysyłani są tylko doświadczeni żołnierze. Okazuje się, że wcale tak nie jest - dla większości tych chłopców była to pierwsza misja. W pełnym rynsztunku, w hełmach, kamizelkach, z karabinami wyglądali poważnie i groźnie, ale w książce zamieszczono również ich zdjęcia w samych mundurach - widać, że wielu z nich to jeszcze dzieciaki i niebezpieczne ulice Bagdadu to ostatnie miejsce, w którym powinni się znaleźć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście niektórzy znaleźli się tam, bo zawsze chcieli być żołnierzami, ale dla wielu była to po prostu najlepiej płatna praca, jaką mogli dla siebie znaleźć.&amp;nbsp;Czy jednak tak młodzi ludzie mogli w pełni świadomie podjąć decyzję o wyjeździe na tego rodzaju misję? Nie sądzę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Batalion 2-16 wyjechał do Iraku w ramach &lt;b&gt;strategii Surge&lt;/b&gt;, która polegała na wysłaniu tam dodatkowych 30000 żołnierzy w celu ustabilizowania sytuacji na tyle, by stopniowo sami Irakijczycy mogli przejąć rządy i zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom. Cel częściowo osiągnięto, ale nie ma przecież nic za darmo. &lt;b&gt;Przed upływem piętnastu miesięcy (tyle trwała misja batalionu) zginie 14 żołnierzy z 2-16, a wielu z nich odniesie rany&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;lub stanie się inwalidami&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red; font-weight: bold;"&gt;.&lt;/span&gt; Kiedy czytałam o dziewiętnastoletnim &lt;b&gt;Duncanie Crookstonie&lt;/b&gt;, który stracił obie nogi, prawe ramię, lewe przedramię, uszy, nos, powieki, a całą resztę ciała miał poparzoną, to naprawdę coś&amp;nbsp;ściskało mnie w gardle&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;Wyjechali z bazy przez silnie strzeżoną bramę główną i natychmiast znaleźli się na froncie wojny. Na normalnej wojnie front był linią, do której miało się nacierać i którą miało się przekroczyć, ale na tej wojnie wróg był wszędzie, linia frontu była wszędzie poza okalającymi bazę zasiekami i w każdym kierunku: w tym budynku, w tym mieście, w tej prowincji, w całym tym kraju, 360 stopni naokoło. [str. 45]&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Najgroźniejsze były miny&lt;/b&gt;. Mogły być ukryte w stercie śmieci, w progu spowalniającym, a nawet w martwym bawole. Poza bazą żołnierze poruszali się w konwojach złożonych z kilku pojazdów &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Humvee"&gt;humvee&lt;/a&gt;. Kiedy zamachowcowi udało się aktywować minę bezpośrednio pod jednym z nim, znajdujący się w środku żołnierze często odnosili bardzo poważne rany lub ginęli. Strzelcy, którzy obsługiwali wieżyczkę strzelniczą (tak jak na&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/File:Hmmwv-036.jpg"&gt; tym zdjęciu&lt;/a&gt;) ustawiali stopy jedna za drugą, a nie obok siebie, żeby w razie czego urwało im tylko jedną nogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Przez wszystkie te miesiące żołnierze żyli w ogromnym stresie, nie byli bezpieczni nawet w bazie, wydaje mi się jednak, że najbardziej dołowało ich patrzenie na śmierć kolegów&lt;/b&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ich odczucia i opinie na temat wojny, w której brali udział, bardzo kontrastowały z szumnymi przemówieniami wygłaszanymi przez prezydenta Busha w Waszyngtonie, cytowanymi na początku każdego rozdziału. Prezydent i ich dowódca twierdzili, że wygrywają tę wojnę, żołnierze byli innego zdania.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;- Czasami się zastanawiam, w jakim świecie żyją nasi przełożeni, iż myślą, że wygrywamy - powiedział raz Gietz. - Żaden z chłopaków w to nie wierzy - kontynuował. - Są bliscy załamania. Wystraszeni. Nie potrzebują propagandy. Oczekują zrozumienia. Potrzebują kogoś, kto im powie: "Ja też się boję". [str. 125]&lt;/blockquote&gt;Armia jako całość może rzeczywiście odnosiła sukcesy, ale wielu żołnierzy poniosło osobistą porażkę, choć w pełni ujawniło się to dopiero w domu, gdzie próbowali wrócić do normalnego życia. Nie każdemu się to udało.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;David Finkel pozostaje niewidoczny, powstrzymuje się od prezentowania własnych sądów, oddaje głos żołnierzom, pisze tylko o faktach i dlatego jego relacja, choć pozornie obojętna i surowa, poruszyła mnie i wciągnęła&lt;/b&gt;. Dzięki realizmowi książka skojarzyła mi się ze wspomnianym na początku serialem "Kompania braci".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobrze by było, gdyby zapoznali się z nią niektórzy politycy tak gorliwie wysyłający cudze dzieci na front oraz młodzi ludzie, którym się wydaje, że chcą być żołnierzami. Dobrzy żołnierze umierają tak samo jak ci źli.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mogę nie wspomnieć o tym, że tekst jest miejscami nieco "chropowaty", nie wiem - może zbyt dosłownie przetłumaczony z angielskiego? Nie utrudnia to w żaden sposób zrozumienia &amp;nbsp;treści, wydaje mi się jednak, że tłumacz, korektorka, redaktorka lub inna osoba odpowiedzialna za ostateczną wersję książki powinna się trochę bardziej postarać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;PS David Finkel opisuje w tej książce pewne wydarzenie, o którym głośno było w zeszłym roku, kiedy &lt;b&gt;WikiLeaks&lt;/b&gt; ujawniła to nagranie (w tym konkretnym filmiku jest tylko fragment):&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/gKqARP6N5OA?rel=0" title="YouTube video player" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Załoga śmigłowców sądziła, że to uzbrojona grupa rebeliantów, a okazało się, że wśród zabitych był pracujący dla Reutersa fotoreporter Namir Noor-Eldeen i jego pomocnik Saeed Chmagh.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od &lt;a href="http://www.publicat.eu/"&gt;Grupy Wydawniczej Publicat&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-3586831976726007818?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/3586831976726007818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/dobrzy-zonierze.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/3586831976726007818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/3586831976726007818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/04/dobrzy-zonierze.html' title='DOBRZY ŻOŁNIERZE'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-o1m2En-5pi0/TZiPM8V5oPI/AAAAAAAABOc/v_NL1WHByhc/s72-c/dobrzy+%25C5%25BCo%25C5%2582nierze.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-5430942615601285252</id><published>2011-03-29T23:08:00.001+02:00</published><updated>2011-04-16T18:50:57.197+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klub czytelniczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Księgarnie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prywatnie'/><title type='text'>Różne sprawy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To, że tu nie piszę, nie oznacza, że nie czytam:). Przeciwnie. Po prostu zaczęłam w ubiegłym tygodniu "Kobietę z wydm" Abe Kōbō, żeby się przygotować do dyskusji w&lt;b&gt; &lt;a href="http://czytankianki.blogspot.com/2011/03/klub-czytelniczy-odc-3-kobieta-z-wydm.html"&gt;Klubie czytelniczym&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; u Anny. Po 30 stronach tej opresyjnej i depresyjnej lektury byłam tak (czytelniczo) wyczerpana, że musiałam się zrelaksować &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2009/07/piesn-lodu-i-ognia.html"&gt;&lt;b&gt;"Pieśnią lodu i ognia"&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; George'a R.R. Martina. No, nie całą - tym razem opuściłam tom pierwszy ("Grę o tron"), a potem rozdziały dotyczące Catelyn Stark, bo ta bohaterka działa mi na nerwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fani cyklu na pewno już wiedzą, że April is coming;), tzn. 17 kwietnia w USA (w Polsce 18) HBO wyemituje pilot serialu. Sezon będzie się składał z 10 odcinków, a ja mam nadzieję, że powstaną kolejne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/8qJsSEnhsuI?rel=0" title="YouTube video player" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co prawda Jon Snow (jedna z moich ulubionych postaci) wygląda &lt;b&gt;ZUPEŁNIE&lt;/b&gt; inaczej niż to sobie wyobrażałam, no ale może jakoś to będzie. Zysk i S-ka wznowi, również w kwietniu, "Grę o tron" już z filmową okładką.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobno "A Dance with Dragons" ma się wreszcie w tym roku ukazać jakoś latem (po polsku pewnie w przyszłym roku). Oby:).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niedawno &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.publicat.eu/"&gt;Grupa Publicat&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; zaproponowała mi współpracę, a ja się zgodziłam. