Impresje

niedziela, 23 stycznia 2011

Przesłodzenie

Lubię słodycze, ale nawet taki łasuch jak ja po zjedzeniu połowy czekolady ma już dość. Co za dużo, to niezdrowo. Z tego samego powodu irytuje mnie czasami atmosfera, która na ogół panuje w tej części blogosfery. (Mam porównanie, bo kiedyś przez mniej więcej dwa lata prowadziłam blog o tematyce, powiedzmy, społeczno-politycznej). 
Pisała o tym niedawno autorka bloga porządek alfabetyczny. Pozwolę sobie zacytować:
Zrobiłam sobie mały rajd po blogach książkowych i widzę, że często wygląda to tak: ktoś coś przeczytał, pisze o tym, a w komentarzach w większości 'też to miałam przeczytać, dzięki za przypomnienie' / 'też jest na mojej liście', zero sensownej dyskusji na temat książki, bo nikt jej nie czytał.Podsumowania roku to często gorzkie żale, czego to nie przeczytałam, a miałam, a chciałam, i tak blogi o książkach, czyli teoretycznie o czytaniu, zamieniają się w blogi o nieczytaniu, chcę-czytaniu, żałuję-że-nieczytaniu.i wszyscy są mili, i jest miło & miło.po co to komu?
Nie sposób się z nią nie zgodzić. Prawdziwe, rzeczowe dyskusje trafiają się rzadko, nawet pod postami o nowościach wydawniczych, które niemal jednocześnie są recenzowane na wielu blogach - może dlatego, że opinie na ich temat są na ogół dość zbieżne?
Ów brak dyskusji może wynikać, moim zdaniem, z tego, że autorzy wpisów (mnie nie wyłączając) i komentatorzy starają się unikać spoilerów. Do zbyt ogólnej recenzji trudno się odnieść, trudno z nią polemizować. Być może takie inicjatywy jak organizowany przez Annę Klub czytelniczy coś w tej sprawie zmienią? Oby. Zanim to nastąpi będę musiała jakoś przeboleć zalew komentarzy, o których wspomniała autorka zacytowanej wypowiedzi.

Jedyna poważna i przekrojowa dyskusja, jaką w zaobserwowałam na blogach książkowych od czerwca 2009 (kiedy to sama zaczęłam prowadzić ten blog) dotyczyła egzemplarzy recenzenckich. Ostatnio zaczęło się mówić się o tzw. candy (niedawno o tym pisałam). Temat podjęła Agnieszka, Mary w komentarzu podała link do mojej notki, a Joanna (kalio) napisała o niej (tej mojej notce) tak:
Bardziej nie lubię, gdy ktoś się szyderczo natrząsa z czegoś, co jemu nie odpowiada, a potem jeszcze mówi, że jest tolerancyjny. Taaa… Ja czytałam ten post zalinkowany przez Maryczytajodlewej. Dawno temu go czytałam. Nie będę komentować. 
Tą obłudną osobą mam być ja. Zaskoczyło mnie to, że takie uwagi pojawiły się na innym blogu, a nie tutaj, pod moim wpisem o candy. Odpowiedziałam, że uważam się za osobę tolerancyjną, co jednak nie oznacza, że toleruję wszystko i że zawsze aprobuję to, co toleruję. Nie zamierzałam szydzić z nikogo konkretnie, natomiast chciałam skrytykować samo zjawisko
Od czasu mojej ankiety na temat obciachu wiem jednak, że Joanna nie uważa mnie za osobę tolerancyjną, przynajmniej zgodnie z jej definicją tolerancji, która - jak wnioskuję z jej słów - wyklucza ironię i kpinę i niemal zakazuje krytyki tego, co mi się nie podoba.

Joanna napisała również, że osoby organizujące tego rodzaju konkursy mogły się poczuć urażone i że zabawiłam się ich kosztem. Ma mi też za złe, że te moje szyderstwa zamieściłam na swoim blogu, a nie na blogach osób, z których sobie zakpiłam. (Wypowiedzi Joanny i swoje streściłam, całość można znaleźć na blogu Agnieszki). 

Po pierwsze, gdybym chciała skrytykować urządzanie candy na każdym blogu, na którym się to pojawia, musiałabym kilkanaście razy wklejać ten sam komentarz. Po drugie, nie chciałam tego robić, bo nie zależało mi na skrytykowaniu konkretnych osób. Nikogo w swojej notce nie wskazałam, nawet poprzez niby zawoalowane aluzje, ponieważ odnosiłam się do zjawiska. Jeśli ktoś się poczuł urażony, to trudno - może przemyśli sobie całą sprawę raz jeszcze i następnym razem zareklamuje swój blog w trochę inny sposób? 

Owszem, świetnie się bawiłam pisząc tamtą notkę. Wielu osobom poprawiła ona humor. Cóż w tym złego? Żart, kpina, ironia, parodia to powszechnie stosowane i akceptowane metody krytyki. Operują nimi kabarety, rubryki satyryczne w prasie, programy typu "Szkło kontaktowe". Mogę się założyć, że urażają one część osób, ale nikt (oprócz niektórych polityków) nie postuluje ich likwidacji i nie robi wyrzutów ich twórcom. Czasami w krzywym zwierciadle pewne rzeczy odbijają się wyraźniej. (Myśl godna Pamelo Coelo, ale streszcza to, o co mi chodzi).

