Impresje

poniedziałek, 22 lutego 2010

PEANATEMA

Tytuł: Peanatema
Autor: Neal Stephenson
Pierwsze wydanie: 2008

Wydawnictwo Mag
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
ISBN: 978-83-7480-126-3
Stron: 960

Ocena: 5-/5

Ta powieść to coś pośredniego między "Zamiecią" i "Cyklem barokowym" (być może pod pewnymi względami przypomina też "Cryptonomicon", ale nie miałam okazji czytać). Tzn. sporo tu naukowych wywodów, ale i o fabule autor tym razem nie zapomina.

Akcja powieści toczy się na planecie Arbre, która pod wieloma względami przypomina Ziemię, tylko na innym, znacznie późniejszym etapie rozwoju. Już przed tysiącami lat arbryjscy naukowcy potrafili - dzięki umiejętności manipulowania genami - tworzyć np. rośliny, które przetwarzano na paliwo; dokonywali sztucznej syntezy jąder atomowych, co pozwalało uzyskać nowomaterię; budowali kolejne, coraz większe zderzacze cząstek elementarnych; projektowali efektywną broń masowego rażenia. Z pewnością byli współodpowiedzialni za serię katastrof, które dotknęły Arbre - tzw. Straszliwe Wypadki, zapowiadane przez trzy Zwiastuny: rewolucje, wojnę światową i ludobójstwo.
Trudno się dziwić, że po czymś takim doszło do Rekonstrukcji: uczonych i osoby piśmienne odizolowano od" zwykłych" śmiertelników i stopniowo pozbawiono niemal wszystkich narzędzi pracy. Świat podzielono na sekularny i matemowy, przy czym Saeculum kontrolowało matemy.

Matemy były odizolowanymi, prawie samowystarczalnymi wspólnotami uczonych (deklarantów i deklarantek), którzy całe życie poświęcali zdobywaniu wiedzy, z konieczności - tylko teoretycznej. Przy czym jedynymi zdobyczami techniki, z jakich mogli korzystać, były księgi, tablica i kreda, teleskopy. Wszelkie sprawy "techniczne" (jak np. konserwacja niektórych mechanizmów) były domeną itów (to chyba od IT), z którymi deklaranci w żadnym wypadku nie mogli się kontaktować.

Deklaranci stykali się ze światem zewnętrznym w czasie tzw. apertów, które trwały 10 dni. Niektóre matemy obchodziły tę uroczystość co roku, inne co dekadę, co wiek albo co tysiąclecie... Przez te 10 dni członkowie poszczególnych matemów aktualizowali swoją wiedzę o współczesnym świecie [1].

Deklarant mógł w każdej chwili opuścić swój matem, mógł też być zmuszony do odejścia, np. gdy świat sekularny potrzebował jego wiedzy i usług. W bardzo rzadkich i bardzo szczególnych sytuacjach  (np. gdy do Arbre zbliżała się niebezpieczna asteroida) zwoływano konwoks - zgromadzenie wybranych deklarantów z całej planety, którzy mieli rozpracować jakiś problem.

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 3689 pr. (po wspomnianej wyżej Rekonstrukcji), kiedy to Saeculum znów potrzebuje pomocy uczonych. Arbre jest zagrożona, a politycy, wojsko i kapłani nie poradzą sobie z tym sami. Powołani na konwoks deklaranci mają wreszcie okazję, aby wykorzystać swoją wiedzę w praktyce. Okazuje się, że mimo izolacji i ograniczeń technologicznych w wielu dziedzinach nauki poczyniono ogromne postępy. Kalio bardzo trafnie napisała, że ta powieść jest "apoteozą ludzkiego umysłu" i nie sposób się z tym nie zgodzić.