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Grupa skupia kilka wydawnictw, m.in Książnicę i Wydawnictwo Dolnośląskie, więc może prześlą mi coś ciekawego od czasu do czasu:). Na początek (oby nie okazał się końcem;)) wybrałam sobie reportaż z Iraku: &lt;a href="http://www.najlepszyprezent.pl/sklep/main.php?m=main&amp;amp;c=product&amp;amp;a=show&amp;amp;prodid=7254&amp;amp;dirid="&gt;"Dobrzy żołnierze" Davida Finkela&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Okazuje się, że książki zamówione w &lt;a href="http://merlin.pl/"&gt;merlin.pl&lt;/a&gt; można odebrać w księgarniach PWN (w Krakowie znajduje się ona w samym centrum) i nie ponosi się wtedy kosztu dostawy! I to podobno już od roku! A ja dowiedziałam się o tym dopiero kilka dni temu. Zamówiłam sobie&lt;a href="http://merlin.pl/Gustaw-Flaubert-w-niewoli-slowa-i-kobiet_Frederick-Brown/browse/product/1,597906.html"&gt; biografię Flauberta&lt;/a&gt; autorstwa Fredericka Browna za całe 10 zł (jest promocja). Mam nadzieję, że warto.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnie nie przeczytam tej książki w najbliższym czasie, bo po własne sięgam na samym końcu. Nawypożyczałam sobie z bibliotek mnóstwo fajnych książek i jakoś nie mogę się za nie zabrać. "Ex libris" Fadiman", "Opętanie" Byatt, "To nie jest kraj dla starych ludzi" McCarthy'ego, "Zła krew" Gortata, "Wielka księga bajek greckich"...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przy okazji, byłam dziś świadkiem (brak, oczywiście, żeńskiego odpowiednika tego słowa) zabawnej scenki. Pan w średnim wieku przyszedł do wypożyczalni dla młodzieży zapewne w zastępstwie swojej latorośli. Na karteczce miał zapisany tytuł książki, ale chyba niewyraźnie, bo poprosił do "Dumę" Camusa. Bibliotekarz podpowiadał, że chodzi chyba o "Dżumę", ale ów pan wolał się upewnić i dzwonił do dziecka. Ja chowałam się za półkami:). Przypomniał mi się wtedy ten skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/3oaxwHodJIA?rel=0" title="YouTube video player" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-5430942615601285252?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/5430942615601285252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/rozne-sprawy.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5430942615601285252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5430942615601285252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/rozne-sprawy.html' title='Różne sprawy'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/8qJsSEnhsuI/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-1259648861121057160</id><published>2011-03-23T20:34:00.001+01:00</published><updated>2011-04-16T18:51:42.370+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>NARTY OJCA ŚWIĘTEGO</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-Y2yy49Omaho/TYoB0xrrlQI/AAAAAAAABOA/JLoOKWjTX_A/s1600/narty+ojca+swietego.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://lh5.googleusercontent.com/-Y2yy49Omaho/TYoB0xrrlQI/AAAAAAAABOA/JLoOKWjTX_A/s1600/narty+ojca+swietego.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Narty Ojca Świętego&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Jerzy Pilch&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2004&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Świat Książki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-7391-728-4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 165&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tekst sztuki poprzedza przedmowa, w której Jerzy Pilch przybliża genezę napisania tego utworu: jest to rozwinięcie jednego z rozdziałów powieści &amp;nbsp;"Miasto utrapienia" (nie czytałam).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Tysiąc, a może milion razy powtarzałem zdanie klasyka, że wszystko, co najważniejsze, w życiu człowieka piszącego zdarza się w dzieciństwie. Otóż wśród wszystkiego, co mnie ukształtowało w luterańskim domu mojego dzieciństwa, nie zdarzył się Jan Paweł II. Ale On zdarzył się Polsce w tym i, zwłaszcza, w poprzednim stuleciu, i jest, jak wszyscy wiedzą, jedną z pierwszych postaci, jakie dzisiejszą Polskę ukształtowały i po prostu stworzyły. Nie mówię, że dotykam tematu papieskiego z jakiegoś obywatelsko-artystycznego obowiązku, choć nieobecność tego tematu w dzisiejszej sztuce, zwłaszcza w sztuce wysokiej, jest zdumiewająca. Nie mam najmniejszej iluzji, że lukę tę zapełniam, co więcej, nie chcę jej zapełniać. &lt;b&gt;Nie pytam o papieża. Pytam o ludzi. Nie zadaję pytania: Co się dzieje z papieżem? Zadaję pytanie: Co się dzieje z ludźmi? Co się dzieje z ludźmi, gdy w poważny, mniej poważny albo śmiertelnie poważny sposób zaczynają o papieżu, o obecności papieża w ich życiu, myśleć? &lt;/b&gt;[str. 6-7, pogrubienie - E.]&lt;/blockquote&gt;Obecność Jana Pawła II w polskiej kulturze przejawia się głównie w produkowaniu hagiograficznych filmów dokumentalnych, wydawaniu kolejnych albumów czy zbiorów myśli papieża oraz mnożeniu koszmarnych (w większości) rzeźb i pomników (&lt;i&gt;a widziałam nawet &lt;a href="http://demotywatory.pl/27220/Papiez-ogrodowy"&gt;&lt;b&gt;zdjęcie figurki ogrodowej&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; wyobrażającej, podobno, tę postać - ale to już raczej nie jest sztuka&lt;/i&gt;). Chętnie przeczytałabym &lt;u&gt;obiektywną&lt;/u&gt; biografię JPII, wątpię jednak, by tego rodzaju publikacja powstała i ukazała się u nas w najbliższym czasie.&lt;br /&gt;Twórcy chętniej podejmują temat &lt;b&gt;kultu&lt;/b&gt;, jakim Polacy otaczali i wciąż otaczają postać "naszego" papieża - pamiętam, że wątek ten zagościł (choć tylko na chwilkę) np. w&lt;b&gt; &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2010/01/domofon.html"&gt;"Domofonie" Zygmunta Miłoszewskiego&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Ciekawa byłam, jak o tym zjawisku pisze autor o, jak sam mówi, "luterskich korzeniach".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jerzy Pilch umieścił akcję swojej sztuki w fikcyjnym miasteczku &amp;nbsp;Granatowe Góry. Bohaterami są członkowie lokalnej elity: ksiądz, nauczyciel, właściciel masarni, burmistrz, jego żona, właściciel upadającej wypożyczalni nart i komendant policji. Życie, jak to przeważnie na prowincji bywa, toczy się powoli i przewidywalnie, ale raz na jakiś czas ożywia je nieco plotka o przyjeździe papieża, który rzekomo chciałby powrócić do miejsca, gdzie jeszcze przed wojną przez kilka dni mieszkał i szusował na nartach po okolicznych stokach.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;(...) wieczne czekanie na przyjazd papieża weszło już nam w krew, stało się miejscowym obyczajem. Lokalną zabawą ludową. Tutejszą popularną grą towarzyską... [str. 105]&lt;/blockquote&gt;Mieszkańcy Granatowych Gór niby w owe wieści nie wierzą - rozczarowali się już przecież wiele razy - ale za każdym razem tli się w nich nadzieja.&lt;br /&gt;Tym razem nadziei towarzyszą pewne obawy, bo ksiądz sugeruje, że papież zawita do miasteczka na dłużej, że - być może - zrezygnuje z urzędu i emeryturę spędzi właśnie tutaj. Łatwo być przykładnym katolikiem w trakcie kilkudniowej wizyty, ale na co dzień? Przed przenikliwym wzrokiem Jana Pawła II żaden grzech czy grzeszek się nie ukryje, a przecież w Granatowych Górach nie sami aniołowie żyją, oj nie.&lt;br /&gt;Prawda albo nieprawda, ale na wszelki wypadek ludzie robią rachunek sumienia i porządkują swoje życie, by godnie przyjąć papieża do lokalnej społeczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zastanawiam się... czy gdyby rzeczywiście do tego doszło, gdyby papież naprawdę zdecydował się na emeryturę i to na emeryturę w Polsce, to nasze życie publiczne nie wyglądałoby nieco lepiej, przynajmniej przez pewien czas. Politycy podkreślający na każdym kroku swoją arcykatolickość nie mogliby chyba tak bezczelnie kłamać, obrzucać się kalumniami i karmić obywateli demagogią.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Łatwiej na kilka dni udekorować trasę papieskiego przejazdu, łatwiej zorganizować mszę dla miliona ludzi, łatwiej chóralnie odśpiewać "Barkę", łatwiej ozdobić balkon watykańską chorągiewką niż faktycznie coś zmienić.