Być może według standardów, które przyjęły się na blogach książkowych, byłam niemiła. Uważam jednak, że panująca tu atmosfera jest sztucznie zalukrowana i taka gorzka pigułka od czasu do czasu wyjdzie wszystkim na zdrowie. Cieszę się również, że dyskusja przeniosła się na inne blogi - do Agnieszki i Magdy.


Życzę wszystkim tyle luzu, ile ma w tym teledysku Cyndi Lauper:

28 komentarzy:

  1. Dla uzupełnienia bardzo potrzebnej i ożywczej ironii, podaję link: http://domwtoskanii.blox.pl/2011/01/Blog-Roku-2010-Kategoria-Ja-i-moje-zycie-Cala.html
    A jeśli chodzi o Candy :) - Twoją notkę czytałam. Świetnie pokazała jak Candy ma wiele wspólnego z infantylizacją kultury w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo w tym racji, sądzę, że perspektywa ekranu komputera wypacza pewne rzeczy. Nie da się tu być szczerym. Dawno dawno temu ośmieliłam się skomentować na pewnym blogasku moim zdaniem dogłębnie naiwną postawę jego autorki, która zareagowała jakże typowo: w ogóle jej nie znam więc po co coś piszę, nic o niej nie wiem, więc dlaczego komentuję :D Od tego czasu staram się powściągnąć swój język, chociaż nie jest łatwo, bo często reaguję błyskawicznie ;) Szczerość w internecie nie istnieje, więc staram się nie wysilać, po co się denerwować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i widzisz, my się nie zrozumiałyśmy, kochana.

    Ja Ci nie odmawiam prawa do żartu i kpiny. Żartuj i kpij. Na zdrowie.

    Dlaczego ja nie mogę napisać, że mi się to nie podoba? Uraziłam Cię? Cóż mogę na to poradzić.
    Napisałaś tak obszerną notkę - świetnie. Ale to nie zmienia faktu, że ja nie lubię tego typu złośliwości. Mogę nie lubić? Mogę.
    Mogłam wyrazić opinię? Mogłam.

    Możemy różnie odbierać i rozumieć słowo "tolerancja"? Ty we własnym mniemaniu jesteś tolerancyjna i żyj sobie z tym. W moim nie jesteś. I co to zmieni? Czy uważasz, że mam zamiar Cię przekonywać do czegokolwiek?
    Dlaczego tak się tłumaczysz? Według mnie tu nie ma nic do wyjaśniania.
    Ja widzę, że bardzo mocno się różnimy w wielu sprawach i dlatego w ogóle nie chcę tu komentować. W ogóle nigdzie i nigdy nie pisałam o Tobie, Twoich notkach, opiniach o książkach, podkreślam - milczałam na Twój temat do wczoraj. Dlatego z całej tej dyskusji najbardziej obruszyłam się na słowo "obgadywać". Wyraziłam opinię o Twojej notce i nawet dodałam, że nie będę komentować.
    A dziś bardzo żałuję, że wyraziłam tę opinię. Bo oto mamy całą dyskusję. Miało być o candy, Ty zaczęłaś robić osobiste wycieczki, poczułaś się wywołana do tablicy, a ja tylko napisałam, że coś takiego jest przejawem nietolerancji.
    Ty masz swoją rację, ja mam swoją. I żadna nie jest lepsza od drugiej. Jest inna.

    I jeszcze jedno - ja czytam wiele blogów i muszę przyznać Ci rację - w komentarzach jest przesłodzenie.
    Ale ja upatruję w tym innych przyczyn - może ludzie zwyczajnie wolą czytać niż prowadzić jałowe dyskusje?
    Kiedyś należałam do DKK. Kiedyś dyskutowałam o książkach w Internecie. Zawsze były dryfy. Zawsze. A ja nie lubię dryfów. O samej książce było może 50%.
    Cóż, życzę jak najbardziej owocnych dyskusji.

    Muszę od razu uprzedzić i z góry przeprosić, żebyś znowu nie poczuła się urażona i nie napisała kolejnej notki - nie lubię się kłócić, dlatego unikam komentowania tam, gdzie nie zgadzam się z autorem. Nie będę więcej się udzielała na Twoim blogu, chociaż będę wchodziła i czytała, co robię regularnie - nie będę zaprzeczała, piszesz ciekawie. Nie zawsze się ze wszystkim zgadzam, ale czytać lubię:)))

    Tym samym pozdrawiam i mam nadzieję, że wszystko zostało wyjaśnione?