***
"Peanatema" spodoba się na pewno czytelnikom, których fascynują nowe światy kreowane w powieściach. Mniej więcej przez 150 pierwszych stron aklimatyzujemy się na Arbre - poznajemy jej historię oraz różnice między Saeculum i matemami. Opis świata matemowego, którego wewnętrzna organizacja przypomina trochę hierarchię kościoła katolickiego, naprawdę robi wrażenie, choć Stephenson pewnych wątków ledwo dotknął. Nie jest to środowisko jednolite, a podziały przebiegają wzdłuż bardzo subtelnych granic i sprowadzają się do wyznawania odmiennych filozofii. O tych filozofiach dowiadujemy się naprawdę sporo, ale nie można tych wywodów pominąć, bo są kluczowe dla zrozumienia fabuły w drugiej połowie książki. Radzę uważać na fragmenty, w których mowa o Hylaei i o Hylaejskim Świecie Teoretycznym (i przypomnieć sobie podstawowe wiadomości o Platonie). Dobrze jest też wiedzieć cokolwiek o teorii światów równoległych i o kocie Schrödingera [2]. Osoby, dla których fizyka zawsze była czarną magią (stanowczo się do nich zaliczam) i tak nie wszystko pojmą, ale zrozumienie, o co chodzi z tym kotem, naprawdę w tym pomaga ;) Podobno Stephenson czerpał inspiracje m.in. z "Nowego umysłu cesarza" Rogera Penrose'a, ale choć mamy to na półce, to przebrnięcie przez tę książkę byłoby chyba ponad moje siły i zdolności.

Widziałam w internecie wykres, na którym ktoś przedstawił poziom swojego zainteresowania powieścią w trakcie lektury. U mnie najpierw ono rosło, potem spora dawka filozofii podziałała na mnie usypiająco, następnie akcja się naprawdę rozpędziła, aby wkrótce przerodzić się w wykład z fizyki; potem znowu bardzo dużo się dzieje, a na samym końcu mamy coś w rodzaju "Porządków w Shire" (choć ta część jest znacznie krótsza niż u Tolkiena).

Narratorem powieści jest Erasmas - młody, średnio zdolny deklarant, który wkrótce odegra kluczową rolę w ratowaniu świata (tu autor zastosował stary schemat fantastyczny). Postaci są sympatyczne, a niektóre z nich to kobiety (!). Konsekwencją tego jest krótki wątek romansowy, ale moim zdaniem niespecjalnie przekonujący. W ogóle psychologia raczej nie jest specjalnością Neala Stephensona.

Tłumaczenie tej powieści na pewno nie było łatwe - sporo tu słowotwórstwa oraz terminów z zakresu matematyki i fizyki. Na końcu książki znajduje się Glosariusz, który zawiera wyjaśnienie części matemowych pojęć, co bardzo pomaga, zwłaszcza na początku lektury.
***
Podsumowanie. Lubię powieści z rozmachem, w których autorowi udało się wykreować kompleksową i konsekwentną wizję innego świata. Podobają mi się książki, które zmuszają do myślenia i pobudzają wyobraźnię czytelnika, a oprócz tego dostarczają po prostu dobrej rozrywki. "Peanatema" nie jest lekturą lekką i łatwą, ale za to przyjemną (jak się już przebrnie przez początek) i zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

***
Zachęcam do przeczytania wywiadu z Nealem Stephensonemfragmentu powieści oraz moich zapisków na temat "Zamieci" i "Diamentowego wieku". Odradzam oglądanie filmiku reklamującego powieść np. na youtube - nie dość, że marny, to jeszcze zawiera niewybaczalne (moim zdaniem ) spoilery.
***

[1] Najbardziej odizolowanym matemem byli milenaryści. Trafiały do nich przeważnie dzieci, którym jeszcze nie odcięto pępowiny, które niemal nie zetknęły się z Saeculum. Jeśli np. miało to miejsce w roku 3689 pr., to takie dziecko dorastało i żyło we wspólnocie, która ze światem zewnętrznym kontaktowała się ostatnio prawie 700 lat wcześniej, w czasie ostatniego apertu.

[2] Kot Schrödingera fascynuje również filmowców - pojawił się w filmie "A Serious Man" Coenów, w serialu "The Big Bang Theory" (co jest zrozumiałe - bohaterowie to fizycy), a w serialu "Flash Forward" Merry Brandybuck podrywał na tę historię długonogą blondynę (skutecznie!).

15 komentarzy:

  1. Elenoir, podziwiam. Prawie 100-stronicowa gigantomachia, i to fantasy. Nie jestem koneserem tego typu literatury. I ta liczba stron jakoś mnie odstrasza. :-) Ale dziękuję za ciekawą recenzję i chylę czoła przed Twoją konsekwencją (nie przerwałaś lektury, doczytałaś książkę i napisałaś recenzję). :-) Pozdrawiam z naszej Przystani zasnutej aurą fascynacji po lekturze powieści Rubiny.