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Zdaje im się, że go kochają... Sentymentalny tłumny trans to nie jest miłość. Sentymentalny tłumny trans plus religijne uniesienie plus kult boskiego idola to są wszystko wyraziste zjawiska... ale nie miłość. [str. 112]&lt;/blockquote&gt;Czy po 1989 roku Polacy słuchali jeszcze papieża? Słyszeli go - na pewno, ale czy słuchali? O tym traktuje monolog Profesora Chmielowskiego (w &lt;a href="http://www.tvp.pl/kultura/teatr/teatr-telewizji/archiwum/narty-ojca-swietego/3935865"&gt;&lt;b&gt;Teatrze Telewizji&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; tej roli wystąpił Władysław Kowalski), którego cała ta sytuacja nieco przerosła i sprawiła, że oszalał. Wypełnia całkowicie scenę siódmą, to finał sztuki, więc uprzedzam zdeklarowanych przeciwników spoilerów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/lok1rV2V-aY?rel=0" title="YouTube video player" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W scenie pierwszej Profesor Chmielowski mówił: "Futbol wręcz wchodzi w moje myślenie, ile razy - dajmy na to - próbuję ułożyć jakąś metaforę świata, wychodzi mi piłkarska alegoria" [str. 24]. Autoironia autora? :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem Pilch napisał sztukę, ale - zwłaszcza w dłuższych monologach, których parę tutaj jest - rozpoznawałam znany mi z powieści i felietonów charakterystyczny styl tego autora. Postaci są wyraziste i aktorzy mają co grać - oglądałam (i polecam) wspomniany spektakl Teatru Telewizji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Narty Ojca Świętego" to nie jest satyra ani kpina, a raczej pobłażliwa (miejscami zabawna, miejscami trochę smutna) refleksja nad religijnością Polaków. Finał jest pozornie optymistyczny - atmosfera jak na &amp;nbsp;krakowskich Błoniach&amp;nbsp;zaludnionych pielgrzymami oczekującymi na spotkanie z papieżem, ten monolog Profesora... A potem wszyscy wrócą do domów i będzie tak jak zwykle.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-1259648861121057160?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/1259648861121057160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/narty-ojca-swietego.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1259648861121057160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/1259648861121057160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/narty-ojca-swietego.html' title='NARTY OJCA ŚWIĘTEGO'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-Y2yy49Omaho/TYoB0xrrlQI/AAAAAAAABOA/JLoOKWjTX_A/s72-c/narty+ojca+swietego.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-7934294768004605762</id><published>2011-03-22T18:19:00.005+01:00</published><updated>2011-04-16T18:52:04.369+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Księgarnie'/><title type='text'>Dziwne zachowanie firmy Selkar</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie czytałam żadnej książki państwa Grossów, ale ten wpis będzie pośrednio dotyczył ich publikacji. Otóż na &lt;a href="http://selkar.pl/zlote_zniwa_gross_jan_grudzinskagross_irena_p_184109.html"&gt;stronie firmy &lt;b&gt;Selkar&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, która zajmuje się sprzedażą wysyłkową książek, przed opisem "Złotych żniw" widnieje kuriozalny komunikat:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;Ponieważ nie możemy wycofać książki z naszej oferty, a nie chcemy żeby nasi klienci odnieśli wrażenie, iż poglądy i wnioski Pana Grossa są naszymi poglądami, postanowiliśmy nieco podwyższyć cenę książki. Życzymy udanych zakupów ;) &lt;/blockquote&gt;I teraz uwaga: książkę tę można obecnie w Selkarze nabyć za 4499 zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-0zhpDF3d238/TYjXi2ScayI/AAAAAAAABN8/sltMehljRzg/s1600/zlotezniwa.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="494" src="https://lh4.googleusercontent.com/-0zhpDF3d238/TYjXi2ScayI/AAAAAAAABN8/sltMehljRzg/s640/zlotezniwa.png" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanawiam się, jak firma Selkar wyobraża sobie swoich klientów? Czy kieruje swą ofertę do jakichś wyimaginowanych tumanów, którzy identyfikują poglądy prezentowane w &amp;nbsp;książce z poglądami sprzedawcy?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;OK, mamy wolny rynek i firma Selkar sama ustala ceny, po jakich sprzedaje dany produkt. Nie traktuję tego działania jak cenzury. Zapewne jakaś umowa z wydawcą zobowiązuje ich do zaoferowania "Złotych żniw" i nie mogą się z tego wycofać. Na swoim &lt;a href="http://www.facebook.com/selkar/posts/191849367520134"&gt;facebookowym profilu&lt;/a&gt; Selkar pisze tak:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale o jakiej cenzurze jest mowa? Prosimy bez przesadnych "wniosków". Można kupić książkę w innej księgarni. Czyż my komuś bronimy?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I jeszcze raz zaznaczamy: zupełnie nie mieszamy w to naszych przekonań politycznych i religijnych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dla nas w tym momencie liczyły się względy czysto ekonomiczne - wybór między sprzedażą kilkunastu (kilkudziesięciu) egzemplarzy tejże książki, a stratą kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu...) stałych i bardzo dobrych klientów.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uważam, że te komunikaty są żenujące i nieprofesjonalne. Może marketingowcy Selkara klientów upatrują np. wśród kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu...)&amp;nbsp;młodych ludzi, którzy wczoraj pierwszy dzień wiosny uczcili &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75248,9297106,Wszechpolacy_utopili_kukle_Grossa_zamiast_marzanny.html"&gt;topiąc kukłę J.T. Grossa zamiast Marzanny&lt;/a&gt;? Przypuszczam, że zwykłych czytelników takie postępowanie firmy raczej odstręczy i zniesmaczy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-7934294768004605762?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/7934294768004605762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/dziwne-zachowanie-firmy-selkar.html#comment-form' title='Komentarze (46)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7934294768004605762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7934294768004605762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/dziwne-zachowanie-firmy-selkar.html' title='Dziwne zachowanie firmy Selkar'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-0zhpDF3d238/TYjXi2ScayI/AAAAAAAABN8/sltMehljRzg/s72-c/zlotezniwa.png' height='72' width='72'/><thr:total>46</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-5782742979002565523</id><published>2011-03-21T19:04:00.003+01:00</published><updated>2011-04-16T18:53:29.271+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2'/><title type='text'>NIEDZIELNY KLUB FILOZOFICZNY</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-INEqeVagBbU/TYeQLBHbxTI/AAAAAAAABN0/vlNCL5uh8Xw/s1600/niedzielnyklubfilozoficzny.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://lh3.googleusercontent.com/-INEqeVagBbU/TYeQLBHbxTI/AAAAAAAABN0/vlNCL5uh8Xw/s1600/niedzielnyklubfilozoficzny.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Niedzielny Klub Filozoficzny &lt;/b&gt;(The Sunday Philosophy Club)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Autor: Alexander McCall Smith&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2004&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: Prószyński i S-ka&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-7469-005-4&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Stron: 232&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;2/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/03/slepowidzenie.html"&gt;&lt;b&gt;"Ślepowidzeniu" Petera Wattsa&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; potrzebowałam czegoś lżejszego, więc sięgnęłam po powieść, która miała być kryminałem. Sugerował to opis na okładce oraz dział biblioteki, z którego ją wypożyczyłam. Właściwie to szukałam pierwszego tomu "Kobiecej Agencji Detektywistycznej", z której to serii Alexander McCall Smith jest najbardziej znany, ale w końcu wzięłam co było.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Owszem, wątek kryminalny w tej książce występuje, ale został zupełnie zmarginalizowany przez opowieści o tym, jacy to porządni ludzie mieszkają w Edynburgu, oraz przez refleksje głównej bohaterki na temat moralności, współczesnej obyczajowości, malarstwa i szkockiej poezji. Owa bohaterka, Isabel Dalhousie, to mniej więcej czterdziestoletnia filozofka, redaktorka naczelna "Przeglądu Etyki Stosowanej", pochodząca z zamożnej i szanowanej rodziny, raczej snobka. Ma za sobą bardzo nieudane małżeństwo, od lat pozostaje sama, więc trochę z dobrego serca, a trochę z nudów próbuje ingerować w życie swojej bratanicy i najlepszej przyjaciółki - Cat.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego wieczoru Isabel wybiera się na koncert orkiestry symfonicznej, a kiedy opuszcza salę zauważa, jak z najwyższego balkonu spada jakiś młody człowiek i ginie na miejscu. Wszystko wskazuje na to, że był to po prostu nieszczęśliwy wypadek, ale Isabel cała ta sprawa nie dawała spokoju (nie chodziło o ciekawość, ale o jakiś wyimaginowany obowiązek moralny), więc postanawia wykorzystać swoje znajomości i przeprowadzić na własną rękę małe śledztwo.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O owym wypadku dowiadujemy się już na pierwszej stronie, ale potem ten wątek na długo grzęźnie i przyspiesza dopiero pod koniec książki. Wynudziłam się bardzo. Ledwie zaczął się jakiś stosunkowo ciekawy dialog, szybko był przerywany dywagacjami Isabel.