    OdpowiedzUsuń
  4. a moze to ja niepotrzebnie poddałam linka do Twojej notki, która tak mi się podobała? :)
    Ale zrobiłam to bardziej z myslą o autorce bloga,, aby poddać jej coś dla wywołania usmiechu. Nie sądziłam że wywoła to taką dyskusję.
    Chociaż uważam że pewnego rodzaju dyskputy są potrzebne bo inaczej byłoby tu w tym blogowym świecie nudno do porzygania. Każdy kontrowersyjny temat wywołuje zawsze burzę. Brakuje natomiast konstruktywnych dyskusji na temat książek, to prawda. Ale chyba taka już istota blogowego świata.
    Poza tym : lubię sarkazm i ironię również w Twoim wydaniu, lubię prawdę i cenię kiedy ktoś ma własne zdanie.
    Dlatego ekscytujące są zawsze takie dyskusje, natomiast temat tolerancji jest dość obszerny i ile osób tyle opinii.
    Nie każdy musi się z każdym zgadzać. Tak już jest. Myślę że tego się ani nie zmieni ani nie zrozumie. Nie należy się chyba przejmować. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Amen! Bez dyskusji! A teledysk świetny, uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz prawo do swojego zdania. Każdy ma. Może i jest pzzesłodzenie, ale jednocześnie tyle chamstwa w sieci wszędzie, że może niech chociaż u nas tego zabraknie. Nie dyskutuję na forach i blogach, chociaż mam własne zdanie, bo nie sądzę, żeby to coś dało. Natomiast lubię dyskutować 'przy stole', twarzą w twarz, przy dobrym winie i w twórczej atmosferze. Nie mam strachu wyrażania opinii, ale obserwując dyskusje w sieci, widzę, że one nigdzie nie zmierzają, a kończą się zawsze tak samo - przerzucaniem opiniami, czepianiem się jednego słowa, jak wyżej - tolerancyjna, nietolerancyjna...

    OdpowiedzUsuń
  7. Szacun za teledysk na końcu. :-)
    A u mnie na blogu nie trzeba myć miłym. Tylko merytorycznym ;-)

    Twój wpis o Candy mnie nie rozbawił, bo najzwyczajniej nie rozumiałem o co chodzi... Teraz po zapoznaniu się ze zjawiskiem zgadzam się z Tobą, że takie "konkursy" są tylko dowodem na brak klasy.

    Co do dyskusji w internecie... może problem polega na rozminięciu się potrzeb. Kalio nie potrzebuje dyskusji. Dla mnie wpis bez dyskusji jest głosem rzuconym w próżnię. A blogosfera ksiązkowa jest za mało, zbyt mało zróżnicowana i stąd pewnie problemy. No i w Polsce jest trend, żeby wszystko było stonowane, ładne, miłe i nijakie. A wszystko inne to już tabu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bernadetto, wpis, do którego podałaś link, rzeczywiście fajny:). Moim zdaniem zasady tego konkursu na blog roku to nieporozumienie.

    Szczerze mówiąc, kiedy pisałam o candy, nie myślałam w ogóle o takich poważnych sprawach jak infantylizacji kultury, skupiłam się tylko na tym jednym zjawisku, charakterystycznym zresztą tylko dla tzw. blogosfery. Dopatrzyłaś się tam więcej, niż było:).

    Seso, ja jestem osobą raczej nieufną, ale jednak nie zakładam, że w internecie dominuje nieszczerość. Na portalach społecznościowych, randkowych, blogach o tzw. życiu - to już prędzej, ale na blogach o książkach chyba nie ma zbyt wielu powodów, żeby kłamać.

    Dawniej brałam udzielałam się na forum, na którym osobiste wycieczki były na porządku dziennym, bo część osób trochę się znała w realu. Potem, jak wspomniałam, pisałam na innym blogu m.in. na tematy związane z polityką i światopoglądem. Tam też się działo.
    Nikt nie lubi być krytykowany, ja też nie, staram się jednak reagować rzeczowo, choć emocje czasami mi to utrudniają:).

    OdpowiedzUsuń
  9. Joanno, rzeczywiście się nie zrozumiałyśmy. Oczywiście, że możesz krytykować mnie i stosowane przeze mnie formy krytyki, ale nie powiem - byłam trochę rozczarowana (już mi przeszło), że zrobiłaś to akurat w ten sposób. Jeśli mowa o osobistych wycieczkach, no to wybacz, ale nie ja zaczęłam. Masz jednak rację, nie ma sensu tego sporu dalej ciągnąć, bo nic sensownego z tego nie wyniknie.

    Napisałaś, że być może "ludzie zwyczajnie wolą czytać niż prowadzić jałowe dyskusje". No nie wiem - znajdują przecież czas na pisanie bezsensownych komentarzy.

    Spokojnie, tu nie ma obowiązku komentowania i udzielania się.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mary, e tam, nic się nie stało:).
    Natomiast tych dyskusji mi jednak brakuje. To, że ich właściwie nie ma, zauważyłam dopiero po pewnym czasie. To zrozumiałe, jeśli się pisze o jakimś wygrzebanym na strychu starociu, którego większość blogerów mogła nie czytać. Dziwi mnie natomiast ta sytuacja, gdy chodzi o książki nowe, czytane i recenzowane przez kilkanaście lub nawet więcej osób w tym samym niemal czasie, kiedy wrażenia są jeszcze takie świeże, kiedy emocje jeszcze nie opadły. Nie wiem, może wszyscy wyżywają się na swoich blogach i na cudzych już im się nie chce albo nie mają czasu?
    Również pozdrawiam:)

    the_book, ja ostatnio często sięgam po utwory z lat osiemdziesiątych, a robię to pod wpływem serialu Ashes to Ashes.