    OdpowiedzUsuń
  2. 1000-stronicowa gigantomachia :-) umknęło mi jedno zero... nigdy nie byłam dobra z matematyki

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam, żeby Ci się spodobała:)
    Mnie rzuciła na kolana, ale o tym pisałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam cykl barokowy, pierwsze trzy części, ale nie wiem, kiedy się za niego zabiorę... Bardzo ciekawa recenzja, jak zwykle:)

    @Jolanto
    Peanathema to science fiction, nie fantasy;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, niby zachwalasz, ale mieszanka s-f, z tego co widzę dość twardego, w połączeniu z fizyką trochę mnie odpycha. Niby jest ta pokusa filozofii... ale chyba na razie jednak sobie daruję ;)
    I recenzja bardzo ciekawie i przyjemnie napisana :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jolanto, jak wspomniała Eruana "Peanatema" to raczej sf niż fantasy. Może z mojej recenzji to tak wprost nie wynika, bo nie chciałam spoilerować.
    1000 stron mnie nie przeraża - taka trylogia Sienkiewicza liczy ich sobie więcej, a ja i tak ją przeczytałam kilka razy;)
    Również pozdrawiam z Krakowa:)

    Joanno, mnie na kolana może nie rzuciła, ale to chyba najlepsza powieść Stephensona, jaką czytałam. Mój ranking wygląda tak:
    1. Peanatema
    2. Zamieć
    3. Diamentowy wiek
    4. Cykl barokowy.
    Chciałabym przeczytać "Cryptonomicon", ale dawno nie był wznawiany i na allegro osiąga trochę kosmiczne ceny. Coś mi się obiło o uszy, że Mag ma go w tym roku wydać, ale nic pewnego nie wiem.

    Eruano, mnie się Cykl czytało raczej ciężko - jest tam mnóstwo matematyki i historii, ale fabuły jakby mniej. Jeśli jednak przez niego przebrniesz, to z lekturą "Peanatemy" nie będziesz miała najmniejszych problemów:)

    Mateuszu, jest tu o wiele więcej fizyki i filozofii niż sf. Właściwie współczesna fizyka (i w ogóle nauka) chyba niewiele się różni od science fiction, przynajmniej z punktu widzenia laików.
    Ja też się kiedyś zarzekałam, że sf czytać nie będę, ale niechcący wypożyczyłam "Neuromancer" i mi się spodobało:) Więc może i Tobie przyjdzie kiedyś ochota na lekturę powieści Stephensona.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za odpowiedź. 1000 stron jako takich też nie jest czymś przerażającym, ale w połączeniu z fantastyką – w moim przypadku, bo ja nie jestem amatorką tego typu pisarstwa – urasta wręcz do niebotycznych rozmiarów. :-)) Pozdrawiam raz jeszcze. I kto wie... może z przekory zacznę zgłębiać te osobliwe światy, o których wspominasz w recenzji. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mag zapowiedział wznowienie Cryptonomiconu na kwiecień 2010.
    A co do kiedyśprzyjścia - być może, jak na razie jedynie trylogia "Zimnego Ognia" z s-f przypadła mi do gustu (kto czytał, ten wie dlaczego ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Eruana - dzięki, za ten arnking, bo poza Peanthemą cały Stephenson przede mną. Mam zamiar go przeczytać, tylko zastanawiałam się, od czego zacząć. Właściwie wahałam się między Diamentowym wiekiem a Zamiecią.

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko, jeszcze pomyliłam Twój nick, najmocniej przepraszam, Elenoir

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja proponuję taką kolejność czytania:
    1. Zamieć
    2. Diamentowy wiek
    3. Cykl barokowy
    4. Cryptonomicon.
    "Peanatemę" już znasz:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Elenoir, a co z tego jest fantastyką? Bo z chęcią bym poznał pisarza, a nie chce się zrażać przez s-f ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. O "Zamieci" i "Diamentowym wieku" pisałam na blogu, więc zachęcam do skorzystania z opcji "Szukaj";) Ale tak w skrócie - obie powieści to swego rodzaju fantastyka. "Cryptonomiconu" nie czytałam. W "Cyklu barokowym" zdecydowanie dominuje historia, w tym historia nowoczesnej nauki. Ale jeśli zaczniesz poznawanie twórczości Stephensona od tej właśnie serii, to możesz się nieco zniechęcić...

    OdpowiedzUsuń
  14. "Ta powieść to coś pośredniego między "Zamiecią" i "Cyklem barokowym" (być może pod pewnymi względami przypomina też "Cryptonomicon", ale nie miałam okazji czytać). Tzn. sporo tu naukowych wywodów, ale i o fabule autor tym razem nie zapomina."