&amp;nbsp;Nie twierdzę, że były głupie (ale trochę banalne - miejscami), uważam jednak, że było ich zdecydowanie za dużo, poza tym średnio pasowały do powieści reklamowanej jako kryminał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem, dlaczego książka nosi taki tytuł - Niedzielny Klub Filozoficzny, do którego należała Isabel, jest tu tylko mimochodem wspominany, ale ani razu się nie spotyka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Może inne książki tego autora są lepsze, ale ta zaciekawić może tylko mieszkańców Edynburga i osoby interesujące się tym miastem. W &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Alexander_McCall_Smith#The_Sunday_Philosophy_Club_Series"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt; wyczytałam, że to dopiero pierwsza z siedmiu powieści o Isabel Dalhousie, ale ja na pewno po kolejne nie sięgnę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;PS Na stronie 42 jest mowa o powieści "Mały lord" Frances&lt;u&gt;a&lt;/u&gt; Hodgson&lt;u&gt;a&lt;/u&gt; Burnett&lt;u&gt;a&lt;/u&gt;. Hmm.....&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-5782742979002565523?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/5782742979002565523/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/niedzielny-klub-filozoficzny.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5782742979002565523'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/5782742979002565523'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/niedzielny-klub-filozoficzny.html' title='NIEDZIELNY KLUB FILOZOFICZNY'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-INEqeVagBbU/TYeQLBHbxTI/AAAAAAAABN0/vlNCL5uh8Xw/s72-c/niedzielnyklubfilozoficzny.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-7085481287103760750</id><published>2011-03-20T23:14:00.003+01:00</published><updated>2011-08-05T12:07:37.811+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='SF'/><title type='text'>ŚLEPOWIDZENIE</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-Q3oVfH3eMcA/TYZ4xMzpXCI/AAAAAAAABNw/fK5dYZjeaag/s1600/%25C5%259Blepowidzenie.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh4.googleusercontent.com/-Q3oVfH3eMcA/TYZ4xMzpXCI/AAAAAAAABNw/fK5dYZjeaag/s320/%25C5%259Blepowidzenie.jpg" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Ślepowidzenie&lt;/b&gt; (Blindsight)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Peter Watts&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2006&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: MAG&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria: Uczta Wyobraźni&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7480-097-6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 333&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To moje drugie, po&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2010/07/wieki-swiata.html"&gt; &lt;b&gt;"Wiekach Światła" Iana R. MacLeoda&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, spotkanie z serią Uczta Wyobraźni wydawnictwa MAG i zaliczam je do bardzo udanych. Obie powieści wywarły na mnie wrażenie, trochę mnie zaskoczyły, choć każda z innych powodów: "Wieki Światła" świetnym stylem autora i pięknymi opisami, a "Ślepowidzenie" widowiskowością fabuły i sprowokowaniem mnie do zdobycia choćby szczątkowej wiedzy o sprawach, którymi nigdy dotąd się nie interesowałam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka Petera Wattsa to &lt;b&gt;tzw. hard SF&lt;/b&gt;. Akcja powieści toczy się w świecie, w którym - jak się wydawało - nastąpił koniec historii, przynajmniej ludzkiej. Ludzkiej w bardzo dosłownym rozumieniu tego słowa. Niechęć do manipulacji genetycznych trąci ciemnogrodem, eugenika jest czymś normalnym i powszechnie akceptowanym, ale w poprawianiu natury posunięto się o wiele dalej. Być może wymusił to nadzwyczajny postęp nauki, pojawienie się sztucznej inteligencji - aby dorównać maszynom, aby w pełni wykorzystywać ich możliwości, trzeba było trochę się do nich upodobnić. W zależności od dziedziny, którą dana osoba się zajmowała, ulepszenie mogło polegać na umieszczeniu w czaszce urządzeń usprawniających zdobywanie i przetwarzanie wiedzy, na podłączeniu do swojego układu nerwowego zewnętrznych maszyn przydatnych np. w badaniach laboratoryjnych albo na wzmocnieniu organizmu żołnierza egzoszkieletem. Ludzie, którzy się w ten sposób nie zupgradowali, byli tzw. zwyklakami i w zasadzie się nie liczyli. Jeśli chcieli, mogli na zawsze zanurzyć się w zaprojektowanej przez siebie rzeczywistości wirtualnej - w tzw. Niebie. Bezpośrednie kontakty międzyludzkie ograniczały się do minimum, spadała więc liczebność ludzkiej populacji.&lt;br /&gt;13 lutego 2082 roku nad Ziemią rozbłysła sieć 65536 sond, które szybko spłonęły w atmosferze. Eksploracja Układu Słonecznego była daleko posunięta, więc nagłe pojawienie się właściwie znikąd tylu obiektów nieznanego pochodzenia i przeznaczenia wzbudziło ogromny niepokój. Było jasne, że przysłali je Obcy, nie wiadomo było jednak, z którego miejsca we wszechświecie, i jakie mieli zamiary - przyjazne czy wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obcy pragnęli widocznie kontaktu, bo w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pas_Kuipera"&gt;Pas Kuipera&lt;/a&gt; wysłali kometę, która okazała się przynętą. W celu jej zbadania wysłano kilka superszybkich statków kosmicznych, a w ślad za nimi niewielką misję załogową na &lt;i&gt;Tezeuszu&lt;/i&gt; - statku kierowanym przez kwantyczną Sztuczną Inteligencję. Ludzie byli potrzebni, ponieważ nie powstał jeszcze dobry program do "obsługi Pierwszego Kontaktu".&lt;br /&gt;Uczestnicy na czas lotu zostali wprowadzeni w stan letargu, który miał trwać 140 dni. Obudzili się jednak dopiero 1800 dni po starcie, bynajmniej nie w pasie Kuipera, ale o wiele, wiele dalej - w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C5%82ok_Oorta"&gt;Obłoku Oorta&lt;/a&gt;... W międzyczasie, kiedy spali, kometa zniknęła, a na granicy Układu Słonecznego wykryto jakąś anomalię, więc właśnie tam posłano &lt;i&gt;Tezeusza&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;Na miejscu okazało się, że wokół znajdującego się tam&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Podkarze%C5%82"&gt;podkarła&lt;/a&gt;&amp;nbsp;krąży dziwny, trudny do wykrycia obiekt mniej więcej o kształcie &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Torus_%28matematyka%29"&gt;torusa&lt;/a&gt;, prawdopodobnie będący kolonią Obcych. Szybko nawiązano kontakt głosowy. Obiekt przedstawił się jako &lt;i&gt;Rorschach.&lt;/i&gt; Członkowie załogi &lt;i&gt;Tezeusza&lt;/i&gt; stanowili elitę intelektualną, a jednak okazało się, że Obcy zdecydowanie górują nad nimi swoją inteligencją.&lt;br /&gt;Wkrótce doszło również do kontaktów bezpośrednich. Tu brawa dla autora - wymyśleni przez niego kosmici nie są typowymi zielonymi ludkami ani potworami plującymi kwasem. &amp;nbsp;Zresztą ich koncepcja stała się dla Petra Wattsa okazją do &lt;b&gt;rozważań anatomiczno-fizjologiczno-psychologiczno-filozoficznych&lt;/b&gt;. Czym jest samoświadomość? W jakim stopniu konstrukcja naszego układu nerwowego warunkuje nasze postrzeganie? A w związku z tym - jaka jest obiektywna rzeczywistość i czy w ogóle istnieje? Za następną moją wizytą w bibliotece będę się musiała przespacerować po działach z literaturą popularnonaukową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narratorem powieści jest Siri Keeton, który wziął udział w misji &lt;i&gt;Tezeusza&lt;/i&gt; jako obiektywny obserwator, tzw. syntetyk, czyli ktoś, kto przekłada język naukowców na słowa zrozumiałe dla ich mocodawców, nie unikając przy tym masy uproszczeń. Otrzymujemy zatem szczegółową relację, pełną bardzo plastycznych opisów. Wspomniałam na początku o widowiskowości - naprawdę, &lt;b&gt;czytając niektóre fragmenty czułam się, jakbym oglądała film&lt;/b&gt;. Ze "Ślepowidzenia" można zrobić rewelacyjne widowisko (nawet niekoniecznie w 3D, choć to byłoby coś), o ile wziąłby się za to ktoś kompetentny, ale może dopiero za kilka lat, kiedy zaistnieją już odpowiednie możliwości techniczne.