    Kasiu, ja się nie boję wyrażania swoich opinii, a już zwłaszcza w internecie:). Tu jest to nawet bezpieczniejsze. Poza tym spotkać tu można znacznie więcej rozmaitych osób niż w realu.
    Zapewne czasami niepotrzebnie angażuję się w niektóre dyskusje, ale kiedy dotyczą mnie bezpośrednio, nie umiem się na ogół powstrzymać. Dla osób postronnych nic z nich nie wynika, natomiast dla mnie to jest ważne.

    Uważam, że przesłodzenie jest prawie tak samo szkodliwe jak chamstwo.

    cedro, ja nie rozdzieram szat, kiedy nikt nie skomentuje mojego wpisu, bo dla mnie liczy się przede wszystkim to, że wyraziłam swoją opinię. Cieszę się jednak, gdy pojawi się jakiś sensowny odzew, nawet krytyczny. Zmusza mnie to czasami do weryfikacji moich poglądów.

    Piszesz, że blogi o książkach są mało zróżnicowane. Coś w tym jest. Niby tworzy je tyle osób, a jednak niewiele robi to oryginalnie, w sposób rozpoznawalny, charakterystyczny. Żeby nie było - siebie zaliczam, z żalem, do tej szarej większości. Wyróżnia mnie tylko to, że od czasu do czasu jestem niemiła;).

    Co do Cindy Lauper, to muszę przyznać, że na ogół słucham trochę innej muzyki, ale ta akurat piosenka zawsze mi się podobała:).

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie się Candy b. podobało, ale wierzę, że niektórzy mogli poczuć się urażeni. Cóż, bywa i tak. Na szczęście można na cudzych blogach nie bywać;)

    Twój post i klika innych pokazuje, że na dyskusję można liczyć głównie wtedy, gdy postawi się konkretne pytanie lub poruszy kwestię wymagającą ustosunkowania się. Może to jest myśl?

    To, co piszesz o braku dyskusji w przypadku nowości czytanych przez większe grono również mnie zastanawia. Mnie się kilka razy udało doprowadzić do dłuższej wymiany zdań, ale tylko dlatego, że miałam inną opinię niż ogół;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na merytoryczną dyskusję można sobie pozwolić dopiero wtedy, gdy się książkę przeczytało (albo chociaż miało styczność z autorem).
    A tak, to mogę napisać najwyżej, że chętnie przeczytam... kiedyś.
    Blogi upodabniają się do siebie też przez repertuar, i tu częściowo trzeba obarczyć winą egzemplarze recenzyjne z wydawnictw. Inna sprawa, że człowiek i tak ma czesto odchylenei w stronę nowości:).

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie miałam na myśli nieszczerości jako kłamstwa, tylko jako braku szczerych wypowiedzi- nikt tej szczerości nie potrzebuje, więc obracamy się w kręgu komentarzy "fajna książka, muszę to w końcu przeczytać". Nie ukrywam zresztą, że blogi książkowe tym też dla mnie są- szukam sobie nowych tytułów, o treści dyskutuję rzadko. Ale ja po prostu umiem dyskutować tylko twarzą w twarz, przeszkadza mi to, że nie widzę mimiki rozmówcy i jego reakcji:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się, że blogi mogą być źródłem wielu inspiracji. A tak w ogóle to raczej pisze się je głównie dla siebie, nie uważacie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Elenoir - mam wrażenie, ze nieuważnie przeczytałaś mój komentarz, nie pisałam, że Ty się boisz, tylko, że ja się nie boję, a nie wyrażam w takich dyskusjach, bo uważam, że są one jałowe