    Te naukowe wywody, to coś normalnego w twórczości Stephensona. Co jednak ważniejsze, nazwaniem Peanatemy czymś pośrednim, przypomniało mi jaką ponoć drogę przeszedł autor, aby napisać swoją ostatnio wydaną powieść. Cryptonomiconu też jeszcze nie czytałem, ale naczytałem się na jego temat.
    Po napisaniu „Cryptonomiconu”, Stephenson musiał cofnąć się w czasie. Sięgnąć do czasów powstawania nowożytnej nauki. Tak właśnie powstał „Cykl Barokowy” (sam od niego zaczynałem przygodę z autorem i uważam, że jeśli ma się otwarty umysł, to jest to wyśmienita opowieść na początek). Co wiąże obie historię? Choćby rodzina Waterhouse czy Enoch Root. "Peanatema" właśnie jest konsekwencją tego cofnięcia się w czasie. Choć Enoch Root już nie występuje (przynajmniej oficjalnie pod swoim nazwiskiem), dostrzec jest łatwo drogę, którą przebył autor.

    "Opis świata matemowego, którego wewnętrzna organizacja przypomina trochę hierarchię kościoła katolickiego"
    Ja bym bardziej użył porównania do życia klasztornego, niekoniecznie związanego z katolicyzmem.

    "U mnie najpierw ono rosło, potem spora dawka filozofii podziałała na mnie usypiająco, następnie akcja się naprawdę rozpędziła, aby wkrótce przerodzić się w wykład z fizyki; potem znowu bardzo dużo się dzieje."

    Od dawna już powtarzam, że Stephenson jest najlepszy gdy nudzi. :] Ale to trzeba się dać porwać, nie nastawiać na nudne wywody, bo moim zdaniem nudnie przedstawione nie są. Z resztą moje zainteresowanie książką było trochę inne. Choć cały czas utrzymywało się na wysokim poziomie, to podczas części teoretycznych było największe. ;) Nie jest też ani fizykiem, ani innym narwanym naukowcem ale na pewno „wyznawcą” Stephensona. Przy jego książkach można się świetnie bawić, tylko trzeba podjąć grę na zasadach autora.

    Z resztą pisać o „Peanatemie” można długo, może zajmować jej wielopoziomowość, wiele możliwych płaszczyzn do zinterpretowania.

    To, że „Cryptonomicon” się ukaże w tym roku to pewne, tylko niewiadomo kiedy. Znaczy na 80% w czerwcu. Jest jeszcze jedna jego powieść, „Zodiac”, warto poszukać, bo choć to chyba najsłabsza powieść, to dobrze poznać początki (może nie pierwsze, pierwsze, bo debiutował on powieścią „The Big U”).

    OdpowiedzUsuń
  15. Widocznie mój umysł nie jest wystarczająco otwarty:)
    O ciekawych rzeczach czasami pisze się bardzo nieciekawie. Nikt mnie nie przekona, że "Cykl barokowy" nie jest momentami straszliwie nudny. Gdybym chciała przeczytać rozprawę o optyce czy astronomii, to sięgnęłabym po jakiś podręcznik, a nie po powieść. W "Peanatemie" wywody naukowe mają wpływ na fabułę i dlatego jako czytelniczka o wiele chętniej je sobie przyswajałam. No, przynajmniej się starałam:) O dziwo, ciekawsze wydawały mi się te na temat fizyki, którego to przedmiotu nienawidziłam w szkole, prawie tak jak chemii. Filozofią się nie interesuję - chyba jestem na to zbyt przyziemna:)

    Wiem, że "Cryptonomicon" jest swego rodzaju kontynuacją "Cyklu barokowego", dlatego w proponowanej przeze mnie kolejności czytania znalazł się na końcu. Na forum Maga czytałam, że ma być jeszcze droższy niż "Peanatema"!

    Maeg: "Ja bym bardziej użył porównania do życia klasztornego, niekoniecznie związanego z katolicyzmem".
    Owszem, pojedynczy matem przypomina klasztor, ale świat matemowy obejmujący matemy z całego Arbre, znacznie różniące się od siebie organizacją i zamożnością, bardziej kojarzy mi się z kościołem jako całością.

    A tak w ogóle to lubię, gdy w książce coś się dzieje i wcale się tego nie wstydzę:)

    OdpowiedzUsuń

"Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa". Z drugiej strony lubię meandrujące dyskusje, więc komentarze nie na temat również są tu mile widziane;).