&lt;br /&gt;Oczywiście to hard SF, więc nie wszystko (zwłaszcza fragmenty związane z fizyką) zrozumiałam, ale kiedy już ustaliłam, cóż to jest Pas Kuipera i Obłok Oorta (na szczęście coś tam wiem o genach i teorii gier), &lt;b&gt;czytało mi się rewelacyjnie&lt;/b&gt;. &lt;b&gt;Peter Watts nie jest raczej wirtuozem stylu, ale potrafi pisać bardzo zajmująco&lt;/b&gt;. OK, nie wszystkie jego pomysły trafiły mi do przekonania (np. teoria, dlaczego wyginęły wampiry), poza tym uważam, że mógł napisać trochę szerzej o życiu zwyklaków i o swojej wizji świata pod koniec XXI wieku. Może zostawił to sobie na swego rodzaju kontynuację pt. "State of Grace", która ma traktować o tym, co się dzieje na Ziemi po starcie &lt;i&gt;Tezeusza&lt;/i&gt;. Dowiedziałam się o tej książce z &lt;a href="http://katedra.nast.pl/artykul/4007/Wywiad-z-Peterem-Wattsem/"&gt;&lt;b&gt;wywiadu&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; sprzed dwóch lat, ale chyba nie została dotąd wydana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem &lt;b&gt;zachęcam do lektury "Ślepowidzenia"&lt;/b&gt;. Ukazało się u nas kilka lat temu, nakład jest, zdaje się, wyczerpany, na allegro ceny astronomiczne, ale może da się znaleźć tę książkę w jakiejś bibliotece. Jeśli ktoś czuje się na siłach (sporo tu terminów naukowych), może przeczytać ją w &lt;a href="http://www.rifters.com/real/Blindsight.htm"&gt;&lt;b&gt;oryginale online&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; - Peter Watts udostępnił tę powieść w sieci. Na stronie wydawnictwa MAG można zapoznać się z &lt;a href="http://www.mag.com.pl/fragment-331--0-0-Fragment_%C5%9Alepowidzenie._Uczta_Wyobra%C5%BAni.html"&gt;&lt;b&gt;początkiem powieści&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;. Moim zdaniem &lt;i&gt;Prolog&lt;/i&gt; jest świetny. Warto przeczytać całość.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-7085481287103760750?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/7085481287103760750/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/slepowidzenie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7085481287103760750'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/7085481287103760750'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/slepowidzenie.html' title='ŚLEPOWIDZENIE'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-Q3oVfH3eMcA/TYZ4xMzpXCI/AAAAAAAABNw/fK5dYZjeaag/s72-c/%25C5%259Blepowidzenie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-847068711759312705</id><published>2011-03-16T18:31:00.004+01:00</published><updated>2011-04-16T18:54:12.106+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XXI'/><title type='text'>NIE OPUSZCZAJ MNIE</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-TCuMDj682VU/TYDwHH5ZJQI/AAAAAAAABNs/tEff0IxnjlE/s1600/nieopuszczajmnie.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://lh6.googleusercontent.com/-TCuMDj682VU/TYDwHH5ZJQI/AAAAAAAABNs/tEff0IxnjlE/s1600/nieopuszczajmnie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: Nie opuszczaj mnie&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Never Let Me Go&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: Kazuo Ishiguro&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 2005&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Andrzej Szulc&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 978-83-7359-502-6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: 320&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4-/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka lat temu kupiłam tę książkę siostrze; nie pamiętam już, z jakiej okazji, ale na pewno przypomniałam sobie o niej w ostatniej chwili i dlatego wybrałam coś niemal na chybił trafił. Niedawno obejrzałam&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Nie+opuszczaj+mnie-2010-502884"&gt;&lt;b&gt;film&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; zrealizowany na podstawie tej powieści, kilka rzeczy nie dawało mi jednak spokoju i postanowiłam poszukać wyjaśnień w pierwowzorze. Nie znalazłam ich tam, ale nie żałuję czasu poświęconego książce Kazuo Ishiguro. Mimo że znałam fabułę (film oddaje ją bardzo wiernie), to jednak powieść mnie wciągnęła, chyba dlatego, że liczą się tu przede wszystkim emocje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydarzenia tu opisane mają miejsce w Anglii, pod koniec XX wieku. Kathy, Ruth i Tommy mieszkają i uczą się w Hailsham - szkole z internatem, w której duży nacisk kładzie się na rozwijanie u podopiecznych kreatywności i zdrowy tryb życia. Budynek otoczony jest dużym ogrodem, dzieci nie mogą zapuszczać się poza jego granice, ale też odnosi się wrażenie, że w ogóle nie czują takiej potrzeby. Właściwie już od pierwszych stron (a w filmie - od pierwszych scen) zaczynamy podejrzewać, że coś jest nie tak. (Spokojnie - tym razem spoilery będą dopiero w drugiej częsci wpisu;)).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kluczowa w tej książce jest warstwa psychologiczna.&amp;nbsp;Sądzę, że Ishiguro z dużą przenikliwością i empatią opisał zachowanie dzieci w grupie: proces wyłaniania się przywódców, kozłów ofiarnych, powstawanie hermetycznych podgrupek, obawę jednostek przed odróżnianiem się od większości, potrzebę akceptacji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Narratorką jest trzydziestojednoletnia Kathy i to ona snuje opowieść o tym, jak przez lata pobytu w Hailsham i po opuszczeniu szkoły rozwijały i zwijały się relacje między nią, Ruth i Tommym. Kathy zdaje sobie sprawę z tego, że za kilka miesięcy jej życie diametralnie się zmieni, i chyba próbuje się do tego przygotować porządkując wspomnienia. A może snuje je, żeby nie myśleć o tym, co ją czeka? Jest osobą wrażliwą, a jednocześnie racjonalnie myślącą i opanowaną - analizuje dawne emocje, ale ich ponownie nie przeżywa, stąd styl zastosowany przez autora jest bardzo oszczędny, uwzględniając okoliczności można nawet powiedzieć, że jest lodowaty. I bardzo dobrze, bo choć historia jest bardzo smutna, Ishiguro uniknął ckliwości, której ja nie lubię (i która jemu też jest chyba zupełnie obca:)).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Poniżej pojawią się spoilery (również w komentarzach), więc w tym miejscu małe podsumowanie dla osób, które ich nie lubią&lt;/b&gt;. Uważam, że warto przeczytać tę książkę - wciąga, wzrusza i daje do myślenia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W trakcie seansu nie mogłam zrozumieć, dlaczego dawcy nie próbują uciekać, dlaczego żadne z nich nie popełniło samobójstwa albo nie szkodziło sobie w jakiś sposób tak, żeby ich organy nie nadawały się do przeszczepu. Dlaczego byli tacy bierni, dlaczego bez słowa sprzeciwu akceptowali swoją żałosną sytuację? Myślałam, że jest to wyjaśnione w książce, i właśnie dlatego po nią sięgnęłam, ale nie dowiedziałam się niestety niczego nowego. Taka postawa dawców wydaje mi się niezrozumiała i nielogiczna, stąd ten minus w ocenie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanawiam się, czy te niejasności nie miały uczynić powieści bardziej uniwersalną, ale jeśli tak, to co właściwie Ishiguro ma na myśli? Przewiduje problemy, jakie zrodzi w przyszłości niczym nieograniczony rozwój medycyny? Zastanawia się nad istotą człowieczeństwa i definicją istoty ludzkiej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;A może to powieść o obojętności?&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Przeciętnego człowieka obchodzi przede wszystkim on sam i jego najbliższa rodzina (przy czym zdrowie jest, jak wiadomo, najważniejsze). My, obywatele krajów rozwiniętych codziennie kupujemy rzeczy&amp;nbsp;wyprodukowane w przedsiębiorstwach, w których nie przestrzega się praw pracowniczych, ani nawet praw człowieka. Czy kiedy wkładamy nowe ubranie, korzystamy z najnowocześniejszego tabletu albo kupujemy dziecku zabawkę,&amp;nbsp;myślimy o robotnikach, którzy wyprodukowali te wszystkie rzeczy pracując w skandalicznie złych warunkach i za skandalicznie małe pieniądze? Bardzo rzadko. To się dzieje gdzieś daleko, w Azji, tam to normalne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Koncerny medialne próbują mimo wszystko grać na naszych emocjach, informując codziennie o co najmniej kilku tragediach, z czasem jednak nawet najbardziej dramatyczne doniesienia powszednieją i przyciągają tyle uwagi, co wiadomości o kłótniach polityków. Nawet jeśli coś dotrze do naszej świadomości, nawet jeśli poczujemy się trochę winni, zawstydzeni swoją biernością i obojętnością, to i tak szybko przechodzimy nad tym do porządku dziennego, no bo co właściwie możemy zrobić, co poradzić?&lt;br /&gt;Kiedy kogoś wykorzystujemy albo krzywdzimy, próbujemy to zwykle jakoś usprawiedliwić, przerzucić winę na ofiarę.&amp;nbsp;&lt;b&gt;W powieści Ishiguro ofiarami są klony, ale w podobnej sytuacji znajdowały się i wciąż znajdują inne grupy, z pseudoracjonalnych powodów uznane za gorsze od większości społeczeństwa&lt;/b&gt;.&amp;nbsp;Hitlerowcy potrzebowali więcej "przestrzeni życiowej", więc by ją zdobyć, atakowali sąsiednie kraje, zamieszkiwane - ich zdaniem - przez podludzi, których trzeba się było pozbyć tak, jak dokuczliwych insektów. W epoce wielkich odkryć geograficznych i później podbijano nowe lądy dla korzyści terytorialnych i ekonomicznych, ale nazywało się to niesieniem kaganka oświaty i cywilizacji nieokrzesanym i brutalnym barbarzyńcom. Kobiety od tysięcy lat są wykorzystywane przez mężczyzn, co uzasadnia się tym, że są słabszą płcią, że do pewnych czynności są stworzone, że w wielu dziedzinach nigdy nie dorównają mężczyznom; zastanawiano się nawet, czy kobieta jest człowiekiem (więcej na ten temat w książce&amp;nbsp;&lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2009/08/gorsza-pec.html"&gt;"Gorsza płeć" Marii Boguckiej&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzeciw wobec dyskryminacji albo wręcz eksterminacji jest zwykle słabo słyszany, lekceważony, ośmieszany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To oczywiście tylko jedna z możliwych interpretacji tej powieści. Ciekawa jestem innych, ale większość recenzentów unika spoilerów i o takich rzeczach nie pisze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-847068711759312705?