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo brakuje mi dyskusji, o których piszesz. Jeśli ktoś skomentuje moja notkę i jeszcze ma odmienne zdanie, to staram się dyskutować ale to zdarza się niezmiernie rzadko. Ostatnią dłuższą dyskusję przypominam sobie po recenzji "Doktora Jeremiasa". Z drugiej strony ja u innych rzadko wywołuję dyskuję - najczęsciej czytam blogi z dzieckiem na kolanach i nie daję rady komentowac. Czesto zastanawiam się równiez nad wprowadzeniem notek nierecenzyjnych u mnie na blogu, właśnie w celu dyskusji (które uwielbiam) ale nie jestem przekonana, czy nie zaszkodzi to przejrzystości (bo takie zboczenie też mam:). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Może i tak jest, że jak każdy w tym samym czasie pisze o tej samej książce to taka dyskusja jest jałowa. Tym bardziej kiedy są same ochy i achy. Nie wiem. Też bym chciała aby było więcej dyskusji, choć łapę się sama na tym, że często nie chce mi się jakoś wypowiadać (oj zła Mary zła i leniwa) ;)
    Dlatego czasem (a może i cały czas ;)))piszę o głupotach bo wtedy jakoś weselej w komentarzach się robi. Czasem się można pospierać, czasem powygłupiac, podocinać sobie, albo po prostu sympatycznie 'popisać' o pierdółkach.
    :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj Elenoir, taka miła atmosfera na blogaskach, a Ty jak zwykle musisz szybko i wszystko zepsuć :D
    Cały czas robisz wycieczki osobiste i nie dajesz żyć Pani Kalio, która to jak widzisz cały czas tolerancyjnie egzystuje sobie w sieci. Jak tak dalej będziesz się posługiwać tą swoją obłudą, to będę pewnie zmuszony kasować notki na blogu, a tym, że rzekomo jesteś "blogowo nieoryginalna" nie przejmuj się. Ja jestem, a więc równowaga jest zachowana.
    Mówiąc niepoważnie, to kluczem do Twoich pragnień pogłębionych dyskusji jest czas. Na głęboką dyskusję potrzeba czasu. 20 książek tygodniowo nie sprzyja analizie. Ogólnie to temat na głębszą dyskusję, bo wiesz pewnie (<<stwierdzenie grzecznościowo-retoryczne), że ten Web 2.0 3.0 a nawet 75.0 zawsze będzie tworem w którym to przekaz jest jednokierunkowy.

    Zresztą najdroższa czekoluba Elenoir (<<podtrzymuje miłom, lukrwanom atmosferę), spójrz w komentarze - przyciągasz oryginalniejszą (może właściwiej - bardziej szaleńczą) część blogosfery książkowej - a poza tym każdy ma swoje poletko i warto je po swojemu pielęgnować, a to że przyjdzie od czasu do czasu jakaś Elenoir i rozkopie parę dziur, cóż... życie, konfliktów nie można uniknąć - no chyba, że się (kochana)jest tolerancyjnym. I wreszcie pamiętaj! Bądź wojowniczką światła!

    Seso,
    zaprowadź mnie do siebie, czyli tam gdzie jest powszechna szczerość. Zdziwiłabyś się, że może być całkiem odwrotnie. Hmmm? Perspektywa, projekcja to w sumie podobne wyrażenia. Nieprawdaż?

    Pozdrawiam wszystkich przedmówców (oczywiście oprócz Elenoir!)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nigdy tu jeszcze nie komentowałam i choć Twój nick, Elenoir, kojarzę z innych blogów, trafiłam na ten wpis przypadkiem. Zjawiska "candy" nie będę komentować wcale, bo szczerze przyznam, że albo czytam blogi, na których to nie występuje, albo gapa ze mnie i nic nie zauważyłam. Natomiast chciałabym wtrącić moje trzy grosze odnośnie przesłodzenia (bo choć nie prowadzę bloga stricte książkowego, to o i mnie zdarza się o książkach pisać).
    Przede wszystkim nie podoba mi się postrzeganie blogosfery książkowej jako homogenicznego monolitu. Blogi są naprawdę różne, zauważyłam, że większa różnorodność panuje wśród osób mieszkających za granicą, które czytają także w obcych językach i siłą rzeczy mają większy wybór. Ale to nie reguła. Owszem, istnieją blogi, których autorzy/autorki opisują niemal wyłącznie książki otrzymane od wydawnictw, hojnie rozdających swe "produkty". Czasem takie blogi są stworzone pod wpływem organizowanych wyzwań czytelniczych i nie widać, by ich autorzy/autorki miały konkretny pomysł na prowadzenie blogów. Takie strony uważam za raczej nudne, sztampowe i nie zachodzę na nie więcej niż raz (ten jeden raz jest z ciekawości). Natomiast poza takimi blogami istnieje masa blogów, których twórcy piszą w sposób ciekawy, wnikliwy i z pazurem. Nie ukrywam, że mnie osobiście interesują bardziej blogi nie poświęcone w 100% książkom, a zawierające testy także na inne tematy. Czuję wówczas często, że mam do czynienia nie z czytającym robotem, a żywą, ciekawą, otwartą często na świat osobą.
    Osoby, które czytają mój blog, z reguły wyrażają się o nim pozytywnie. Patrząc na dowolnie wybrane komentarze pod którąkolwiek z moich notek z zewnątrz można niekiedy uznać, że autorzy/autorki komentarzy słodzą mi. Tak samo ja "słodzę" im. Ale prawda jest, wierzę, taka, że my się lubimy. Wiele osób komentujących u mnie poznałam osobiście i podtrzymujemy znajomość także poprzez blogi. Z wieloma osobami dzielę podobną wrażliwość, sposób postrzegania świata, zainteresowania. Uważnie czytamy notki, które wstawiamy u siebie na blogach, czasem poza komentarzami na blogu dostaję (albo wysyłam) jeszcze emaile, które konkretniej odnoszą się do treści. Bywa też, że ktoś w swojej notce powołuje się na to, co przeczytał u mnie lub sięga po książkę (wcale nierzadko), którą pozytywnie oceniłam. Czy to słodzenie? Nie nazwałabym tego tak, raczej zawierzenie czyimś gustom i ufność, iż skoro się lubimy, cenimy, fascynują nas podobne kwestie, to i książki podobają nam się podobne.
    Brak dykusji pod notkami o książkach... Różnie z tym bywa. Czasem człowiek powie wszystko, co miał do powiedzenia w swojej notce i pozostaje tylko odsyłanie do niej, a to może czasem wyglądać jak promocja własnego bloga w komentarzu na cudzym. Tego staram się unikać, tak samo jak trafiając po raz dziesiąty na notkę o książce, którą czytałam i która bardzo mi się podobała, nie mam sił angażować się po raz kolejny w rozmowę, bo ciężko jeszcze coś oryginalnego napisać. Czasem wiele zależy od autora bloga - czy pozwoli na rozwój dyskusji, szcególnie w przypadku gdy zdania są odmienne, czy ucina wszystko tekstem w stylu "Gusta są różne, a ja się nie chcę kłócić, więc nie ustosunkuję się do Twojej wypowiedzi". Niektórzy zupełnie błędnie postrzegają rozmowę osób o skrajnie różnych poglądach jako kłótnię. No i dochodzi jeszcze sprawa czasu - na porządną dyskusję trzeba mieć czas, a tego często brakuje zarówno mi, jak i innym (gwoli ścisłości, nie chodzi o czas w ogóle, ale czas, jaki chce się poświęcić na konkretną dyskusję na konkretnym blogu).