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/847068711759312705/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/nie-opuszczaj-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/847068711759312705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/847068711759312705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/nie-opuszczaj-mnie.html' title='NIE OPUSZCZAJ MNIE'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-TCuMDj682VU/TYDwHH5ZJQI/AAAAAAAABNs/tEff0IxnjlE/s72-c/nieopuszczajmnie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-2008137448267249270</id><published>2011-03-14T18:45:00.005+01:00</published><updated>2011-09-05T23:44:04.416+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XX'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='4'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tudorowie'/><title type='text'>ŚMIERĆ W DEPTFORD</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-lWrc8cJjek0/TX5Ph16fLOI/AAAAAAAABNk/MvRkSpj1uZs/s1600/smiercwdeptford.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://lh5.googleusercontent.com/-lWrc8cJjek0/TX5Ph16fLOI/AAAAAAAABNk/MvRkSpj1uZs/s1600/smiercwdeptford.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Tytuł: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;Śmierć w Deptford&lt;/span&gt; &lt;/b&gt;(&lt;i&gt;A Dead Man in Deptford&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;Anthony Burgess&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: 1993&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie: Ola i Wojciech Kubińscy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo: PIW&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-06-02710-8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;370&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ocena: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;4+/5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;W filmie "Zakochany Szekspir" Christopher Marlowe był wprawdzie postacią epizodyczną, ale zdążył mnie zaintrygować. Tu scena, w której rozmawia z Szekspirem:&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="270" src="http://www.youtube.com/embed/foOquPn1L60?rel=0" title="YouTube video player" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właśnie pod wpływem tego filmu naszła mnie ochota, aby bliżej zapoznać się z biografią i twórczością Marlowe'a. Nie była to szczególnie natrętna myśl - nie zasypiałam z nią ani się z nią nie budziłam - ale nawiedzała mnie od czasu do czasu:).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najpierw zwróciłam uwagę na tytuł, pamiętałam, że Marlowe został zamordowany właśnie w Deptford. Potem spojrzałam na nazwisko i już wiedziałam, że muszę wypożyczyć tę powieść. Do tej pory jedyną książką Burgessa, którą przeczytałam, była "Mechaniczna pomarańcza" i ciekawa byłam, czy również inne jego utwory są takie... jedyne w swoim rodzaju.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;W króciutkim posłowiu Burgess informuje, że pisząc tę książkę, trzymał się faktów historycznych&lt;/b&gt;. Zapewne było to prostsze we fragmentach dotyczących Elżbiety I, Marii Stuart, Jakuba I, lorda Essexa czy sir Waltera Raleigha, nocy św. Bartłomieja czy wojny angielsko-hiszpańskiej. Powieść traktuje jednak przede wszystkim o Christopherze Marlowe (nie wiem, jak się odmienia to nazwisko w tym przypadku; gdy się dowiem - poprawię), o którym wiemy raczej mało, a i te informacje, które zachowały się do naszych czasów, są w dużej mierze niepewne i mogą być różnie interpretowane.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;(Uprzedzam - poniżej aż roi się od spoilerów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Christopher Marlowe&lt;/b&gt; urodził się w 1564 roku jako &lt;b&gt;syn szewca&lt;/b&gt; z Canterbury. Uczył się najpierw w King's College w Canterbury, potem (dzięki stypendium arcybiskupa Parkera) &lt;b&gt;studiował teologię&lt;/b&gt; w kolegium Corpus Christi w Cambridge, aby zostać duchownym. W 1584 roku otrzymał tytuł Bachelor of Arts, a w 1587 roku - Master of Arts. I już na tym etapie mamy do czynienia z niewyjaśnioną&amp;nbsp;&lt;b&gt;zagadką&lt;/b&gt;. Otóż Marlowe'a podejrzewano o skłonność do katolicyzmu (a w tamtych czasach była to kwestia nie tylko religijna, ale przede wszystkim - polityczna), poza tym w trakcie roku akademickiego kilkukrotnie opuszczał uczelnię na dłużej niż było to dozwolone, pojawiły się zatem problemy z przyznaniem mu tego drugiego tytułu. Wówczas władze uczelni otrzymały &lt;b&gt;list od Tajnej Rady&lt;/b&gt; (Privy Council) królowej Elżbiety, w którym proszono, by wszystkie plotki na temat Marlowe'a wyciszyć i umożliwić mu zdobycie stopnia M.A., a wszystko to w zamian za usługi oddane królowej i państwu. Można tylko spekulować co do rodzaju tych usług: &lt;b&gt;podejrzewa się, że Marlowe był tajnym agentem w siatce szpiegowskiej sir Francisa Walsinghama&lt;/b&gt;, jednego z najbliższych i najbardziej oddanych &amp;nbsp;współpracowników Elżbiety I.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Potem Marlowe udał się do Londynu, &lt;b&gt;został znanym dramatopisarzem i poetą&lt;/b&gt;, pionierem stosowania&amp;nbsp;&lt;b&gt;wiersza białego&lt;/b&gt; w angielskim dramacie. Brał również udział w spotkaniach tzw. &lt;b&gt;School of Night&lt;/b&gt; - nieformalnej grupy naukowców, wolnomyślicieli, artystów, którym przewodził podobno sir Walter Raleigh i którzy dyskutowali o nauce, filozofii, religii.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Marlowe uchodził w tych czasach za homoseksualistę, heretyka, bluźniercę, ateistę (bardzo poważny zarzut), fałszerza, podobno chętnie uczestniczył w burdach. Może to wszystko prawda, a może tylko pozory przydatne w pracy szpiega?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Kariera Marlowe'a trwała krótko&lt;/b&gt;. Na początku maja 1593 roku w Londynie pojawiły się paszkwile zapowiadające powstanie (jak rozumiem - z powodów ekonomicznych) czeladników przeciwko Francuzom i Flamandom - protestantom, którzy uciekli do Anglii ze strachu przed prześladowaniami religijnymi w swoich ojczyznach. Tajna Rada nakazała odnalezienie i aresztowanie autorów. Wśród podejrzanych znalazł się &lt;b&gt;Thomas Kyd&lt;/b&gt; (autor m.in. "Tragedii hiszpańskiej"). W trakcie przeszukiwania jego domu odnaleziono pisma zawierające herezję ariańską, które - jak Kyd zeznał po torturach - należały do Marlowe'a. 20 maja Marlowe został przesłuchany w tej sprawie przez Tajną Radę, nie aresztowano go jednak, ale musiał się tam codziennie meldować. &lt;b&gt;30 maja zginął w bójce&lt;/b&gt;, do której doszło w gospodzie w &lt;b&gt;Deptford&lt;/b&gt;, podobno poszło o &lt;b&gt;rachunek&lt;/b&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;I tu otwiera się szerokie pole do spekulacji&lt;/b&gt;, bo dziwnym trafem trzej pozostali uczestnicy tego zajścia byli powiązani z tajnymi służbami... A może zamordowano go na zlecenie któregoś z jego możnych przyjaciół i protektorów, którzy obawiali się zeznań Marlowe'a, dotyczących np. owych spotkań Szkoły Nocy? Nie wiadomo i chyba nigdy nie będzie wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Autor piszący fabularyzowaną biografię Marlowe'a musi wybrać taką interpretację wydarzeń w Deptford, która wydaje mu się najbardziej wiarygodna i/lub najciekawsza, resztę musi zmyślić. Burgess pisze: "&lt;i&gt;Zaletą powieści historycznej jest jej wada - spłaszczona afirmacja możliwości jako faktu&lt;/i&gt;" [str. 370].&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To ostatnia powieść Burgessa, która ukazała się za jego życia, i dlatego zastanawiam się, czy - pośrednio - nie pisał również o sobie. Wiele wskazuje na to, że książka zawiera pewne akcenty osobiste.