    OdpowiedzUsuń
  20. O matko! Ale dyskusja mnie ominęła. Ale chyba to i dobrze. Unikam takich tłumów. A tak poważnie, to dobrze mówisz! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten anonim powyżej, to ja! za szybko kliknęłam! Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Droga Elenoir czy ja kiedyś wspomniałam, że Cię uwielbiam? Chyba nie było okazji, ale teraz to nadrabiam. Ano uwielbiam Cię, bo jako jedyna osoba, która ma chęć i odwagę cywilną by pisać to co myśli. Mnie by się nie chciało, ale przyznaję, że wiele Twych stwierdzeń dosłowni wyjęłaś mi z ust. I właściwie mogłaby to dalej uargumentowywać, ale jestem z natury leniwa i więcej mi się pisać o tym nie chce. Ty to robisz lepiej :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie było mnie parę dni, a tu się dyskusja ładnie rozkręciła:). Teraz postaram się Wam odpowiedzieć.

    Przemyślałam jeszcze raz kwestię dyskusji na blogach i wydaje mi się, że może trochę przesadziłam. Tzn. może rzeczywiście wystarczy, że blogi są, jak napisała Anna (czytanki.anki), inspiracją dla osób poszukujących po prostu czegoś fajnego do czytania. To już bardzo dużo. Zresztą większość książek tak naprawdę nie zasługuje na rzeczową, dogłębną rozmowę na ich temat, szkoda na to czasu.

    Poza tym zapomniałam w moim wpisie posypać popiołem własnej głowy - raczej rzadko zabieram głos na cudzych blogach, częściowo dlatego, że na ogół nie czytam nowości, a o nich najczęściej się pisze.

    OdpowiedzUsuń
  24. Anno (czytanki.anki), ja właśnie od początku piszę przede wszystkim dla siebie, żeby treść i sens przeczytanych książek nie umykała mi tak szybko.

    Może rzeczywiście wpis o książce zakończony związanym z nią pytaniem, które byłoby skierowane wprost do czytelników bloga, sprowokowałby ich do dyskusji, ale ja takich pytań dodawać nie zamierzam. Uważam, że całe moje posty (wiem, że są przydługie) to zaproszenie do rozmowy, jeśli ktoś się w nie wczyta, to znajdzie tam moje opinie i poglądy, z którymi, jeśli chce, może polemizować.

    Izo, oczywiście, można sensownie rozmawiać tylko o książkach, które się przeczytało, ale się jednak na ogół nie rozmawia, nawet o tych aktualnie bardzo popularnych - to właśnie trochę mnie dziwi. Nie wiem, może większość książkowej blogosfery ma po prostu zbieżne gusta i dlatego trudno o polemikę?

    Seso, ok, już rozumiem. Myślę, że masz rację. Ja czasami mam ogromną ochotę, żeby tu i ówdzie wstawić jakiś kąśliwy komentarz, ale się powstrzymuję, żeby nie wyjść na osobę wyjątkowo złośliwą i czepialską i żeby nie angażować się w niekończące się, jałowe spory (już to kiedyś przerabiałam). Może nie nazwałabym tego nieszczerością, raczej brakiem szczerości. Poza tym jestem introwertyczką;).

    Brak bezpośredniego kontaktu to rzeczywiście czasami problem, dlatego ja stosują emotikony, choć to podobno dziecinne. Niektóre moje wypowiedzi na żywo czy choćby w nagraniu brzmiałyby zupełnie inaczej.

    Kasiu, zapewniam Cię, że czytam uważnie wszystkie komentarze, które pojawiają się na tym blogu, ale naturalnie zdarza mi się czasami źle je zinterpretować. Moje wypowiedzi również bywają niewłaściwie odbierane i tak właśnie się tu stało. Po prostu oznajmiłam, że ja - tak jak i Ty - nie obawiam się dyskusji i wyrażania swoich opinii, ale to nie miało być zaprzeczenie Twoich słów, tyko właśnie - oznajmienie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Anno, no właśnie, mi też tych dyskusji brakuje, ale z drugiej strony sama rzadko je wywołuję. Czasami nawet chciałabym się odnieść do jakiegoś konkretnego fragmentu czyjejś recenzji, ale wówczas wyszedłby mi spoiler, a to nie jest mile widziane.

    Zdarza mi się od czasu do czasu napisać o czymś zupełnie niezwiązanym z książkami. Wspomniałam już, że miałam kiedyś blog o innej tematyce (pod znamiennym tytułem "Moje słuszne poglądy na wszystko"); czasami mi go brakuje i wtedy swoje poglądy prezentuję tutaj.

    Również pozdrawiam;).

    Mary, ja lubię również Twoje posty o "pierdółkach", zwłaszcza o tych Twoich "dziuniach" z pracy;). Jestem introwertyczką, więc nie piszę tu np. o tym, że mam dobry czy zły dzień, ale chętnie czytam o takich sprawach u innych - takie autobiograficzne wstawki dodają blogowi kolorytu i oryginalności:).

    Krzysztofie, wcale nie "jak zwykle":). Pierwszy raz zdarzyło mi się wywołać tego rodzaju dyskusję, nawet się nie spodziewałam tylu komentarzy. Nie zamierzam być żadną wojowniczką (zwłaszcza światła), wolę pisać sobie o książkach. Nie wydaje mi się, żebym tu kogoś przyciągała - przypuszczam, że ludzie trafiają na ten blog raczej przypadkowo; poza tym - bez urazy, ale mnie "moi" komentatorzy i goście wydają się zupełnie tacy sami, jak na innych stronach:).

    Absolutnie nie zgodzę się, że przekaz w internecie jest jednokierunkowy - o tym, że nie zawsze tak jest, świadczy choćby ilość komentarzy pod tym wpisem. Oczywiście zawsze chyba będzie tak, że im bardziej kontrowersyjny temat czy też osobowość i styl blogera, tym więcej osób zareaguje na wpis.

    Również nie pozdrawiam:).

    OdpowiedzUsuń
  26. Chihiro, przede wszystkim chcę podkreślić, że pisałam o książkowej blogosferze bardzo ogólnie, wiadomo - od każdej prawie reguły i od każdego uogólnienia są wyjątki.

    Kiedy pisałam o małym zróżnicowaniu blogów, nie chodziło mi o to, że większość pisze o tych samych książkach, tylko o to, że większość robi to w bardzo podobny sposób, tym samym stylem (ja w sumie też).

    Przypuszczam, że mój blog Cię za bardzo nie zainteresuje - wypowiadam się tu właśnie raczej tylko o książkach, nie mam żadnego konkretnego pomysłu na ten blog i ani śladu pazurów:). A jednak również o tych moich Impresjach ludzie wyrażają się na ogół pozytywnie i to mnie właśnie niepokoi. Z niektórych wpisów jestem bardziej zadowolona, z innych mniej, ale ani jedne, ani drugie prawie nigdy nie są krytykowane, co może wynikać z tego, że piszę na tyle nieciekawie, że nikomu nie chce się ze mną polemizować.

    Nie twierdzę, że każdy pozytywny komentarz to takie bezpodstawne "słodzenie", sporo jednak takich wypowiedzi widziałam. Szczególnie nie lubię komentarzy, z których jasno wynika, że ich autorzy nie przeczytali dokładnie notki, którą komentują.

    Tak, często krytyczny komentarz bywa odbierany jako wstęp do kłótni albo wręcz jako krytyka autora danego bloga i wiele osób, tak sądzę, właśnie z tego powodu z takich wypowiedzi rezygnuje.

    Nie spotkałam się z blokowaniem dyskusji poprzez powoływanie się na różnorodność gustów. Wydaje mi się, że w ten sposób można podsumować polemikę, która nie kończy się porozumieniem rozmówców. A tak w ogóle, to nie lubię powiedzenia, że o gustach się nie dyskutuje - przecież tak naprawdę wciąż się to robi.

    Matyldo, cieszę się, że podzielasz moje opinie:).

    Zosik, nie wydaje mi się, żebym była szczególnie odważna, tak w realu, jak i w internecie. Marudząc, tak jak wyżej, nie muszę się przecież obawiać żadnych konsekwencji. Najwyżej ktoś mnie znielubi:).

    Również pozdrawiam:).

    OdpowiedzUsuń
  27. Elenoir, chyba naprawdę czytamy zupełnie inne blogi, bo nie zauważyłam, by większość z nich pisana była w tym samym stylu.