&amp;nbsp;&lt;b&gt;Narrator powieści&lt;/b&gt; przedstawia się na początku jako "podły aktorzyna" o imieniu Jack, "jeszcze marniejszy autor sztuczydeł", okazjonalny kochanek m.in. Marlowe'a, a na ostatnich stronach informuje, że przez niedopatrzenie pojawił się w komedii "Wiele hałasu o nic" Szekspira w tzw. Pierwszym Folio (&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/First_Folio"&gt;First Folio&lt;/a&gt;) pod własnym nazwiskiem, a nie jako Baltazar. Dzięki linkowi z Wikipedii znalazłam skan Pierwszego Folio, porównałam pojawiające się na scenie postaci z listą bohaterów tego utworu i &lt;a href="http://doyle.lib.muohio.edu/cdm4/shakespeare/first_folio/new-page.php?file=1-014_Much_Ado_About_Nothing.djvu&amp;amp;title=&amp;amp;page=7&amp;amp;scale=50&amp;amp;page=7"&gt;znalazłam Jacke'a Wilsona&lt;/a&gt; - miano już na pierwszy rzut oka zbyt pospolite jak na dramat elżbietański. Również w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Anthony_Burgess#Early_life"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt; przeczytałam, że Anthony Burgess tak naprawdę nazywał się John Burgess Wilson (imię Anthony otrzymał przy okazji bierzmowania) i że w dzieciństwie mówiono na niego Jack Wilson. (W dobie internetu takie poszukiwania są bardzo proste). Dzięki tym informacjom ostatni akapit powieści staje się bardziej zrozumiały.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Teraz przemawia wasz prawdziwy autor, ja, który umieram wraz z każdą ze śmierci karmiących ten ogień. Odkładam niedopasowane przebranie i - czterysta lat po śmierci w Deptford - opłakuję ją tak, jak gdyby wydarzyła się wczoraj. Przebranie jest niedopasowane nie z powodu niekompetencji, lecz z konieczności, dawna żarliwość bowiem staje się pośmiewiskiem dnia dzisiejszego, język dawniej żywy przekształca się w sztywny archaizm marionetek. Tylko trwanie imienia unosi się ponad zrzędliwym kompromisem. Lecz gdy sztylet wbija się w nerw wzrokowy, słońce nie ma już monopolu na oślepiające światło. Sztylet drąży i nic go nie zdoła stępić. [str. 368]&lt;/blockquote&gt;A więc - "Śmierć w Deptford" miałaby być rodzajem hołdu, zadośćuczynienia wobec Christophera Marlowe'a, któremu angielska kultura (i sam Burgess) wiele zawdzięcza, a któremu szesnastowieczna Anglia, być może, podcięła skrzydła? Prawdopodobnie. Czy znajdujący się u kresu życia autor wyraził w tej powieści swoje poglądy, podsumował w jakiś sposób swoją działalność? Tego nie wiem, znam zaledwie ułamek twórczości Burgessa i tylko podstawowe informacje o nim samym. Może kiedyś będę w stanie powiedzieć na ten temat coś więcej. Wydaje mi się, że pisanie tej książki, zanurzenie się w tamtych czasach przyniosło mu dużą ulgę i sporo przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opowiedziałam już nieco o autorze, sporo o biografii bohatera, teraz &lt;b&gt;czas na kilka słów o samej książce&lt;/b&gt;. Burgess wykorzystał teorię o pracy Marlowe'a jako agenta, ale nie jest to w żadnym razie powieść szpiegowska. Główny bohater obraca się przede wszystkim wśród ludzi związanych ze sceną - aktorami, dramatopisarzami, poetami, przedsiębiorcami. Jeśli ktoś interesuje się &lt;b&gt;teatrem elżbietańskim&lt;/b&gt; i chciałby wyobrazić sobie jego atmosferę, to polecam tę lekturę.&lt;br /&gt;Autor bardzo plastycznie odwzorował &lt;b&gt;realia epoki Tudorów&lt;/b&gt;, informując czytelników np. o tym, jakie potrawy podaje się w gospodach, kto w co jest ubrany, jaka jest wartość czyjegoś sztyletu, przy jakich londyńskich ulicach mieszkają bohaterowie, ale nie czułam się przytłoczona tymi detalami, bo pojawiają się one przy okazji. Jeszcze ciekawsze wydały mi się niektóre &lt;b&gt;dialogi&lt;/b&gt;, zwłaszcza te ze Szkoły Nocy - oddają ducha tych czasów, którym najwidoczniej&amp;nbsp;patronowali&amp;nbsp;Niccolò Machiavelli i Giordano Bruno.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Język&lt;/b&gt; użyty w powieści jest stylizowany na nieco archaiczny i widać to w przekładzie, choć w oryginale pewnie wyraźniej. Sporo tu cytatów z utworów Marlowe'a, szkoda jednak, że nie podano, z których konkretnie sztuk czy wierszy pochodzą. Czasami wynika to z kontekstu, ale nie zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sądzę, że Burgess nie tylko cenił Marlowe'a, ale też go zwyczajnie lubił. Jego albo swoje wyobrażenie o nim&lt;/b&gt;. Powieściowy Marlowe jest inteligentny, elokwentny, ambitny, samotny, cyniczny, dumny ze swojego talentu poetyckiego, pogardliwy wobec mniej zdolnych, niespokojny, schludny, bezczelny i przekorny - do tego stopnia, że zastanawiam się, czy nie został homoseksualistą na złość naturze, która zmusza nas do rozmnażania się. Przy tym wszystkim pozostawał zadziwiająco ślepy na otaczające go intrygi, co wydaje mi się nieco nieprawdopodobne.&lt;br /&gt;Lubię jednak buntowników, co prawda bardziej w książkach i w filmach niż w rzeczywistości, więc i Marlowe'a musiałam obdarzyć sympatią. Ciekawa jestem, jaki był naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Nie jest to książka zbyt przystępnie napisana, ale zdecydowanie warta uwagi - ze względu na tematykę i styl autora, który bardzo przypadł mi do gustu&lt;/b&gt;. &amp;nbsp;Przeczytałam ją dwa razy i na pewno jeszcze do niej wrócę. Co więcej,&amp;nbsp;&lt;b&gt;zamierzam sobie tę powieść kupić, a to stanowi chyba najlepszą rekomendację:)&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;PS Nie wiem, kto jest autorem opisu na okładce, pewne jest jednak, że osoba ta nie czytała książki albo zrobiła to wyjątkowo nieuważnie - blurb zawiera poważny błąd rzeczowy. Dodam jeszcze, że wbrew temu, co tam jest napisane, moim zdaniem "Śmierć w Deptford" nie ma nic wspólnego z "Rokiem 1984" Orwella.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;*** &amp;nbsp; *** &amp;nbsp; ***&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tylko pośród cyników znajdziesz tolerancję. Wyznaję, wraz z innymi zaprzeczałem boskości Chrystusa. W uczciwości nieskrępowanych poszukiwań. Czy to źle? Nieskrępowane poszukiwanie może zakończyć się niemożnością dalszego zaprzeczania. Poprzez cierniste krzewy myśli dotrzeć można do tego, co bezmyślni muszą uznać za dogmat. [str. 253-254]&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-2008137448267249270?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/2008137448267249270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/smierc-w-deptford.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2008137448267249270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/2008137448267249270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/smierc-w-deptford.html' title='ŚMIERĆ W DEPTFORD'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-lWrc8cJjek0/TX5Ph16fLOI/AAAAAAAABNk/MvRkSpj1uZs/s72-c/smiercwdeptford.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-9207851251236671303</id><published>2011-03-09T22:59:00.002+01:00</published><updated>2011-04-16T18:55:37.844+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bez oceny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XVI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tudorowie'/><title type='text'>EDWARD II</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-FtZTXzEkj2k/TXf0haV7DlI/AAAAAAAABNg/B1s75o9_scg/s1600/edward2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh4.googleusercontent.com/-FtZTXzEkj2k/TXf0haV7DlI/AAAAAAAABNg/B1s75o9_scg/s320/edward2.jpg" width="209" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Strona tytułowa wydania z 1594 r.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;b&gt;Tytuł: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #b45f06;"&gt;Edward II&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #b45f06;"&gt;Christopher Marlowe&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: ok. 1592&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie i posłowie: Juliusz Kydryński&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo Literackie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria dawnej literatury angielskiej&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-08-00945-X&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #b45f06;"&gt;133&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę tym razem streszczać omawianego utworu - zainteresowani bez problemu odnajdą informacje o Edwardzie II w książkach lub w sieci.&amp;nbsp;W tej sztuce Christopher Marlowe opowiada o panowaniu tytułowego angielskiego króla, a więc o latach 1307-1327. Niektóre z występujących tu postaci zobaczyć można było w filmie "Braveheart" - Edward II to ten młody roztrzęsiony książę, którego przyjaciel został wyrzucony przez okno, a Izabelę Francuską grała Sophie Marceau. Nie wiem zbyt wiele o tym okresie w historii Anglii (orientuję się trochę w dziejach Tudorów), ale mam wrażenie, że i sztuka, i film równie swobodnie traktują fakty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Edward II" &amp;nbsp;różni się od &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/2011/03/tragiczna-historia-doktora-fausta.html" style="font-weight: bold;"&gt;"Tragicznej Historii Doktora Fausta"&lt;/a&gt;,&amp;nbsp;przede wszystkim wydaje się bardziej dopracowany (a może mniej w ten tekst ingerowano). Wydarzenia następują tu po sobie bardzo szybko, odnosi się wręcz wrażenie, że panowanie tego króla trwało zaledwie kilka miesięcy, a nie dwadzieścia lat. Marlowe korzystał co prawda z kronik historycznych, ale w swoim dramacie opisał tylko kluczowe wątki i postaci, sporo skrócił, przeinaczył i uprościł, dzięki czemu akcja jest bardzo dynamiczna. Bohaterowie są czarno-biali, ale wyraziści.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A jednak... choć "Faust" miał mnóstwo wad, lepiej czytało mi się właśnie tamtą sztukę. Chodzi o język. W "Edwardzie II" jest fabuła, w "Fauście" była poezja (przynajmniej na początku i na końcu). I chociaż jestem typem prozaicznym i takie też mam upodobania czytelnicze, to jednak wolę intrygujące metafory niż suche relacje z politycznych rozgrywek między królami i arystokracją.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W obu tekstach doszukiwałam się - jak chyba każdy, kto zna dzieje Marlowe'a - fragmentów, w których autor wyraża swoje osobiste poglądy. W "Edwardzie II" takowych nie znalazłam, ale pozwolę sobie zacytować&amp;nbsp;&lt;i&gt;Posłowie&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Juliusza Kydryńskiego:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"&lt;i&gt;A przecież sądzę, że znamienny dla osobistych poglądów i uczuć poety, dla jego wizji świata, jest sam wybór tematu tragedii, sposób jego ujęcia, a wreszcie dobór postaci, w kręgu których dramat się rozgrywa&lt;/i&gt;". [str. 127]&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Edward II nie utrzymywał zbyt dobrych stosunków z kościołem, Marlowe uchodził za ateistę, choć wcześniej studiował teologię i korzystał ze stypendium arcybiskupa.&amp;nbsp;Król prawdopodobnie był homoseksualistą (a może bi-? miał kilkoro dzieci), Marlowe - również.&amp;nbsp;Nie można jednak powiedzieć, by Edward II lub któryś z jego faworytów wypadali w tej sztuce sympatycznie. Nie zinterpretowałabym tego tekstu tak jak Derek Jarman, który w swoim&lt;b&gt; &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Edward+II-1991-31977"&gt;filmie&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; z 1991 roku sprowadził całą tę historię do brutalnej rozprawy połączonych sił biurokracji, wojska i kościoła z romantycznymi, ale homoseksualnymi miłościami króla. Moim zdaniem ten utwór to jakby rozdział z podręcznika do nauki historii Anglii, ale w wersji "for dummies".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak dalej pisze Julian Kydryński, była to "&lt;i&gt;pierwsza elżbietańska tragedia historyczna godna tej nazwy&lt;/i&gt;" [str. 129]. Poza tym Marlowe wykazał się sporą odwagą i mnóstwem tupetu, ukazując angielskiego władcę upokorzonego, przerażonego, skrytobójczo mordowanego. Ciekawa jestem, jak zareagowała na tę sztukę królowa Elżbieta, która zaledwie kilka lat wcześniej zgodziła się na egzekucję swej kuzynki i również królowej - Marii Stuart.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;À propos Elżbiety. Jeden fragment skojarzył mi się z opisami (znalezionymi w powieści Waltera Scotta) rozrywek, jakie przygotował Robert Dudley, hrabia Leicester, dla królowej, kiedy gościła w jego zamku Kenilworth.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Gav.&lt;/i&gt; (...) Ja potrzebuję swawolnych poetów&lt;br /&gt;I miłych dowcipnisiów i muzyków,&lt;br /&gt;Którzy, trącając w struny, mogą sprawić,&lt;br /&gt;Że król bezwolny podąży tą drogą,&lt;br /&gt;Którą ja zechcę; muzyka, poezja&lt;br /&gt;Jest mu rozkoszą: więc w nocy pokażę&lt;br /&gt;Mu włoskie maski, komedie, rozmowy&lt;br /&gt;Pełne słodyczy, miłe widowiska,&lt;br /&gt;A za dnia, gdy uda się na przechadzkę,&lt;br /&gt;Przebiorę paziów mych za leśne nimfy,&lt;br /&gt;A moi ludzie będą jak satyry&lt;br /&gt;Skubać trawniki i na koźlich łapach&lt;br /&gt;Tańczyć wieśniaczy taniec; to znów czasem&lt;br /&gt;Prześliczny chłopiec o postaci Diany,&lt;br /&gt;Którego włosy będą złocić wodę,&lt;br /&gt;Nagie ramiona ozdobią mu perły,&lt;br /&gt;Ręka figlarna gałązką oliwną&lt;br /&gt;Zakryje zasię to, co tak rozkosznie&lt;br /&gt;Jawi się męskim oczom, będzie w źródle&lt;br /&gt;Się kąpał, a w pobliżu jakiś inny&lt;br /&gt;Niby Akteon, zerkając przez krzewy,&lt;br /&gt;Będzie przez gniewną boginię zmieniony&lt;br /&gt;W jelenia i pobiegnie wśród skowytu&lt;br /&gt;Psów ścigających go, aż w końcu padnie,&lt;br /&gt;Jak gdyby umarł; takie właśnie rzeczy&lt;br /&gt;Jak te najlepiej ubawią majestat&lt;br /&gt;Mojego pana. [str. 11-12]&lt;/blockquote&gt;Jeszcze jeden fragment. Zmuszono króla do abdykacji na rzecz jego syna. Wysłannicy królowej i Mortimera przybywają, by odebrać mu koronę. Edward prosi, by mu ją pozostawiono przynajmniej do wieczora.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Kr. Edw&lt;/i&gt;. (...) O, nie przestawaj lśnić, niebiańskie słońce,&lt;br /&gt;Niech noc milcząca nigdy we władania&lt;br /&gt;Nie weźmie tego kraju; wy, zegary&lt;br /&gt;Żywiołów, stójcie! Wszystkie pory roku,&lt;br /&gt;I wszystkie czasy, wstrzymajcie się w biegu,&lt;br /&gt;Ażeby Edward mógł jeszcze pozostać&lt;br /&gt;Królem tej pięknej Anglii! (...) [str. 96]&lt;/blockquote&gt;I jeszcze jeden, w którym&amp;nbsp;Mortimer&amp;nbsp;przed obliczem śmierci okazuje się stoikiem.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Mł. Mor.&lt;/i&gt; Nikczemna Fortuno,&lt;br /&gt;Teraz rozumiem, że na twoim kole&lt;br /&gt;Jest takie miejsce, że gdy się do niego&lt;br /&gt;Dochodzi, spada się w dół. Tego miejsca&lt;br /&gt;Właśnie dotknąłem. A skoro nie widzę,&lt;br /&gt;Dokąd by można wznieść się jeszcze wyżej,&lt;br /&gt;Czemuż mam smucić się z mego upadku?&lt;br /&gt;Piękna królowo, żegnaj; nie opłakuj&lt;br /&gt;Też&amp;nbsp;Mortimera, który gardzi światem&lt;br /&gt;I jak wędrowiec idzie, by odkrywać&lt;br /&gt;Nie znane dotąd kraje. [str. 120-121]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;I znów nie oceniam omawianej książki. Nie podobała mi się ta sztuka, ale - ze względu na moje zainteresowania - cieszę się, że ją przeczytałam, i że obejrzałam jedną z jej filmowych interpretacji (wizualnie i aktorsko - obraz godny uwagi).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/464801471331918126-9207851251236671303?l=impressje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://impressje.blogspot.com/feeds/9207851251236671303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/edward-ii.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/9207851251236671303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/464801471331918126/posts/default/9207851251236671303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://impressje.blogspot.com/2011/03/edward-ii.html' title='EDWARD II'/><author><name>Elenoir</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02856544259692716791</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/-5P-xz9-EzII/Tb7HgFWjafI/AAAAAAAABP0/A_p5EQyK2_g/s220/nowyavatar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-FtZTXzEkj2k/TXf0haV7DlI/AAAAAAAABNg/B1s75o9_scg/s72-c/edward2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-464801471331918126.post-3725968131658989455</id><published>2011-03-07T18:27:00.002+01:00</published><updated>2011-04-16T18:56:19.113+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bez oceny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='XVI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tudorowie'/><title type='text'>TRAGICZNA HISTORIA DOKTORA FAUSTA</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-Cmp50C2iOYk/TXUT1WAeO0I/AAAAAAAABM4/27eNL4-V5mY/s1600/faust.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh5.googleusercontent.com/-Cmp50C2iOYk/TXUT1WAeO0I/AAAAAAAABM4/27eNL4-V5mY/s320/faust.jpeg" width="220" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Strona tytułowa wydania z 1620 roku&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;b&gt;Tytuł: &lt;/b&gt;&lt;b style="color: #351c75;"&gt;Tragiczna Historia Doktora Fausta &lt;/b&gt;(&lt;i&gt;The Tragical History of Doctor Faustus&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Autor: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #351c75;"&gt;Christopher Marlowe&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pierwsze wydanie: ?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie i posłowie: Juliusz Kydryński&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wydawnictwo Literackie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Seria dawnej literatury angielskiej&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;ISBN: 83-08-00867-4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Stron: &lt;span class="Apple-style-span" style="color: #351c75;"&gt;82&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teatr elżbietański kojarzy się nam przede wszystkim z twórczością Szekspira, o wiele rzadziej wspomina się natomiast Christophera Marlowe'a. Obaj urodzili się w Anglii w 1564 roku, obaj tworzyli dramaty i pisali poezję, a jednak pamiętamy przede wszystkim o tym pierwszym. Szekspir pozostawił po sobie znacznie więcej dzieł niż Marlowe (