    Nie jest tak, że czytam tylko blogi osób, piszących o czymś więcej poza książkami, te czysto książkowe także się zdarzają. Ale jestem bardzo wybiórcza i gdy natrafiam na nowy blog, którego autorka recenzuje same książki, które mnie nie interesują, to choćby pisała niezmiernie ciekawie, nie będę do niej zaglądać. Z kolei osoba, która sięga po te same książki co ja (albo podobne), ale ogranicza się do powielania notek widniejących na okładkach i własnej ocenie "Bardzo mi się ta książka podobała i polecam ją" też nie może liczyć na moją przychylność.

    Z tym pazurem lekko przesadziłam, bardziej chyba chodziło o "polot", użyłam złego słowa. Narzekasz na to, że mało kto Cię krytykuje. I tu nasuwa mi sie pytanie: dlaczego chcesz, by Cię krytykowano? I za co chciałabyś, by Cię krytykowano? Jasne, że bywają krytyczne komentarze dotyczące osoby autora bloga, co wydaje mi się niewłaściwe. Kim my jesteśmy, by osądzać innych? - bo czasem krytyka to ocena negatywna całej osoby. A uważam, że człowiek nie ma prawa oceniać drugiej osoby, może oceniać natomiast jej zachowanie, pracę, twórczość.

    Zastanawia mnie jedno. Piszesz, że stosujesz kpinę i ironię w swojej notce, Joanna (kalio) zaś zarzuca Ci szyderstwo. Daleka jestem od jednoznacznego oceniania - szczególnie, że Cię nie znam - ale muszę przyznać, że rozumiem zdanie Joanny. Uwielbiam kpinę i ironię, ale wypełnianie notek na blogu krytyką innych osób (bo pod przykrywką kpiny ze zjawisk: słodzenia w komentarzach, braku dyskusji na blogach i fenomenu candy tak naprawdę kpisz też z konkretnych osób) wydaje mi się niepotrzebnym biciem piany. To Twój blog, możesz na nim pisać, co tylko zechcesz, mnie się to po prostu wydaje lekko niesmaczne. Przypomina mi piosenki Eminema, składające się niekiedy w całości z wyśmiewania się z innych. Czemu ma to służyć?

    Odnośnie ucinania dyskusji na blogach, to ja się niestety właśnie z czymś takim spotkałam. Mogłabym podać nick autorki owego bloga, lecz nie lubię upubliczniać takich danych. W każdym razie słodzenia w jej komentarzach znalazłabyś aż nadto, zemdliłoby Cię momentalnie :) Co do gustów, to myślę, ż dyskusja o nich ma niewiele sensu. Raczej nie dyskutuje się o gustach, ale można dyskutować o tym, co ma wpływ na nasz gust, można rozmawiać o światopoglądzie, różnicach w mentalności (bo wiele kwestii tak naprawdę do tego się sprowadza) i punktach widzenia. I nawet jak jedna osoba lubi różowy, a druga - tylko czarny, to o tym też można dyskutować, unikając poruszania bezpośrednio kwestii gustu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Może rzeczywiście zaglądamy na inne blogi, a może ja przez "oryginalny styl" rozumiem coś innego: niespotykane nigdzie indziej metafory, zabawy językiem, ciekawe słownictwo; coś, co sprawia, że gdziekolwiek przeczytałabym dany tekst, jego autora bądź autorkę rozpoznałabym od razu. Może oczekuję zbyt wiele - ktoś, kto pisałby w ten sposób, zostałby zapewne pisarzem albo dziennikarzem. A jednak takie blogi istnieją.

    Ja również nie zaglądam na blogi traktujące o książkach, które mnie nie interesują - np. tylko o tzw. literaturze kobiecej. I też lubię bardziej rozbudowane recenzje.

    Napisałam już, dlaczego chciałabym być krytykowana. Doceniam, oczywiście, komplementy (któż ich nie lubi), ale rzadko w nie wierzę, no i lubię polemiki:).

    Napiszę jeszcze raz: najpierw wypowiedziałam się o candy ogólnie, bez żadnych linków do cudzych blogów, bez nicków, nazwisk, cytatów, aluzji. Żadnych przykrywek tam nie było. Wyśmiałam pewne zjawisko, nie osoby. Nie mam tu sobie absolutnie nic do zarzucenia.
    To Joanna napisała na innym blogu, że konkretnie ja jestem nietolerancyjna, choć się za taką uważam. Dlaczego nie miałabym zareagować na krytykę mojej osoby? Poza tym wcale się z Joanny nie wyśmiewałam.

    Poruszyłam w jednym wpisie kilka różnych, choć powiązanych ze sobą, spraw. Cóż w tym złego?

    Moim zdaniem o gustach można dyskutować, bo niewątpliwie istnieją lepsze i gorsze. Przecież mówi się, że np. ktoś ma dobry gust, a ktoś inny ubiera się kiczowato itd.



    Wybaczcie, ale niektórzy są chyba nieco nadgorliwi i przewrażliwieni - krytykować nie wolno, wyśmiewać nie wolno, osądzać nie wolno, nic nie wolno, bo każde działanie może kogoś urazić. A ja uważam, że to wszystko jest jak najbardziej dozwolone, o ile nie towarzyszy temu chamstwo i niecne intencje.

    (komentarz edytowany)

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).